Bitwa pod Cuszimą, stoczona między 27 a 28 maja 1905 roku, była decydującym starciem morskim wojny rosyjsko-japońskiej i zarazem największą bitwą flot przeddrednotów w historii. Zakończyła się ona niemal całkowitym unicestwieniem rosyjskiej Drugiej Eskadry Pacyfiku przez japońską Połączoną Flotę, którą dowodził admirał Heihachirō Tōgō. Klęska ta nie tylko przypieczętowała wynik całego konfliktu, zmuszając Imperium Rosyjskie do zawarcia upokarzającego traktatu pokojowego, ale również trwale zmieniła globalny układ sił, wynosząc Japonię do rangi mocarstwa. Wynik starcia wstrząsnął ówczesnym światem, brutalnie udowadniając wyższość nowoczesnej taktyki i technologii, co w niedługim czasie zrewolucjonizowało architekturę okrętów liniowych na całym globie.

Geneza

Wojna rosyjsko-japońska

U progu 1904 roku napięcie między Imperium Rosyjskim a Cesarstwem Japonii osiągnęło punkt krytyczny. Zarzewiem konfliktu była bezwzględna rywalizacja o strefy wpływów w słabnącym Cesarstwie Chińskim, a dokładnie w Mandżurii i na Półwyspie Koreańskim. Rosja, po wydzierżawieniu w 1898 roku niezamarzającego portu na Półwyspie LiaotuńskimPort Artur – oraz rozbudowie Kolei Transsyberyjskiej, dążyła do pełnej hegemonii gospodarczej i militarnej w regionie. W 1903 roku Tokio przedstawiło kompromisową propozycję podziału wpływów: oddanie Mandżurii pod kuratelę Petersburga w zamian za wolną rękę Japonii w Korei. Zdominowany przez twardogłowych doradców car Mikołaj II zignorował tę ofertę, błędnie zakładając, że „azjatyckie państewko” nie odważy się na zbrojną konfrontację z potęgą o europejskim rodowodzie.

Rosyjski pancernik Pierieswiet
Rosyjski pancernik Pierieswiet

W tej sytuacji Japończycy nie zamierzali czekać na pełną mobilizację carskiej armii. W nocy z 8 na 9 lutego 1904 roku wiceadmirał Heihachirō Tōgō przeprowadził zuchwały, wyprzedzający atak torpedowy na rosyjską bazę morską w Port Artur, rozpoczynając działania zbrojne bez oficjalnego wypowiedzenia wojny. Uderzenie przeprowadzone przez niszczyciele uszkodziło dwa najnowocześniejsze rosyjskie pancerniki – Cesariewicz i Retwizan – oraz krążownik Pałłada. Z psychologicznego punktu widzenia atak ten zszokował zachodni świat, a ze strategicznego – zablokował potężną rosyjską Pierwszą Eskadrę Pacyfiku w basenach portowych, oddając Japończykom inicjatywę operacyjną na Morzu Żółtym, co umożliwiło im bezpieczny przerzut wojsk lądowych na kontynent. Stacjonująca w Port Artur rosyjska Pierwsza Eskadra Pacyfiku liczyła ogólnie 7 przeddrednotów – Pietropawłowsk, Sewastopol i Połtawa (typu Połtawa), Pierieswiet i Pobieda (typu Pierieswiet) oraz Cesariewicz i Retwizan, jeden krążownik pancerny Bajan i 5 krążowników pancernopokładowych – Askold, Diana, Pałłada, Nowik i Bojarin. Ponadto w jej skład wchodziły mniejsze jednostki, takie jak 4 kanonierki, 25 niszczycieli, 2 kanonierki torpedowe i 2 stawiacze min oraz torpedowce.

Przez krótki czas po wybuchu wojny wydawało się jednak, że Rosjanie odzyskają kontrolę nad akwenem. W marcu dowództwo nad eskadrą objął wiceadmirał Stiepan Makarow – wybitny taktyk i charyzmatyczny dowódca, który natychmiast zrezygnował z pasywnej obrony na rzecz agresywnych wypadów w morze. Jego ofensywna strategia zakończyła się jednak tragicznym zbiegiem okoliczności zaledwie miesiąc później. 13 kwietnia 1904 roku, podczas powrotu z potyczki z japońskimi krążownikami, okręt flagowy Makarowa, pancernik Pietropawłowsk, wszedł na japońską minę zaledwie dwie mile od wejścia do bazy. Detonacja wywołała reakcję łańcuchową i wybuch dziobowych magazynów amunicyjnych. Okręt zatonął w niecałe dwie minuty, zabierając na dno dowódcę floty, sztabowców oraz wybitnego batalistę Wasilija Wierieszczagina. Śmierć Makarowa wywołała paraliż decyzyjny; rosyjska eskadra na powrót zamknęła się za falochronami.

Tymczasem na lądzie japońska 3. Armia pod dowództwem generała Maresuke Nogi rozpoczęła metodyczne zaciskanie pierścienia oblężenia wokół Port Artur. Wobec widma zdobycia bazy przez wojska lądowe, car rozkazał flocie przebicie się do odległego Władywostoku. Próba ta, podjęta 10 sierpnia 1904 roku, przeszła do historii jako bitwa na Morzu Żółtym. Dowodzący rosyjskim zespołem kontradmirał Wilhelm Withöft był bliski przełamania japońskiej blokady. Starcie artyleryjskie toczyło się na niespotykanych dotąd dystansach przekraczających 6000 m. O losach bitwy zadecydował jeden pocisk kalibru 305 mm wystrzelony o godzinie 17:43 z japońskiego pancernika Asahi. Trafił on bezpośrednio w pomost bojowy flagowego Cesariewicza, zabijając na miejscu Withöfta oraz kluczowych oficerów sztabu. Pozbawiony dowodzenia okręt flagowy wykonał gwałtowny, niekontrolowany zwrot, wpadając na własną linię bojową i siejąc totalny chaos. Zdemoralizowana eskadra zawróciła, przypieczętowując swój własny los – pancerniki ponownie uwięziono w twierdzy.

Krążownik pancernopokładowy Askold
Krążownik pancernopokładowy Askold

Jesienią i zimą los Pierwszej Eskadry dopełnił się na oczach całego świata. 5 grudnia 1904 roku, po miesiącach krwawych i morderczych szturmów, które kosztowały Japończyków dziesiątki tysięcy zabitych, siły generała Nogi zdobyły strategiczne Wzgórze 203. Wzniesienie to dominowało nad portem, oferując doskonały punkt obserwacyjny. Japończycy natychmiast rozstawili sprowadzone z wysp macierzystych potężne, 280-milimetrowe haubice oblężnicze. Artylerzyści, korygowani przez obserwatorów ze szczytu, rozpoczęli systematyczną, morderczą egzekucję rosyjskich okrętów, strzelając stromotorowym ogniem ponad wzgórzami. Ciężkie, 217-kilogramowe pociski z łatwością przebijały cienkie pancerze pokładowe. W ciągu zaledwie kilku dni na płytkim dnie basenu portowego osiadły dymiące wraki dumy carskiej floty: pancerniki Połtawa, Rietwizan, Pobieda oraz Pierieswiet.

Utworzenie Drugiej Eskadry Pacyfiku

W międzyczasie, w Petersburgu trwały chaotyczne przygotowania do wzmocnienia uwięzionej floty dzięki wsparciu jednostek Floty Bałtyckiej. Obie połączone floty miały dysponować przytłaczającą przewagą ogniową nad jednostkami japońskimi, co miało pozwolić na przełamanie impasu i odzyskanie kontroli nad wodami okalającymi Port Arthur. 17 kwietnia 1904 roku oficjalnie utworzono Drugą Eskadrę Pacyfiku. Dowództwo nad nią powierzono kontradmirałowi (awansowanemu później na wiceadmirała) Zinowijowi Rożestwienskiemu – oficerowi z carskiego otoczenia, znanemu z żelaznej dyscypliny i wybuchowego temperamentu, któremu jednak brakowało doświadczenia w walce manewrowej i dowodzeniu tak dużymi związkami taktycznymi w warunkach bojowych.

Formowanie eskadry przypominało organizacyjny chaos. Na papierze flota prezentowała się imponująco, jednak w rzeczywistości stanowiła zbieraninę jednostek o drastycznie zróżnicowanej wartości bojowej. Trzon uderzeniowy miały stanowić cztery najnowsze pancerniki typu Borodino: Kniaź Suworow (okręt flagowy), Imperator Aleksandr III, Borodino oraz Orieł. Były to jednostki potężnie uzbrojone, ale przeciążone konstrukcyjnie, co czyniło je podatnymi na utratę stateczności. Co gorsza, okręty te świeżo opuściły stocznie, przez co zabrakło czasu na ich dokładne przetestowanie i sprawdzenie, a już tym bardziej przeszkolenie załóg. Aby zwiększyć siłę ognia floty, Rożestwienskiemu przydzielono również okręty całkowicie przestarzałe, w tym powolne pancerniki obrony wybrzeża i stare krążowniki pancerne. Ten drastyczny rozrzut technologiczny sprowadził prędkość taktyczną całej armady do zaledwie 9 węzłów (około 16,6 km/h) – wartości podyktowanej parametrami najwolniejszych jednostek. Po serii przedłużających się remontów, opóźnieniach w dostawach i pośpiesznych próbach morskich nowych okrętów, armada ostatecznie opuściła port w Lipawie 15 października 1904 roku, rozpoczynając rejs, w trakcie którego zespół miał pokonać dystans ponad 18 000 mil morskich (34 000 km).

Rosyjski pancernik Cesariewicz
Rosyjski pancernik Cesariewicz

Koszmar rejsu na Daleki Wschód

Przeprawa Drugiej Eskadry Pacyfiku była logistycznym koszmarem, nieposiadającym odpowiednika w dotychczasowej historii wojen morskich. Flota napędzana maszynami parowymi potrójnego rozprężania pożerała astronomiczne ilości najwyższej jakości węgla. Wielka Brytania, powiązana z Japonią sojuszem, zamknęła przed Rosjanami swoje stacje węglowe. W efekcie wiceadmirał Zinowij Rożestwienski musiał polegać na wynajętych węglowcach niemieckiej linii Hamburg-Amerika Linie (HAPAG) i prowadzić bunkrowanie paliwa na otwartym oceanie, często przy wysokiej fali. Aby zredukować liczbę tych niebezpiecznych postojów, rosyjskie okręty ładowano węglem daleko poza granice rozsądku. Hałdy paliwa piętrzyły się w korytarzach, na pokładach, a nawet w mesach i kajutach oficerskich. Przeciążenie jednostek sprawiło, że ich główne, najgrubsze pasy pancerne zanurzyły się głęboko poniżej linii wodnej, wystawiając na ostrzał znacznie cieńszy pancerz górny.

