Okręty podwodne wykorzystywane podczas I wojny światowej były często bardziej traktowane jak okręty nawodne z możliwością zanurzenia niż jako jednostki działające pod wodą. W związku z tym pod koniec wojny zaczął rodzić się pomysł budowy tzw. podwodnych krążowników, czyli okrętów podwodnych uzbrojonych w działa dużego kalibru. Kwintesencją tego typu jednostek był francuski okręt podwodny Surcouf, jednak jego historia pełna jest problemów oraz tajemnic, których nigdy nie wyjaśniono.

Geneza

Na początku I wojny światowej okręty podwodne był małe, delikatne i przypominały bardziej torpedowce, mogące się zanurzać na jakiś czas. Dodatkowo stosowane przez krótki czas przepisy międzynarodowe sprawiały, że walka w zanurzeniu była mocno ograniczona tylko do atakowania okrętów wojennych. W połączeniu z zawodnością zarówno samych okrętów jak i ich uzbrojenia torpedowego, sprawiało to, że żadna flota nie miała wyraźnej koncepcji wykorzystania okrętów podwodnych. Używano ich więc do wielu zadań, do których nie do końca były przystosowane. Jednym z nich było atakowanie celów na lądzie, bądź zwalczanie statków i małych okrętów wojennych przy użyciu artylerii zamontowanej na pokładzie, do której załogi miały większe zaufanie.

Jeden z okrętów typu M
Jeden z okrętów typu M

Postęp technologiczny do jakiego doszło podczas wojny sprawił jednak, że możliwości okrętów podwodnych znacząco wzrosły. Wraz z zwiększeniem ich rozmiarów oraz dopracowaniem techniki ich budowy, zaczął rodzić się nowy rodzaj okrętów podwodnych – tzw. podwodne krążowniki. Duże jednostki, uzbrojone w działa większego kalibru niż standardowo (zwykle powyżej 120 mm), których zadaniem miało być przede wszystkim przenikanie przez linie obronne wroga i atakowanie celów na lądzie, oraz prowadzenie działań rajderski przeciwko żegludze cywilnej. Uzbrojenie torpedowe tych jednostek, chociaż pokaźne ze względu na sam rozmiar okrętów, było traktowane jako drugorzędne.

Najlepszymi przykładami takich jednostek były m.in. niemieckie okręty podwodne typu U-151, oraz brytyjskie typu M. Oba typy miały swoje zalety (oraz wady), ale nie zyskały szerszej popularności. Dopiero po I wojnie światowej sytuacja miała ulec zmianie. W 1922 roku podpisany został traktat waszyngtoński, znacząco ograniczający morskie zbrojenia. Wśród wprowadzonych ograniczeń, nie znalazły się jednak żadne zapisy dotyczące okrętów podwodnych. W związku z tym, we Francji powstała wówczas koncepcja zbudowania serii dużych podwodnych krążowników, uzbrojonych w działa kalibru 190-305 mm.

U-155, ex Deutschland po wojnie w Londynie
U-155, ex Deutschland po wojnie w Londynie

Już jesienią 1921 roku francuskie ministerstwo marynarki poleciło biurom konstrukcyjnym floty opracowanie wstępnych projektów tego typu jednostek. Powstało wówczas kilka koncepcji różniących się przede wszystkim kalibrem zastosowanych dział, a także dodatkowym wyposażeniem. Wśród rozważanych dział były armaty kalibru 190 mm, 203 mm, 240 mm, a nawet 305 mm. Równocześnie zaczęła krystalizować się rola tego typu jednostek. Miały one prowadzić działania rajderskie na szlakach komunikacyjnych oraz z dala od własnych baz. Dodatkowo zakładano, że będą one pomagać w utrzymaniu łączności z koloniami w razie wojny.

