Na początku II wojny światowej francuska armia dysponowała większą liczbą czołgów niż Niemcy, jednak większość tych wozów prezentowała bardzo małą wartość bojową oraz wykorzystywana była według taktyki nieadekwatnej do sytuacji na froncie. Wyjątkiem były czołgi Somua S-35, uważane nawet za najlepsze francuskie czołgi tego okresu. Było ich jednak za mało, aby odegrały istotną rolę w walkach.

Geneza

Po doświadczeniach Wielkiej Wojny, francuska armia w okresie międzywojennym zainwestowała spore środki w rozwój broni pancernej. Niestety, wraz z rozbudową sił pancernych, taktyka wykorzystania czołgów pozostawała praktycznie niezmieniona od czasów I wojny światowej. Wynikało to z faktu, iż francuscy decydenci wojskowi zakładali, że walki w przyszłych konfliktach będą toczone dokładnie według statycznych schematów wojny pozycyjnej. Zakładano, że czołgi miały być silnie opancerzone, co odbywało się kosztem ich mobilności, oraz przystosowane do ścisłego wspierania piechoty i zwalczania umocnionych punktów oporu, kosztem możliwości zwalczania czołgów wroga. Zadanie niszczenia broni pancernej przeciwnika miały bowiem w całości przejąć wyspecjalizowane oddziały przeciwpancerne.

Czołgi lekkie Renault FT z czasów I wojny światowej
Czołgi lekkie Renault FT z czasów I wojny światowej

Z kolei prowadzenie szybkiego natarcia po ewentualnym przełamaniu linii frontu przez piechotę wspieraną czołgami miało spaść na kawalerię, również dysponującą własnym wsparciem pancernym. Ze względu na specyfikę działań manewrowych, oddziały kawalerii potrzebowały jednak pojazdów o innej specyfice niż ociężałe i powolne wozy piechoty. Tak uformowała się kategoria „czołgów kawaleryjskich”Automitrailleuses. Pojazdy te cechowały się wyższą prędkością oraz uzbrojeniem przystosowanym stricte do zwalczania wrogich pojazdów opancerzonych, a nie bunkrów czy umocnień.

Kluczowy impuls dla rozwoju tej koncepcji dał plan motoryzacji kawalerii z 1933 roku. Dowództwo francuskiej kawalerii (na czele którego stał m.in. generał Maxime Weygand, a później generał Jean Flavigny) zdało sobie sprawę, że tradycyjne, jednostki konne nie przetrwają na nowoczesnym, nasyconym bronią maszynową polu walki. Ich miejsce musiały zająć pojazdy opancerzone. W ten sposób zdefiniowano pilną potrzebę stworzenia czołgów określanych jako Automitrailleuse de Combat – w praktyce, czołgów średnich dla kawalerii, zdolnych do prowadzenia szybkich działań manewrowych i równocześnie niszczenia wrogich pojazdów opancerzonych.

Prace projektowe

W 1934 roku francuska armia złożyła w zakładach SOMUA (Société d’Outillage Mécanique et d’Usinage d’Artillerie, z siedzibą w Saint-Ouen) zamówienie na nowy czołg, mający ostatecznie zastąpić dotychczas wykorzystywane pojazdy, które w praktyce niewiele różniły się od typowych wozów piechoty. Wybór nie był przypadkowy – zakłady SOMUA stanowiły filię potężnego koncernu zbrojeniowego Schneider-Creusot, co zapewniało projektantom dostęp do zaawansowanych technologii metalurgicznych, niezbędnych do stworzenia solidnego pancerza.

Somua S-35
Somua S-35

Bazowe założenia dla wozu, sklasyfikowanego jako Automitrailleuse de Combat, przygotowano już latem 1934 roku. Pierwotne wymagania dla pojazdu zakładały stworzenie maszyny o masie około 13 ton, dysponującej pancerzem o grubości 30 mm i rozwijającej prędkość na poziomie minimum 30 km/h. Plany te zweryfikowała jednak rzeczywistość i informacje wywiadowcze o rozwoju niemieckiej artylerii przeciwpancernej. Zmieniona pod koniec czerwca 1934 roku specyfikacja wymagała, by maszyna była odporna na ogień ówczesnych dział przeciwpancernych kalibru 37 mm, co wymusiło znacznie cięższą konstrukcję niż pierwotnie zakładane 13 ton. Oficjalnie przetarg na budowę rozstrzygnięto 12 października 1934 roku, kiedy to zakłady SOMUA przyjęły ostateczny projekt.

Prace w fabryce w Saint-Ouen postępowały stosunkowo szybko. Budowa pierwszego prototypu, noszącego fabryczne oznaczenie AC3, zakończyła się 15 kwietnia 1935 roku. Maszyna, w dużej mierze przez pogrubiony pancerz, osiągnęła masę około 17 ton. Następnie czołg trafił na intensywne próby (trwające od lipca do sierpnia 1935 roku), które wypadły nie do końca zadowalająco. Komisja testująca pojazd na terenie ośrodka w Vincennes, wskazała na liczne usterki. W związku z tym w zakładach zbudowano kolejny prototyp oznaczony jako AC4, w którym inżynierowie wyeliminowali wady pierwszego wozu – głównie zdiagnozowane problemy z pionierskim zawieszeniem i jego podatnością na uszkodzenia.

