Radziecka Flota Kosmiczna była unikalnym w skali świata, wysoce wyspecjalizowanym zespołem dalekomorskich statków i okrętów naukowo-badawczych, pomiarowych i komunikacyjnych, powołanym do życia pod koniec lat 50. XX wieku w celu zapewnienia ciągłej łączności oraz śledzenia trajektorii statków kosmicznych i pocisków balistycznych Związku Radzieckiego. Jej powstanie wynikało z uwarunkowań geograficznych i ograniczonych zdolności radzieckich stacji nasłuchowych zlokalizowanych na terytorium ZSRR.
Geneza
W latach 50. XX wieku, gdy zimna wojna nabierała tempa, Stany Zjednoczone i Związek Radziecki rozpoczęły wyścig technologiczny, którego ostateczną areną stała się przestrzeń kosmiczna. Udane wyniesienie na orbitę Sputnika 1, pierwszego sztucznego satelity Ziemi, było dla Moskwy ogromnym sukcesem propagandowym, ale jednocześnie brutalnie obnażyło krytyczną słabość radzieckich systemów komunikacyjnych i nasłuchowych. Aby skutecznie odbierać telemetrię z satelitów szpiegowskich oraz komunikacyjnych, monitorować trajektorie testowych międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM) oraz kierować wszystkimi wysyłanymi w Kosmos statkami załogowymi, kontrolerzy lotu musieli utrzymywać z nimi stały kontakt radiowy. Tu ujawnił się fundamentalny problem geograficzny, z którym borykał się Kreml.

Stany Zjednoczone, dzięki potężnej sieci sojuszników (w ramach m.in. NATO i SEATO) oraz bazom wojskowym rozsianym na całym globie, bez problemu budowały stacje nasłuchowe w np. Australii, Hiszpanii, Ameryce Południowej czy na wyspach Pacyfiku. Zapewniało to amerykańskim inżynierom nieprzerwany dopływ danych. ZSRR dysponował gigantycznym terytorium lądowym, ale obejmowało ono zaledwie część półkuli północnej. Obliczenia balistyków z biura konstrukcyjnego OKB-1, kierowanego przez inżyniera Siergieja Korolowa, wykazały jeszcze jedną lukę w krajowej sieci nasłuchowej.
Zgodnie z prawami mechaniki orbitalnej, radzieckie statki kosmiczne wykonujące standardowy obieg Ziemi trwający około 90 minut, przez niemal 60 do 70 minut znajdowały się poza zasięgiem stacji lądowych ulokowanych w granicach Związku Radzieckiego. Z szesnastu rutynowych, dobowych okrążeń Ziemi (orbit), jakie wykonywały wczesne statki kosmiczne, aż sześć miało status „głuchych”. Oznaczało to, że przez 6 na 16 orbit obiekty znajdowały się całkowicie poza zasięgiem lądowych Naukowych Punktów Pomiarowych rozsianych na terytorium ZSRR. Co gorsza, to właśnie nad wodami Oceanu Atlantyckiego i Spokojnego miały odbywać się najbardziej newralgiczne manewry: orientacja statku, odpalanie silników hamujących TDU oraz wejście w gęste warstwy atmosfery. Brak łączności w tak newralgicznych momentach był dla radzieckich naukowców nie do zaakceptowania.
Rosjanie nie mogli tworzyć baz nasłuchowych i komunikacyjnych w różnych częściach świata, głównie z powodu po prostu braku sojuszników w odpowiednich regionach świata. Tym samym decyzja o przeniesieniu stacji nasłuchowych na pokłady statków była jedynym logicznym wyjściem, ale wiązała się z logistycznym koszmarem i astronomicznymi kosztami. Utrzymanie flotylli gigantycznych statków, na których załogi liczyły od 300 do ponad 900 osób, a wnętrza były wypełnione nowoczesną i delikatną aparaturą, wymagało stałego zaopatrywania ich w tysiące ton paliwa, wody pitnej, żywności i części zamiennych tysiące mil morskich od macierzystych portów we Władywostoku, Odessie czy Leningradzie. W przeciwieństwie do tanich w utrzymaniu stacji lądowych, radzieckie budżety wojskowe i naukowe musiały teraz dźwigać ciężar wielomiesięcznych rejsów oceanicznych, co w dobie permanentnych niedoborów radzieckiej gospodarki stanowiło obciążenie wręcz tytaniczne.

Najpierw były przebudowane polskie drobnicowce
Inicjatywa stworzenia mobilnych, pływających stacji nasłuchowych narodziła się w 1957 roku, bezpośrednio po pierwszych sukcesach rakiet balistycznych R-7 i umieszczeniu na orbicie Sputnika. Największym orędownikiem tego rozwiązania był Główny Konstruktor radzieckiego programu kosmicznego, Siergiej Korolow, który zdawał sobie sprawę, że planowane ambitne misje w kierunku Wenus i Marsa, a wkrótce potem także załogowe loty w ramach programu Wostok, zakończą się katastrofą bez globalnego systemu śledzenia.
Jeszcze pod koniec 1957 roku w ramach Biura Doświadczalno-Projektowego nr 1 (OKB-1) utworzono specjalistyczny wydział do spraw statków pomiarowych, którego kierownictwo objął Michaił K. Tichonrawow. Równolegle, w 1959 roku, w Naukowo-Badawczym Instytucie nr 4 Ministerstwa Obrony ZSRR (NII-4 MO) rozpoczęto prace nad projektem technicznym kompleksu aparatury radiotelemetrycznej przeznaczonej do instalacji na platformach pływających. Zespołem tym kierował Jurij A. Mozżorin, a celem nadrzędnym było zabezpieczenie zbliżających się wielkimi krokami programów Wostok (loty załogowe) oraz Mars-1 (sondy międzyplanetarne).
Kluczowym momentem była uchwała Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KC KPZR) oraz Rady Ministrów ZSRR nr 1797 z dnia 18 czerwca 1960 roku. Dokument ten nakazywał natychmiastową przebudowę istniejących statków handlowych na morskie kompleksy telemetryczne. Wybór cywilnych kadłubów nie był podyktowany ich doskonałością dla celów badawczych, lecz drastycznym brakiem czasu. Korolow planował pierwsze starty sond w kierunku Wenus i Marsa już na październik 1960 roku. Zaprojektowanie, zbudowanie od stępki i wyposażenie dedykowanego statku badawczego zajęłoby lata. W związku z tym podjęto pragmatyczną decyzję o rekwizycji statków towarowych typu drobnicowiec z zasobów radzieckiej floty handlowej.

