Drobnicowiec SS Olza miał być pierwszym zbudowanym w Polsce pełnomorskim drobnicowcem. Jego wodowanie zaplanowano na wrzesień 1939 roku, ale wybuch II wojny światowej uniemożliwił dokończenie budowy. Statek ostatecznie zwodowali Niemcy, ale przez całą wojnę nie dokończono jego budowy. Przez wiele lat jego dalsza historia była owiana tajemnicą. Dopiero w 2015 roku dzięki przeanalizowaniu wielu nowych publikacji okazało się, że statek nie dość, że trafił do ZSRR, to jeszcze był eksploatowany aż do lat 70. jako Inguł.
Pierwszy polski pełnomorski drobnicowiec
W latach 30. znacznie wzrosło zapotrzebowanie polskiej floty handlowej na nowe statki. W związku z tym, mimo ograniczonych możliwość i niewielkiego dostępu do morza, Żeglug Polska S.A. zaczęła rozważać budowę w Polsce pełnomorskiego drobnicowca. Projekt takiej jednostki miał stworzyć mgr inż. Henryk Giełdzik, a napęd w postaci maszyny parowej systemu Lentza o mocy 800 KM miał dostarczyć Zakład Budowy Maszyn Huty „Zgoda” w Świętochłowicach. Część kształtowników stalowych zamówiono natomiast w Wielkiej Brytanii, chociaż budowę statku, który miał otrzymać nazwę SS Olza zlecono Nowej Stoczni Gdyńskiej S. A. w Gdyni.

Stępkę pod jednostkę oznaczoną numerem B-11 położono 28 sierpnia 1938 roku. Wodowanie zaplanowano na 25 września 1939 roku, a wejście do służby na marzec 1940 roku. Według planów, drobnicowiec miał mieć pojemność 1350 BRT, długość 70 m i miał osiągać prędkość około 11 węzłów. Wybuch II wojny światowej pokrzyżował plany. W tym czasie statek nie posiadał jeszcze napędu, a jego silnik cały czas znajdował się w Świętochłowicach. Mimo to, 3 września podjęto decyzję o zwodowaniu niedokończonego drobnicowca i wykorzystaniu go do zablokowania portu.
Niestety kadłub zablokował się na pochylni i mimo prób wykorzystania holownika, nie udało się go uwolnić. W kolejnych dniach kadłub został prawdopodobnie uszkodzony przez ostrzał artyleryjski albo podczas bombardowania. 8 września saperzy dodatkowo uszkodzili kadłub, aby jeszcze bardziej utrudnić jego ewentualne wykorzystani przez Niemców, którzy weszli do miasta 14 września.
Wojenne niepewne losy
Dalszy los statku jest pełen tajemnic i sprzecznych informacji, które dopiero w 2015 roku zostały częściowo uporządkowane przez Jarosława Malinowskiego i Marka Twardowskiego, którzy po długich badaniach przedstawili najbardziej prawdopodobną i opartą o różne materiały historię statku. Swoje informacje opublikowali w magazynie Okręty Wojenne nr 134 (6/2015).

Według pozyskanych przez nich informacji, Niemcy dokonali oględzin statku i uznali, że nadaje się on do dokończenia, chociaż dopiero w marcu 1940 roku podjęto decyzję o wznowieniu prac. W liście zdobyczy wojennych kadłub został opisany jako Westpreussen, a w maju 1941 roku nastąpiło jego wodowanie, ale, co istotne, bez nadania nazwy. Kadłub otrzymał tylko numer Stück-gutfrachter 36/41. Cały czas nie zainstalowano również na nim maszyny parowej, która w niekompletnym stanie pozostawała w Świętochłowicach. Warto w tym miejscu dodać, że nazwę Westpreussen otrzymał podczas wojny inny statek, w związku z czym w źródłach pojawiają się sprzeczne informacje. Prawdopodobnie Olza miała otrzymać taką nazwę, ale nigdy jej nie otrzymała i ostatecznie przyznano ją łotewskiemu statkowi Kaupo, przejętemu w Lubece w czerwcu 1941 roku.
Prace nad dokończeniem drobnicowca przeciągały się, ponieważ nadano im bardzo niski priorytet. W związku z tym 10 października 1942 roku wydano rozkaz przeholowania kadłuba do Lipawy, gdzie prace miały być dokończone. Zmiana stoczni niewiele pomogła i w 1944 roku ciężko było mówić o zakończeniu prac. W międzyczasie na wybrzeże dotarł silnik, którego dalszy los pozostaje jednak nieznany. Na pewno nie zainstalowano go na ex-Olzie. Niedoszły polski drobnicowiec trafił 21 stycznia 1945 roku do Królewca, gdzie ślad po nim zaginął.

Powojenne losy i nowe wcielenie
Mimo trwających lata prób poznania historii statku, dopiero w 2015 roku udało się ustalić, że niedokończony kadłub został przejęty przez Rosjan i przeholowany do Kłajpedy. Prawdopodobnie Rosjanie nie wiedzieli, że jest to niedoszły polski drobnicowiec. Przez lata kadłub stał w porcie i czekał na dalszy los. Ostatecznie podjęto decyzję o wykorzystaniu go do budowy statku pasażersko-towarowego i łącznikowego, który miał być wykorzystywany do transportu rybaków na Bałtyk i Morze Północne. Jednostka otrzymała nazwę Inguł.
W radzieckich dokumentach pojawiły się informacje o tym, że prace na statku dobiegły końca 1958 roku, jednak według innych dokumentów, zamontowany na nim silnik diesla powstał w 1962 roku. Mimo tych nieścisłości wiadomo, że kadłub statku mocno przebudowano z myślą o nowej roli, przez co na pierwszy rzut oka nie przypominał Olzy. Zmieniono dziób i rufę, podwyższono burty i całkowicie zmieniono układ nadbudówek.

Po zakończeniu prac, Inguł miał pojemność 1570 BRT, 73,2 m długości osiągał prędkość maksymalną 9,5 węzła. Zamiast pierwotnie planowanej maszyny parowej zainstalowano ośmiocylindrowy silnik diesla. W celu dostosowania go do roli jednostki pasażersko-towarowej, przygotowano na pokładzie pomieszczenia dla 56 pasażerów oraz 50 członków załogi.
W nowej roli Inguł był wykorzystywany aż do końca lat 60. Ostatecznie 3 czerwca 1970 roku wycofano go jednak z eksploatacji, po czym prawdopodobnie zezłomowano. Tym samym jego losy dobiegły końca. Inguł był dosyć rozpoznawalną jednostką, ale dopiero po latach udało się poznać jego historię i tym samym wypełnić luki w historii SS Olza, który miał być pierwszym polskim pełnomorskim drobnicowcem. Ostatecznie pierwszym zbudowanym w Polsce statkiem pełnomorskim stał się SS Sołdek.

Discover more from SmartAge.pl
Subscribe to get the latest posts sent to your email.