Po pomyślnym przejściu prób przez prototyp AC4, francuskie dowództwo zamówiło jeszcze jeden pojazd oraz cztery egzemplarze przedseryjne do dalszych, długotrwałych testów. Wozy te weszły na wyposażenie 4. Pułku Kirasjerów w styczniu 1936 roku. Oddziały te miały za zadanie sprawdzić zachowanie wozu w warunkach poligonowych i opracować pierwsze instrukcje taktyczne dla kawalerzystów przesiadających się na pojazdy pancerne. Po zakończeniu prób i wprowadzeniu drobnych poprawek konstrukcyjnych, 25 marca 1936 roku czołg został przyjęty do uzbrojenia pod oficjalnym oznaczeniem Automitrailleuse de Combat modele 1935 S. W żargonie wojskowym okazjonalnie stosowano również skrót Char 1935 S. Powszechnie pojazd ten znany był jednak jako Somua S-35.

Somua S-35
Somua S-35

Konstrukcja

Ogólny układ konstrukcji

Somua S-35 pod wieloma względami był konstrukcją nowatorską, chociaż nie pozbawioną wad i przestarzałych rozwiązań. Zamiast powszechnie stosowanego wówczas nitowania płyt pancernych (jak w pierwszych egzemplarzach Char D1), zakłady SOMUA postawiły na wielkogabarytowe odlewy pancerza kadłuba i wieży. Proces ten, realizowany przy wsparciu zakładów metalurgicznych Creusot, stanowił pokaz ogromnych możliwości technologicznych przedwojennej Francji. Kadłub wozu składał się z trzech głównych, masywnych sekcji odlewanych ze stali homogenicznej, które następnie łączono ze sobą za pomocą śrub. Konstrukcję dzielono w osi poziomej – na dolną „wannę” oraz dwie sekcje górne (przednią i tylną).

Grubość opancerzenia dochodziła do 36 mm na przodzie kadłuba. Pancerz wieży wynosił maksymalnie 42–47 mm, boki opancerzono stalą o grubości 35 mm, a tył 25 mm. Dno kadłuba i strop osłonięte były płytami o grubości około 20 mm. Obłe kształty sprzyjały rykoszetowaniu pocisków. Zapewniało to znakomitą ochronę balistyczną, przewyższając odpornością większość ówczesnych konstrukcji europejskich, jednak znacząco komplikowało naprawy polowe. Dodatkowo zwarta, odlewana konstrukcja sprawiała, że dostęp do przedziału silnikowego był niezwykle trudny, co czyniło serwisowanie czołgu koszmarem dla mechaników. Aby dostać się do newralgicznych elementów jednostki napędowej, załoga musiała często demontować ciężkie elementy pancerza.

Poważną wadą maszyny była natomiast bardzo wysoka sylwetka oraz stanowczo za mała, jednoosobowa wieża. Wysokość wozu wynosiła 2,62 m, przy długości 5,38 m i szerokości 2,12 m. Takie proporcje ułatwiały wrogowi celowanie i negatywnie wpływały na stabilność pojazdu. Masa bojowa pojazdu wynosiła 19,5 tony.

Somua S-35
Somua S-35

Zawieszenie i układ napędowy

Napęd stanowił ośmiocylindrowy silnik rzędowy o mocy 190 KM. Była to solidna, chłodzona cieczą jednostka SOMUA o pojemności aż 13,7 litra. Zapewniał on korzystny stosunek mocy do masy, o wiele lepszy niż w przypadku np. czołgów Char D2. Parametr rzędu blisko 10 KM/t w połączeniu z odpowiednią skrzynią biegów (pięć biegów do przodu i jeden wsteczny) gwarantował bardzo dobre osiągi. Prędkość maksymalna wynosiła 40 km/h na drogach, a w terenie dochodziła do aż 32 km/h. Zbiorniki paliwa mogły pomieścić 410 litrów benzyny, zapewniając zasięg 240 km na drodze oraz 110 km w terenie.

Zawieszenie zaprojektowane przez inżyniera Eugène’a Brillié, oparte było na resorach piórowych i wózkach jezdnych, oraz chronione dodatkowymi, opuszczanymi ekranami pancernymi. Układ jezdny po każdej stronie opierał się na dziewięciu kołach jezdnych i jednym niezależnym kole napinającym (przednim). Został on mocno zainspirowany konstrukcjami czechosłowackiej Škody (znanymi np. z LT vz. 35). Rozwiązanie to zapewniało maszynie bardzo dobrą trakcję. Z kolei wspomniane boczne osłony (panele o grubości 10 mm), choć zabezpieczały zawieszenie przed odłamkami, w warunkach polowych zapychały się błotem, gęstym śniegiem i gruzem, co w skrajnych przypadkach potrafiło zablokować gąsienicę.

