Chociaż państwa bloku wschodniego nie miały zbyt dużej swobody w rozwoju przemysłu, zwłaszcza motoryzacyjnego, w Niemieckiej Republice Demokratycznej sytuacja wyglądała nieco inaczej. Jako modelowe państwo, tworzone na pokaz dla mieszkańców państw zachodnich, NRD miało znacznie większą swobodę w projektowaniu „wspaniałych tworów komunistycznej myśli technicznej. Jednym z takich wyjątkowych wynalazków był samochód sportowy Melkus RS 1000.

Na początku lat 50. urodzony w Dreźnie, 20 kwietnia 1928 roku, niemiecki kierowca wyścigowy Heinz Melkus postanowił zająć się produkcją samochodów. Założona przez niego firma Melkus wyspecjalizowała się w małoseryjnej produkcji samochodów sportowych. W historii firmy powstało kilka aut, z których najważniejszym był zaprojektowany w 1969 roku Melkus RS 1000.

Melkus RS 1000

Melkus RS 1000

Przypominający z zewnątrz włoskie i brytyjskie samochody sportowe RS 1000 był bardzo ciekawym pojazdem. Jego konstrukcję oparto na podzespołach Warburga 353 (bez wątpienia nie był to samochód sportowy), jednak w połączeniu z aerodynamiczną karoserią stworzono prawie supersamochód – chociaż patrząc z perspektywy państw bloku wschodniego, był to prawdziwy supersamochód, znacznie różniący się od królujących na drogach Trabantów, Wartburgów, Warszaw, Syrenek itp.

RS 1000 miał 4 m długości, 1,7 m szerokości i zaledwie 1,07 m wysokości. Masa własna wynosiła od 680 do 850 kg, w zależności od wersji. Pod maską umieszczono dwusuwowy, trzycylindrowy silnik o pojemności 1 litra i mocy 70 KM, będący dopracowaną wersją silnika montowanego w Wartburgach 353 (modyfikacja polegała m.in. na dodaniu trzech gaźników z motocykla MZ). W połączeniu z pięciobiegową skrzynią biegów, bardzo niskim i aerodynamicznym nadwoziem zapewniał on przyśpieszenie od 1-100 km/h w 12 sekund, a prędkość maksymalna wynosiła zawrotne 165 km/h.

Melkus RS 1000

Melkus RS 1000

Chociaż nie były to wyjątkowe osiągi na tle samochodów sportowych produkowanych na zachodzie, w krajach bloku wschodniego był to niesamowity wyczyn. Już od pierwszej publicznej prezentacji, RS 1000 wzbudzał zachwyt, a gdy pojawiał się na drogach, wyróżniał się na tle królujących na drogach NRD Trabantów. Do 1979 roku wyprodukowano 101 samochodów tego typu. Trafiły one w ręce głównie kierowców wyścigowych, którzy musieli otrzymać specjalne pozwolenia na zakup samochodów. RS 1000 kosztowały około 29 800 marek (NRD-owskich), a czas oczekiwania wynosiło od pół roku do dwóch lat, co również było świetnym wynikiem jak na NRD.

W sprzedaży dostępne były dwie podstawowe wersje RS 1000, różniące się silnikami. Wersja cywilna posiadała silnik o pojemności 1 litra i mocy 70 KM (z czasem wprowadzono silnik o pojemności 1,1 litra), natomiast znacznie lepsza, wersja wyścigowa otrzymała silnik o pojemności 1,1 litra i mocy 90 KM, zapewniający prędkość maksymalną 210 km/h. Ostatnia wersja otrzymała ulepszony silnik czterocylindrowy o pojemności 1,6 litra i mocy 102 km/h.

Melkus RS 1000

Melkus RS 1000

Produkcja RS 1000 zakończyła się w 1979 roku. Przez kolejnych kilka lat firma Melkus wyprodukowała jeszcze kilka samochodów sportowych, a w 2006 roku, wiele lat po zjednoczeniu Niemiec, wyprodukowano limitowaną serię samochodów RS 1000 i RS 1600 (odpowiednio 15 i 5 egzemplarzy). W 2010 roku wprowadzono do produkcji model RS 2000, a od 2013 roku sprzedawany jest odświeżony i unowocześniony model RS 1000 GTR. Produkcja jest jednak bardzo mała.

Patrząc na ten samochód aż ciężko uwierzyć, że w kraju komunistycznym pozwolono na wyprodukowanie samochodu tak podobnego do włoskich Ferrari i innych supersamochodów produkowanych na zachodzie. Warto dodać, że do naszych czasów przetrwało około 80 oryginalnych RS 1000.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Slawomir Gajda

    Trochę przypomina mi Ferrari Dino. Tylko silniki trochę inne, bardzo podobne były montowane w Syrenach.

Google+