Operacja Pustynna Burza w 1991 roku, będąca bezpośrednią odpowiedzią na inwazję Iraku na Kuwejt w poprzednim roku, nie była jedynie kolejnym starciem w burzliwej historii Bliskiego Wschodu. Stanowiła punkt oddzielający erę wojen industrialnych od wojen epoki informacyjnej. Był to poligon doświadczalny, na którym zimnowojenna doktryna zderzyła się z cyfrową rewolucją, a świat po raz pierwszy obserwował działania zbrojne w czasie rzeczywistym, dzięki bezprecedensowej obecności mediów. Operacja ta, będąca logistycznym i technologicznym majstersztykiem, zdefiniowała geopolitykę regionu na kolejne dekady, a jej echa w postaci niespłaconych rachunków politycznych doprowadziły do kolejnych konfliktów na początku XXI wieku.

Geneza

Sytuacja geopolityczna Iraku w przededniu inwazji na Kuwejt wynikała bezpośrednio z wyniszczającego, ośmioletniego konfliktu z Iranem (1980–1988). Choć propaganda w Bagdadzie ogłosiła zwycięstwo, w rzeczywistości państwo Saddama Husajna wyszło z tej wojny jako gospodarczy bankrut z potężną, ale kosztowną w utrzymaniu armią. Pretendujący do miana regionalnego hegemona i „tarczy świata arabskiego” przed perskim fundamentalizmem Irak, znalazł się w pułapce zadłużenia, które dławiło wszelkie próby odbudowy kraju.

Irackie czołgi w Kuwejcie (1990)
Irackie czołgi w Kuwejcie (1990)

W 1990 roku iracka gospodarka znajdowała się w stanie agonalnym, nie mogąc się podnieść po długiej i kosztownej wojnie. Koszt wojny iracko-irańskiej szacowano na astronomiczne 400 mld dolarów (dla obu stron). Konflikt ten całkowicie wyczyścił rezerwy walutowe Bagdadu, które przed 1980 rokiem wynosiły około… 35 mld dolarów. Co gorsza, Irak zaciągnął olbrzymie pożyczki u swoich arabskich sąsiadów, głównie w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej, aby finansować swoją machinę wojenną. Całkowite zadłużenie zagraniczne Iraku szacowano na około 80 mld dolarów, z czego aż 14 mld dolarów stanowił dług wobec samego Kuwejtu. Dla Saddama Husajna konieczność spłaty tych zobowiązań była politycznie i moralnie nie do przyjęcia.

Iracki dyktator wychodził z założenia, że skoro jego armia walczyła w obronie całego Półwyspu Arabskiego przed eksportem islamskiej rewolucji Chomeiniego, to długi te powinny zostać natychmiast umorzone w ramach arabskiej solidarności. Bagdad oczekiwał nie tylko anulowania spłat, ale wręcz nowych subsydiów na odbudowę, w stylu planu Marshalla. Jednak rządzony przez emira Jabira al-Ahmad al-Jabir Al Sabaha Kuwejt, twardo domagał się zwrotu pożyczonych środków, co Husajn odebrał jako akt zdrady i gospodarczą agresję. Napięcie potęgował fakt, że zdemobilizowani weterani iraccy wracali do kraju, w którym szalała inflacja, a bezrobocie groziło wybuchem niepokojów społecznych. Saddam potrzebował pieniędzy – szybko i w dużej ilości.

Spór o pola naftowe Rumaila i oskarżenia o kradzież ropy

Osią konfliktu, poza kwestiami długu, stał się spór terytorialny i surowcowy, koncentrujący się wokół gigantycznego pola naftowego Rumaila. To złoże, jedno z największych na świecie, rozciąga się wzdłuż słabo wytyczonej pustynnej granicy iracko-kuwejckiej, przy czym jego przeważająca część (około 90%) znajduje się po stronie irackiej. W związku z tym, w lipcu 1990 roku retoryka Bagdadu zaostrzyła się drastycznie, co miało pomóc w wymuszeniu na Kuwejcie uległości. Irak oficjalnie oskarżył Kuwejt o stosowanie techniki tzw. „wierceń ukośnych”. Według irackich inżynierów i polityków, Kuwejtczycy mieli instalować wieże wiertnicze po swojej stronie granicy, ale wiercić pod kątem, wchodząc w irackie złoża i „kradnąc” ropę. Wartość rzekomo zagrabionego surowca Irak oszacował na 2,4 mld dolarów.

Należące do Kuwejtu czołgi M-84
Należące do Kuwejtu czołgi M-84

Równolegle toczyła się brutalna wojna cenowa w ramach organizacji OPEC. Kuwejt oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, łamiąc ustalone limity wydobycia, zalewały rynek ropą, co doprowadziło do drastycznego spadku cen surowca – w pewnym momencie baryłka ropy kosztowała zaledwie 10–12 dolarów. Dla Iraku, którego budżet opierał się niemal wyłącznie na eksporcie ropy, każdy utracony przez tak niskie ceny dolar, oznaczał utratę miliardów dolarów rocznie. Saddam Husajn uznał to za celowe działanie mające na celu zniszczenie irackiej gospodarki. W oczach Bagdadu, nadprodukcja ropy przez Kuwejt była de facto aktem wojny ekonomicznej, inspirowanej przez Stany Zjednoczone.

Chociaż kontynuowano negocjacje i rozmowy dyplomatyczne, Husajn coraz bardziej skłaniał się ku siłowemu rozwiązaniu problemu. Mając cały czas potężną i przeszkoloną w wojnie z Iranem armię, iracki dyktator wiedział, że posiada środki siłowe, którym ani Kuwejt, ani inne państwa w regionie nie mogą się równać. Oczywiście kolejna wojna sama w sobie nie była korzystna, ale skoro działania dyplomatyczne nie przynosiły efektów, Husajn uznał, że należy być gotowym na wszystko.

Nieudane negocjacje w Dżudda i decyzja Saddama Husajna o ataku

Ostatnią szansą na dyplomatyczne rozwiązanie sporu było spotkanie w Dżudda w Arabii Saudyjskiej, które odbyło się 31 lipca 1990 roku, zaledwie dwa dni przed inwazją. Delegacji irackiej przewodził wiceprzewodniczący Rady Dowództwa Rewolucji, Izzat Ibrahim al-Douri, natomiast stronę kuwejcką reprezentował następca tronu, szejk Saad Al-Abdullah Al-Salim Al-Sabah. Atmosfera rozmów była jednak lodowata. Irak postawił ultimatum: całkowite umorzenie długów oraz wypłata 10 mld dolarów odszkodowania za utracone zyski z ropy. Kuwejtczycy, nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji lub licząc na protekcję USA, odrzucili te żądania, oferując jedynie symboliczną pomoc finansową (według różnych źródeł około 9 mld dolarów, ale w formie pożyczki, nie darowizny, co dla Iraku było nie do przyjęcia).

Amerykańskie F-15E Eagle w Arabii Saudyjskiej
Amerykańskie F-15E Eagle w Arabii Saudyjskiej

Fiasko rozmów w Dżudda przypieczętowało los Kuwejtu. Saddam Husajn doszedł do wniosku, że jedynie siłowe przejęcie bogactw sąsiada rozwiąże problemy finansowe Iraku. Istotnym elementem tej układanki była również fatalna pomyłka w ocenie reakcji Stanów Zjednoczonych. Po spotkaniu z amerykańską ambasador April Glaspie (25 lipca 1990 roku), Saddam odniósł mylne wrażenie, że USA nie mają zamiaru interweniować w „wewnątrzarabskie spory graniczne”. Zmotywowało to Husajna do podjęcia decyzji o ataku.

Inwazja na Kuwejt

Decyzja o inwazji zapadła błyskawicznie, a jej realizacja miała charakter klasycznego uderzenia wyprzedzającego, obliczonego na postawienie świata przed faktami dokonanymi. Saddam Husajn, wierząc w bierność Stanów Zjednoczonych i paraliż decyzyjny państw arabskich, uruchomił machinę wojenną, która pod względem liczebności i siły ognia nie miała sobie równych w regionie. Operacja ta, choć militarnie zakończona sukcesem w ciągu niespełna dwóch dni, stała się początkiem strategicznego koszmaru dla Iraku. To, co miało być szybkim skokiem na kasę sąsiada, przekształciło się w katalizator globalnej koalicji.

W momencie ataku dysproporcja sił była olbrzymia. Irak rzucił do walki elitarne jednostki Gwardii Republikańskiej, zaprawione w bojach wojny z Iranem. Trzon uderzenia stanowiły dywizje pancerne „Hammurabi” i „Medina” oraz dywizja zmechanizowana „Tawakalna”. Łącznie w pierwszej fali inwazji wzięło udział około 88 000 żołnierzy (według niektórych źródeł liczba ta szybko wzrosła do 140 000), wspieranych przez prawie 700 czołgów i setki bojowych wozów piechoty. Była to siła zdolna zgnieść każdą obronę w regionie, działająca według radzieckiej doktryny zmasowanego uderzenia pancernego.

Naprzeciw tej potęgi stały Siły Zbrojne Kuwejtu, liczące zaledwie około 16 000 żołnierzy. Choć kuwejcki sprzęt był nowoczesny – wojska lądowe dysponowały m.in. czołgami M-84 i brytyjskimi czołgami Chieftain, a siły powietrzne samolotami Mirage F1 i Douglas A-4 Skyhawk – armia ta nie była przygotowana do pełnoskalowej wojny obronnej przeciwko Irakowi. Kuwejcki system dowodzenia nie został w pełni postawiony w stan gotowości, a wiele jednostek miało niepełne stany osobowe z powodu okresu wakacyjnego. Analitycy wojskowi zwracają uwagę, że Kuwejtczycy liczyli na odstraszanie polityczne, a nie na realną obronę granic. W starciu z irackim walcem pancernym, nieliczne i rozproszone oddziały kuwejckie były skazane na zagładę, mimo wykazania się lokalnym bohaterstwem.

Amerykańska latająca cysterna KC-135R Stratotanker tankująca myśliwiec F-14A Tomcat
Amerykańska latająca cysterna KC-135R Stratotanker tankująca myśliwiec F-14A Tomcat

Przebieg inwazji

Inwazja rozpoczęła się w nocy z 1 na 2 sierpnia 1990 roku o godzinie 2:00. Irackie kolumny pancerne przekroczyły granicę, kierując się prosto na stolicę – Kuwejt (miasto). Główne uderzenie poprowadzono wzdłuż autostrady nr 80. Iraccy komandosi przeprowadzili desant ze śmigłowców Mi-8 i Mi-25 na kluczowe punkty miasta, w tym na budynki rządowe i medialne. Opór był chaotyczny, ale zacięty. Najsłynniejszym epizodem stała się bitwa o pałac Dasman, siedzibę Emira. Gwardia Emira, wspierana przez nieliczne pojazdy pancerne, stawiała opór irackim siłom specjalnym przez kilka godzin. Warto dodać, że celem Saddama było schwytanie rodziny królewskiej, co dałoby mu potężną kartę przetargową.

Plan ten jednak zawiódł. Emir Jabir al-Ahmad al-Jabir Al Sabah oraz większość rządu zdołali ewakuować się do Arabii Saudyjskiej w ostatnich chwilach przed zamknięciem pierścienia okrążenia. W pałacu pozostał jednak przyrodni brat Emira, szejk Fahad Al-Ahmed Al-Jaber Al-Sabah, który zginął z bronią w ręku, broniąc rezydencji. Jego ciało zostało później zbezczeszczone przez irackich żołnierzy, co stało się symbolem brutalności inwazji.

Równocześnie z walkami lądowymi, kuwejckie lotnictwo zdołało poderwać maszyny z baz Ali Al Salem i Ahmed Al Jaber. Piloci wykonali kilkadziesiąt lotów bojowych, zestrzeliwując kilka irackich śmigłowców, po czym, w obliczu braku amunicji i zajęcia pasów startowych, uciekli do Arabii Saudyjskiej i Bahrajnu. Do południa 2 sierpnia Kuwejt był w praktyce pod pełną kontrolą Iraku, a 8 sierpnia ogłoszono jego aneksję jako „19. prowincji Iraku”.

