Czołgi M4 Sherman stanowiły podstawowe uzbrojenie alianckich wojsk pancernych podczas II wojny światowej. Dzięki optymalnej konstrukcji, były to jedne z pierwszych czołgów uniwersalnych, produkowanych na masową skalę. Po wojnie ich kariera szybko dobiegła jednak końca, a ich miejsce zajęły pełnoprawne czołgi podstawowe. Tysiące niepotrzebnych Shermanów trafiło na złomowiska i do demobilów. Dla dopiero powstających wojsk pancernych Izraela, czołgi te były idealnym i w praktyce jedynym dostępnym pojazdem, chociaż już przestarzałym. Aby zniwelować przewagę nowocześniejszych konstrukcji, Izrael wspólnie z Francją opracował ich gruntowne i bardzo udane modyfikacje w postaci czołgów M-50 i M-51 znanych potocznie jako Super Sherman lub Isherman. Mimo swojego rodowodu, jeszcze w latach 70. były one całkiem skutecznymi pojazdami bojowymi.
Geneza
W momencie proklamowania niepodległości przez Izrael 14 maja 1948 roku, świeżo utworzone Siły Obronne Izraela (IDF, heb. CaHaL) znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Kraj był otoczony przez wrogo nastawione Państwa Arabskie, które również starały się znaleźć swoje miejsce na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo, nałożone przez ONZ embargo sprawiło, że pozyskiwanie uzbrojenia stało się dla Izraela wyzwaniem wymagającym dużego wysiłku dyplomatycznego, oraz podejmowania często bardzo niekonwencjonalnych działań. Broń kupowano wszędzie, często nieoficjalnie, za łapówki, albo przez skomplikowaną sieć powiązań, aby ominąć kontrole i embarga.

O ile broń ręczną, a nawet samoloty można było w jakiś sposób pozyskać, znacznie gorzej wyglądała kwestia wojsk pancernych. Początkowo Izrael dysponował m.in. kilkoma czołgami lekkimi Renault R35, Hotchkiss H39, dwoma czołgami A27M Cromwell oraz pojedynczym Shermanem, który w praktyce był wrakiem. Pozyskiwanie nowych czołgów z zagranicznych źródeł było bardzo trudne, zarówno z powodu embarga jak i trudności w transporcie ciężkich pojazdów do będącego w stanie wojny Izraela. Kolejnym problemem były olbrzymie koszty zakupu tego typu pojazdów. Nowe czołgi podstawowe, takie jak brytyjskie Centuriony, albo amerykańskie M47 Patton były zbyt drogie, a pozyskiwanie uzbrojenia z ZSRR nie wchodziło w grę, ponieważ kraj ten zaopatrywał już Państwa Arabskie.
W tej trudnej sytuacji pojawiło się jednak światełko nadziei. Europejskie armie równocześnie redukowały swoje potężne, pamiętające II wojnę światową armie, oraz wymieniały przestarzałe czołgi na nowe. Tym samym na rynku wtórnym pojawiało się wiele tanich i będących w relatywnie dobrym stanie czołgów z czasów wojny. Najwięcej dostępnych było czołgów M4 Sherman w najróżniejszych wersjach. Izraelscy wojskowi uznali, że pojazdy te będą idealnym uzbrojeniem dla dopiero powstającej armii. Sprzedawane jako złom, omijały embarga, a dostęp do części zamiennych był zdecydowanie łatwiejszy, niż w przypadku wielu innych konstrukcji. Shermany miały również cały czas potencjał modernizacyjny, co przy niskich kosztach pozyskania samych pojazdów dawało możliwość ich eksploatacji do czasu uporządkowania sytuacji w kraju. W tej sytuacji wysłano więc misje wojskowo-dyplomatyczne do różnych krajów, w celu pozyskania wszelkich dostępnych Shermanów i części do nich.