Wieża APX-1 CE

Załoga wozu liczyła łącznie 3 osoby. Kierowca-mechanik oraz strzelec-radiotelegrafista zajmowali pozycje w przedniej części kadłuba. Kierowca dysponował odchylanym, dwuczęściowym włazem przednim, z którego chętnie korzystał podczas marszu kolumną. Dowódca zajmował miejsce w wieży i był odpowiedzialny za obsługę uzbrojenia oraz wydawanie rozkazów.

Somua S-35
Somua S-35

Konstrukcja posiadała jednak poważne wady ergonomiczne. Kluczowym problemem okazała się jednoosobowa wieża APX-1 CE. Oznaczenie CE (Chemin Élargi) wskazywało na powiększony pierścień wiodący (z 1022 mm do 1130 mm) w stosunku do standardowej wieży APX-1 używanej w czołgach Char B1, co miało ułatwić dowódcy pracę. Mimo elektrycznego napędu obrotu wieży (systemu zasilanego z instalacji 12V), rozwiązanie to wymuszało na dowódcy jednoczesne kierowanie załogą, prowadzenie obserwacji, ładowanie działa oraz celowanie, co w warunkach bojowych drastycznie spowalniało szybkostrzelność. Skutkowało to przeciążeniem pracą, gdyż dowódca czołgu musiał w trakcie walki samodzielnie obsługiwać całe uzbrojenie główne. Pomoc radiotelegrafisty, który mógł jedynie podawać dowódcy amunicję z zasobników kadłubowych, była niewystarczająca. Radiotelegrafista przebywał nieco z tyłu po prawej stronie od kierowcy i w ferworze walki jego współpraca z resztą załogi była bardzo ograniczona.

Jako czołg dedykowany kawalerii zmechanizowanej, S-35 miał w teorii polegać na doskonałej koordynacji działań. W praktyce jednak, brak nowoczesnych radiostacji w znacznej części pojazdów uniemożliwiał sprawną komunikację i realizację złożonych manewrów na szczeblu plutonu czy kompanii. Program zakładał wyposażenie wozów dowódców plutonów w radiostacje ER 29, a wozów podległych w modele ER 28, lecz z powodu opóźnień produkcyjnych wiele czołgów wchodziło do służby bez środków łączności radiowej, co wymuszało archaiczną komunikację za pomocą chorągiewek sygnałowych.

Uzbrojenie

Uzbrojenie główne stanowiła znakomita armata czołgowa Puteaux SA35 kalibru 47 mm. W przededniu wojny było to jedno z najlepszych czołgowych dział przeciwpancernych. Lufa o długości 32 kalibrów (L/32) nadawała pociskowi przeciwpancernemu o masie 1,62 kg prędkość wylotową sięgającą 700 m/s. Pozwalało to przebić 40-milimetrową płytę stalową nachyloną pod kątem 30 stopni z dystansu 400 m. Dzięki temu francuski czołg mógł zniszczyć praktycznie każdy potencjalny czołg tego okresu. Zapas amunicji wynosił 118 naboi. Była to mieszanka pocisków przeciwpancernych z czepcem balistycznym oraz odłamkowo-burzących (przeznaczonych do neutralizacji stanowisk piechoty i lekkiej artylerii).

Zniszczony Somua S-35
Zniszczony Somua S-35

Uzbrojenie dodatkowe stanowił sprzężony karabin maszynowy kalibru 7,5 mm (standardowy francuski model MAC 1931 z pokaźnym zapasem 2250 naboi). Konstrukcja francuska pozwalała na wychylenie tego karabinu maszynowego w jarzmie na boki (o 10 stopni w każdą stronę) niezależnie od obrotu głównej wieży, co pozwalało na szybsze reagowanie na flankujących żołnierzy nieprzyjaciela. Całość uzbrojenia wsparto dobrą optyką, zapewniając dowódcy nowoczesne, jak na tamte czasy, przyrządy celownicze, które jednak ze względu na przeładowanie obowiązkami rzadko mogły być w pełni wykorzystane podczas walki.

Produkcja i warianty rozwojowe

Początkowo wojsko zamówiło zaledwie 50 czołgów S-35, traktując pierwszą wiosenną umowę z 1936 roku jako partię wdrożeniową. Wozy te miały posłużyć do zebrania doświadczeń eksploatacyjnych w pułkach kawalerii. W miarę pomyślnych prób oraz rosnącego nacisku na unowocześnienie armii w obliczu zagrożenia ze strony Niemiec, francuskie dowództwo zdało sobie sprawę z wartości tej maszyny. W związku z tym, wraz ze wzrostem zapotrzebowania, zamówienie powiększono do docelowych 500 egzemplarzy.