Do adaptacji wytypowano trzy nowe drobnicowce: Krasnodar, Woroszyłow (przemianowany później na Iliczowsk) oraz Dołinsk. Krasnodar i Woroszyłow służyły dotychczas w czarnomorskiej flocie handlowej. Co istotne, jednostki te miały po przebudowie dalej operować pod cywilną banderą, udając zwykłe statki zaopatrzeniowe dla floty rybackiej, co stanowiło klasyczną przykrywkę operacyjną z czasów zimnej wojny. Dwie pierwsze jednostki – Krasnodar i Woroszyłow powstały pod koniec lat 50. w Stoczni Gdańskiej w Polsce, jako standardowe drobnicowce projektu B-54, natomiast Dołinsk powstał w 1959 roku w Stoczni im. A.A. Żdanowa w Leningradzie jako drobnicowiec projektu 596. Jednostki projektu B-54 były większe (153 m długości i nośność około 10 000 DWT), natomiast Dołinsk miał 139 m długości. Co ciekawe, często w radzieckiej dokumentacji wszystkie trzy jednostki traktowano jako statki projektu 596, mimo różnic w ich konstrukcji i wymairach.
Przebudowę statków Krasnodar i Woroszyłow zrealizowano w stoczniach w Odessie, natomiast Dołinsk trafił do stoczni w Leningradzie. Wszystkie trzy jednostki poddano błyskawicznej konwersji i formalnie przywrócono do służby 1 sierpnia 1960 roku. W ich dawnych ładowniach zainstalowano wielkogabarytowe systemy klimatyzacji niezbędne do chłodzenia elektroniki lampowej, a także dodatkowe generatory prądotwórcze zasilające stacje radiowe, ponieważ standardowe zasilanie statku handlowego nie było projektowane do obsługi systemów radarowych.
Sercem wyposażenia każdego z tych trzech statków były po dwa zestawy stacji radiotelemetrycznych o nazwie kodowej „Trał”. Według wspomnień Wasilija W. Bystruszkina – weterana wojennego, który w 1961 roku pełnił funkcję szefa ekspedycji naukowej na pokładzie statku Krasnodar – stacje „Trał” były w stanie odbierać, rejestrować i częściowo analizować w czasie rzeczywistym dziesiątki parametrów przesyłanych z aparatury pokładowej statków kosmicznych. Wyposażenie to, jak na ówczesne warunki techniki cyfrowej i analogowej, stanowiło szczytowe osiągnięcie radzieckiej myśli technicznej. Integracja skomplikowanych odbiorników telemetrycznych z niestabilną platformą, jaką był kadłub statku kołyszącego się na falach oceanu, stanowiła ogromne wyzwanie, wymagające zastosowania nowatorskich układów stabilizacji anten montowanych zazwyczaj na nadbudówkach lub specjalnie wzmocnionych masztach.

„Chrzest bojowy” w Zatoce Gwinejskiej
1 sierpnia 1960 roku na wody Morza Czarnego i dalej na oceany wyszły Krasnodar oraz Iliczowsk. Ze względu na wyższą o blisko połowę prędkość marszową, Dołinsk wyruszył w ślad za nimi z Leningradu dopiero 30 sierpnia 1960 roku. Ich dziewiczym testem było śledzenie pierwszej w historii misji międzyplanetarnej. Dokładnie 12 lutego 1961 roku, operując w skrajnie trudnych warunkach w rejonie Zatoki Gwinejskiej niedaleko wyspy Fernando Po, Dołinsk i Krasnodar z powodzeniem odebrały pierwszą, historyczną telemetrię z radzieckiej sondy Wenera-1. Sukces ten ostatecznie udowodnił, że odbiór słabych sygnałów z szybko poruszającego się obiektu kosmicznego za pomocą pływającej platformy jest fizycznie możliwy.
Prawdziwym egzaminem dojrzałości dla floty był jednak lot pierwszego człowieka w kosmos. W dniu 12 kwietnia 1961 roku, podczas legendarnego lotu statku Wostok 1, statki telemetryczne rozlokowane w ściśle wyliczonych pozycjach na Oceanie Atlantyckim bezbłędnie przechwyciły sygnały z pokładu kapsuły pilotowanej przez Jurija Gagarina. To właśnie te jednostki zapewniły nieprzerwany strumień danych o funkcjach życiowych kosmonauty i pracy aparatury podczas najniebezpieczniejszej fazy przelotu i przygotowań do wejścia w atmosferę.
Ślepa uliczka
Mimo bezspornych sukcesów operacyjnych wczesnych misji, analiza setek raportów z oceanicznych rejsów bezlitośnie obnażyła wady zaadaptowanych drobnicowców. Cywilne kadłuby, zaprojektowane z myślą o powolnym transporcie węgla lub drobnicy, charakteryzowały się fatalną stabilnością, zwłaszcza przy trudniejszych warunkach. Brak dedykowanych układów aktywnej stabilizacji przechyłów sprawiał, że przy stanie morza przekraczającym zaledwie 3 stopnie w skali Beauforta, utrzymanie precyzyjnej, wąskiej wiązki fal radiowych na obiekcie poruszającym się po orbicie graniczyło z cudem. Geometria odbieranych sygnałów była po prostu zrywana przez wychylenia jednostek.

Kolejnym potężnym wyzwaniem okazała się wydolność energetyczna. Systemy prądnic na statkach handlowych – obliczone na oświetlenie i pracę wind kotwicznych – były za słabe, aby zaspokoić zużycie energii generowane przez rozbudowany kompleks radarowych. Zastosowanie dodatkowych generatorów nie rozwiązywało tego problemu, ponieważ pracujące na pełnej mocy urządzenia generowały ogromne ilości ciepła, co w szczelnych, nieprzystosowanych ładowniach wymuszało chałupnicze instalowanie systemów chłodzących, a i tak regularnie dochodziło do przepaleń układów lampowych.
Oznaczało to, że do bardziej skomplikowanych zadań potrzebne są dedykowane jednostki. W latach 1965–1966i statki Krasnodar i Iliczowsk zostały wycofane (i powróciły do swoich pierwotnych ról) i zastąpione przez nieco nowocześniejsze jednostki, które dalej były jednak rozwiązaniami pomostowymi (takie jak Bieżyca i Ristna). Po kilku modernizacjach również Dołinsk został wycofany. Ostatecznie miejsce wszystkich tych jednostek miał zająć nowy, dedykowany statek komunikacyjny.
Kosmonauta Jurij Gagarin
Gdy improwizowane rozwiązania oparte na adaptowanych statkach handlowych ostatecznie wyczerpały swój potencjał, władze Związku Radzieckiego musiały sięgnąć po konkretniejsze rozwiązania. Rozwój wielomodułowych stacji orbitalnych oraz planowane misje międzyplanetarne wymagały rozbudowanych systemów elektronicznych i pomiarowych, zdolnych do filtrowania i przesyłania gigantycznych ilości danych telemetrycznych bez względu na szerokość geograficzną i warunki pogodowe. Odpowiedzią leningradzkich biur konstrukcyjnych był Projekt 1909 Feniks, który doprowadził do stworzenia najbardziej rozpoznawalnego statku naukowo-badawczego w historii zimnej wojny – Kosmonauta Jurij Gagarin, który został jednostką flagową Radzieckiej Floty Kosmicznej.
Budowę statku powierzono Stoczni Bałtyckiej im. Sergo Ordżonikidze w Leningradzie. Główny konstruktor, D.G. Sokołow, stanął przed wyzwaniem zaprojektowania kadłuba, który musiał unieść tysiące ton delikatnej elektroniki oraz olbrzymie anteny. Stępkę położono 21 marca 1969 roku, a wodowanie miało miejsce już 31 października 1969 roku. Po zakończeniu prac wyposażeniowych i prób, statek oficjalnie wcielono do służby 14 lipca 1971 roku.

Konstrukcja i dane techniczne
Rozmiary jednostki, jak i jej wygląd były imponujące. Kosmonauta Jurij Gagarin miał 231,6 m długości przy szerokości 31 m, a jego wyporność pełna sięgała 45 000 ton. Napęd zapewniały dwie turbiny parowe, generujące łączną moc 19 000 KM. Choć pozwalały one na rozwinięcie relatywnie skromnej prędkości maksymalnej rzędu 18 węzłów, to ich głównym atutem była niezawodność i niskie zużycie paliwa, pozwalające na uzyskanie zasięgu wynoszącego aż 24 000 mil morskich (44 500 km). Pozwalało to na swobodne operowanie od północnego Atlantyku aż po najodleglejsze zakątki Pacyfiku.
Prawdziwym koszmarem dla konstruktorów był jednak montaż głównego systemu łączności. Na pokładzie zainstalowano łącznie 75 anten różnego przeznaczenia, ale sylwetkę statku zdominowały cztery olbrzymie czasze paraboliczne, odpowiadające za łączność kosmiczną i telemetrię dla pocisków balistycznych. Dwie z nich, ulokowane bliżej dziobu, miały średnicę 12 m i masę 180 ton każda. Z kolei dwie potężne czasze rufowe mierzyły aż 25 m średnicy i ważyły po 240 ton.
Wysoko umieszczony środek ciężkości oraz gigantyczna powierzchnia nośna anten sprawiały, że na wzburzonym morzu statek był niezwykle podatny na tzw. efekt żagla. Przy silnych podmuchach wiatru zachodziło realne ryzyko gwałtownego przechyłu, a nawet wywrócenia jednostki. Aby temu zapobiec, podczas marszu czasze były bezwzględnie blokowane w pozycji pionowej. Do precyzyjnego utrzymywania pozycji w trakcie długich misji łączności – gdy statek musiał stać niemal nieruchomo względem dna morskiego – wykorzystywano zaawansowany system pozycjonowania dynamicznego, wspierany przez potężne stery strumieniowe oraz aktywne zbiorniki przeciwprzechyłowe, błyskawicznie przetłaczające tysiące ton wody balastowej z burty na burtę.

