Kto słyszał o czymś takim, jak gra paragrafowa? Otóż Joe Dever stworzył serię takich gier, wydawanych od 1984 roku, zatytułowanych właśnie Lone Wolf. Sprzedawała się naprawdę nieźle, szczególnie w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi twórca. Znamienną cechą wszystkich edycji są przepiękne rysunki autorstwa Gary’ego Chalka.

Na podstawie tych opowiadań stworzono nawet system RPG w postaci podręcznika (1998-99), a obecnie wydano także i grę. Fani Lone Wolf się na pewno nie zawiodą, bo wszystkie ilustracje w dalszym ciągu były tworzone przez Chalka, stąd też niepowtarzalny charakter produkcji. Nie odbiega ona znacznie od pierwowzoru, bo chociaż to gra komputerowa, mechanizm pozostał podobny – czytamy opowieść, a raczej, jak podpowiadają nam twórcy, piszemy ją sami poprzez dokonywane wybory.

Gra paragrafowa: w tradycyjnej postaci jest to książka podzielona na kilkadziesiąt – kilkaset krótkich fragmentów zwanych paragrafami. Czytelnik zaczyna lekturę od pierwszego paragrafu. Na końcu każdego z nich jest kilka możliwości dalszego rozwoju fabuły. Gra paragrafowa może mieć kilka rożnych zakończeń, w zależności od wyborów dokonanych przez czytelnika.

Gram już bardzo długo, a szczerze mówiąc tylko kilka razy trafiły w moje łapki podobne publikacje. Natomiast jeżeli chodzi o cyfrowe, to jest to moja pierwsza przygoda z takim gatunkiem, czego teraz bardzo żałuję. W dużym skrócie najlepiej powiedzieć, że jest to książka podzielona na fragmenty, podczas których podejmujemy decyzje, co do dalszych kroków, rozwiązujemy łamigłówki, otwieramy zamki za pomocą wytrychów, walczymy z przeciwnikami turowo, choć niezwykle dynamicznie. Wykonania podjęło się doświadczone włoskie studio Forge Reply, dlatego Lone Wolf stoi na takim poziomie.

Całą rozgrywkę determinuje kilka rzeczy: nasze początkowe decyzje, czyli dobór broni, podejścia (siłowego, logicznego, intuicyjnego), umiejętności; wybory w trakcie opowieści, czyli gdzie wejść, czy wyważyć drzwi, czy je otworzyć, co odpowiedzieć, w jakim tonie. Innymi słowy w Lone Wolf ścieżek rozwoju i postępu jest mnóstwo. A CDP RED chwalił się 16 zakończeniami w Wiedźminie 2…

Zatrzymajmy się na chwilę przy sekwencjach trójwymiarowych – głównie przy walce. Jak z turowej rozgrywki, do tego niekoniecznie częstej (możemy jej unikać dzięki podejmowanym decyzjom, choć nie zawsze), stworzyć interesujące doświadczenie? Lone Wolf odpowiada – po pierwsze trzeba wyznaczyć limit czasu na podjęcie decyzji, po drugie niech każda z nich kosztuje tyle, żeby nie można było używać wszystkich umiejętności po kolei. Mówiąc o pierwszym rozwiązaniu, narzucone ograniczenie czasowe jest bardzo małe – mamy maksymalnie kilka sekund, aby wybrać konkretne działanie. Będą to ciosy bronią ręczną lub tarczą, postawy defensywne, użycie eliksiru, rzut bronią miotaną, czy specjalny atak potężnym Sommerswerdem (“e” to nie błąd). Miecz ten to niezwykły artefakt, który… Ha! Bez spoilerów!

Skoro już zdecydowaliśmy się na atak lub przejście w defensywę, należy wspomnieć, że każde takie działanie “kosztuje” nas określoną ilość punktów wytrzymałości lub Kai. Te ostatnie określają naszą moc, ponieważ posiadamy pewne umiejętności, dzięki którym łatwiej będzie nam przetrwać w nieprzychylnym świecie. Ataki bezpośrednie i obrona będą wymagały sporej ilości wytrzymałości (zielony pasek), atak Sommerswerdem zabierze nam ogromną ilość Kai, a rzut zużyje wyłącznie zapas noży. Co prawda zazwyczaj punktów starcza nam na kilkukrotny atak, ale i tak należy planować je z wyprzedzeniem, bo atakujących może być więcej, niż tylko ci początkowo ukazani. Regenerują się one co turę, jednak nigdy w całości, dlatego czasem lepiej odpuścić, niż nadmiernie się zmęczyć. Lone Wolf może je uzupełniać także poza walką, podczas medytacji, jednak możliwości takiej nie spotykamy dość często, więc trzeba korzystać, ile wlezie.