7 lipca 1922 roku oficjalnie zaakceptowano pomysł budowy podwodnych krążowników i przystąpiono do finalizowania prac projektowych. Głównym inżynierem odpowiedzialnym za projekt został
Jean-Jacques Léon Roquebert. Rosnące wymagania ze strony floty sprawiły jednak, że projekt okrętu ulegał licznym zmianom i dopiero 14 maja 1926 roku uzyskał docelowy wygląd. Podwodny krążownik miał mieć wyporność nawodną 3244 ton i podwodną 4320 ton. Uzbrojenie w postaci dwóch armat kalibru 203 mm miało znajdować się w obrotowej wieży przed kioskiem, natomiast za kioskiem umieszczono wodoszczelny hangar dla wodnosamolotu. Uzbrojenie torpedowe miało składać się z 10 wyrzutni torped – czterech na dziobie i dwóch trzyrurowych obrotowych na zewnątrz kadłuba, natomiast uzbrojenie dodatkowe składać się miało z dwóch działek kalibru 37 mm. Napęd miały stanowić dwa silniki diesla o mocy 3700 KM zapewniające maksymalną prędkość nawodną 18 węzłów oraz dwa silniki elektryczne o mocy 3400 KM zapewniające maksymalną prędkość podwodną 9 węzłów. Załoga miała liczyć 107 oficerów i marynarzy. Ponadto dodatkowe wyposażenie miało składać się z motorówki i składanych łodzi abordażowych.

Surcouf w trakcie prac w porcie
Surcouf w trakcie prac w porcie

Po zapoznaniu się z projektem, 17 lipca 1926 roku został on zaakceptowany po kilku poprawkach i przekazany do realizacji. Według planu, francuska flota miała pozyskać łącznie 8 takich jednostek w dwóch partiach po 4, przy czym zakładano, że dwa okręty z każdej grupy będą służyły na Atlantyku, a dwa na Oceanie Indyjskim. Pierwsza jednostka miała być gotowa w 1930 roku, a kolejne miały powstać krótko później po sprawdzeniu projektu.

Dane taktyczno techniczne

W swojej finalnej konfiguracji Surcouf miał 110 m długości oraz wyporność nawodną 3304 ton, podwodną 4318 ton. Napęd stanowiły dwa silniki diesla (zbudowane w dwóch różnych firmach i różniące się konstrukcją) o mocy łącznej 7600 KM oraz dwa silniki elektryczne o mocy 3400 KM. Zapewniały one nawodną prędkość maksymalną 18,5 węzła (w trakcie prób uzyskano chwilowo 19 węzłów), oraz podwodną 10 węzłów. Zasięg wynosił 10 000 mil morskich (18 500 km) na powierzchni przy prędkości 10 węzłów, oraz 70 mil morskich (130 km) pod wodą przy prędkości 4,5 węzła. Autonomiczność wynosiła 90 dni, a głębokość testowa 80 m. Uzbrojenie składało się z 2 dział kalibru 203 mm w obrotowej wieży przed kioskiem, 2 działek kalibru 37 mm umieszczonych pojedynczo przed i za kioskiem, 4 karabinów maszynowych kalibru 13,2 mm, 4 wyrzutni torped kalibru 550 mm na dziobie, oraz dwóch aparatów po trzy wyrzutnie umieszczonych na zewnątrz kadłuba. Aparaty te składały się z jednej wyrzutni kalibru 550 mm i dwóch kalibru 400 mm. Za kioskiem umieszczono hangar dla wodnosamolotu Besson MB.411, który miał służyć do kierowania ogniem i prowadzenia działań rozpoznawczych. Załoga liczyła 8 oficerów i 110 marynarzy.

Surcouf w trakcie prac w porcie
Surcouf w trakcie prac w porcie

Okręt posiadał dalmierz pozwalający na atakowanie celów w odległości do 12 km, a przy użyciu dodatkowo peryskopy, do 16 km. Same działa miały jednak większy zasięg. Zapas amunicji do dział kalibru 203 mm wynosił 300 pocisków różnego rodzaju, w tym ćwiczebnych. Zapas torped wynosił 8 kalibru 440 mm i 4 kalibru 400 mm.