Autonomiczność statku określono na 130 dni, co oznaczało, że przez ponad cztery miesiące statek nie musiał zawijać do żadnego portu. Na pokładzie na stałe przebywała załoga licząca 136 oficerów i marynarzy oraz 212 naukowców – starannie wyselekcjonowana mieszanka doświadczonych oficerów, marynarzy oraz radzieckiej elity intelektualnej: naukowców, matematyków, kryptologów i astrofizyków. Do zaopatrywania jednostki wykorzystywano całą flotyllę statków pomocniczych i zaopatrzeniowych.
Wnętrze statku przypominało połączenie tajnego instytutu badawczego z wysokiej klasy zachodnim liniowcem pasażerskim – zjawisko w marynarce ZSRR absolutnie unikalne. Naukowcy mieli do swojej dyspozycji kompleks 86 laboratoriów, z których każde zostało starannie wyizolowane przed promieniowaniem elektromagnetycznym z zewnątrz, aby praca potężnych radarów nie zakłócała wrażliwych aparatów analitycznych. Jednak utrzymanie w doskonałej kondycji psychicznej kilkuset osób odciętych od świata przez kilkanaście tygodni, pracujących pod gigantyczną presją w warunkach permanentnego kołysania, wymagało zapewnienia im najwyższego możliwego komfortu. Co ciekawe, radzieccy decydenci nie szczędzili na to środków.
Załoga została zakwaterowana w 210 klimatyzowanych kajutach, wyłącznie jedno- i dwuosobowych, dysponujących łącznie 355 kojami. Czas wolny po wielogodzinnych wachtach przy konsolach radarowych można było spędzać w warunkach, o jakich zwykli obywatele państwa radzieckiego mogli tylko pomarzyć. Zbudowano dwa przestronne salony wypoczynkowe, bogato wyposażoną bibliotekę z czytelnią oraz potężną salę kinowo-wykładową mogącą pomieścić 250 osób. Infrastruktura sportowa składała się z nowoczesnej siłowni, krytego basenu treningowego oraz dwóch basenów odkrytych, pozwalających na rekreację podczas rejsów w rejonach równikowych.

Do dyspozycji załogi oddano mesę oficerską na 60 miejsc, dwie główne stołówki oraz dwie eleganckie sale restauracyjne. Na pokładzie funkcjonowała również piekarnia, a statek wyposażono w system odsalania wody morskiej. Aby zapobiec konieczności ewakuacji medycznej przerywającej tajne misje pomiarowe, Kosmonauta Jurij Gagarin został wyposażony w autonomiczny, doskonale zaopatrzony blok medyczny. Znajdowała się w nim sterylna sala operacyjna, szpital pokładowy z salami dla rekonwalescentów, ambulatorium oraz specjalistyczne gabinety: rentgenowski, fizjoterapeutyczny i stomatologiczny.
Eksploatacja
Zapewnienie załodze luksusowych wręcz warunków bytowych nie było przejawem kaprysu radzieckich decydentów, lecz twardą koniecznością wynikającą z morderczego rygoru pracy. Od momentu wejścia do służby, Kosmonauta Jurij Gagarin stał się kluczowym węzłem w globalnej sieci Naukowych Punktów Pomiarowych. Swój dziewiczy, operacyjny rejs ekspedycyjny statek rozpoczął pod koniec 1971 roku, kierując się na wyznaczone pozycje na Oceanie Atlantyckim, gdzie miał za zadanie przejąć kontrolę nad łącznością ze stacjami orbitalnymi programu Salut. Prawdziwym, międzynarodowym testem i dowodem na przydatność tej jednostki okazał się jednak historyczny, wspólny lot amerykańskiego statku Apollo i radzieckiego Sojuza.
Gdy 15 lipca 1975 roku z kosmodromu Bajkonur wystartował Sojuz 19, a kilka godzin później z Przylądka Canaveral wzniosła się rakieta Saturn IB z kapsułą Apollo, radziecki statek komunikacyjny znajdował się na precyzyjnie wyliczonej pozycji u wybrzeży kanadyjskiej wyspy Sable. Bez obecności Gagarina w tym konkretnym rejonie Atlantyku, Moskwa utraciłaby całkowitą kontrolę telemetryczną i głosową nad swoim statkiem w krytycznym momencie manewrów orbitalnych poprzedzających dokowanie. Potężne, paraboliczne czasze zainstalowane na pokładzie zapewniały nieprzerwany, dwukierunkowy przesył sygnału wideo i audio pomiędzy centrum kierowania lotami w Korolowie pod Moskwą, a radzieckimi kosmonautami na orbicie.

W latach osiemdziesiątych jednostka rutynowo zabezpieczała najtrudniejsze misje bezzałogowe. Statek odbierał pakiety danych z sond międzyplanetarnych programu Wenera (badających Wenus) oraz misji Wega 1 i Wega 2, które w marcu 1986 roku zbliżyły się do komety Halleya. Jednak kluczowym momentem w historii statku był udział w radzieckim programie wahadłowców. Gdy 15 listopada 1988 roku potężna rakieta nośna Energia wyniosła w kosmos bezzałogowy prom Buran, Kosmonauta Jurij Gagarin ponownie operował na Atlantyku. Statek pełnił rolę głównego przekaźnika telemetrii w momencie, gdy wahadłowiec odpalał silniki manewrowe, by przejść z nietrwałej orbity parkingowej na docelową orbitę roboczą. Przez kilkanaście minut to właśnie w serwerowniach tego statku decydowały się losy najdroższego programu kosmicznego w historii Związku Radzieckiego.
Smutny koniec
Statek zrealizował łącznie dwadzieścia pełnych, wielomiesięcznych ekspedycji oceanicznych. Jednak kariera jednostki załamała się z dnia na dzień w wyniku geopolitycznego trzęsienia ziemi, jakim był rozpad ZSRR. Gdy 26 grudnia 1991 roku ostatecznie rozwiązano Związek Radziecki, Kosmonauta Jurij Gagarin znajdował się w swoim macierzystym porcie w Odessie. Na mocy umów o podziale majątku po upadłym imperium, jednostka, jako statek cywilny podlegający dotąd pod Akademię Nauk ZSRR, przeszła na własność rządu niepodległej Ukrainy. Formalnie statek przekazano pod zarząd Czarnomorskiego Towarzystwa Żeglugowego, co w praktyce oznaczało wydanie na niego wyroku śmierci.
Młode państwo ukraińskie, zmagające się z postsowiecką zapaścią gospodarczą i galopującą hiperinflacją, posiadało wprawdzie własny przemysł rakietowy, ale nie planowało realizacji globalnych misji załogowych ani eksploracji dalekiego kosmosu, które wymagałyby oceanicznego śledzenia. Tym samym utrzymanie statku o wyporności 45 000 ton, którego same turbiny parowe pochłaniały dziesiątki ton drogiego mazutu dziennie tylko po to, aby podtrzymać zasilanie pokładowych generatorów, było ekonomicznym absurdem. Władze w Kijowie próbowały początkowo negocjować z nowo powołaną Rosyjską Agencją Kosmiczną (Roskosmos) kwestię współfinansowania rejsów lub wynajmu jednostki. Moskwa, sama znajdująca się na skraju bankructwa, stanowczo jednak odmówiła, przenosząc ciężar komunikacji z kosmosem na nową sieć satelitów przekaźnikowych systemu Łucz. W 1993 roku Kosmonauta Jurij Gagarin prawdopodobnie odbył swój ostatni rejs pod własnym napędem, gdy wraz z statkiem badawczym Akademik Siergiej Korolow popłynął na Kubę i Teneryfę w roli… jednostki transportowej. Rejs ten nie przyniósł jednak żadnych korzyści.

