Przez 123 lata, od 1795 roku Polska znajdowała się pod zaborami. Kraj został wymazany z map Europy, a zaborcy skrupulatnie próbowali wymazać polskość ze świadomości społecznej. Mimo to, dzięki wytrwałości wielu polityków, artystów, wojskowych jak i zwykłych ludzi, polska tożsamość narodowa przetrwała. Gdy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, po raz pierwszy pojawiła się realna szansa na odzyskanie niepodległości. Ostatecznie, w październiku 1918 roku Polska zaczęła stopniowo wracać na mapę Europy, przy czym punktem zwrotnym był 11 listopada 1918 roku, uznawany za rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę.
Geneza
Rozbiory Polski pod koniec XVIII wieku nie były aktem nagłej agresji sąsiadów, lecz konsekwencją trwającego od dekad procesu erozji wewnętrznej I Rzeczypospolitej. U podstaw tej katastrofy leżała patologicznie wręcz rozumiana „złota wolność” szlachecka, której najbardziej destrukcyjnym narzędziem było liberum veto. To prawo, pozwalające jednemu posłowi na zerwanie obrad Sejmu i unieważnienie wszystkich podjętych uchwał, skutecznie sparaliżowało aparat państwowy w krytycznym momencie dziejowym. W epoce absolutyzmu oświeconego, gdy Prusy, Rosja i Austria centralizowały władzę, budowały nowoczesne armie i sprawną biurokrację, Rzeczpospolita pogrążała się w anarchii, stając się dysfunkcyjnym tworem, niezdolnym do podjęcia jakiejkolwiek strategicznej decyzji obronnej czy reformy finansowej.

Fatalnym błędem politycznym była chroniczna nieufność szlachty do silnej władzy królewskiej, co przekładało się bezpośrednio na katastrofalny stan finansów państwa i siły militarnej. Podczas gdy armia pruska Fryderyka Wielkiego liczyła blisko 200 000 żołnierzy, a rosyjska Katarzyny II ponad 300 000, Rzeczpospolita w połowie XVIII wieku była w stanie wystawić oddziały liczące zaledwie kilkanaście tysięcy żołnierzy wojsk regularnych, wspieranych przez niezorganizowane oddziały pospolitego ruszenia. Próby reform, jak choćby te podejmowane podczas Sejmu Czteroletniego (1788-1792) i uchwalenie Konstytucji 3 Maja, przyszły zbyt późno i miały zbyt wielu wrogów wewnętrznych, aby uratować kraj. Szlachta, przyzwyczajona do swojego statusu i obawiająca się utraty wpływów, była gotowa na sojusze z obcymi mocarstwami (jak w przypadku Konfederacji Targowickiej w 1792 roku), byle tylko utrzymać swój status, co ostatecznie przypieczętowało los państwa (jak i samej szlachty).
Równie istotne były błędy na płaszczyźnie dyplomatycznej. Władze Rzeczypospolitej wykazywały się katastrofalnym brakiem realizmu geopolitycznego, wierząc w gwarancje państw ościennych lub szukając sojuszników, którzy nie mieli realnego interesu w obronie polskiej suwerenności. Całkowita zależność od Rosji w okresie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, narzucony protektorat i ostateczna zgoda mocarstw rozbiorowych na likwidację „polskiego problemu” były finałem tej politycznej krótkowzroczności. Pierwszy Rozbiór w 1772 roku był szokiem, ale zamiast doprowadzić do konsolidacji, jedynie pogłębił podziały, dowodząc, że Rzeczpospolita stała się przedmiotem, a nie podmiotem na europejskiej scenie politycznej. Ostatecznie w 1795 roku, w wyniku III rozbioru Polska utraciła niepodległość i została wymazana z mapy Europy.
Namiastka Polski
Zanim wykrystalizowały się dojrzałe strategie walki o odzyskanie niepodległości, Polacy doświadczyli dwóch ważnych, choć marionetkowych, eksperymentów państwowych. Pierwszym z nich było Księstwo Warszawskie, utworzone przez Napoleona Bonaparte na mocy Traktatu w Tylży w 1807 roku z ziem drugiego i trzeciego zaboru pruskiego (a w 1809 roku powiększone o część zaboru austriackiego). Był to jednak twór polityczny całkowicie podporządkowany francuskiej racji stanu. Nie był to akt wskrzeszenia Polski, lecz działanie mające na celu stworzenie bufora przeciwko Prusom i Rosji oraz źródła rekrutów. Mimo to, jego znaczenie dla polskiej świadomości było kolosalne. Księstwo, choć formalnie pod berłem Fryderyka Augusta I (króla Saksonii), otrzymało nowoczesny Kodeks Napoleona, który rewolucjonizował stosunki społeczne, oraz stworzyło liczącą blisko 100 tys. żołnierzy armię pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, która walczyła u boku Cesarza Francuzów aż do jego klęski. Ten krótki, sześcioletni epizod nie tylko przywrócił Polakom własną administrację i wojsko, ale także zaszczepił w elitach nowoczesne, porewolucyjne idee prawne, stając się punktem odniesienia dla przyszłych pokoleń.

Znacznie bardziej złożonym i długotrwałym tworem było Królestwo Polskie (potocznie zwane Kongresówką), utworzone na mocy decyzji Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku. Był to specyficzny twór, będący dziełem cara Aleksandra I, który widział siebie w roli liberalnego monarchy. Na papierze, Królestwo Polskie było jednym z najbardziej autonomicznych bytów w Europie: połączone z Rosją jedynie unią personalną (car był jednocześnie królem Polski), posiadało własną konstytucję, odrębny Sejm, własną armię (liczącą około 30 000 żołnierzy), polską administrację, walutę i system edukacyjny z Uniwersytetem Warszawskim na czele. Ta „konstytucyjna iluzja” miała jednak na celu jedynie uśpienie polskich dążeń niepodległościowych i pozyskanie elit dla rosyjskiej sprawy. Autonomia ta była w całości zależna od kaprysu cara, co stało się oczywiste niemal natychmiast.
Brutalna rzeczywistość szybko rozwiała nadzieje związane z liberalizmem Aleksandra I. Realną władzę w Królestwie sprawowali nie polscy ministrowie, lecz carscy namiestnicy i komisarze, przede wszystkim senator Nikołaj Nowosilcow, który zwalczał polskie organizacje patriotyczne (jak Filomatów i Filaretów), oraz Wielki Książę Konstanty, brat cara i faktyczny zwierzchnik armii. Systematyczne łamanie Konstytucji 1815 roku – wprowadzanie cenzury, ignorowanie Sejmu, rozbudowa tajnej policji i brutalna dyscyplina w wojsku – doprowadziło do narastającego wrzenia. Ta rosnąca przepaść między gwarantowaną na papierze wolnością a realnym zniewoleniem stała się bezpośrednią przyczyną wybuchu Powstania Listopadowego w 1830 roku. Klęska tego zrywu oznaczała ostateczny koniec „Kongresówki” i jej brutalną pacyfikację (m.in. likwidację Sejmu, armii i konstytucji), co zmusiło naród do poszukiwania zupełnie nowych dróg walki o przetrwanie.
Dwie drogi do wolności
W odpowiedzi na utratę państwowości, polskie społeczeństwo wykształciło dwie fundamentalnie różne strategie walki o przetrwanie, które zdefiniowały cały XIX wiek. Pierwszą, głęboko zakorzenioną w tradycji szlacheckiej i etosie walki, była droga romantycznego zrywu zbrojnego. Począwszy od Insurekcji Kościuszkowskiej (1794), przez Powstanie Listopadowe (1830-1831), aż po Powstanie Styczniowe (1863-1864), dominowało przekonanie, że wolność można odzyskać jedynie w otwartej walce. Ta strategia, choć moralnie budująca i podtrzymująca ducha narodowego, w kategoriach militarnych i politycznych, okazała się katastrofą. Każde kolejne powstanie kończyło się klęską militarną, brutalnymi represjami, konfiskatami majątków i likwidacją resztek autonomii (jak wspomniana wcześniej likwidacja ograniczonej autonomii Królestwa Polskiego po 1832 roku), drenując naród z najbardziej aktywnej i patriotycznej elity.

