Oblatany w 1936 roku holenderski myśliwiec Fokker D.XXI był maszyną przejściową, która miała być wykorzystywana tylko do czasu wprowadzenia do uzbrojenia lepszych maszyn. Samoloty te stały się jednak najważniejszymi myśliwcami wykorzystywanymi przez holenderskie oraz fińskie siły powietrzne podczas II wojny światowej.

Geneza

W maju 1934 roku Lotnictwo Indii Holenderskich złożyło w zakładach Fokkera zamówienie na nowy samolot myśliwski, który zastąpiłby dotychczas używane maszyny typu Curtiss P-6 Hawk – zakładano zamówienie 14 samolotów. Według wytycznych, samolot miał mieć solidną i prostą konstrukcję, oraz stałe podwozie, dzięki czemu byłby łatwy w eksploatacji. W zakładach Fokkera, zespół kierowany przez Ericha Schatzkiego opracował z myślą o zamówieniu dwa projekty – Fokker D.XIX oraz Fokker D.XXI.

Holenderski Fokker D.XXI

Holenderski Fokker D.XXI

Pierwsza z maszyn była dwupłatowcem, a druga dolnopłatem – zgodnie z zamówieniem, decyzja co do układu konstrukcyjnego zależała od zakładów Fokkera. Siły Powietrzne zainteresowały się jednak jedynie wariantem D.XXI i 4 czerwca 1935 roku złożyły zamówienie na prototyp nowego myśliwca.

Maszyna wzbiła się w powietrze 27 marca 1936 roku, a za sterami zasiadł Emil Meinecke. Pierwsze testy wykazały, że samolot ma całkiem dobre osiągi, ale wymaga kilku drobnych poprawek – m.in. problemem była słaba widoczność z kokpitu do tyłu. Niestety równocześnie Lotnictwo Indii Holenderskich podjęło decyzję o rezygnacji z zamówienia, uznając, że bardziej przydatne będą samoloty bombowe.

Utraciwszy zamówienie, zakłady Fokkera musiały znaleźć innego chętnego na zakup maszyny, aby zwrócić koszty przygotowania projektu.

Holenderski Fokker D.XXI

Holenderski Fokker D.XXI

Międzynarodowe zainteresowanie

W maju 1936 roku Fokker D.XXI został zaprezentowany w Sztokholmie, gdzie wzbudził zainteresowanie fińskich wojskowych. Uznali oni, że dzięki prostej konstrukcji oraz stałemu podwoziu, maszyna ta idealnie nadaje się do trudnych warunków jakie panują w Finlandii. Po przeprowadzeniu w Holandii próbnych lotów, w których wziął udział fiński pilot Gustav Magnusson, Finowie zamówili 7 maszyn oraz dodatkowo kupili licencję na produkcję kolejnych kilkudziesięciu samolotów.

21 lipca 1937 roku duńskie siły powietrzne zamówiły dwa Fokkery D.XXI. Ponadto Dania kupiła licencję na budowę 10 kolejnych maszyn. W 1938 roku zainteresowanie holenderskim myśliwcem wyraziła również Hiszpania, która kupiła ostatecznie licencję na produkcję 50 maszyn. Niestety w związku z wybuchem Wojny Domowej, żadna z maszyn nie została ukończona.

Fińskie Fokkery D.XXI

Fińskie Fokkery D.XXI

Chociaż początkowo Holendrzy zrezygnowali z zakupu myśliwców Fokkera, 29 grudnia 1937 roku w obliczu pogarszającej się sytuacji międzynarodowej holenderskie Siły Powietrzne złożyły zamówienie na 36 Fokkerów D.XXI. Decyzja podyktowana była opóźnieniami w projekcie myśliwca Koolhoven F.K.58, który miał trafić do służby dopiero w 1939 roku.

Eksploatacja

Dania

Pierwszy duński Fokker D.XXI został oblatany 26 sierpnia 1939 roku. Gdy 9 kwietnia 1940 roku Dania została zaatakowana przez Niemców, samoloty nie zdążyły wziąć udziału w walkach. Kilka maszyn zostało zniszczonych na ziemi, a pozostałe zostały uszkodzone. W trakcie okupacji wyremontowano kilka maszyn, które wróciły do służby. Po całkowitym rozbrojeniu duńskich sił zbrojnych w sierpniu 1943 roku samoloty te zostały przejęte przez Niemców, którzy wykorzystywali je do holowania celów powietrznych.

Hiszpania

Po kupieniu licencji, produkcję hiszpańskich D.XXI zamierzano rozpocząć w zakładach w miejscowości Guadalajara. Niestety wraz z wybuchem Wojny Domowej, zakłady te znalazły się na linii frontu, w związku z czym produkcję przeniesiono do klasztoru w rejonie miasta Alicente. Do końca wojny udało się skompletować jedynie część podzespołów, ale nie zbudowano żadnego samolotu.

Holenderskie Fokkery D.XXI

Holenderskie Fokkery D.XXI

Holandia

W momencie wybuchu II wojny światowej Holandia dysponowała 29 sprawnymi D.XXI. Samoloty te już we wrześniu 1939 roku wzięły udział w drobnych starciach powietrznych z głównie niemieckimi, ale również brytyjskimi i francuskimi samolotami, które wlatywały w holenderską przestrzeń powietrzną. Samoloty spisywały się bardzo dobrze, chociaż ustępowały osiągami maszynom niemieckim. Według różnych źródeł Holendrzy odnieśli 16 zwycięstw pewnych i 17 prawdopodobnych, tracąc 20 maszyn. Pozostałe zostały przejęte przez Niemców, którzy wcielili je do służby – jedna maszyna trafiła do Muzeum Lotnictwa w Berlinie, gdzie została zniszczona w 1943 roku w trakcie bombardowania.

