Włoskie czołgi podczas II wojny światowej znacznie ustępowały swoim odpowiednikom z innych krajów. Zdając sobie z tego sprawę, dowództwo Regio Esercito zleciło rozpoczęcie prac nad ciężkim czołgiem przełamania Carro Armato P26/40. Ostatecznie doprowadziły one do powstania w 1943 roku ważącego 26 ton czołgu, który chociaż klasyfikowany był jako ciężki, miał więcej wspólnego z typowymi, masowo produkowanymi czołgami średnimi. Mimo to, był to formalnie najlepszy i najcięższy produkowany seryjnie włoski czołg podczas II wojny światowej.
Geneza
Włoska myśl wojskowa lat 30. XX wieku opierała się na koncepcji wojny szybkiej (wł. guerra di rapido corso), w której główne skrzypce miały grać lekkie, mobilne tankietki oraz średnie maszyny wsparcia piechoty. Zakładano, że ewentualny konflikt zbrojny w Europie będzie toczył się w trudnym, górzystym terenie alpejskim, gdzie kluczowa okaże się manewrowość i niski jednostkowy nacisk gąsienic na grunt. W rezultacie włoskie zakłady zbrojeniowe masowo produkowały pojazdy o masie nieprzekraczającej kilkunastu ton, całkowicie ignorując globalne trendy skłaniające się ku silniej opancerzonym konstrukcjom zdolnym do bezpośredniego przełamywania ufortyfikowanych linii wroga i zwalczania wrogich pojazdów. Włoskie pojazdy projektowano głównie z myślą o wspieraniu piechoty, a nie o walce z innymi czołgami. To zadanie miało spaść na oddziały artylerii przeciwpancernej, dysponujące holowanymi armatami przeciwpancernymi.

Zmiana tej doktryny nastąpiła dopiero pod wpływem bolesnych doświadczeń z hiszpańskiej wojny domowej oraz wczesnych faz II wojny światowej. Włoscy planiści sztabowi z niepokojem analizowali raporty z frontu, które jasno wskazywały, że ich podstawowe tankietki serii CV 33 (L3/33), czołgi lekkie L6/40 oraz czołgi średnie M11/39, M13/40 i M14/41 ustępowały brytyjskim, francuskim, radzieckim i niemieckim odpowiednikom pod względem siły ognia oraz ochrony balistycznej. Zrozumiano ostatecznie, że bez ciężkiego wozu przełamania – klasyfikowanego we włoskiej nomenklaturze jako maszyna klasy „Pesante” – siły zbrojne nie będą w stanie sprostać wymogom nowoczesnego pola walki.
Pierwotne założenia taktyczno-techniczne dla nowego pojazdu, sformułowane przez sztab generalny pod koniec lat 30., były niezwykle zachowawcze. Oczekiwano maszyny o masie całkowitej rzędu 20 ton, uzbrojonej w krótkolufowe działo kalibru 75 mm, które zamierzano zamontować na stałe w kazamacie kadłuba, wzorem rozwiązań z wczesnych wozów średnich serii M. Aby zwiększyć możliwości zwalczania wrogich czołgów, zamierzano dodać armatę kalibru 47 mm w wieży (dosyć podobnie jak miało to miejsce w amerykańskim czołgu średnim M3 Lee). Ten archaiczny układ wkrótce okazał się całkowicie nieadekwatny, a wymagania zaczęły szybko ewoluować w stronę konstrukcji z uzbrojeniem głównym osadzonym w obrotowej wieży, co miało zagwarantować pełne, 360-stopniowe pole ostrzału. Warto dodać, że w różnych przewijających się koncepcjach pojawił się nawet pomysł zainstalowania działka kalibru 20 mm, sprzężonego z haubicą lub działem w wieży. Ostatecznie uznano jednak, że kolejne uzbrojenie będzie nadmiarem.