Pierwszy sukces odniósł zespół wysłany do Włoch, gdzie z demobilu zakupiono 32 zdemilitaryzowane Shermany, część z haubicami kalibru 105 mm. Pojazdy były w niezłym stanie technicznym, ale ich lufy były przewiercone, aby uniemożliwić ich wykorzystanie bojowe. Chociaż nie było szans na naprawienie haubic, pojazdy ściągnięto do Izraela już w listopadzie 1948 roku. Równocześnie w Szwajcarii zakupiono 50 starych armat polowych Kruppa, kalibru 75 mm, które po odpowiednich modyfikacjach udało się zamontować w wieżach Shermanów. Chociaż były to całkowicie przestarzałe działa, na początek były wystarczające.

W kolejnych miesiącach pozyskano łącznie setki Shermanów we wszystkich wersjach i w najróżniejszym stanie. Kupowano zarówno pojazdy w pełni sprawne, zdemilitaryzowane, oraz wraki, a także duże ilości części zamiennych. Jeśli dany egzemplarz nie nadawał się do naprawy, wykorzystywano jego elementy do zbudowania nowego czołgu. Dzięki temu, do 1956 roku udało się zebrać około 200 sprawnych czołgów, które tworzyły armię składaków, będących koszmarem logistycznym. W służbie znajdowały się wozy z kadłubami spawanymi (np. M4A2, M4A3, M4A4) i odlewanymi (M4A1), wyposażone w całą gamę uzbrojenia – od haubic kalibru 105 mm, przez różne armaty kalibru 75 mm, po nieliczne długolufowe amerykańskie armaty kalibru 76,2 mm. Największym problemem nie było jednak uzbrojenie, lecz układ napędowy. Izraelscy logistycy musieli zarządzać flotą napędzaną przez co najmniej cztery diametralnie różne silniki: benzynowe silniki gwiazdowe Continental R-975, rzędowe diesle GM 6046, benzynowe V8 Ford GAA oraz skomplikowane wielocylindrowe silniki Chrysler A57 Multibank. Sytuację komplikowały również dwa różne systemy zawieszenia: starsze i węższe VVSS (Vertical Volute Spring Suspension) oraz nowocześniejsze, szersze HVSS (Horizontal Volute Spring Suspension).
Brak standaryzacji oznaczał paraliż logistyczny. Chociaż poszczególne warianty Shermanów były w miarę do siebie podobne, liczne różnice w wyposażeniu sprawiały, że części zamienne do jednego czołgu nie pasowały do stojącego obok, przez co mechanicy mieli problemy z utrzymaniem gotowości całej floty posiadanych czołgów. Dowództwo IDF szybko zrozumiało, że bez radykalnej unifikacji, izraelska broń pancerna zadławi się własną różnorodnością jeszcze przed dotarciem na linię frontu.
Potrzeba modernizacji
W połowie lat 50. sytuacja strategiczna Izraela ponownie stała się krytyczna. Podczas gdy sąsiednie Państwa Arabskie, w szczególności Egipt i Syria, były intensywnie dozbrajane przez rywalizujące mocarstwa – Wielka Brytania dostarczała nowoczesne czołgi Centurion i myśliwce Gloster Meteor, a Związek Radziecki (pośrednio przez Czechosłowację) wysyłał czołgi T-34-85 i niszczyciele czołgów SU-100, Izrael znalazł się w próżni. Stany Zjednoczone, obawiając się wyścigu zbrojeń na Bliskim Wschodzie, konsekwentnie odmawiały sprzedaży nowoczesnych czołgów M47 i M48 Patton, zasłaniając się zapisami Trójstronnej Deklaracji z 1950 roku. Próby zakupu brytyjskich Centurionów, choć finalnie udane pod koniec dekady, w połowie lat 50. napotykały na mur biurokracji i dyplomatycznej niechęci Londynu.

Izraelscy planiści wojskowi stanęli przed brutalną rzeczywistością: nowoczesny sprzęt był albo politycznie niedostępny, albo jego dostawy były tak niepewne, że nie można było na nich opierać doktryny obronnej. Co istotne, zakup nowych czołgów wiązał się ewentualnie z tak wysokimi kosztami, że niemożliwe byłoby pozyskanie odpowiedniej liczby pojazdów. Jedyne czego w pewnym sensie cały czas nie brakowało, to Shermanów. Na złomowiskach w Europie znajdowały się jeszcze setki czołgów tego typu, chociaż ich stan był coraz gorszy. Problemem było jednak przestarzałe uzbrojenie tych czołgów. Szukając rozwiązania tego problemu, izraelscy wojskowi dotarli do Francji.
