Australijska armia na początku II wojny światowej praktycznie nie posiadała wojsk pancernych. Rosnące zagrożenie ze strony potencjalnej japońskiej inwazji sprawiło jednak, że australijska armia musiała w krótkim czasie zbudować oddziały pancerne. Nie mogąc początkowo pozyskać czołgów z Wielkiej Brytanii oraz USA, zdecydowano się na zaprojektowanie ich od podstaw w kraju, przy okazji budując od zera cały ciężki przemysł zbrojeniowy. Tak powstały czołgi krążownicze AC – AC1 Sentinel, które chociaż udane, szybko zostały zastąpione masowo produkowanymi pojazdami amerykańskimi.
Geneza
Ze względu na swoje położenie geograficzne, pod koniec lat 30. XX wieku Australia nie potrzebowała wojsk pancernych. Chroniony naturalną granicą jaką był Ocean Spokojny, oddalony od potencjalnych wrogów o tysiące kilometrów kraj czuł się bezpiecznie. Niestety wraz z wybuchem II wojny światowej, oraz coraz bardziej imperialną polityką Japonii, władze Australii utraciły poczucie bezpieczeństwa. Już w 1940 roku znacznie wzrosło zagrożenie ze strony potencjalnej inwazji Japonii, która coraz śmielej spoglądała w kierunku południowego Pacyfiku i tamtejszych złóż surowców.

W tym czasie jedynymi czołgami w Australii były 4 całkowicie przestarzałe i mocno zużyte Vickers Medium Mark II, oraz 10 lekkich czołgów Light Tank Mark VIa, które miały je zastąpić, chociaż same były już przestarzałe. Pojazdy te były kompletnie nieprzydatne w razie inwazji, a ich jedyną rolą było szkolenie. W związku z tym władze Australii zwróciły się do Wielkiej Brytanii z prośbą o dostarczenie nowocześniejszych czołgów.
Niestety upadek Francji w czerwcu 1940 roku oraz katastrofalna utrata sprzętu przez Brytyjski Korpus Ekspedycyjny pod Dunkierką znacznie skomplikowały sytuację. Rząd Australii, na czele którego stał premier Robert Menzies, z przerażeniem uświadomił sobie, że Wielka Brytania nie tylko nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa swoim dominiom, ale sama walczy o przetrwanie, desperacko potrzebując każdej sztuki broni, zwłaszcza czołgów. Wydawało się, że kwestią czasu będzie niemiecka inwazja na Wielką Brytanię, a równocześnie ryzyko japońskiej inwazji chociaż obecne, wydawało się zdecydowanie mniejsze, przez co priorytetem była odbudowa sił w Europie. Kolejnym problemem było to, że strategiczna koncepcja „Twierdzy Singapur”, która miała chronić Australię przed japońską ekspansją, zaczęła chwiać się w posadach. Rozciągnięta między Atlantykiem a Morzem Śródziemnym brytyjska Royal Navy nie mogła wydzielić wystarczających sił na Pacyfik, aby zniszczyć ewentualna japońską flotę inwazyjną jeszcze na morzu.
Decydenci w Canberze zrozumieli więc, że w nadchodzącym konflikcie będą zdani wyłącznie na siebie. Nawet brytyjska propozycja licencyjnej produkcji czołgów w Australii wyraźnie pokazywała, że kraj ten musi sam zadbać o swoje bezpieczeństwo, przynajmniej do czasu unormowania sytuacji w Europie. Istniało również ryzyko, że Australia, podobnie jak Kanada, będzie zmuszona do udzielenia znaczącego wsparcia Wielkiej Brytanii zarówno w postaci oddziałów, jak i produkcji potrzebnego uzbrojenia.
Rolniczy kraj bez przemysłu
W 1939 roku Australia była krajem o gospodarce w dużej mierze rolniczej, nastawionej na eksport wełny, mięsa i zbóż, z przemysłem ciężkim znajdującym się w fazie wczesnego rozwoju. Brakowało zaawansowanych technologii metalurgicznych niezbędnych do produkcji np. płyt pancernych, nie istniały fabryki silników o dużej mocy, a kadra inżynierska nie miała żadnego doświadczenia w projektowaniu sprzętu wojskowego. Wynikało to głównie z tego, że do tej pory, całe niezbędne uzbrojenie i sprzęt można było sprowadzać z Wielkiej Brytanii lub USA. Mimo to, potencjał surowcowy był znaczny – kraj posiadał bogate złoża rudy żelaza i węgla oraz sprawnie działającą sieć kolejową.

