Oblatany w 1936 roku holenderski myśliwiec Fokker D.XXI był maszyną przejściową, która miała być wykorzystywana tylko do czasu wprowadzenia do uzbrojenia lepszych maszyn. Samoloty te stały się jednak najważniejszymi myśliwcami wykorzystywanymi przez holenderskie oraz fińskie siły powietrzne podczas II wojny światowej.

Geneza

W maju 1934 roku Lotnictwo Indii Holenderskich złożyło w zakładach Fokkera zamówienie na nowy samolot myśliwski, który zastąpiłby dotychczas używane maszyny typu Curtiss P-6 Hawk – zakładano zamówienie 14 samolotów. Według wytycznych, samolot miał mieć solidną i prostą konstrukcję, oraz stałe podwozie, dzięki czemu byłby łatwy w eksploatacji. W zakładach Fokkera, zespół kierowany przez Ericha Schatzkiego opracował z myślą o zamówieniu dwa projekty – Fokker D.XIX oraz Fokker D.XXI.

Holenderski Fokker D.XXI

Holenderski Fokker D.XXI

Pierwsza z maszyn była dwupłatowcem, a druga dolnopłatem – zgodnie z zamówieniem, decyzja co do układu konstrukcyjnego zależała od zakładów Fokkera. Siły Powietrzne zainteresowały się jednak jedynie wariantem D.XXI i 4 czerwca 1935 roku złożyły zamówienie na prototyp nowego myśliwca.

Maszyna wzbiła się w powietrze 27 marca 1936 roku, a za sterami zasiadł Emil Meinecke. Pierwsze testy wykazały, że samolot ma całkiem dobre osiągi, ale wymaga kilku drobnych poprawek – m.in. problemem była słaba widoczność z kokpitu do tyłu. Niestety równocześnie Lotnictwo Indii Holenderskich podjęło decyzję o rezygnacji z zamówienia, uznając, że bardziej przydatne będą samoloty bombowe.

Utraciwszy zamówienie, zakłady Fokkera musiały znaleźć innego chętnego na zakup maszyny, aby zwrócić koszty przygotowania projektu.

Holenderski Fokker D.XXI

Holenderski Fokker D.XXI

Międzynarodowe zainteresowanie

W maju 1936 roku Fokker D.XXI został zaprezentowany w Sztokholmie, gdzie wzbudził zainteresowanie fińskich wojskowych. Uznali oni, że dzięki prostej konstrukcji oraz stałemu podwoziu, maszyna ta idealnie nadaje się do trudnych warunków jakie panują w Finlandii. Po przeprowadzeniu w Holandii próbnych lotów, w których wziął udział fiński pilot Gustav Magnusson, Finowie zamówili 7 maszyn oraz dodatkowo kupili licencję na produkcję kolejnych kilkudziesięciu samolotów.

21 lipca 1937 roku duńskie siły powietrzne zamówiły dwa Fokkery D.XXI. Ponadto Dania kupiła licencję na budowę 10 kolejnych maszyn. W 1938 roku zainteresowanie holenderskim myśliwcem wyraziła również Hiszpania, która kupiła ostatecznie licencję na produkcję 50 maszyn. Niestety w związku z wybuchem Wojny Domowej, żadna z maszyn nie została ukończona.

Fińskie Fokkery D.XXI

Fińskie Fokkery D.XXI

Chociaż początkowo Holendrzy zrezygnowali z zakupu myśliwców Fokkera, 29 grudnia 1937 roku w obliczu pogarszającej się sytuacji międzynarodowej holenderskie Siły Powietrzne złożyły zamówienie na 36 Fokkerów D.XXI. Decyzja podyktowana była opóźnieniami w projekcie myśliwca Koolhoven F.K.58, który miał trafić do służby dopiero w 1939 roku.

