Spadochrony zaczęły powstawać wraz z pojawieniem się pierwszych balonów, ale to rozwój samolotów sprawił, że tuż przed I wojną światową opracowano pierwsze w pełni skuteczne spadochrony. Jedna postać odegrała istotną rolę w ich historii, ale równocześnie wyjątkowo tragiczną. Franz Reichelt, krawiec z Paryża, próbował opracować płaszczo-spadochron. Nie mając żadnego doświadczenia w dziedzinie aeronautyki, był tak pewny swojego wynalazku, że chciał zademonstrować jego skuteczność, skacząc z Wieży Eiffla 4 lutego 1912 roku. Niestety jego projekt zawiódł i wynalazca zginął, a jego śmierć uwieczniono na filmach, które obiegły świat. 

Geneza

Początek XX wieku był okresem gwałtownego rozwoju lotnictwa, ale pełnym tragedii i okupionym krwią. Pierwsze samoloty były niestabilne, silniki zawodne, a piloci w razie awarii nie mieli żadnej drogi ucieczki – spadali wraz ze swoimi konstrukcjami, co niemal zawsze kończyło się ich śmiercią. Konstruktorzy i wynalazcy szybko doszli do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie stworzenie stosunkowo małego i przenośnego spadochronu. Inspiracją były próby przeprowadzone przez Louisa-Sébastiena Lenormanda i Jean-Pierre Blancharda w XVIII wieku. Opracowane przez nich spadochrony były jednak duże, nieporęczne, ciężkie i musiały być podwieszone pod balonem. Uniemożliwiało to ich szybkie wykorzystanie w razie awarii.

Franz Reichelt prezentujący swój płaszczo-spadochron
Franz Reichelt prezentujący swój płaszczo-spadochron

Punktem zwrotnym był rok 1910, kiedy to Aéro-Club de France ogłosił konkurs na projekt skutecznego spadochronu. Francuski oficer, pułkownik Lalance (źródła nie podają jego imienia, ale możliwe że był to Auguste Lalance) ufundował nawet nagrodę w wysokości 5000 franków dla twórcy spadochronu. W 1911 roku wysokość nagrody została zwiększona do 10 000 franków, a dodatkowo wprowadzono wymogi, takie jak waga do 25 kg i rozmiary, pozwalające na założenie spadochronu i zajęcie miejsca kabinie samolotu. Jednym z powodów ogłoszenia konkursu były statystyki dotyczące liczby katastrof śmiertelnych wśród pionierów lotnictwa. W samym tylko 1911 roku szacuje się, że zginęło bowiem ponad 70 pilotów.

Inżynierowie i wynalazcy-amatorzy w całej Europie i Ameryce Północnej rzucili się do desek kreślarskich, próbując miniaturyzować istniejące rozwiązania lub tworzyć zupełnie nowe koncepcje. W toku prac, na szczególną uwagę zasługują spadochrony opatentowane w 1911 roku przez Gleba Kotielnikowa i wyczyny Fredericka R. Lawa, których uznaje się za twórców pionierów spadochroniarstwa. Punktem zwrotnym był dobrze udokumentowany skok Lawa z Statui Wolności w Nowym Jorku, wykonany 2 lutego 1912 roku.

W cieniu tych wynalazców swoje prace prowadził francuski krawiec Franz Reichelt. Chociaż nie był on pionierem lotnictwa i nie miał żadnego doświadczenia w dziedzinie aeronautyki, a jedynie odnoszącym sukcesy małym przedsiębiorcą, wpadł na pozornie genialny pomysł. Zamiast dodatkowego plecaka z spadochronem, chciał opracować specjalny płaszcz, który miał pełnić rolę czaszy spadochronu. Dzięki temu pilot nosiłby zwyczajny strój, który w razie potrzeby miał pełnić funkcje ratownicze. Koncepcja ta wydawała się znakomita, ale jej realizacja już nie.

„Latający Krawiec” i vêtement-parachute

Franz Reichelt urodził się 16 października 1879 roku w Wegstädtl (dzisiejsze Štětí w Czechach, wówczas część Austro-Węgier). W 1898 roku wyemigrował do Paryża, gdzie osiedlił się przy rue Gaillon 8, a w 1909 roku otrzymał francuskie obywatelstwo. Był utalentowanym rzemieślnikiem – prowadził dobrze prosperujący zakład krawiecki, obsługujący głównie zamożną klientelę austriacką odwiedzającą stolicę Francji. Jego status materialny był stabilny i wydawało się, że czeka go spokojne i dostatnie życie.