Pod silną presją raportów wywiadowczych opisujących parametry nowych czołgów brytyjskich (takich jak Matilda II) oraz francuskich (m.in. Somua S-35), dokładnie 1 grudnia 1940 roku radykalnie zrewidowano specyfikację techniczną. Docelowa masa maszyny miała wzrosnąć do 26 ton, co dla włoskiego przemysłu ciężkiego było wartością dotychczas niespotykaną. Projekt ten napotykał od razu na fundamentalne ograniczenia logistyczne – szczególnie wąskim gardłem okazała się nośność włoskich mostów pontonowych oraz możliwości transportowe kolei państwowych, które wymuszały na konstruktorach rygorystyczne trzymanie się bardzo ciasnych maksymalnych gabarytów transportowych.
Prace projektowe i prototypy
Zasadnicze prace badawczo-rozwojowe nad nową maszyną przełamania ruszyły pełną parą w połowie 1940 roku, jednak od samego początku proces ten charakteryzował się głębokim chaosem decyzyjnym. Pierwotna koncepcja, oznaczona w dokumentacji sztabowej roboczo jako P20, zakładała stworzenie pojazdu o masie nieprzekraczającej 20 ton, który w rzeczywistości byłby jedynie przeskalowaną, nieznacznie powiększoną wersją podstawowego czołgu średniego M13/40. Pierwsza drewniana makieta wozu w skali 1:1, zaprezentowana wojsku w Turynie, zachowywała ten przestarzały układ konstrukcyjny. Utrzymano w niej pionowe, nitowane płyty pancerne, całkowicie ignorując najnowsze doniesienia wywiadowcze o wysokiej skuteczności pancerza pochylonego pod ostrymi kątami, który znacznie lepiej rykoszetował pociski przeciwpancerne.

Sytuację organizacyjną dodatkowo komplikował fakt, że Naczelne Dowództwo nie potrafiło sprecyzować finalnego przeznaczenia wozu. Włoscy sztabowcy miotali się pomiędzy koncepcją ciężkiego, opancerzonego bunkra pełniącego rolę powolnego wsparcia piechoty, uzbrojonego w krótkolufową haubicę Cannone da 75/18 kalibru 75 mm, a mobilnym czołgiem uniwersalnym zdolnym do zwalczania broni pancernej wroga na większych dystansach. Brak spójnej wizji taktycznej drastycznie spowalniał prace projektowe, a ciągłe zmiany wymiarów kadłuba i wymagań balistycznych skutkowały koniecznością wielokrotnego przerabiania podstawowych rysunków technicznych. Koszty samej fazy projektowej, finansowanej bezpośrednio z budżetu Ministerstwa Wojny, szybko przekroczyły 12 mln lirów włoskich, co było kwotą astronomiczną, biorąc pod uwagę brak jakiegokolwiek jeżdżącego, prototypu w tamtym okresie.
Kluczowy zwrot w pracach koncepcyjnych nastąpił dopiero pod koniec 1941 roku, gdy do Włoch zaczęły spływać niepokojące raporty z frontu wschodniego, nadsyłane przez oficerów Corpo di Spedizione Italiano in Russia (CSIR) – Włoskiego Korpusu Ekspedycyjnego w Rosji. Brutalne zderzenie z radzieckimi czołgami T-34 wymusiło błyskawiczną rewizję założeń projektowych. Docelową masę bojową zwiększono do około 26 ton (takiej samej jak w radzieckim wozie), a do specyfikacji technicznej w końcu wprowadzono bezwzględny wymóg zastosowania pochylonych płyt pancernych wieży oraz kadłuba, a także potężniejszego uzbrojenia, dającego realne szanse na penetrację nowoczesnych pancerzy wrogich czołgów.
Głównym wykonawcą i integratorem całego projektu został potężny koncern przemysłowy Ansaldo-Fossati z siedzibą w Genui, dysponujący ówcześnie największymi mocami przerobowymi w zakresie budowy ciężkich pojazdów opancerzonych we Włoszech. Główny inżynier projektowy, Giuseppe Rosini, stanął przed niezwykle trudnym zadaniem połączenia stale rosnących wymagań wojskowych z dramatycznie ograniczonymi możliwościami technologicznymi i niewydolnością metalurgiczną włoskich hut stali, które miały ogromne problemy z dostarczeniem odpowiednio utwardzonych, grubych płyt pancernych.