Były to dobre podstawy do budowy ciężkiego przemysłu zbrojeniowego, ale potrzebny był jeszcze ktoś, kto zrealizowałby taki projekt. Kluczową postacią, która miała zewrzeć rozproszone zasoby Australii w jedną całość, został Essington Lewis, dyrektor generalny koncernu BHP (Broken Hill Proprietary Company). Mianowany Dyrektorem Generalnym ds. Amunicji (ang. Director-General of Munitions), otrzymał od rządu niemal dyktatorskie uprawnienia w zakresie zarządzania gospodarką wojenną.
Lewis natychmiast przystąpił do reorganizacji australijskiego przemysłu, tworząc opartą na fabrykach cywilnych, warsztatach kolejowych i zakładach górniczych sieć poddostawców. Powołano do życia Department of Munitions, który miał koordynować skomplikowany łańcuch logistyczny. Wyzwanie było kolosalne: należało stworzyć od podstaw przemysł zbrojeniowy w kraju, który do tej pory importował nawet proste obrabiarki. Zmobilizowano zakłady takie jak New South Wales Government Railways w Chullora, które z warsztatów naprawczych taboru kolejowego miały przeistoczyć się w główną linię montażową czołgów.
Chociaż po raz pierwszy zaczęto w Australii rozważać pomysł zbudowania własnego czołgu w czerwcu 1940 roku, nie doszło do sformułowania finalnych wymagań dla takiego pojazdu. Przez kolejne miesiące analizowano potencjał i potrzeby wojska, jednak kluczowym momentem było przybycie do Australii pułkownika W.D. Watsona, brytyjskiego specjalisty od artylerii i broni pancernej, w grudniu 1940 roku. Jego zadaniem było wsparcie australijskich władz w uruchomieniu produkcji czołgów we własnym zakresie. Początkowo rozważano produkcję licencyjną brytyjskiego czołgów piechoty Matilda II lub czołgów krążowniczych Crusader. Jednak analiza australijskich warunków terenowych oraz ograniczeń przemysłowych szybko zweryfikowała te plany. Matilda była zbyt wolna na ogromne przestrzenie australijskiego kontynentu, a Crusader, ze swoim skomplikowanym zawieszeniem i problematycznym silnikiem Liberty, był zbyt trudny do wyprodukowania przy użyciu dostępnych w Australii technologii.
Skoro brytyjskie czołgi nie wchodziły w grę, zaczęto rozważać współpracę z USA. Kierunek ten również nie przyniósł pozytywnych skutków, ponieważ Amerykanie sami nie posiadali nowoczesnych czołgów. Nieliczne czołgi lekki M2 Light Tank i średnie M2 Medium Tank były tak przestarzałe koncepcyjnie, że Amerykanie sami szukali dla nich następcy. Pod koniec 1940 roku nie było jeszcze gotowego nawet projektu późniejszego M3 Lee. Oznaczało to, że nigdzie na świecie nie było dostępnych żadnych czołgów, które Australia mogłaby kupić, albo budować samemu na licencji. Oznaczało to, że jedynym rozwiązaniem, chociaż bardzo ryzykownym, a wręcz karkołomnym, będzie zaprojektowanie własnej konstrukcji, hybrydowej, czerpiącej z wzorców brytyjskich i amerykańskich, ale dostosowanej do lokalnych możliwości.