Walkę można opisać jako rozszerzoną minigrę, w której główną rolę odgrywa zwinność – w większości wypadków musimy kliknąć i przeciągnąć mysz w odpowiednim kierunku, ukazanym przez strzałki. Niby nie powinno to być zbyt trudne, jednak mają one tendencję do pojawiania się w różnych miejscach ekranu, a ich zanikający kolor sugeruje upływ limitu czasu, więc tym bardziej się spinamy, żeby wykonać zadanie. Niekiedy zamiast przeciągania strzałek będziemy musieli w odpowiednim momencie kliknąć na wyskakującym okrągłym okienku. Zasada jest ta sama – timing to podstawa. Dzięki odpowiedniemu zgraniu w czasie nasze ataki będą skuteczniejsze, będą kosztowały mniej, a na dodatek czasem sami unikniemy ciosu, pięknie przy okazji kontrując wroga między oczy.

To, co bardzo mocno rzuciło mi się w oczy, to fakt, że wszystkie “extrasy”, czyli zawartość dodatkową w postaci artworków, historii świata, galerii, lokacji prezentowanych trójwymiarowo, odblokowujemy. Nie płacimy, nie wykupujemy DLC “złota zbroja dla konia” na wzór TES IV: Oblivion, zwyczajnie za postęp w grze jesteśmy nagradzani. Chwała włoskiemu studiu!

Na siłę można się przyczepić do jakości grafiki we fragmentach walki, ale naprawdę jest niezła. Jeżeli chodzi o oprawę video, to jest genialna – pomysł gry paragrafowej przeniesiono żywcem do cyfrowego świata, bo większość czasu spędzimy na czytaniu i przewracaniu kolejnych stron księgi, zapisując ją na swój sposób. Audio trzyma się tego kursu i wspaniale współgra z całością. Żywe, ale niekoniecznie wesołe dźwięki będą towarzyszyć przez całą drogę.

Tak naprawdę jedyną wadą, do tego wyłącznie z punktu widzenia polskiego odbiorcy, jest brak polonizacji. Lone Wolf nie ma u nas wydawcy, a szkoda. Jako, że większość gry musimy czytać, aby w pełni rozumieć podejmowane decyzje, może to sprawiać kłopot komuś, kto angielskiego nie zna lub zna słabo. Bardzo łatwo przeoczyć subtelności i pominąć nieznane idiomy, ponieważ opowieść została napisana językiem literackim, choć to poniekąd proza. Nawet nie do końca jestem pewien, czy chodzi tu wyłącznie o dokonywane wybory, bo w końcu po to włącza się tą grę, aby poznać przedstawioną historię, a nie “odbębnić” kolejny tytuł. Dlatego to spory minus.

Podsumowując, Lone Wolf spodoba się każdemu fanowi RPGów, szczególnie tych tradycyjnych, papierowych, bo istnieje tu ogromny nacisk na efekty podejmowanych decyzji. Wspaniała realizacja i przepiękna oprawa audiowizualna sprawiają, że brak tłumaczenia nie będzie przeszkodą, jeżeli lubisz czytać i znasz angielski na średnim poziomie.

8.0

Lone Wolf HD Remastered to bardzo dobra gra, przypominająca wszystkim RPGowcom, że można się świetnie bawić zarówno czytając, jak i walcząc.

  • Oprawa graficzna 9,5
  • Oprawa audio 8,5
  • Grywalność 7,5
  • Cena/jakość 8,5
  • Pozostałe wrażenia 8,5
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 9.3
Podziel się.

O autorze

Andrzej Mazuruk

Parafrazując klasyka, "urodziłem się, aby żyć", co z niemałą chęcią robię i staram się coś przy tej okazji zrobić/napisać/wynieść - niepotrzebne skreślić. Przy okazji pisania, kawę, herbatę oraz wszelkie przekąski zużywam w ilościach iście hurtowych i tempie, jakiego nie powstydziłby się sam Usain Bolt. W niewyjaśnionych okolicznościach nabyłem także tajemną umiejętność generowania losowych błędów i awarii we wszelkiej maści urządzeniach elektronicznych. Ulubiony cytat? "Nie wierz we wszystko, co napiszą w internecie" (~Abraham Lincoln).