Klęska Powstania Styczniowego w 1864 roku stanowiła brutalny, lecz konieczny punkt zwrotny. Ostatecznie skompromitowała ona ideę walki zbrojnej w ówczesnych warunkach geopolitycznych i wymusiła przewartościowanie strategii. Rozpoczęła się era pozytywizmu, zdominowana przez hasła „pracy organicznej” (wzmacniania gospodarczego narodu) i „pracy u podstaw” (edukacji mas). Zrozumiano, że wrogiem nie jest już tylko zaborca, ale także zacofanie gospodarcze, analfabetyzm i słabość ekonomiczna. Zamiast spiskować, zaczęto budować kapitał: zakładano banki, towarzystwa kredytowe, kółka rolnicze i instytucje kulturalne. Postaci takie jak Hipolit Cegielski w Poznaniu, budujący fabrykę maszyn rolniczych, czy Leopold Kronenberg w Warszawie, finansujący przemysł, stali się nowymi bohaterami, udowadniając, że siłę narodu buduje się poprzez stabilność ekonomiczną i edukację.
Również poza granicami dawnej Polski działało wielu naukowców, artystów i polityków z polskimi korzeniami, którzy rozbudowywali swoje wpływy i majątki. Ich celem było stworzenie podstaw do odbudowy kraju, gdy tylko będzie to możliwe. Równocześnie zdawano sobie sprawę z tego, że sama praca organiczna, choć budowała fundamenty materialne, nigdy nie doprowadzi do odzyskania niepodległości, gdyż brakowało jej elementu politycznej i militarnej determinacji. Z kolei sam romantyzm powstańczy, bez zbudowanego kapitału społecznego i gospodarczego, doprowadziłby jedynie do zagłady pozostałości narodu. W związku z tym, na przełomie XIX i XX wieku połączenie tych dwóch dróg miało pomóc w odzyskaniu niepodległości przez Polskę, gdy tylko pojawiłyby się odpowiednie warunki..
Polska pod zaborami
Terytorium Rzeczypospolitej zostało wchłonięte przez trzy całkowicie odmienne organizmy gospodarcze, co na 123 lata zdefiniowało fundamentalne różnice rozwojowe, których skutki są widoczne do dziś. Zabór pruski, zwłaszcza Wielkopolska i Pomorze Gdańskie, był traktowany przez Berlin jako „spichlerz” Rzeszy, ale jednocześnie został brutalnie wciągnięty w tryby nowoczesnej, kapitalistycznej gospodarki. Z jednej strony oznaczało to bezwzględną germanizację i walkę ekonomiczną (np. działalność Komisji Kolonizacyjnej i Hakaty), mającą na celu wywłaszczenie Polaków z ziemi. Z drugiej strony, wymusiło to modernizację rolnictwa, rozwój infrastruktury (budowa gęstej sieci kolejowej) oraz wysoki poziom organizacji społecznej (np. spółdzielczość oraz banki ludowe), co uczyniło ten region najlepiej rozwiniętym gospodarczo w momencie odzyskania niepodległości.

Na przeciwnym biegunie znajdował się zabór austriacki. Królestwo Galicji i Lodomerii cieszyło się największą autonomią polityczną i kulturalną, zwłaszcza po 1867 roku, stając się „polskim Piemontem”, gdzie swobodnie rozwijała się polska nauka i sztuka. Jednak ceną za te swobody była katastrofalna sytuacja ekonomiczna. Wiedeń traktował Galicję jako zacofany rezerwuar taniej siły roboczej i rekrutów dla armii. Chroniczne przeludnienie wsi, archaiczna struktura agrarna i niemal całkowity brak inwestycji przemysłowych (z wyjątkiem dynamicznie rodzącego się przemysłu naftowego w rejonie Borysławia i Drohobycza) skutkowały skrajną nędzą, znaną jako „nędza galicyjska”, i masową emigracją zarobkową, głównie do Ameryki Północnej i Południowej.
Zabór rosyjski, obejmujący centralne ziemie z Królestwem Polskim, prezentował jeszcze inny, wysoce niestabilny model. Był to obszar gigantycznych kontrastów: z jednej strony najbardziej uprzemysłowiony region w całym Imperium Rosyjskim, z takimi centrami jak Warszawa (przemysł metalowy) i Łódź (włókiennictwo), które zawdzięczały swój dynamiczny rozwój chłonnemu rynkowi rosyjskiemu i protekcyjnym cłom. Z drugiej strony, był to rozwój podporządkowany całkowicie interesom Petersburga. Celowo zaniedbywano infrastrukturę strategiczną (np. budowano niewiele linii kolejowych w kierunku zachodnim, by utrudnić ewentualną inwazję), a cała gospodarka była bardzo intensywnie eksploatowana.
Te trzy zabory funkcjonowały niezależnie od siebie przez kolejne dekady, aż do początku XX wieku. Kolejne pokolenia czekały na szansę na rozpoczęcie walk o niepodległość. Budowano tajne organizacje i stowarzyszenia, które skupiały Polaków zarówno pod zaborami jak i w innych regionach świata. Wszyscy czekali na odpowiedni moment do rozpoczęcia działań, jednak nie były prowadzone żadne centralne działania. Wszystkie inicjatywy niepodległościowe miały charakter oddolny i nieskoordynowany.