Mordercze tempo, brak wyszkolenia załóg oraz nieustanne pogłoski o rzekomych japońskich okrętach wywołały wśród załóg psychozę, która dała o sobie znać zaledwie kilka dni po wyjściu z Bałtyku. W nocy z 21 na 22 października 1904 roku, podczas przejścia przez Morze Północne w rejonie ławicy Dogger Bank, rosyjscy obserwatorzy zameldowali obecność „japońskich torpedowców”. W rzeczywistości była to flotylla brytyjskich trawlerów rybackich z Hull. Opanowane paranoją załogi rosyjskich pancerników otworzyły chaotyczny i niekontrolowany ogień z dział kalibru od 47 mm do 152 mm. W wyniku tego fatalnego błędu zatopiono jeden brytyjski statek rybacki i zabito dwóch rybaków. Co gorsza, w ciemnościach Rosjanie ostrzelali własny krążownik Aurora, poważnie go uszkadzając i zabijając okrętowego kapelana.

Incydent na Dogger Bank wywołał międzynarodową burzę. Brytyjska Royal Navy postawiła w stan gotowości uderzeniowe zespoły Floty Kanału, a od wybuchu otwartej wojny rosyjsko-brytyjskiej uchroniły cara jedynie pośpieszne działania dyplomatyczne Francji. Eskadra musiała kontynuować rejs południową trasą wzdłuż wybrzeży Afryki, opływając Przylądek Dobrej Nadziei (najcięższe pancerniki), podczas gdy mniejsze jednostki skierowano przez Kanał Sueski. Lżejsze jednostki eskadry dotarły na kotwicowisko u wybrzeży wyspy Nosy Be na Madagaskarze pod koniec grudnia 1904 roku. Druga, ciężka grupa okrętów dotarła na miejsce dopiero 9 stycznia 1905 roku, po kilku dniach spędzonych na postoju w zatoce Sainte Marie. Tam wiceadmirał Rożestwienski otrzymał informacje, że 2 stycznia 1905 roku garnizon Port Artur skapitulował, a pozostałości Pierwszej Eskadry zostały ostatecznie zatopione przez wroga. Pierwotny cel operacyjny przestał istnieć, lecz rozkazy z Petersburga pozostały nieubłagane – armada miała przebić się do Władywostoku i rzucić wyzwanie flocie wiceadmirała Heihachirō Tōgō.

Japońskie pancerniki podczas bitwy na Morzu Żółtym w 1904 roku
Japońskie pancerniki podczas bitwy na Morzu Żółtym w 1904 roku

W trakcie przymusowego i fatalnego w skutkach postoju na Madagaskarze, eskadra musiała oczekiwać na spóźnione uzupełnienia. Zamiast realizować plan rejsu, Rożestwienski został zmuszony do wstrzymania operacji, aby do sił głównych mógł dołączyć wydzielony zespół krążowników, którym dowodził komandor Leonid Dobrotworski. Formacja ta, w skład której wchodziły między innymi nowe, ale nękane chronicznymi usterkami technicznymi krążowniki Oleg i Izumrud oraz krążowniki pomocnicze Rion i Dniepr, opuściła port w Lipawie ze sporym opóźnieniem, dopiero 16 listopada 1904 roku. Zespół skierował się najkrótszą trasą przez Kanał Sueski i ostatecznie dotarł na kotwicowisko Nosy Be 14 lutego 1905 roku. Bezczynne oczekiwanie połączone z morderczym, tropikalnym klimatem doprowadziło do drastycznego spadku morale, masowych dezercji i wybuchu epidemii czerwonki, malarii, gorączki tropikalnej i syfilisu wśród załóg rosyjskich okrętach. W toku całego rejsu z powodu chorób zmarło od kilkudziesięciu do nawet ponad stu kilkudziesięciu marynarzy, wśród których znalazł się kontradmirał Dmitrij Fölkersahm.

Tymczasem w Petersburgu, na wieść o zniszczeniu floty w Port Artur, zapanowała strategiczna panika. Carska Admiralicja, wbrew głośnym protestom samego Rożestwienskiego, podjęła decyzję o sformowaniu i wysłaniu na Daleki Wschód Trzeciej Eskadry Pacyfiku. Dowództwo nad nią objął kontradmirał Nikołaj Niebogatow. Związek ten stanowił desperacką zbieraninę przestarzałych okrętów, które ze względu na brak wartości bojowej pozostawiono wcześniej na Bałtyku. W jego skład wszedł stary, pamiętający koncepcje lat 80. XIX wieku pancernik Imperator Nikołaj I (okręt flagowy), trzy powolne pancerniki obrony wybrzeża: Admirał Sieniawin, Generał-Admirał Apraksin i Admirał Uszakow, oraz całkowicie wysłużony krążownik pancerny Władimir Monomach. Eskadra Niebogatowa wyruszyła z Lipawy 15 lutego 1905 roku. Przeszła przez Kanał Sueski i pokonała Ocean Indyjski w zaskakująco dobrym tempie, borykając się z mniejszymi problemami logistycznymi niż siły główne.

Do ostatecznego połączenia wszystkich rosyjskich sił doszło 9 maja 1905 roku w rejonie zatoki Cam Ranh u wybrzeży francuskich Indochin. Wiceadmirał Rożestwienski powitał posiłki z jawną, nieskrywaną wrogością. Stare i ciężkie w manewrowaniu okręty Niebogatowa, uszczypliwie nazywane przez marynarzy „samotopami”, drastycznie obniżyły prędkość taktyczną całej połączonej armady. Rożestwienski nie przekazał nowemu podwładnemu absolutnie żadnych wytycznych taktycznych ani szyfrów, traktując jego eskadrę jak niepotrzebny balast, z którym musiał ruszyć wprost w pułapkę Cieśniny Cuszimskiej.

Jeden z 5 pancerników typu Borodino
Jeden z 5 pancerników typu Borodino

Zestawienie sił

Japońska Połączona Flota

Podczas gdy rosyjska armada z trudem płynęła do celu, trapiona awariami, usterkami i zmęczeniem, japońska Połączona Flota dowodzona przez admirała Heihachirō Tōgō spędziła zimę i wczesną wiosnę na regeneracji, naprawach stoczniowych oraz intensywnym szkoleniu. Japońskie siły główne operowały na własnych wodach, korzystając z pełnego zaplecza w bazach takich jak Sasebo oraz w bezpiecznych, wysuniętych kotwicowiskach na wybrzeżu Korei (głównie w zatoce Chinhae).

Pancernik Mikasa – ostatni zachowany przeddrednotDodatkowa lekturaPancernik Mikasa – ostatni zachowany przeddrednotMikasa była jednym z nowocześniejszych japońskich pancerników na początku XX wieku. Okręt ten zasłynął swoim udziałem w bitwie pod Cuszimą, chociaż szybko stał się ofiarą sukcesu tej bitwy i stał się przestarzały. Mimo to, przetrwał do naszych czasów jako ostatni zachowany (częściowo) przeddrednot.

Najważniejszym atutem floty Tōgō była jej absolutna przewaga techniczna. Trzon uderzeniowy – cztery nowoczesne pancerniki eskadrowe (Mikasa, Shikishima, Fuji i Asahi) oraz sześć ciężkich krążowników pancernych – został zaprojektowany i zbudowany w stoczniach brytyjskich, takich jak Vickers, Armstrong Whitworth czy John Brown & Company. Dzięki temu okręty te dysponowały identycznymi promieniami skrętu, kompatybilnymi systemami łączności oraz zbieżnymi charakterystykami balistycznymi artylerii głównej kalibru 305 mm i 203 mm. To pozwalało dowódcom na manewrowanie całą formacją z precyzją zegarka. Zespoły uderzeniowe japońskiej marynarki mogły bez problemu utrzymywać w szyku prędkość bojową rzędu 15 węzłów (a w w niektórych sytuacjach nawet 16 węzłów), podczas gdy rosyjska kolumna, dławiona przez stare jednostki, wlokła się z prędkością zaledwie 9 węzłów. Przepaść tę pogłębiał fakt, że japońskie okręty przeszły niedawno czyszczenie dna z pąkli i wodorostów w suchych dokach, a do ich kotłów trafiał wyłącznie najwyższej jakości bezdymny węgiel z walijskiego Cardiff. Gwarantowało to maksymalną wydajność termiczną maszyn i minimalizowało demaskujące słupy dymu, które w przypadku Rosjan widoczne były z odległości kilkudziesięciu kilometrów.

Przewaga technologiczna najwyraźniej zarysowała się w optyce i systemach kierowania ogniem. Japońskie okręty liniowe jako jedne z pierwszych na świecie zostały wyposażone w nowoczesne dalmierze koincydencyjne o bazie 1,5 m, dostarczone przez szkocką firmę Barr & Stroud. Urządzenia te pozwalały oficerom artylerii na precyzyjne określanie dystansu do celu na odległościach przekraczających 6000 m. W połączeniu z nowatorskimi koncepcjami scentralizowanego kierowania ogniem, opracowywanymi przez oficerów sztabowych takich jak komandor Saneyuki Akiyama, czyniło to z japońskich pancerników śmiercionośną broń dystansową.

Japoński krążownik Izumo
Japoński krążownik Izumo

Najbardziej przerażającym aspektem japońskiej przewagi była jednak amunicja. Zamiast standardowych litych pocisków przeciwpancernych, których zadaniem było przebijanie pancerza i detonacja z opóźnieniem w głębi kadłuba, Japończycy postawili na potężne pociski burzące. Ich ładunek kruszący stanowił kwas pikrynowy, zaadaptowany i opatentowany przez inżyniera Masachikę Shimose (stąd materiał ten znany jest w historii jako shimose – będący odpowiednikiem francuskiego melinitu czy brytyjskiego lydditu). Aby zmaksymalizować niszczycielski efekt, wiceadmirał Gorō Ijūin opracował niezwykle czułe zapalniki uderzeniowe. Pociski te nie miały przebijać grubej stali. Detonowały przy najlżejszym kontakcie z przeszkodą – wystarczyło uderzenie w olinowanie, reling czy komin wrogiego okrętu.