W tej sytuacji, pozbawiony finansowania, Kosmonauta Jurij Gagarin został odholowany do Portu Jużnyj (około 30 km na wschód od Odessy) i pozostawiony własnemu losowi. Z powodu braku środków na opłacenie pełnej załogi, statek obsadzono zaledwie kilkunastoosobową załogą szkieletową, która nie była w stanie zabezpieczyć tak gigantycznego obiektu. Wkrótce pozbawiony prądu i ogrzewania statek stał się celem zorganizowanych grup szabrowników. Z wyciszonych elektromagnetycznie laboratoriów wyrwano kilometry cennych kabli miedzianych, zdemontowano stacje radiolokacyjne, a nawet rozkradziono wyposażenie medyczne z sal operacyjnych i drewniane panele z luksusowych salonów oficerskich. Woda morska, przedostająca się przez niedomknięte grodzie i brak konserwacji powłok malarskich, zaczęła bezlitośnie trawić kadłub.
Na początku 1996 roku ogołocony, zardzewiały wrak nie przedstawiał już żadnej wartości naukowej ani operacyjnej. Ukraiński Fundusz Mienia Państwowego podjął jedyną w tej sytuacji sensowną i ekonomiczną decyzję – statek wystawiono na sprzedaż z przeznaczeniem na złom. Przetarg wygrała austriacka firma pośrednicząca, specjalizująca się w handlu wycofywanym tonażem morskim. Kwota transakcji, która do dziś budzi gorycz weteranów radzieckiej marynarki, wyniosła zaledwie 170 dolarów za każdą tonę wydobytej stali i metali kolorowych. Oznaczało to, że najdroższy statek badawczy na świecie, którego budowa pochłonęła w latach sześćdziesiątych astronomiczne sumy, został zlicytowany za ułamek swojej pierwotnej wartości.
Aby uniknąć opłat celnych, problemów prawnych i symbolicznego wstydu, przed swoim ostatnim rejsem statek został administracyjnie wykreślony z ukraińskich rejestrów państwowych, a na jego burtach zamalowano historyczną nazwę. Z gigantycznego napisu Kosmonauta Jurij Gagarin pozostawiono jedynie cztery litery, tworząc pseudonim operacyjny: Agar. Ze względu na całkowitą niesprawność turbin parowych, statek musiał zostać wzięty na hol. Ostatni rejs rozpoczął się 24 czerwca 1996 roku. Przez Cieśniny Tureckie, Morze Śródziemne i Kanał Sueski, statek dotarł na Ocean Indyjski. Dokładnie 1 sierpnia 1996 roku dawna duma Radzieckiej Floty Kosmicznej wpłynęła na redę indyjskiego miasta Alang w stanie Gujarat – największego na świecie cmentarzyska statków. Następnie wciągnięto go na błotnistą plażę. Złomowanie przebiegało sprawnie i zakończyło się jeszcze w tym samym roku.

Okręty projektu 1914 i 1914.1 Marszałek – Marszałek Niedielin i Marszałek Kryłow
Gdy na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych radziecki program kosmiczny oraz rozwój strategicznych sił rakietowych weszły w decydującą fazę, dotychczasowa, w dużej mierze cywilna flota pomiarowa przestała wystarczać. Wprowadzenie do służby kolejnych, zaawansowanych generacji wielogłowicowych międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM) o zasięgu globalnym, takich jak nowe warianty systemu R-36M (w kodzie NATO: SS-18 Satan), wymusiło prowadzenie intensywnych testów celności na poligonach morskich zlokalizowanych na środkowym i północnym Pacyfiku. Do monitorowania tych prób, a także śledzenia wojskowych satelitów wczesnego ostrzegania, Ministerstwo Obrony ZSRR potrzebowało więc jednostek projektowanych od podstaw jako okręty komunikacyjne oraz wojenne. Tak narodził się Projekt 1914, znany szerzej jako typ Marszałek – pierwsze dedykowane, zmilitaryzowane okręty Radzieckiej Floty Kosmicznej.
Przez pierwsze dwie dekady zimnej wojny radzieckie statki badawcze, nawet te naszpikowane wojskową elektroniką, operowały pod banderą Akademii Nauk ZSRR. Był to celowy zabieg polityczny – status jednostki cywilnej pozwalał na swobodniejsze zawijanie do neutralnych portów w celu uzupełnienia zapasów paliwa i prowiantu bez wywoływania dyplomatycznych skandali. Jednak specyfika zadań okrętów Projektu 1914 zmieniła ten paradygmat. Ich głównym celem przestało być wyłącznie wspieranie lotów załogowych, a stało się analizowanie telemetrii głowic termojądrowych wchodzących w atmosferę w rejonie poligonu Kura na Kamczatce oraz otwartych akwenów Oceanu Spokojnego. W tych strefach roiło się od amerykańskich okrętów podwodnych m.in. typu Los Angeles oraz samolotów patrolowych takich jak m.in. Lockheed P-3 Orion, które rutynowo zbliżały się do radzieckich jednostek na niebezpiecznie małe odległości, próbując zakłócać odbiór sygnałów lub przechwycić emitowane pasma radarowe.
Wielomiesięczne operowanie na oceanach w warunkach ciągłej inwigilacji przez siły NATO wymagało od radzieckich inżynierów i planistów zmiany podejścia do kwestii przetrwania okrętu. Włączenie typu Marszałek do struktur Wojenno-Morskiej Fłoty (WMF) oznaczało konieczność wyposażenia ich w systemy samoobrony. Montaż ciężkich rakietowych systemów przeciwlotniczych nie wchodził w grę – potężne radary kierowania ogniem zakłócałyby pracę delikatnych anten telemetrycznych, a waga wyrzutni drastycznie podniosłaby środek ciężkości. Zdecydowano się na rozwiązanie kompromisowe. Bezpośrednią ochronę przeciwlotniczą miały zapewniać przenośne zestawy rakietowe Strieła-2M, z których wyznaczeni marynarze mogli w razie zagrożenia otworzyć ogień do przelatujących na niskim pułapie wrogich maszyn. Dodatkowo, aby zabezpieczyć się przed atakiem płetwonurków i sił specjalnych podczas postojów na nieosłoniętych kotwicowiskach, jednostki uzbrojono w zaawansowany system obrony przeciwdywersyjnej.