I wojna światowa
Wybuch I Wojny Światowej w sierpniu 1914 roku był geopolitycznym trzęsieniem ziemi, które po ponad stu latach uśpienia gwałtownie przywróciło sprawę polską na arenę międzynarodową. Po raz pierwszy od epoki napoleońskiej, trzej zaborcy stanęli po przeciwnych stronach frontu: Rosja znalazła się w obozie Ententy, podczas gdy Niemcy i Austro-Węgry utworzyły trzon Państw Centralnych. Ta fundamentalna zmiana układu sił natychmiast rozbiła jedność polskiego społeczeństwa pod zaborami, wymuszając na elitach politycznych wybór orientacji, od której zależeć miał los przyszłego państwa. Skrystalizowały się trzy główne koncepcje, z których dwie zdominowały polską scenę polityczną.
Pierwsza, pro-rosyjska, była dziełem Romana Dmowskiego i środowiska Narodowej Demokracji. W tej kalkulacji to Niemcy, ze swoim Kulturkampfem, Komisją Kolonizacyjną i parciem na Wschód (niem. Drang nach Osten), stanowiły egzystencjalne zagrożenie dla polskości. Rosja, choć uznawana za brutalnego zaborcę, była postrzegana jako cywilizacyjnie słabsza i – co kluczowe – jako sojusznik Francji i Wielkiej Brytanii zdolna do kompromisów. Dmowski zakładał, że zwycięska Ententa zmusi Rosję do zjednoczenia ziem polskich pod berłem cara, co miało być pierwszym krokiem do odzyskania autonomii, a w przyszłości pełnej niepodległości.
Na przeciwnym biegunie znajdowała się koncepcja pro-austriacka, zwana też aktywistyczną, której głównym architektem i wykonawcą był Józef Piłsudski. Dla niego i dla środowisk niepodległościowej lewicy oraz aktywistów z Galicji, to Rosja była wrogiem numer jeden – głównym ciemiężycielem i symbolem „azjatyckiego despotyzmu”. Strategia Piłsudskiego opierała się na fundamencie „czynu zbrojnego” – przekonaniu, że niepodległość musi być wywalczona polskim orężem, a nie wyproszona podczas negocjacji. Najsłabszym z zaborców i jednocześnie oferującym największe swobody (w Galicji) były Austro-Węgry. Piłsudski planował u boku Wiednia stworzyć polskie siły zbrojne (Legiony Polskie), które miały stanowić zalążek przyszłej armii. Jego plan zakładał pobicie Rosji przy pomocy Państw Centralnych, a następnie, w dogodnym momencie, obrócenie się przeciwko osłabionym Niemcom i Austrii. Była to strategia ryzykowna, oparta na wierze w militarną i polityczną siłę własnego narodu. Obok tych dwóch gigantycznych koncepcji istniała też trzecia, reprezentowana przez skrajną lewicę (jak SDKPiL z Różą Luksemburg), która odrzucała ideę niepodległego państwa narodowego na rzecz międzynarodowej rewolucji proletariackiej, jednak jej wpływ na realne działania państwotwórcze był w tym okresie marginalny.

Rok 1916 – Akt 5 Listopada
W połowie 1916 roku I Wojna Światowa znalazła się w impasie. Gigantyczne bitwy pod Verdun i nad Sommą wykrwawiały armie na Zachodzie, a Państwa Centralne, okupujące całe terytorium Królestwa Polskiego (które formalnie utraciło niezależność w 1832 roku, ale w praktyce funkcjonowało jako teoretyczny twór państwowy, bez większego znaczenia politycznego), desperacko potrzebowały nowych rekrutów. W tej sytuacji Berlin i Wiedeń zdecydowały się na ryzykowny, lecz brzemienny w skutki manewr polityczny.
5 listopada 1916 roku cesarze Niemiec i Austro-Węgier wydali proklamację, znaną jako Akt 5 Listopada, zapowiadającą utworzenie „samodzielnego” Królestwa Polskiego z ziem zaboru rosyjskiego. Był to twór całkowicie marionetkowy – jego granice były nieokreślone, polityka zagraniczna i armia miały być podporządkowane Państwom Centralnym, a faktycznym przywódcami kraju mieli być w nieokreślonym stopniu władcy Niemiec i Austro-Węgier. Celem tego aktu nie była polska wolność, lecz wyłącznie pozyskanie polskich rekrutów dla armii, która miała zostać stworzona – Polnische Wehrmacht.
Bezpośredni cel tego manewru okazał się spektakularną porażką. Polacy, zmęczeni okupacją i nieufni wobec niemieckich obietnic, masowo zbojkotowali werbunek. Józef Piłsudski, choć początkowo wszedł w skład Tymczasowej Rady Stanu (stworzonej na mocy Aktu), szybko zrozumiał, że jest to jedynie fasada i wykorzystał ją do budowania polskich struktur, by ostatecznie doprowadzić do kryzysu przysięgowego w 1917 roku. Jednakże, choć Akt 5 Listopada formalnie nie miał dać Polakom niepodległości, jego niezamierzone konsekwencje okazały się dla sprawy polskiej absolutnie rewolucyjne. Był to pierwszy raz od utworzenia Królestwa Kongresowego w 1815 roku, gdy którekolwiek z mocarstw zaborczych oficjalnie podniosło kwestię polskiej państwowości. Ten akt przełamał ostatecznie „solidarność zaborców” i zmusił pozostałe kraje do reakcji. Rosja, nie chcąc stracić inicjatywy, wkrótce sama musiała złożyć mgliste obietnice dotyczące przyszłości Polski. Co jednak najważniejsze, Akt 5 Listopada umiędzynarodowił sprawę polską, dając państwom Ententy pretekst do zajęcia własnego stanowiska.

Umiędzynarodowienie sprawy polskiej
W styczniu 1917 roku w Królestwie Polskim utworzono Tymczasową Radę Stanu, organ doradczy, w skład którego wszedł m.in. Józef Piłsudski jako szef departamentu wojskowego. Szybko okazało się jednak, że Polacy masowo bojkotują pobór do armii kontrolowanej przez okupanta, a sama Rada nie ma żadnej realnej władzy. Piłsudski doskonale zdawał sobie sprawę z iluzoryczności niemieckich obietnic. Początkowo wykorzystywał swoją pozycję w Radzie do budowania kadr wojskowych i struktur Polskiej Organizacji Wojskowej. Jednak momentem zwrotnym było przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny 6 kwietnia 1917 roku, które definitywnie przechyliło szalę zwycięstwa na stronę Ententy. Piłsudski zrozumiał, że dalsze trwanie u boku skazanych na klęskę Państw Centralnych jest politycznym samobójstwem i skończy się uznaniem go za kolaboranta. Zdecydował się na ryzykowny manewr: kryzys przysięgowy z 9 i 11 lipca 1917 roku.
Gdy Niemcy zażądali od żołnierzy I i III Brygady Legionów (włączonych do Polnische Wehrmacht) złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec, Piłsudski wydał tajny rozkaz jej odmowy. Był to akt otwartej niesubordynacji. W rezultacie Piłsudski wraz z Kazimierzem Sosnkowskim zostali aresztowani i osadzeni w twierdzy w Magdeburgu, a zbuntowane brygady internowano w obozach w Szczypiornie i Beniaminowie. Piłsudski tym samym odciął się od Niemców, stając się w oczach narodu męczennikiem i jednym z liderów, który aktywnie przeciwstawił się wszystkim trzem zaborcom, co dało mu znaczne poparcie w listopadzie 1918 roku. W wyniku kryzysu przysięgowego, 25 sierpnia 1917 roku członkowie Tymczasowej Rady Stanu w ramach buntu przeciwko działaniom wobec żołnierzy Legionów, podali się do dymisji, przekazując władzę Komisji Przejściowej.
W obliczu tego fiaska oraz rosnącej presji międzynarodowej, Niemcy zdecydowali się na kolejny krok: 12 września 1917 roku w miejsce dotychczasowej Rady powołali Radę Regencyjną. Składała się ona z trzech konserwatywnych arystokratów: arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego, księcia Zdzisława Lubomirskiego oraz Józefa Ostrowskiego. Rada Regencyjna miała stanowić fasadę suwerennej władzy, namiastkę rządu w oczekiwaniu na wybór króla (którego nigdy nie planowano). Jej kompetencje były skrajnie ograniczone przez niemieckiego generalnego gubernatora Hansa von Beselera i dotyczyły głównie sądownictwa oraz szkolnictwa, jednak sam fakt jej istnienia i powołania pierwszego rządu (na czele z Janem Kucharzewskim) tworzył zalążki polskiej administracji centralnej, która w momencie kryzysu mogła zostać wykorzystana do budowy niepodległego państwa.