Formacja samolotów koalicji antyirackiej (od lewej francuski F-1C Mirage, katarski F-1 Mirage, amerykański F-16C Fighting Falcon katarski Alpha Jet, i kanadyjski CF/A-18A Hornet)
Formacja samolotów koalicji antyirackiej (od lewej francuski F-1C Mirage, katarski F-1 Mirage, amerykański F-16C Fighting Falcon katarski Alpha Jet, i kanadyjski CF/A-18A Hornet)

Reakcja świata

Reakcja społeczności międzynarodowej była bezprecedensowa w swojej szybkości i jednomyślności, co całkowicie zaskoczyło Saddama Husajna. Zamiast spodziewanej obojętności, świat zareagował furią. Już w dniu inwazji, 2 sierpnia 1990 roku, Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła Rezolucję 660, potępiającą agresję i żądającą natychmiastowego wycofania wojsk irackich. Cztery dni później, 6 sierpnia, przyjęto Rezolucję 661, nakładającą na Irak totalne embargo gospodarcze. Kluczową rolę odegrały tu Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Również pogrążony w wewnętrznych problemach i rozpadający się Związek Radziecki nie próbował stanąć po stronie Iraku.

Jednak najbardziej dotkliwym ciosem dla Bagdadu nie były potępienia dyplomatyczne, lecz błyskawiczna operacja finansowa. W ciągu kilkunastu godzin od inwazji, rządy państw zachodnich, w ścisłej współpracy z uciekającym rządem Kuwejtu, zamroziły kuwejckie i irackie aktywa na całym świecie. Saddam Husajn, licząc na przejęcie kuwejckich rezerw złota i miliardów dolarów na kontach zagranicznych, pozostał praktycznie z niczym. Irackie wojska zdołały wywieźć z Banku Centralnego Kuwejtu sztaby złota i gotówkę o wartości zaledwie około 1 mld dolarów, co było kroplą w morzu potrzeb. Główne zasoby finansowe Kuwejtu, ulokowane w zachodnich bankach i funduszach inwestycyjnych (szacowane na ponad 100 mld dolarów), pozostały poza zasięgiem dyktatora. W rezultacie, inwazja mająca uratować Irak przed bankructwem, odcięła go od światowych rynków i wpędziła w jeszcze głębszą izolację gospodarczą, a także problemy finansowe.

Obawy Arabii Saudyjskiej

W pierwszych dniach po inwazji na Kuwejt, sytuacja w regionie stała się krytyczna. Iracka armia, upojona łatwym zwycięstwem, stanęła u bram Prowincji Wschodniej Arabii Saudyjskiej, gdzie znajdują się kluczowe pola naftowe królestwa. Co gorsza, wywiad satelitarny USA dostarczył zdjęcia pokazujące irackie dywizje pancerne w formacji ofensywnej, gotowe do dalszego marszu na południe. Przejęcie saudyjskich złóż dałoby Saddamowi kontrolę nad blisko 45% światowych zasobów ropy, czyniąc go globalnym dyktatorem energetycznym.

Amerykańskie armato-haubice M110
Amerykańskie armato-haubice M110

Istotne było również to, że Arabia Saudyjska, mimo posiadanych zasobów, nie dysponowała siłami zbrojnymi zdolnymi do powstrzymania ewentualnej inwazji Iraku. Mając tego pełną świadomość, Saddam zaczął przygotowywać grunt do kolejnej inwazji. Atakował władze Arabii Saudyjskiej i krytykował je za współpracę z USA, stwierdzając, że są „niegodne sprawowania opieki nad świętymi miastami w  Mekce i Medynie”.

W zaistniałej sytuacji, prezydent USA, George H.W. Bush wysłał do Dżuddy sekretarza obrony Dicka Cheneya, aby przekonał króla Fahda do przyjęcia amerykańskiej pomocy wojskowej. Decyzja ta nie była dla Saudyjczyków łatwa – obecność tysięcy „niewiernych” żołnierzy na świętej ziemi islamu (blisko Mekki i Medyny) niosła ze sobą olbrzymie ryzyko polityczne i religijne, co zresztą później stało się paliwem dla narracji Osamy bin Ladena. Król Fahd, widząc realne zagrożenie dla istnienia swojej dynastii, wyraził zgodę na amerykańską pomoc.

7 sierpnia 1990 roku rozpoczęła się operacja „Desert Shield”, której celem było przerzucenie do Arabii Saudyjskiej amerykańskich oddziałów. Początkowo miały one być zabezpieczeniem na wypadek irackiej inwazji, ale wraz z aneksją Kuwejtu cel operacji uległ zmianie na odbicie podbitych terenów. Zmiana ta pociągnęła za sobą potrzebę całkowitej zmiany podejścia ze strony Stanów Zjednoczonych.

Budowa Koalicji

W tle stopniowego zbierania sił, toczyła się zakrojona na szeroką skalę i skomplikowana gra dyplomatyczna. Administracja Busha, a w szczególności Sekretarz Stanu James Baker, postawiła sobie za cel zbudowanie szerokiej koalicji międzynarodowej, aby uniknąć oskarżeń o zachodni imperializm. Ostatecznie w skład sił sojuszniczych weszły 34 państwa. Obok tradycyjnych sojuszników z NATO, takich jak Wielka Brytania (która pod rządami Margaret Thatcher, a potem Johna Majora, była najwierniejszym partnerem USA) czy Francja, kluczowe było pozyskanie państw arabskich. To był dyplomatyczny majstersztyk – udało się przekonać do współpracy nawet Syrię rządzoną przez Hafeza al-Assada, który, choć był dyktatorem i sojusznikiem ZSRR, nienawidził Saddama Husajna.

Zdobyty iracki T-72
Zdobyty iracki T-72

Udział wojsk arabskich – egipskich, syryjskich, saudyjskich, katarskich czy omańskich – miał fundamentalne znaczenie polityczne. Pozwalał on przedstawić konflikt nie jako „Zachód kontra Islam”, ale jako „Świat (w tym Arabowie) kontra agresor”. Egipt wysłał dwie dywizje, a Syria jedną dywizję (która miała pełnić jedynie zadania obronne). Każdy kraj wnosił coś innego: Czechosłowacja wysłała jednostki ochrony przeciwchemicznej, Polacy okręty i służby medyczne, a Francuzi lekką dywizję „Daguet”, idealną do operowania na skrzydłach. Była to największa koalicja wojskowa od czasów II wojny światowej, zjednoczona w jednym, jasnym celu: egzekucją rezolucji ONZ. 29 listopada 1990 roku ONZ przyjęło Rezolucję 678, która była ultimatum dla Iraku. Zgodnie z jej zapisami, oddziały irackie miały opuścić Kuwejt do 15 stycznia 1991 roku. Ponadto rezolucja dawała prawo do użycia wszelkich niezbędnych środków, aby wprowadzić w życie postanowienia wcześniejszej Rezolucji 660.

Bardzo istotną kwestią było sfinansowanie całej operacji. Co ciekawe, cała operacja od przygotowań do późniejszej inwazji była jednym z nielicznych konfliktów w historii USA, który nie obciążył znacząco amerykańskiego podatnika, a według niektórych analityków wręcz przyniósł krótkoterminowy zysk księgowy. Całkowity koszt operacji Desert Shield i Desert Storm oszacowano na około 61 mld dolarów (współcześnie około 140 mld dolarów). Dzięki skutecznej „dyplomacji czekowej”, Stany Zjednoczone zdołały przerzucić większość tego ciężaru na sojuszników. Bezpośredni koszt poniesiony przez budżet USA wyniósł ostatecznie jedynie około 7 mld dolarów.

Głównymi płatnikami byli ci, którzy najbardziej zyskiwali na stabilności regionu i bezpieczeństwie dostaw ropy. Arabia Saudyjska i Kuwejt (rząd na uchodźstwie) pokryły istotną część wydatków, przekazując łącznie ponad 36 mld dolarów w gotówce oraz w formie darmowego paliwa, żywności i zakwaterowania dla wojsk. Specyficzną rolę odegrały Japonia i Niemcy. Oba te kraje, ze względu na konstytucyjne ograniczenia pacyfistyczne narzucone po II wojnie światowej, nie mogły wysłać wojsk do działań ofensywnych. W zamian za to stały się głównymi sponsorami operacji – Japonia przekazała około 13 mld dolarów, a Niemcy ponad 6 mld dolarów. Był to pierwszy przypadek tak jawnego i sformalizowanego outsourcingu kosztów wojny w nowożytnej historii, co pozwoliło USA na prowadzenie działań zbrojnych bez ryzyka destabilizacji własnej gospodarki.

Amerykańskie F-117 Nighthawk jeszcze w USA przed przerzutem do Arabii Saudyjskiej
Amerykańskie F-117 Nighthawk jeszcze w USA przed przerzutem do Arabii Saudyjskiej

Zbieranie sił

Pierwszymi jednostkami, które wylądowały w bazie w Dhahranie w Arabii Saudyjskiej, byli żołnierze 82. Dywizji Powietrznodesantowej. Chociaż nie były to siły zdolne do przeciwstawienia się ewentualnej irackiej inwazji, miały pełnić rolę straszaka. Gdyby Saddam Husajn zaatakował w sierpniu lub wrześniu, amerykańscy spadochroniarze zostaliby zmasakrowani, a Arabia Saudyjska utracona. Był to moment największego ryzyka dla USA, jednak blef zadziałał, a obecność amerykańskich oddziałów powstrzymała irackiego dyktatora przed dalszą ekspansją, wyznaczając symboliczną, a wkrótce militarną, „linię na piasku”.

Gdy decyzje polityczne zapadły, ruszyła gigantyczna machina logistyczna. Amerykańskie Dowództwo Transportu (USTRANSCOM) uruchomiło most powietrzny łączący bazy w USA i Europie z Półwyspem Arabskim. Samoloty takie jak Lockheed C-5 Galaxy i C-141 Starlifter lądowały w saudyjskich bazach średnio co kilka minut, 24 godziny na dobę, przez kilka miesięcy. Szybko okazało się jednak, że dostępne środki nie wystarczą do szybkiego przerzucenia wszystkich sił. W tej sytuacji sięgnięto po rezerwy cywilne w ramach programu CRAF (ang. Civil Reserve Air Fleet). Dzięki temu przetransportowano ponad 500 000 żołnierzy oraz tysiące ton najbardziej priorytetowego zaopatrzenia.

Ciężki sprzęt – czołgi, bojowe wozy piechoty, artyleria i zapasy amunicji – musiał dotrzeć drogą morską. Również i w tym przypadku szybko okazało się, że zdolności transportowe amerykańskiej floty są niewystarczające. W związku z tym ponownie sięgnięto po rezerwy w ramach RRF (ang. Ready Reseve Fleet). Wykorzystano również osiem potężnych okrętów transportowych typu Algol, które przewiozły 13% całego sprzętu. Skala operacji była niewyobrażalna: do regionu dostarczono łącznie ponad 12 mln ton sprzętu i zaopatrzenia. Aby zobrazować tę skalę: armia Koalicji zużywała dziennie tyle wody i paliwa, ile wynosi zapotrzebowanie średniej wielkości amerykańskiego miasta. Zbudowanie od zera infrastruktury – miasteczek namiotowych, szpitali polowych, rurociągów i składów amunicji na pustyni – było kluczowym czynnikiem, który umożliwił późniejsze zwycięstwo.

Lockheed C-141 Starlifter
Lockheed C-141 Starlifter

Gdy wojska Koalicji zbierały się w Arabii Saudyjskiej i przygotowywały się do ewentualnego ataku, w Iraku trwały przygotowania do obrony zajętych terenów. Na Bliskim Wschodzie zbierały się dwa potężne ugrupowania, które reprezentowały nie tylko wrogie obozy polityczne, ale przede wszystkim dwie zupełnie różne epoki prowadzenia wojen. Z jednej strony okopana, statyczna i masowa armia iracka, będąca szczytowym osiągnięciem radzieckiej doktryny wojennej lat 70., opierająca się na liczbach i fortyfikacjach. Z drugiej strony – siły Koalicji, które stawiały na precyzję, informację i manewrowość. To starcie miało zweryfikować, czy jakość i technologia są w stanie pokonać „ilość”, która według stalinowskiej maksymy, sama w sobie jest jakością.

Uzbrojenie i siły zbrojne Iraku

W momencie wygaśnięcia ultimatum ONZ, Irak dysponował machiną wojenną, która pod względem liczb budziła uzasadniony lęk planistów Koalicji. Nazywana przez media „czwartą armią świata”, siła ta była produktem dekady nieustannej militaryzacji i doświadczeń wyniesionych z krwawej wojny z Iranem. Jednakże za potężnymi liczbami kryły się głębokie problemy strukturalne i technologiczne. Armia Saddama Husajna była potęgą epoki industrialnej, przygotowaną do statycznej wojny na wyczerpanie, a nie do dynamicznej wojny manewrowej w realiach nowoczesnego pola walki.