Skutki użycia tej amunicji były przerażające. Eksplozja pocisku kalibru 305 mm wypełnionego shimose generowała temperaturę rzędu 3000°C oraz chmurę tysięcy drobnych, ostrych jak brzytwa odłamków. Taktyka Tōgō polegała na dosłownym zasypywaniu nadbudówek wroga „deszczem ognia”. Huraganowy ostrzał miał zrywać nieopancerzone poszycie, eliminować obsady odsłoniętych dział średniego kalibru, niszczyć pomosty bojowe i wywoływać niemożliwe do opanowania pożary.

Dopełnieniem tej śmiercionośnej maszyny było wyszkolenie i morale. Japońscy artylerzyści dysponowali bezcennym i świeżym doświadczeniem bojowym wyniesionym z bitwy na Morzu Żółtym, z której wyciągnięto istotne wnioski dotyczące procedur wstrzeliwania się w cel na dużych dystansach. Ich strzelania ćwiczebne zużywały wielokrotnie więcej amunicji niż wynosiły rosyjskie przydziały. Kadrę napędzał fanatyczny duch kodeksu bushido oraz całkowita, wpojona przez oficerów świadomość wagi starcia. Każdy marynarz, od palacza po dowódcę wieży artyleryjskiej, wiedział, że od precyzji jego działań zależą fizyczne losy całego Cesarstwa Japonii.

Japońskie okręty w drodze do Zatoki Cuszimskiej
Japońskie okręty w drodze do Zatoki Cuszimskiej

Rosyjska Druga Eskadra Pacyfiku

Druga Eskadra Pacyfiku, docierając na wody azjatyckie była w bardzo specyficznej kondycji. Po blisko ośmiu miesiącach trudnego i wymagającego rejsu i pokonaniu ponad 18 000 mil morskich, dna jednostek pokrywała gruba warstwa morskich skorupiaków i wodorostów. To drastycznie zwiększało opór hydrodynamiczny kadłubów, redukując i tak już niską prędkość operacyjną zespołu). Decydującym problemem technologicznym okazało się jednak przeciążenie jednostek bojowych. Aby zminimalizować konieczność bunkrowania na otwartym oceanie, wiceadmirał Zinowij Rożestwienski podczas ostatniego uzupełnienia węgla przed bitwą (które miało miejsce 23 maja 1905 roku w rejonie wysp Saddle – współcześnie Shengsi – w archipelagu Zhoushan) kazał ładować węgiel wszędzie, gdzie było to fizycznie możliwe.

W efekcie rosyjskie okręty – zwłaszcza pancerniki typu Borodino przyjęły na pokłady nadmiarowe 1700 ton paliwa. Zepchnęło to ich konstrukcyjną linię wodną głęboko pod fale. Główny pas burtowy wykonany ze stali Kruppa, o grubości od 194 mm do 229 mm, który miał w zamyśle projektantów chronić żywotne przedziały maszynowni i komór amunicyjnych, znalazł się całkowicie pod wodą. Na uderzenia japońskich pocisków wystawiony został jedynie znacznie cieńszy, górny pancerz o grubości 152 mm. Dodatkowo wszechobecne hałdy węglowego pyłu z zmagazynowanego w korytarzach, mesach i na górnych pokładach węgla stanowiły doskonałą pożywkę dla pożarów, które wkrótce miały strawić rosyjską armadę.

Fatalny stan techniczny floty szedł w parze z całkowitym rozkładem łańcucha dowodzenia. Wiceadmirał Rożestwienski dowodził armadą w sposób autokratyczny, odmawiając dzielenia się jakimikolwiek planami taktycznymi ze swoimi oficerami flagowymi. Uważał on podwładnych za niekompetentnych, a utworzoną pośpiesznie i dołączoną 9 maja 1905 roku Trzecią Eskadrę Pacyfiku kontradmirała Nikołaja Niebogatowa traktował z jawną wrogością. Stare pancerniki obrony wybrzeża Niebogatowa, takie jak Generał-Admirał Apraksin czy Admirał Sieniawin, uchodziły w oczach dowódcy za bezużyteczny balast, którego jedynym zadaniem będzie ściąganie na siebie wrogiego ognia. Paranoiczna wręcz centralizacja decyzyjna doprowadziła do tragicznej pomyłki u progu bitwy. Kiedy 24 maja 1905 roku zmarł kontradmirał Dmitrij Fölkersahm – dowódca 2. Dywizjonu Pancerników stacjonujący na okręcie OslabjaRożestwienski postanowił utrzymać ten fakt w ścisłej tajemnicy. Z obawy przed załamaniem i tak zrujnowanego morale, na maszcie Oslabii nadal powiewała flaga admiralska, choć faktyczne dowództwo nad jednostką przejął jej kapitan. W efekcie, gdy armada weszła do walki, dowódcy pozostałych dywizjonów nie wiedzieli, że drugi najważniejszy oficer we flocie nie żyje, co całkowicie zniweczyło system sukcesji w momencie wyeliminowania z walki okrętu flagowego.

Rosyjski pancernik Kniaź Suworow
Rosyjski pancernik Kniaź Suworow

W tym pływającym piekle dramatyczną rolę odegrali Polacy. Ziemie zaboru rosyjskiego (Królestwo Polskie) stanowiły dla rosyjskiej admiralicji kluczowy rezerwuar wykwalifikowanych specjalistów technicznych, których dramatycznie brakowało w rdzennym imperium. Szacuje się, że na pokładach okrętów zmierzających ku Cieśninie Cuszimskiej służyło nawet kilka tysięcy naszych rodaków. Nie byli to wyłącznie szeregowi marynarze pokładowi. Polacy masowo obsadzali newralgiczne stanowiska inżynierów mechaników, oficerów wachtowych, elektryków, palaczy oraz lekarzy okrętowych. Ich praca w trakcie wielomiesięcznego rejsu przez strefy równikowe przypominała katorgę – w niewentylowanych, dusznych kotłowniach temperatury regularnie przekraczały 50°C, a podczas manewrów bojowych dochodziły nawet do 60°C. Znaczącymi postaciami polskiego pochodzenia w carskiej flocie byli między innymi inżynier mechanik Włodzimierz Stecki, nadzorujący siłownie na krążowniku Aurora, oficer artylerii Stanisław Sokołowski czy służący na pokładzie Oslabii oficerowie liniowi. Wartym wymienienia jest również miczman Jerzy Wołkowicki. Za swoją postawę podczas bitwy i sprzeciw wobec decyzji kontradmirała Niebogatowa o poddaniu został odznaczony orderem Św. Jerzego i stał się rosyjskim bohaterem. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, powrócił do kraju i wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej oraz II wojnie światowej.

Ordre de bataille

Aby w pełni zrozumieć skalę starcia, niezbędne jest prześledzenie dokładnego zestawienia sił obu stron, operujących na akwenie Cieśniny Cuszimskiej. Łącznie na wszystkich okrętach biorących udział w bitwie, znajdowało się od około 34 000 do 40 000 oficerów i marynarzy. Szacuje się, że na 89 japońskich jednostkach znajdowało się od 20 000 do 24 000, a na 38 rosyjskich od 14 000 do 16 000.

Skład Japońskiej Połączonej Floty (Admirał Heihachirō Tōgō)

Zespół / RolaDowódcaGłówne jednostki (Pancerniki i Krążowniki)
1. Dywizjon (Siły uderzeniowe)admirał Heihachirō TōgōPancerniki: Mikasa (flagowy), Shikishima, Fuji, Asahi. Krąż. pancerne: Kasuga, Nisshin
2. Dywizjon (Krążowniki pancerne)wiceadm. Hikonojō KamimuraKrążowniki pancerne: Izumo (flagowy), Azuma, Tokiwa, Yakumo, Asama, Iwate
3. Dywizjon (Krążowniki pancernopokładowe)wiceadm. Shigetarō DewaKrążowniki: Kasagi (flagowy), Chitose, Otowa, Niitaka
4. Dywizjon (Krążowniki lekkie)kontradm. Sotokichi UryūKrążowniki: Naniwa (flagowy), Takachiho, Akashi, Tsushima
5. Dywizjon (Siły pomocnicze)wiceadm. Shichirō KataokaKrążowniki: Itsukushima (flagowy), Chinyen, Matsushima, Hashidate
6. Dywizjon (Rozpoznanie)kontradm. Masamichi TōgōKrążowniki: Suma, Chiyoda, Akitsushima, Izumi
Dywizjony Torpedowe(Różni dowódcy flotylli)21 niszczycieli m.in. typu Shirakumo, Asashio, Ikazuchi oraz 43 torpedowce

Skład Rosyjskiej Drugiej (i Trzeciej) Eskadry Pacyfiku (Wiceadmirał Zinowij Rożestwienski)

Zespół / RolaDowódcaGłówne jednostki (Pancerniki i Krążowniki)
1. Dywizjon Pancernikówwiceadm. Zinowij RożestwienskiNowe pancerniki typu Borodino: Kniaź Suworow (flagowy), Imperator Aleksandr III, Borodino, Orieł
2. Dywizjon Pancernikówkmdr Władimir Ber (po śmierci Fölkersahma)Starsze pancerniki: Oslabja (flagowy), Sisoj Wielikij, Nawarin. Krążownik pancerny: Admirał Nachimow
3. Dywizjon Pancernikówkontradm. Nikołaj NiebogatowPancernik: Imperator Nikołaj I (flagowy). Pancerniki obrony wybrzeża: Gen. Admirał Apraksin, Admirał Sieniawin, Admirał Uszakow
1. Dywizjon Krążownikówkontradm. Oskar EnkwistKrążowniki: Oleg (flagowy), Aurora, Dmitrij Donskoj, Władimir Monomach
2. Dywizjon Krążowników (Rozpoznanie)bez bezpośredniego dowódcy zespołuKrążowniki: Żemczug, Izumrud, Swietłana, Ałmaz
Dywizjony Niszczycieli9 niszczycieli: Biedowyj, Bujnyj, Brawyj, Bystryj, Blesztiaszczij, Biezupriecznyj, Bodryj, Groznyj, Gromkij
Zespół Transportowykmdr O. RadłowStatki warsztatowe/węglowce/szpitalne: Kamczatka, Irtysz, Anadyr, Koriejec, Urał, Rusek, Swir, Orieł (szpitalny), Kostroma

Założenia taktyczne admirała Tōgō i wiceadmirała Rożestwienskiego

Obaj głównodowodzący przystępowali do finałowej konfrontacji z krańcowo różnymi celami, opierając swoje plany na odmiennych doktrynach i odmiennym stanie psychofizycznym podległych im załóg. Gdy 14 maja 1905 roku rosyjska armada ostatecznie opuściła bezpieczne kotwicowiska w zatoce Van Phong u wybrzeży francuskich Indochin (dzisiejszy Wietnam), wiceadmirał Zinowij Rożestwienski stanął przed kluczowym dylematem nawigacyjnym. Aby dotrzeć do Władywostoku, musiał wybrać jedną z trzech dróg wodnych prowadzących na Morze Japońskie: północną Cieśninę La Perouse’a (Soya), środkową Cieśninę Sangarską (Tsugaru) lub południową Cieśninę Cuszimską (Cieśninę Koreańską).