Zakłady SOMUA od początku borykały się z poważnymi problemami przy produkcji nowych czołgów. Zastosowanie wielkogabarytowych odlewów pancernych wymagało olbrzymiej precyzji, co przy wysokiej cenie jednostkowej spowalniało tempo dostaw. Czołg z uzbrojeniem i wyposażeniem radiowym kosztował francuskiego podatnika około 982 000 franków, co czyniło z S-35 jeden z najdroższych czołgów w ówczesnym arsenale (dla porównania, lekkie czołgi wsparcia piechoty Renault R-35 były blisko pięciokrotnie tańsze). Zakłady hutnicze Creusot, odpowiedzialne za dostarczanie odlewów, potrzebowały czasu na powolne stygnięcie wielkich sekcji pancerza, co było kluczowe dla uniknięcia mikropęknięć w strukturze stali. Dodatkowo francuski przemysł paraliżowały w tym okresie liczne strajki robotnicze. Wprowadzenie w 1936 roku 40-godzinnego tygodnia pracy przez rząd Frontu Ludowego drastycznie obniżyło miesięczne normy fabryk. Braki dotyczyły w szczególności odlewanych wież APX, których produkcja dramatycznie nie nadążała za produkcją kadłubów (często na placach fabrycznych stały dziesiątki gotowych wozów pozbawionych wież i uzbrojenia).

Zniszczony Somua S-35
Zniszczony Somua S-35

Mimo tych logistycznych i społecznych przeszkód, do rozpoczęcia niemieckiej inwazji na Francję w maju 1940 roku zbudowano około 400 czołgów, z czego 288 znajdowało się bezpośrednio w jednostkach frontowych. Tempo montażu w 1940 roku udało się podnieść do około 22 pojazdów miesięcznie (choć w szczytowym momencie planowano 50). Co więcej, zakłady pracowały pod presją do samego końca – kolejnych kilkadziesiąt wozów ukończono i dostarczono armii już po rozpoczęciu działań wojennych. Ostatecznie, do momentu zajęcia fabryk przez Wehrmacht, wyprodukowano 427 egzemplarzy S-35.

W toku cyklu produkcyjnego we wczesnych seriach wprowadzono kilka poprawek konstrukcyjnych. Obejmowały one między innymi modyfikacje gąsienic, zmianę kół napędowych oraz ulepszenie wentylacji przedziału silnikowego, co miało zmniejszyć awaryjność wozu na dłuższych dystansach. Ostatecznie jednak sam model S-35 posiadał przy tym stosunkowo mały potencjał modernizacyjny. Masywny, odlewany kadłub utrudniał instalację sprzętu o większych gabarytach, a zawieszenie znajdowało się blisko granicy swojej maksymalnej nośności.

Rozwój konstrukcji – S-40 i SAu 40

Aby przełamać bariery technologiczne, stworzono również projekt ulepszonej wersji wozu, oznaczonej jako S-40. Konstruktorzy SOMUA zdawali sobie sprawę z niedoskonałości podwozia swojego sztandarowego wozu. Konstrukcja przedniej części układu jezdnego sprawiała, że S-35 miał problemy z pokonywaniem wyższych, pionowych przeszkód terenowych. W modelu S-40 przednie koło napinające przesunięto nieco do przodu i podniesiono, a opuszczane osłony pancerne przeprojektowano.

Maszyna ta miała otrzymać mocniejszy silnik (planowano zastosowanie jednostki o mocy 220 KM, by wyeliminować spadki osiągów w trudnym terenie), zmodernizowane podwozie z ulepszonym układem jezdnym poprawiającym pokonywanie przeszkód pionowych oraz nową, znacznie większą wieżę typu ARL 2C. Miała ona wreszcie rozwiązać problemy ergonomiczne i odciążyć dowódcę, oferując miejsce dla drugiego członka załogi. Sprawniejszy układ ładowania i lepsza optyka miały znacząco podnieść wartość bojową wozu. Ulepszona wersja S-40 dysponowała sporym potencjałem i mogła prezentować się o wiele lepiej na polu walki. Jej produkcja seryjna miała ruszyć w lipcu 1940 roku, jednak nigdy nie weszła do masowej eksploatacji ze względu na błyskawiczne postępy Wehrmachtu i ostateczną kapitulację Francji.

Somua S-35
Somua S-35

Wartym odnotowania epizodem w rozwoju konstrukcji był również projekt SAu 40 (Automitrailleuse de Combat rayée SOMUA). Było to potężne działo samobieżne, zbudowane na zmodyfikowanym podwoziu S-40. Pojazd ten uzbrojono w armatę 75 mm modele 1929 zamontowaną asymetrycznie w przedniej płycie kadłuba oraz małą wieżyczkę obserwacyjną z karabinem maszynowym na stropie. Przed upadkiem Francji zdołano ukończyć jeden w pełni sprawny prototyp oraz kilka kadłubów serii informacyjnej. Prototyp oraz cztery nieuzbrojone w wieżyczki egzemplarze seryjne wzięły udział w czerwcu 1940 roku w bezpośrednich walkach z Niemcami.

Eksploatacja

Szok kulturowy i wielkie manewry (1937–1939)

Wczesna eksploatacja czołgów Somua S-35 w elitarnych jednostkach (takich jak 4. Pułk Kirasjerów) obfitowała w liczne awarie wynikające z niewłaściwej obsługi – palono sprzęgła, uszkadzano skrzynie biegów i zacierano silniki. Problemy te wynikały głównie z tego, że załogi czołgów tworzyli dawni kawalerzyści, często pozbawieni odpowiedniego doświadczenia technicznego. Francuskie dowództwo musiało organizować specjalistyczne kursy mechaniczne, by zapobiec niszczeniu kosztownego sprzętu.