Świadom przewagi Koalicji, Husajn oparł swoją strategię obronną na zamienieniu granicy kuwejcko-saudyjskiej w twierdzę nie do przebycia, znaną jako „Saddam Line”. Inżynierowie iraccy w ciągu kilku miesięcy wznieśli gigantyczny system umocnień ziemnych, rozciągający się na setki kilometrów. Składał się on z wysokich wałów piaskowych, mających zatrzymać czołgi, oraz głębokich rowów przeciwczołgowych. Najbardziej przerażającym elementem tych umocnień były tzw. „rowy ogniowe” – system kanałów wypełnionych ropą naftową, które w momencie ataku miały zostać podpalone, tworząc ścianę ognia i dymu, niemożliwą do przebycia dla piechoty i oślepiającą termowizory pojazdów pancernych. Za tą linią rozpościerały się jedne z największych i najgęstszych pól minowych w historii wojen. Szacuje się, że Irakijczycy rozmieścili ponad 500 000 min, łącząc proste miny talerzowe z zaawansowanymi, trudnymi do wykrycia minami włoskiej i radzieckiej produkcji. Całość systemu była kryta przez zmasowany ogień artylerii.

Zniszczony iracki czołg rodziny T-55
Zniszczony iracki czołg rodziny T-55

Siły lądowe

Szacuje się, że w styczniu 1991 roku pod bronią znajdowało się łącznie od 900 000 do 1 000 000 żołnierzy irackich, zorganizowanych w ponad 60 dywizji. W samym Kuwejckim Teatrze Działań Wojennych wywiad Koalicji identyfikował zgrupowanie liczące około 545 000 żołnierzy. Siły te były jednak drastycznie podzielone pod względem jakości.

Elitę stanowiła Gwardia Republikańska, licząca 8 dywizji (w tym dywizje pancerne „Hammurabi” oraz „Medina” i zmechanizowana „Tawakalna”), wyposażona w najlepszy sprzęt, dobrze opłacana i fanatycznie lojalna wobec dyktatora. Poniżej w hierarchii znajdowała się Armia Regularna, składająca się w dużej mierze z poborowych, często weteranów zmęczonych poprzednią wojną, których morale było niskie, a wyszkolenie schematyczne. Na samym dnie drabiny znajdowała się Armia Ludowa – słabo uzbrojona milicja, pełniąca funkcje porządkowe, której wartość bojowa była bliska zeru. Podział ten sprawiał, że w rzeczywistości Saddam dowodził dwiema różnymi armiami.

Irak posiadał jedne z największych oddziałów pancernych na świecie, liczące około 5500 czołgów. Jednakże jakość tego arsenału również była bardzo nierówna. Najnowocześniejszymi czołgami, stanowiącymi wyposażenie Gwardii Republikańskiej, były radzieckie T-72 (w wersjach M i M1) oraz ich licencyjna kopia montowana w Iraku„Asad Babil”. Irak posiadał ich około 1000 sztuk. Czołgi te były jednak pojazdami eksportowymi, pozbawiony pancerza kompozytowego najnowszej generacji i zaawansowanej optyki, którą dysponowały wersje radzieckie. Brakowało również nowoczesnej amunicji. Pozostałe 4500 czołgów stanowiły starsze konstrukcje radzieckie (T-62, T-55) oraz ich chińskie kopie (Type 59, Type 69). Wozy te, pamiętające technologicznie lata 50. i 60., nie posiadały skutecznych systemów kierowania ogniem, noktowizji pasywnej ani odpowiedniej stabilizacji dział, pozwalającej na skuteczny ogień w ruchu.

Zniszczone irackie T-55 w Kuwejcie
Zniszczone irackie T-55 w Kuwejcie

Wsparcie dla czołgów zapewniała gigantyczna flota pojazdów opancerzonych, licząca około 7500 sztuk. Trzon stanowiły radzieckie bojowe wozy piechoty BMP-1 i nowocześniejsze BMP-2 (około 1500 sztuk, głównie w Gwardii), a także tysiące transporterów opancerzonych BTR-60, MT-LB i chińskich YW-531. Mimo tak dużej liczby pojazdów, większość irackiej piechoty w Kuwejcie była de facto piechotą statyczną, okopaną w systemie umocnień i pozbawioną realnej mobilności operacyjnej.

Najgroźniejszym elementem irackich sił lądowych, który budził realny respekt dowódców Koalicji, była artyleria. Irak dysponował ponad 3000 środkami artyleryjskimi kalibru powyżej 100 mm oraz ponad 200 wieloprowadnicowymi wyrzutniami rakietowymi. Co istotne, w tym aspekcie Irakijczycy posiadali przewagę zasięgu nad standardową artylerią NATO. Dzięki współpracy z inżynierem Geraldem Bullem, Irak pozyskał potężne haubicoarmaty holowane kalibru 155 mm: południowoafrykańską G5 oraz austriacką GHN-45. Ich zasięg, przy użyciu amunicji z gazogeneratorem (ERFB-BB), dochodził do 39 km, co znacznie przewyższało zasięg amerykańskich haubic M109A2/A3 (około 24 km). W zakresie artylerii rakietowej Irak dysponował brazylijskimi systemami ASTROS II (SS-30/SS-40/SS-60), zdolnymi do rażenia celów obszarowych na dystansie do 60 km, oraz rodzimymi modyfikacjami radzieckich Gradów. Dopełnieniem tych sił były setki radzieckich haubic samobieżnych 2S1 Goździk i 2S3 Akacja, a także francuskie działa AuF1 GCT.

W doktrynie wojennej Saddama Husajna, w obliczu słabości własnego lotnictwa, kluczową rolę „długiego ramienia” odgrywały ponadto wojska rakietowe. Nie była to broń precyzyjna, lecz broń o znaczeniu strategiczno-psychologicznym, mająca przenieść wojnę do miast przeciwnika. Irak dysponował dwoma głównymi typami systemów: taktycznymi FROG-7 oraz operacyjno-strategicznymi SCUD.

Zniszczony pojazd transportowy rakiet przeciwlotniczych systemu SA-6 na ciężarówce ZiŁ-131
Zniszczony pojazd transportowy rakiet przeciwlotniczych systemu SA-6 na ciężarówce ZiŁ-131

Na szczeblu dywizyjnym i korpusu podstawą były zestawy 9K52 Luna-M (w kodzie NATO: FROG-7). Były to proste, niekierowane rakiety na paliwo stałe o zasięgu do 70 km, montowane na podwoziu kołowym ZIŁ-135. Irak posiadał około 25–30 wyrzutni i kilkaset pocisków tego typu. Choć ich celność była niska (rozrzut rzędu 500-700 m), głowica o wadze blisko 500 kg czyniła z nich groźną broń przeciwko zgrupowaniom wojsk (np. obozom logistycznym) oraz miastom w strefie przyfrontowej.

Prawdziwym postrachem regionu były jednak rakiety balistyczne wywodzące się z radzieckiego systemu R-17 Elbrus (NATO: SCUD-B). Standardowy SCUD miał zasięg 300 km, co pozwalało razić cele w Iranie, ale nie sięgał Tel Awiwu czy Rijadu. Iraccy inżynierowie dokonali jednak modyfikacji tych pocisków, łącząc zbiorniki paliwa z trzech rakiet i tworzyli dwie o zwiększonym zasięgu. Tak powstały pociski:

  • Al-Hussein: Zasięg zwiększony do 650 km kosztem zmniejszenia głowicy bojowej z 1000 kg do około 500 kg.
  • Al-Abbas: Wersja o zasięgu do 900 km, jednak skrajnie niestabilna aerodynamicznie i o symbolicznej celności.

Irak dysponował flotą mobilnych wyrzutni, zarówno oryginalnych radzieckich MAZ-543, jak i lokalnych modyfikacji na podwoziach cywilnych ciężarówek (np. Saab-Scania), nazwanych Al-Waleed. Obsługa tych wyrzutni miała działać według zasady „wystrzel i uciekaj”, co okazało się niezwykle skuteczne. Mimo tysięcy lotów bojowych Koalicji w ramach „Wielkiego Polowania na SCUD-y”, oficjalne raporty powojenne sugerują, że lotnictwo nie zniszczyło ani jednej mobilnej wyrzutni w sposób potwierdzony. Choć militarna skuteczność tych rakiet była znikoma (duży błąd trafienia i często rozpadanie się rakiet przy wejściu w atmosferę), ich rola polityczna – terroryzowanie Izraela i Arabii Saudyjskiej – była olbrzymia.

Zniszczony samochód pancerny BRDM-2 i ciężarówka W-50 LA/A
Zniszczony samochód pancerny BRDM-2 i ciężarówka W-50 LA/A

Iracka doktryna zakładała wykorzystanie tej potęgi ogniowej do stworzenia „stref śmierci” przed liniami obronnymi, nasycając teren pociskami odłamkowymi i rakietowymi. Jednakże brak nowoczesnych radarów artyleryjskich i zintegrowanego systemu dowodzenia sprawiał, że ten potężny młot był w dużej mierze ślepy, szczególnie w nocy i przy braku panowania w powietrzu.

Siły powietrzne

Irackie Siły Powietrzne na papierze stanowiły szóstą siłę lotniczą świata, dysponującą ponad 750 samolotami bojowymi, operującymi z 24 baz lotniczych i 32 lądowisk rezerwowych. W ich arsenale znajdowały się nowoczesne myśliwce MiG-29 i Mirage F1, zdolne do walki z maszynami zachodnimi, a także szybkie i latające na wysokim pułapie MiG-25 Foxbat. Ponadto Irak posiadał liczne myśliwce MiG-21 i Chengdu J-7, MiG-19 i Shenyang J-6, samoloty szturmowe Su-25, Su-24, Su-22, Su-20, Su-7 oraz wiele innych maszyn. W Iraku znajdowały się 594 wzmocnione schrony dla samolotów bojowych. Irakijscy piloci byli doświadczeni, mając za sobą osiem lat wojny z Iranem, choć ich szkolenie było schematyczne i sztywne, co w starciu z elastyczną taktyką NATO miało okazać się zgubne. Kluczowym problemem sił powietrznych była niska gotowość operacyjna wielu maszyn oraz brak zaawansowanych systemów walki elektronicznej.

Prawdziwym kręgosłupem irackiej obrony przeciwlotniczej nie były jednak samoloty, lecz zintegrowany system obrony powietrznej znany jako Kari (nazwa ta była odwróconym zapisem słowa Irak w języku francuskim). System został zaprojektowany i zbudowany przez francuski koncern Thomson-CSF na początku lat 80. Był to wysoce scentralizowany, sterowany komputerowo system dowodzenia, łączący radary wczesnego ostrzegania, centra operacyjne oraz wyrzutnie rakiet ziemia-powietrze (od starszych S-75 Dwina i S-125 Newa, po nowsze Kub i francuskie Roland). Kari był potężny, ale miał jedną fatalną wadę – hierarchiczną strukturę. Zniszczenie głównych węzłów dowodzenia w Bagdadzie groziło paraliżem całej sieci i oślepieniem poszczególnych baterii przeciwlotniczych. Irak posiadał około 16 000 różnych rakietowych systemów przeciwlotniczych, oraz 8500 konwencjonalnych dział przeciwlotniczych (stacjonarnych i mobilnych).

Zniszczony iracki MiG-29
Zniszczony iracki MiG-29

Broń chemiczna

Największą niewiadomą i źródłem panicznego strachu wśród żołnierzy Koalicji (oraz cywilów w Izraelu i Arabii Saudyjskiej) był iracki arsenał broni masowego rażenia. Saddam Husajn udowodnił już swoją bezwzględność, używając gazów bojowych przeciwko Irańczykom oraz własnym obywatelom w Halabdży (w 1988 roku). Wywiad szacował, że Irak posiada tysiące ton bojowych środków chemicznych, w tym gazu musztardowego, oraz środków paralityczno-drgawkowych: Sarinu, Tabunu i najgroźniejszego VX. Istniały również uzasadnione obawy o posiadanie broni biologicznej, w tym wąglika (Anthrax) i toksyny botulinowej.

Zagrożenie to wymusiło na Koalicji podjęcie drastycznych środków prewencyjnych. Żołnierze zostali zaszczepieni (często eksperymentalnymi preparatami) przeciwko wąglikowi i przyjmowali tabletki z bromkiem pirydostygminy (PB), mające chronić układ nerwowy przed skutkami ataku chemicznego. Operowanie w temperaturach przekraczających 40°C w pełnych kombinezonach ochronnych MOPP (ang. Mission Oriented Protective Posture) było fizyczną udręką i drastycznie obniżało efektywność bojową jednostek.

Saddam Husajn cały czas groził, że „spali połowę Izraela” i uczyni pustynię cmentarzyskiem. Pytanie brzmiało więc nie „czy”, ale „kiedy” użyje broni chemicznej, przenoszonej przez rakiety SCUD lub wystrzeliwanej w pociskach artyleryjskich. Ta psychologiczna presja była integralną częścią irackiej strategii odstraszania.