Rosyjski pancernik obrony wybrzeża Admirał Sieniawin
Rosyjski pancernik obrony wybrzeża Admirał Sieniawin

Rosyjski dowódca zdawał sobie sprawę, że wybór dwóch pierwszych, okrężnych tras wymagałby wyjścia daleko na otwarte wody Oceanu Spokojnego. To z kolei oznaczało konieczność przeprowadzenia co najmniej dwóch kolejnych operacji bunkrowania węgla na wzburzonym morzu, w strefie aktywnie patrolowanej przez japońskie okręty. Co więcej, zużyte wielomiesięcznym rejsem maszyny parowe potrójnego rozprężania mogły nie wytrzymać dodatkowych tysięcy kilometrów. Wobec tego Rożestwienski zdecydował się na rozwiązanie najkrótsze, ale i najbardziej przewidywalne – rejs prosto przez szeroką na zaledwie 120 km Cieśninę Cuszimską. Dowódca Drugiej Eskadry Pacyfiku nie zakładał zwycięstwa militarnego; uważał swoją misję za straceńczą próbę przebicia się przez blokadę. Liczył naiwnie, że gęste, wiosenne mgły, charakterystyczne dla tego akwenu w maju, pozwolą jego flocie przemknąć niezauważenie. Taktyka na wypadek wykrycia była skrajnie defensywna i sprowadzała się do utrzymania absolutnej spójności formacji za wszelką cenę. Rożestwienski kategorycznie zakazał swoim dowódcom jakichkolwiek manewrów, oflankowania czy pościgu. Cała armada, w tym przestarzałe jednostki kontradmirała Niebogatowa, miała uformować sztywny szyk torowy i przeć na północ ze stałą prędkością 9 węzłów, odpowiadając na ewentualny atak wyłącznie zmasowanym ogniem z najcięższych dział artylerii głównej.

Admirał Heihachirō Tōgō podszedł do zbliżającej się konfrontacji z chłodną, matematyczną precyzją, całkowicie eliminując element zgadywania. Dzięki świetnie zorganizowanemu wywiadowi w Szanghaju, Japończycy odnotowali zawinięcie tam rosyjskich węglowców pomocniczych (odesłanych, aby nie spowalniały zespołu), co jednoznacznie wskazywało, że Rożestwienski nie zabrał ze sobą wystarczających zapasów paliwa na opłynięcie Wysp Japońskich od wschodu. Dla Tōgō stało się jasne, że wróg wybierze Cuszimę. Japoński głównodowodzący zgrupował swoje dywizjony pancerników w zatoce Chinhae (na południowo-wschodnim wybrzeżu Korei) oraz w pobliżu portu Pusan, w idealnej pozycji do wyprowadzenia bocznego ciosu.

Plan japońskiej Połączonej Floty opierał się na doktrynie Kantai Kessen (pol. decydującej bitwy), mocno zakorzenionej w ówczesnych teoriach amerykańskiego stratega, kontradmirała Alfreda Thayera Mahana. Zgodnie z tymi założeniami celem Tōgō nie było jedynie uszkodzenie czy odparcie wroga, lecz fizyczna anihilacja carskiej potęgi morskiej, która miała ostatecznie złamać rosyjską wolę walki w całej wojnie. Aby tego dokonać, japoński sztab przygotował wielowarstwową pułapkę. Pierwszą linię stanowiła rozciągnięta sieć dozoru, złożona z szybkich, zaadaptowanych statków pasażerskich (takich jak Shinano Maru) oraz lekkich krążowników, wyposażonych w najnowsze aparaty telegrafu bezprzewodowego systemu Marconiego. Ich jedynym zadaniem było odnalezienie wroga w mgle i stałe raportowanie jego pozycji, kursu oraz prędkości.

Rosyjski pancernik Orieł
Rosyjski pancernik Orieł

Gdy rdzeń sił rosyjskich zostałby zlokalizowany, Tōgō zamierzał wykorzystać swoją miażdżącą przewagę prędkości. Japońskie eskadry, zdolne bez trudu utrzymać tempo 15 węzłów, miały wyprzedzić powolną kolumnę wroga i wykonać klasyczny manewr taktyczny – przecięcie postawionego „T”. Polegało to na przepłynięciu własnym szykiem torowym prostopadle do czoła rosyjskiej formacji. W efekcie każdy japoński okręt mógłby oddać salwę z pełnej burty (wykorzystując wszystkie dostępne działa głównego i średniego kalibru), koncentrując ogień na czołowym rosyjskim okręcie flagowym. Jednocześnie Rosjanie mogliby odpowiadać wyłącznie lufami wież dziobowych pierwszych jednostek. Dopełnieniem tej bezlitosnej kalkulacji był plan na porę nocną: po rozbiciu spójności rosyjskiego szyku w bitwie dziennej i wyeliminowaniu ich reflektorów, do walki miały wejść dziesiątki torpedowców i niszczycieli, by pod osłoną mroku dobić uszkodzone i błądzące bez celu pancerniki.

Przebieg starcia w Cieśninie Cuszimskiej

Przechwycenie rosyjskiej eskadry (27 maja)

Finałowy akt wielomiesięcznego dramatu morskiego rozpoczął się w gęstych oparach mgły, wczesnym rankiem 27 maja 1905 roku. Wiceadmirał Zinowij Rożestwienski, wchodząc na zdradliwe wody Cieśniny Cuszimskiej, nakazał swojej flocie utrzymanie ścisłego zaciemnienia i ciszy radiowej. Paradoksalnie, ten elementarny środek ostrożności zniweczyły przepisy prawa międzynarodowego. Zgodnie z wymogami konwencji genewskich, rosyjski statek szpitalny Orieł (nie mylić z pancernikiem o tej samej nazwie) musiał płynąć z pełnym oświetleniem, emitując w mrok jasną, widoczną z wielu mil poświatę. To właśnie ona przyciągnęła uwagę pierwszych japońskich patroli.

O godzinie 02:45 (czasu japońskiego) japoński krążownik pomocniczy Shinano Maru – zarekwirowany i pośpiesznie uzbrojony statek pasażerski – dostrzegł w ciemnościach oświetloną sylwetkę jednostki szpitalnej. Dowodzący okrętem kapitan Narukawa początkowo przypuszczał, że to samotny statek przedzierający się przez blokadę. Postanowił jednak podążać jego śladem w całkowitych ciemnościach, ostrożnie manewrując na skraju widzialności. O godzinie 04:30, gdy zaczęło świtać, a poranna mgła na chwilę opadła, przed oczami japońskich obserwatorów wyłonił się oszałamiający widok – gęsty las dymiących kominów i masztów formujący się w ciężką podwójną kolumnę. Była to główna siła uderzeniowa Drugiej Eskadry Pacyfiku. Niemal natychmiast, o godzinie 04:45, operatorzy telegrafu na pokładzie Shinano Maru nadali w eter historyczny meldunek:

„Nieprzyjaciel w kwadracie 203. Wydaje się, że kieruje się do Cieśniny Wschodniej”.

Sygnał ten w mgnieniu oka dotarł do stacji przekaźnikowych, a stamtąd do koreańskiej zatoki Chinhae, gdzie admirał Heihachirō Tōgō z trzonem sił uderzeniowych oczekiwał pod parą. Co istotne, japońską transmisję przechwycili również rosyjscy radiooperatorzy na uzbrojonym krążowniku Urał. Jednostka ta dysponowała najpotężniejszą w całej flocie niemiecką radiostacją dużej mocy firmy Slaby-Arco, technicznie zdolną bez najmniejszego problemu zagłuszyć relatywnie słabe nadajniki Japończyków. Dowódca Urała błyskawicznie nadał na flagowiec wniosek o zezwolenie na rozpoczęcie zagłuszania wrogich transmisji radiowych, co odcięłoby japońskiego głównodowodzącego od kluczowych danych rozpoznawczych.

Japoński krążownik Nisshin
Japoński krążownik Nisshin

W tym krytycznym momencie wiceadmirał Rożestwienski popełnił swój pierwszy tego dnia, brzemienny w skutkach błąd. Kategorycznie odmówił zgody na zagłuszanie. Prawdopodobnie podyktowane to było archaicznym przywiązaniem do raz wydanego rozkazu o ciszy radiowej – dowódca uznał, że emisja silnego sygnału z własnych nadajników zdradzi dokładną pozycję floty. Zignorował przy tym absolutnie oczywisty fakt, że japońscy zwiadowcy już nawiązali kontakt wzrokowy, a element zaskoczenia bezpowrotnie przepadł.

Konsekwencje tej taktycznej ślepoty okazały się katastrofalne dla Rosjan. Od wczesnych godzin porannych japońskie dowództwo w Chinhae odbierało stały, całkowicie niezakłócony strumień danych taktycznych od lekkich krążowników zwiadowczych, takich jak Izumi, które śledziły rosyjską kolumnę. Admirał Tōgō, nie oddawszy jeszcze ani jednego strzału, dysponował pełną wiedzą o dokładnym kursie przeciwnika (północno-wschodni), jego zwartej formacji oraz wyjątkowo niskiej prędkości. Posiadając te informacje, japońskie okręty liniowe podniosły kotwice i z maksymalną prędkością ruszyły na pozycje przechwytujące, z pełną premedytacją przygotowując się do zniszczenia nadciągającej armady.