Jako ciekawostkę warto dodać, że jeszcze przed niemiecką inwazją na Holandię doszło do kilku starć powietrznych między holenderskimi D.XXI a maszynami niemieckimi. Niemcy często brali holenderskie maszyny za samoloty francuskie, z powodu podobieństwa oznaczeń. W związku z tym Holendrzy podjęli decyzję o zmianie oznaczeń na pomarańczowe trójkąty w czarnej obwódce.

Holenderskie Fokkery D.XXI

Holenderskie Fokkery D.XXI

Finlandia

Najważniejszym użytkownikiem Fokkerów D.XXI była Finlandia. Po raz pierwszy maszyny te wykorzystano bojowo w trakcie Wojny Zimowej (fińskie siły powietrzne dysponowały wówczas 41 Fokkerami). Pierwsze zwycięstwo powietrzne fiński D.XXI zdobył prawdopodobnie 1 grudnia 1939 roku, zestrzeliwując rosyjski bombowiec Tupolew SB (dane te nie są jednak zgodne z częścią źródeł). Do końca Wojny Zimowej Finowie odnieśli na D.XXI 120 zwycięstw powietrznych, a 10 pilotów zdobyło tytuł asa (najskuteczniejszy fiński pilot, Ilmari Juutilainen również rozpoczął swoją karierę na D.XXI, ale w trakcie Wojny Zimowej odniósł jedynie dwa zwycięstwa). W trakcie walk utracono 12 maszyn.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Fińskie D.XXI początkowo spisywały się bardzo dobrze, ale z czasem, wraz z wprowadzeniem do eksploatacji nowszych radzieckich myśliwców, zaczęły ujawniać się wady Fokkerów – głównie słabe osiągi. W związku z tym podjęto decyzję o modernizacji maszyn, poprzez zastosowanie nowych silników. Zmiany te nie przyniosły jednak znaczącego polepszenia osiągów. Po zakończeniu Wojny Zimowej wznowiono produkcję D.XXI, ostatecznie budując 90 maszyn (wraz z samolotami zbudowanymi przed wojną)

D.XXI ponownie wykorzystano w trakcie Wojny Kontynuacyjnej w 1941 roku. Tym razem samoloty osiągnęły jedynie 60 zwycięstw powietrznych. W tym czasie Fokkery D.XXI były już całkowicie przestarzałe i znacząco ustępowały radzieckim myśliwcom. Mimo to pozostawiono je w eksploatacji aż do końca wojny. Ostatecznie wycofano je ze służby w 1948 roku (sic!).

Fińskie Fokkery D.XXI

Fińskie Fokkery D.XXI

Konstrukcja

Fokker D.XXI był dolnopłatem o mieszanej konstrukcji, z zamkniętym kokpitem i stałym podwoziem. Samolot miał 11 m rozpiętości skrzydeł i 8,2 m długości. Masa startowa wynosiła około 2000 kg. W toku produkcji powstało kilka wersji samolotów, w zależności od indywidualnych oczekiwań odbiorców. Samoloty różniły się uzbrojeniem oraz silnikami. W zależności od wersji, D.XXI osiągały prędkość maksymalną od 415 km/h do 460 km/h.

Duńskie D.XXI wyposażone były w silniki Bristol Merkury VI-S o mocy 645 KM (maszyny zbudowane w Holandii) i Bristol Merkury VIII (maszyny budowane na licencji) i dwa karabiny maszynowe Madsen kalibru 8 mm, umieszczone w skrzydłach.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Samoloty holenderskie posiadały dziewięciocylindrowe silnik Bristol Merkury VII o mocy 830 KM oraz 4 karabiny maszynowe FN-Browning M-36 kalibru 7,92 mm, umieszczone w skrzydłach.

Najbardziej różnorodne były fińskie D.XXI. Siedem pierwszych maszyn, zbudowanych w Holandii otrzymało silniki Bristol Merkury VIII i 4 karabiny maszynowe Browninga, umieszczone po dwa w skrzydłach i dwa w dolnej części kadłuba. Maszyny budowane na licencji początkowo również wykorzystywały silniki Bristol Merkury VIII, ale później zaczęto stosować silniki Pratt & Whitney R-1535-SB4 Twin Wasp Junior o mocy 830 KM oraz Bristol Pegasus X o mocy 920 KM.

Finowie w swoich maszynach wykorzystywali celowniki lunetkowe firmy Goerz, a w trakcie wojny rozważali wyposażenie swoich D.XXI w chowane podwozie. Jego testy nie był jednak zbyt zadowalające, ponieważ uniemożliwiały montowanie nart, które wykorzystywano w trakcie walk zimą.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Podsumowanie

Fokker D.XXI był bardzo nietypowym samolotem. Powstał z myślą o działaniach w Indiach Holenderskich, ale ostatecznie najważniejszym teatrem działań tych maszyn była Finlandia. W momencie wybuchu II wojny światowej Fokkery były już całkowicie przestarzałe i ustępowały osiągami nowym myśliwcom niemieckim, radzieckim czy alianckim. Mimo to były z powodzeniem wykorzystywane w walkach.