Eksploatacja

Dania

Pierwszy duński Fokker D.XXI został oblatany 26 sierpnia 1939 roku. Gdy 9 kwietnia 1940 roku Dania została zaatakowana przez Niemców, samoloty nie zdążyły wziąć udziału w walkach. Kilka maszyn zostało zniszczonych na ziemi, a pozostałe zostały uszkodzone. W trakcie okupacji wyremontowano kilka maszyn, które wróciły do służby. Po całkowitym rozbrojeniu duńskich sił zbrojnych w sierpniu 1943 roku samoloty te zostały przejęte przez Niemców, którzy wykorzystywali je do holowania celów powietrznych.

Hiszpania

Po kupieniu licencji, produkcję hiszpańskich D.XXI zamierzano rozpocząć w zakładach w miejscowości Guadalajara. Niestety wraz z wybuchem Wojny Domowej, zakłady te znalazły się na linii frontu, w związku z czym produkcję przeniesiono do klasztoru w rejonie miasta Alicente. Do końca wojny udało się skompletować jedynie część podzespołów, ale nie zbudowano żadnego samolotu.

Holenderskie Fokkery D.XXI

Holenderskie Fokkery D.XXI

Holandia

W momencie wybuchu II wojny światowej Holandia dysponowała 29 sprawnymi D.XXI. Samoloty te już we wrześniu 1939 roku wzięły udział w drobnych starciach powietrznych z głównie niemieckimi, ale również brytyjskimi i francuskimi samolotami, które wlatywały w holenderską przestrzeń powietrzną. Samoloty spisywały się bardzo dobrze, chociaż ustępowały osiągami maszynom niemieckim. Według różnych źródeł Holendrzy odnieśli 16 zwycięstw pewnych i 17 prawdopodobnych, tracąc 20 maszyn. Pozostałe zostały przejęte przez Niemców, którzy wcielili je do służby – jedna maszyna trafiła do Muzeum Lotnictwa w Berlinie, gdzie została zniszczona w 1943 roku w trakcie bombardowania.

Jako ciekawostkę warto dodać, że jeszcze przed niemiecką inwazją na Holandię doszło do kilku starć powietrznych między holenderskimi D.XXI a maszynami niemieckimi. Niemcy często brali holenderskie maszyny za samoloty francuskie, z powodu podobieństwa oznaczeń. W związku z tym Holendrzy podjęli decyzję o zmianie oznaczeń na pomarańczowe trójkąty w czarnej obwódce.

Holenderskie Fokkery D.XXI

Holenderskie Fokkery D.XXI

Finlandia

Najważniejszym użytkownikiem Fokkerów D.XXI była Finlandia. Po raz pierwszy maszyny te wykorzystano bojowo w trakcie Wojny Zimowej (fińskie siły powietrzne dysponowały wówczas 41 Fokkerami). Pierwsze zwycięstwo powietrzne fiński D.XXI zdobył prawdopodobnie 1 grudnia 1939 roku, zestrzeliwując rosyjski bombowiec Tupolew SB (dane te nie są jednak zgodne z częścią źródeł). Do końca Wojny Zimowej Finowie odnieśli na D.XXI 120 zwycięstw powietrznych, a 10 pilotów zdobyło tytuł asa (najskuteczniejszy fiński pilot, Ilmari Juutilainen również rozpoczął swoją karierę na D.XXI, ale w trakcie Wojny Zimowej odniósł jedynie dwa zwycięstwa). W trakcie walk utracono 12 maszyn.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Fińskie D.XXI początkowo spisywały się bardzo dobrze, ale z czasem, wraz z wprowadzeniem do eksploatacji nowszych radzieckich myśliwców, zaczęły ujawniać się wady Fokkerów – głównie słabe osiągi. W związku z tym podjęto decyzję o modernizacji maszyn, poprzez zastosowanie nowych silników. Zmiany te nie przyniosły jednak znaczącego polepszenia osiągów. Po zakończeniu Wojny Zimowej wznowiono produkcję D.XXI, ostatecznie budując 90 maszyn (wraz z samolotami zbudowanymi przed wojną)

D.XXI ponownie wykorzystano w trakcie Wojny Kontynuacyjnej w 1941 roku. Tym razem samoloty osiągnęły jedynie 60 zwycięstw powietrznych. W tym czasie Fokkery D.XXI były już całkowicie przestarzałe i znacząco ustępowały radzieckim myśliwcom. Mimo to pozostawiono je w eksploatacji aż do końca wojny. Ostatecznie wycofano je ze służby w 1948 roku (sic!).