Manewr przecięcia postawionego „T” i początek boju

O godzinie 13:39 z pomostu bojowego japońskiego okrętu flagowego Mikasa dostrzeżono wreszcie zarysy głównych sił rosyjskich, wyłaniających się z rzednącej mgły na południowym zachodzie. Obie potężne armady zbliżały się do siebie na kontrkursach, przy czym łączna prędkość zbliżania wynosiła niemal 24 węzły. Zbliżał się moment decydującej konfrontacji. O godzinie 13:55 admirał Heihachirō Tōgō wydał rozkaz, który przeszedł do legendy morskiej batalistyki. Na maszt Mikasy wciągnięto flagę sygnałową „Z”, co w międzynarodowym kodzie marynistycznym oznaczało po prostu literę, lecz w japońskiej flocie tego dnia niosło ściśle określony komunikat:

„Losy Imperium zależą od wyniku tej bitwy, niech każdy człowiek dołoży wszelkich starań”.

Sytuacja na polu bitwy wymusiła na japońskim dowódcy podjęcie skrajnie ryzykownej decyzji. Ponieważ okręty płynęły z naprzeciwka, utrzymanie dotychczasowego kursu doprowadziłoby do tzw. bitwy mijania – szybkiej, chaotycznej wymiany ognia burtowego, po której floty by się rozminęły. Taki scenariusz całkowicie przeczył japońskiej doktrynie ostatecznego zniszczenia wroga. Aby zrealizować plan przecięcia postawionego „T”, Tōgō musiał uformować swój szyk torowy w poprzek kierunku ruchu Rosjan. Wymagało to zawrócenia własnej, szybkiej kolumny. O godzinie 14:05, znajdując się około 8000 m od czoła rosyjskiej formacji, japoński głównodowodzący wydał rozkaz wykonania sekwencyjnego zwrotu przez bakburtę o niemal 150 stopni.

Japoński pancernik Fuji
Japoński pancernik Fuji

Ten manewr, nazwany później w literaturze fachowej „pętlą Tōgō”, zaprzeczał klasycznym, bezpiecznym zasadom taktyki morskiej. Zwrot sekwencyjny oznaczał, że każdy kolejny japoński okręt musiał dopłynąć do tego samego punktu geograficznego na mapie i dopiero tam zmienić kurs. Japońska kolumna stworzyła w ten sposób stacjonarny punkt zwrotny, dając rosyjskim artylerzystom idealny, nieruchomy cel. Przez kilkanaście minut japońskie pancerniki nie mogły odpowiadać ogniem z powodu zasłaniania sobie nawzajem pola ostrzału, wystawiając się jednocześnie na zmasowane uderzenie wroga.

Wiceadmirał Zinowij Rożestwienski błyskawicznie dostrzegł ten taktyczny prezent. O godzinie 14:08, z dystansu około 7000 m, z wież dziobowych flagowego pancernika Kniaź Suworow padła pierwsza salwa z luf kalibru 305 mm. Chwilę później ogień otworzyły Imperator Aleksandr III, Borodino oraz Orieł. Początkowo rosyjska artyleria, prowadzona przez zdesperowanych, ale doświadczonych oficerów, radziła sobie nadspodziewanie dobrze. Skoncentrowany ogień czołowego dywizjonu szybko obramował wykonującą zwrot Mikasę. Japoński flagowiec przyjął w krótkim czasie kilkanaście bezpośrednich trafień ciężkimi pociskami przeciwpancernymi. W tym krytycznym momencie dała jednak o sobie znać katastrofalna jakość rosyjskiej amunicji. Wiele z uderzających w pancerz Mikasy pocisków w ogóle nie eksplodowało, co było efektem zastosowania wadliwych zapalników z opóźnieniem oraz nadmiernego nawilgocenia piroksyliny (materiału kruszącego), która straciła swoje właściwości detonacyjne w trakcie długiego rejsu przez tropiki.

Japończycy przetrwali najtrudniejszą fazę manewru. O godzinie 14:10 Mikasa zakończyła zwrot i ustabilizowała kurs, a japońscy artylerzyści wreszcie otrzymali rozkaz otwarcia ognia. Kolumna Tōgō przecięła oś kursu rosyjskiej floty. Podczas gdy japońskie pancerniki i krążowniki pancerne mogły wykorzystać do ostrzału wszystkie swoje działa burtowe – łącznie dziesiątki luf od kalibru 152 mm do 305 mm – rosyjska armada, stłoczona w nadciągającej, niezdolnej do szybkiego manewru podwójnej kolumnie, mogła odpowiadać jedynie z wież dziobowych pierwszych, czołowych jednostek, podczas gdy okręty płynące z tyłu miały zablokowane pole strzału. W tym momencie rozpoczął się metodyczny, huraganowy japoński ostrzał, który w ciągu kilkunastu minut miał zmienić rosyjskie okręty w płonące wraki.

Pancernik Mikasa
Pancernik Mikasa

Dzienny bój artyleryjski i zagłada głównych sił rosyjskich

Rozpoczęty o godzinie 14:10 ostrzał japońskiej Połączonej Floty, przyniósł wręcz apokaliptyczne skutki i trwale zmienił paradygmat wojny morskiej. Doskonale wyszkoleni japońscy artylerzyści, korzystający ze scentralizowanych systemów kierowania ogniem i dalmierzy optycznych, rozpoczęli systematyczną rzeź. Kluczem do błyskawicznego unicestwienia rosyjskich jednostek nie było jednak przebijanie ich grubych burtowych pasów pancernych, lecz charakterystyka użytej amunicji. Japońskie pociski burzące, wypełnione kwasem pikrynowym, detonowały przy najlżejszym kontakcie z przeszkodą.

Trafienia te generowały huragan ostrych odłamków oraz gigantyczne temperatury. Skutkowało to zjawiskiem, którego rosyjscy konstruktorzy całkowicie nie przewidzieli. Eksplozje natychmiast wywoływały niemożliwe do ugaszenia pożary. Drewniane elementy pokładów, gruba warstwa farby na stalowych grodziach (nakładana latami w stoczniach), a nade wszystko zalegający wszędzie w nadmiarze węgiel, stawały w płomieniach. Rosyjskie okręty błyskawicznie zamieniały się w pływające pochodnie, a gęsty, toksyczny dym z pożarów dodatkowo oślepiał artylerzystów. Zmasowany deszcz odłamków dosłownie zmiatał z powierzchni pokładów nieopancerzone nadbudówki, pomosty bojowe i wycinał w pień obsady odsłoniętych dział kalibru 75 mm i 152 mm.

Pierwszą ofiarą tego terroru padł flagowiec drugiego dywizjonu, starszy pancernik Oslabja. Okręt ten, pozbawiony faktycznego dowództwa po śmierci kontradmirała Dmitrija Fölkersahma, znalazł się na szpicy formacji i przyjął na siebie skoncentrowany ogień kilku japońskich jednostek. Japońskie pociski rozszarpały jego nieopancerzony, zanurzony przez przeciążenie węglem dziób. Przez ogromne wyrwy tuż nad linią wodną (oraz poniżej niej, na skutek potężnych fontann wody z bliskich wybuchów) do kadłuba wdarły się tysiące ton oceanicznej wody. Oslabja stracił stateczność i przewrócił się do góry stępką, po czym zatonął o godzinie 15:10, zabierając na dno ponad 500 marynarzy. Był to moment przełomowy w historii marynarki wojennej – pierwszy w dziejach przypadek zatopienia nowoczesnego pancernika wyłącznie na skutek ognia artyleryjskiego na pełnym morzu.

Krążownik pancernopokładowy Aurora
Krążownik pancernopokładowy Aurora

Niedługo później straszliwy los spotkał najnowocześniejsze jednostki typu Borodino. Flagowy Kniaź Suworow przyjął w krótkim czasie kilkadziesiąt trafień dużego kalibru. Ogień strawił nadbudówki do gołej stali, zerwał obydwa kominy, przez co gazy spalinowe z kotłowni uchodziły bezpośrednio na pokład, dusząc załogę. Pocisk, który eksplodował na głównym pomoście bojowym, wyeliminował sztab floty. Wiceadmirał Rożestwienski został ciężko ranny w głowę odłamkiem i stracił przytomność. Okaleczony dowódca musiał zostać pośpiesznie ewakuowany pod ostrzałem na burtę podpływającego niszczyciela Bujnyj. Pozbawiony sterowności, zamieniony w bezkształtną, płonącą masę Kniaź Suworow wpadł w cyrkulację, opuszczając szyk. Za nim podążyła reszta floty, która nie otrzymawszy żadnych rozkazów awaryjnych, chaotycznie podążała za kolejnymi wyznaczanymi na bieżąco, dymiącymi „przewodnikami”, dając się metodycznie rozstrzeliwać z dystansu.

Co istotne, pierwszym japońskim okrętem, który został zmuszony do wycofania się, był krążownik Asama, który z powodu otrzymania kilkunastu trafień, o 14:27 opuścił japońską formację. Mimo bardzo poważnych uszkodzeń, na jego pokładzie odnotowano jedynie 4 zabitych i 12 rannych. Poważnie uszkodzony został również krążownik Nisshin, chociaż według raportów sporządzonych po bitwie, duży wpływ na uszkodzenia zwłaszcza artylerii miały… eksplozje własnych pocisków japońskiej jednostki. Ostatecznie na pokładzie Nisshina zginęło 5 marynarzy, a 90 zostało rannych (wśród rannych znajdował się późniejszy admirał Isoroku Yamamoto).

Zagłada trzonu rosyjskiej armady dopełniła się w godzinach wieczornych. Zmasowany, precyzyjny ogień krążowników i okrętów liniowych Tōgō rozszarpał kolejne dwa pancerniki. Między godziną 19:00 a 19:30, w odstępie kilkunastu minut, na skutek utraty stateczności i wybuchu komór amunicyjnych, przewróciły się i zatonęły Imperator Aleksandr III oraz Borodino. Z ponad 850-osobowej załogi tego pierwszego nie ocalał absolutnie nikt. Z Borodino wyłowiono zaledwie 1 marynarza. Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, potężna niegdyś Druga Eskadra Pacyfiku przestała istnieć jako zorganizowany związek taktyczny, stanowiąc jedynie zbiór dymiących, podziurawionych wraków rozpaczliwie poszukujących drogi ucieczki.

Orieł po bitwie pod Cuszimą i przejęciu przez Japończyków. Dobrze widoczne uszkodzenia jakich doznał okręt w trakcie walk.
Orieł po bitwie pod Cuszimą i przejęciu przez Japończyków. Dobrze widoczne uszkodzenia jakich doznał okręt w trakcie walk.

