Mamy połowę lat pięćdziesiątych XX wieku. W Stanach Zjednoczonych kontemplowano nad sposobami, którymi można by zatrzymać hipotetyczny, zmasowany, atak radzieckich bombowców, uzbrojonych w broń jądrową. Działka ówczesnych amerykańskich myśliwców przechwytujących niewiele mogły zrobić czemuś, przedzierającemu się przez biegun północny z prędkością 900 kilometrów na godzinę, a broń rakietowa w tamtym okresie była bardzo zawodna. Postanowioną więc połączyć prostą ideę rakiety z małą głowicą jądrową, która w teorii miała niszczyć od razu całe formacje bombowców przeciwnika.

Radziecki Tu-95 eskortowany przez F-102A w pobliżu Islandii (fot. www.nationalmuseum.af.mil)

Radziecki Tu-95 eskortowany przez F-102A w pobliżu Islandii (fot. www.nationalmuseum.af.mil)

Realizacji tego pomysłu podjęła się firma Douglas Aircraft Co. W 1954 rozpoczęto proces badawczy, a już w 1955 samoloty F-89D Scorpion wykonywały pierwsze testy pocisku, któremu nadano nazwę AIR-2 Genie (Dżin). Ciekawostką jest iż w niedługim czasie Disney stworzył film “Nasz przyjaciel, Atom” gdzie rolę energii jądrowej uosabiał właśnie potężny dżin. Jako ładunek rażący wykorzystano głowicę W25 o mocy około dwóch kiloton. Sposób użycia był bardzo siermiężny. Rakieta nie posiadała żadnego rodzaju naprowadzania więc pilot musiał ją wycelować na przysłowiowe oko, a detonowała się po wypaleniu całego paliwa. Dodatkowo samolot, który odpalił AIR-2 musiał szybko wykonać manewr zawracania, co dla wczesnych odrzutowców nie było wcale prostym zadaniem.

Arkusz opisujący sposób ataku przy użyciu pocisków AIR-2 Genie na wysokości 0.6-14 kilometrów (fot. http://www.f-106deltadart.com)

Arkusz opisujący sposób ataku przy użyciu pocisków AIR-2 Genie na wysokości 0.6-14 kilometrów (fot. http://www.f-106deltadart.com)

Jak widać autorzy powyższej grafiki radzą pilotom skupienie się na przyrządach aby uniknąć oślepnięcia od błysku wybuchającej rakiety. Ostrzegają też przed uszkodzeniem samolotu przy manewrach silniejszych niż 4G. Jedyny test uzbrojonej rakiety przeprowadzono, o godzinie 7:00, 19 lipca 1957 roku pod kryptonimem JOHN, w ramach operacji PLUMBBOB.

Mapa obszaru testowego (www.openstreetmap.org)

Mapa obszaru testowego (www.openstreetmap.org)

AIR-2 Genie został wystrzelony z myśliwca F-89J pilotowanego przez kapitana Ericka Williama Hutchisona, radiooperatorem był kapitan Alfred C. Barbee. Towarzyszył im także drugi F-89J odpowiedzialny za robienie zdjęć. Detonacja rakiety miał miejsce na wysokości około 5,6 kilometra (18 500 stóp). Żeby udowodnić, iż stosowanie takiej broni jest jak najbardziej bezpieczne wykonano bardzo ciekawy pokaz. Mianowicie poproszono pięciu ochotników (towarzyszył im też operator kamery), aby stali w ostrym słońcu pustyni stanu Nevada, ubrani tylko i wyłącznie w letnie mundury, bezpośrednio pod miejscem przewidywanego wybuchu.

W doświadczeniu brali udział:

  • Pułkownik Sidney Bruce
  • Podpułkownik Frank P. Ball
  • Major Norman “Bodie” Bodinger
  • Major John Hughes
  • Don Lutrel
  • George Yoshitake (kamerzysta, poza kadrem)

Jak widzimy humor dopisywał, a uśmiechnięci żołnierze przeżyli. Zwraca na siebie wagę przede wszystkim odręcznie napisana tabliczka “Strefa Zero, populacja – 5 osób”. O ile wiadomo, wszyscy dotrwali sędziwego wieku. Choć część umarła na raka za ich stan zdrowia trudno winić AIR-2 Genie. Sam ładunek był stosunkowo niewielki, a dzięki wysokości na jakiej został odpalony, opad i promieniowanie było minimalne. Dodatkowo bezpieczeństwo oficerów zostało potwierdzone badaniami. Miejsce, w którym pracowali było jednak ośrodkiem badawczym związanym z ładunkami nuklearnymi przez długie lata, a w ramach tylko samej operacji PLUMBBOB zdetonowano około 26 ładunków jądrowych. Wiele mówi też fakt, że rząd Stanów Zjednoczonych wypłacił ponad 16 tysiącom osób około 813 milionów dolarów za zły stan zdrowia rzekomo spowodowany testami broni nuklearnej.