M-50
Izraelska delegacja wojskowa udała się w 1953 roku do Francji, jedynego wówczas państwa zachodniego gotowego sprzedawać broń młodemu państwu żydowskiemu bez zbędnych pytań. Francuzi zaprezentowali swój najnowszy czołg lekki AMX-13. Była to konstrukcja rewolucyjna, wyposażona w tzw. wieżę oscylacyjną i automat ładowania, co pozwalało na redukcję załogi do trzech osób. Jednak największym atutem wozu była jego potężna armata CN-75-50 kalibru 75 mm. Działo to, będące bezpośrednim rozwinięciem niemieckiej armaty KwK 42 L/70 znanej z czołgu PzKpfw V Panther, oferowało prędkość wylotową pocisku rzędu 1000 m/s, co gwarantowało przebicie pancerza każdego ówczesnego czołgu arabskiego, w tym najliczniej występujących T-34-85.
Mimo entuzjazmu Francuzów, izraelscy eksperci podeszli do AMX-13 z dużą rezerwą. Choć zakupiono 400 wozów tego typu, szybko uznano, że nie mogą one stanowić trzonu sił pancernych. Pancerz AMX-13 był w zasadzie symboliczny – chronił jedynie przed bronią małokalibrową i odłamkami, co w starciu z czołgami przeciwnika oznaczało pewną śmierć załogi, na co nie dysponujący dużymi rezerwami Izrael nie mógł sobie pozwolić. Ponadto, skomplikowany automat ładowania, choć zapewniał szybkostrzelność, miał wadę dyskwalifikującą go w długich starciach: po wystrzeleniu 12 pocisków z magazynków bębnowych, czołg musiał wycofać się na bezpieczną pozycję, a załoga musiała wyjść na zewnątrz, by ręcznie przeładować bębny. W warunkach pustynnego pyłu mechanizm ten był również podatny na zacięcia.

W tej sytuacji pojawił się pomysł zainstalowania armaty CN-75-50 w wieży Shermana. Było to stosunkowo proste, ponieważ zarówno Izrael jak i Francja, dysponowały sporymi rezerwami Shermanów, które przy niewielkim nakładzie nadawały się do przywrócenia do służby. Nowa armata miała natomiast zdecydowanie lepsze parametry niż amerykańskie armaty kalibru 75 mm lub 76,2 mm. Jedynym problemem było przekonstruowanie wieży Shermana tak, aby pomieściła nowe działo. Warto w tym miejscu dodać, że podobną modyfikację postanowiono wykonać w Egipcie, ale tam, po prostu zainstalowano wieżę z czołgu AMX-13 na zmodyfikowanym podwoziu Shermana.
Montaż armaty CN-75-50 w wieży Shermana, zaprojektowanej pierwotnie dla znacznie krótszych i lżejszych dział 75 mm, był wyzwaniem karkołomnym. Nowa armata była długa, ciężka i generowała potężny odrzut, który groził uszkodzeniem pierścienia wieży. Inżynierowie z francuskich zakładów Atelier de Construction de Bourges, współpracujący z Izraelczykami, musieli całkowicie przeprojektować wnętrze wieży. Głównym problemem było wyważenie – długa lufa przeważała konstrukcję do przodu, uniemożliwiając precyzyjne celowanie i obrót.
Rozwiązaniem okazało się wspawanie potężnego, odlewanego przedłużenia (niszy), z tyłu wieży. Mogło ono pełnić dwie role. Po pierwsze, działało jak masywna przeciwwaga dla lufy, przywracając środek ciężkości w okolice osi obrotu. Po drugie, stworzyło dodatkową przestrzeń w ciasnym wnętrzu, niezbędną dla radiooperatora oraz na składowanie dłuższej amunicji do nowej armaty. Zmodyfikowano również jarzmo działa, adaptując je z systemu oscylacyjnego AMX-13 do klasycznego montażu w wieży Shermana. Tak zmodyfikowany pojazd otrzymał oznaczenie M-50.