Wodnosamolot Besson MB.411 został oblatany w czerwcu 1935 roku. Zbudowano 3 maszyny – prototyp i dwie maszyny seryjne. Samolot miał 8,25 m długości, 12 m rozpiętości skrzydeł oraz masę 1140 kg. Napęd stanowił silnik Salmson 9Nd o mocy 175 KM, zapewniający prędkość maksymalną 190 km/h oraz zasięg 400 km. Maszyna nie posiadała uzbrojenia, ale wyposażono ją w radio. Przygotowanie samolotu do lotu zajmowało około 30 minut i wymagało użycia dźwigu.

Bolesne narodziny

Oficjalne zamówienie na pierwszy z planowanych okrętów – Surcouf, złożono 4 sierpnia 1926 roku w stoczni marynarki wojennej w Cherbourgu. W kwietniu 1927 roku rozpoczęto proces gromadzenia podzespołów, który przeciągał się aż do 1929 roku. Mimo to 3 października 1927 roku położono stępkę pod jednostkę, a 18 listopada 1929 roku zwodowano częściowo ukończony okręt, bez obecności mediów i widzów – poza przedstawicielami władz. Podyktowane było to ciągłymi problemami z budową, a także z eksperymentalnym charakterem Surcouf. 30 sierpnia 1930 roku zamontowano wieżę artylerii głównej, ale same działa zamontowano dopiero 13 listopada. Akumulatory dostarczono w dwóch partiach i zamontowano 30 czerwca i 3 października, a same śruby zainstalowano między 6 a 23 września.

Surcouf w trakcie prac w porcie
Surcouf w trakcie prac w porcie

W tym miejscu warto zaznaczyć, że prace nad Surcouf kontynuowano mimo podpisania przez Francję traktatu londyńskiego, który zakazywał budowy tak potężnych okrętów podwodnych. W toku negocjacji wyrażono jednak zgodę na dokończenie budowy okrętu, ale bez możliwości budowania kolejnych jednostek tego typu.

Po raz pierwszy okręt wyszedł w morze 19 grudnia 1930 roku, rozpoczynając trwające dwa lata próby. Pierwsze strzelania z dział artylerii głównej przeprowadzono dopiero 19 czerwca 1931 roku, a pierwsze zanurzenie… 10 lipca. Próby wyrzutni torpedy również uległy opóźnieniu względem pierwotnego planu i przeprowadzono je 15 września 1932 roku. W trakcie testów jednostki dochodziło do wielu awarii, głównie związanych z napędem – zarówno silnikami jak i śrubami, oraz wykrywano kolejne wady projektowe, takie jak silne kołysanie na powierzchni, długi czas przygotowania zarówno do użycia dział jak i łodzi motorowej (która ostatecznie okazało się, została źle zaprojektowana), a także długi czas schodzenia na głębokość peryskopową. Nie wszystkie problemy udało się wyeliminować, dlatego Surcouf regularnie wracał do stoczni na remonty i modernizacje. Ostatecznie, 1 czerwca 1934 roku potężny podwodny krążownik wszedł oficjalnie do służby, chociaż w praktyce przez kolejne lata kontynuowano remonty i modernizacje praktycznie po każdym rejsie.

Francuski podwodny krążownik Surcouf
Francuski podwodny krążownik Surcouf

Trudna służba podczas wojny

Wybuch II wojny światowej zastał Surcouf w drodze do Fort-de-France na Martynice, gdzie dotarł 4 września. Początkowo zakładano, że pozostanie tam, ale stan kadłuba i podzespołów wymagał pilnego remontu w doku, a ten możliwy był tylko we Francji. Rejs powrotny był długi i problematyczny z powodu stanu technicznego silników, więc do Brestu jednostka dotarła dopiero 19 października. Remont połączony z modernizacją trwał aż do 25 kwietnia 1940 roku, ale uznano, że doprowadził on do znacznego wzrostu możliwości bojowych. Na 5 czerwca zaplanowano próby morskie, ale sytuacja na froncie sprawiła, że zrezygnowano z nich.