Zniszczony iracki czołg rodziny T-55
Zniszczony iracki czołg rodziny T-55

Uzbrojenie i siły zbrojne Koalicja

Podczas gdy iracka machina wojenna opierała się na masie i fortyfikacjach rodem z połowy XX wieku, siły Koalicji – zdominowane przez USA, Wielką Brytanię i Francję – wnosiły na pole walki nową jakość. Była to pierwsza w historii armia w pełni zintegrowana cyfrowo, która zakładała ścisłą koordynację działań lądowych i powietrznych w celu rażenia przeciwnika na całej głębokości jego ugrupowania.

Iracka strategia zakładała, że głęboka pustynia jest barierą naturalną, niemożliwą do przebycia dla dużych formacji bez gubienia orientacji. System GPS zburzył to założenie. Choć wojskowych odbiorników było za mało (około 5000 sztuk), armia USA zakupiła tysiące cywilnych urządzeń. Dzięki nim oddziały Koalicji mogły manewrować na pustyni z dokładnością do kilku metrów, wykonując słynny „Lewy Sierpowy” w terenie, którego Irakijczycy nawet nie bronili.

Siły lądowe

Na lądzie Koalicja zgromadziła około 950 000 żołnierzy, w tym potężny VII Korpus USA oraz brytyjską 1. Dywizję Pancerną. Siły te dysponowały technologiczną przewagą, która w praktyce eliminowała iracką przewagę liczebną. Amerykańskie czołgi podstawowe M1A1 Abrams były dla irackich czołgistów praktycznie niezniszczalne. Wyposażone w pancerz kompozytowy ze zubożonym uranem, wytrzymywała bezpośrednie trafienia z irackich T-72 z dowolnej odległości. Z kolei ich działa kalibru 120 mm, strzelające pociskami podkalibrowymi M829A1 „Silver Bullet” (również z rdzeniem ze zubożonego uranu), przebijały irackie pancerze z dystansu ponad 3000 m – daleko poza zasięgiem skutecznym przeciwnika. Podobnie skuteczne okazały się brytyjskie czołgi Challenger 1, które zanotowały rekordowe trafienie, zakończone zniszczeniem celu z odległości 4700 m (według niektórych źródeł nawet 5100 m). Dzięki zaawansowanej termowizji (systemy TIS w czołgach Abrams i FLIR w śmigłowcach Apache), wojska Koalicji widziały sygnatury cieplne irackich pojazdów przez dym, pył i całkowitą ciemność. Irakijczycy, dysponujący przestarzałymi aktywnymi noktowizorami (wymagającymi podświetlania reflektorem podczerwieni, co zdradzało ich pozycję), byli w nocy bezbronni.

Amerykańskie M1A1 Abrams
Amerykańskie M1A1 Abrams

Choć w mediach królowały sylwetki Abramsów i Challengerów, ciężar walki w wielu kluczowych sektorach spoczywał na barkach starszych konstrukcji, które w rękach wyszkolonych załóg okazały się śmiertelnie skuteczne. Najważniejszą rolę odegrały czołgi M60A1 RISE (Passive) oraz M60A3 TTS, stanowiące podstawowe wyposażenie Korpusu Piechoty Morskiej USA (USMC). Marines, tradycyjnie otrzymujący nowy sprzęt z opóźnieniem względem US Army, wkroczyli do Kuwejtu wozami pamiętającymi lata 60., ale wyposażonymi w kostki pancerza reaktywnego oraz nowoczesną amunicję. To właśnie te pojazdy podczas bitwy o lotnisko w Kuwejcie, zmasakrowały irackie T-72 i T-62, udowadniając, że w walce pancernej decyduje nie tylko grubość pancerza, ale przede wszystkim taktyka i wyszkolenie. Wsparciem dla nich były lekkie, wykonane z aluminium czołgi powietrznodesantowe M551 Sheridan (używane przez 82. Dywizję). Na flankach i w sektorach arabskich sytuacja sprzętowa była jeszcze bardziej zróżnicowana. Francuska dywizja „Daguet” oraz wojska Kataru operowały na czołgach AMX-30B2. Były to wozy bardzo szybkie i mobilne, idealne do operowania na pustyni, ale słabo opancerzone – ich załogi musiały polegać na szybkości i nowoczesnych systemach termowizyjnych, by uniknąć trafienia. Łącznie zgromadzono 3113 czołgów wszystkich typów.

Wojska Koalicji dysponowały mniej liczną artylerią niż oddziały irackie, ale była ona bardziej skuteczna. Podstawą były wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe M270 MLRS (Multiple Launch Rocket System). System ten, chociaż był już w uzbrojeniu od jakiegoś czasu, dopiero w Iraku przeszedł prawdziwy chrzest bojowy. Jedna wyrzutnia M270, obsługiwana przez zaledwie trzech żołnierzy, mogła w ciągu minuty wystrzelić 12 rakiet M26 na odległość ponad 30 km. Każda rakieta uwalniała nad celem 644 podpociski kumulacyjno-odłamkowe M77. Oznacza to, że jedna salwa jednej wyrzutni zasypywała obszar wielkości kilku boisk piłkarskich 7728 małymi pociskami, zdolnymi przebić pancerz transporterów BTR i BMP oraz zmasakrować nieosłoniętą piechotę. Baterie MLRS były używane do niszczenia irackich zgrupowań artylerii i kolumn zmechanizowanych przed bezpośrednim starciem. Skuteczność psychologiczna tej broni była tak wielka, że całe irackie bataliony poddawały się po przeżyciu jednej salwy, nie chcąc ryzykować kolejnej.

Tradycyjną artylerię lufową reprezentowały samobieżne haubice, które dzięki gąsienicowym podwoziom dotrzymywały kroku czołgom w szaleńczym tempie natarcia. Podstawą były haubice M109A2/A3 kalibru 155 mm. Choć miały mniejszy zasięg niż irackie działa G5, nadrabiała to szybkostrzelnością i systemami kierowania ogniem. Koalicja wykorzystała również potężne, choć już wycofywane, haubice kalibru M110A2 203 mm. Po raz pierwszy w warunkach bojowych na szerszą skalę (choć wciąż w ograniczonej liczbie) użyto pocisków kierowanych laserem M712 Copperhead. Pozwalały one artylerii na niszczenie punktowe czołgów i stanowisk dowodzenia, co wcześniej było domeną lotnictwa. Łącznie Koalicja dysponowała 2200 środkami artyleryjskimi.

Brytyjski czołg Challenger Mk. 1
Brytyjski czołg Challenger Mk. 1

Klucz do zwycięstwa w pojedynkach artyleryjskich nie leżał jednak w samym uzbrojeniu, ale w systemach elektronicznych Koalicji. Systemy radarowe AN/TPQ-36 i AN/TPQ-37 Firefinder dokonały rewolucji w walce kontrbateryjnej. Radary te śledziły trajektorię irackich pocisków jeszcze w locie i w ułamku sekundy obliczały dokładną lokalizację wrogiej baterii. Dane te były natychmiast przesyłane cyfrowo (systemem TACFIRE) do baterii MLRS lub M109. Rezultat był taki, że irackie działa były niszczone chwilę po oddaniu strzału. Czas reakcji Koalicji skrócono do 2-3 minut od momentu wykrycia wystrzału. Sprawiło to, że iraccy artylerzyści bali się otwierać ogień, wiedząc, że pierwszy strzał jest zazwyczaj ich ostatnim. Ta technologiczna asymetria całkowicie zneutralizowała iracką przewagę w liczbie luf i zasięgu.

Siły powietrzne

Koalicja zgromadziła w regionie flotę powietrzną liczącą ponad 2700 samolotów (z czego około 1800 bojowych). Jednak kluczem nie była liczba, lecz specjalizacja i technologia. Największym atutem Koalicji były samoloty Lockheed F-117 Nighthawk, zdolne do operowania w silnie bronionej przestrzeni powietrznej Bagdadu bez wsparcia samolotów walki elektronicznej. Choć stanowiły zaledwie 2,5% sił bojowych, wykonały około 1300 lotów, niszcząc ponad 40% wszystkich celów strategicznych w pierwszych dniach wojny. Ich „niewidzialność” dla irackich radarów pozwoliła na chirurgiczne wyeliminowanie centrów dowodzenia przy użyciu kierowanych laserowo bomb GBU-27 Paveway III.

Panowanie w powietrzu zapewniły myśliwce F-15C Eagle, które zestrzeliły 34 z 37 zniszczonych w powietrzu irackich samolotów. Rolę koni roboczych pełniły natomiast wielozadaniowe F-16 Fighting Falcon (ponad 240 maszyn) oraz należące do US Navy F/A-18 Hornet. Brytyjskie Panavia Tornado GR.1 odegrały natomiast kluczową i niezwykle niebezpieczną rolę w niszczeniu irackich pasów startowych przy użyciu bomb kasetowych JP233, latając na ekstremalnie niskim pułapie. Równocześnie samoloty Boeing E-3 Sentry (AWACS) kontrolowały niebo, ale to debiutujący system E-8 JSTARS zmienił zasady gry. Jego radar boczny potrafił śledzić ruch pojazdów na ziemi w promieniu setek kilometrów. Dowódcy Koalicji widzieli każdy ruch irackich kolumn pancernych na ekranach komputerów, podczas gdy Irakijczycy nie wiedzieli, co dzieje się za wzgórzem.

Samoloty US Navy podczas uzupełniania paliwa w powietrzu
Samoloty US Navy podczas uzupełniania paliwa w powietrzu

Siły morskie

Siły Koalicji wystawiły również do walki potężną flotę. US Navy zapewniła siły, które otoczyły Irak od południa. W Zatoce Perskiej i na Morzu Czerwonym operowało aż 6 grup lotniskowcowych, m.in. z lotniskowcami USS Midway, USS Ranger i USS Theodore Roosevelt. Wojna w Zatoce była również debiutem operacyjnym pocisków manewrujących BGM-109 Tomahawk. Wystrzelono ich blisko 300, zarówno z okrętów nawodnych (pancerników typu Iowa oraz krążowników typu Ticonderoga), jak i podwodnych. Pozwalały one na niszczenie kluczowych, silnie bronionych celów bez ryzyka dla pilotów. Ich skuteczność trafień wynosiła kilka metrów po przebyciu 1000 km. Obok nowoczesnych rakiet, marynarka wykorzystała także potęgę historyczną – dwa pancerniki typu Iowa (USS Missouri i USS Wisconsin). Ich 406-milimetrowe działa, wspierane przez lotnictwo korygujące ogień, niszczyły irackie umocnienia nabrzeżne z niszczycielską siłą, pełniąc jednocześnie rolę elementu dywersyjnego, sugerującego desant morski, który nigdy nie nastąpił.

Operacja Pustynna Burza

Kampania lotnicza

Mimo zabiegów dyplomatycznych, 15 stycznia 1991 roku termin ultimatum ONZ upłynął. Stało się jasne, że dojdzie do walk. Zgodnie z założeniami, w pierwszej kolejności miały nastąpić ataki lotnictwa Koalicji, a dopiero po pewnym czasie miały rozpocząć się działania lądowe. Dowodzona przez generała Chucka Hornera ofensywa powietrzna była samodzielną, strategiczną kampanią mająca na celu „oślepienie, ogłuszenie i dekapitację” irackiego reżimu w ciągu pierwszych 24 godzin. Plan zakładał uderzenie z taką siłą i z tak wielu kierunków jednocześnie, aby system dowodzenia Saddama Husajna uległ całkowitemu załamaniu, zanim iraccy generałowie zdążą w ogóle zrozumieć, że wojna się rozpoczęła.

Operacja Pustynna Burza rozpoczęła się oficjalnie 17 stycznia 1991 roku o godzinie 2:38 czasu lokalnego, nie od masowego nalotu bombowców, lecz od precyzyjnej misji sił specjalnych i lotnictwa. Grupa śmigłowców AH-64 Apache, prowadzona przez śmigłowce wsparcia operacji specjalnych MH-53J Pave Low, wleciała na terytorium Iraku na ekstremalnie niskim pułapie (poniżej 15 m), unikając wykrycia przez radary. Ich celem były dwa kluczowe posterunki radarowe wczesnego ostrzegania przy granicy. Zniszczenie ich pociskami Hellfire otworzyło korytarz w irackiej obronie powietrznej, przez który chwilę później wlały się setki samolotów Koalicji. Był to podręcznikowy przykład nowoczesnej taktyki, gdzie precyzyjne uderzenie umożliwiło zadanie potężnego ciosu.