Nocne ataki torpedowe i rozproszenie floty (27-28 maja)

Wraz z zapadnięciem zmroku, o godzinie 19:40, admirał Heihachirō Tōgō podjął na wskroś racjonalną i chłodną decyzję taktyczną. Zamiast ryzykować walkę nocną z użyciem swoich najcenniejszych okrętów liniowych, wycofał ciężkie dywizjony z akwenu starcia. Noc na morzu zawsze stanowiła środowisko wybitnie chaotyczne, w którym niezwykle łatwo o przypadkowe staranowanie własnych jednostek lub fatalny w skutkach ostrzał sojuszniczy. Miejsce potężnych pancerników zajęły jednak lekkie siły uderzeniowe – na zrujnowaną rosyjską formację ruszyło 21 niszczycieli oraz 43 torpedowce, podzielone na niewielkie, niezależne flotylle, szukające w mroku swoich ofiar.

Rozpoczęła się mordercza faza walki na krótkim dystansie. Rosyjskie okręty były niemal całkowicie bezradne. Większość ciężkich reflektorów, niezbędnych do oświetlania i niszczenia małych, szybkich celów w ciemnościach, została zniszczona podczas dziennego ostrzału przez odłamki pocisków. Co więcej, ranny i ewakuowany wiceadmirał Zinowij Rożestwienski nie wydał wcześniej żadnych instrukcji na wypadek ataku nocnego. W efekcie ocalałe rosyjskie jednostki działały instynktownie i chaotycznie – włączały resztki oświetlenia, zapalały flary lub strzelały na oślep w czerń oceanu, błyskawicznie zdradzając swoje pozycje japońskim załogom.

Około godziny 22:00 torpedowy terror przyniósł pierwsze straszliwe żniwo. Stary pancernik Nawarin, potężnie uszkodzony już w bitwie dziennej, został w ciemnościach osaczony przez japońskie niszczyciele. Otrzymał on aż cztery bezpośrednie trafienia japońskimi torpedami kalibru 450 mm – dwa w prawą i dwa w lewą burtę. Wdzierająca się woda błyskawicznie pozbawiła okręt stateczności. Jednostka przewróciła się do góry stępką i zatonęła w lodowatych wodach, z których wyłowiono ostatecznie zaledwie 3 marynarzy z liczącej niemal 700 osób załogi.

Rosyjski pancernik Oslabja
Rosyjski pancernik Oslabja

Niewiele lepiej potoczyły się losy pozostałych dużych okrętów. Nad ranem 28 maja 1905 roku okazało się, że stare, powolne jednostki nie miały szans na skuteczne manewrowanie w celu uniknięcia nocnego ataku. Pancernik Sisoj Wielikij oraz stare krążowniki pancerne Admirał Nachimow i Władimir Monomach otrzymały w nocy liczne trafienia poniżej linii wodnej. Ich uszkodzenia w połączeniu z awariami głównych pomp, były tak rozległe, że o świcie dowódcy zmuszeni byli podjąć decyzję o ewakuacji i samozatopieniu jednostek poprzez otwarcie zaworów dennych, by okręty nie wpadły w ręce wroga jako łupy wojenne.

Zmasowane, wielokierunkowe uderzenia torpedowe ostatecznie rozbiły w pył resztki taktycznej spójności Drugiej Eskadry Pacyfiku. Wszechobecny chaos, całkowity brak jednego centrum dowodzenia i paraliż systemów łączności sprawiły, że flota podzieliła się na odizolowane, walczące o przetrwanie grupy. Kontradmirał Oskar Enkwist, dowodzący dywizjonem krążowników, widząc beznadziejność nocnej jatki, samowolnie podjął decyzję o przerwaniu przebijania się na północ. Wraz z uszkodzonymi krążownikami Oleg, Aurora i Żemczug odłączył się od sił głównych i skierował na południe. Ostatecznie udało mu się dotrzeć do portu w Manili na amerykańskich Filipinach, gdzie 3 czerwca 1905 roku jego okręty zostały oficjalnie rozbrojone i internowane przez władze USA do końca wojny. Inne, mniejsze jednostki próbowały pojedynczo przemykać pod osłoną świtu w stronę Władywostoku. Z kolei to, co pozostało z rdzenia floty pancernej, sformowało się wokół przestarzałych jednostek dowodzonych przez kontradmirała Nikołaja Niebogatowa, kierując się prosto w ostateczną pułapkę.

Ostatnie walki, pościg i kapitulacja grupy Niebogatowa

Świt 28 maja 1905 roku obnażył w pełni skalę destrukcji Drugiej Eskadry Pacyfiku. Wraz z nadejściem poranka kontradmirał Niebogatow zorientował się, że z potężnej armady pod jego bezpośrednim dowództwem pozostał jedynie ocalały z nocnej rzezi, szczątkowy zespół. W jego skład wchodził stary pancernik flagowy Imperator Nikołaj I, dwa przestarzałe pancerniki obrony wybrzeża – Generał-Admirał Apraksin i Admirał Sieniawin – oraz wlokący się w szyku, poważnie uszkodzony w bitwie dziennej nowoczesny pancernik Orieł. Ten ostatni, choć cudem utrzymywał się na wodzie, nie przedstawiał już najmniejszej wartości bojowej. Przyjął co najmniej 40 ciężkich trafień, miał całkowicie rozszarpane nadbudówki, odstrzeloną lufę lewego działa wieży dziobowej kalibru 305 mm, a ponad stu członków jego załogi poległo lub odniosło rany. Trzeci pancernik obrony wybrzeża, Admirał Uszakow, na skutek awarii maszyn i uszkodzeń sekcji dziobowej, pozostał daleko w tyle.

Rosyjski krążownik pancerny Admirał Nachimow
Rosyjski krążownik pancerny Admirał Nachimow

Grupa Niebogatowa podjęła desperacką próbę dalszego przebijania się na północ w kierunku Władywostoku. O godzinie 09:30 opadająca mgła odsłoniła jednak beznadziejność ich położenia. Zespół został okrążony przez nienaruszony trzon japońskiej floty. Admirał Tōgō skoncentrował wokół rosyjskich niedobitków aż 27 japońskich okrętów, w tym wszystkie swoje najcięższe jednostki liniowe. Dysponując miażdżącą przewagą prędkości, Japończycy z łatwością zajęli dogodne pozycje artyleryjskie i około godziny 10:30 otworzyli celny ogień z bezpiecznego dystansu rzędu 12 000 m.

Odpowiedź Rosjan była fizycznie niemożliwa. Przestarzałe działa głównego kalibru na okrętach Niebogatowa (za wyjątkiem Orieła) dysponowały maksymalnym zasięgiem około 9000 m przy skrajnym kącie podniesienia luf. Widząc, że potężne japońskie pociski zaczynają obramowywać jego jednostki, a on sam nie może wyrządzić wrogowi absolutnie żadnej krzywdy, kontradmirał podjął decyzję bezprecedensową w historii rosyjskiej cesarskiej marynarki wojennej. Nie chcąc posyłać na bezcelową śmierć ponad 2000 marynarzy, o godzinie 10:33 rozkazał wciągnąć na maszty flagi międzynarodowego kodu sygnałowego XGE, oznaczające komunikat: „Poddaję się”. Dodatkowo na ocalałych lufach rosyjskich armat wywieszono białe obrusy, prześcieradła i ręczniki z oficerskich kajut. Admirał Tōgō początkowo nie dowierzał, że duma rosyjskiej floty pancerników kapituluje na pełnym morzu bez podjęcia próby walki, albo taranowania, i rozkazał kontynuować ostrzał. Dopiero o godzinie 10:53, upewniwszy się, że rosyjskie maszyny zostały całkowicie zatrzymane, wstrzymał ogień. Historyczna hańba carskiej armady stała się faktem.

Kapitulacja nie objęła jednak wszystkich ocalałych, którzy znajdowali się poza zasięgiem wzroku Niebogatowa. Odstający od grupy pancernik obrony wybrzeża Admirał Uszakow został przechwycony po południu przez japońskie krążowniki pancerne Iwate i Yakumo. Gdy Japończycy nadali flagowy sygnał zachęcający do poddania się, powołując się na wcześniejszy akt kapitulacji głównych sił, dowodzący rosyjskim okrętem komandor Władimir Mikłucha-Makłaj (brat słynnego podróżnika) kategorycznie odrzucił wezwanie i kazał otworzyć ogień. Pozbawiony szans w starciu manewrowym z szybszymi i ciężej uzbrojonymi jednostkami, okręt został szybko rozstrzelany z dystansu, po czym zatonął, zabierając ze sobą na dno twardego dowódcę.

Japoński krążownik Kasagi
Japoński krążownik Kasagi

Podobnego oporu nie stawili oficerowie odpowiedzialni za życie rannego głównodowodzącego. Wiceadmirał Zinowij Rożestwienski, który wraz z resztkami swojego sztabu został w nocy przeniesiony z tonącego niszczyciela Bujnyj na niszczyciel Biedowyj, próbował cicho uciec z pola bitwy. Po południu 28 maja 1905 roku ich jednostka została doścignięta przez japońskie niszczyciele Sazanami i Kagerō. Sztabowcy Rożestwienskiego, pragnąc za wszelką cenę uratować życie nieprzytomnego i okaleczonego dowódcy floty, wywiesili białą flagę i oddali okręt bez oddania choćby jednego strzału, wydając najwyższego oficera wprost w ręce wroga.

Ostatnim akordem bitwy był desperacki, heroiczny bój starego krążownika pancernego Dmitrij Donskoj. Odkryty po południu przez japoński pościg i osaczony ostatecznie przez sześć szybkich krążowników, samotny rosyjski okręt ogniem artyleryjskim odpierał ich zaciekłe ataki aż do zapadnięcia zmroku. Mimo katastrofalnych uszkodzeń pancerza i szalejących pożarów, krążownik zdołał oderwać się od napastników i dotrzeć do brzegów wyspy Ulleungdo u wschodnich wybrzeży Korei. Tam, nie mając szans na dotarcie do bazy, o świcie 29 maja 1905 roku załoga otworzyła zawory denne, dokonując jego samozatopienia. Z tym momentem dym nad wschodnimi akwenami ostatecznie opadł, a Cieśnina Cuszimska zamieniła się w największe cmentarzysko stalowych okrętów liniowych na świecie.

Skutki bitwy

Zestawienie strat i upadek carskiej potęgi morskiej

Rozmiary rosyjskiej klęski w Cieśninie Cuszimskiej nie miały precedensu w nowożytnej historii wojen morskich epoki pary i stali. Różnica w bilansie zniszczeń była tak drastyczna, że współcześni analitycy wojskowi początkowo odmawiali wiary w pierwsze depesze telegraficzne napływające do Europy. Z liczącej 38 okrętów i statków pomocniczych połączonej Drugiej i Trzeciej Eskadry Pacyfiku, zniszczeniu uległa przytłaczająca większość. Bitwa ta oznaczała fizyczny koniec carskiej marynarki wojennej jako siły o znaczeniu globalnym.