Podczas gdy Piłsudski budował swoją legendę w okupowanym kraju, Roman Dmowski prowadził równoległą, globalną grę dyplomatyczną. Reagując na Akt 5 Listopada, Dmowski intensyfikował działania na Zachodzie, przekonując aliantów, że muszą przebić niemiecką ofertę. Jego celem było stworzenie oficjalnej, uznanej międzynarodowo reprezentacji Polski, która mogłaby występować jako sojusznik Ententy. 15 sierpnia 1917 roku założył w Lozannie (szybko przeniesiony do Paryża) Komitet Narodowy Polski (KNP).
Był to de facto polski rząd na uchodźstwie, który dzięki ciężkiej pracy Dmowskiego uzyskał oficjalne uznanie kolejno od Francji (20 września 1917 roku), Wielkiej Brytanii (15 października 1917 roku), Włoch (30 października 1917 roku) i Stanów Zjednoczonych (10 listopada 1917 roku). Dmowski rozumiał jednak, że dyplomacja bez siły militarnej jest bezwartościowa. Dlatego jego kluczowym osiągnięciem logistycznym było doprowadzenie do podpisania przez prezydenta Francji Raymonda Poincaré dekretu z 4 czerwca 1917 roku, który powoływał do życia autonomiczną Armię Polską we Francji. Ta armia, znana później jako „Błękitna Armia” (od koloru mundurów) i dowodzona przez generała Józefa Hallera, była finansowana, szkolona i zbrojona przez Francuzów. W odróżnieniu od Legionów Piłsudskiego, była to regularna, nowoczesna formacja, która w momencie zakończenia wojny stanowiła potężną, liczącą się siłę militarną.
Wpływ Stanów Zjednoczonych na sprawę Polski
W tle prowadzonych przez Piłsudskiego i Dmowskiego działań, bardzo ważny wpływ na sprawę Polski miały Stany Zjednoczone. Wejście USA do wojny oznaczało, że o powojennym ładzie będzie decydował również prezydent Woodrow Wilson. Osobą, która uzyskała do niego bezpośredni dostęp, był Ignacy Jan Paderewski. Wykorzystując swój status światowej gwiazdy i charyzmę, Paderewski, wspierany przez wpływy pułkownika Edwarda House’a, potrafił przełożyć skomplikowaną polską geopolitykę na bliski Wilsonowi język „prawa narodów do samostanowienia”. Już 22 stycznia 1917 roku, jeszcze przed przystąpieniem USA do wojny, Wilson w orędziu „Pokój bez zwycięstwa” stwierdził, że powinna powstać „zjednoczona, niepodległa i autonomiczna Polska”.

Jednak punktem zwrotnym, który przypieczętował polską sprawę, było historyczne orędzie Wilsona do Kongresu z 8 stycznia 1918 roku, znane jako „Czternaście Punktów”. Jego Punkt 13. stanowił jednoznaczne zobowiązanie USA:
„Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczna i gospodarcza oraz integralność terytorialna winny być zagwarantowane przez międzynarodowe przymierze”.
W tym momencie polska niepodległość przestała być marzeniem, a stała się oficjalnym celem wojennym najpotężniejszego mocarstwa świata. Ten dyplomatyczny triumf zbiegł się w czasie z pierwszym wielkim pęknięciem w strukturze państw zaborczych – rewolucyjnym chaosem w Rosji – co zapoczątkowało proces rozpadu wszystkich trzech imperiów zaborczych.
„Geopolityczny Cud”: Upadek zaborców
Ofensywa dyplomatyczna prowadzona przez Dmowskiego i Paderewskiego oraz idealistyczne deklaracje prezydenta Wilsona zbiegły się w czasie z najbardziej nieprawdopodobnym scenariuszem geopolitycznym, jaki można było sobie wymarzyć. Strategie niepodległościowe, zarówno pro-austriacka Piłsudskiego, jak i pro-rosyjska (a później pro-aliancka) Dmowskiego, miały fundamentalną wadę: zakładały zwycięstwo jednej ze stron konfliktu, co nie gwarantowało Polsce pełnej suwerenności.
Triumf Państw Centralnych oznaczałby w najlepszym razie status niemieckiego protektoratu. Zwycięstwo Ententy z Rosją u boku groziło powrotem do koncepcji autonomii w ramach imperium carów. Pełna niepodległość wymagała scenariusza, który wydawał się niemożliwy: militarnego i politycznego upadku wszystkich trzech mocarstw zaborczych. I dokładnie ten „geopolityczny cud” zmaterializował się w niespodziewanym ciągu wydarzeń lat 1917-1918, tworząc idealne warunki do odbudowy Państwa Polskiego.

Upadek Imperium Rosyjskiego
Pierwszym zaborcą, który upadł i przestał mieć aktywny wpływ na kwestię polskiej suwerenności, było Imperium Rosyjskie. Wykrwawiona wojną, nękana głodem i pogrążona w chaosie administracyjnym monarchia Romanowów nie wytrzymała napięcia. W marcu 1917 roku wybuchła Rewolucja Lutowa, która doprowadziła do upadku caratu. Powołany Rząd Tymczasowy próbował kontynuować wojnę u boku Ententy i nawet mgliście obiecywał Polakom niepodległość (w sojuszu z Rosją), ale nie kontrolował już sytuacji. Ten chaos wykorzystali bolszewicy pod wodzą Włodzimierza Lenina, którzy w wyniku Rewolucji Październikowej (listopad 1917 roku) przejęli władzę. Priorytetem Lenina nie była wojna z Niemcami, lecz wojna domowa i utrwalenie rewolucji. Już w grudniu 1917 roku Rada Komisarzy Ludowych wydała dekret przyznający Polsce prawo do samostanowienia, włącznie z secesją. Decyzja ta nie była jednak podyktowana chęcią utworzenia suwerennego Państwa Polskiego, a bardziej chęcią wprowadzenia dodatkowego chaosu w upadającym imperium.
Militarnym i politycznym gwoździem do trumny rosyjskiego zaboru był Traktat Brzeski, podpisany przez bolszewików z Państwami Centralnymi 3 marca 1918 roku. Na mocy tego traktatu Rosja nie tylko wycofała się z wojny, ale także zrzekła się gigantycznych terytoriów, w tym całego Królestwa Polskiego. Tym samym Rosja, jako spójny gracz polityczny i militarny na ziemiach polskich, przestała istnieć. Nie oznacza to jednak, że było to wydarzenie pozbawione negatywnych skutków. Z jednej strony eliminowało największego wroga Piłsudskiego i uwalniało sprawę polską z krępującego sojuszu, którego obawiał się Dmowski. Z drugiej jednak strony, oddawało pełnię władzy na wschodzie Niemcom i Austriakom, a co gorsza dla polskiej opinii publicznej, oddawał strategiczną Chełmszczyznę nowo powstałej Ukraińskiej Republice Ludowej, co wywołało wściekłość i doprowadziło do buntu II Brygady Legionów pod Rarańczą. Niemniej, upadek Rosji był pierwszym i decydującym krokiem w demontażu systemu rozbiorowego.
Rozpad Monarchii Austro-Węgierskiej
Kolejnym imperium, które uległo wewnętrznej dezintegracji, była Monarchia Austro-Węgierska. Od początku wojny było to najsłabsze ogniwo Państw Centralnych, trzymane w ryzach jedynie siłą biurokracji i armii. Jednak idea „samostanowienia narodów”, tak głośno promowana przez Woodrowa Wilsona, okazała się dla Habsburgów zabójcza. W obliczu nieuchronnej klęski militarnej na froncie włoskim (Bitwa pod Vittorio Veneto) jesienią 1918 roku, monarchia zaczęła się rozpadać. Desperacki manewr cesarza Karola I, który 16 października 1918 roku wydał manifest „Völkermanifest”, obiecujący przekształcenie Austrii w państwo federalne, był działaniem znacznie spóźnionym. Zamiast uratować imperium, jedynie przyspieszył jego rozpad, dając narodom sygnał do przejmowania władzy.

