Chociaż potocznie określenie wodnosamolot i łódź latająca stosowane są często zamiennie, w praktyce oznaczają dwa totalnie inne rodzaje samolotów, które łączy jedynie fakt, że operują z wody. Zaprojektowany w 1940 roku Blackburn B-20 łączył jednak cechu oby typów samolotów. Jego kariera była jednak bardzo krótka.

Samoloty operujące z wody dzielą się na wodnosamoloty i łodzie latające. Te pierwsze posiadają pływaki przyczepione do kadłuba i skrzydeł, umożliwiające wykonywanie operacji na wodzie, natomiast łodzie latające mają specjalnie uszczelniony kadłub, służący za pływak.

Blackburn B-20

Blackburn B-20

W eksploatacji każdy z tych typów maszyn ma swoje wady i zalety. Wodnosamoloty z pływakami są prostsze w budowie, ponieważ ze względu na swoją wysokość nie muszą posiadać obszernych kadłubów albo skrzydeł z wysoko umieszczonymi silnikami, aby operować z wody. Dodatkowe pływaki sprawiają jednak, że podczas lotu generowany jest zdecydowanie większy opór, co zmniejsza osiągi i zasięg. W przypadku łodzi latających kadłub nie generuje takich oporów podczas lotu, ale wymaga wysokiego kadłuba, który musi być dodatkowo uszczelniony, tak aby silniki znajdowały się jak najwyżej nad wodą. Sprawia to, że konstrukcja jest skomplikowana i kosztowna.

W 1935 roku brytyjski konstruktor Douglas Rennie z zakładów Blackburn wpadł na pomysł zaprojektowania samolotu, który łączyłby możliwości obu typów maszyn. Według jego pomysłu, dolna część kadłuba miała być opuszczona podczas startu i lądowania, ale w trakcie lotu miała być podnoszona, aby generować mniejszy opór powietrza. Projekt został opatentowany, a po kilku latach pomysłem zainteresowały się brytyjskie siły powietrzne. Przygotowano specyfikację R1/36 w ramach której kilka firm przystąpiło do prac nad małym wodnosamolotem lub łodzią latającą do zadań patrolowych i łącznikowych. Ostatecznie do produkcji trafił Saunders Roe Lerwick, ale projekt zakładów Blackburn autorstwa Rennie został skierowany do dalszych prób.

Blackburn B-20

Blackburn B-20

Prototyp samolotu oznaczonego jako Blackburn B-20 ukończono na początku 1940 roku. Pierwszy lot miał miejsce 26 marca, a za sterami zasiadł Harry Bailey. W kolejnych dniach wykonano 4-5 lotów, jednak 7 kwietnia 1940 roku w trakcie próbnego lotu doszło do katastrofy. Maszyna rozpędziła się rzekomo do prędkości 555 km/h, ale stery wpadły w drgania, których nie dało się opanować. W tej sytuacji podjęto decyzję o opuszczeniu samolotu i skoku z spadochronem. Ze względu na niską wysokość, na jakiej znajdowała się maszyna tylko dwóch członków załogi przeżyło skok – Fred Weeks i Ivan Waller. Pilotujący maszynę Harry Bailey wyskoczył, ale zginął wpadając do wody. Ciał Sama McMillana i Duncana Robertsa nigdy nie odnaleziono.

Katastrofa zakończyła prace nad projektem, ale komisja badająca wypadek stwierdziła, że oryginalna konstrukcja samolotu nie była powodem katastrofy. W kolejnych latach powstały pomysły zaprojektowania nieco większych maszyn w podobnej konfiguracji, ale ostatecznie ich nie zbudowano.

Blackburn B-20

Blackburn B-20

Blackburn B-20 miał 21,2 m długości i 25 m rozpiętości skrzydeł. Napęd stanowiły dwa silniki Rolls-Royce Vulture X-24 o mocy 1720 KM każdy, zapewniające prędkość maksymalną 492 km/h, oraz zasięg 2400 km. Prototyp nie był uzbrojony, ale zakładano zainstalowanie karabinów maszynowych w wieżyczce na nosie, grzbiecie i w ogonie. Dodatkowo, miała istnieć możliwość zabrania na pokład jednej bomby o masie 500 kg lub dwóch o masie 250 kg każda.

Największym wyróżnikiem samolotu był jego kadłub. Dolna jego część była opuszczana podczas startu i lądowania, co ułatwiało manewrowanie na wodzie, a w trakcie lotu była podnoszona, aby zmniejszyć opór powietrza. Dodatkowo na końcówkach skrzydeł zamontowane był małe pływaki zwiększające stabilność podczas manewrowania na wodzie.

Blackburn B-20

Blackburn B-20

Projekt chociaż ciekawy, generował wiele trudności, zwłaszcza w budowie samego samolotu jak i jego eksploatacji. Prawdopodobnie taka konstrukcja na dłuższą metę byłaby trudna w eksploatacji i podatna na uszkodzenia.

Podziel się.

O autorze

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.