Konstrukcja i dane techniczne
Do realizacji Projektu 1914 wyznaczono petersburską Stocznię Admiralicji. Zasadniczym celem było stworzenie platformy stabilnej, zdolnej do przetrwania tajfunów, a jednocześnie zapewniającej zaplecze techniczne do analizy danych w czasie rzeczywistym. Pierwszą jednostką serii, nazwaną na cześć głównego marszałka artylerii Mitrofana Niedielina, dowódcy strategicznych sił rakietowych (który zginął w katastrofie na Bajkonurze w 1960 roku), był okręt Marszałek Niedielin. Stępkę pod niego położono 19 listopada 1977 roku. Mimo problemów z dostawami najnowocześniejszej mikroelektroniki, kadłub zwodowano 30 października 1981 roku. Po żmudnym procesie kalibracji systemów łączności, jednostka oficjalnie weszła do służby w Flocie Pacyfiku 30 grudnia 1983 roku.
Druga jednostka, budowana według zmodyfikowanego i udoskonalonego Projektu 1914.1, to Marszałek Kryłow. Wyciągnięto wnioski z problemów wieku dziecięcego poprzednika, wprowadzając poprawki w architekturze nadbudówek i układzie anten. Stępkę położono 22 lipca 1982 roku, wodowanie miało miejsce 24 lipca 1987 roku, a uroczyste podniesienie bandery i wejście do służby nastąpiło 23 lutego 1990 roku – dosłownie w przededniu gospodarczego i politycznego upadku ZSRR.
Oba okręty mierzyły 211 m długości i miały wyporność około 24 000 ton. Ich maszynownie oparto na silnikach wysokoprężnych DGZA-6U o łącznej mocy 15 000 KM, co pozwalało na utrzymanie prędkości 22 węzłów i zapewniało autonomiczność rzędu 120 dni. Załoga liczyła aż 396 osób – w tym ponad setkę pracowników naukowo-technicznych obsługujących systemy elektroniczne i stacje deszyfrujące.

| Marszałek Niedielin (Projekt 1914) | Marszałek Kryłow (Projekt 1914.1) | |
| Wyporność pełna | ok. 24 000 ton | ok. 24 300 ton |
| Długość całkowita | 211 m | 211 m |
| Napęd główny | Silniki diesla DGZA-6U (15 000 KM) | Silniki diesla DGZA-6U (15 000 KM) |
| Prędkość maksymalna | 22 węzły | 22 węzły |
| Załoga (z badaczami) | 396 osób | 396 osób |
| Główny radar dozoru | MR-320 Topaz | MR-755 Fregata-MA |
| System obrony | Wyrzutnie Strieła-2M | Wyrzutnie Strieła-2M |
| Lotnictwo | 2 śmigłowce pokładowe Ka-27 | 2 śmigłowce pokładowe Ka-27 |
Ważnym elementem rozpoznania był potężny, autonomiczny kompleks radiolokacyjny 14B134 do śledzenia obiektów w górnych warstwach atmosfery i kosmosie. W przeciwieństwie do cywilnego statku Kosmonauta Jurij Gagarin, typ Marszałek – jako jednostka wojskowa – musiał patrzeć nie tylko w niebo, ale i pod wodę. Nie robił tego jednak w celu polowania na okręty podwodne, lecz po to, by rejestrować momenty uderzenia w wodę ćwiczebnych głowic rakiet balistycznych oraz lokalizować powracające obiekty kosmiczne. W tym celu na obu okrętach zainstalowano zaawansowane systemy hydroakustyczne: podkilowy kompleks MGK-335 Płatina, opuszczaną stację MG-349 Uż oraz system detekcji płetwonurków bojowych MG-7 Braslet.
Zasadnicze różnice między bliźniakami polegały na architekturze radiolokacyjnej. Starszy Marszałek Niedielin wykorzystywał do obserwacji przestrzeni powietrznej i nawodnej radar MR-320 Topaz oraz specjalistyczny radar Meteorit. Z kolei na młodszym Marszałku Kryłowie zrezygnowano z Meteorita, instalując w zamian znacznie nowocześniejszą, trójwspółrzędną stację radiolokacyjną MR-755 Fregat-MA, co drastycznie zwiększyło jego świadomość sytuacyjną. Oba okręty dysponowały potężnymi systemami łączności: zautomatyzowanym kompleksem radiowym Tajfun-2 oraz łącznością satelitarną Sztorm i Awrora, a także precyzyjnymi systemami śledzenia trajektorii: Zefir-A, Zefir-T, Kunica i Djatiel.

Aby zapewnić okrętom zdolność do fizycznego odzyskiwania obiektów z powierzchni oceanu, projekty 1914 i 1914.1 wyposażono w niezwykle rozbudowany kompleks lotniczy. Na rufie umieszczono lądowisko oraz obszerny, zamykany hangar, w którym stacjonowała stała grupa lotnicza złożona z dwóch śmigłowców pokładowych Kamow Ka-27PS. Maszyny te stanowiły kluczowe ramię operacyjne podczas misji na Pacyfiku; to ich załogi jako pierwsze docierały do rejonu wodowania, by za pomocą wyciągarek podejmować cenne makiety głowic balistycznych, powracające aparaty kosmiczne oraz rejestratory telemetrii. Całość infrastruktury uzupełniały zaawansowane systemy radionawigacji i naprowadzania lotnictwa, a także rozbudowane magazyny paliwa lotniczego i warsztaty, co pozwalało na w pełni autonomiczną obsługę maszyn przez wiele miesięcy z dala od macierzystych baz.
Aby zrekompensować długotrwałe przebywanie na zamkniętym akwenie okrętu o reżimie wojskowym, zadbano o infrastrukturę rekreacyjną – załogi miały do dyspozycji obszerne sale kinowe, kompleksy socjalne z salami gimnastycznymi oraz baseny, co miało niwelować skutki izolacji sensorycznej podczas operacji na południowym Pacyfiku.
Eksploatacja
Mimo niemal bliźniaczej konstrukcji, losy obu okrętów potoczyły się bardzo różnie. Marszałek Niedielin, na którym uroczyście podniesiono banderę 20 sierpnia 1984 roku, był intensywnie eksploatowany w latach osiemdziesiątych, jednak szybko stał się ofiarą rozpadu Związku Radzieckiego. Z powodu braku funduszy na niezwykle kosztowną eksploatację, na początku lat dziewięćdziesiątych okręt odstawiono we Władywostoku, a wkrótce potem całkowicie zaprzestano jego rejsów. Zamiast przejść niezbędny remont, padł ofiarą drastycznych cięć budżetowych.

Pozbawiony środków na paliwo i konserwację, z zredukowaną załogą szkieletową, okręt został szybko i bezlitośnie rozkradziony – znikały kilometry miedzianych kabli, cenne moduły elektroniki, a nawet wyposażenie mesy i kabin. Agonia jednostki dobiegła końca 30 maja 1998 roku, kiedy to oficjalnie skreślono ją z listy floty. Wkrótce potem zapadła ostateczna decyzja o sprzedaży zrujnowanego kadłuba na złom, a niedawna chluba floty zakończyła swój żywot na plażach indyjskiego Alang.
Z kolei Marszałek Kryłow, wprowadzony do służby 23 lutego 1990 roku, przetrwał najgorszy okres postsowieckiego chaosu. Uniknął losu starszego brata, pozostając w służbie. Co istotne, po trwających wiele lat pracach koncepcyjnych nad jego modernizacją, w 2014 roku rozpoczęto we Władywostoku zakrojoną na szeroką skalę modernizację. Zakończony jesienią 2018 roku (kiedy to okręt wyszedł na próby morskie) gruntowny remont obejmował instalację nowych kompleksów łączności i aparatury pomiarowej. Pozwoliło to na jego dalszą czynną służbę w rosyjskiej Flocie Pacyfiku, nie tylko jako jedynej ocalałej na świecie tak dużej jednostce dowodzenia, ale również w nowej roli – pływającego centrum wsparcia dla startów rakiet z nowo wybudowanego kosmodromu Wostoczny.
Atomowy okręt rozpoznania elektronicznego projektu 1941 Titan – SSW-33 Ural
Chociaż Kosmonauta Jurij Gagarin miał największą aparaturę do obsługi misji kosmicznych, to miano najbardziej zaawansowanej, najdroższej i ostatecznie najbardziej tragicznej jednostki w historii całej Wojenno-Morskiej Fłoty przypada SSW-33 Ural. W przeciwieństwie do jednostek badawczych czy typowo telemetrycznych, ten okręt został sklasyfikowany jako okręt rozpoznania elektronicznego i dowodzenia (w nomenklaturze radzieckiej jako duży okręt łączności atomowej Projektu 1941 Titan, w kodzie NATO: Kapusta). Jego powstanie było bezpośrednią odpowiedzią na amerykańskie plany militaryzacji kosmosu oraz testy rakiet balistycznych Minuteman i Peacekeeper na atolu Kwajalein na Pacyfiku. Radzieccy analitycy potrzebowali mobilnej stacji wczesnego ostrzegania, która mogłaby bezkarnie operować u wybrzeży USA, zbierając unikalne dane o trajektoriach amerykańskich głowic termojądrowych.