Dla Polaków sygnał był jasny. Już 28 października 1918 roku w Krakowie polscy posłowie do parlamentu wiedeńskiego utworzyli Polską Komisję Likwidacyjną pod przewodnictwem Wincentego Witosa i Ignacego Daszyńskiego. Jej celem nie była negocjacja autonomii, lecz „likwidacja” austriackiej władzy w Galicji. Proces ten miał charakter niemal pokojowy. 31 października polscy oficerowie, często jeszcze w austriackich mundurach, dokonali bezkrwawego przewrotu, przejmując kontrolę nad garnizonem w Krakowie; austriacki gubernator po prostu przekazał im władzę. W ciągu kilku dni cały zabór austriacki znalazł się pod polską kontrolą (z wyjątkiem Lwowa, gdzie 1 listopada wybuchły regularne walki polsko-ukraińskie o kontrolę nad miastem). Tym samym upadł drugi z zaborców. Co istotne, obyło się bez większych walk i strat materialnych.
Upadek Cesarstwa Niemieckiego
W odróżnieniu od Austro-Węgier, Cesarstwo Niemieckie było państwem spójnym i zdyscyplinowanym. Mimo to, nastąpił jego rozpad, ale w zupełnie innej formie. Jego upadek nie był wynikiem buntu narodów, lecz czystego wyczerpania militarnego, które doprowadziło do rewolucji politycznej. Potężna ofensywa wiosenna na Zachodzie w 1918 roku (tzw. Kaiserschlacht) była ostatnią desperacką próbą przełamania frontu przed przybyciem milionów żołnierzy amerykańskich. Jej fiasko i miażdżąca kontrofensywa Ententy latem i jesienią złamały niemiecką armię. Pod koniec września 1918 roku, generał Erich Ludendorff, poinformował Kaisera Wilhelma II, że wojna jest przegrana i należy natychmiast prosić o rozejm w oparciu o 14 punktów Wilsona.
To przyznanie się do klęski wywołało szok w niemieckim społeczeństwie, które karmione było propagandą sukcesu. Gdy 29 października 1918 roku dowództwo Kaiserliche Marine w Kilonii wydało rozkaz samobójczego wypłynięcia floty przeciwko Brytyjczykom, marynarze wzniecili bunt. Rewolucja Kilońska w ciągu kilku dni ogarnęła cały kraj, doprowadzając do chaosu i upadku monarchii. 9 listopada cesarz Wilhelm II abdykował i uciekł do Holandii, a w Berlinie proklamowano republikę. Dwa dni później, 11 listopada 1918 roku, nowa władza podpisała w Compiègne bezwarunkowe zawieszenie broni. Dla sprawy polskiej miało to natychmiastowe konsekwencje: potężna, armia niemiecka (Ober Ost) na Wschodzie stała się armią bez państwa, okupującą terytorium, którego nie kontrolowała politycznie. Rada Regencyjna w Warszawie, chociaż była niemieckim tworem, straciła rację bytu. W tę próżnię polityczną i militarną wkroczył uwolniony dzień wcześniej z Magdeburga Józef Piłsudski, któremu Niemcy byli gotowi oddać władzę w zamian za gwarancję bezpiecznej ewakuacji swoich wojsk do domu.

Odzyskanie niepodległości przez Polskę
Proces odzyskania niepodległości przez Polskę był bardzo skomplikowany i wieloetapowy. Co istotne, równolegle prowadzone były nieskoordynowane działania, które ostatecznie doprowadziły do powstania suwerennej Polski. Chociaż wszystkie te działania miały bardzo chaotyczny charakter i praktycznie nie były w żadnym stopniu ze sobą powiązane, ostatecznie pozwoliły na utworzenie w miarę spójnego kraju i to w stosunkowo krótkim czasie.
Już 7 października 1918 roku, czując zbliżający się koniec Niemiec, Rada Regencyjna w Warszawie ogłosiła niepodległość Polski, powołując się na… 13. punkt Wilsona. Był to manewr polityczny, mający na celu uwiarygodnienie Rady jako suwerennego rządu. Krótko później, 28 października 1918 roku, w Krakowie powstał wspomniany wcześniej, zupełnie niezależny ośrodek władzy: Polska Komisja Likwidacyjna. 1 listopada 1918 we Lwowie wybuchły regularne walki polsko-ukraińskie o kontrolę nad miastem po tym, jak Ukraińcy proklamowali powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Walka o niepodległość natychmiast przerodziła się w walkę o granice.
Najbardziej radykalnym krokiem było jednak utworzenie w nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim jako premierem. Był to rząd o profilu lewicowym, ogłaszający w swoim manifeście radykalne reformy społeczne (ośmiogodzinny dzień pracy, reforma rolna, upaństwowienie kluczowych gałęzi przemysłu) i otwarcie odmawiający posłuszeństwa Radzie Regencyjnej w Warszawie. W tym momencie Polska stanęła w pewnym stopniu na krawędzi… wojny domowej, posiadając trzy rywalizujące ze sobą ośrodki władzy (Warszawa, Kraków/Lwów i Lublin), a jednocześnie wciąż znajdując się pod częściową okupacją niemiecką.