F-14 Tomcat nad palącym się szybami naftowymi w Iraku w 1991 roku
F-14 Tomcat nad palącym się szybami naftowymi w Iraku w 1991 roku

Równolegle, nad samym Bagdadem, rozgrywał się dramat, który dzięki telewizji CNN obserwował cały świat. Samoloty F-117 Nighthawk przeniknęły do serca najlepiej strzeżonego miasta na Bliskim Wschodzie. O godzinie 3:00 pierwsze kierowane laserowo bomby GBU-27 uderzyły w centrum telekomunikacyjne oraz kwaterę główną irackich sił powietrznych. Iracka obrona przeciwlotnicza, nie widząc celów na radarach, otworzyła chaotyczny ogień zaporowy w niebo, tworząc spektakularne widowisko smug świetlnych nad stolicą. W tym samym momencie z okrętów na Zatoce Perskiej i Morzu Czerwonym odpalono ponad 100 pocisków manewrujących BGM-109 Tomahawk. Był to pierwszy w historii tak masowy i skoordynowany atak z użyciem broni „inteligentnej”, który w ciągu jednej nocy pozbawił Saddama Husajna oczu i uszu.

Saddam Husajn, nie mogąc podjąć równorzędnej walki w powietrzu, sięgnął po „broń terroru” – rakiety balistyczne R-17 Elbrus (w kodzie NATO: SCUD-B) oraz Al-Hussein. Celem tych ataków nie były obiekty wojskowe, lecz miasta w Izraelu (Tel Awiw, Hajfa) oraz w Arabii Saudyjskiej. Strategia polityczna Bagdadu była jasna: sprowokować Izrael do odwetowego ataku. Gdyby kraj ten włączył się do wojny, koalicja państw arabskich (Syria, Egipt, Arabia Saudyjska) prawdopodobnie rozpadłaby się, odmawiając walki po tej samej stronie co „syjonistyczny wróg”. Utrzymanie Izraela z dala od konfliktu w Iraku stało się priorytetem dyplomatycznym numer jeden dla USA.

Odpowiedzią technologiczną Koalicji był system MIM-104 Patriot. Pierwotnie zaprojektowany do zwalczania samolotów, został pospiesznie przeprogramowany do niszczenia nadlatujących rakiet balistycznych. Telewizyjne relacje pokazujące smugi Patriotów przechwytujących SCUD-y nad miastami stały się ikoną tej wojny, budując mit o 100-procentowej skuteczności systemu. Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana. Późniejsze analizy wykazały, że skuteczność Patriotów była znacznie niższa (w Izraelu poniżej 40%), a często rakieta przechwytująca jedynie rozbijała SCUD-a na kawałki, nie detonując głowicy, co i tak powodowało zniszczenia na ziemi. Mimo to, system spełnił swoją kluczową rolę polityczną i psychologiczną – dał Izraelowi poczucie bezpieczeństwa, co pozwoliło rządowi Icchaka Szamira powstrzymać się od odwetu. Tragiczny epilog wojny rakietowej miał miejsce 25 lutego 1991 roku, gdy iracki SCUD uderzył w koszary amerykańskie w Dhahranie, zabijając 28 żołnierzy Gwardii Narodowej z Pensylwanii – był to najkrwawszy pojedynczy atak na siły USA w tej wojnie.

Boeing B-52 Stratofortress
Boeing B-52 Stratofortress

Skala operacji powietrznej była przytłaczająca. W ciągu 43 dni kampanii lotniczej przeciwko Irakowi lotnictwo Koalicji wykonało ponad 100 000 lotów bojowych, zrzucając łącznie około 88 500 ton bomb. Co ciekawe, wbrew powszechnemu wyobrażeniu, jedynie około 8–10% zrzuconego ładunku stanowiła amunicja precyzyjna. Resztę stanowiły klasyczne bomby niekierowane, zrzucane m.in. dywanowo przez bombowce strategiczne Boeing B-52 Stratofortress. Te maszyny, startujące z baz w USA oraz z Wielkiej Brytanii, wykonywały jedne z najdłuższych misji bojowych, spędzając w powietrzu wiele godzin i wykonując liczne tankowania w powietrzu.

Efektem kampanii lotniczej było cofnięcie irackiej infrastruktury o dekady. System energetyczny kraju został zniszczony w 90%, mosty na Tygrysie i Eufracie legły w gruzach, a rafinerie płonęły. Irackie Siły Powietrzne praktycznie przestały istnieć jako formacja bojowa. Część samolotów została zniszczona w bunkrach, część zestrzelona w nierównych walkach powietrznych (głównie przez myśliwce F-15C Eagle), a ponad 137 maszyn uciekło do… Iranu, dawnego wroga, w desperackiej próbie ocalenia (Iran nigdy ich nie oddał, uznając je za reparacje wojenne). Po miesiącu bombardowań iracka armia w Kuwejcie była odcięta od zaopatrzenia, pozbawiona łączności i głodna, a jej potencjał bojowy został zredukowany o około 50% jeszcze przed oddaniem pierwszego strzału na lądzie.

Bitwa o Khafji

Pod koniec stycznia 1991 roku, po dwóch tygodniach nieustannych bombardowań, Saddam Husajn znalazł się w strategicznym ślepym zaułku. Jego siły powietrzne były zdruzgotane, a armia w Kuwejcie wykrwawiała się bez walki pod gradem bomb. Iracki dyktator desperacko próbował zmienić dynamikę konfliktu. Wiedział, że w wojnie na wyniszczenie z lotnictwem Koalicji nie ma szans, dlatego postanowił wymusić „krwawe starcie lądowe”, które, jak sądził, przerazi zachodnią opinię publiczną liczbą ofiar i zmusi polityków do negocjacji. Tak narodził się plan ataku na saudyjskie przygraniczne miasto Khafji.

Porzucony iracki sprzęt w Kuwejcie
Porzucony iracki sprzęt w Kuwejcie

W nocy z 29 na 30 stycznia 1991 roku, irackie dowództwo wydało rozkaz do ataku. Zgrupowanie pancerne, składające się z elementów 1. Dywizji Zmechanizowanej oraz 5. Dywizji Zmechanizowanej (a nie Gwardii Republikańskiej, którą Saddam oszczędzał na „ostateczne starcie”), przekroczyło granicę Arabii Saudyjskiej. Iracki plan zakładał zajęcie opuszczonego przez cywilów miasta Khafji i utrzymanie go za wszelką cenę, co miało stanowić propagandowy triumf. Kolumny pancerne, liczące kilkadziesiąt czołgów i transporterów opancerzonych, wdarły się do miasta, zaskakując lekkie siły rozpoznawcze Koalicji.

Dla generała Normana Schwarzkopfa, dowódcy sił Koalicji, atak ten był początkowo zagadką. Czy to początek głównej ofensywy, czy dywersja? Szybko okazało się jednak, że Irakijczycy popełnili fatalny błąd w ocenie sytuacji. Wchodząc do Khafji, sami zamknęli się w pułapce. Miasto, położone nad samym morzem, stało się celem dla lotnictwa i artylerii morskiej. Mimo to, polityczny wymiar tego starcia był ogromny. Schwarzkopf, rozumiejąc wrażliwość arabskich sojuszników, podjął kluczową decyzję: Khafji musi zostać odbite przez siły arabskie. Amerykańskie oddziały miały zapewnić jedynie wsparcie lotnicze i artyleryjskie, ale to Saudyjczycy i Katarczycy mieli wejść do miasta i odzyskać „swoją ziemię”.

Bitwa o Khafji trwała niemal dwa dni i była chaotycznym. Główny ciężar walk wzięły na siebie bataliony Saudyjskiej Gwardii Narodowej oraz wojska pancerne Kataru. Dla Katarczyków był to chrzest bojowy i moment wielkiej dumy narodowej. Walki były zacięte – Irakijczycy, wykorzystując budynki, stawiali twardy opór, używając granatników przeciwpancernych RPG-7 i ciężkich karabinów maszynowych. W wąskich uliczkach miasta doszło do dramatycznych pojedynków pancernych na minimalnym dystansie.

Decydującym czynnikiem, który przeważył szalę zwycięstwa, było jednak lotnictwo Koalicji, a w szczególności samoloty wsparcia ogniowego AC-130 Spectre. Krążące nad miastem nocą maszyny zasypywały irackie pozycje ogniem. Współdziałanie między arabskimi koordynatorami na ziemi a amerykańskimi pilotami było kluczem do sukcesu, choć nie obyło się bez tragicznych incydentów bratobójczego ognia, w wyniku którego zginęło 11 amerykańskich Marines. Ostatecznie, do 1 lutego 1991 roku, miasto zostało oczyszczone. Irak stracił ponad 300 żołnierzy i dziesiątki pojazdów, a setki żołnierzy trafiły do niewoli.

USS Wisconsin podczas ostrzału pozycji irackich w ciągu dnia
USS Wisconsin podczas ostrzału pozycji irackich w ciągu dnia

Rola marynarki wojennej i powrót pancerników

Praktycznie od początku walk, duży wkład w niwelowanie irackiej przewagi liczebnej miały okręty US Navy. Do Zatoki Perskiej skierowano dwa zmodernizowane pancerniki z czasów II wojny światowej: USS Missouri (BB-63) i USS Wisconsin (BB-64). Ich głównym uzbrojeniem było dziewięć dział kalibru 406 mm, zdolnych wystrzelić ciężkie pociski na odległość blisko 40 km. Ich zadaniem było niszczenie irackich umocnień nabrzeżnych, stanowisk artylerii i centrów dowodzenia w Kuwejcie, w ramach operacji dezinformacyjnej, sugerującej planowany desant morski.

Ciekawostką technologiczną było wykorzystanie przez pancerniki bezzałogowych statków powietrznych RQ-2 Pioneer do korygowania ognia artyleryjskiego. To połączenie technologii z lat 40. i 90. XX wieku dało niesamowite rezultaty. Drony pozwalały na chirurgiczną precyzję ostrzału, śledząc pociski w locie. Doszło nawet do historycznego incydentu na wyspie Faylaka, gdzie iraccy żołnierze, słysząc nadlatującego drona i wiedząc, co nastąpi chwilę po nim, poddali się… dronowi. Był to pierwszy w historii przypadek poddania się oddziału wojskowego maszynie bezzałogowej. Łącznie USS Missouri wystrzelił 749 pocisków kalibru 406 mm oraz 28 pocisków manewrujących Tomahawk, a USS Wisconsin wystrzelił 319 pocisków kalibru 406 mm, 881 pocisków kalibru 127 mm i 24 pociski Tomahawk.

Oprócz klasycznej artylerii, okręty US Navy odegrały kluczową rolę w uderzeniach precyzyjnych na głębokie zaplecze Iraku. To właśnie z pokładów krążowników typu Ticonderoga (m.in. USS San Jacinto i USS Bunker Hill) oraz niszczycieli typu Spruance odpalono setki pocisków manewrujących BGM-109 Tomahawk. Wojna w Zatoce była również debiutem bojowym odpalania Tomahawków z okrętów podwodnych. USS Louisville (SSN-724) i USS Pittsburgh (SSN-720) przeprowadziły pierwsze w historii ataki tego typu, wystrzeliwując pociski z zanurzenia. Użycie Tomahawków miało ogromne znaczenie psychologiczne i polityczne – pozwalało na atakowanie celów w samym centrum Bagdadu w biały dzień, z dokładnością do kilku metrów, co demonstrowało bezkarność i technologiczną przewagę Koalicji.

USS Missouri podczas ostrzału pozycji irackich w nocy
USS Missouri podczas ostrzału pozycji irackich w nocy

Mimo technologicznej dominacji, US Navy otrzymała bolesną lekcję pokory od min morskich. Irakijczycy, świadomi zagrożenia ewentualnym desantem, gęsto zaminowali wody przybrzeżne Kuwejtu, używając ponad 1300 min morskich. Była to mieszanka starych min kontaktowych oraz nowoczesnych, trudnych do wykrycia min dennych (akustyczno-magnetycznych) włoskiej produkcji.

Amerykańska flota początkowo zignorowała to zagrożenie, co przyniosło negatywne skutki. 18 lutego 1991 roku śmigłowcowiec desantowy USS Tripoli (LPH-10) wpłynął na minę kontaktową, która wyrwała w jego kadłubie dziurę o wymiarach 5 na 7 m. Zaledwie kilka godzin później, krążownik rakietowy USS Princeton (CG-59) aktywował minę denną typu MANTA. Wybuch poważnie uszkodził strukturę okrętu, pękł kadłub i zniszczony został system napędowy. Oba okręty przetrwały i nie zatonęły dzięki profesjonalizmowi załóg, ale zostały wyłączone z walki. Ten incydent pokazał asymetrię kosztów: miny warte kilka tysięcy dolarów niemal zatopiły okręty warte miliardy, paraliżując na pewien czas operacje morskie w północnej części Zatoki Perskiej.