15 czerwca dowódca okrętu otrzymał rozkaz pilnego wyjścia w morze, w związku z czym po uzupełnieniu zapasów, 18 czerwca Surcouf udał się w rejs do Casablanki, zabierając na pokład jeden z swoich wodnosamolotów MB.411. Szybko okazało się jednak, że silniki sprawiają problemy, a ich naprawa możliwa jest tylko w suchym doku. Rejs powrotny do Francji nie wchodził w grę, więc dowodzący okrętem komandor Paul Martin podjął decyzję o rejsie do Wielkiej Brytanii. Początkowo francuski okręt płynął samotnie z prędkością zaledwie 4 węzłów, ale z czasem dołączył do niego holownik oraz brytyjskie samoloty zapewniające osłonę powietrzną. W trakcie rejsu udało się częściowo naprawić jeden z silników, w związku z czym dowódca zaczął ponownie rozważać zmianę kursu i rejs do Maroka, ale dowództwo nakazało mu udać się do Plymouthm gdzie dotarł 20 czerwca i zacumował przy burcie pancernika Paris.

Surcouf w Portsmouth w 1941 roku
Surcouf w Portsmouth w 1941 roku

Wraz z kapitulacją Francji 22 czerwca 1940 roku, sytuacja Surcouf stała się problematyczna. Morale załogi było bardzo złe, stan okrętu pozostawiał wiele do życzenia, a Brytyjczycy nie mieli pomysłu co zrobić z sojuszniczą jednostką. 3 lipca z obawy przed przejściem załogi na stronę Niemiec, Brytyjczycy w ramach operacji Catapult przejęli kontrolę nad Surcouf. Nie licząc starć z francuskimi okrętami w Afryce Północnej, było to najbardziej brutalne przejęcie w ramach tej operacji, ponieważ w jego trackie zginęło trzech brytyjskich marynarzy oraz jeden francuski. Większość załogi odmówiła następnie dołączenia do sił Wolnych Francuzów i została przeniesiona do obozu na lądzie.

Surcouf oficjalnie został przekazany Wolnym Francuzom, ale spowodowało to kolejne problemy. Potężny okręt wymagał dużej załogi, która spokojnie mogła obsadzić 3 mniejsze okręty podwodne. Również stan techniczny Surcouf był dosyć kiepski, a Francuzi, dla których posiadanie Surcouf miało znaczenie propagandowe, nie mieli pomysłu na wykorzystanie tak nietypowej jednostki. W tej sytuacji w pierwszej kolejności przystąpiono do kompletowania załogi i poszukiwania wykwalifikowanych (ze względu na skomplikowanie konstrukcji okrętu) i chętnych do służby na takim okręcie marynarzy.

Besson MB.411 w trakcie montażu na pokładzie Surcouf

Dopiero 15 grudnia 1940 roku Surcouf wyszedł w morze na pierwsze próby i treningi, w trakcie których sprawdzono również wodnosamolot MB.411. Po ich zakończeniu i sprawdzeniu podzespołów, okręt przepłynął do Holy Loch, gdzie w lutym 1941 roku uznano, że jest gotowy do służby. Pierwszym zadaniem miało być przepłynięcie do Halifaxu w Kanadzie w ramach osłony konwoju. Rejs nie należał do przyjemnych, ponieważ okręt nie był przystosowany do operowania w tak zimnych wodach, przez co temperatura na jego pokładzie spadała do nawet 4 ºC. Po powrocie do Plymouth, pod koniec kwietnia zniszczeniu uległ wodnosamolot MB.411, kiedy jedna z bomb eksplodowała w pobliżu Surcouf i wywołała pożar. Sam okręt nie doznał większych uszkodzeń, w związku z czym w połowie maja wyruszył bez wodnosamolotu (jego hangar zamieniono na dodatkowy magazyn) na kolejny patrol na Atlantyku. Nie przyniósł on żadnych ciekawych wydarzeń oprócz próby wykonania symulowanego ataku na amerykańskie okręty wojenne. Z pomysłu zrezygnowano za namową brytyjskiego oficera łącznikowego, którego oddelegowano na pokład francuskiej jednostki, aby koordynować działania załogi i innych jednostek alianckich – francuscy marynarze nie należeli wówczas do najbardziej zdyscyplinowanych.