W 1954 roku rozpoczęto prace nad zmodyfikowanymi czołgami. Co istotne, w testach wykorzystano oprócz czołgu M4A2 Sherman również niszczyciel czołgów M10 Wolverine. Już w 1955 roku udało się zbudować pierwszy prototyp M-50. Pojazd nie posiadał automatu ładowania, samo działo zostało nieznacznie zmodyfikowane, a wieża dostosowana do armaty i nowych przyrządów celowniczych. Po udanych testach, czołg został zaakceptowany i skierowany do „produkcji”. Pierwsza partia, licząca 25 czołgów, została przebudowana bezpośrednio we Francji w zakładach Bourges i dostarczona do Izraela w 1956 roku, tuż przed kryzysem sueskim. Były to wozy oparte na czołgach M4, M4 Composite, M4A1 i M4A4, z wczesnym zawieszeniem VVSS i silnikami benzynowymi Continental R-975. Dalsze przeróbki miały być prowadzone w Izraelu.

Do 1959 roku przerobiono 50 pojazdów, przy czym nie wiadomo, czy informacje te dotyczą zupełnie nowych przeróbek, czy też wliczają pojazdy zbudowane we Francji. Eksploatacja tych czołgów wykazała jednak, że dodatkowa masa działa i nowej wieży przeciąża stary układ jezdny, prowadząc do pękania resorów i niszczenia gąsienic. W tej sytuacji podjęto decyzję o przetestowaniu modyfikacji na czołgach M4A3 z podwoziem HVSS i szerszymi gąsienicami. Dodatkowo, czołg wyposażono w silnik diesla Cummins VT-8-460 o mocy 460 KM. Okazało się, że w takim układzie czołg spisuje się zdecydowanie lepiej. W związku z tym, opracowano drugą wersję M-50, w której zastosowano nowy silnik i zawieszenie. Od tego momentu zaczęto wyróżniać dwa warianty czołgu M-50 – M-50 Degem Alef z silnikiem Continental i zawieszeniem VVSS, oraz M-50 Degem Bet z silnikiem Cummins i zawieszeniem HVSS. W sumie, do 1962 roku przebudowano około 300 czołgów do standardu M50, opierając się na różnych kadłubach.
M-51
Już na początku lat 60. było wiadomo, że czołgi M-50 mimo swoich walorów, nie będą w stanie walczyć z nowszymi radzieckimi czołgami, takimi jak T-54, T-55 czy też T-62, których dostawy rozpoczęły się do krajów arabskich. Problemem były też czołgi ciężkie IS-3, wykorzystywane przez Egipt. Armata CN-75-50 nie była w stanie przebić przedniego pancerza tych czołgów na dystansach około 1500 m, na jakich toczono walki. Równocześnie dostawy Centurionów i M48 cały czas był za małe, aby definitywnie wycofać stare Shermany z eksploatacji. W związku z tym, zastępca dowódcy Korpusu Pancernego, pułkownik Dawid Elazar zaproponował, żeby po raz kolejny zmodernizować stare Shermany. Zasugerował on, aby oprzeć modernizację tylko na czołgach z zawieszeniem HVSS oraz silnikiem Cummins. Jako uzbrojenie zalecił armatę kalibru 105 mm, która dysponowała parametrami pozwalającymi na zwalczanie sowieckich czołgów.
Izraelscy wojskowi ponownie zwrócili się o pomoc do Francji. Wybór ten wynikał nie tylko z czynników politycznych, ale również dlatego, że w tym samym czasie Francuzi opracowali armatę CN-105-F1 kalibru 105 mm dla swoich nowych czołgów AMX30. Była to potężna broń o długości lufy 56 kalibrów (L/56), generująca odrzut, który bez trudu wyrwałby wieżę Shermana z pierścienia lub przewrócił cały czołg. Miała ona jednak idealne parametry balistyczne, dzięki którym stary Sherman zyskiwałby uzbrojenie pozwalające na niszczenie czołgów podstawowych. Aby rozwiązać problem zbyt dużego odrzutu, francuscy inżynierowie opracowali zmodyfikowany wariant armaty i amunicji do niej, oznaczony jako CN D-1504-44. Skrócono w niej lufę do długości 44 kalibrów, co zmniejszyło prędkość wylotową pocisku z 1000 m/s do 800 m/s. Dodano również duży hamulec wylotowy o większej skuteczności, a samą armatę wyposażono w specjalny system stabilizowania pocisków w lufie, który znacznie zwiększał celność. Zmiany w armacie oznaczały jednak potrzebę zmodyfikowania amunicji. Nowe pociski miały nieco słabszy ładunek miotający.