Swój sukces zawdzięczają głównie znakomitemu wyszkoleniu latających na nich pilotów. W połączeniu z prostą i solidną konstrukcją D.XXI spisywały się bardzo dobrze w trudnych warunkach panujących w Finlandii i mogły spokojnie korzystać z nieprzygotowanych lotnisk.Istotną wadą myśliwców, której nie udało się wyeliminować, było słabe uzbrojenie, ponieważ 4 karabiny maszynowe dysponowały bardzo małą siłą ognia w porównaniu do np. działek 20 mm i karabinów kalibru 12,7 mm, stosowanych głównie przez Rosjan.

Fiński Fokker D.XXI

Fiński Fokker D.XXI

Mimo wszystko można śmiało powiedzieć, że ostatnim myśliwiec zaprojektowany przez zakłady Fokkera był bardzo udaną konstrukcją. Do naszych czasów przetrwał jeden D.XXI, który znajduje się w Finlandii, natomiast w Holandii znajduje się jedna replika.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Robert

    „”Tymczasem ostatni z zamówionych 36 szt. dla Holandii został dostarczony 8 września 1939r. a 1 fiński Fokker został dostarczony 30 września 1939r. Nie widzę możliwości by Fokkery były gotowe na czas.””

    Przepraszam bardzo ale tutaj popełniłeś już duży błąd.W żadnym momencie naszej dyskusji nie pisałem żeby te Fokkery dostarczyli Holendrzy.Całe piękno z Fokkerm XX polegało na tym że Holendrzy preferowali sprzedaż licencji bo sami wystarczającej mocy produkcyjnej nie mieli.My za to mieliśmy dwie fabryki które mogły te Fokkery robić.Czy 150 Fokkerów coś by znaczyło w kampanii wrześniowej?I znowu ja posłużę się inną projekcją niż ty.Załóżmy że kupujemy tę licencję na Fokkera i produkujemy je w liczbie 150 sztuk.Powiedzmy jako myśliwce obrony powietrznej OPK.W między czasie pracujemy nad Wilkiem i Jastrzębiem które mają nam dać skok technologiczny naszego lotnictwa.Co się dzieje?Ano projekty Wilka i Jastrzębia zaliczają opóźnienie jak wiemy z historii.I co się dzieje?Nic katastrofalnego bo mamy dwie fabryki które dorobiły by nam 150 kolejne Fokkery dla załatania dziury po uwalonych projektach.A 300 Fokkerów już coś by znaczyło bo akurat pilotów mieliśmy więcej niż dobrych.Czy tych 300 Fokkerów zmieniło by obraz kampanii 1939 roku?Tego się już nie dowiemy ale raz lepiej mieć niż nie mieć 300 samolotów w walce i dwa są opinie co poniektórych strategów,nie historyków, że lepsza osłona z powietrza zdecydowanie wpłynęła by na nasze możliwości obronne co raczej by nam pomogło niż zaszkodziło.Drugi twój błąd dotyczy dostaw Fokkerów dla Holenderskiego lotnictwa.Znowu wracam do projekcji(wiem jestem trochę nudny) dostaw ale tym razem dla Holenderskiego lotnictwa.A lotnictwo holenderskie czekało na Koolhovena F.K.58 który też zaliczył poślizg.Skoro nie mogli go mieć dostatecznie szybko dobrali sobie Fokkery XXI.Tylko że oni mieli taką możliwość zrobienia tego u siebie w kraju czego nam zabrakło.Finowie nie bardzo mieli gdzie kupić te myśliwce.Brali gdzie było można.

    „”Skoro silniki GR mogli kupić Turcy, Bułgarzy czy Grecy – to mogli i Polacy””

    Tu się nie wypowiem zwyczajnie bo tego akurat dlaczego nie staraliśmy się o te silniki nie ma nigdzie w historiografii.Są tylko luźne dość informacje że Francuzi robili nam jakieś problemy z tymi silnikami.Jakie dokładnie brak danych.A może to była tylko wymówka naszych władz?Może bardziej zależało nam na dewizach z tych P 24?Może PZL i tak było zawalone produkcją?

    I jeszcze o generale Rayskim.Ja naprawdę rozumiem sens jego stawiania na rodzimy przemysł.Mam z tym jednak jeden zasadniczy problem.Kupując tego Fokkera i produkując go w naszych fabrykach,LWS i PWS,STAWIALIBYŚMY NADAL NA NASZ PRZEMYSŁ bo tam był by produkowany Fokker.Zatem nie ma możliwości bronienia Rayskiego w tej akurat sprawie.Nie było rezerwowego planu dla naszego lotnictwa myśliwskiego i odpowiedzialność za to spada na gen Rayskiego.A każdy plan,projekcja,nawet najlepsza, jest tak dobra jak jej ostateczne skuteczne doprowadzenie do końca.

    „”Ale na usprawiedliwienie go – to nie on wpakował nas w wojnę z Niemcam””

    Niestety to żadne usprawiedliwienie.Wiemy z historii akurat że planu rezerwowego nie było.Wszystko wisiało na Wilku i Jastrzębiu.Owszem.Nie miał wpływu na to że technologicznie byliśmy za słabi jednak.Jednak w wojsku akurat szkoli się żołnierzy żeby byli przygotowani na wszystko w tym niepomyślny rozwój sytuacji.A że wojna z Niemcami wybuchła w najgorszym momencie dla nas?Dla Niemców w najlepszym jeśli chodzi o stan naszego lotnictwa myśliwskiego.Czyli oficer zakłada zawsze że coś pójdzie nie tak i trzeba być na to przygotowany.Gdzie jest plan gen Rayskiego na taką sytuację?Nie ma nawet takiej próby.Przykro mi