W ten grożący katastrofą polityczny kocioł wkroczył Józef Piłsudski. Niemcy, sami ogarnięci rewolucją, zrozumieli, że tylko on jest w stanie zapanować nad chaosem w Warszawie i zagwarantować bezpieczną ewakuację liczącej około 80 000 żołnierzy armii okupacyjnej. Był to kluczowy problem logistyczny dla Berlina. Dodatkowo, Niemcy obawiali się, że w chaosie jaki zapanował w Niemczech i w ogarniętej wojną domową Rosji, może dojść do połączenia się oddziałów rewolucyjnych z obu krajów, co przeniosłoby wojnę na terytorium Niemiec. Utworzenie niepodległej Polski miało stworzyć bufor, który powstrzymałby rewolucję bolszewicką przed dotarciem do Niemiec. W związku z tym, Piłsudski został zwolniony z Magdeburga i 10 listopada 1918 roku przybył specjalnym pociągiem z Berlina do Warszawy. Jego powrót miał olbrzymie znacznie dla narodzin Państwa Polskiego. Był on jedynym człowiekiem, którego autorytet uznawała zarówno lewica (jako byłego socjalistę), prawica (jako bojownika o niepodległość i „męczennika z Magdeburga”) oraz wojsko (w tym mająca duże wpływy i siłę, Polska Organizacja Wojskowa – POW).
Następnego dnia, doszło do zbiegu kilku wydarzeń, które były kluczowe w odzyskiwaniu niepodległości przez Polskę. 11 listopada 1918 roku w Compiègne we Francji Niemcy podpisały rozejm kończący I Wojnę Światową. Równocześnie w Warszawie Rada Regencyjna, całkowicie skompromitowana i pozbawiona jakiegokolwiek realnego poparcia, dokonała swojego ostatniego i najważniejszego aktu: przekazała Józefowi Piłsudskiemu pełnię władzy wojskowej jako Naczelnemu Dowódcy Wojsk Polskich. Jednocześnie na ulicach Warszawy oddziały POW oraz ochotnicy rozpoczęli masową, zorganizowaną akcję rozbrajania żołnierzy niemieckich – akt symbolicznego i faktycznego przejęcia kontroli nad stolicą.
Władza Piłsudskiego nie opierała się jednak tylko na sile militarnej. Jego pierwszym krokiem było wezwanie do Warszawy Ignacego Daszyńskiego z Lublina. Daszyński, rozumiejąc powagę chwili i uznając autorytet Piłsudskiego, 12 listopada oddał się do dyspozycji Piłsudskiego i rozwiązał swój rząd, zapobiegając bratobójczej walce. 14 listopada Rada Regencyjna rozwiązała się ostatecznie, przekazując Piłsudskiemu także pełnię władzy cywilnej, nadając mu również tytuł Tymczasowego Naczelnika Państwa. W ciągu zaledwie czterech dni Piłsudski, skonsolidował podzieloną władzę, stając się przywódcą odrodzonego państwa.

Dalsza droga do odbudowy kraju
Przejęcie władzy przez Piłsudskiego i utworzenie zalążka polskich władz w Warszawie było jednak dopiero początkiem wyjątkowo trudnych działań, jakie mieli podejmować polscy politycy i wojskowi w ciągu kolejnych lat. Zanim II Rzeczpospolita uzyskała swoją właściwą formę, należało jeszcze skonsolidować trzy całkowicie odmienne zabory, odbudować zrujnowane struktury państwowe, a przede wszystkim ustalić granice nowego kraju, co wcale nie było takie oczywiste.
Pierwszym i najbardziej fundamentalnym wyzwaniem była unifikacja administracyjno-prawna. W listopadzie 1918 roku na terytorium odradzającej się Polski obowiązywało pięć odrębnych systemów prawnych. Były to: niemiecki kodeks cywilny BGB w zaborze pruskim, austriacki ABGB w Galicji, Kodeks Napoleona w centralnym Królestwie Polskim (wprowadzony w czasach Księstwa Warszawskiego), rosyjskie prawo cywilne na Kresach Wschodnich oraz szczątkowe prawo węgierskie na Spiszu i Orawie. Ten prawny chaos oznaczał, że zawarcie umowy handlowej, ustalenie prawa własności czy przeprowadzenie postępowania spadkowego było kompletnie inną procedurą w Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Doprowadziło to do paraliżu obrotu gospodarczego i poczucia tymczasowości. Prace nad ujednoliceniem prawa, prowadzone przez Komisję Kodyfikacyjną, trwały ostatecznie przez całe dwudziestolecie międzywojenne.
Równie dramatyczny był problem administracji. Zaborcy pozostawili po sobie trzy różne modele biurokratyczne: zdyscyplinowany, ale wrogi polskości aparat pruski; lojalny, lecz przestarzały i bierny aparat austriacki; oraz skorumpowany i zdecentralizowany (po rewolucji) aparat rosyjski. Nowe państwo musiało z tych fundamentalnie różnych mentalności i procedur stworzyć jedną, sprawną i lojalną polską służbę cywilną. Problem był palący także na poziomie walutowym. Na rynku panował absolutny chaos, na którym równocześnie krążyły: niemieckie marki (zarówno marki Rzeszy, jak i okupacyjne marki Ober Ost), austriackie korony, rosyjskie ruble (carskie, ale także bezwartościowe „kiereńskie”) oraz nowo emitowana marka polska przez przejętą od Niemców Polską Krajową Kasę Pożyczkową (PKKP). Ta wielość środków płatniczych napędzała spekulację, uniemożliwiała pobór podatków i stwarzała idealne warunki dla hiperinflacji, która miała wkrótce eksplodować.

Infrastruktura i transport
O ile chaos prawny paraliżował państwo, o tyle stan infrastruktury zagrażał jego przetrwaniu. Ziemie polskie, zwłaszcza na wschodzie i w centrum, były przez trzy lata głównym teatrem działań wojennych I Wojny Światowej. Strategia „spalonej ziemi”, stosowana bezlitośnie przez wycofującą się armię rosyjską w 1915 roku, pozostawiła po sobie krajobraz wręcz księżycowy. Szacuje się, że zniszczeniu uległo ponad 1,5 miliona budynków, wysadzono blisko 70% mostów kolejowych i drogowych, a przemysł w Kongresówce został celowo wywieziony lub zniszczony zarówno przez Rosjan, jak i Niemców. W 1918 roku Polska była krajem zrujnowanym, w którym transport żywności czy węgla na zimę był wyzwaniem o charakterze strategicznym, decydującym o przetrwaniu ludności i morale armii.
Najbardziej symbolicznym i logistycznie koszmarnym problemem okazała się jednak sieć kolejowa. Trzej zaborcy budowali koleje dla własnych celów strategicznych i gospodarczych, które były sprzeczne z interesem przyszłej Polski. Prusy zbudowały gęstą sieć linii wschód-zachód (łączących się z Berlinem), opartą na standardowym europejskim rozstawie szyn (1435 mm). Austria budowała linie głównie na osi północ-południe (łączące się z Wiedniem i Budapesztem), również o rozstawie 1435 mm. Natomiast Rosja, traktując Królestwo Polskie jako potencjalny teatr działań wojennych, celowo budowała sieć rzadką i o szerokim rozstawie szyn (1524 mm), aby uniemożliwić szybkie przejście przez te tereny wroga. W rezultacie w 1918 roku transport wojsk z Poznania do Warszawy, a następnie pod Lwów, był logistyczną udręką. Na dawnych granicach zaborów pociągi musiały się zatrzymywać, a cały ładunek – czy byli to żołnierze, amunicja, czy przysłowiowe konserwy – musiał być ręcznie przeładowywany do wagonów o innym rozstawie kół. W kraju toczącym wojnę o granice, paraliż transportowy był olbrzymim zagrożeniem, a kosztowny i długotrwały proces „przekuwania” torów na jeden standard stał się jednym z priorytetów państwa na kolejne lata.