Chociaż zmiany wpłynęły na pogorszenie parametrów armaty, opracowane dla niej pociski kumulacyjne (HEAT) OCC 105 F1 „Obus G” mogły przebić pancerz o grubości 360 mm (RHA) na dystansie około 1000 m, ustawiony pod kątem 30 stopni. Było to wystarczające do zwalczania wszystkich czołgów jakie mogły napotkać izraelskie załogi.
Kolejną kwestią był kadłub. W toku testów uznano, że kadłuby spawane (M4A2, M4A3 oraz M4A4), które dominowały w projekcie M-50 nie nadają się dla tej wersji z powodu słabszej konstrukcji spawów. Do budowy M-51 (jak nazwano nowy czołg) wybrano więc wyłącznie kadłuby odlewane M4A1, wyposażone w szersze wieże T23 (oryginalnie przeznaczone dla armat 76 mm). Decyzja ta podyktowana była wytrzymałością strukturalną i przestrzenią. Wieże T23 również poddano podobnym modyfikacjom jak w przypadku czołgów M-50, dodając w ich tylnej części wnękę będącą również przeciwwagą.
Odlewany, zaokrąglony kadłub M4A1 wykazywał lepszą sztywność i odporność na naprężenia generowane przez potężny odrzut armaty 105 mm niż kadłuby spawane z płyt. Ponadto, wnętrze kadłuba M4A1 było nieco bardziej przestronne, co miało kluczowe znaczenie przy upychaniu w nim ogromnych nabojów scalonych kalibru 105 mm. Wszystkie M-51 obligatoryjnie wyposażano w zawieszenie HVSS oraz silnik diesla Cummins VT8-460 o mocy 460 KM. Ta jednostka napędowa była absolutną koniecznością – masa bojowa M-51 wzrosła bowiem do aż 39 ton (w porównaniu do 30-32 ton standardowego Shermana), co przy starych silnikach oznaczałoby fatalną mobilność. Mimo modernizacji, M-51 był pojazdem przeciążonym, co wymagało od kierowców wirtuozerii, by nie przegrzać układu napędowego w trudnym terenie. Łącznie w latach 1961-1965 przebudowano około 180 czołgów do wersji M-51. Wyróżnia się 4 odmiany czołgów M-51 (Degem Alef, Degem Bet, Degem Gimel i Degem Dalet), chociaż różnice między nimi były symboliczne i wiązały się głównie z konstrukcją wydechu i szczegółami konstrukcji przedziału silnikowego.

Eksploatacja
Debiut bojowy zmodernizowanych Shermanów w wersji M-50 nastąpił podczas Operacji Kadesz (Kryzys Sueski) 29 października 1956 roku. W tym czasie Izrael dysponował zaledwie 25 pojazdami pochodzącymi z pierwszej, francuskiej partii produkcyjnej. Zostały one przydzielone do elitarnych jednostek pancernych, mając za zadanie wspierać standardowe Shermany oraz lekkie AMX-13 w szybkich rajdach przez pustynię Synaj. Choć ich liczba była symboliczna w skali całego konfliktu, ich obecność dostarczyła bezcennych danych, które zaważyły na dalszym rozwoju programu. Co ciekawe, izraelskie Shermany spotkały się wówczas z egipskimi czołgami M4A4 Sherman wyposażonymi w wieże FL-10 z czołgów AMX-13 z tą samą armatą CN-75-50. Oba pojazdy miały w praktyce takie same możliwości bojowe.
Starcia z egipskimi czołgami T-34-85 oraz niszczycielami czołgów SU-100 potwierdziły skuteczność armaty CN-75-50. Izraelscy czołgiści byli w stanie razić cele z dystansu, przy którym pociski z egipskich armat 85 mm rykoszetowały od pancerzy Shermanów lub nie trafiały w cel. Jednak sukces ogniowy został przyćmiony przez problemy techniczne. Pustynny rajd bezlitośnie obnażył wady starych zawieszeń VVSS w dociążonych wozach M50. Pęknięte resory i zerwane gąsienice były plagą, co utwierdziło dowództwo w przekonaniu, że dalsza modernizacja bez przejścia na standard HVSS i silniki diesla będzie marnowaniem potencjału bojowego.