Franz Reichelt w swoim płaszczo-spadochronie przed skokiem 4 lutego 1912 roku
Franz Reichelt w swoim płaszczo-spadochronie przed skokiem 4 lutego 1912 roku

Sytuacja uległa jednak zmianie w 1910 roku. Latem Reichelt zainteresował się lotnictwem, a w szczególności kwestiami bezpieczeństwa. Czytając doniesienia prasowe na temat kolejnych wypadków pionierów awiacji, postanowił znaleźć rozwiązanie problemu bezpieczeństwa pilotów. Już pod koniec 1910 roku opracował coś w rodzaju małych skrzydeł, które miał założyć pilot przed wyskoczeniem z samolotu, a które miały umożliwić mu dolecenie do ziemi. Pomysł ten nie miał żadnego związku z dostępną ówcześnie wiedzą na temat aeronautyki, ale nie związany z lotnictwem Reichelt kompletnie to ignorował.

Początkowo Reichelt zrzucał z piątego piętra swojej kamienicy manekiny z skrzydłami, które spadały na wewnętrzny dziedziniec. Szybko dotarło do niego, że koncepcja skrzydeł jest nietrafiona. Nie zniechęciło go to jednak, a wręcz pchnęło do dalszych prac. Na początku 1911 roku postanowił opracować vêtement-parachute, czyli płaszczo-spadochron. Dzięki swoim umiejętnościom krawieckim, uznał, że odpowiednio zaprojektowany strój, będzie dalej wygodny dla noszącego, a w razie potrzeby spełni rolę „spowalniacza opadania”. Reichelt wychodził również z założenia, że w razie awarii, pilot nie będzie miał czasu niczego zakładać na siebie, więc to co miało go uratować musiał już mieć założone.

W krótkim czasie opracował specjalne ubranie z gumowanego płótna i jedwabiu, usztywnionego systemem drutów i linek, które podobno ważyło około… 70 kg. Po rozłożeniu, miało ono teoretycznie powierzchnię około 6 m². Mając gotowy projekt, przedstawił go członkom Aéro-Club de France, którzy natychmiast go odrzucili, argumentując, że przy takiej powierzchni nie było szans, aby wyhamować opadającego człowieka. Niezrażony tym, wynalazca kontynuował prace i próby, zrzucając kolejne manekiny z okna swojej kamienicy. Wszystkie rozbijały się o ziemię, co tylko potwierdzało, że koncepcja Reichelta nie ma sensu.

Franz Reichelt w swoim płaszczo-spadochronie przed skokiem 4 lutego 1912 roku
Franz Reichelt w swoim płaszczo-spadochronie przed skokiem 4 lutego 1912 roku

W toku dalszych prób udało mu się opracować jeszcze większy płaszczo-spadochron o powierzchni 12 m² i mniejszej wadze niż pierwotny projekt. Kolejne zrzucane z kamienicy manekiny rozbijały się o ziemię, a wynalazca kontynuował prace. W toku prób Reichelt pojechał do Joinville-le-Pont i sam skoczył z wieży o wysokości 8-10 m, mając na sobie swój płaszcz. Niezgodnie z jego przewidywaniami, płaszcz nie spowolnił upadku, ale uratował go stóg siana.

Niezrażony swoimi niepowodzeniami, Reichelt doszedł do wniosku, że to nie jego płaszczo-spadochron jest problemem, tylko wysokość z jakiej skacze. Była ona zbyt niska, aby spadochron się napełnił i zaczął działać. W związku z tym postanowił znaleźć znacznie wyższy obiekt do prób. Nie musiał go szukać daleko, ponieważ miał go dosłownie obok domu – Wieża Eiffla. Dzięki swojej wysokości zapewniała ona idealne warunki do prób. Niestety aby je przeprowadzić, musiał uzyskać zgodę lokalnych władz i policji, co było sporą trudnością. Nikt bowiem nie wierzył w jego projekt.

Tragiczny skok: 4 lutego 1912 roku

Aby uzyskać zgodę na skok z Wieży Eiffla, Reichelt musiał uciec się do podstępu. Prefektura Policji w Paryżu, na czele z prefektem Louisem Lépine, była niechętna wydawaniu zgód na ryzykowne ewolucje na symbolu Paryża. Reichelt zapewniał urzędników, że zamierza przeprowadzić jedynie test z użyciem manekina, co ostatecznie przekonało władze do wydania pozwolenia. W niedzielę, 4 lutego 1912 roku, krawiec przybył pod wieżę o godzinie 7:00 rano, w towarzystwie dwóch przyjaciół i operatorów kamer (w tym z wytwórni Pathé), ubrany w swój wynalazek. W porównaniu do wcześniejszych wersji, tym razem ważył on 9 kg i miał teoretyczną powierzchnię 32 m².

Atmosfera była gęsta i mroźna – temperatura wynosiła około 0°C i wiał lekki, zimny wiatr. Mimo obecności policji, która teoretycznie powinna go powstrzymać widząc, że nie ma manekina, Reichelt zdołał wejść na pierwszą platformę wieży, znajdującą się na wysokości 57 m. Jego przyjaciele (którzy początkowo byli przekonani że będzie to próba z manekinem) i obecni na miejscu stróże prawa próbowali go jeszcze odwieść od tego pomysłu, ale Reichelt był tak zdeterminowany by udowodnić swoją rację całemu światu, że nic go nie powstrzymywało.