Inflacja i koszty tworzenia Wojska Polskiego
Państwo, które nie miało jednolitego prawa, administracji ani infrastruktury, nie miało również żadnego skarbu. W momencie utworzenia II RP była w praktyce bankrutem. Nie posiadała rezerw złota, nie miała zdolności kredytowej na rynkach międzynarodowych (które wciąż czekały na wynik konferencji pokojowej), a ściąganie podatków z wyniszczonej i głodującej ludności było niemożliwe. Jednocześnie wydatki rosły w tempie lawinowym. Priorytetem Piłsudskiego było stworzenie Wojska Polskiego – jedynego gwaranta suwerenności w obliczu natychmiastowych konfliktów granicznych z Ukraińcami o Lwów, Niemcami w Wielkopolsce, Czechami o Śląsk Cieszyński i zbliżającą się konfrontacją z Rosją Bolszewicką. Armia była finansową czarną dziurą: trzeba było scalić żołnierzy z pięciu różnych formacji (Legiony, POW, Błękitna Armia, Korpusy Wschodnie, armie zaborcze), ujednolicić ich uzbrojenie (używano m.in. karabinów austriackich, niemieckich, rosyjskich, francuskich i włoskich), nakarmić ich i opłacić.
W tej sytuacji rząd w Warszawie miał tylko jedno narzędzie finansowe: prasę drukarską. Wspomniana Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa zaczęła na masową skalę drukować markę polską bez żadnego pokrycia, aby sfinansować gigantyczny deficyt budżetowy, generowany głównie przez wydatki wojskowe. Była to świadoma i desperacka decyzja – dokonano brutalnego triażu finansowego, uznając, że państwo musi przetrwać militarnie, nawet za cenę katastrofy gospodarczej. Skutkiem była galopująca inflacja, która w 1919 roku przerodziła się w hiperinflację, niszczącą oszczędności, paraliżującą handel i radykalizującą nastroje społeczne. Finansowa cena niepodległości była astronomiczna i miała zostać spłacona dopiero tytanicznym wysiłkiem reformatorskim Władysława Grabskiego w 1924 roku, ale w pierwszych latach walki o przetrwanie to właśnie inflacja była „ukrytym podatkiem”, którym sfinansowano zwycięskie wojny o granice.

Kształtowanie granic
Odzyskanie niepodległości nie przyniosło pokoju, lecz natychmiastową konieczność walki zbrojnej o sam kształt terytorialny państwa. Polska, jeszcze zanim zdołała zjednoczyć swoje systemy kolejowe i walutowe, musiała toczyć wojny w praktyce na wszystkich frontach – z Ukraińcami na wschodzie, Niemcami na zachodzie, Czechami na południu i nadciągającymi bolszewikami ze wschodu. Ten okres był chaotyczną, ale konieczną symbiozą działań dyplomatycznych i militarnych faktów dokonanych.
Zupełnie inaczej niż w reszcie kraju, zabór pruski nie uległ rozpadowi. Niemiecka administracja i wojsko wciąż trwały na posterunku. Iskrą, która wywołała pożar, był przyjazd Ignacego Jana Paderewskiego do Poznania 26 grudnia 1918 roku. Jego płomienne przemówienie wywołało patriotyczną manifestację, na którą Niemcy odpowiedzieli siłą. Tym samym 27 grudnia 1918 roku wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Był to jednak zryw fundamentalnie inny od romantycznych insurekcji XIX wieku. Było to spektakularne zwieńczenie „pracy organicznej” – powstanie zorganizowane, zdyscyplinowane i logistycznie niemal perfekcyjne. Powstańcy, rekrutujący się w dużej mierze z byłych żołnierzy armii pruskiej, byli świetnie wyszkoleni i dowodzeni (m.in. przez gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego). W ciągu kilku tygodni, w błyskawicznej i skoordynowanej kampanii, powstańcy opanowali niemal całą prowincję, tworząc własną administrację i regularną Armię Wielkopolską. Był to mistrzowski przykład polityki faktów dokonanych, który postawił aliantów w Wersalu przed gotowym rozwiązaniem.
Zupełnie inny charakter miały walki na Górnym Śląsku, regionie kluczowym ze względu na swój potencjał przemysłowy. Był to obszar o skomplikowanej strukturze etnicznej, gdzie o przynależności państwowej miał zdecydować plebiscyt. Niemiecki terror i dyskryminacja doprowadziły jednak do trzech kolejnych zbrojnych zrywów (I Powstanie Śląskie w 1919, II w 1920 i III w 1921 roku). Ostatnie z nich, dowodzone przez Wojciecha Korfantego, było już regularną operacją wojskową, mającą na celu wywalczenie korzystniejszej linii podziału po niekorzystnym dla Polski wyniku plebiscytu. Równolegle trwał krótki, ale krwawy spór z Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński w styczniu 1919 roku – strategiczny region z kluczową linią kolejową i zasobami węgla, którego siłowe zajęcie przez Czechów trwale wpłynęło na relacje między oboma państwami.

Wojna polsko-bolszewicka
Konflikt o granice zachodnie, choć brutalny, był niczym w porównaniu z zagrożeniem, jakie nadciągnęło ze wschodu. Dla Włodzimierza Lenina i Lwa Trockiego niepodległa Polska była „bękartem traktatu wersalskiego” i „kordonem sanitarnym kapitalistycznej Europy”. Co gorsza, była geograficzną przeszkodą na drodze do Niemiec, gdzie bolszewicy liczyli na wybuch ogólnoeuropejskiej rewolucji proletariackiej. Dla Józefa Piłsudskiego była to nie tylko walka o przetrwanie państwa, ale także próba realizacji jego koncepcji federalistycznej (stworzenia bloku państw Międzymorza, w tym niepodległej Ukrainy, oddzielającego Polskę od Rosji). 25 kwietnia 1920 roku Piłsudski, w sojuszu z ukraińskim atamanem Semionem Petlurą, rozpoczął „wyprawę kijowską”, która choć początkowo zwycięska, nadmiernie rozciągnęła polskie linie logistyczne.
Kontrofensywa Armii Czerwonej pod dowództwem Michaiła Tuchaczewskiego latem 1920 roku doprowadziła Polskę na skraj katastrofy. Bolszewicy dotarli na przedpola Warszawy, a los państwa wisiał na włosku. Tylko dzięki przemyślanej strategii, mobilizacji całego społeczeństwa, a także działaniom polskiego wywiadu, w trakcie Bitwy Warszawskiej między 13 a 25 sierpnia 1920 roku, Polska obroniła swoją niepodległość. Zwycięstwo pod Warszawą, dopełnione Bitwą Niemeńską, zmusiło bolszewików do negocjacji. Wojnę zakończył Traktat Ryski z 18 marca 1921 roku, ustalający wschodnią granicę II RP – był to jednak kompromis, który pogrzebał federalistyczne plany Piłsudskiego i pozostawiał poza granicami Polski miliony Polaków, jednocześnie włączając w jej skład liczne mniejszości ukraińskie i białoruskie.