Ofensywa Lądowa

Po osłabieniu irackiej obrony i wyeliminowaniu zagrożenia ze strony irackiego lotnictwa, 24 lutego 1991 roku rozpoczęła się faza lądowa operacji. Mimo wcześniejszych sukcesów, sztabowcy Koalicji spodziewali się ciężkich i krwawych walk. Saddam Husajn, przewidując czołowe uderzenie na Kuwejt, skoncentrował tam większość swoich sił. Nie docenił jednak geniuszu operacyjnego generała Normana Schwarzkopfa oraz możliwości manewrowych wojsk Koalicji. Plan, który wszedł w życie, znany jako „Lewy Sierpowy” (ang. Left Hook) lub „Hail Mary”, był jednym z najbardziej spektakularnych manewrów oskrzydlających w historii wojskowości.

Amerykańskie czołgi M1A1 Abrams i transportery M113
Amerykańskie czołgi M1A1 Abrams i transportery M113

Fundamentem sukcesu lądowego była gigantyczna operacja dezinformacyjna. Przez tygodnie Koalicja głośno i otwarcie ćwiczyła desant morski na wybrzeża Kuwejtu. Na wodach Zatoki Perskiej, tuż przy brzegu, operowała potężna flotylla z 17 000 Marines na pokładach, a pancerniki USS Missouri i USS Wisconsin ostrzeliwały plaże, niszcząc umocnienia i sugerując przygotowanie przedpola. Irackie dowództwo w Bagdadzie, przekonane o nieuchronnym ataku od strony morza, utrzymało co najmniej sześć dywizji piechoty zwróconych w stronę plaż, zamiast wzmocnić zachodnią flankę.

Tymczasem, pod osłoną nocy i w ciszy radiowej, VII Korpus USA oraz XVIII Korpus Powietrznodesantowy przesunęły się o kilkaset kilometrów na zachód, w głąb pustyni, na teren, który iraccy planiści uznali za nieprzejezdny dla ciężkiego sprzętu. Schwarzkopf zamierzał ominąć silnie ufortyfikowaną Linię Saddama, wejść głęboko na terytorium Iraku (a nie tylko Kuwejtu), a następnie skręcić gwałtownie na wschód, odcinając drogę ucieczki Gwardii Republikańskiej do Basry. Manewr ten miał odciąć irackie oddziały w Kuwejcie, co ułatwiłoby ich pokonanie.

Ofensywa lądowa rozpoczęła się 24 lutego 1991 roku o godzinie 4:00 rano. Ku zdumieniu dowódców Koalicji, opór na pierwszej linii był znacznie słabszy niż przewidywano. Na odcinku wschodnim (pomocniczym), oddziały US Marines uderzyły bezpośrednio na umocnienia graniczne. Inżynierowie Marines, używając czołgów z trałami przeciwminowymi i ładunków wydłużonych, w ciągu kilku godzin wykonali przejścia w polach minowych. Iracka piechota, zdemoralizowana tygodniami bombardowań, głodna i odcięta od dowództwa, masowo poddawała się, często całym batalionami. Dochodziło do sytuacji, w których małe oddziały rozpoznawcze brały do niewoli setki jeńców, co paradoksalnie spowalniało natarcie bardziej niż walka.

Kolumna amerykańskich czołgów M1A1 Abrams
Kolumna amerykańskich czołgów M1A1 Abrams

Na zachodzie, gdzie ruszył właściwy „Lewy Sierpowy”, wojska pancerne parły naprzód z niespotykaną prędkością. Amerykańska 24. Dywizja Piechoty Zmechanizowanej pod dowództwem generała Barry’ego McCaffreya wykonała jeden z najszybszych rajdów pancernych w historii, pokonując ponad 300 km w niespełna 24 godziny. Iraccy dowódcy byli w szoku – nagle, na ich głębokim zapleczu, gdzie nie powinno być nikogo, pojawiły się tysiące amerykańskich czołgów i wozów bojowych. W tej sytuacji pozbawiony łączności system dowodzenia irackiej armii rozsypał się.

Często pomijanym, a kluczowym elementem operacji, była rola sojuszników. Na skrajnej lewej flance (najbardziej na zachód) operowała francuska 6. Lekka Dywizja Pancerna „Daguet”, wzmocniona elementami amerykańskiej 82. Dywizji Powietrznodesantowej. Ich zadaniem było zabezpieczenie skrzydła całego natarcia przed ewentualnym kontratakiem z głębi Iraku. Francuzi, wykorzystując szybkie kołowe wozy bojowe AMX-10RC, idealnie nadające się na pustynię, błyskawicznie zajęli lotnisko As-Salman, eliminując iracką 45. Dywizję Piechoty.

Z kolei na wschodzie, wzdłuż wybrzeża, nacierały Połączone Siły Arabskie. Politycznie było to niezbędne – to Arabowie mieli wejść do wyzwolonego Kuwejtu jako pierwsi. Mimo różnic w sprzęcie i wyszkoleniu, siły te sprawnie posuwały się naprzód. Symboliczny moment nastąpił, gdy wojska kuwejckie jako pierwsze wkroczyły do swojej stolicy, witane przez mieszkańców.

Bitwa o 73 Easting

26 lutego 1991 roku, podczas szalejącej burzy piaskowej, która ograniczyła widoczność do kilkuset metrów, doszło do najsłynniejszego starcia pancernego tej wojny – Bitwy o 73 Easting. Amerykański 2. Pułk Kawalerii Pancernej natknął się na okopane pozycje irackiej dywizji zmechanizowanej „Tawakalna”. W normalnych warunkach obrońcy mieliby przewagę. Tutaj jednak zadziałała technologia. Amerykańskie czołgi M1A1 Abrams i bwp M2 Bradley wyposażone w termowizory widziały irackie czołgi jako „gorące plamy” na tle chłodnej pustyni.

M60 należący do USMC
M60 należący do USMC

Kapitan H.R. McMaster (późniejszy doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA), dowodzący kompanią „Eagle Troop”, w ciągu zaledwie 23 minut zniszczył blisko 30 irackich czołgów i pojazdów opancerzonych, nie tracąc ani jednej własnej maszyny. Iraccy czołgiści w swoich T-72 byli dosłownie ślepi. Ich celowniki optyczne nie działały w burzy piaskowej, a systemy noktowizyjne były zbyt prymitywne. Amerykanie otwierali ogień z dystansu 2000-3000 m, trafiając z pierwszego strzału. Irackie pociski, jeśli w ogóle były wystrzeliwane, odbijały się od pancerzy Abramsów lub nie dolatywały do celu.

Bitwa o Medina Ridge i Norfolk

Głębiej na północ, 1. Dywizja Pancerna („Old Ironsides”) starła się z dywizją pancerną Gwardii Republikańskiej „Medina”. Bitwa o Medina Ridge (27 lutego) była największą bitwą pancerną konfliktu pod względem liczby zaangażowanych pojazdów (blisko 3000 pojazdów opancerzonych po obu stronach, w tym 348 czołgów M1A1 Abrams). Iraccy czołgiści, próbując wciągnąć Amerykanów w zasadzkę, ustawili czołgi w tzw. „odwróconym zboczu” wydm. Jednak amerykańskie radary artyleryjskie i zwiad lotniczy (JSTARS) wykryły te pozycje. Jeszcze przed kontaktem wzrokowym, irackie formacje zostały zdziesiątkowane przez ogień artylerii i śmigłowców Apache.

Kiedy doszło do starcia bezpośredniego, powtórzył się scenariusz z 73 Easting. Amerykańskie czołgi strzelały w ruchu, w trudnym terenie, zachowując 90% skuteczności trafień. Irackie T-72, aby oddać celny strzał, musiały zwolnić, stając się łatwym celem. Amerykanie zniszczyli 186 irackich czołgów, tracąc przy tym cztery własne czołgi, z których tylko jeden został całkowicie zniszczony, a pozostałe trzy tylko wyeliminowane z walki.

W bitwie o obiekt Norfolk, która toczyła się równolegle, siły USA i Wielkiej Brytanii przełamały ostatnie linie obrony, niszcząc 550 czołgów, 480 pojazdów opancerzonych i setki innych pojazdów. Straty wojsk Koalicji w ciężkim sprzęcie wyniosły 5 czołgów, oraz kilkanaście uszkodzonych. Iracka Gwardia Republikańska przestała istnieć jako zorganizowana siła bojowa.

System przeciwlotniczy M-48 Chaparral należący do amerykańskiej armii
System przeciwlotniczy M-48 Chaparral należący do amerykańskiej armii

Bitwa o Al Busayyah

Ważnym, choć mniej medialnym epizodem, było zdobycie miasta Al Busayyah, które stanowiło kluczowy węzeł logistyczny i centrum dowodzenia irackiej armii na południu. Amerykańska brygada „Iron Soldiers” z 1. Dywizji Pancernej przeprowadziła modelowy szturm. Miasto było silnie bronione przez okopaną piechotę i jednostki komandosów. Przed atakiem pancernym, Amerykanie użyli artylerii rakietowej MLRS. Rakiety te zamieniły irackie pozycje w zgliszcza, niszcząc morale obrońców. Zdobycie Al Busayyah otworzyło drogę do dalszego pościgu za uciekającym wrogiem.

Bitwa o Międzynarodowe Lotnisko w Kuwejcie

Podczas gdy VII Korpus niszczył Gwardię na pustyni, Marines zbliżali się do Kuwejtu (miasta). Aby utrudnić atak, Irakijczycy podpalili okoliczne pola naftowe, a gęsty, czarny, oleisty dym zamienił dzień w noc. Widoczność spadła niemal do zera, a żołnierze oddychali toksyczną mieszanką spalin. W tej apokaliptycznej scenerii, 1. Dywizja Marines (wspierana przez „Tiger Brigade” z US Army) starła się z irackimi siłami osłonowymi. Irackie czołgi wyłaniały się z dymu na odległość kilkudziesięciu metrów. Była to brutalna walka na krótki dystans, gdzie decydował refleks i opanowanie. Marines, mimo słabszego opancerzenia swoich czołgów, dzięki lepszemu wyszkoleniu zdobyli lotnisko, pieczętując wyzwolenie stolicy. Podczas tej bitwy uszkodzony został jeden M1A1 Abrams, a 10 czołgów M60A1 zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Irakijczycy stracili natomiast setki różnych pojazdów opancerzonych.

Autostrada Śmierci i płonąca ropa

Gdy militarne rozstrzygnięcie stało się jasne, konflikt wkroczył w fazę, która zdefiniowała jego obraz w mediach i pamięci zbiorowej bardziej niż jakakolwiek bitwa. Ostatnie dni lutego 1991 roku przyniosły apokaliptyczne sceny zniszczenia, które wstrząsnęły światową opinią publiczną. Był to moment, w którym nowoczesna technologia wojskowa zderzyła się z bezwzględną taktyką „spalonej ziemi”, a skutki polityczne i ekologiczne wykroczyły daleko poza ramy konwencjonalnych działań wojennych.

Francuski AMX-30 w trakcie działań niedaleko miejscowości Al-Salman
Francuski AMX-30 w trakcie działań niedaleko miejscowości Al-Salman

W nocy z 26 na 27 lutego 1991 roku, w obliczu nieuchronnego okrążenia, irackie wojska okupacyjne rozpoczęły pospieszną ewakuację z Kuwejtu. Tysiące pojazdów – od czołgów i transporterów opancerzonych, po cywilne samochody, autobusy, a nawet wozy strażackie skradzione w Kuwejcie – wjechały na sześciopasmową autostradę numer 80, prowadzącą na północ w stronę irackiej granicy. Kolumna ta, obładowana zagrabionym mieniem, utknęła w gigantycznym korku w okolicach wzgórza Al-Mutla Ridge. Dla lotnictwa Koalicji, operującego przy całkowitym panowaniu w powietrzu, był to idealny cel.

Atak rozpoczął się od zablokowania czoła i końca kolumny przez samoloty szturmowe A-6 Intruder i myśliwce bombardujące F-15E Strike Eagle, które uniemożliwiły ucieczkę. Przez kolejne godziny autostrada była systematycznie bombardowana. Piloci opisywali to jako „strzelanie do kaczek w beczce”. Wrakowisko, które powstało, ciągnęło się przez kilkadziesiąt kilometrów. Zniszczono od 1400 do 2000 pojazdów. Choć liczba ofiar w ludziach pozostaje przedmiotem sporów (szacunki wahają się od kilkuset do kilku tysięcy zabitych), obraz zniszczeń wywołał szok. Administracja Busha, obawiając się oskarżeń o „rzeź wycofujących się żołnierzy” (choć z wojskowego punktu widzenia byli oni wciąż legalnym celem, nie poddali się i wywozili sprzęt bojowy), podjęła decyzję o szybszym zakończeniu działań wojennych. Autostrada Śmierci jak nazwano to miejsce, stała się symbolem totalnej klęski Iraku, ale też brutalności nowoczesnej wojny.