Rosyjski pancernik obrony wybrzeża Admirał Uszakow
Rosyjski pancernik obrony wybrzeża Admirał Uszakow

W mętnych, zimnych wodach Morza Japońskiego na dno poszło ostatecznie 21 rosyjskich jednostek. Wśród nich znalazł się cały najnowocześniejszy trzon uderzeniowy – pancerniki typu Borodino (Kniaź Suworow, Imperator Aleksandr III, Borodino) oraz starsze okręty liniowe (Oslabja, Nawarin, Sisoj Wielikij). Zatopiono również większość krążowników pancernych i pancernopokładowych, w tym zasłużonego Admirała Nachimowa, Władimira Monomacha oraz Dmitrija Donskoja. Kolejne 7 okrętów trafiło w ręce wroga jako bezcenne łupy wojenne. Banderę ze wschodzącym słońcem wciągnięto na maszty potwornie okaleczonego Orieła oraz ocalałych po haniebnej kapitulacji jednostek grupy kontradmirała Nikołaja Niebogatowa – pancernika Imperator Nikołaj I i pancerników obrony wybrzeża Generał-Admirał Apraksin oraz Admirał Sieniawin. Sześć następnych jednostek ratowało się ucieczką poza akwen operacyjny; krążowniki Aurora, Oleg i Żemczug zdołały dotrzeć do amerykańskiej Manili na Filipinach, a mniejsze statki do Szanghaju i Sajgonu, gdzie zostały natychmiast rozbrojone i internowane przez władze neutralne aż do zakończenia działań wojennych.

Pierwotny cel operacyjny wielomiesięcznego rejsu – przebicie się do bazy we Władywostoku – osiągnęły zaledwie 3 jednostki o znikomym znaczeniu strategicznym: uzbrojony jacht (klasyfikowany jako lekki krążownik) Ałmaz oraz dwa niszczyciele, Brawyj i Groznyj.

Straty ludzkie po stronie rosyjskiej były wstrząsające i przypominały statystyki z najkrwawszych bitew lądowych tego konfliktu. Śmierć poniosło 5045 marynarzy i oficerów. Wśród ofiar znalazły się setki Polaków zmuszonych do służby w marynarce wojennej zaborcy. Do japońskiej niewoli trafiło ponad 6000 jeńców, w tym głównodowodzący wiceadmirał Zinowij Rożestwienski, pojmany wraz ze sztabem na pokładzie niszczyciela Biedowyj, oraz kontradmirał Nikołaj Niebogatow.

Wobec tej całkowitej apokalipsy, statystyki japońskiej Połączonej Floty prezentowały się wręcz nierealnie, dowodząc absolutnej przewagi zespołu admirała Heihachirō Tōgō. Japończycy nie stracili w dwudniowym starciu ani jednego pancernika, krążownika czy niszczyciela. Ich straty sprzętowe ograniczyły się do zaledwie 3 małych torpedowców (noszących numery taktyczne 34, 35 i 69), które wdały się w chaotyczne kolizje lub otrzymały przypadkowe trafienia w trakcie nocnej rzezi z bliskiego dystansu. Biorąc pod uwagę potężną masę wystrzelonej przez Rosjan amunicji kalibru 305 mm, japońskie straty ludzkie były marginalne – zginęło zaledwie 117 marynarzy, a 583 odniosło rany. Ta potężna dysproporcja zszokowała morskie potęgi na całym świecie, dowodząc, że w epoce scentralizowanego kierowania ogniem starcie dwóch potężnych flot wcale nie musi oznaczać wzajemnego wykrwawienia się.

Rosyjski pancernik Nawarin
Rosyjski pancernik Nawarin

Ocena dowodzenia i fatalne błędy wiceadmirała Rożestwienskiego

Chłodna analiza operacyjna i taktyczna starcia obnaża dramatyczną niekompetencję dowódczą wiceadmirała Zinowija Rożestwienskiego. O ile w sferze logistyki wykazał się on tytanicznym uporem, doprowadzając zdezorganizowaną, trapioną awariami flotę na Daleki Wschód po trwającym osiem miesięcy rejsie, o tyle na polu bitwy jego decyzje stanowiły ciąg kompromitujących, fatalnych w skutkach pomyłek. Historycy wojskowości i analitycy morscy do dziś wskazują cztery kluczowe błędy, które przypieczętowały zagładę rosyjskiej armady:

  • Pasywność rozpoznawcza i zbędna cisza radiowa: Wchodząc na zdradliwe wody Cieśniny Cuszimskiej, Rożestwienski zrezygnował z wysłania przed siłami głównymi szybkiej eskadry krążowników zwiadowczych. Zdał się na ślepy los i naiwną wiarę w osłonę mgły. Kiedy o świcie 27 maja 1905 roku japońskie jednostki pomocnicze nawiązały kontakt wzrokowy i zaczęły nadawać koordynaty, rosyjski dowódca kategorycznie zabronił zagłuszania ich transmisji. Mimo że uzbrojony krążownik Urał dysponował potężną, nowoczesną stacją radiową zdolną całkowicie zagłuszyć japońskie nadajniki iskrowe, pozwolono admirałowi Heihachirō Tōgō na swobodne odbieranie danych o kursie i formacji Rosjan.
  • Paraliż łańcucha dowodzenia i zatajenie kluczowych informacji: Dowódca Drugiej Eskadry Pacyfiku scentralizował władzę do granic absurdu. Przed bitwą nie zwołał odprawy, odmawiając udostępnienia jakichkolwiek planów awaryjnych czy wytycznych taktycznych dowódcom własnych dywizjonów – w tym dowódcy Trzeciej Eskadry, kontradmirałowi Nikołajowi Niebogatowowi. Zatajenie przed flotą faktu, że na kilka dni przed bitwą zmarł kontradmirał Dmitrij Fölkersahm (dowódca drugiego zespołu pancerników), było w tym kontekście aktem sabotażu. Kiedy okręt flagowy Kniaź Suworow został wyeliminowany z walki i pozbawiony łączności na samym początku starcia dziennego, nikt z oficerów nie wiedział, że musi przejąć inicjatywę. Flota wpadła w ślepy paraliż, podążając instynktownie za kolejnymi, przypadkowymi okrętami przewodnikami w sam środek japońskiego ognia.
  • Brak elastyczności szyku i zlekceważenie prędkości bojowej: Decyzja o włączeniu do rdzenia zespołu uderzeniowego przestarzałych, powolnych pancerników obrony wybrzeża była wyrokiem śmierci dla całego zespołu. Narzucenie całej formacji uśrednionej prędkości bojowej rzędu 9 węzłów pozbawiło armadę jakiejkolwiek możliwości skutecznego manewrowania. Ponadto Rożestwienski nie zdecydował się na podział floty na szybki oddział uderzeniowy (złożony z jednostek typu Borodino) i wolniejszy zespół wsparcia. Wtłoczył całą, niejednorodną masę okrętów w sztywne kolumny, idealnie wystawiając je na klasyczny, niszczycielski manewr przecięcia postawionego „T”.
  • Zaniedbania w przygotowaniu bezpośrednim: Mimo wejścia w strefę aktywnego zagrożenia bojowego, dowódca pozwolił na pozostawienie na pokładach olbrzymich zapasów węgla. Rozmieszczenie paliwa poza bunkrami – w workach na pokładach, w korytarzach i mesach – stanowiło gigantyczne obciążenie konstrukcyjne. Przez ten błąd najpotężniejsze pancerze burtowe wielu okrętów znalazły się pod powierzchnią wody, a kadłuby chronił przed japońskimi pociskami jedynie pancerz górny. Wszechobecny węglowy pył stał się jednocześnie śmiercionośną pożywką dla gigantycznych pożarów wywoływanych przez melinit.

Wiceadmirał Zinowij Rożestwienski zaprezentował model dowodzenia rodem z epoki żaglowców – sztywny, oparty na brutalnej dyscyplinie i pozbawiony elastyczności. W konfrontacji z nowoczesną, scentralizowaną i matematycznie precyzyjną taktyką admirała Heihachirō Tōgō, rosyjski zespół nie miała prawa przetrwać.

Rosyjski pancernik Borodino
Rosyjski pancernik Borodino

Traktat z Portsmouth i reperkusje geopolityczne

Zniszczenie Drugiej Eskadry Pacyfiku było ostatecznym, nokautującym ciosem dla Imperium Rosyjskiego. Pozbawiony floty, mierzący się z serią katastrofalnych porażek lądowych (w tym z niedawną krwawą klęską pod Mukdenem) oraz narastającymi, gwałtownymi niepokojami społecznymi w kraju, car Mikołaj II stanął pod ścianą. Zrozumiał, że kontynuowanie wojny doprowadzi do całkowitego załamania państwa i gospodarki. Zmuszony przez fatalną sytuację militarną, poprosił o pokój. Przy aktywnej mediacji amerykańskiego prezydenta Theodore’a Roosevelta (który za te wysiłki dyplomatyczne otrzymał później Pokojową Nagrodę Nobla), delegacje obu państw spotkały się w Stanach Zjednoczonych. Ostateczny traktat pokojowy podpisano 5 września 1905 roku w bazie marynarki wojennej w Portsmouth w stanie New Hampshire.

Na mocy wynegocjowanych porozumień Rosja musiała przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę ustępstw terytorialnych i operacyjnych. Petersburg odstąpił Japonii południową część wyspy Sachalin (od 50. równoleżnika w dół) oraz przekazał prawa do dzierżawy strategicznego Półwyspu Liaotuńskiego, wraz z rozbudowanymi ogromnym kosztem bazami morskimi w Port Artur i handlowym portem Dalnyj (Dalian). Ponadto car zrzekł się jakichkolwiek wpływów w Korei, oficjalnie uznając ten kraj za japońską strefę interesów (co otworzyło drogę do jej formalnej aneksji przez Tokio w 1910 roku), oraz zobowiązał się do całkowitej ewakuacji swoich wojsk lądowych z terytorium chińskiej Mandżurii. Choć strona rosyjska uniknęła konieczności płacenia rujnujących reparacji wojennych, jej dalekowschodnie plany ekspansji zostały całkowicie pogrzebane.