    „”MS-406 płynęły już do Polski, 1 transport 50 szt. miał dotrzeć do końca września””
    Sorry ale to za późno.Gdzie obowiązkowe przeszkolenie na tych MS 406?Samolot to nie samochód.Do 15 września byliśmy już rozbici i tak. Sorry 🙁
    Proponuję na tym zakończyć tę dyskusję bo widać że i tak zostaniemy przy własnych opiniach.Pozdrawiam 🙂

  • Robert

    Oj nie.Tak dyskutować się nie da :-).Morany zamówione na początku 1939 roku to już całkiem inna kwestia.Całkowicie inna projekcja czasowa.Ja pisałem o Fokkerze w jakiejś projekcji czasowej czyli od roku 36.Licencja na nie było do kupienia.Mieliśmy dwa zakłady by je produkować.Wystarczyło podjąć decyzję i je produkować od 37 roku powiedzmy.Nie zrobiono tego.Powody podałem mniej więcej.I na tym koniec tego tematu.
    Samolot klasy Fokkera mogliśmy opracować sami?Odważne stwierdzenie patrząc na to co stało się z Wilkiem i Jastrzębiem.I znowu wracamy do projekcji czasowej.Szybciej kupić licencję gotowego samolotu czy stworzyć taką samą konstrukcję samemu?To ważne pytanie bo dokładnie z tego powodu,czasu, doszło do złamania technologicznego naszego lotnictwa.
    PZL 24.Nie było możliwe zamawianie tego silnika z różnych powodów.Ale istniała jeszcze inna kwestia.Po co zamawiać samoloty dla wojska z silnikami do których części zamienne trzeba by było zamawiać za granicą?Zerknijmy jeszcze raz na projektowane samoloty dla naszego lotnictwa.Wilk?Silniki Foka czyli produkowane dla nas(plany).Jastrząb?Silnik Bristola czyli też produkowany w Polsce.Łoś?Silnik Bristola.PZL 11?Bristol.Karaś?Bristol.To akurat była całkiem dobra decyzja ta standaryzacja silnika.I to nie ta kwestia doprowadziła do zapaści naszego lotnictwa.Z wyjątkiem Wilka polegliśmy na konstrukcji płatowca pod te silniki jeśli chodzi o myśliwiec.
    Czy Fokker był nowoczesny?Nie był.Ale czy był lepszy od PZL 11?Był.Czy postarano się o zakup innych myśliwców zamiast PZL 11 lub za mało „nowoczesnego” Fokkera?Aż do 1939 roku nie.I o to można mieć pretensje do ówczesnych władz.A przy okazji.Fokker był za mało nowoczesny a jednocześnie sami prowadziliśmy prace projektowe nad samolotami podobnego typu(PZL 45 Sokół,PZL 39,RWD 25).Czyli jednak Fokker nie był samolotem nie spełniającym wymagania naszego lotnictwa.A nieudane projekty naszych własnych projektów doprowadziła nasze lotnictwo do technologicznej katastrofy.Zatem nie możemy mówić tylko o braku pieniędzy na lotnictwo myśliwskie.To zdecydowanie coś więcej

    „”Trudno uznać za błąd rozwijanie własnych konstrukcji zamiast zakupu licencji na coś co jesteśmy w stanie sami opracować. „”

    I tutaj docieramy do sedna sprawy czyli osobistego błędu gen Rayskiego.Piękna sprawa stawianie na własny przemysł tylko co po pięknej koncepcji skoro końcowego sukcesu nie było?To trochę jak na polu bitwy.Jeśli wyskoczy coś nowego,jakaś nowa niespodziewana sytuacja,a dowódca nie ma odwodu by temu przeciwdziałać ponosi klęskę.Do takiej sytuacji doprowadził dużej mierze gen Rayski.Zarządzał tym co miał do dyspozycji i robił to źle.Zaryzykował maxymalnie i przegrał a z nim przegrało nasze lotnictwo.Na jego obronę dodam że całe nasze władze wojskowe planowały na podobną modłę.Wiele mało realnych projektów,rozwleczonych w czasie.Idealny przepis na klęskę.

  • CDR

    MS-406 płynęły już do Polski, 1 transport 50 szt. miał dotrzeć do końca września. Tymczasem ostatni z zamówionych 36 szt. dla Holandii został dostarczony 8 września 1939r. a 1 fiński Fokker został dostarczony 30 września 1939r. Nie widzę możliwości by Fokkery były gotowe na czas.
    Ale nawet gdyby twoje teorie się sprawdziły, to co niby dało by Polsce w 39r 100 czy 150 Fokkerów DXXI? Gen. Rayski popełnił standardowy błąd – lepsze jest wrogiem dobrego. Ale na usprawiedliwienie go – to nie on wpakował nas w wojnę z Niemcami.