Traktat Wersalski
Niezależnie od działań podejmowanych przez Piłsudskiego i jego rząd, na przyszłość Polski duży wpływ miały negocjacje prowadzone w ramach paryskiej konferencji pokojowej. W Wersalu pod Paryżem przedstawiciele rządów Ententy oraz zarówno ich sojuszników jak i krajów, które odzyskiwały niepodległość po upadku Państw Centralnych, starali się wytworzyć nowy obraz Europy (i Świata). Polska delegacja, biorąca udział w rozmowach stanowiła polityczny fenomen. Początkowo tworzyli ją członkowie Komitetu Narodowego Polskiego, który działał we Francji. W wyniku rozmów prowadzonych z Józefem Piłsudskim, Roman Dmowski zgodził się na włączenie w skład delegacji przedstawicieli nowych władz w Warszawie. 16 stycznia 1919 roku KNP uznał nowy rząd Ignacego Jana Paderewskiego, a 15 kwietnia, oficjalnie na życzenie Paderewskiego Komitet rozwiązał się, przekazując swoje kompetencje władzom w Warszawie.
Tym samym przedstawicielami Polski na konferencji w Wersalu byli równocześnie Roman Dmowski, jak i Ignacy Jan Paderewskie. To właśnie Dmowski odegrał kluczową rolę w negocjacjach dotyczących granicy zachodniej. Jego chłodna, analityczna i merytoryczna argumentacja zrobiła olbrzymie wrażenie na przywódcach Ententy. Jego celem było zakotwiczenie Polski na zachodzie, w oparciu o ziemie piastowskie.
Traktat Wersalski, podpisany 28 czerwca 1919 roku, był dla Polski sukcesem, aczkolwiek okupionym licznymi kompromisami. Polska formalnie odzyskała większość Wielkopolski (co było w praktyce usankcjonowaniem sukcesu Powstania Wielkopolskiego) oraz kluczowe Pomorze Gdańskie, dające krajowi ograniczony, bo będący zaledwie wąskim korytarzem, dostęp do morza. Odcinał on niemieckie Prusy Wschodnie od reszty Rzeszy, co miało w przyszłości stanowić jeden z punktów zapalnych, które doprowadziły do kolejnej wojny światowej. Największymi kompromisami były jednak dwa punkty. Po pierwsze, Gdańsk (niem. Danzig) nie został przyznany Polsce; zamiast tego stał się Wolnym Miastem pod zarządem Ligi Narodów, co stało się kolejnym punktem zapalnym w relacjach polsko-niemieckich. Po drugie, alianci (szczególnie niechętny nadmiernemu wzmacnianiu Polski brytyjski premier David Lloyd George) zadecydowali o plebiscytach na Górnym Śląsku, Warmii i Mazurach.

Ostatecznie Wersal był spektakularnym sukcesem dyplomatycznym, który przywrócił prawnie Polskę na mapę Europy, ale jego rozwiązania graniczne i stworzenie „korytarza” oraz status Gdańska stały się geopolityczną bombą zegarową, którą Adolf Hitler wykorzystał 20 lat później jako pretekst do rozpoczęcia II Wojny Światowej. Można więc śmiało powiedzieć, że traktat ten z jednej strony usankcjonował powstanie niepodległej Polski, ale równocześnie stworzył wszystkie podstawy do kolejnej okupacji podczas wojny, która wybuchła w 1939 roku.
Podsumowanie
Odzyskanie niepodległości w 1918 roku i obrona jej kształtu w kolejnych latach wojen granicznych i zmagań dyplomatycznych stanowią jeden z najbardziej niezwykłych procesów państwotwórczych w XX wieku. Spektakularny i przez nikogo nie przewidywany „geopolityczny cud”, jakim był jednoczesny upadek trzech zaborców sprawił, że w chaosie kończącej się wojny Polska powróciła na mapę Europy.
Przez kolejne lata, zrodzona z połączenia trzech zaborów II Rzeczpospolita starała się zbudować spójny i silny kraj. Mimo licznych konfliktów, politycznej rywalizacji, kryzysów społecznych i gospodarczych, a także permanentnego braku funduszy na odbudowę kraju, Polska rozwijała się i stała się liczącym się graczem na europejskiej scenie politycznej. Niestety rozwój ten został przerwany przez kolejną wojnę światową, którą paradoksalnie w znacznej mierze wywołały działania i wydarzenia, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość.

Po ostatecznym ukształtowaniu granic, co nastąpiło po Traktacie Ryskim (1921 rok), podziale Górnego Śląska (1922 rok) i formalnym uznaniu granic wschodnich przez Radę Ambasadorów (1923 rok), II Rzeczpospolita była państwem dużym, lecz borykającym się z fundamentalnymi problemami strukturalnymi. Dane statystyczne z tego okresu, głównie z Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z 30 września 1921 roku, stanowią bilans otwarcia i doskonale obrazują skalę wyzwań.
- Powierzchnia: Całkowita powierzchnia kraju ustabilizowała się na poziomie 388 634 km² (po przyłączeniu części Śląska Cieszyńskiego i Wilna nieznacznie wzrosła do 389 720 km²), co czyniło Polskę szóstym co do wielkości państwem w Europie.
- Ludność: Według spisu z 1921 roku, Polskę zamieszkiwało 27,2 mln mieszkańców. Kraj charakteryzował się bardzo wysokim przyrostem naturalnym, co sprawiło, że tuż przed wybuchem kolejnej wojny liczba ta wzrosła do ponad 35 mln.
- Struktura narodowościowa: Dane ze spisu z 1921 roku ujawniły największą bombę zegarową II RP – jej wieloetniczność. Według deklaracji narodowościowej (która była metodologicznie kwestionowana), Polacy stanowili jedynie 69,2% ludności. Największe mniejszości narodowe to:
- Ukraińcy: 14,3% (głównie na południowym wschodzie)
- Żydzi: 7,8% (skupieni w miastach i miasteczkach na wschodzie)
- Białorusini: 3,9% (na północnym wschodzie)
- Niemcy: 3,8% (głównie na terenach byłego zaboru pruskiego i w Łodzi)
Największym wyzwaniem, poza wspomnianą kwestią mniejszości narodowych, była katastrofalna spuścizna gospodarcza zaborów, utrwalona w postaci podziału na „Polskę A i B”. „Polska A”, obejmująca dawny zabór pruski i zachodnią część Kongresówki, była relatywnie dobrze uprzemysłowiona, posiadała gęstą sieć infrastruktury i rozwinięte rolnictwo. „Polska B”, czyli dawna Galicja i Kresy Wschodnie, była synonimem zacofania. Dominowało tam przeludnione, archaiczne rolnictwo, analfabetyzm sięgał 70%, a przemysł praktycznie nie istniał. Ten dualizm ekonomiczny był nie tylko hamulcem rozwoju, ale także źródłem frustracji społecznych, pogłębiając poczucie mieszkańców wschodu, że są obywatelami drugiej kategorii.
Drugim, równie palącym problemem, była wspomniana struktura narodowościowa. II Rzeczpospolita, mimo deklaracji, nie stała się „Szwajcarią Wschodu”. Zamiast tego, dominująca w polityce koncepcja nacjonalistyczna (narodowo-demokratyczna) dążyła do asymilacji mniejszości, co w połączeniu z kryzysem gospodarczym i błędami administracji rodziło radykalizm i separatyzm, zwłaszcza ze strony organizacji ukraińskich. Państwo, które wygrało wojnę o granice, stanęło przed znacznie trudniejszym zadaniem: integracji wewnętrznej i budowy lojalności obywatelskiej wśród 30% populacji, która czuła się w nim obco. Mimo logistycznego koszmaru unifikacji, zniszczeń wojennych, hiperinflacji i wewnętrznych podziałów – sam fakt, że II Rzeczpospolita przetrwała, skodyfikowała prawo, zbudowała od zera port w Gdyni i stworzyła spójny organizm państwowy, pozostaje jednym z największych sukcesów organizacyjnych w polskiej historii.

Subskrybuj nasz newsletter!
Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.