Konstrukcja i dane techniczne
Decyzję o budowie okrętu podjęto w 1977 roku, a ostateczny projekt zatwierdzono w 1979 roku. Z uwagi na gigantyczną masę planowanej aparatury radiolokacyjnej, leningradzkie biuro konstrukcyjne Ajsberg zdecydowało się na krok bezprecedensowy. Wykorzystano zmodyfikowany kadłub potężnych atomowych krążowników rakietowych Projektu 1144 (typu Orłan, w kodzie NATO: Kirov). Oznaczało to zbudowanie jednostki o długości 265 m i oszałamiającej wyporności pełnej przekraczającej 36 500 ton (co wielokrotnie przewyższało tonaż krążowników z czasów II wojny światowej). Koszty budowy okrętu były tak astronomiczne, że pochłonęły znaczną część pięcioletniego budżetu modernizacyjnego całej radzieckiej marynarki wojennej, wymuszając opóźnienia w budowie np. nowych okrętów podwodnych.
Sercem SSW-33 Ural był unikalny kompleks radiolokacyjno-obliczeniowy Korał, który wymagał olbrzymiej ilości energii elektrycznej. W związku z tym napęd okrętu oparto na dwóch potężnych reaktorach wodno-ciśnieniowych KN-3 (rozwinięcie typu OK-900A), które zasilały główne turbiny parowe o łącznej mocy na wałach rzędu 140 000 KM. Ponadto okręt posiadał awaryjne generatory elektryczne o łącznej mocy aż 23 000 KM. Pozwalało to na rozpędzenie SSW-33 Ural do prędkości 21,5 węzła. Dzięki napędowi nuklearnemu zasięg jednostki był teoretycznie nieograniczony, a jej autonomiczność określono na 180 dni, co czyniło z niej idealne narzędzie do wielomiesięcznego patrolowania amerykańskich wybrzeży.
Jako pełnoprawny okręt wojenny, SSW-33 operujący z dala od osłony własnego lotnictwa musiał być zdolny do samodzielnej obrony przed bezpośrednim atakiem. Jednostkę wyposażono więc w spory arsenał obronny, w skład którego wchodził artyleryjski system bliskiego zasięgu: dwie uniwersalne armaty AU AK-176 kalibru 76 mm oraz cztery sześciolufowe zestawy artyleryjskie AK-630 (CIWS) kalibru 30 mm. Obronę przeciwlotniczą bardzo krótkiego zasięgu zapewniały cztery poczwórne wyrzutnie pocisków 9K38 Igła. Przed atakami spod wody okręt chronił zaawansowany okrętowy system obrony przeciwdywersyjnej DP-63 Dożdż (ros. Дождь), wyposażony w wyrzutnie pocisków rakietowych kalibru 122 mm (będących morską odmianą systemu DP-62 Damba). Bogate wyposażenie radiotechniczne, poza wspomnianym systemem Korał, obejmowało stację radiolokacyjną MR-755 Fregat-MA, radary kierowania ogniem MR-123 Wympieł, sprzęt nawigacyjny MR-212/201 Wyczegda-U i kompleksy łączności satelitarnej Kryształ-BK oraz Tajfun-2S. Pod wodą nasłuch prowadziły podkilowe stacje hydrolokacyjne MGK-335MS Płatina-MS oraz stacja wykrywania płetwonurków MG-747 Amulet.

Załogę okrętu stanowiło 923 oficerów i marynarzy, oraz wyspecjalizowanych inżynierów i analityków wywiadu. Podobnie jak w przypadku jednostek kosmicznych, władze musiały zapewnić im odpowiednie warunki bytowe. Okręt podzielono na strefy mieszkalne obejmujące 200 kabin oficerskich oraz 34 kubryki, z których każdy mieścił po szesnaście osób. Życie na morzu ułatwiał rozbudowany kompleks rekreacyjny: od bogato wyposażonej biblioteki, palarni i salonów wypoczynkowych, po pełnowymiarową salę kinową, centrum telewizyjne, a nawet zakład fryzjerski. O kondycję fizyczną załogi dbał kompleks sportowy z siłownią, sauną oraz krytym basenem. Na rufie okrętu znalazło się lądowisko i hangar mogący pomieścić jeden ciężki śmigłowiec pokładowy Kamow Ka-27 lub Ka-32, wykorzystywany do misji łącznikowych i ratowniczych.
Eksploatacja
Oficjalnie stępkę pod SSW-33 Ural położono 25 czerwca 1981 roku w Stoczni Bałtyckiej w Leningradzie. Wodowanie kadłuba miało miejsce 17 maja 1983 roku, jednak proces wyposażania okrętu w najnowocześniejszą i wciąż nie do końca dopracowaną elektronikę przeciągnął się o długie lata. Przez niemal sześć lat prowadzano mozolne próby portowe i morskie. Ostatecznie, akt odbioru państwowego podpisano 30 grudnia 1988 roku, a banderę Wojenno-Morskiej Fłoty podniesiono uroczyście 6 stycznia 1989 roku.
Okręt wyruszył w swój dziewiczy rejs do bazy Floty Pacyfiku, docierając do Władywostoku. W ciągu swojej krótkiej, aktywnej służby pokonał dystans 28 000 mil morskich (51 975 km), a jego dwa reaktory jądrowe przepracowały bezawaryjnie łącznie 2 178 godzin. Jednak to nie błędy konstrukcyjne samego kadłuba okazały się gwoździem do trumny Urala, lecz fatalna infrastruktura radzieckich baz morskich. Po zacumowaniu we Władywostoku szybko okazało się, że lokalne nabrzeża nie dysponują wystarczająco potężnymi przyłączami energetycznymi i systemami chłodzenia, aby podtrzymywać pracę skomplikowanej elektroniki przy wygaszonych reaktorach. Zmuszało to załogę do ciągłej eksploatacji siłowni jądrowej nawet podczas dłuższego postoju w porcie, co błyskawicznie zużywało resursy maszyn i prowadziło do ekstremalnego zmęczenia obsługi.