Prace nad pierwszym, sprawnym mechanicznie prototypem ukończono ostatecznie dopiero późną jesienią 1941 roku, a oficjalne, rygorystyczne próby poligonowe rozpoczęły się w grudniu 1941 roku. Egzemplarz ten wciąż posiadał starą, pionową architekturę przedziału bojowego z włazami bocznymi oraz stosunkowo słabe uzbrojenie w postaci armaty Cannone da 75/18. Dopiero drugi wóz prototypowy, testowany na poligonach w połowie 1942 roku, otrzymał przedłużoną armatę 75/32 mm (docelowo planowano implementację wariantu 75/34 mm) oraz nową, zmodernizowaną wieżę i przebudowany kadłub, w którym przednie płyty zostały wreszcie pochylone pod kątem około 45 stopni.

Testy obu prototypów ujawniły natychmiast szereg krytycznych, dyskwalifikujących wad konstrukcyjnych. Przestarzałe zawieszenie oparte na wózkach z resorami piórowymi ulegało regularnym awariom pod ciężarem wynoszącym ostatecznie blisko 26 ton. Co gorsza, niewydolny układ przeniesienia napędu po prostu dławił się podczas prób pokonywania wzniesień o nachyleniu przekraczającym 30 stopni. Zespół konstruktorów Rosiniego został zmuszony do wprowadzenia radykalnych modyfikacji w układzie transmisyjnym oraz do znacznego, materiałowego wzmocnienia całego podwozia, co wygenerowało kolejne miesiące żmudnych opóźnień, przesuwając planowane rozpoczęcie produkcji seryjnej o ponad rok.
Piętą achillesową całego programu budowy ciężkiego wozu przełamania był permanentny brak odpowiedniego, małego i wydajnego silnika. Włoski przemysł motoryzacyjny w tamtym okresie po prostu nie dysponował sprawdzoną jednostką napędową zdolną płynnie wprawić w ruch pojazd o masie ponad dwudziestu pięciu ton, zachowując przy tym akceptowalne zużycie paliwa oraz odpowiedni resurs. Zdesperowani inżynierowie początkowo testowali podwójne układy napędowe składające się ze sprzężonych ze sobą rzędowych jednostek benzynowych o mocy 120 KM każda. Niestety, rozwiązania te okazały się skrajnie zawodne, bardzo często prowadząc do asymetrii obrotów, uszkodzeń skrzyń biegów oraz zapłonu oparów paliwa i pożarów w przedziale silnikowym.
W kolejnym kroku eksperymentowano z potężniejszym, zaadaptowanym lotniczym silnikiem benzynowym FIAT SPA 420 w układzie widlastym. Mimo że w teorii jednostka ta generowała wystarczającą moc przekraczającą 300 KM, charakteryzowała się potężnym spalaniem, co drastycznie ograniczało zasięg operacyjny czołgu na jednym tankowaniu. Co więcej, Sztab Generalny ostatecznie i definitywnie odrzucił koncepcję silnika benzynowego. Dowódcy obawiali się wysokiej łatwopalności benzyny w warunkach bojowych i zażądali bezwzględnej implementacji jednostki wysokoprężnej, która znacząco zwiększałaby szanse na przeżycie załogi w przypadku penetracji przedziału napędowego. Zmusiło to inżynierów z Genui oraz zakładów silnikowych SPA (Società Piemontese Automobili) do niemal całkowitego przeprojektowania architektury całego tyłu wozu pod nowy silnik wysokoprężny SPA 342 o pojemności 24 litrów. Konieczność wpasowania większego motoru, stworzenia od podstaw wydajniejszego układu chłodzenia oraz testów wytrzymałościowych zamroziła rozwój projektu na wiele kolejnych miesięcy. Szacuje się z perspektywy czasu, że sam długotrwały proces poszukiwania i adaptacji docelowych jednostek napędowych opóźnił wdrożenie czołgu do służby liniowej o co najmniej 14 miesięcy.
