ORP Jastrząb służył pod polską banderą zaledwie 6 miesięcy i wykonał tylko jeden patrol bojowy, który zakończył się zatopieniem okrętu 2 maja 1942 roku. Jednostka od początku służby w Polskiej Marynarce Wojennej była pełna problemów i pecha.

Z USA do Wielkiej Brytanii, do Polski

Historia ORP Jastrząb zaczęła się 26 października 1918 roku w stoczni Fore River w USA. Był to jeden z pierwszych amerykańskich okrętów typu S-1, zbudowany według projektu Electric Boat. Jednostka miała konstrukcję jednokadłubową, 66 m długości, wyporność podwodną 1062 ton i nawodną 800 ton. Okręt napędzały dwa silniki diesla NELSECO o mocy 600 SHP i dwa silniki elektryczne Ridgway o mocy 750 KM każdy. Zapewniały one prędkość maksymalną 14,5 węzła na powierzchni i 11 węzłów pod wodą, natomiast zasięg na powierzchni wynosił 3400 mil morskich (6300 km) przy prędkości 11 węzłów, oraz 100 mil morskich (185 km) pod wodą, przy prędkości 5 węzłów.

USS S-25

USS S-25

Uzbrojenie okrętu stanowiły 4 wyrzutnie torped kalibru 533 mm na dziobie, z zapasem 12 torped (4 w wyrzutniach) i jedno działo kalibru 102 mm. Załoga liczyła 38 oficerów i marynarzy. Chociaż jednostka powstała podczas I wojny światowej, wyposażono ją w nowatorski jak na tamte lata chłodzony magazyn żywności. Dodatkowo okręt dysponował sonarem aktywnym SC i pasywnym MV. Testowa głębokość zanurzenia wynosiła 60 m, a maksymalna (obliczona) 90 m.

Wodowanie okrętu, który otrzymał nazwę USS S-25 miało miejsce 20 maja 1922 roku. Jednostka otrzymała numer burtowy SS-130 i weszła do służby 9 lipca 1923 roku. Podobnie jak w przypadku innych jednostek typu S-1, również i ten okręt od początku trapiony był licznymi problemami technicznymi. Mimo to S-25 pozostawał w eksploatacji i był aktywnie wykorzystywany zarówno na wschodnim jak i zachodnim wybrzeżu USA aż do początku lat 40.

Po wybuchu II wojny światowej, wiekowy i mocno zużyty okręt został latem 1941 roku wpisany na listę jednostek, które miały zostać przekazane Wielkiej Brytanii w zamian za zgodę na budowę amerykańskich baz na brytyjskich wyspach m.in. na Karaibach (w ramach tej umowy przekazano 50 starych niszczycieli i 6 okrętów podwodnych typu S).

USS S-25

USS S-25

Ze względu na zły stan techniczny polskiego okrętu podwodnego ORP Wilk, oraz problemy z załogą, dowództwo Polskiej Marynarki Wojennej podjęło w tym czasie rozmowy z Brytyjczykami na temat pozyskania nowego okrętu podwodnego. Brytyjczycy nie dysponowali nowymi jednostkami, ale równocześnie nie dysponowali załogami dla przejmowanych amerykańskich okrętów. W związku z tym podjęto decyzję o przekazaniu jednego z tych okrętów PMW. Wybór padł na S-25.

Krótka i pechowa kariera

Kompletowanie załogi nowego okrętu zakończono we wrześniu 1941 roku, a następnie wysłaną ją do Stanów Zjednoczonych w celu przejęcia jednostki, przeszkolenia i przejścia okrętem do Wielkiej Brytanii. Dowódcą został kapitan Bolesław Romanowski. Zakładano, że procedura przejęcia okrętu i szkolenia zajmie kilka miesięcy, ale ostatecznie skrócono ją do zaledwie dwóch tygodni.

Polska załoga po wstępnym zapoznaniu się z okrętem nie była nim zachwycona. Jednostka była mocno zużyta, całkowicie przestarzała, a jej eksploatacja bojowa ograniczona z powodu problemów technicznych, hałasu generowanego przez podzespoły oraz braków wyposażenia. Mimo to okręt został przejęty oficjalnie 4 listopada, trafiając do Wielkiej Brytanii i natychmiast na mocy wcześniejszych ustaleń do PMW. Polską banderę podniesiono na nim 12 listopada 1941 roku.