W kolejnych latach, mimo napiętej sytuacji w regionie, czołgi M-50 nie miały wielu okazji do wykazania się w boju. W związku z tym kontynuowano przebudowę do wariantu M-50 Degem Bet. Sytuacja uległa zmianie w połowie lat 60., gdy Syria rozpoczęła projekt inżynieryjny mający na celu zmianę biegu dopływów Jordanu, co groziło odcięciem Izraela od kluczowych zasobów wodnych. Konflikt ten, zwany „Wojną o Wodę”, stał się poligonem dla nowej doktryny pancernej, której twarzą był generał Israel Tal. Tal, będący zwolennikiem wyszkolenia strzeleckiego, odrzucił koncepcję czołgu jako broni przełamującej na krótki dystans na rzecz idei „czołgu-snajpera”. M-50 i wchodzące właśnie do służby pierwsze M-51 stały się idealnymi narzędziami do realizacji tej wizji.

Izraelscy czołgiści, operujący na granicy północnej, otrzymali zadanie niszczenia syryjskiego sprzętu budowlanego oraz osłaniających go czołgów (w tym nielicznych, poniemieckich PzKpfw IV używanych przez Syrię) z ekstremalnych dystansów, często przekraczających 1500–2000 m. Właśnie wtedy ujawniła się przewaga celowników i wyszkolenia załóg „nowych” Shermanów. Okopane izraelskie czołgi bez większych problemów niszczyły syryjskie pojazdy precyzyjnym ogniem bez większych strat. To w tych potyczkach udowodniono, że precyzyjny ogień z armaty 105 mm czołgu M-51 jest w stanie zneutralizować zagrożenie szybciej i taniej niż wezwanie lotnictwa. Te „snajperskie pojedynki” zbudowały pewność siebie załóg przed nadchodzącą burzą roku 1967.
Wybuch wojny sześciodniowej w czerwcu 1967 roku zastał Izrael w posiadaniu w pełni uformowanych brygad wyposażonych w M-50 i M-51. Choć najnowocześniejsze wówczas Centuriony i Pattony (Magach) skierowano głównie na Synaj przeciwko egipskim oddziałom pancernym, Shermany odegrały kluczową, a wręcz decydującą rolę na frontach, gdzie teren nie sprzyjał cięższym maszynom: na Wzgórzach Golan oraz w Samarii (Zachodni Brzeg). Wąskie, górzyste drogi i zurbanizowany teren Jerozolimy faworyzowały lżejsze i węższe Shermany.
Najbardziej spektakularnym teatrem działań dla M-50 i M-51 była bitwa o dolinę Dotan (Dżanin) przeciwko jordańskiej 40. Brygadzie Pancernej, wyposażonej w amerykańskie czołgi M47 i M48 Patton. Teoretycznie jordańskie Pattony były nowocześniejsze i lepiej opancerzone. W praktyce, izraelskie M-51, dzięki amunicji kumulacyjnej, przebijały pancerze Pattonów z każdej odległości. Jeszcze większym szokiem dla świata militarnego było starcie na Wzgórzach Golan, gdzie rezerwowe brygady na M-50 i M-51 starły się z syryjskimi T-54 i T-55. Dzięki lepszym pozycjom obronnym, Shermany mogły strzelać ze szczytów wzgórz, podczas gdy syryjskie czołgi, nie mogły podnieść luf wystarczająco wysoko, by odpowiedzieć ogniem. Mit o niezwyciężoności pancerza T-55 upadł pod ciosami „zabytkowych” czołgów z II wojny światowej.