Konstrukcja i dane taktyczno-techniczne
Ostatecznie dopiero w 1943 roku powstała finalna i zaakceptowana do produkcji wersja czołgu, który 1 sierpnia 1942 roku otrzymał oznaczenie P40 (wcześniej stosowano oznaczenie Carro Armato P26/40, gdzie P pochodziło od słowa Pesane, czyli ciężki, 26 od masy pojazdu wynoszącej 26 ton i 40 od roku rozpoczęcia prac). Warto jednak dodać, że mimo zmiany nazwy, oznaczenie P26/40 zawsze było bardziej popularne, ponieważ precyzyjniej pasowało do historycznych nazw włoskich czołgów.

Kadłub czołgu opierał się na archaicznym, masywnym wewnętrznym stelażu spawanym ze stalowych profili, do którego dopiero za pomocą grubych nitów i śrub przymocowywano zewnętrzne płyty pancerne. Grubość opancerzenia czołowego kadłuba wynosiła 50 mm, natomiast przód wieży chroniła grubsza płyta o grubości 60 mm. Boki kadłuba zabezpieczono pancerzem o grubości 40 mm. Zgodnie z obowiązującymi na świecie trendami inżynieryjnymi dążącymi do maksymalnego pochylenia płyt, włoski czołg otrzymał pochylony pancerz czołowy, jednak zachował płaskie powierzchnie boczne, co zmniejszało skuteczność opancerzenia. Zastosowanie technologii nitowania w 1943 roku stanowiło olbrzymi błąd inżynieryjny i dowód przemysłowej niewydolności Włoch, które zwyczajnie nie dysponowały technologią pozwalającą na masowe stosowanie spawania w produkcji czołgów. Nawet jeśli pocisk przeciwpancerny kalibru 75 mm nie spenetrował głównego pancerza, potężna siła uderzenia powodowała gwałtowne urywanie się łbów stalowych nitów po wewnętrznej stronie przedziału załogi. Te ciężkie, metalowe fragmenty rykoszetowały we wnętrzu wozu z ogromną prędkością, raniąc lub zabijając załogę ze skutecznością porównywalną do wybuchu wrogiego granatu odłamkowego.
W kwestii układu jezdnego inżynierowie z zakładów Ansaldo zdecydowali się na rozwiązanie zachowawcze i relatywnie bezpieczne, implementując system oparty na ośmiu małych kołach jezdnych na burtę, zblokowanych w czterokołowe wózki, które były amortyzowane za pomocą masywnych, półeliptycznych resorów piórowych. Układ ten, będący bezpośrednią ewolucją mechanizmów stosowanych w konstrukcjach z początku lat 30., był po prostu tani w seryjnej produkcji i bardzo łatwy w naprawie polowej bez konieczności angażowania specjalistycznego zaplecza technicznego. Niestety, zastosowane resory piórowe kompletnie nie radziły sobie z prawidłowym tłumieniem drgań podczas szybkiej jazdy w trudnym, wyboistym terenie. Skutkowało to fatalną trakcją gąsienic, wysokim ryzykiem ich zrzucenia podczas ostrych skrętów oraz absolutną niemożnością prowadzenia chociażby w miarę celnego ognia w trakcie jazdy. Pojazd nie potrafił płynnie pokonywać nierówności, a jego zdolności forsowania przeszkód pionowych były niższe niż w maszynach alianckich wyposażonych w nowoczesne zawieszenie z wałkami skrętnymi lub systemy typu Christie.