  • Robert

    Jak to po co kupować Fokkera?Ogólnie piszemy tutaj sobie teoretycznie ale kilka faktów jest historycznych. że tak się wyrażę…PZL 24 nie był brany pod uwagę z trzech powodów.Pierwszy to taki że nowymi samolotami naszego lotnictwa myśliwskiego miały być Wilk i jastrząb.Drugim powodem był brak dewiz a PZL 24 i PZL 43(wersja Karasia) jakichś dewiz nam dostarczały.A trzecim powodem braku zamówienia PZL 24 dla naszego lotnictw była kwestia silnika właśnie.Dlaczego wersje Łosia dla naszego lotnictwa miały jako napęd Bristole Pegasus XX 918 KM?Dokładnie dlatego że nie było stałego dostępu to silników Gnôme-Rhône.
    Jeszcze o Fokkerze.Czy nie miał sensu dla naszego lotnictwa?Jednak trwały projekty nad lekkim myśliwcami obrony powietrznej.PZL Sokół,PWS 42 i RWD 25.W czym gorszy był Fokker?W niczym i na dodatek on realnie był.
    Co do gen Rayskiego.Co jego dymisja na początku 1939 roku zmienia?Sorry ale pieniądze na projekty Wilk i Jastrząb były.I nie z tego powodu zakończyły się niepowodzeniem.W 1939 roku nie było już gdzie kupić samolotów.Francuzi i Anglicy potrzebowali ich tak samo jak my.Gdzie Rayski chciał kupić te samoloty jeśli dostał by te pieniądze?Jeśli zna pan odpowiedź na moje pytanie prosze mnie oświecić.Zatem dymisja Rayskiego to pusty gest jako klasyczny „dupochron”.Zwłaszcza w lotnictwie wszelkie projekty prowadzi się w projekcji kilkuletniej i pan Rayski doskonale wiedział do jakiego stanu doprowadził nasze lotnictwo na długo przed swoją decyzją.
    PZL 11 G to ślepa uliczka i koleiny przykład desperacji na ostatnią chwilę.To tak samo realne jak 160 Moranów 406.

  • CDR

    Ale po co kupować licencję na Fokkera? P-11G miał wprawdzie o kilka procent mniejszą prędkość poziomą ale za to lepsze wznoszenie i mniejszy promień skrętu. P-24 zaś miał porównywalną prędkość poziomą i lepsze pozostałe parametry w tym uzbrojenie. Silniki GR można było spokojnie kupić a cena silnika była przystępna. Kupiliśmy silniki dla LWS-3, rozważaliśmy zakup Rangerów. Ale nawet gdyby zdecydowano się na Mercury to P-11G był porównywalny z Fokkerem i mógł być dostępny dużo wcześniej niż Fokker. Po prostu wcale go nie chciano, zamówiono go tylko dlatego że były gotowe silniki Mercury dla Jastrzębi, których produkcji zaniechano i nie jako myśliwiec tylko jako samolot do treningu. Przede wszystkim do marca 1939r Polska była praktycznie sojusznikiem Niemiec i nikt nie zakładał wybuchu wojny. W marcu/kwietniu 1939r sytuacja diametralnie się zmieniła. Wtedy zaś Rayski zażądał radykalnego zwiększenia nakładów na lotnictwo a gdy nic nie dostał to podał się do dymisji. W kwietniu 1939r podjęto kroki by mocno rozbudować i zmodernizować lotnictwo – tylko zabrakło czasu. Zakup licencji na przestarzałe Fokkery w kwietniu 1939 był zupełnie bez sensu – szybciej i na kredyt można było dostać MS-406.

  • Robert

    <<>>

    Powtórzę napisałem wcześniej.Zakup na licencję Fokkera umożliwiał jego produkcję w LWS i PWS gdzie były moce produkcyjne i tak odciążyło by to PZL.Silniki Bristola nie stanowiły problemu bo na nich mieliśmy oparte samoloty od dawna.I po zakupie licencji problem kredytów zagranicznych odpada.Piszę oczywiście hipotetycznie bo wiadomo z historii jak fatalnie zaniedbano lotnictwo.
    W kwestii PZL 24.Nie ma tematu bo nie było dostępu do silników bo nie mieliśmy na nie licencji.Więc znowu Fokker wygrywa z silnikiem Bristola.Dlatego Fokker ma sens a PZL 24 nie.W sumie cała moja notka odnosi się do tego że ewidentnie popełniono błędy w dowództwie lotnictwa.I nie do końca zgodzę się z tezą że 10 % wkład budżetu wojska przeznaczone na lotnictwo decydowało o załamaniu technologicznym naszego lotnictwa.Projektowano Wilka ,Jastrzębia i nie zadbano o jakieś zastępstwo,inny samolot myśliwski, jeśli by te programy się opóźniły i w między czasie kupowane przestarzałe samoloty(Czapla?).Czy znasz jakąkolwiek notkę pochodzącą od gen Rayskiego na ten temat?Co gen Rayski zrobił w tym kierunku?A skoro gen Rayski nie potrafił wywalczyć więcej pieniędzy dla lotnictwa mając świadomość jego zapaści ,co było jego atutem w walce o większe pieniądze, powinien był podać się do dymisji nagłaśniając całą sprawę gdzie się da.I to bardzo szybko.Chyba że swoim nieudanym projektem,Wilka i Jastrzębia,wprowadził władze wojskowe w błąd i bał się do tego zwyczajnie przyznać.Niestety ale to mi bardziej wygląda na prawdziwe powody działań gen Rayskiego.A to już zakrawa na na jego nieudolność i przyznanie się do własnych błędów 🙁