Sześć lat później sytuacja uległa jednak dramatycznej zmianie. W 1973 roku, podczas wojny Jom Kippur Shermany stanowiły już wyposażenie niemal wyłącznie jednostek rezerwowych. Jednak skala zaskoczenia i ogromne straty w pierwszych dniach wojny wymusiły rzucenie wszystkiego, co miało gąsienice i działo, na pierwszą linię frontu. Na Wzgórzach Golan rezerwiści w M-50 i M-51 musieli stawić czoła syryjskiej armii wyposażonej w najnowsze czołgi T-62 z gładkolufowymi armatami 115 mm oraz noktowizory, których Shermany nie posiadały. Była to walka o przetrwanie, często prowadzona na niewielkich dystansach.
Mimo technologicznej przepaści, M-51 nadal potrafiły odnosić sukcesy. Ich działa kalibru 105 mm wciąż były groźne dla T-62, zwłaszcza przy trafieniach w bok. Niestety konflikt ten wyraźnie pokazał, że mające cienki pancerz Shermany są łatwym celem zwłaszcza dla piechoty wyposażonej przeciwpancerne pociski kierowane 9M14 Malutka. Wysoka sylwetka czołgu, niegdyś zaleta pozwalająca na obserwację terenu, teraz czyniła z nich łatwy cel dla operatorów rakiet. W związku z tym, wojna Jom Kippur była ostatnim dużym konfliktem, w którym nieliczne czołgi M-50 oraz M-51 wzięły udział. Chociaż dalej zadawały straty wrogowi, same ponosiły zdecydowanie za duże straty.
Dalszy los
Już w latach 70. większość czołgów M-50 wycofano z jednostek rezerwowych, a po wojnie Jom Kippur podobny los spotkał M-51. Nie oznaczało to jednak końca ich kariery. Filozofia izraelskiej armii, zakładająca maksymalne wykorzystanie każdego dostępnego zasobu, doprowadziła do powstania na bazie podwozi M50/M51 szeregu pojazdów specjalistycznych. Najciekawszym pojazdem był Makmat – ciężki moździerz samobieżny.Pojazdy zamiast wieży otrzymywały nową nadbudówkę, w której znajdował się moździerz Soltam M-66 kalibru 160 mm. Możliwe również, że część kadłubów czołgów M-50 wykorzystano do budowy wyrzutni rakiet MAR-240. Ciekawym pojazdem, który często łączy się z historią czołgów M-50 była również samobieżna haubica M-50 155 mm. Mimo zbieżności nazw, pojazd ten nie wywodził się bezpośrednio z modyfikacji czołgów M-50, chociaż wykorzystywał podwozie Shermana. Nazwa pojazdu pochodzi bowiem od nazwy francuskiej haubicy M-50 kalibru 155 mm.

Pozostałe czołgi, które nie zostały przebudowane, trafiły do rezerwy. Jednak gdy pod koniec lat 70. do izraelskich jednostek liniowych zaczęły napływać nowoczesne czołgi Merkawa Mk 1, a w rezerwie zaczęły dominować zmodernizowane Pattony (Magach) i Centuriony (Sho’t), los Shermanów wydawał się przesądzony. Zamiast jednak trafić do pieców hutniczych, M-50 i M-51 znalazły nowe zastosowanie w skomplikowanej mozaice libańskiej wojny domowej. Izrael, dążąc do zabezpieczenia swojej północnej granicy przed atakami OWP, nawiązał ścisłą współpracę z chrześcijańskimi milicjami, które później sformalizowano jako Armię Południowego Libanu. To właśnie tam, w ręce sojuszników majora Saada Haddada, a później generała Antoine’a Lahada, trafiły dziesiątki wycofanych Shermanów.
Specyfika terenu południowego Libanu – górzystego, pełnego wąskich wąwozów i małych wiosek – paradoksalnie sprzyjała tym wiekowym maszynom. W przeciwieństwie do ciężkich i szerokich czołgów podstawowych, węższe Shermany łatwiej manewrowały na krętych, górskich serpentynach. Co więcej, duży kąt podniesienia lufy pozwalał na rażenie celów ukrytych na wyższych piętrach budynków lub na zboczach gór, co dla sowieckich czołgów T-54 i T-55 było często niemożliwe. W rękach libańskich milicjantów M-51 służyły aż do upadku „strefy bezpieczeństwa” i wycofania się wojsk izraelskich w maju 2000 roku, pełniąc pod koniec swojej kariery rolę mobilnych bunkrów i wsparcia ogniowego na punktach kontrolnych.