Jeden z operatorów wszedł z nim na wieżę i filmował całe przygotowania, a drugi ustawił się na ziemi z resztą dziennikarzy, którzy chcieli obejrzeć widowisko. Wcześniej nagrano krótką prezentację stroju jeszcze na ziemi. Policja zabezpieczyła teren wokół wieży, aby zapewnić miejsce do lądowania dla skoczka. Przygotowując się do skoku Reichelt rozłożył swój strój (prawdopodobnie uznając, że nie zdąży się rozłożyć sam…) i przez około 40 sekund zwlekał ze skokiem. W końcu, o godzinie 8:22, Reichelt rzucił się do przodu. Niemal natychmiast stało się jasne, że konstrukcja zawiodła. Materiał owinął się wokół jego ciała zamiast napełnić powietrzem. Krawiec spadał jak kamień, bez żadnego oporu aerodynamicznego. Lot trwał zaledwie kilka sekund i zakończył się uderzeniem w ziemię. Na nagraniach z kronik filmowych widać, że mimo zmrożonej ziemi, w miejscu upadku powstało wgłębienie na głębokość… około 15 cm.

Służby natychmiast podbiegły do leżącego ciała, ale pomoc była zbędna. Reichelt zginął na miejscu. Ciało zostało następnie przewiezione do szpitala Necker, gdzie przeprowadzono sekcję zwłok. Co ciekawe, autopsja wykazała, że krawiec zmarł na zawał serca w trakcie spadania, jeszcze przed uderzeniem w ziemię. Stres i przerażenie w momencie, gdy zrozumiał, że spadochron nie działa, okazały się śmiertelne. Jego kręgosłup i kończyny były połamane, a czaszka pęknięta, co było wynikiem uderzenia.

Nieudana próba Franza Reichelta, chwilę przed uderzeniem w ziemię
Nieudana próba Franza Reichelta, chwilę przed uderzeniem w ziemię

Podsumowanie

Następnego dnia prasa nie miała litości. Gazety takie jak Le Petit Journal opisały wydarzenie ze szczegółami, a film ze skoku był wyświetlany w kinach, stając się makabryczną sensacją, która obiegła świat. Przeprowadzano wywiady m.in. z Louisem Lépine, który stwierdził, że był przekonany, że w próbie zostanie wykorzystany manekin i że nie wydałby zgody na próbę z osobistym udziałem Reichelta. Również przyjaciele wynalazcy powiedzieli, że dowiedzieli się o tym, że w próbie nie zostanie użyty manekin dopiero na miejscu.

Reichelt dołączył do grona lotniczych śmiałków i pionierów, którzy zginęli w pogoni za marzeniem o awiacji. Jego śmierć potwierdziła, że zaprojektowany przez niego płaszczo-spadochron nie nadawał się do użycia. Tajemnicą pozostaje motywacja Reichelta, który na każdym kroku był zniechęcany merytorycznymi argumentami. Wszyscy wskazywali mu, że przyjął błędne założenia, a do tego nie posiadał nawet podstawowej wiedzy aeronautycznej, która pozwoliłaby na zrozumienie zasad fizyki lotu. Mimo to kontynuował prace.

Najbardziej paradoksalne w tym wszystkim jest to, że wyczyn Reichelta zyskał większą popularność, niż wykonany dwa dni wcześniej w Nowym Jorku skok Fredericka R. Lawa, oraz wcześniejsze próby Kotielnikowa. Co jednak najistotniejsze, gdyby informacje o tych śmiałkach były szerzej dostępne, być może nieobracający się w kręgach lotniczych Reichelt dowiedziałby się o nich i zrezygnował ze swojego skazanego na porażkę projektu.

Chociaż idea płaszczo-spadochronu była ślepą uliczką, współcześnie w pewnym sensie powróciła, ale w zupełnie innej formie. Skoczkowie uprawiający wingsuiting noszą specjalne kombinezony umożliwiające kontrolowany lot, często z dużą prędkością. W przeciwieństwie do projektu Reichelta, ich skoki kończą się jednak otwarciem normalnego spadochronu.

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Wspieraj SmartAge.pl na Patronite
Udostępnij.

Założyciel i Redaktor Naczelny portalu SmartAge.pl. Od ponad dekady zajmuję się popularyzacją historii, ze szczególnym naciskiem na militaria, broń pancerną, lotnictwo, marynistykę oraz rozwój techniki. Współpracuję z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu.Na swoim koncie mam ponad 3000 artykułów, w tym analiz technicznych, recenzji oraz relacji. Jako fotograf specjalizuję się w fotografii lotniczej i krajobrazowej oraz reportażu z wydarzeń historycznych. W swojej pracy stawiam na jakość merytoryczną i różnorodne źródła, a także autorskie podejście, gwarantujące unikalność materiałów w dobie powtarzalnych treści.

SmartAge.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

×