  • CDR

    Nie zrozumiałeś mnie do końca. W Polsce znalazły by się pieniądze na zakup licencji Fokkera gdyby była taka wola osób decyzyjnych. Ale woli nie było. Budżet PSP stanowił zaledwie 10% budżetu wojska. A ten budżet był skromny na tle Niemiec. Rayski czy Zając nie byli dostatecznie ważni by cokolwiek zmienić. Lotnictwu w Polsce przypisywano niewielkie znacznie i o żadnych dodatkowych środkach nie było mowy. W tej sytuacji PZL zarabiał na eksporcie a dzięki temu mógł sprzedawać taniej samoloty PSP. Cena Łosia dla PSP wynosiła 412 000 zł. Hurricane kupiliśmy po cenie 750 000 zł za szt. Cena PZL P11c to zaledwie 171 000 zł. Skutkiem ubocznym był fakt że PZL zawalone było zamówieniami eksportowymi i do kwietnia 39r PSP nie były priorytetem. Zakup licencji Fokkera nie miał zresztą sensu – PZL P24 miał lepsze osiągi więc jedynym problemem był zakup do niego silnika – koszt 65 000 zł, podczas gdy Mercury dla Fokkera był niewiele tańszy – 50 000 zł. Władze chciały koniecznie kupić samoloty krajowe (bo tanie) i nowoczesne bo po to by były tanie to trzeba je było eksportować. Niestety okazało się, że to niemożliwe. Wilk się nie udał, Jastrząb wbrew pozorom też – już w 38r podjęto decyzję o wstrzymaniu jego produkcji ze względu na słabe osiągi. Zdecydowano się jedynie dokończyć partię już produkowaną 10 samolotów. Nawet po fiasku Jastrzębia wcale nie zdecydowano się na import. Pomyślano o tym dopiero gdy dostaliśmy kredyty a sytuacja zrobiła się nieciekawa. Co więcej kredyty brytyjskie przeznaczono nie na Hurricane tylko na Battle – co przeczy tezie że Gen. Zając preferował myśliwce a Rayski bombowce. MS-406 to były jedyne myśliwce, które można było w miarę szybko kupić. Gorsze od BF-109 ale wystarczające na niemieckie bombowce, z którymi Fokkery miały by problem.
    Ale nawet gdyby w Polsce pojawiło się z nieba 160 Spitfire to wyników wojny nie zmieniło by to ani na jotę. Mniej bomb spadło by w pierwszych dniach wojny na Warszawę, Niemcy stracili by parę samolotów więcej i tylko tyle.

  • Robert

    Taaa.Siłą rzeczy zakup jakiejkolwiek broni,dział,samolotów czy broni pancernej wymaga pieniędzy.Zawsze.W ostateczności naprawdę nie było złota w kraju by kupić banalną licencję na banalny samolot myśliwski?To kwestia planów i decyzji decyzji.Zakładam jednak że skoro były pieniądze na konstruowanie Wilka i Jastrzębia,które to samoloty miały być w planach dość szybko w linii(co się stało z tym projektami to już inna sprawa).Czyżby władze lotnictwa wojskowego nie zamierzały kupować tych samolotów z braku pieniędzy?Wilk i Jastrząb nie były by samolotami tanimi.Tak czy owak kasę na te lub inne samoloty mieć trzeba było. Czy nie mieliśmy innych pieniędzy w tym czasie?Licząc rok do roku?Ależ oczywiście że mieliśmy.Wydawaliśmy ją na nadzwyczaj duży stan liczbowy Wojska Polskiego w czasie pokoju.Wystarczyło ograniczyć szkolenie nowych rezerwistów przez 2-4 lata i była spora kwota oszczędności z przeznaczeniem na broń.Dla przypomnienia.Wyszkolonych rezerwistów mieliśmy w 1939 roku coś ponad 2,500 miliona.W linii użyliśmy może nieco ponad milion żołnierzy.Proszę samemu pobawić się liczbami o ilu za dużo rezerwistów wyszkoliliśmy i ile nas to kosztowało grosza wywalonego w błoto.Co do Morana MS 406 i Fokkera.Moran lepszy od Fokkera?Niech będzie.Ale Huricane lepszy od Marana a Fokker lepszy od P 11 c.Tak można się bawić dość długo.Fokker wygrywa jeśli patrzeć że raz można go było produkować w LWS i PWS gdzie była moc produkcyjna dla samolotów konstrukcji mieszanej jak ten Fokker.Metalowy Moran tylko w PZL co jest nielogicznie biorąc pod uwagę że trwały prace nad Wilkiem i Jastrzębiem.A pamiętajmy że bardzo,bardzo sanacja chciała coś produkować a nie tylko kupować za granicą.Przykład Morana jest i tak zresztą chybiony bo kontrakt na 160 samolotów to już desperacja rządu po krachu własnych planów z Wilkiem i Jastrzębiem.Ciekawe czemu wcześniej nie było zabiegów o zakup tych Moranów za kredyt francuski?No tak.Wilk i Jastrząb miały już latać w dywizjonach.I powtórzę to pytanie jeszcze raz.Za jakie pieniądze kupowalibyśmy Wilki i Jastrzębie skoro ich podobno nie mieliśmy?A za licencję na Fokkery zapłacili byśmy tylko raz w dolarach jak już.Potem były by już za złotówki.Po prostu nie było decyzji by to zrobić.Mówimy i jednej banalnej licencji.To naprawdę dużo prostsza transakcja niż kontrakt na Morany za francuski kredyt.Pozdrawiam 🙂

  • CDR

    Zakup Fokkerów nie wchodził w grę – z braku pieniędzy. Holendrzy zapewne chętnie sprzedali by licencję ale za gotówkę a polska przeznaczała na lotnictwo bardzo skromne środki. Polska zamówiła 160 MS-406 – samolotów lepszych od Fokkera – ale tylko dzięki temu że Francja przyznała nam kredyt. Pierwsze były już w drodze. PZL-11 nie zestrzeliły prawdopodobnie nawet połowy z liczby 100 samolotów to tylko piękny mit. Nie były w stanie dogonić nawet obciążonych bombami bombowców a ich uzbrojenie (przeważnie 2km rzadziej 4) było mało skuteczne przeciwko Niemieckim metalowym samolotom. Fokkery spisały by się lepiej ale oprócz beznadziejnego sprzętu PSP miały też inne wady przede wszystkim brak zaplecza. Po wycofaniu samolotów na lotniska zapasowe aktywność Polskiego lotnictwa praktycznie zupełnie ustała z braku paliwa, części i amunicji. Po 8 września wykonywano jedynie pojedyncze loty na rozpoznanie. PSP nie miały np. ani jednego samochodu cysterny!
    Trzeba pamiętać że Niemcy, wiedząc o słabości Polaków skierowali nad Polskę niewiele Me -109 a po tygodniu wycofali większość z nich na zachód bo polska obrona powietrzna przestał się liczyć.