Ciekawym epizodem w historii izraelskich Shermanów był los około 100 czołgów M-50 i M-51, które trafiły do Chile. Część tych pojazdów zmodernizowano, instalując w ich wieżach włoskie armaty 60 mm HVMS. Tak zmodyfikowane pojazdy określa się jako M-60 Sherman. Wykorzystywano je aż do lat 90. Był to ostatni rozdział w długiej historii izraelskich Shermanów.

Porównanie uzbrojenia
Poniższa tabela zawiera przybliżone parametry armat stosowanych w czołgach M4 Sherman i M-50 i M-51. Dane dotyczą przebijalności pancerza stalowego, ustawionego pod kątem 90 stopni.
| Armata | Kaliber | Typ Amunicji Głównej | Prędkość Wylotowa | Przebijalność na dystansie 1000 m (RHA) pod kątem 90 stopni |
| M1A1 (M4 Sherman (76)) | 76 mm | APCBC (M62) | 792 m/s | około 100 mm |
| 17-pdr (Sherman Firefly) | 76,2 mm | APDS (podkalibrowy) | 1204 m/s | około 170 mm |
| CN-75-50 (M-50) | 75 mm | POT-51A | 1000 m/s | około 110 mm (na 1000 m) |
| CN D-1504-44 (M-51) | 105 mm | OCC 105 F1 (Obus G) | 800 m/s | 360 mm (niezależnie od dystansu) |
Nazewnictwo
Istnieje sporo problemów z nazewnictwem izraelskich Shermanów. O ile nazwy M-50 i M-51 są oficjalne i były stosowane, tak często pojawiające się określenia Super Sherman albo Isherman wprowadzają sporo zamieszania. Żadne z tych dwóch określeń nigdy nie było stosowane w praktyce przez izraelską armię. Nazwę Super Sherman stosowano w ograniczonym zakresie do Shermanów z armatami kalibru 76 mm, ale nie było to powszechną praktyką. Nazwa Isherman jest natomiast skrótem od anglojęzycznego określenia Israel Sherman. Z czasem obie te nazwy na stałe jednak przylgnęły do zmodyfikowanych Shermanów i są potocznie wykorzystywane również w publikacjach.
Podsumowanie
Czołgi M-50 i M-51 uważa się za szczytowe osiągniecie w kwestii modernizacji Shermanów. Zwłaszcza wariant M-51, chociaż przeciążony, dysponował siłą ognią, która pozwalała mu na nawiązanie walki z czołgami podstawowymi. Gdy pojazdy te weszły do uzbrojenia, stanowiły znaczące wzmocnienie dla izraelskich wojsk pancernych. W połączeniu z znakomitym doświadczeniem izraelskich czołgistów, pojazdy te spisywały się bardzo dobrze aż do momentu, gdy przewaga technologiczna była nie od zniwelowania nawet przez doświadczenie. Mimo to, oba pojazdy służyły długo i odegrały znaczącą rolę w konfliktach na Bliskim Wschodzie.
Ich znaczenie jest szczególne w kontekście oceny potencjału modernizacyjnego Shermana oraz jego największego rywala, czyli T-34. O ile podczas wojny oba pojazdy dysponowały podobnymi możliwościami, tak zmodyfikowane izraelskie M-50 i M-51 pod względem siły ognia i skuteczności przewyższały radziecką konstrukcję. Istotne było również to, że dzięki modernizacji, Shermany w tej wersji mogły nawiązać walkę z T-34-85 na dystansach, na których radzieckie czołgi nie były w stanie prowadzić skutecznego ognia.
Istotne jest również to, że M-51 pokazał, że możliwe jest zainstalowanie potężnej armaty kalibru 105 mm w czołgu z II wojny światowej. W przypadku T-34 podobne modyfikacje kończyły się niepowodzeniem i wymagały daleko idących modyfikacji, oraz stworzenia zupełnie nowych czołgów, takich jak choćby T-44. Tym samym izraelskie Shermany dowiodły, że M4 Sherman miał zdecydowanie większy potencjał rozwojowy niż radziecki T-34.