Rakieta AIR-2 Genie w centrum, po bokach cztery rakiety AIM-4 Falcon, samolot to Convair F-106A (fot. Wikipedia)

Rakieta AIR-2 Genie w centrum, po bokach cztery rakiety AIM-4 Falcon, samolot to Convair F-106A (fot. Wikipedia)

Pocisk został przyjęty na stan w 1958 roku i pozostał w użyciu do 1985. Służył wiec prawie całą Zimną Wojnę. Co ciekawe podpisano też umowę według, której AIR-2 Genie miał być przechowywany, pod całkowitą kontrolą Amerykanów oczywiście, na terytorium Kanady i wydany lokalnemu lotnictwu w razie potrzeby. Stan gotowości do użycia tych rakiet utrzymywano do 1984 roku. Co do ilości wyprodukowanych sztuk, źródła podają różne wielkości, ale najczęściej podawane są liczby od 1000 do 3000. Samolotami przystosowanymi do odpalenie AIR-2 Genie były F-89J, F-101B i F-106A. Był to jedyny na świecie niekierowany nuklearny pocisk rakietowy powietrze-powietrze.

AIR-2 Genie
Długość 2.95m
Szerokość 0.44m
Rozstaw skrzydeł 1.02m
Masa startowa 373kg
Prędkość maksymalna 3.3 Mach
Zasięg 9.6km
Naprowadzanie brak
Głowica W25, ~2Kt
Służba 1958-1985

Nie oznacza to, że temat kierowanej rakiety nuklearnej nie został zbadany. W 1956 roku podjęła się tego firma Hughes Electronics. Nosicielem ładunku miała zostać powiększona wersja innego pocisku produkowano przez to przedsiębiorstwa – AIM-4 Falcon. Program jednak anulowano jeszcze podczas prac projektowych.

AIM-26A na wystawie w Narodowym Muzeum Lotnictwa - Pensacola, Floryda. Na głowicy widoczny napis "Nuclear Falcon" (fot. Wikipedia)

AIM-26A na wystawie w Narodowym Muzeum Lotnictwa – Pensacola, Floryda. Na głowicy widoczny napis “Nuclear Falcon” (fot. Wikipedia)

Wznowienie przyszło w 1959 roku, a powstałej w wyniku prac rakiecie nadano nazwę AIM-26A Falcon. Jednym z wymagań dla pocisku była możliwość uderzenia nadlatującej wrogiej formacji od frontu. Wymuszało to zastosowanie naprowadzania radarowego, gdyż praktycznie wszystkie w tych czasach głowice na podczerwień wymagały bardzo wyraźnego obrazu, a co za tym idzie, atakowania wrogiego samolotu od tyłu. Radary nie były wprawdzie zbyt dokładne, ale nie robiło to wielkiej różnicy w połączeniu z ładunkiem jądrowym, którym w AIM-26A była głowica W54 o mocy 0,2 kiloton. Lotnictwo USA przyjęło Falcona na stan w 1960 roku, razem z konwencjonalną wersję tego pocisku o nazwie AIM-26B Falcon. Przeżyła ona swoją atomową siostrę o ponad 30 lat, gdyż AIM-26A wycofano już w 1971, a AIM-26B był wykorzystywany przez lotnictwo Szwecji, aż do późnych lat dziewięćdziesiątych. Tak samo jak Genie, AIM-26A Falcon nie ma żadnego innego odpowiednika w swojej klasie i jest najpotężniejszym kierowanym pociskiem powietrze-powietrze jaki kiedykolwiek został stworzony. Próbowano wprawdzie opracować znacznie bardziej zaawansowaną rakietę AIM-68, która docelowo miała zastąpić AIR-2 Genie, ale jej rozwój został przerwany podczas wczesnych prac badawczych.

AIM-26A Falcon
Długość 2.2m
Szerokość 0.3m
Rozstaw skrzydeł 0.6m
Masa startowa 92kg
Prędkość maksymalna 2 Mach
Zasięg 9.7 km
Naprowadzanie Radar
Głowica W54, ~0.2 Kt
Służba 1960-1971

Śmierć idei nuklearnego pocisku klasy powietrze-powietrze spowodowało kilka czynników. Po pierwsze nigdy nie znikły problemy związane z walką nad krajami nastawionymi przyjaźnie. Mimo wszystko były to ładunki jądrowe i masowe ich użycie byłoby co najmniej problematyczne. Dodatkowo, ze względu na swoją moc, AIR-2 Genie i AIM-26A Falcon nie mogły być używane do wali z samolotami lecącymi nisko (AIM-26B został stworzony aby przynajmniej w części wyeliminować ten problem). Ostatnim gwoździem do trumny był fakt iż konwencjonalne środki rażenia stały się, z czasem, dużo bardziej skuteczne w zwalczaniu samolotów wroga i nuklearna moc stał się po prostu zbędna.

Podziel się.

O autorze

Avatar

Interesuje się polityką, technologią militarną, komputerową oraz oczywiście samymi grami komputerowymi. Nie jest mi obca także historia, zwłaszcza dotycząca XX wieku. Reszta opisu w DLC [5,99zł + VAT]