  • Kronan

    >>>Pytanie, czy gdybyśmy otrzymali licencję, bylibyśmy w stanie produkować na większą skalę jakiekolwiek samoloty. Kwestia opanowania nowej technologii<<<

    Z tego co się orientuję akurat firma Fokker w tym czasie preferowała sprzedaż licencji ponieważ i tak nie bardzo miała możliwość wyprodukowania większej liczby maszyn w miarę szybkim terminie.Opanowanie technologi?Cóż.Sam samolot nie był czymś na wskroś nowym(kratownica i płótno) na większej części płatowca.Taką konstrukcję mogły z powodzeniem produkować Lubelska Wytwórnia Samolotów jak i Podlaska Wytwórnia Samolotów.Do tego kilku mniejszych kooperantów.Śmiem twierdzić że obie fabryki były w stanie wyprodukować po 150 samolotów w dwa lata.Pamiętajmy że mówimy o licencji.Wszystko dostajemy gotowe,opracowane.Przez 24 miesiąc licząc dwa lata produkcji mamy 12,5 samolotu na miesiąc uśredniając.A może więcej?Z miesiąca na miesiąc taka produkcja tylko się rozkręcała.Tylko początki są trudne.Ech.Wielka szkoda że pomysłu i koncepcji nie starczyło pany Rayskiemu 🙁

  • Kronan

    >>>Zarówno w Holandii jak i Finlandii używano ich krótko<<<
    Kampania wrześniowa też do długich nie należała.A jak by się spisał ten Fokker w wojnie obronnej?Na pewno lepiej niż PZL 11 które zestrzeliły około 100 samolotów przez całą kampanię..A jakbyśmy wyprodukowali pod 300 Fokkerów i w liczbei 250 użyli w walce(50 w rezerwie) ile było by takich zestrzałów?300?400?Sama masa ich użycia w akcji robiła by różnicę.Żaden bombowiec nie uszedłby pościgowi co z PZL 11 była częste niestety. Wielka szkoda że panu Rayskiemu bajało się dokonanie technologicznego skoku w wojskach lotniczych własnymi siłami co okazało się fanaberią sanacyjnego kolosa na glinianych nogach.Napoleon miał rację.Liczy się człowiek.

  • Fokkerowi możliwości odmówić nie można – chociaż na papierze samolot ten wypada przeciętnie, ale za to w praktyce pokazał co potrafi. Mam jedynie cały czas wątpliwości, czy na dłuższą metę maszyna to spisałaby się w praktyce. Zarówno w Holandii jak i Finlandii używano ich krótko – Finowie wyprodukowali po Wojnie Zimowej jeszcze kilkadziesiąt maszyn, jednak w Wojnie Kontynuacyjnej nie odniosły one już zbyt wielu sukcesów. Zakładamy przecież ich użycie w celu zniwelowania niemieckiej przewagi w powietrzu, a tym samym wydłużenie walk.

    Ciężko mi ocenić realność zakupu któregokolwiek z popularnych w okresie przedwojennym samolotów – rozważany był tylko P-35, ale opcji było wiele. Jeśli nawet odrzucić Hurricana – tu zgadzam się, że Brytyjczycy byli raczej pazerni, oraz Francuzów – ich maszyny też do najlepszych nie należały, to ciekaw jestem czy lepszą opcją nie byłby jeszcze Curtiss P-36 Hawk. Tu jedynie problem polegał na skali produkcji, bo Amerykanie sami wytwarzali je dosyć wolno.

    Co do kwestii licencja vs. zakup, każda opcja ma swoje plusy i minusy. Licencja dawała zaplecze i opcję wytwarzania maszyn bez większych ograniczeń – aczkolwiek zależało to od zapisów licencji i możliwości produkcyjnych. Zakup może i droższy na pierwszy rzut oka, ale dawał szybko konkretną ilość maszyn, ponieważ skupiając się np. na amerykańskich maszynach mielibyśmy dostęp do ich skali produkcji. Z drugiej strony w latach 30. raczej wybitnych relacji z USA nie mieliśmy jeśli chodzi o pozyskiwanie uzbrojenia, więc znowu tutaj jest wielkie gdybanie.

  • Zdzichu Krzychu

    Ja uważam że najlepszy był dla nas Fokker. Na nowy myśliwiec dla sił powietrznych RP trzeba patrzeć kiedy zaczęła się kampania wrześniowa.W pierwszym komentarzu pisze pan że Hurricane dawał większe pole do działania na przyszłość.Jaką przyszłość?Priorytetem było przezbrojenie Sił powietrznych RP w myśliwce którymi można byłoby nawiązać równorzędną walkę z Bf 109 (uważam że Fokker był takim samolotem.) Na modernizacje nie było czasu bo lada dzień kampania wrześniowa.Jakbyśmy jakimś cudem wygrali z Niemcami i Związkiem Radzieckim to można by i nowy samolot robić bo przyszłość Polski byłaby nie zagrożona.