Po patrolu Surcouf został wysłany do USA w celu przeprowadzenia gruntownego remontu, ponieważ brytyjskie stocznie nie miały odpowiednich wolnych mocy przerobowych. W trakcie prac nie udało się jednak naprawić wszystkich podzespołów, oraz pojawił się kolejny, o wiele gorszy problem – fatalne morale i całkowity brak dyscypliny wśród załogi. Mimo tych problemów, pod koniec 1941 roku francuski okręt udał się do Halifaxu, gdzie sformowana została francuska grupa bojowa, która zajęła będący pod kontrolą Vichy archipelag Saint-Pierre-et-Miquelon. Operacja przebiegła bez problemów i bez walk. Do Kanady jednostka wróciła 12 stycznia 1942 roku i trafiła na remont uszkodzeń spowodowanych rejsem w sztormie. Po zakończeniu prac, 12 lutego Surcouf udał się na Bermudy, skąd dalej miał przez Kanał Panamski dotrzeć na wody Polinezji Francuskiej.

Zbliżenie na wieżę artylerii głównej na Surcouf
Zbliżenie na wieżę artylerii głównej na Surcouf

Odesłanie okrętu na Pacyfik podyktowane było brakiem pomysłu na wykorzystanie Surcouf na Atlantyku, a także stanem załogi, która i tak sprawiała dużo problemów. Zakładano, że spokojna służba w tym rejonie uspokoi nastroje wśród członków załogi i pozwoli na odbudowanie morale, a w najgorszym przypadku, załoga po prostu nie będzie sprawiała problemów. Prawdopodobnie dowództwu zależało również na zminimalizowaniu ryzyka buntu.

Ostatni rejs

Surcouf dotarł na Bermudy przed czasem, w związku z czym rejs przez Kanał Panamski przyśpieszono. Stan okrętu był nie najlepszy, ale mimo to jednostka wyruszyła z ograniczona prędkością w kierunku Colón. 18 lutego o godzinie 13:00 miał miejsce ostatni kontakt radiowy z okrętem. W tym czasie znajdował się on na południe od Jamajki, jakieś 340 mil morskich od celu. Następnego dnia, gdy francuska jednostka nie pojawiła się w porcie, władze portu poinformowały Admiralicję o opóźnieniu. Dodatkowo podano informację, że do portu zawinął statek Thompson Lykes, którego załoga miała dzień wcześniej o 22.30 incydent z udziałem „jakiejś jednostki”. Według dostępnych informacji załoga zauważyła niewyraźne światła pozycyjne, po czym uderzyła w jakąś jednostkę pływającą, jednak nie odnaleziono żadnych szczątków poza stosunkowo niewielką plamą ropy.

Francuski podwodny krążownik Surcouf
Francuski podwodny krążownik Surcouf

W związku z tym, 22 lutego 1942 roku oficjalnie podano informację, że Surcouf zatonął po kolizji z Thompson Lykes. Wydawało się, że sytuacja jest jasna, ale po zadokowaniu frachtowca, okazało się, że nie doznał on zbyt dużych uszkodzeń, typowych dla podobnych zderzeń. Rozważano, czy staranowaną jednostką nie był niemiecki u-boot, ale z dostępnych informacji wynikało, że w tym rejonie nie operował w tym czasie żaden niemiecki okręt (powojenne dokumenty również potwierdziły to, że żaden u-boot nie zatonął w tym rejonie). Przeprowadzono więc śledztwo, które w sposób bardzo ogólny potwierdziło pierwotne ustalenia i zamknięto temat.