Fińskie Fokkery D.XXI

Fińskie Fokkery D.XXI

Konstrukcja

Fokker D.XXI był dolnopłatem o mieszanej konstrukcji, z zamkniętym kokpitem i stałym podwoziem. Samolot miał 11 m rozpiętości skrzydeł i 8,2 m długości. Masa startowa wynosiła około 2000 kg. W toku produkcji powstało kilka wersji samolotów, w zależności od indywidualnych oczekiwań odbiorców. Samoloty różniły się uzbrojeniem oraz silnikami. W zależności od wersji, D.XXI osiągały prędkość maksymalną od 415 km/h do 460 km/h.

Duńskie D.XXI wyposażone były w silniki Bristol Merkury VI-S o mocy 645 KM (maszyny zbudowane w Holandii) i Bristol Merkury VIII (maszyny budowane na licencji) i dwa karabiny maszynowe Madsen kalibru 8 mm, umieszczone w skrzydłach.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Samoloty holenderskie posiadały dziewięciocylindrowe silnik Bristol Merkury VII o mocy 830 KM oraz 4 karabiny maszynowe FN-Browning M-36 kalibru 7,92 mm, umieszczone w skrzydłach.

Najbardziej różnorodne były fińskie D.XXI. Siedem pierwszych maszyn, zbudowanych w Holandii otrzymało silniki Bristol Merkury VIII i 4 karabiny maszynowe Browninga, umieszczone po dwa w skrzydłach i dwa w dolnej części kadłuba. Maszyny budowane na licencji początkowo również wykorzystywały silniki Bristol Merkury VIII, ale później zaczęto stosować silniki Pratt & Whitney R-1535-SB4 Twin Wasp Junior o mocy 830 KM oraz Bristol Pegasus X o mocy 920 KM.

Finowie w swoich maszynach wykorzystywali celowniki lunetkowe firmy Goerz, a w trakcie wojny rozważali wyposażenie swoich D.XXI w chowane podwozie. Jego testy nie był jednak zbyt zadowalające, ponieważ uniemożliwiały montowanie nart, które wykorzystywano w trakcie walk zimą.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Podsumowanie

Fokker D.XXI był bardzo nietypowym samolotem. Powstał z myślą o działaniach w Indiach Holenderskich, ale ostatecznie najważniejszym teatrem działań tych maszyn była Finlandia. W momencie wybuchu II wojny światowej Fokkery były już całkowicie przestarzałe i ustępowały osiągami nowym myśliwcom niemieckim, radzieckim czy alianckim. Mimo to były z powodzeniem wykorzystywane w walkach.

Swój sukces zawdzięczają głównie znakomitemu wyszkoleniu latających na nich pilotów. W połączeniu z prostą i solidną konstrukcją D.XXI spisywały się bardzo dobrze w trudnych warunkach panujących w Finlandii i mogły spokojnie korzystać z nieprzygotowanych lotnisk.Istotną wadą myśliwców, której nie udało się wyeliminować, było słabe uzbrojenie, ponieważ 4 karabiny maszynowe dysponowały bardzo małą siłą ognia w porównaniu do np. działek 20 mm i karabinów kalibru 12,7 mm, stosowanych głównie przez Rosjan.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Mimo wszystko można śmiało powiedzieć, że ostatnim myśliwiec zaprojektowany przez zakłady Fokkera był bardzo udaną konstrukcją. Do naszych czasów przetrwał jeden D.XXI, który znajduje się w Finlandii, natomiast w Holandii znajduje się jedna replika.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Fokkerowi możliwości odmówić nie można – chociaż na papierze samolot ten wypada przeciętnie, ale za to w praktyce pokazał co potrafi. Mam jedynie cały czas wątpliwości, czy na dłuższą metę maszyna to spisałaby się w praktyce. Zarówno w Holandii jak i Finlandii używano ich krótko – Finowie wyprodukowali po Wojnie Zimowej jeszcze kilkadziesiąt maszyn, jednak w Wojnie Kontynuacyjnej nie odniosły one już zbyt wielu sukcesów. Zakładamy przecież ich użycie w celu zniwelowania niemieckiej przewagi w powietrzu, a tym samym wydłużenie walk.