    „Pytanie, czy gdybyśmy otrzymali licencję, bylibyśmy w stanie produkować na większą skalę jakiekolwiek samoloty.” Jak Finlandia dała rade produkować u siebie na licencji Fokkery to i my byśmy podołali (mimo wszystko Polska miała lepiej rozwinięty przemysł lotniczy od Finlandii.)

    „Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem było kupowanie gotowych maszyn poza krajem, niż kupowanie licencji na ich budowę.”
    Ja uważam że kupowanie gotowych samolotów za granicą jest nie opłacalne w porównaniu do produkcji u siebie na licencji (i to nie tylko w przypadku Hurricane)

    Nie miałbym nic przeciwko PZL 50 Jastrząb gdyby produkcja seryjna tego samolotu rozpoczęła się w 1936-1937 roku.Później było już po ptokach.

  • Pytanie, czy gdybyśmy otrzymali licencję, bylibyśmy w stanie produkować na większą skalę jakiekolwiek samoloty. Kwestia opanowania nowej technologii.

    Co do silników – to była kwestia czasu – myślę, że w 1940 moglibyśmy już podjąć produkcję takich silników – wiadomo, historia potoczyła się tak, że nie daliśmy rady.

    Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem było kupowanie gotowych maszyn poza krajem, niż kupowanie licencji na ich budowę. Oczywiście byłby to jakiś transfer technologii, ale powiedzmy sobie szczerze – nasze projekty oparte były o licencyjne podzespoły, które sami dopracowywaliśmy i tak jak mówisz, szło to kiepsko 🙂

  • Zdzichu Krzychu

    „opcja pozyskania brytyjskich Hurricane’ów dawała większe pole do działania na przyszłość – bądź co bądź były to nowocześniejsze maszyny” Anglicy nie chcieli sprzedać licencji na Hurricane tylko chcieli sprzedawać gotowe samoloty za duże pieniądze(za duże), bo tym sposobem można o wiele więcej zarobić.Przez to według mnie Hurricane odpada.
    „oraz po opracowaniu mocniejszego silnika byłby szybszy” Zapewne rozchodzi ci się o PZL Waran i PZL Legwan.Nie wierzę że te silniki weszłyby do produkcji seryjnej.Robić prototypy silników umiał każdy, ale zrobić silnik żeby nadawał się do produkcji i użytkowania umiało tylko kilka państw na świecie i niebyła to Polska.Dobrym przykładem jest PZL Foka do PZL 38 Wilk.

  • Bez przesady 😉 Lubię dyskutować, a że, co tu dużo ukrywać, siedzę w wielu tematach, czasami stosuję w tekstach skróty myślowe – tak jak tu – które można właśnie tak a nie inaczej odebrać.

  • gorges

    Zbyt dosłownie potraktowałem Pana tekst i już miałem skasować komentarz ale chciałem „błysnąć” odrobiną wiedzy. Mam nadzieję, że nie ma Pan mi tego za złe 😉

  • Może to zabrzmiało w tekście niezbyt dokładnie, ale miałem na myśli późniejsze maszyny. Co do porównania D.XXI vs. I-16 i I-153 – w pełni się zgadzam, że maszyny miały podobną siłę ognia. Ale już ich następcy, czyli ŁaGG-3, MiG-3 albo nawet Jak-1 były lepiej uzbrojone. Owszem te samoloty weszły do służby po Wojnie Zimowej, ale trend dozbrajania myśliwców był już wcześniej określony. Finowie zdawali sobie z tego sprawę, stąd ocena którą przedstawiłem 😉

  • gorges

    Polemizowałbym odnośnie przewagi ogniowej po rosyjskiej stronie. Rosjanie latali w tym czasie na I-15, I-16, I-153, TU SB i IŁ DB-3. Tylko I-153 były wyposażane w działka 20mm i to tylko w wersji P (pushechnyy/пушечный) wprowadzonej do produkcji na początku 1940 czyli teoretycznie w czasie trwania walk rosyjsko-fińskich ale jaka była szansa na spotkanie samolotu wyposażonego w działka? Bombowce TU SB i IŁ DB-3 też były wyposażane tylko w karabiny ShKAS.

  • Było to jakimś rozwiązaniem – nasi piloci prezentowali równie wysoki, jak nie wyższy poziom wyszkolenia jak piloci holenderscy oraz fińscy, więc przynajmniej w teorii mogliby wyciągnąć z tych maszyn dużo.

    Z drugiej strony, opcja pozyskania brytyjskich Hurricane’ów dawała większe pole do działania na przyszłość – bądź co bądź były to nowocześniejsze maszyny. Owszem byłoby ich mniej. Również Seversky P-35 byłby lepszy od Fokkera – miał lepsze osiągi i uzbrojenie, ale przegrał z pomysłem budowy PZL.50.

    PZL.50 również był lepszy od Fokkera – może miał podobne parametry, ale miał większy potencjał modernizacyjny oraz po opracowaniu mocniejszego silnika byłby szybszy. Ale tu na przeszkodzie stanął nieszczęsny PZL.44 Wicher, który opóźnił prace.

  • Zdzichu Krzychu

    Tak jak pisałem trzeba było na niego kupić 1936 roku licencję i byśmy mieli podczas kampanii wrześniowej wystarczającą ilość w miarę dobrych myśliwców.

Google+