Ostateczny, podyktowany odgórnymi nakazami wybór jednostki napędowej padł na zaprojektowany od podstaw przez firmę Società Piemontese Automobili (SPA) dwunastocylindrowy, widlasty silnik wysokoprężny SPA 342. Przy potężnej pojemności skokowej wynoszącej 24 litry, ten ciężki motor generował moc maksymalną rzędu 330 KM przy 2400 obrotach na minutę. W teoretycznych założeniach projektowych pozwalało to na osiągnięcie prędkości marszowej do 40 km/h na drogach utwardzonych oraz około 25 km/h w otwartym terenie, co czyniło maszynę wystarczająco mobilną. W praktyce, silnik SPA 342 obarczony był licznymi, nieusuwalnymi wadami konstrukcyjnymi. Niewydolny układ chłodzenia cieczą powodował nagminne przegrzewanie się jednostki, zwłaszcza w wymagającym, gorącym klimacie śródziemnomorskim. Ponadto wysoki stopień kompresji i stosunkowo niska jakość wykorzystanych przez huty stopów aluminium skutkowały błyskawicznym zużywaniem się elementów uszczelniających głowice cylindrów. Jednostkowy wskaźnik mocy oscylujący zaledwie wokół wartości 12,6 KM/t sprawiał, że maszyna była ociężała i całkowicie pozbawiona dynamiki niezbędnej do gwałtownego manewrowania.

Główne uzbrojenie czołgu stanowiła armata gwintowana Cannone da 75/34 mod. 34 kalibru 75 mm, opracowana na bazie niezawodnego i sprawdzonego działa polowego. Działo to mogło wystrzeliwać standardowe pociski przeciwpancerne z prędkością początkową rzędu 620 m/s, co pozwalało na skuteczną penetrację pancerza o grubości około 70 mm z bezpośredniego dystansu 500 m. Oprócz głównej armaty, w pojeździe zamontowano sprzężony z nią średni karabin maszynowy Breda mod. 38 kalibru 8 mm oraz opcjonalnie stelaż na dodatkowy karabin przeciwlotniczy umieszczany na włazie dowódcy. O ile sama armata była w momencie jej projektowania całkiem skuteczna, o tyle systemy celownicze pojazdu stanowiły technologiczną przepaść w porównaniu z rozwiązaniami stosowanymi w innych krajach. Włoska optyka była słabej jakości, oferowała niskie powiększenie i znikomą jasność obrazu, co znacząco redukowało skuteczność ostrzału na dystansach przekraczających 1000 m. Brak żyroskopowego systemu stabilizacji w osi pionowej, a także archaiczny, powolny mechanizm obrotu wieży sprawiały, że wypracowanie poprawnego rozwiązania ogniowego przeciwko poruszającemu się celowi zajmowało załodze niedopuszczalnie dużo czasu.
| Masa bojowa | 26 ton |
| Długość całkowita / Szerokość / Wysokość | 5,80 m / 2,80 m / 2.5 m |
| Uzbrojenie główne | Armata Cannone da 75/34 mod. 34 (75 mm) |
| Zapas amunicji głównej | 63 pociski |
| Opancerzenie | Przód wieży – 60 mm, przód kadłuba – 50 mm, boki i tył kadłuba oraz wieży – 40 mm |
| Jednostka napędowa | dwunastocylindrowy silnik diesla SPA 342 o mocy 330 KM |
| Prędkość maksymalna – droga utwardzona / w terenie | 40 km/h / 25 km/h |
Eksploatacja
Powolne uruchamianie linii montażowych
Pierwotne plany sztabowe Ministerstwa Wojny zakładały optymistycznie wyprodukowanie 1200 egzemplarzy nowych czołgów, co w teorii miało całkowicie przezbroić i unowocześnić włoskie brygady pancerne. Jednakże drastycznie narastające problemy surowcowe oraz niewydolność łańcucha dostaw zmusiły decydentów do szybkiego zrewidowania planów, przez co 22 kwietnia 1942 roku zamówiono 500 egzemplarzy. Rzeczywistość produkcyjna zweryfikowała jednak nawet te okrojone założenia. Brak wysokogatunkowej stali pancernej, tragiczne w skutkach deficyty łożysk tocznych, sprowadzanych niemal w całości ze Szwecji i III Rzeszy, oraz niska wydajność samych fabryk sprawiły, że proces montażu postępował bardzo wolno.