Katastrofa była jedynie kwestią czasu. Rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku zbiegł się z serią tragicznych awarii. W połowie tego samego roku, z powodu chronicznego braku funduszy na konserwację i przemęczenia załogi, w rufowej maszynowni wybuchł pożar. Ogień wprawdzie udało się opanować, ale przedział został doszczętnie zniszczony. Ledwie rok później, w 1992 roku, płomienie strawiły dziobową maszynownię. Dla borykającej się z hiperinflacją i zapaścią gospodarczą Federacji Rosyjskiej, remont kapitalny atomowego okrętu rozpoznania elektronicznego z uszkodzonymi maszynowniami był finansowo absolutnie nierealny. Najdroższy okręt wywiadowczy świata został obsadzony szczątkową załogą szkieletową i rzucony na pastwę rdzy w Zatoce Ussuryjskiej.
Rozważano różne, często desperackie pomysły ratowania jednostki – od przebudowy na pływającą elektrownię jądrową dla dalekiego wschodu, aż po adaptację na gigantyczne pływające koszary. Ostatecznie, 20 lutego 2002 roku podjęto decyzję o oficjalnym wycofaniu SSW-33 ze służby. Z powodu uwarunkowań geograficznych i logistycznych, jego koniec był o wiele trudniejszy niż cywilnych odpowiedników. Okręt był zbyt wielki i zbyt niebezpieczny (ze względu na skażenie radioaktywne), aby dołączyć do innych wraków na plażach indyjskiego Alang. W 2008 roku kadłub przejęła stocznia Zwiezda z zamiarem utylizacji. W 2009 roku z ogromnym trudem usunięto wypalone paliwo jądrowe, jednak prace szybko przerwano. Wznowiono je dopiero w 2012 roku, a ostateczna rozbiórka zakończyła się w stoczni w mieście Bolszoj Kamień dopiero pod koniec 2018 roku.
Pozostałe, wybrane radzieckie statki komunikacyjne
Choć to Kosmonauta Jurij Gagarin oraz SSW-33 Ural były najbardziej rozpoznawalnymi jednostkami Radzieckiej Floty Kosmicznej, tak ich uzupełnieniem było wiele mniejszych i często zapomnianych jednostek. Prowadzenie wielomiesięcznego śledzenia trajektorii rutynowych lotów załogowych, wojskowych satelitów zwiadowczych z serii Zenit oraz sond międzyplanetarnych spoczywała na barkach całej flotylli średnich statków pomiarowych. Z ekonomicznego punktu widzenia wysyłanie na ocean drogich w utrzymaniu dużych statków i okrętów komunikacyjnych do każdego rutynowego startu rakiety Sojuz z kosmodromu Bajkonur było pozbawione sensu. Koszty operacyjne takich rejsów błyskawicznie drenowałyby budżet Akademii Nauk ZSRR. Dlatego leningradzcy inżynierowie równolegle rozwijali „klasę średnią” oceanicznych laboratoriów – statki, które łączyły akceptowalne koszty eksploatacji z potężnymi możliwościami radiotechnicznymi.
Kosmonauta Władimir Komarow
Zanim radziecki przemysł stoczniowy w pełni opanował technologię budowy dedykowanych statków pomiarowych, musiał ratować się głębokimi modyfikacjami istniejących konstrukcji. Doskonałym przykładem tego procesu, ujawniającym desperację wczesnego wyścigu kosmicznego, był statek Kosmonauta Władimir Komarow. Pierwotnie jednostka ta powstała w chersońskiej stoczni jako standardowy cywilny drobnicowiec o nazwie Gieniczewsk (położenie stępki nastąpiło 20 października 1965 roku, a zwodowano go 16 lipca 1966 roku). Po wykonaniu zaledwie jednego, testowego rejsu z ładunkiem na Kubę, decydenci z Moskwy zarekwirowali statek. Natychmiast skierowano go do Leningradu, gdzie poddano go gruntownej przebudowie, mającej na celu przekształcenie drobnicowca w zaawansowaną stację nasłuchową. Prace prowadzono pod ogromną presją czasu; po zakończeniu lipcowych prób morskich, statek wyruszył w swoją pierwszą misję już 1 sierpnia 1967 roku.
Jednostka otrzymała imię tragicznie zmarłego kosmonauty (który zginął w katastrofie kapsuły Sojuz 1), co miało stanowić hołd dla jego ofiary. Kosmonauta Władimir Komarow charakteryzował się kadłubem o długości 155,7 m i wypornością rzędu 17 850 ton. Jego sylwetkę zdominowały trzy olbrzymie, sferyczne osłony z włókna szklanego, które chroniły potężne anteny paraboliczne przed huraganowymi wiatrami i oblodzeniem (łącznie na statku zainstalowano ponad 40 różnych zespołów antenowych). Napęd stanowił powolny, ale niezwykle niezawodny silnik wysokoprężny 7 DKRN 74/160 o mocy 9000 KM, zapewniający prędkość ekonomiczną 14,7 węzła. Zbiorniki paliwa pozwalały na pokonanie potężnego dystansu 18 000 mil morskich. Statek wyposażono w 43 laboratoria naukowe, obsługiwane przez załogę liczącą łącznie 239 oficerów, marynarzy i pracowników naukowych. Do maja 1989 roku statek zrealizował aż 27 wielomiesięcznych ekspedycji (trwających od 30 do nawet 330 dni), pokonując łącznie 608 280 mil morskich (1 126 540 km).

Intensywna, ponad dwudziestoletnia służba Kosmonauty Władimira Komarowa dobiegła końca 22 maja 1989 roku, kiedy to statek powrócił z 27. ekspedycji do swojego portu macierzystego w Odessie. Zmieniająca się technologia globalnej łączności, a przede wszystkim nadciągający kryzys gospodarczy upadającego ZSRR sprawiły, że koszty utrzymania „kosmicznej floty” stały się nie do udźwignięcia. Decyzją władz, jednostkę przebazowano na Morze Bałtyckie z zamiarem jej adaptacji na cywilny statek do badań ekologicznych. Rozpad Związku Radzieckiego brutalnie zweryfikował te plany – pozbawiony finansowania i porzucony statek latami niszczał przy nabrzeżu. Ostatecznie w 1994 roku dawna duma programu kosmicznego została skreślona z rejestrów i sprzedana za bezcen na złom. Swój żywot Kosmonauta Władimir Komarow zakończył na plaży w Alang, gdzie do 3 listopada 1994 roku zezłomowano go.
Akademik Siergiej Korolow
Nieco inną drogę przeszedł statek Akademik Siergiej Korolow, nazwany na cześć Głównego Konstruktora radzieckiego programu kosmicznego. W tym przypadku władze zdecydowały się na zaprojektowanie jednostki do celów badawczych (projekt 1908 Kanopus). Aby jednak przyspieszyć prace stoczniowe, wykorzystano bazowy kadłub seryjnego statku transportowego projektu 1568, całkowicie przeprojektowując jego nadbudówki i architekturę wewnętrzną. Przełożyło się to na znacznie wyższą ergonomię i ogromne możliwości operacyjne. Stępkę pod ten statek położono w mikołajowskiej stoczni 20 grudnia 1968 roku, wodowanie miało miejsce 1 lipca 1969 roku, a uroczyste oddanie do służby i podniesienie bandery nastąpiło 26 grudnia 1970 roku. Jednostka mierzyła 181,9 m długości przy wyporności pełnej 21 465 ton. Potężniejszy napęd w postaci silnika diesla 8DKRN 74/160-2 o mocy 12 000 KM pozwalał na rozwinięcie prędkości 17,5 węzła i zapewniał imponujący zasięg 19 550 mil morskich.
Na pokładzie Akademika Siergieja Korolowa znalazło się miejsce na aż 79 laboratoriów, w których pracowała załoga i zespół badawczy składający się w sumie z ponad 300 osób. Autonomiczność jednostki, wzorem większych statków, obliczono na 120 dni. Swój dziewiczy rejs na Ocean Atlantycki statek rozpoczął 18 marca 1971 roku, stając się przez kolejne dwie dekady kluczowym ogniwem radzieckiej sieci łączności kosmicznej.