Rozstrzygnięcie bitwy pod Cuszimą i przypieczętowujący je traktat z Portsmouth zaszokowały cały zachodni świat, wywołując geopolityczne trzęsienie ziemi. Po raz pierwszy w nowożytnej historii zindustrializowanych wojen państwo azjatyckie w bezpośrednim zbrojnym starciu upokorzyło i rozbiło w pył europejskie mocarstwo o wielowiekowych tradycjach imperialnych. Mit o rzekomej technologicznej i rasowej niezwyciężoności europejskich imperiów kolonialnych legł w gruzach, co dało potężny psychologiczny impuls ruchom narodowowyzwoleńczym w całej Azji.

Rosyjski pancernik Imperator Aleksander III
Rosyjski pancernik Imperator Aleksander III

Cesarstwo Japonii błyskawicznie awansowało do pierwszej ligi globalnych potęg polityczno-militarnych. Tokio zyskało niekwestionowane panowanie na zachodnich akwenach Oceanu Spokojnego, ustalając nowy porządek sił, który miał doprowadzić do niepohamowanej ekspansji terytorialnej w kolejnych dekadach. Z kolei w Rosji kompromitacja militarna na morzach obnażyła korupcję, niekompetencję dowództwa i strukturalną zgniliznę autokratycznego systemu. Porażka stała się głównym katalizatorem rewolucji 1905 roku, wstrząsając fundamentami państwa i stanowiąc ponury prolog do całkowitego upadku dynastii Romanowów, który miał nadejść zaledwie dwanaście lat później podczas I wojny światowej.

Wpływ Cuszimy na rozwój okrętów

Na poziomie inżynieryjnym i doktrynalnym starcie w Cieśninie Cuszimskiej wywołało absolutne trzęsienie ziemi w biurach konstrukcyjnych wszystkich światowych admiralicji. Wnioski płynące z raportów obserwatorów morskich i analityków wywiadu, którzy skrupulatnie badali przebieg bitwy, brutalnie obnażyły fundamentalne wady dotychczasowej architektury okrętów liniowych. Rozgromienie rosyjskiej floty oznaczało natychmiastowy i bezpowrotny koniec epoki przeddrednotów – jednostek budowanych na bazie koncepcji, która dominowała na morzach przez ostatnie dwie dekady.

Klasyczny przeddrednot z przełomu XIX i XX wieku – taki jak zatopione rosyjskie pancerniki typu Borodino czy zwycięska japońska Mikasa – opierał swoją siłę uderzeniową na mieszanej artylerii. Standardem były zaledwie cztery działa głównego kalibru (zazwyczaj 305 mm) umieszczone w dwóch dwudziałowych wieżach na dziobie i rufie. Uzupełniała je silna bateria średniego kalibru (od 152 mm do 203 mm), rozmieszczona w kazamatach lub mniejszych wieżach na burtach. Konstruktorzy zakładali, że przyszłe bitwy morskie będą toczyć się na dystansach rzędu 2000–3000 m. W takich warunkach ciężkie działa miały przebijać pancerz, a szybkostrzelna artyleria średnia zasypywać nadbudówki gradem pocisków. Cuszima brutalnie zweryfikowała tę teorię, gdyż walka ogniowa toczyła się tam na niespotykanym dotąd dystansie od 6000 do 8000 m.

HMS Dreadnought
HMS Dreadnought

Na tak ogromnych odległościach uwidocznił się krytyczny problem balistyczny. Aby skutecznie korygować ogień, oficerowie artylerii musieli obserwować słupy wody podnoszące się po upadku pocisków wokół celu, a następnie na ich podstawie wprowadzać poprawki na dalmierzach. W Cieśninie Cuszimskiej okazało się, że przy jednoczesnym prowadzeniu ognia ze wszystkich luf, obserwatorzy na pomostach bojowych nie byli w stanie odróżnić wielkich pióropuszy wody generowanych przez pociski kalibru 305 mm od tych wywoływanych przez pociski 152 mm. Skutkowało to całkowitym chaosem celowniczym – próba wstrzelania się w cel za pomocą mieszanych baterii stawała się niemożliwa na długim dystansie. Wniosek wyciągnięty po zniszczeniu rosyjskiej armady był jednoznaczny: okręt liniowy przyszłości musi posiadać wyłącznie jednolite, najcięższe uzbrojenie artyleryjskie (koncepcja „all-big-gun”), co pozwoli na oddawanie salw burtowych korygowanych przez jeden centralny dalmierz optyczny.

Co istotne, wnioski płynące z bitwy w Cieśninie Cuszimskiej w pełni pokrywały się z zainicjowanymi niezależnie już pod koniec 1904 roku działaniami brytyjskiego Pierwszego Lorda Morskiego, admirała Johna Fishera. Opierając się bezpośrednio na doświadczeniach z wojny rosyjsko-japońskiej, Brytyjczycy rozpoczęli budowę okrętu, który miał zmaterializować koncepcję „all-big-gun”. Stępkę pod nową jednostkę położono 2 października 1905 roku, a zaledwie kilka miesięcy później, 10 lutego 1906 roku, zwodowano HMS Dreadnought. Zrezygnowano w nim całkowicie z artylerii średniego kalibru na rzecz potężnej baterii głównej składającej się z aż dziesięciu dział kalibru 305 mm, rozmieszczonych w pięciu wieżach. Pozwalało to na oddanie salwy burtowej z ośmiu luf jednocześnie, co dawało jednostce siłę ognia równą dwóm, a nawet trzem klasycznym przeddrednotom.

HMS Dreadnought – jeden pancernik, który zmienił światDodatkowa lekturaHMS Dreadnought – jeden pancernik, który zmienił światPancernik HMS Dreadnought często opisywany jest jako efekt bitwy pod Cuszimą. Owszem, starcie to potwierdziło wszystkie przyjęte dla tego okrętu założenia, ale sam proces jego projektowania i tworzenia koncepcji rozpoczął się przed tą historyczną bitwą. Wnioski z niej płynące nie wpłynęły w istotny sposób na projekt brytyjskiej jednostki.

HMS Dreadnought wprowadził również rewolucję w dziedzinie napędu. Jako pierwszy okręt liniowy na świecie został wyposażony nie w ciężkie maszyny parowe potrójnego rozprężania, lecz w nowoczesne, wydajne turbiny parowe systemu Charlesa Parsonsa. Zapewniły one brytyjskiej jednostce bezprecedensową, stałą prędkość bojową wynoszącą 21 węzłów. Pojawienie się tej jednej konstrukcji na wodach sprawiło, że wszystkie istniejące floty wojenne świata – w tym wciąż potężna brytyjska Royal Navy – uległy całkowitej deklasacji, degradując się do rangi przestarzałego sprzętu. W odpowiedzi mocarstwa takie jak Cesarstwo Niemieckie, Stany Zjednoczone czy Japonia zmuszone były natychmiast rozpocząć projektowanie własnych drednotów, inicjując najdroższy i najbardziej intensywny wyścig zbrojeń morskich w historii świata, którego ostateczna kulminacja miała nastąpić zaledwie dekadę później na wodach Jutlandii.

Pancerniki typu Kawachi były pierwszymi faktycznymi drednotami japońskiej floty
Pancerniki typu Kawachi były pierwszymi faktycznymi drednotami japońskiej floty

Podsumowanie

Bitwa w Cieśninie Cuszimskiej, rozegrana na przełomie 27 i 28 maja 1905 roku, pozostaje jednym z najbardziej brzemiennych w skutki starć w dziejach nowożytnego świata. Dla Imperium Rosyjskiego oznaczała nie tylko fizyczną utratę głównych sił morskich uwięzionych wcześniej w Port Artur i destrukcję Drugiej Eskadry Pacyfiku pod Cuszimą, ale przede wszystkim nieodwracalny upadek prestiżu na arenie międzynarodowej. Car Mikołaj II zapłacił za swoje dalekowschodnie imperialne mrzonki potężną ruiną finansową, upokarzającym układem pokojowym oraz wybuchem rewolucji w 1905 roku, która brutalnie obnażyła słabość państwa i zwiastowała ostateczny koniec dynastii Romanowów.

Z inżynieryjnego i militarnego punktu widzenia starcie to było absolutnym triumfem nowoczesnej technologii, fanatycznego wręcz wyszkolenia i elastycznej taktyki nad przestarzałą doktryną oraz surową masą. Japońska Połączona Flota, prowadzona przez admirała Heihachirō Tōgō, udowodniła, że przewaga prędkości, jednolitość taktyczna eskadry oraz zmasowany, precyzyjny ogień z wykorzystaniem pocisków burzących wypełnionych shimose deklasują gruby pancerz i tonaż wroga. Klęska wiceadmirała Zinowija Rożestwienskiego stanowiła brutalną lekcję dla dowództw na całym świecie – wykazała, że heroizm i poświęcenie załóg podczas rejsu dookoła świata nigdy nie zrekompensują paraliżu dowódczego, braku zwiadu i całkowitego zignorowania zasad logistyki bojowej.

W makrohistorycznej perspektywie setki tysięcy ton rozerwanej stali spoczywające na dnie Morza Japońskiego stały się bezpośrednim fundamentem nowego globalnego statusu Japonii. Kraj ten, niespełna pół wieku po wyjściu z izolacji, rozpoczął bezwzględną ekspansję terytorialną w regionie Azji i Pacyfiku, co ostatecznie doprowadziło do hekatomby II wojny światowej. Jednocześnie szok po cuszimskiej rzezi wymusił na mocarstwach morskich całkowitą zmianę paradygmatu budownictwa okrętowego, posyłając całe floty przeddrednotów na złom i inicjując bezlitosny wyścig zbrojeń wielkich okrętów liniowych, który zdefiniował cały początek XX wieku.

Japoński pancernik Asahi
Japoński pancernik Asahi

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Udostępnij.

Założyciel i Redaktor Naczelny portalu SmartAge.pl. Od ponad dekady zajmuję się popularyzacją historii, ze szczególnym naciskiem na militaria, broń pancerną, lotnictwo, marynistykę oraz rozwój techniki. Współpracuję z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu.Na swoim koncie mam ponad 3000 artykułów, w tym analiz technicznych, recenzji oraz relacji. Jako fotograf specjalizuję się w fotografii lotniczej i krajobrazowej oraz reportażu z wydarzeń historycznych. W swojej pracy stawiam na jakość merytoryczną i różnorodne źródła, a także autorskie podejście, gwarantujące unikalność materiałów w dobie powtarzalnych treści.

×