Oficjalne uruchomienie linii produkcyjnych w zakładach Ansaldo-Fossati nastąpiło dopiero wczesną wiosną, a pierwsze, testowe egzemplarze seryjne zjechały z taśm montażowych w maju 1943 roku. Koszt jednostkowy wyprodukowania zaledwie jednego wozu przekraczał kwotę 2,5 mln lirów, co w zrujnowanej przez lata wojny gospodarce Włoch było obciążeniem wręcz paraliżującym budżet państwa. Złożona włoska biurokracja wojskowa oraz ciągłe naloty alianckiego lotnictwa ostatecznie doprowadziły łańcuchy dostaw kluczowych komponentów na skraj całkowitego, nieodwracalnego załamania.
Datą graniczną i symbolicznym końcem dla całego programu P26/40 okazał się 8 września 1943 roku, kiedy to rząd włoski oficjalnie ogłosił podpisanie rozejmu z Aliantami zachodnimi w Cassibile. Do tego historycznego momentu włoskim zakładom udało się skompletować i oficjalnie przekazać do jednostek zaledwie od 1 do 5 w pełni ukończonych maszyn. Pozostałe kilkadziesiąt kadłubów znajdowało się na różnych etapach zaawansowania montażu w halach fabrycznych, w zdecydowanej większości cierpiąc na chroniczny brak dostaw ciężkich silników, co doskonale obrazowało logistyczną zapaść kraju.

Reakcja nazistowskich Niemiec na kapitulację i zdradę dotychczasowego sojusznika była bezwzględna i błyskawiczna. W ramach operacji zbrojnej Achse oddziały Wehrmachtu niemal bez walki zajęły kluczowe ośrodki przemysłowe zlokalizowane na północy Półwyspu Apenińskiego, w tym strategiczne fabryki Ansaldo i zakłady SPA. Niemieccy inżynierowie oddelegowani z Inspektoratu Uzbrojenia natychmiast dokonali skrupulatnej inwentaryzacji przejętego sprzętu, chłodno oceniając P26/40 jako pojazd wprawdzie wyraźnie przestarzały pod kątem opancerzenia, lecz wyposażony w całkiem akceptowalne uzbrojenie. Z Berlina wydano natychmiastowy rozkaz kontynuowania pełnej produkcji na wyłączne potrzeby armii niemieckiej, tym razem pod rygorystycznym nadzorem niemieckich oficerów.
Zastosowanie bojowe
W służbie regularnych jednostek włoskiego Regio Esercito, P26/40 nie zdążyły odegrać absolutnie żadnej roli taktycznej ani powstrzymać alianckiej ofensywy. Nieliczne, w pełni sprawne egzemplarze, które w ogromnym pośpiechu trafiły w ręce nieprzygotowanych załóg tuż przed wrześniową kapitulacją, stacjonowały bezczynnie na placach apelowych jednostek zlokalizowanych w Rzymie i jego najbliższych okolicach. Dowództwu zabrakło czasu na opracowanie adekwatnych procedur szkoleniowych dla czołgistów oraz na techniczną integrację nowych wozów w formacje bojowe. Podczas szybkich działań rozbrojeniowych prowadzonych przez niemieckie oddziały w dniach następujących zaraz po oficjalnym ogłoszeniu rozejmu, przeważająca większość z tych kilku przekazanych armii wozów została przechwycona bez oddania przez Włochów choćby jednego strzału.
Po gwałtownym przejęciu linii produkcyjnych, skonfiskowane włoskie czołgi otrzymały w niemieckiej nomenklaturze wojskowej oficjalne oznaczenie Panzerkampfwagen P40 737(i). Ze względu na ich niemożliwe do usunięcia mankamenty konstrukcyjne, takie jak archaiczny, nitowany pancerz i źle zaprojektowany przedział bojowy, niemieckie Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych (OKH) nigdy nie zdecydowało się na skierowanie tych maszyn na pierwszą linię frontu wschodniego czy zachodniego. Zamiast tego, zdobyte pojazdy przydzielono do formacji stricte policyjnych oraz sił antypartyzanckich, które operowały na górzystym obszarze północnych Włoch i na niespokojnych Bałkanach.