    Ciężko mi ocenić realność zakupu któregokolwiek z popularnych w okresie przedwojennym samolotów – rozważany był tylko P-35, ale opcji było wiele. Jeśli nawet odrzucić Hurricana – tu zgadzam się, że Brytyjczycy byli raczej pazerni, oraz Francuzów – ich maszyny też do najlepszych nie należały, to ciekaw jestem czy lepszą opcją nie byłby jeszcze Curtiss P-36 Hawk. Tu jedynie problem polegał na skali produkcji, bo Amerykanie sami wytwarzali je dosyć wolno.

    Co do kwestii licencja vs. zakup, każda opcja ma swoje plusy i minusy. Licencja dawała zaplecze i opcję wytwarzania maszyn bez większych ograniczeń – aczkolwiek zależało to od zapisów licencji i możliwości produkcyjnych. Zakup może i droższy na pierwszy rzut oka, ale dawał szybko konkretną ilość maszyn, ponieważ skupiając się np. na amerykańskich maszynach mielibyśmy dostęp do ich skali produkcji. Z drugiej strony w latach 30. raczej wybitnych relacji z USA nie mieliśmy jeśli chodzi o pozyskiwanie uzbrojenia, więc znowu tutaj jest wielkie gdybanie.

  • Zdzichu Krzychu

    Ja uważam że najlepszy był dla nas Fokker. Na nowy myśliwiec dla sił powietrznych RP trzeba patrzeć kiedy zaczęła się kampania wrześniowa.W pierwszym komentarzu pisze pan że Hurricane dawał większe pole do działania na przyszłość.Jaką przyszłość?Priorytetem było przezbrojenie Sił powietrznych RP w myśliwce którymi można byłoby nawiązać równorzędną walkę z Bf 109 (uważam że Fokker był takim samolotem.) Na modernizacje nie było czasu bo lada dzień kampania wrześniowa.Jakbyśmy jakimś cudem wygrali z Niemcami i Związkiem Radzieckim to można by i nowy samolot robić bo przyszłość Polski byłaby nie zagrożona.

    „Pytanie, czy gdybyśmy otrzymali licencję, bylibyśmy w stanie produkować na większą skalę jakiekolwiek samoloty.” Jak Finlandia dała rade produkować u siebie na licencji Fokkery to i my byśmy podołali (mimo wszystko Polska miała lepiej rozwinięty przemysł lotniczy od Finlandii.)

    „Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem było kupowanie gotowych maszyn poza krajem, niż kupowanie licencji na ich budowę.”
    Ja uważam że kupowanie gotowych samolotów za granicą jest nie opłacalne w porównaniu do produkcji u siebie na licencji (i to nie tylko w przypadku Hurricane)

    Nie miałbym nic przeciwko PZL 50 Jastrząb gdyby produkcja seryjna tego samolotu rozpoczęła się w 1936-1937 roku.Później było już po ptokach.

  • Pytanie, czy gdybyśmy otrzymali licencję, bylibyśmy w stanie produkować na większą skalę jakiekolwiek samoloty. Kwestia opanowania nowej technologii.

    Co do silników – to była kwestia czasu – myślę, że w 1940 moglibyśmy już podjąć produkcję takich silników – wiadomo, historia potoczyła się tak, że nie daliśmy rady.

    Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem było kupowanie gotowych maszyn poza krajem, niż kupowanie licencji na ich budowę. Oczywiście byłby to jakiś transfer technologii, ale powiedzmy sobie szczerze – nasze projekty oparte były o licencyjne podzespoły, które sami dopracowywaliśmy i tak jak mówisz, szło to kiepsko 🙂

  • Zdzichu Krzychu

    „opcja pozyskania brytyjskich Hurricane’ów dawała większe pole do działania na przyszłość – bądź co bądź były to nowocześniejsze maszyny” Anglicy nie chcieli sprzedać licencji na Hurricane tylko chcieli sprzedawać gotowe samoloty za duże pieniądze(za duże), bo tym sposobem można o wiele więcej zarobić.Przez to według mnie Hurricane odpada.
    „oraz po opracowaniu mocniejszego silnika byłby szybszy” Zapewne rozchodzi ci się o PZL Waran i PZL Legwan.Nie wierzę że te silniki weszłyby do produkcji seryjnej.Robić prototypy silników umiał każdy, ale zrobić silnik żeby nadawał się do produkcji i użytkowania umiało tylko kilka państw na świecie i niebyła to Polska.Dobrym przykładem jest PZL Foka do PZL 38 Wilk.

  • Bez przesady 😉 Lubię dyskutować, a że, co tu dużo ukrywać, siedzę w wielu tematach, czasami stosuję w tekstach skróty myślowe – tak jak tu – które można właśnie tak a nie inaczej odebrać.

  • gorges

    Zbyt dosłownie potraktowałem Pana tekst i już miałem skasować komentarz ale chciałem „błysnąć” odrobiną wiedzy. Mam nadzieję, że nie ma Pan mi tego za złe 😉

  • Może to zabrzmiało w tekście niezbyt dokładnie, ale miałem na myśli późniejsze maszyny. Co do porównania D.XXI vs. I-16 i I-153 – w pełni się zgadzam, że maszyny miały podobną siłę ognia. Ale już ich następcy, czyli ŁaGG-3, MiG-3 albo nawet Jak-1 były lepiej uzbrojone. Owszem te samoloty weszły do służby po Wojnie Zimowej, ale trend dozbrajania myśliwców był już wcześniej określony. Finowie zdawali sobie z tego sprawę, stąd ocena którą przedstawiłem 😉

  • gorges

    Polemizowałbym odnośnie przewagi ogniowej po rosyjskiej stronie. Rosjanie latali w tym czasie na I-15, I-16, I-153, TU SB i IŁ DB-3. Tylko I-153 były wyposażane w działka 20mm i to tylko w wersji P (pushechnyy/пушечный) wprowadzonej do produkcji na początku 1940 czyli teoretycznie w czasie trwania walk rosyjsko-fińskich ale jaka była szansa na spotkanie samolotu wyposażonego w działka? Bombowce TU SB i IŁ DB-3 też były wyposażane tylko w karabiny ShKAS.

  • Było to jakimś rozwiązaniem – nasi piloci prezentowali równie wysoki, jak nie wyższy poziom wyszkolenia jak piloci holenderscy oraz fińscy, więc przynajmniej w teorii mogliby wyciągnąć z tych maszyn dużo.

    Z drugiej strony, opcja pozyskania brytyjskich Hurricane’ów dawała większe pole do działania na przyszłość – bądź co bądź były to nowocześniejsze maszyny. Owszem byłoby ich mniej. Również Seversky P-35 byłby lepszy od Fokkera – miał lepsze osiągi i uzbrojenie, ale przegrał z pomysłem budowy PZL.50.

    PZL.50 również był lepszy od Fokkera – może miał podobne parametry, ale miał większy potencjał modernizacyjny oraz po opracowaniu mocniejszego silnika byłby szybszy. Ale tu na przeszkodzie stanął nieszczęsny PZL.44 Wicher, który opóźnił prace.

  • Zdzichu Krzychu

    Tak jak pisałem trzeba było na niego kupić 1936 roku licencję i byśmy mieli podczas kampanii wrześniowej wystarczającą ilość w miarę dobrych myśliwców.

Google+