Projekt Australian Cruiser
Po przeanalizowaniu dostępnych możliwości, uznano, że najbardziej przydatnym pojazdem byłby czołg krążowniczy. Szybki i zdolny do operowania na rozległych, płaskich obszarach pustynnych kraju. Równocześnie zamiast brytyjskich rozwiązań, stosowanych w najnowszych czołgach krążowniczych (szybkich), zdecydowano się na zastosowanie rozwiązań amerykańskich, ale dostosowanych do ograniczeń australijskiego przemysłu. Inspiracją stał się amerykański czołg średni M3 Lee, którego podzespoły (skrzynia biegów, układ jezdny) były prostsze w produkcji niż ich brytyjskie odpowiedniki (chociaż i tak wymagały znaczącego uproszczenia). Australijski Sztab Generalny wydał specyfikację na pojazd o masie około 28 ton, uzbrojony w armatę 2-funtową (kaliber 40 mm), zdolny do osiągania prędkości operacyjnej rzędu 48 km/h. Decyzja ta oznaczała rezygnację z prostego skopiowania i uproszczenia znanej konstrukcji, na rzecz opracowania pojazdu dostosowanego do specyficznych warunków zarówno terenowych jak i przemysłowych w Australii. Nowy pojazd miał otrzymać oznaczenie AC, czyli Australian Cruiser.
W normalnych warunkach opracowanie technologii produkcji czołgu zajmuje lata, a budowa dedykowanych fabryk wymaga ogromnych nakładów kapitałowych i specjalistycznej wiedzy. Australia nie miała ani czasu, ani zaplecza na takie działania. Inżynierowie stanęli więc przed zadaniem szybkiego adaptowania dostępnych rozwiązań do potrzeb wojska. Brak możliwości walcowania grubych płyt pancernych oznaczał, że tradycyjne metody spawania lub nitowania kadłubów, stosowane powszechnie w USA i Wielkiej Brytanii, były niemożliwe do wdrożenia. Zamiast tego podjęto karkołomną decyzję o… zaprojektowaniu całego kadłuba czołgu z elementów odlewanych – dokładnie z 6 elementów. Kolejnym problemem była stal pancerna. Ze względu na ograniczone możliwości wykorzystania niklu, opracowano specjalny stop wykorzystujący cyrkon, którego olbrzymie złoża były łatwo dostępne w Australii. Zadanie produkcji kadłubów i elementów odlewanych powierzono firmie Bradford, Kendall Ltd., znanej dotychczas z produkcji kół kolejowych i elementów maszyn górniczych.
Jeszcze większym wyzwaniem niż opancerzenie okazał się układ napędowy. Australia nie produkowała silników benzynowych o dużej mocy ani dedykowanych diesli czołgowych. Równocześnie import z USA i Wielkiej Brytanii był niemożliwy – wszystkie dostępne jednostki wykorzystywano na potrzeby lokalne. Australijscy inżynierowie musieli więc znaleźć inne wyjście. Skoro nie można było pozyskać jednego mocnego silnika, postanowiono wykorzystać kilka słabszych, ale połączonych razem cywilnych jednostek napędowych. Wybór padł na silniki samochodowe Cadillac V8 o pojemności 5,7 litra, które były relatywnie łatwo dostępne i niezawodne.

Układ, który zyskał nieformalną nazwę „Perrier-Cadillac”, polegał na sprzężeniu trzech silników V8 w konfiguracji „koniczynki”. Całość tworzyła skomplikowany układ 24-cylindrowy o łącznej pojemności 17,1 litra i mocy około 330 KM. Kluczem do sukcesu było zaprojektowanie reduktora, który sumował moment obrotowy z trzech wałów korbowych i przekazywał go na jeden wał napędowy biegnący do skrzyni biegów. Było to rozwiązanie skomplikowane inżynieryjnie – synchronizacja trzech silników nastręczała ogromnych trudności, ale przy takim układzie było jedynym wyjściem. Awaria jednego z silników teoretycznie pozwalała na jazdę na pozostałych dwóch, ale w praktyce wibracje i obciążenia często prowadziły do uszkodzeń przeniesienia napędu. Mimo swojej skomplikowanej natury i tendencji do przegrzewania się w ciasnym przedziale silnikowym, układ ten zapewniał wymaganą mobilność.
Finalny montaż czołgów miał się odbywać w New South Wales Government Railways w Chullora. Wybór ten nie był przypadkowy – tylko zakłady kolejowe dysponowały odpowiednio dużymi halami, suwnicami o udźwigu zdolnym przenosić wieże i kadłuby czołgowe, oraz kadrą przyzwyczajoną do pracy z ciężkimi elementami stalowymi. W sierpniu 1941 roku, hala montażowa została wydzielona ze struktur kolei i przekształcona w fabrykę zbrojeniową, oznaczoną jako Chullora Tank Assembly Workshop. Odlewy kadłubów i wież miały docierać z zakładów Bradford Kendall, skrzynie biegów miała dostarczać firma Coote & Jorgensen, a elementy zawieszenia (będące znacznie uproszczoną wersją zawieszenia M3 Lee) produkowano w licznych mniejszych warsztatach w stanie Wiktoria i Nowa Południowa Walia.