USS S-25

USS S-25

Okręt otrzymał nazwę ORP Jastrząb i numer burtowy P-551. Zgodnie z planem, 14 listopada jednostka wyruszyła w rejs do Wielkiej Brytanii, gdzie miała zostać wyremontowana i wcielona do służby (nie ustalono jednak czy miała to być służba bojowa czy szkolna). Rejs zakończony 1 grudnia okazał się trudny, a z powodu sztormu doszło do wielu awarii i uszkodzeń, które wymagały dodatkowych napraw.

W trakcie prac naprawiono wykryte awarie oraz uszkodzenia oraz zainstalowano dodatkowy zbiornik sprężonego powietrza, który pozwolił na skrócenie czasu zanurzenia z 2 minut do 45 sekund. Wymieniono radiostację i część wyposażenia elektronicznego, ale nie polepszyło to znacząco stanu technicznego jednostki. Oficjalnie prace i próby odbiorcze zakończono 22 kwietnia 1942 roku.

USS S-25

USS S-25

Dwa dni później, 24 kwietnia Jastrząb wyruszył w swój pierwszy i jak się później okazało ostatni patrol. Zgodnie z założeniami, polski okręt miał zapewnić daleką osłonę konwojowi PQ-15, płynącemu do Murmańska, a tym samym miała zostać sprawdzona jego wartość bojowa. Jednostka operowała w bezpiecznej strefie, z dala od brytyjskiego konwoju, jednak z powodu piętrzących się problemów technicznych stan okrętu pogarszał się z dnia na dzień (kolejne awarie sterów utrudniały rejs i utrzymanie głębokości zanurzenia).

Zła pogoda w tym rejonie sprawiła ponadto, że konwój PQ-15 musiał zmienić trasę, aby ominąć góry lodowe i 2 maja wpłynął w rejon, w którym operował Jastrząb (nie wiedząc o tym). W godzinach wieczornych polska jednostka będąca w zanurzeniu została wykryta przez norweski niszczyciel St. Albans i brytyjski trałowiec HMS Seagull, które rozpoczęły atak.

USS S-25

USS S-25

Kapitan Romanowski nakazał wyjście na głębokość peryskopową i rozpoznał okręty jako eskortę konwoju PQ-15. Zgodnie z wytycznymi wystrzelił z pod wody żółtą flarę, sygnalizującą obecność sojuszniczego okrętu podwodnego. Dowódcy okrętów eskorty nie znali jednak tego sygnału i przystąpili do ataku, obrzucając Jastrzębia trzema seriami bomb głębinowych. Uszkodzenia były na tyle poważne, że kapitan nakazał wynurzenie. Na pokładzie wybuchł pożar, maszynownia została częściowo zalana, a ponadto w kadłubie pojawiły się liczne przecieki.

Mimo prób nadania sygnałów w kierunku okrętów eskorty, te kontynuowały atak przy użyciu broni maszynowej i lekkich działek. W trakcie ostrzału zginęło 3 marynarzy na pokładzie Jastrzębia (w tym dwóch brytyjskich oficerów łącznikowych), kolejni zostali ranni (w tym kapitan Romanowski), a dwóch z nich zmarło później z powodu odniesionych ran.

USS S-25 już jako ORP Jastrząb

USS S-25 już jako ORP Jastrząb

Dopiero gdy HMS St. Albans i HMS Seagull znalazły się przy burcie uszkodzonego okrętu zauważono numer taktyczny, oraz wywieszoną przez kapitana polską banderę. Chociaż przerwano ostrzał, uszkodzenia były tak poważne, że podjęto decyzję o opuszczeniu okrętu i jego zatopieniu. Otworzono zawory, a dodatkowo ostrzelano okręt, aby mieć pewność, że zatonie.

Najciężej ranni zostali przekazani na St. Albans, a pozostali członkowie załogi trafili na HMS Seagull. Po leczeniu w Rosji, wrócili do Wielkiej Brytanii, gdzie przeprowadzono dochodzenie, mające ustalić przyczyny zatopienia Jastrzębia.

Ostatecznie komisja uznała, że doszło do fatalnego zbiegu okoliczności. Jastrząb prawdopodobnie znajdował się poza swoim sektorem, natomiast załogi okrętów eskorty nie wiedziały, że zmieniły tak mocno kurs, że weszły w rejon działania własnego okrętu podwodnego. Dodatkowo okazało się, że dowódcy obu okrętów nie znali procedur i sygnałów, przez co źle zinterpretowali żółte świece dymne. Ponadto zła pogoda utrudniała identyfikację polskiej jednostki. Ostatecznie tylko kapitan norweskiego niszczyciela został ukarany naganą. Tak zakończyła się krótka historia polskiego okrętu podwodnego ORP Jastrząb.

USS Thomas - późniejszy HMS St. Albans

USS Thomas – późniejszy HMS St. Albans

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.