W 1991 roku, w wyniku podziału postsowieckiego majątku, Akademik Siergiej Korolow stał się własnością niepodległej Ukrainy. Ponieważ nowy kraj nie prowadził samodzielnie dalekosiężnego programu kosmicznego, pływająca stacja śledzenia z dnia na dzień stała się całkowicie bezużyteczna i stanowczo zbyt droga w utrzymaniu. Pozbawiona funduszy na konserwację, unikalna jednostka została odstawiona w porcie i przez kolejne lata rdzewiała, padając łupem złodziei metali kolorowych. Ostatecznie w 1995 roku Fundusz Mienia Państwowego Ukrainy wystawił zrujnowany statek na przetarg, a rok później dawną chlubę floty sprzedano do Indii na złom. Ostatnią, smutną zniewagą dla statku było odcięcie z burt większości liter przed jego ostatnim rejsem, w wyniku czego oficjalnie przypłynął do stoczni złomowej pod nazwą „Orol”. Jesienią 1996 roku kadłub został ostatecznie osadzony na plażach w Alang i pocięty na złom.
Kosmonauta Wiktor Pacajew
Na tle tragicznych losów swoich większych braci, historia statku Kosmonauta Wiktor Pacajew stanowi unikalny w skali świata przypadek ocalenia i przetrwania radzieckiego dziedzictwa technologicznego. Nazwany na cześć inżyniera, który udusił się w dehermetyzowanej kapsule podczas powrotu z pierwszej stacji orbitalnej Salut 1 w 1971 roku, statek ten nie miał łatwych początków. Podobnie jak Komarow, nie powstał on od razu jako pływające laboratorium przestrzeni kosmicznej. Został zbudowany w leningradzkiej Stoczni im. Żdanowa jako zwyczajny statek do przewozu drewna, ochrzczony pierwotnie jako Siemion Kosinow. Położenie stępki pod ten niepozorny wówczas statek odbyło się 1 lutego 1968 roku, wodowanie miało miejsce 12 maja 1968 roku, a do służby w marynarce handlowej wszedł on pod koniec roku. Decyzja o włączeniu go do elitarnej floty kosmicznej zapadła znacznie później.
Decyzja o włączeniu go do elitarnej floty kosmicznej zapadła znacznie później. Dopiero na przełomie lat 1977 i 1978 statek przeszedł gruntowną i bardzo drogą konwersję w specjalistyczny statek pomiarowy. Nowa jednostka charakteryzowała się skromniejszymi wymiarami – długość kadłuba wynosiła 123 m, a wyporność zamykała się w 9180 tonach. Mniejsze gabaryty oznaczały mniejsze zużycie paliwa, co w oczach planistów z Moskwy było ogromną zaletą. Napęd stanowił silnik diesla o oznaczeniu 9DKRN 50/110, generujący moc rzędu 5200 KM. Pozwalało to na sprawne przemieszczanie się z prędkością 15,6 węzła, gwarantując jednocześnie bardzo przyzwoity zasięg operacyjny na poziomie 13 900 mil morskich (25 750 km). W ciasnych wnętrzach przebudowanego frachtowca umieszczono systemy łączności, skomplikowaną mechanikę stabilizacyjną anten oraz infrastrukturę bytową dla starannie dobranej załogi liczącej zaledwie 137 oficerów, marynarzy i pracowników naukowych.

Swoją pierwszą oficjalną misję w nowych barwach statek rozpoczął w 1979 roku. Mimo mniejszych rozmiarów, z powodzeniem operował w najtrudniejszych warunkach pogodowych, realizując do końca 1994 roku aż 14 długoterminowych misji na oceanach całego świata. Jego zbawieniem okazała się jednak decyzja podjęta w czasach przemian politycznych. Gdy po upadku Związku Radzieckiego inne jednostki powoli rozpadały się w ukraińskich portach, Wiktor Pacajew został przeniesiony do Kaliningradu. Pozbawiony funduszy na dalekomorskie rejsy, został na stałe podłączony do infrastruktury nadbrzeżnej i od 1994 do 2001 roku pełnił funkcję stacjonarnego centrum łączności, zapewniając kontakt między innymi ze stacją orbitalną Mir oraz Międzynarodową Stacją Kosmiczną (ISS).
Jego morska kariera dobiegła końca, ale stacjonarna funkcja łącznikowa w strukturach Roskosmosu pozwoliła na ominięcie fali masowego złomowania. W kolejnych latach statek utrzymywany był w stanie częściowej gotowości technicznej, działając na styku wojska i nauki do roku 2014. Ostatecznie, dzięki gigantycznemu wsparciu grup weteranów floty i miłośników kosmonautyki, w lipcu 2016 roku Kosmonauta Wiktor Pacajew został oficjalnie przekazany pod opiekę Muzeum Oceanu Światowego w Kaliningradzie. Zacumowany przy historycznym nabrzeżu, zachowany w oryginalnej konfiguracji, pozostaje dziś jednym z ostatnich przedstawicieli Radzieckiej Floty Kosmicznej.
Podsumowanie
Gdy wyścig kosmiczny powoli tracił na impecie, ustępując miejsca polityce odprężenia i rosnącym kosztom utrzymania rozdmuchanego aparatu wojskowego, nad flotą pływających laboratoriów zaczęły gromadzić się czarne chmury. Ostateczny cios nie nadszedł jednak ze strony technologicznej konkurencji ze Stanami Zjednoczonymi, lecz z samego wnętrza radzieckiego systemu. Postępująca zapaść gospodarcza i ostateczne rozwiązanie Związku Radzieckiego, zatwierdzone prawnie 26 grudnia 1991 roku, wywołały geopolityczne trzęsienie ziemi, które w ciągu zaledwie kilku lat zamieniło powody do inżynieryjnej dumy w rdzewiejące pomniki radzieckiej megalomanii.

Podział terytorialny upadającego imperium okazał się dla morskiego ramienia radzieckiego programu kosmicznego katastrofalny w skutkach. Flota Kompleksu Pomiarowego, operująca w systemie globalnym, była na stałe przypisana do dwóch głównych baz operacyjnych, zlokalizowanych na przeciwległych krańcach eurazjatyckiego kontynentu. W wyniku ustaleń traktatowych, najpotężniejsze jednostki cywilne należące do Akademii Nauk ZSRR – w tym flagowy Kosmonauta Jurij Gagarin, Akademik Siergiej Korolow oraz przebudowany Kosmonauta Władimir Komarow – znalazły się w granicach terytorialnych nowo powstałej, niepodległej Ukrainy. Rząd w Kijowie z dnia na dzień stał się właścicielem potężnej, wysoce wyspecjalizowanej floty, nie posiadając przy tym własnego programu kosmicznego, odpowiedniego zaplecza badawczego, ani – co najważniejsze – funduszy na jej utrzymanie.
Dla ukraińskiego budżetu, trawionego przez galopującą hiperinflację pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, utrzymanie statków o wyporności rzędu 45 000 ton w stanie gotowości operacyjnej było ekonomicznym samobójstwem. Statki zacumowano w Porcie Jużnyj pod Odessą i pozbawiono stałego finansowania. Z pokładów znikało wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość rynkową. Niewiele lepiej wyglądała sytuacja na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Baza we Władywostoku, która przejęła wojskowe okręty dowodzenia z Projektu 1914 oraz atomowego SSW-33 Ural, borykała się z identycznymi problemami budżetowymi. Rosyjska Wojenno-Morska Fłota nie miała środków na zakup paliwa, a oficerowie miesiącami nie otrzymywali żołdu. Marszałek Niedielin, niegdyś naszpikowany elektroniką i pilnowany przez uzbrojonych strażników, gnił przy nabrzeżu, stając się dawcą części zamiennych dla nielicznych wciąż funkcjonujących okrętów. Brak odpowiedniej infrastruktury portowej, zdolnej do zasilania potężnych radarów z lądu, sprawiał, że systemy ulegały nieodwracalnej degradacji z powodu wilgoci i braku klimatyzacji w odciętych od zasilania serwerowniach.
Rozwój technologii satelitarnej zadał ostateczny cios logistyce oceanicznej. Wprowadzenie na orbitę geostacjonarną nowej generacji radzieckich satelitów przekaźnikowych systemu Łucz (SDRN) – począwszy od udanego wyniesienia pierwszego aparatu (Kosmos-1700) w dniu 25 października 1985 roku – sprawiło, że łączność ze statkami kosmicznymi mogła być realizowana bezpośrednio z terytorium ZSRR, bez konieczności utrzymywania pływających przekaźników na równiku. Docelowy system, rozbudowywany w kolejnych latach i intensywnie wykorzystywany m.in. podczas próbnego lotu wahadłowca Buran jesienią 1988 roku oraz do obsługi stacji orbitalnej Mir, zapewnił niemal globalne pokrycie radiowe. Tym samym utrzymanie tysięcy marynarzy i naukowców na oceanach przestało być operacyjnie niezbędne. W obliczu transformacji ustrojowej na początku lat dziewięćdziesiątych ogromna, wyspecjalizowana flota stała się jedynie finansowym balastem, którego ani Kijów, ani Moskwa nie zamierzały dłużej dźwigać.
















