Podczas II wojny światowej amerykanie bardzo intensywnie korzystali z wsparcia artyleryjskiego. Oprócz standardowych haubic, bardzo często korzystali z ciężki holowanych haubic kalibru 240 mm lub 203 mm. Ich potężne pociski nie tylko siały spustoszenie, ale również wywoływały panikę wśród obrońców. Niestety wadą tych dział były ich rozmiary. Pod koniec wojny dowództwo US Army podjęło decyzję o zamówieniu samobieżnej wersji tych super ciężkich armat.

Ze względu na swoje rozmiary i wagę, haubice musiały być zamontowane na odpowiednio potężnym podwoziu. Wykorzystywane do tej pory podwozia z czołgów M4 Sherman lub M3 Lee były stanowczo za małe. Na szczęście w 1945 roku do eksploatacji zaczął wchodzić czołg M26 Pershing. Jego podwozie idealnie nadawało się do zamontowania na nim potężnej armaty kalibru 240 mm.

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Prace nad prototypem rozpoczęto w marcu 1945 roku. Otrzymał on nazwę T92 Howitzer Motor Carriage (po wejściu do eksploatacji byłaby ona zmieniona zapewne na M92). Pojazd miał być uzbrojony w haubicę M1 kalibru 240 mm. Miesiąc później zamówiono kolejny prototyp T93, przystosowany do zamontowania na nim armaty kalibru 203 mm.

Ze względu na zakończenie walk w Europie, pojazdy miały trafić na Pacyfik, zwłaszcza do oddziałów przygotowywanych do inwazji na Japonię.

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Podwozie czołgu M26 było jednak nieco za małe, więc należało je wydłużyć. W związku z tym, pierwszy prototyp haubicy T92 był gotowy w lipcu. Do sierpnia 1945 roku skompletowano 5 haubic T92 i 2 haubice T93. Wraz z kapitulacją Japonii prace nad pojazdami natychmiast wstrzymano.

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Wyprodukowane pojazdy skierowano na próby poligonowe, które były całkiem udane, ale ze względu na brak zapotrzebowania na tego typu pojazdy, szybko wycofano je z eksploatacji. Doświadczenie zdobyte podczas prac nad tymi pojazdami wykorzystano później do budowy samobieżnych haubic M53 i M55, a później M107 i M110. Nieoficjalnie haubice T92 i T93 nazywano King Kong.

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

T92 ważył 58 ton, miał 9,8 m długości i 3,2 wysokości. Załogę stanowiło 8 żołnierzy – dowódca, kierowca, pomocnik kierowcy i 5 działonowych. Pojazd miał 25 mm pancerz. Napęd stanowił 8-cylindrowy silnik Ford GAF i mocy 470 KM. Zapewniał on prędkość 24 km/h i zasięg do 130 km. T93 był nieco mniejszy i lżejszy, ale pozostałe parametry pojazdu były identyczne.

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Samobieżna haubica T92 (fot. LIFE Magazine)

Uzbrojenie stanowiła haubica M1 kalibru 240 mm. Mogła ona wystrzeliwać jeden pocisk na minutę. Zasięg ognia wynosił 23 km. Armata powstała w 1943 roku jako rozwinięcie zaprojektowanej w latach 20-tych armaty M1918 kalibru 240 mm. Do końca II wojny światowej powstało 315 dział tego typu. Wykorzystywano je do czasów wojny Koreańskiej.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

Google+