Prawdziwym sprawdzianem dla nowych pojazdów były wielkie manewry wojskowe organizowane w latach 1937, 1938 i 1939. W ich trakcie dowództwo formujących się Division Légère Mécanique  (DLM) testowało scenariusze głębokich przełamań i szybkich kontrataków. To właśnie na poligonach uwidoczniły się ograniczenia taktyczne nowych wozów. Brak nowoczesnych radiostacji uniemożliwiał sprawną komunikację i realizację złożonych manewrów. Oficerowie raportowali, że przeciążony dowódca w jednoosobowej wieży, próbujący jednocześnie ładować działo, obserwować teren i używać chorągiewek sygnałowych, traci kontrolę nad przebiegiem starcia. Niestety, najwyższe dowództwo zbagatelizowało te raporty.

Somua S-35
Somua S-35

„Dziwna Wojna” (1939–1940)

Po wypowiedzeniu przez Francję wojny III Rzeszy we wrześniu 1939 roku, czołgi S-35 nie ruszyły natychmiast do walki. Elitarne jednostki DLM zostały wycofane do rezerwy strategicznej, oczekując na niemieckie uderzenie przez Belgię w ramach planu „Dyle”. Rozpoczął się wielomiesięczny okres tzw. „Dziwnej Wojny” (fr. Drôle de guerre).

Głównym wrogiem francuskich czołgistów na przełomie 1939 i 1940 roku nie był Wehrmacht, lecz nuda oraz wyjątkowo ostra zima. Potężne mrozy uwydatniły słabości konstrukcyjne S-35. Zawieszenie inżyniera Brillié w warunkach polowych sprawiało problemy; błoto pośniegowe zamarzało w nocy pomiędzy kołami a bocznymi ekranami pancernych, blokując wózki jezdne i unieruchomiając pojazdy. Załogi spędzały godziny na wykuwaniu lodu z podwozia, aby czołg mógł w ogóle ruszyć. Zimowe patrole dodatkowo zużywały resursy silników, przez co w maju 1940 roku wiele wozów ruszyło do walki w stanie znacznego wyeksploatowania technicznego.

Kampania francuska (1940)

Gdy 10 maja 1940 roku ruszyła niemiecka ofensywa (Fall Gelb), lata przygotowań teoretycznych musiały ustąpić miejsca brutalnej rzeczywistości pola walki. Na początku II wojny światowej francuska armia dysponowała większą liczbą czołgów niż siły niemieckie, jednak większość tego sprzętu prezentowała bardzo małą wartość bojową i była używana zgodnie z taktyką całkowicie nieadekwatną do ówczesnej sytuacji na froncie. Na tym tle czołgi Somua S-35 stanowiły chlubny wyjątek pod względem realnych możliwości bojowych, jednak było ich za mało, aby miały realny wpływ na przebieg walk.

Zgodnie ze swoim kawaleryjskim przeznaczeniem, maszyny te znajdowały się pułkach kawalerii zmechanizowanej, zasilając między innymi 2 Lekką Dywizję Zmechanizowaną (2e DLM), a także lżejsze dywizje kawalerii oraz nowo formowane dywizje pancerne. Formacje DLM stanowiły ówczesną elitę francuskiej armii, zorganizowaną specjalnie do błyskawicznych działań manewrowych w ramach planu „Dyle”. Zakładał on wejście sił francuskich do Belgii w celu zablokowania niemieckiego natarcia.

Somua S-35
Somua S-35

W przededniu niemieckiej inwazji, każda z trzech Lekkich Dywizji Zmechanizowanych (1., 2. i 3. DLM) posiadała na stanie po 80 czołgów S-35, co czyniło z nich trzon francuskich sił uderzeniowych. Organizacja tych jednostek była ściśle określona – pułk bojowy (jak np. 4. Pułk Kirasjerów w 1e DLM czy 13. Pułk Dragonów w 2e DLM) dysponował dwoma szwadronami wyposażonymi w czołgi Somua S-35 oraz dwoma szwadronami uzbrojonymi w lżejsze czołgi np. AMC 35 albo AMR 35. Niewielka liczba wozów trafiła również do nowo tworzonej 4. Dywizji Pancernej (4e DCR), dowodzonej przez pułkownika Charlesa de Gaulle’a, gdzie walczyły razem z czołgami Char D2 i ciężkimi Char B1bis. Wozy dla 4e DCR zostały sformowane z rezerw 3. Pułku Kirasjerów, aby załatać braki sprzętowe przed planowanymi kontratakami.