Wozy te zasiliły etatowo między innymi zmotoryzowane pułki policyjne SS (SS Polizei-Regimenter) – około 14 egzemplarzy oraz jednostki podległe bezpośrednio pod Orpo (Ordnungspolizei) – około 29 egzemplarzy. Szacuje się, że 5 pojazdów trafiło do Wehrmachtu, a jeden został wysłany do Niemiec, gdzie jeszcze we wrześniu 1943 roku został zaprezentowany Hitlerowi razem z makietą niemieckiego niszczyciela czołgów Jagdtiger. Egzemplarz ten prawdopodobnie pozostał w Niemczech do końca wojny i możliwe, że wziął udział w walkach z Rosjanami.

W asymetrycznych walkach toczonych przeciwko relatywnie słabo uzbrojonej jugosłowiańskiej i komunistycznej włoskiej partyzantce, gdzie realne zagrożenie ze strony artylerii przeciwpancernej było marginalne, P26/40 spisywał się nieźle, ale trapiony był licznymi problemami technicznymi, zwłaszcza związanymi z silnikami. Szacuje się, że produkcja seryjna – zarówno włoska jak i niemiecka, zakończyła się na powstaniu 101 egzemplarzy, z których około 50-60 otrzymało silniki. Z powodu braków jednostek napędowych SPA 342, których główna linia produkcyjna została zniszczona przez alianckie naloty, dowództwo Wehrmachtu podjęło decyzję o wykorzystaniu kadłubów niedokończonych czołgów w inny sposób. Szacuje się, że od 38 do 40 sztuk maszyn pozbawionych silników zadysponowano do bezpośredniego wsparcia Linii Gotów – potężnego niemieckiego pasa umocnień przecinającego w poprzek Półwysep Apeniński.
Pozbawione napędu maszyny były głęboko wkopywane w ziemię aż po sam pierścień wieży, a ich wystające wieże starannie maskowano w naturalnym, górzystym terenie, zamieniając je w improwizowane, pancerne punkty oporu (Panzerturm). Puste przedziały silnikowe wykorzystywano praktycznie jako bezpieczne, podręczne podziemne magazyny na dodatkową amunicję lub racje żywnościowe dla załogi. W tej roli działo 75 mm potrafiło stanowić poważne zagrożenie dla powoli nacierających pod górę czołgów alianckich, jednak po wykryciu i zidentyfikowaniu pozycji, unieruchomiony wóz stawał się błyskawicznie łatwym celem dla artylerii polowej. Tym samym P26/40 nie odegrały większej ani istotnej roli w działaniach wojennych.
Podsumowanie
Czołg średni klasyfikowany jako ciężki
Konstrukcyjny paradoks P26/40 polegał w głównej mierze na jego fundamentalnie błędnej klasyfikacji wojskowej. Oznaczając pojazd o masie 26 ton mianem potężnego czołgu ciężkiego (Pesante), włoskie dowództwo opierało się wyłącznie na lokalnych, przestarzałych standardach oraz sztywnych ograniczeniach topograficznych własnego kraju. W tym samym czasie brytyjskie czołgi piechoty (będące odpowiednikiem czołgów ciężkich) typu Churchill ważyły bez problemu niemal 40 ton, a wprowadzany przez Niemców PzKpfw VI Tiger znacznie przekraczał barierę 56 ton. Tym samym włoski czołg przy swojej masie wynoszącej 26 ton był typowym, a nawet przeciętnym czołgiem średnim z tego okresu, a nie ciężkim.
Ten potężny błąd systemowy rzutował na samą taktykę oraz nierealistyczne oczekiwania wobec dostarczanego sprzętu. Żądano od tej konstrukcji pełnienia zaszczytnej roli czołgu przełamania frontu, do której absolutnie się nie nadawał ze względu na zbyt słabą ochronę, uzbrojeniem i ogromną podatność na awarie. Był to klasyczny, podręcznikowy przykład, w którym zdesperowani decydenci wojskowi usiłowali zaklinać rzeczywistość za pomocą prostych zmian w biurokratycznym nazewnictwie, maskując faktyczną, niezdolność krajowego przemysłu ciężkiego do wyprodukowania maszyny o parametrach odpowiadających realnym potrzebom na nowoczesnym polu bitwy.