Saddam Husajn, zdając sobie sprawę z utraty Kuwejtu, postanowił, że jeśli on nie może mieć jego ropy, to nikt jej nie będzie miał. Realizując groźby z początku konfliktu, iraccy saperzy metodycznie wysadzali głowice wydobywcze na polach naftowych. W rezultacie podpalono od 605 do 732 szybów naftowych (źródła podają różne liczby w zależności od klasyfikacji uszkodzeń). Słupy ognia i dymu wznosiły się na wysokość kilometrów, a niebo nad Kuwejtem pociemniało w środku dnia. Dziennie wypalało się około 6 mln baryłek ropy (wartość ówczesnego importu USA), a do atmosfery trafiały tysiące ton toksycznych gazów. Powstały tzw. „jeziora ropy”, zagrażające wodom gruntowym. Do walki z żywiołem ściągnięto najlepsze zespoły strażackie z całego świata, w tym legendarną firmę Red Adair Company oraz zespoły z Kanady, Francji, a nawet Węgier (słynny pojazd „Big Wind”, wykorzystujący silniki odrzutowe z MiG-21 zamontowane na podwoziu czołgu T-34 do zdmuchiwania płomieni). Operacja gaszenia kosztowała Kuwejt ponad 1,5 mld dolarów i trwała aż do 6 listopada 1991 roku, kiedy to ugaszono ostatni szyb. Katastrofa ta spowodowała spadek temperatury w regionie o 10°C i tzw. „czarne deszcze” padające nawet w Himalajach.

Big Wind
Big Wind

Równolegle z pożarami, Irak celowo spuścił gigantyczne ilości ropy naftowej bezpośrednio do wód Zatoki Perskiej, otwierając zawory w terminalu Sea Island (u wybrzeży Kuwejtu). Szacuje się, że do morza trafiło od 4 do 8 mln baryłek ropy. Celem militarnym było utrudnienie ewentualnego desantu morskiego Koalicji, ale skutkiem była śmierć tysięcy ptaków morskich, ryb i zniszczenie ekosystemu. Plama ropy rozciągała się na setki kilometrów, zagrażając odsalarniom wody w Arabii Saudyjskiej, które są kluczowe dla przetrwania ludności w tym pustynnym kraju.

Polski wkład

Dla Polski, znajdującej się w 1990 roku w fazie bolesnej transformacji ustrojowej i wciąż formalnie będącej członkiem Układu Warszawskiego (dopiero 25 lutego 1991 roku zawieszono współpracę w ramach UW), udział w wojnie w Zatoce Perskiej był decyzją o fundamentalnym znaczeniu geopolitycznym. Rząd Tadeusza Mazowieckiego, decydując się na stanięcie ramię w ramię z USA, wykonał zwrot o 180 stopni, wysyłając jasny sygnał: Polska wybiera Zachód. Stawką w tej grze nie był tylko prestiż, ale realne miliardy dolarów i bezpieczeństwo narodowe.

Oficjalny, jawny wkład Polski w operację Pustynna Burza miał charakter humanitarny i logistyczny, co wynikało z ostrożności politycznej i braku odpowiedniego sprzętu ofensywnego. Do Zatoki Perskiej wysłano Polski Kontyngent Wojskowy, w skład którego wchodził okręt szpitalno-szkolny ORP Wodnik oraz okręt ratowniczy ORP Piast. Na ich pokładach znalazło się blisko 319 marynarzy i personelu medycznego.

Choć polskie jednostki nie brały udziału w wymianie ognia, ich rola była istotna. ORP Wodnik, pełniąc funkcję pływającego szpitala w porcie Al-Dżubajl, udzielał pomocy medycznej rannym żołnierzom Koalicji (głównie z poparzeniami i urazami) oraz irackim jeńcom wojennym. Z kolei ORP Piast patrolował wody, zabezpieczając szlaki komunikacyjne i w razie potrzeby mogąc udzielić pomocy w ramach akcji ratowniczej. Misja ta była poligonem doświadczalnym dla Wojska Polskiego w zakresie interoperacyjności z siłami NATOPolacy musieli nauczyć się zachodnich procedur łączności, tankowania na morzu i dowodzenia, co zaprocentowało w późniejszych latach.

Autostrada śmierci
Autostrada śmierci

Zanim jednak polskie okręty wypłynęły z portu, polski wywiad przeprowadził operację, która przeszła do legendy służb specjalnych i de facto otworzyła Polsce drzwi do NATO. W 1990 roku, gdy Irak zajął Kuwejt, tysiące zachodnich obywateli stało się zakładnikami. Wśród nich, w pułapce znaleźli się oficerowie amerykańskiej CIA, namierzający irackie ruchy wojsk. Waszyngton poprosił o pomoc sojuszników (Wielką Brytanię, Francję, ZSRR), ale wszyscy odmówili ze względu na zbyt wysokie ryzyko. Zadania podjął się polski wywiad, który dzięki kontraktom budowlanym z czasów PRL miał w Iraku świetne rozeznanie terenowe.

Podpułkownik Gromosław Czempiński wraz z grupą oficerów przeprowadził brawurową ewakuację sześciu amerykańskich agentów. Wywieziono ich z Bagdadu, ukrywając w konwoju polskich pracowników budowlanych, po uprzednim „sfabrykowaniu” im polskich paszportów i legend. Sukces operacji „Samum” (nazwa pochodzi od pustynnego wiatru) był fundamentem zaufania między Waszyngtonem a Warszawą. W dowód wdzięczności, USA aktywnie wsparły Polskę w negocjacjach z Klubem Paryskim, co doprowadziło do umorzenia blisko 16,5 mld dolarów polskiego długu zagranicznego (połowy ówczesnego zadłużenia). Była to jedna z najbardziej opłacalnych operacji w historii polskiego wywiadu.

Wojna w czasie rzeczywistym

Wojna w Zatoce Perskiej była punktem zwrotnym nie tylko w historii wojskowości, ale także w historii mediów. Był to pierwszy konflikt zbrojny transmitowany „na żywo”, 24 godziny na dobę, wprost do miliardów ludzi na całym świecie. Telewizja CNN stała się globalnym hegemonem, definiując sposób, w jaki opinia publiczna konsumuje informacje o wojnie. Konflikt ten przestał być odległym, abstrakcyjnym wydarzeniem, a stał się medialnym spektaklem, co miało głębokie konsekwencje dla polityków i dowódców wojskowych.

Autostrada Śmierci
Autostrada Śmierci

W noc wybuchu wojny, trzej korespondenci CNNPeter Arnett, Bernard Shaw i John Holliman – nadawali na żywo z pokoju hotelu Al-Rashid w Bagdadzie. Podczas gdy inne stacje utraciły łączność, CNN, dzięki wykorzystaniu specjalnych łączy satelitarnych, transmitowała głos reporterów na tle odgłosów eksplozji i ognia przeciwlotniczego. Te relacje, wraz z charakterystycznymi, zielonkawymi obrazami z noktowizorów, stały się ikoną konfliktu. Zjawisko to nazwano „Efektem CNN” (ang. CNN Effect) – polegało ono na tym, że obraz telewizyjny w czasie rzeczywistym wymuszał na politykach błyskawiczne reakcje, często omijając tradycyjne kanały dyplomatyczne i wywiadowcze. Saddam Husajn również oglądał CNN, traktując stację jako źródło informacji o nastrojach na Zachodzie i narzędzie własnej propagandy.

Jednak ta medialna rewolucja niosła ze sobą ryzyko spłycenia obrazu wojny. Widzowie obserwowali precyzyjne uderzenia bomb sterowanych laserowo, które trafiały w szyby wentylacyjne budynków, co rodziło fałszywe przekonanie o „czystej”, chirurgicznej i bezkrwawej wojnie. Media rzadko pokazywały cierpienie cywilów czy drastyczne skutki bombardowań dywanowych prowadzonych przez B-52. Wojna stała się formą technicznego widowiska, w którym śmierć była sterylna i odległa. To zniekształcenie rzeczywistości wpłynęło na obniżenie progu akceptacji dla użycia siły w przyszłych konfliktach, budując iluzję, że wojnę można wygrać technologią, bez ofiar i „brudu”.

Pentagon, wyciągnąwszy bolesne lekcje z wojny w Wietnamie (gdzie nieograniczony dostęp prasy podkopał poparcie społeczne), wprowadził ścisły system kontroli informacji. Dziennikarze zostali zorganizowani w grupy, które poruszały się tylko pod ścisłą eskortą oficerów prasowych. Twarzą wojny stał się generał Norman Schwarzkopf, którego codzienne briefingi w Rijadzie przyciągały miliony widzów. Generał z charyzmą tłumaczył zawiłości taktyczne, używając nagrań z kamer umieszczonych na głowicach bomb.

Autostrada Śmierci
Autostrada Śmierci

To selektywne udostępnianie materiałów wideo było mistrzowskim posunięciem PR-owym. Świat widział głównie sukcesy „inteligentnej amunicji”, mimo że stanowiła ona mniejszość wykorzystanego uzbrojenia. Porażki, błędy czy ofiary cywilne (jak tragiczne bombardowanie schronu Amiriyah, w którym zginęło ponad 400 cywilów) były tłumaczone jako „błędy w sztuce” lub efekt „żywych tarcz”. Zarządzanie informacją było tak skuteczne, że poparcie dla wojny w USA utrzymywało się na rekordowym poziomie.

Zakończenie działań i rozejm w Safwan

Po 100 godzinach ofensywy lądowej, prezydent George H.W. Bush ogłosił zawieszenie broni. Decyzja ta, podjęta 28 lutego 1991 roku, do dziś budzi kontrowersje wśród historyków i analityków. Militarnie droga do Bagdadu stała otworem – iracka armia była w rozsypce, a reżim chwiał się w posadach. Mimo to, Koalicja zatrzymała się. To polityczne samoograniczenie miało swoje głębokie uzasadnienie w ówczesnej geopolityce, ale zasiało ziarno pod przyszłe konflikty.

Decyzja o nieobalaniu Saddama Husajna wynikała z kilku kluczowych przesłanek. Po pierwsze, mandat ONZ (Rezolucja 678) upoważniał jedynie do wyzwolenia Kuwejtu, a nie do zmiany reżimu w Iraku. Przekroczenie tego mandatu groziło rozpadem misternie budowanej koalicji – państwa arabskie, takie jak Syria czy Egipt, nigdy nie zgodziłyby się na okupację arabskiej stolicy przez wojska amerykańskie. Po drugie, administracja USA obawiała się tzw. „libanizacji” Iraku. Upadek Saddama mógł doprowadzić do wojny domowej, w której Iran (szyici) i Turcja (problem kurdyjski) rozerwałyby kraj na strzępy, destabilizując cały region.

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Colin Powell, oraz prezydent Bush wyznawali zasadę, że „jeśli coś zepsujesz, stajesz się tego właścicielem”. USA nie chciały brać na siebie odpowiedzialności za rządzenie 20-milionowym, zrujnowanym krajem w sercu Bliskiego Wschodu. Ponadto, obrazy z „Autostrady Śmierci” zaczęły wywoływać na świecie niesmak – dalsze dobijanie uciekających Irakijczyków mogło być odebrane jako rzeź, a nie wojna sprawiedliwa. Bush chciał zakończyć konflikt w punkcie szczytowym, zachowując moralną wyższość.

Autostrada Śmierci
Autostrada Śmierci

Warunki zawieszenia broni i ustanowienie stref zakazu lotów

Formalne rozmowy o zawieszeniu broni odbyły się 3 marca 1991 roku na lotnisku w Safwan (Irak). Sceneria była symboliczna – amerykańscy dowódcy przyjęli iracką delegację w namiocie pośrodku pustyni, otoczeni przez czołgi Abrams i uzbrojonych żołnierzy. Generał Schwarzkopf podyktował twarde warunki: Irak musiał uznać granice Kuwejtu, zwrócić jeńców i majątek oraz ujawnić lokalizację pól minowych. Ustanowiono również strefy zakazu lotów (No-Fly Zones) na północy i południu kraju (operacje Northern Watch i Southern Watch), które miały chronić mniejszości przed lotnictwem Saddama.

Podczas negocjacji w Safwan, Schwarzkopf popełnił jednak brzemienny w skutkach błąd. Zgodził się na iracką prośbę o możliwość używania śmigłowców wojskowych, rzekomo do „transportu urzędników” w zniszczonym kraju (mosty były zerwane). Irakijczycy argumentowali, że bez tego administracja państwowa nie może funkcjonować. Schwarzkopf, nie konsultując tego z Waszyngtonem, wyraził zgodę. W rzeczywistości Saddam Husajn potrzebował tych śmigłowców nie do transportu, lecz do tłumienia powstań, które właśnie wybuchały. Ta jedna, techniczna decyzja skazała tysiące ludzi na śmierć.