Swój chrzest bojowy i najważniejszy sprawdzian Somua S-35 przeszły podczas wielkiej bitwy pancernej pod Hannut w Belgii, stoczonej w dniach 12-14 maja 1940 roku. Było to pierwsze na taką skalę starcie dużych, zmotoryzowanych związków taktycznych w historii. Korpus Kawalerii pod dowództwem generała Priouxa (w skład którego wchodziły 2. i 3. DLM) starł się tam z dwoma niemieckimi dywizjami pancernymi (3. i 4. Panzer-Division) z XVI Korpusu zmotoryzowanego, dowodzonego przez generała Ericha Hoepnera. Zadaniem Francuzów było opóźnienie wroga, by dać czas głównej armii na okopanie się w tzw. luce Gembloux. Szczególnie zacięte walki rozgorzały 13 maja w okolicach miejscowości Merdorp i Jandrain. W tych bezpośrednich starciach gruby, odlewany pancerz S-35 udowodnił swoją wartość – niemieckie pociski przeciwpancerne kalibru 37 mm (z armat PaK 36) często odbijały się od francuskich czołgów, podczas gdy francuskie działa kalibru 47 mm skutecznie niszczyły niemieckie PzKpfw I, PzKpfw II oraz wczesne wersje III i IV. Relacje niemieckich czołgistów z 35. Pułku Pancernego potwierdzały, że ich pociski, trafiając we francuskie odlewy nawet z dystansu 200 m, rykoszetowały lub pękały, nie wyrządzając żadnych szkód.

Dalsze walki obronne i przyczyny klęski

Ostatecznie jednak maszyny te nie wykazały się na froncie i nigdy nie odegrały znaczącej roli w walkach, która odwróciłaby losy kampanii. Wynikało to głównie z fatalnego systemu dowodzenia po stronie francuskiej oraz nieefektywnej taktyki wykorzystania potencjału pancernego. Ponieważ S-35 wprowadzano do akcji w niewielkich formacjach, lokalne sukcesy taktyczne (np. zniszczenie kilkunastu niemieckich wozów przez samotne plutony Somua) nie przekładały się na sukces operacyjny.

Francuscy oficerowie, pozbawieni nowoczesnych środków łączności radiowej, mieli olbrzymie problemy z koordynacją działań. Ponieważ głównie dowódcy plutonów dysponowali radiostacjami (często zawodnymi ER 29), a wozy podległe rzadko posiadały odbiorniki, szyki francuskie łatwo ulegały dezorganizacji. Wiele ataków przypominało rozproszone akcje, co wykorzystywali Niemcy, posiadający doskonałą komunikację i współdziałający z własnym lotnictwem. Większość wozów utracono w wyniku braku wsparcia oraz w konfrontacjach z lepiej dowodzonymi, skoncentrowanymi oddziałami pancernymi wroga. Niemieckie bombowce nurkujące Junkers Ju-87 Stuka dodatkowo rozbijały kolumny zaopatrzeniowe, izolując francuskie zgrupowania.

PzKpfw 35-S 739(f)
PzKpfw 35-S 739(f)

Dodatkowo, podobnie jak w przypadku wielu innych francuskich czołgów, Somua S-35 padały ofiarą logistyki – porzucano je i niszczono z powodu awarii mechanicznych lub braku paliwa w trakcie odwrotu. Gąsienice zapychające się błotem i przeciążone układy napędowe sprawiały, że wycofujące się m.in. w stronę Dunkierki załogi musiały wysadzać w powietrze w pełni sprawne bojowo, ale unieruchomione czołgi.

Pozostali użytkownicy

Ze względu na niewielką skalę produkcji przed wojną, oraz olbrzymie zapotrzebowanie francuskich jednostek, Somua S-35 nie trafiły oryginalnie do żadnego innego kraju. Pojazdami tymi interesowała się Polska, ale sprzedaż nowoczesnych czołgów zablokowano głównie z powodu wysokiej ceny jak i po prostu braku egzemplarzy możliwych do sprzedaży. Grono użytkowników S-35 powiększyło się jednak po kapitulacji Francji w czerwcu 1940 roku. Największym nowym użytkownikiem tych pojazdów zostały Niemcy wraz z sojusznikami. Ponadto pewna liczba czołgów trafiła do jednostek Vichy, które wykorzystywały je aż do upadku reżimu.

W służbie Wehrmachtu (PzKpfw 35-S 739(f))

Mimo chaosu walk, kampanię obronną we Francji przetrwało około 300 czołgów S-35, które po zawieszeniu broni trafiły w niemieckie ręce. Z tej puli blisko 200 maszyn zostało oficjalnie przyjętych do uzbrojenia Wehrmachtu pod oznaczeniem PzKpfw 35-S 739(f). Doceniając gruby pancerz z odlewanej stali, Niemcy zdecydowali się na włączenie ich do własnych struktur, co wymagało modyfikacji. Niemieccy technicy szybko dostrzegli ergonomiczne wady wieży APX-1 CE i poddali wiele wozów istotnym modyfikacjom. Najczęstszą zmianą było odcięcie górnej części oryginalnej kopułki dowódcy i przyspawanie w jej miejsce dwuczęściowego włazu, co pozwalało na obserwację pola walki bez wychylania się poza właz. Umożliwiało to lepszą orientację w terenie oraz szybką ewakuację. We wnętrzu instalowano także niemieckie radiostacje, najczęściej FuG 5, które wymagały zamontowania nowych anten.