Porównanie z innymi czołgami średnimi
Kiedy P26/40 finalnie wchodził do znikomego, operacyjnego użycia w połowie 1943 roku, był konstrukcją całkowicie anachroniczną i pozbawioną realnych szans w bezpośrednim starciu z najpowszechniejszymi czołgami z tamtego okresu. Skonfrontowany z najpopularniejszym, amerykańskim czołgiem średnim M4 Sherman, włoski wóz ustępował mu praktycznie pod każdym względem. Kruchy, nitowany pancerz mimo pochylenia nie gwarantował odpowiedniej ochrony przed pełnokalibrowymi pociskami przeciwpancernymi wystrzeliwanymi z amerykańskich armat na standardowych dystansach bojowych. Również pod względem osiągów, przyrządów celowniczych i ergonomii pracy załogi, włoska maszyna nie mogła równać się z swoim amerykańskim odpowiednikiem. Co istotne, jeszcze gorzej wyglądało porównanie z Shermanami uzbrojonymi w armaty kalibru 76 mm.
CiekawostkaM4 Sherman – najpopularniejszy aliancki czołg II wojny światowejNajlepszym odpowiednikiem włoskiego czołgu P26/40 był amerykański czołg średni M4 Sherman, uzbrojony w armatę kalibru 75 mm. Był on cięższy od włoskiego czołgu i deklasował go pod każdym względem. Dochodził do tego olbrzymi potencjał modernizacyjny, którego włoska maszyna nie miała.Porównanie z masowo produkowanym radzieckim T-34 (z armatą kalibru 76,2 mm) wygląda równie niekorzystnie dla włoskiego czołgu. Radzieckie czołgi dysponowały monolitycznym, walcowanym oraz mocno pochylonym pancerzem czołowym, zapewniającym znacznie większą efektywną grubość w porównaniu do P26/40. Dodatkowo, radziecki silnik Diesla V-2 dysponował o niebo lepszym stosunkiem generowanej mocy do masy oraz paradoksalnie, nieporównywalnie wyższą kulturą pracy w zapylonych warunkach polowych, deklasując przegrzewający się włoski silnik – co samo w sobie było sporym osiągnięciem, ponieważ radziecki silnik nie należał wcale do najlepszych. W porównaniu do kolejnego wariantu radzieckiego wozu, czyli T-34-85, włoski czołg wypadał jeszcze gorzej.
Zestawienie włoskiej konstrukcji z jej niemieckim rówieśnikiem, czyli czołgiem PzKpfw IV, zwłaszcza w jego późnych wariantach produkcyjnych takich jak Ausf. G czy Ausf. H, najdobitniej obnaża technologiczną przepaść dzielącą głównych europejskich sojuszników z państw Osi. Niemiecki czołg sam w sobie był konstrukcją o stosunkowo archaicznej konstrukcji, ale był stale udoskonalany przez całą wojnę. Obie maszyny charakteryzowały się zbliżoną masą bojową oscylującą na poziomie 25–26 ton, co czyniło je bezpośrednimi odpowiednikami na polu walki. Niemiecki pojazd dysponował jednak spawanym pancerzem czołowym o grubości 80 mm, co w połączeniu z długolufową, szybką armatą 7.5 cm KwK 40 L/48 zapewniało mu znaczącą przewagę. Włoskie działo 75/34 mm dysponowało zdecydowanie gorszymi parametrami. Na korzyść PzKpfw IV przemawiała również optyka i systemy celownicze, a także lepiej zaprojektowany i bardziej ekonomiczny układ wnętrza kadłuba. Gdy dodamy do tego niezawodność sprawdzonej benzynowej jednostki napędowej Maybach HL 120 TRM o mocy 300 KM, kontrast z awaryjnym, permanentnie przegrzewającym się włoskim dieslem SPA 342 staje się jeszcze bardziej widoczny.