Wszelkie komunikaty przekazywane zarówno przez Brytyjczyków, Amerykanów jak i Francuzów były bardzo lakoniczne. Z czasem brak konkretnych informacji oraz przede wszystkim brak chęci sprawdzenia miejsca potencjalnego zatonięcia Surcouf sprawiły, że zaczęły pojawiać się liczne teorie spiskowe. Według niektórych z nich, francuski okręt miał zostać zatopiony przez jednostki alianckie – np. okręty podwodne USS Mackerel lub USS Marlin, podczas przekazywania zaopatrzenia niemieckiemu u-bootowi. Inna sugeruje, że doszło do buntu załogi, a Alianci zatopili okręt, aby nie przeszedł na stronę Niemiec. Pojawiła się również teoria, według której okręt zawinął do bazy kontrolowanej przez Vichy i został tam zniszczony w bliżej nieokreślonym czasie.

Francuski podwodny krążownik Surcouf
Francuski podwodny krążownik Surcouf

Żadna z tych teorii nie została nigdy potwierdzona, przy czym powojenne próby dochodzenia prawdy przeprowadzone przez rodziny członków załogi Surcouf kończyły się uciszaniem ze strony władz. W związku z tym historia zaginięcia i zatonięcia okrętu cały czas pozostaje tajemnicą. Nigdy nie przeprowadzono wyraźnych poszukiwań wraku (jak ma to miejsce np. z ORP Orzeł, który również zaginął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach i możliwe, że został zatopiony przypadkowo przez Aliantów). Nie wiadomo, czy zagadka ta zostanie kiedykolwiek rozwiązana.

Podsumowanie

Surcouf to jeden z ciekawszych okrętów podwodnych, który ma długą i nietypową historię, chociaż jego kariera była pełna problemów. Okręt powstał w oparciu o koncepcję, która nie była do końca przemyślana, a sam okręt zaprojektowano w sposób niedbały i powodujący wiele problemów eksploatacyjnych. Wykorzystanie dwóch różnych silników diesla powodowało wiele problemów eksploatacyjnych, a zastosowane uzbrojenie było mało skuteczne.

W toku służby wyszły na jaw problemy związane z wykorzystaniem obrotowej wieży z działami kalibru 203 mm, która często zacinała się, a przy wyższym stanie morza celowanie było prawie niemożliwe. Również dodatkowe wyposażenie w postaci łodzi motorowej i wodnosamolotu było problematyczne i trudne do wykorzystanie w warunkach bojowych. Mimo to Surcouf zapisał się w historii jako największy okręt podwodny do czasu wejścia do służby japońskich jednostek typu I-400.

Prawdopodobnie I-402 - jeden z okrętów typu I-400
Prawdopodobnie I-402 – jeden z okrętów typu I-400

Najciekawszym rozdziałem w historii Surcouf jest jednak jego zatonięcie. Brak prób rozwiązania zagadki zaginięcia okrętu i wręcz negatywne podejście francuskich władz do tego tematu sprawia, że oficjalne ustalanie komisji badającej zaginięcie jednostki wydają się być próbą ukrycia faktów. Z drugiej strony nie ma żadnych dowodów na poparcie jakiejkolwiek teorii na temat zaginięcia Surcouf. Być może ktoś kiedyś podejmie próbę zbadania rejonu, w którym rzekomo zaginął okręt i odnajdzie wrak, co pozwoli na rozwianie wszelkich wątpliwości co do jego losu.

Wspieraj SmartAge.pl na Patronite
Udostępnij.