Niemcy nie wykorzystywali S-35 na pierwszej linii frontu. Wozy te znalazły zastosowanie jako pojazdy wsparcia dla oddziałów policyjnych oraz jednostek stacjonujących we Francji, na Bałkanach oraz na froncie wschodnim i zwalczających partyzantów. Ze względu na stosunkowo powolny proces produkcji niemieckich czołgów, zdobyczne Somua S-35 stały się nieocenionym sprzętem garnizonowym. Wykorzystywano je także w niemieckich pociągach pancernych (Panzerzüge, np. o numerach 26, 27 czy 28), gdzie często pełniły rolę mobilnych stanowisk artyleryjskich przewożonych na specjalnych platformach kolejowych.

PzKpfw 35-S 739(f)
PzKpfw 35-S 739(f)

Ciekawym epizodem było wysłanie pewnej liczby PzKpfw 35-S 739(f) z 211. Batalionu Pancernego (Panzer-Abteilung 211) do Finlandii, gdzie latem 1941 roku wspierały uderzenie na Murmańsk, zmagając się z koszmarnymi warunkami terenowymi, w których francuskie podwozia sprawdzały się fatalnie. W trakcie operacji „Silberfuchs” (pol. Srebrny Lis) potężne, skaliste podłoże i bagna Laponii brutalnie zweryfikowały delikatne wózki jezdne inżyniera Brillié, a niskie temperatury doprowadzały do pękania odlewanych elementów zawieszenia. Inne bataliony obsadzały m.in. Wyspy Normandzkie i pełniły zadania okupacyjne we Francji. Wozy te stanowiły wyposażenie jednostek szkoleniowych i rezerwowych, takich jak Panzer-Abteilung 100. Dopiero w końcowej fazie wojny, po alianckim lądowaniu w Normandii w czerwcu 1944 roku, wozy zdobyte przez Niemców wzięły bezpośredni udział w walkach. W tym czasie była to już wówczas konstrukcja całkowicie przestarzała, w związku z czym S-35 nie mogły zagrozić czołgom takim jak M4 Sherman czy A27 Cromwell.

Niemcy chętnie dzielili się zdobycznym sprzętem ze swoimi sojusznikami, dla których brakowało nowoczesnych pojazdów bojowych. Somua S-35 zasiliły również siły zbrojne innych państw w trakcie konfliktu:

  • W 1941 roku 32 czołgi trafiły do Włoch, gdzie ze względu na niedostatki własnego sprzętu skierowano je na Sardynię. Włoskie dowództwo (Regio Esercito) wcieliło je do 131. Pułku Czołgów (131° Reggimento Fanteria Carrista). Po kapitulacji Włoch we wrześniu 1943 roku, większość z tych pojazdów została przejęta z powrotem przez Wehrmacht, zanim zdążyły odegrać większą rolę w walkach na półwyspie.
  • 19 sztuk wyeksportowano do Bułgarii, by wesprzeć lokalne siły policyjne. Bułgarzy zdawali sobie sprawę z ograniczeń tych konstrukcji i wykorzystywali je wyłącznie do działań przeciwpartyzanckich, unikając wystawiania ich do starć z radzieckimi jednostkami pancernymi.
  • Podobno 2 egzemplarze S-35 trafiły także na Węgry. Najprawdopodobniej posłużyły one tamtejszym inżynierom do testów rozwiązań balistycznych i analizy odlewanego pancerza przy projektowaniu własnych konstrukcji (takich jak czołg Turán).

Maroko, Vichy i Wolna Francja

Po zakończeniu walk we Francji, pewna liczba Somua S-35 trafiła pod kontrolę oddziałów Vichy. Łącznie 50 czołgów trafiło do Afryki Północnej (m.in. do 12. Pułk Strzelców Afrykańskich). Większość z nich trafiła do Maroka, gdzie po operacji „Torch” w 1942 roku przeszły wraz z załogami na stronę Aliantów. Gdy wojska te dołączyły do Wolnej Francji, czołgi Somua S-35 wzięły udział w walkach w Tunezji, po czym zostały zastąpione przez nowocześniejsze Shermany. Nieliczne egzemplarze (około 17) dotrwały w służbie 13. Pułku Dragonów aż do przełomu 1944 i 1945 roku, wspierając likwidację niemieckich punktów oporu w Royan i La Rochelle.

Somua S-35 w Army Ordnance Museum w Aberdeen przed likwidacją muzeum (fot. Mark Pellegrini)
Somua S-35 w Army Ordnance Museum w Aberdeen przed likwidacją muzeum (fot. Mark Pellegrini)

Najlepszy francuski czołg?