Powstania szyitów i Kurdów

Prezydent Bush wielokrotnie wzywał „naród iracki i irackie wojsko” do wzięcia spraw w swoje ręce i obalenia dyktatora. Słowa te zostały odebrane przez szyitów na południu i Kurdów na północy jako obietnica wsparcia militarnego. Wybuchły masowe powstania. W 14 z 18 irackich prowincji reżim utracił kontrolę. Jednak amerykańska pomoc nigdy nie nadeszła. Wojska USA stały zaledwie kilka kilometrów od miejsc kaźni, obserwując, jak irackie śmigłowce bojowe, które przetrwały wojnę, masakrują powstańców.

Autostrada Śmierci
Autostrada Śmierci

Saddam Husajn, ocaliwszy trzon Gwardii Republikańskiej, rzucił go przeciwko własnemu narodowi. Pacyfikacja była brutalna. Na południu osuszono bagna, by pozbawić partyzantów kryjówek. Na północy miliony Kurdów uciekły w góry, co doprowadziło do kryzysu humanitarnego. Dopiero pod naciskiem opinii publicznej USA i sojusznicy rozpoczęli operację Provide Comfort, zrzucając pomoc humanitarną. „Zdrada” z 1991 roku pozostawiła w Iraku głęboką nieufność do Zachodu.

Straty

Straty osobowe i sprzętowe poniesione przez obie strony konfliktu były bardzo nierówne. Pokazują one, że przy odpowiedniej przewadze jakościowej możliwe jest zniwelowanie przewagi liczebnej przeciwnika. Zasada ta była potwierdzana wielokrotnie w kolejnych konfliktach na całym świecie. Idealnym przykładem była rosyjska inwazja na Gruzję w 2008 roku, kiedy mimo przewagi liczebnej, Rosjanie nie dali rady zająć kraju. Również od 2022 roku widać to na Ukrainie, gdzie mimo olbrzymiej przewagi, Rosja nie dała rady zająć kraju w ramach tzw. trzydniowej operacji specjalnej. Równocześnie wiara w przewagę technologiczną sprawiła, że Amerykanie nie zawsze doceniali przeciwnika. Przekonali się o tym w Afganistanie, gdzie mimo trwającej wiele lat operacji, nigdy nie wyeliminowali Talibów i wspierających ich organizacji, które wykorzystywały najprostsze taktyki partyzanckie.

Straty Koalicji

Całkowite straty bojowe Koalicji (bez strat armii Kuwejtu) wyniosły 292 żołnierzy. W tej liczbie największą grupę stanowili Amerykanie148 poległych w walce. Pozostałe straty bojowe rozłożyły się na sojuszników: Senegal92 zabitych w wypadkach, Wielka Brytania straciła 47 żołnierzy, Arabia Saudyjska24, Egipt11 a Francja9. 

Zniszczony iracki czołg T-55 na tle palących się szybów naftowych
Zniszczony iracki czołg T-55 na tle palących się szybów naftowych

Szczegółowa analiza przyczyn śmierci ujawnia jednak tragiczny fenomen tej wojny. Aż 35 z 148 poległych w walce Amerykanów (czyli 24%) oraz 9 żołnierzy brytyjskich zginęło w wyniku bratobójczego ognia. Był to najwyższy odsetek w historii wojen toczonych przez USA. Wynikało to z dynamiki działań: pociski poruszały się szybciej niż proces decyzyjny, a walka toczona w nocy, przy użyciu termowizji na ekstremalnych dystansach (często poza zasięgiem identyfikacji wzrokowej), prowadziła do fatalnych pomyłek. Najtragiczniejszy incydent miał miejsce 27 lutego, gdy amerykański bwp Bradley omyłkowo ostrzelał inny pojazd własnego plutonu, a także przypadek brytyjski, gdzie pilot amerykańskiego samolotu A-10 omyłkowo zniszczył dwa brytyjskie transportery Warrior, zabijając 9 żołnierzy.

Wbrew medialnemu mitowi o „niezniszczalnych Abramsach”, siły pancerne Koalicji poniosły straty sprzętowe, choć w skali operacji były one mikroskopijne. Kluczowym faktem pozostaje to, że żaden czołg M1A1 Abrams nie został zniszczony przez wrogi czołg. Irackie pociski 125 mm nie były w stanie przebić pancerza czołowego Abramsa nawet na niewielkich dystansach. Ostatecznie zniszczeniu uległo łącznie 9 czołgów Abrams. Z tej liczby 7 zostało trafionych pomyłkowo przez własne oddziały (głównie przez inne Abramsy lub śmigłowce Apache), a 2 zostały celowo zniszczone przez własne załogi po unieruchomieniu, by nie wpadły w ręce wroga. Kolejnych 9 czołgów Abrams zostało uszkodzonych i wyłączonych z walki, głównie na skutek wejścia na miny lądowe. Większość z nich została później naprawiona.

Znacznie gorzej wyglądała statystyka lżej opancerzonych bwp M2 Bradley. Zniszczeniu uległo 20 maszyn, a 12 zostało uszkodzonych. Tutaj również głównym sprawcą był ogień bratobójczy (17 z 20 zniszczonych Bradleyów padło ofiarą własnych jednostek). Pancerz Bradleya nie chronił przed amunicją czołgową czy rakietami Hellfire. Korpus Piechoty Morskiej stracił także jeden czołg M60A1 (na minie), a Brytyjczycy nie odnotowali strat bezpowrotnych w czołgach Challenger 1, tracąc jedynie kilka lżejszych pojazdów.

Straty Iraku

Szacowanie strat irackich jest trudne ze względu na chaos panujący podczas odwrotu i brak wiarygodnych dokumentów strony irackiej. Początkowe, medialne doniesienia o 100 000 zabitych są obecnie uważane przez historyków wojskowości za mocno przesadzone. Współczesne, ostrożne szacunki oparte na badaniach pola walki i relacjach świadków mówią o 20 000 do 50 000 zabitych żołnierzach irackich oraz ponad 75 000 rannych. Gigantyczna jest natomiast liczba jeńców wojennych – do niewoli trafiło około 80 000 Irakijczyków, a kolejne kilkadziesiąt tysięcy zdezerterowało.

Porzucony iracki czołg rodziny T-55
Porzucony iracki czołg rodziny T-55

W kwestii sprzętu, armia iracka została de facto zdemilitaryzowana. Straty sprzętowe były katastrofalne. Zniszczono lub zdobyto około 3300 czołgów, około 2100 transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty oraz 2200 środków artyleryjskich. Wielka część tego sprzętu nie została zniszczona w bezpośredniej walce, lecz została porzucona przez załogi uciekające przed lotnictwem, a następnie wysadzona przez saperów Koalicji już po ustaniu walk, aby uniemożliwić jej ponowne użycie.

Straty lotnicze

Lotnictwo Koalicji straciło łącznie 75 statków powietrznych (samolotów i śmigłowców), z czego 44 to straty bojowe (zestrzelenia), a reszta to wypadki operacyjne. Największe straty poniosły USA (28 maszyn bojowych), w tym pięć samolotów szturmowych AV-8B Harrier i pięć A-10 Thunderbolt II, co wynikało z ich specyfiki działania na niskim pułapie, w zasięgu irackiej artylerii lufowej i ręcznych wyrzutni rakiet. Wielka Brytania straciła 7 samolotów Tornado GR.1, co było proporcjonalnie bardzo wysoką stratą, wynikającą z niebezpiecznych misji niszczenia pasów startowych. Najtragiczniejszą pojedynczą stratą było zestrzelenie samolotu wsparcia AC-130H „Spirit 03” podczas bitwy o Khafji, w którym zginęła cała, 14-osobowa załoga.

Równocześnie Irackie Siły Powietrzne praktycznie przestały istnieć. W walkach powietrznych zestrzelono od 33 do 37 irackich samolotów (głównie MiG-29, MiG-25, MiG-23 i MirageF1). Ponad 120 maszyn uległo zniszczeniu na ziemi w bunkrach. Ciekawostką statystyczną jest fakt, że 137 irackich samolotów uciekło do Iranu, gdzie zostały internowane i nigdy nie wróciły do Iraku, stając się de facto stratą bezpowrotną dla reżimu Saddama.

Podsumowanie

Operacja Pustynna Burza, choć trwała krótko, przebudowała architekturę bezpieczeństwa światowego. Był to moment, w którym Stany Zjednoczone, po upadku Związku Radzieckiego, potwierdziły swoją pozycję jedynego supermocarstwa. Sukces ten miał jednak swoją cenę i stworzył iluzje, które w przyszłości miały okazać się zgubne.

Samoloty F/A-18 Hornet
Samoloty F/A-18 Hornet

Dla społeczeństwa amerykańskiego zwycięstwo w Zatoce Perskiej było swoistym egzorcyzmem. „Syndrom Wietnamu” – poczucie niemocy, braku zaufania do dowódców i moralnego niepokoju związanego z interwencjami wojskowymi – został przełamany. Żołnierze wracający do domu byli witani jako bohaterowie, organizowano parady zwycięstwa w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Armia zawodowa, stworzona po Wietnamie, zdała celująco swój najtrudniejszy egzamin. Udowodniono, że dobrze wyszkolony, zmotywowany i wyposażony żołnierz zawodowy jest wart więcej niż dziesięciu poborowych. Ten wzrost prestiżu wojska ułatwił późniejszym prezydentom (Clintonowi, Bushowi Jr.) podejmowanie decyzji o kolejnych interwencjach.

Pustynna Burza stała się również wzorcem dla NATO na lata 90. Sojusz Północnoatlantycki uznał, że lotnictwo precyzyjne jest kluczem do rozwiązywania konfliktów przy minimalnych stratach własnych. Ta doktryna została w pełni zastosowana kilka lat później na Bałkanach – podczas operacji Deliberate Force (1995) w Bośni oraz Allied Force (1999) w Kosowie. Wiara w to, że można zmusić przeciwnika do uległości samym bombardowaniem, bez inwazji lądowej, stała się dogmatem zachodniej myśli wojskowej, co jednak nie zawsze okazywało się skuteczne, zwłaszcza w konfliktach asymetrycznych.

Paradoksalnie, spektakularne zwycięstwo w 1991 roku położyło podwaliny pod tragedię XXI wieku. Saddam Husajn utrzymał się przy władzy, stając się solą w oku Ameryki. Przez kolejne 12 lat Irak był objęty sankcjami i programem „Ropa za żywność”, co doprowadziło do zubożenia społeczeństwa, ale nie obaliło dyktatora. Co ważniejsze, decyzja o pozostawieniu amerykańskich wojsk w Arabii Saudyjskiej (w celu monitorowania stref zakazu lotów) stała się głównym motywem nienawiści dla Osamy bin Ladena. W swoich fatwach lider Al-Kaidy wprost wymieniał obecność „krzyżowców” na świętej ziemi islamu jako główny powód dżihadu przeciwko USA, co doprowadziło do zamachów 11 września 2001 roku.

Wojna, która nie została dokończona w 1991 roku, wróciła z podwójną siłą dekadę później. W tym czasie prezydentem USA był George W. Bush, syn Georga H.W. Busha. Jego decyzja o kolejnej inwazji na Irak w 2003 roku była pewnego rodzaju dokończeniem niedokończonej wojny z 1991 roku. Całą inwazję oparto na niepotwierdzonych (i jak się później okazało bezpodstawnych) oskarżeniach o posiadanie przez Irak broni masowego rażenia. Konflikt ten zdestabilizował Bliski Wschód na długie lata i wymusił na Stanach Zjednoczonych udział w długotrwałych i kosztownych operacjach antyterrorystycznych, które w praktyce nie przynosiły żadnych istotnych korzyści.

Zniszczony iracki czołg T-55
Zniszczony iracki czołg T-55

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz naszą pracę nad popularyzowaniem historii?
Postaw nam wirtualną kawę:

Wybierz wielkość kawy:

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Udostępnij.

Założyciel i Redaktor Naczelny portalu SmartAge.pl. Od ponad dekady zajmuję się popularyzacją historii, ze szczególnym naciskiem na militaria, broń pancerną, lotnictwo, marynistykę oraz rozwój techniki. Współpracuję z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu.Na swoim koncie mam ponad 3000 artykułów, w tym analiz technicznych, recenzji oraz relacji. Jako fotograf specjalizuję się w fotografii lotniczej i krajobrazowej oraz reportażu z wydarzeń historycznych. W swojej pracy stawiam na jakość merytoryczną i różnorodne źródła, a także autorskie podejście, gwarantujące unikalność materiałów w dobie powtarzalnych treści.

×