Analizując przebieg walk i możliwości francuskich czołgów w 1940 roku, wielu historyków uznaje czołgi Somua S-35 za najlepsze francuskie czołgi II wojny światowej. Ocena ta wynika z wielu czynników. Ich kluczowym atutem była przeżywalność na polu walki. Pancerz wieży o grubości 47 mm oraz nachylony pancerz kadłuba (o grubości 36 mm) zapewniały odporność na ostrzał z podstawowych niemieckich dział przeciwpancernych PaK 36 kalibru 37 mm. Armaty te, złośliwie nazywane przez samych Niemców „kołatkami do drzwi armii” (Heeresanklopfgerät), okazywały się całkowicie bezsilne wobec zaokrąglonych, masywnych odlewów kadłuba i wieży S-35 na standardowych dystansach bojowych. Oczywiście inaczej wyglądała sytuacja, gdy wykorzystywano potężne armaty kalibru 88 mm, jednak w 1940 roku były one jeszcze rzadko używane w roli broni przeciwpancernej.

Równocześnie, zastosowana w Somua S-35 47-milimetrowa armata Puteaux SA 35 skutecznie przebijała pancerze najpopularniejszych niemieckich czołgów, a nawet rzadszych i lepiej opancerzonych PzKpfw III oraz PzKpfw IV. Niemieckie czołgi średnie tamtego okresu dysponowały pancerzem przednim rzędu 30 mm, co czyniło je bardzo wrażliwymi na trafienia pociskami z francuskiego działa. Warto zaznaczyć, że wczesne wersje PzKpfw III (warianty od Ausf. A do Ausf. E) były uzbrojone w armaty 37 mm, co dawało francuskiemu wozowi bezwzględną przewagę ogniową w bezpośrednich pojedynkach artyleryjskich.

Dominacja S-35 uwidacznia się również w porównaniu z innymi krajami. W zestawieniu z brytyjskimi czołgami szybkimi (takimi jak Cruiser Mk III, Cruiser Mk IV), francuski pojazd oferował znacznie wyższy poziom ochrony balistycznej, ustępując grubością pancerza wyłącznie powolnym wozom wsparcia piechoty, takim jak Matilda II. Brytyjskie „Cruisery” były wprawdzie stosunkowo szybkie, ale ich pancerz chronił zaledwie przed ostrzałem z broni małokalibrowej. Z kolei porównanie z włoskimi konstrukcjami z tego okresu, jak chociażby M11/39, wykazuje całkowitą dominację francuskiego czołgu pod względem uzbrojenia, opancerzenia i mobilności. Włoska maszyna z działem umieszczonym niefortunnie w kadłubie i nitowanym pancerzem była pod każdym względem konstrukcją archaiczną.

Somua S-35 (fot. Thomas Daniel Meaker/depositphotos.com)
Somua S-35 (fot. Thomas Daniel Meaker/depositphotos.com)

Znakomite parametry balistyczne to jednak tylko jedna strona medalu. Somua S-35 posiadał poważne wady konstrukcyjne. O ile Niemcy w swoich czołgach średnich PzKpfw III i IV zastosowali przestronne, trzyosobowe wieże z jasnym podziałem ról (dowódca, celowniczy, ładowniczy), we francuskich czołgach kluczowym problemem okazała się jednoosobowa wieża APX-1 CE. Rozwiązanie to wymuszało na dowódcy jednoczesne kierowanie załogą, prowadzenie obserwacji, ładowanie działa oraz celowanie, co w warunkach bojowych drastycznie spowalniało szybkostrzelność. Przeciążony zadaniami dowódca S-35 tracił orientację taktyczną, co niwelowało przewagę wynikającą ze świetnego działa SA 35. Dodatkowo brak nowoczesnych radiostacji w znacznej części pojazdów uniemożliwiał sprawną komunikację i realizację złożonych manewrów na szczeblu plutonu czy kompanii.

Ostatecznie, jak pokazała historia, wykorzystanie operacyjne wozów Somua S-35 obnażyło błędy ówczesnej francuskiej doktryny wojennej. Czołg jako narzędzie jest bowiem tak dobry, jak taktyka jego użycia. Mimo lokalnych sukcesów w starciach bezpośrednich (między innymi w bitwie pod Hannut), pojazdy te ulegały zniszczeniu ze względu na fatalny system dowodzenia. Francuski sztab rozpraszał siły pancerne na szerokim froncie, rzucając je do izolowanych kontrataków bez koniecznego wsparcia piechoty i lotnictwa. To właśnie błędy w taktyce sprawiły, że nawet gdyby więcej Somua S-35 trafiło do jednostek liniowych w 1940 roku, nie zmieniłoby to przebiegu walk.

Somua S-35 (fot. Thomas Daniel Meaker/depositphotos.com)
Somua S-35 (fot. Thomas Daniel Meaker/depositphotos.com)

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Udostępnij.

Założyciel i Redaktor Naczelny portalu SmartAge.pl. Od ponad dekady zajmuję się popularyzacją historii, ze szczególnym naciskiem na militaria, broń pancerną, lotnictwo, marynistykę oraz rozwój techniki. Współpracuję z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu.Na swoim koncie mam ponad 3000 artykułów, w tym analiz technicznych, recenzji oraz relacji. Jako fotograf specjalizuję się w fotografii lotniczej i krajobrazowej oraz reportażu z wydarzeń historycznych. W swojej pracy stawiam na jakość merytoryczną i różnorodne źródła, a także autorskie podejście, gwarantujące unikalność materiałów w dobie powtarzalnych treści.

×