AC1 Sentinel
Prace nad projektem czołgu szły z jednej strony dosyć powoli, jednak z drugiej strony były ekspresowe, zważywszy na fakt, że wszystko projektowano od zera (mimo wykorzystania kilku gotowych podzespołów). Dopiero w połowie 1941 roku zaczęto prace nad finalnym projektem, a pierwszy prototyp oznaczony jako E1 ukończono w styczniu 1942 roku. W lutym nadano mu nazwę AC1 Sentinel (a właściwie Australian Cruiser Tank Mark I, Sentinel). Drugi prototyp (E2) ukończono w marcu 1942 roku. Po serii testów, podjęto decyzję o rozpoczęciu produkcji seryjnej czołgów. Pierwszy seryjny egzemplarz zjechał z linii montażowej w sierpniu 1942 roku. W kolejnych tygodniach dostarczono dalsze 12 pojazdów, jednak we wszystkich zauważono błędy w odlewie, które skutkowały nierówną grubością pancerza. Po wyeliminowaniu błędów produkcyjnych, do czerwca 1943 roku zbudowano łącznie 65 egzemplarzy seryjnych (plus dwa prototypy).

AC1 Sentinel miał 6,3 m długości, 2,7 m szerokości i 2,5 m wysokości, oraz masę 28,4 ton. Napęd stanowiły zespół trzech ośmiocylindrowych silników benzynowych Cadillaca o łącznej mocy 330 KM, zapewniających prędkość maksymalną 48 km/h i zasięg 240 km. Grubość pancerza czołowego kadłuba wynosiła 65 mm, a boków wahała się od 45 mm do 50 mm. Pancerz wieży miał grubość 65 mm z każdej strony. Były to wartości, które w 1942 roku stawiały Sentinela w jednym rzędzie z wczesnymi wersjami amerykańskiego Shermana i znacznie przewyższały ówczesne czołgi japońskie, takie jak Typ 97 Chi-Ha.
Główne uzbrojenie stanowiła brytyjska armata 2-funtowa (kalibru 40 mm) – broń celna i szybkostrzelna, lecz w momencie debiutu czołgu już niewystarczająca. Brak skutecznej amunicji odłamkowo-burzącej czynił ją mało przydatną w walce z piechotą w warunkach dżungli, a penetracja pancerza, choć wystarczająca na japońskie czołgi lekkie, była niewystarczająca w przypadku starcia z czołgami średnimi na większych dystansach, a już tym bardziej z czołgami niemieckimi (gdyby jakimś cudem AC1 trafił np. do Afryki Północnej). Cechą charakterystyczną czołgów była osłona karabinu maszynowego Vickers kalibru 7,7 mm w kadłubie. Z racji tego, że był to starszy wariant karabinu, chłodzony wodą, opracowano specjalną odlewaną osłonę jarzma, która mieściła lufę z osłoną. Drugi karabin maszynowy kalibru 7,7 mm zainstalowano w wieży. Zapas amunicji wynosił 130 naboi do armaty i 4250 do karabinów maszynowych. Załogę czołgu stanowiło 5 osób.
AC2
Sukces w opracowaniu AC1 i równocześnie niewielkie tempo jego produkcji sprawiły, że pojawił się pomysł opracowania tańszej i jeszcze bardziej uproszczonej wersji czołgu, oznaczonej jako AC2. Założeniem projektu było stworzenie czołgu o masie zredukowanej do około 20-22 ton, który wykorzystywałby te same podzespoły co AC1, ale w uproszczonej formie, oraz w większym stopniu bazował na dostępnych częściach z komercyjnych ciężarówek. Miał to być pojazd szybszy, pełniący rolę typowego czołgu pościgowego, uzupełniający cięższe Sentinela.

Projekt AC2 okazał się jednak inżynieryjną pułapką. Próby odchudzenia konstrukcji poprzez zmniejszenie grubości pancerza i redukcję wyposażenia nie przyniosły spodziewanego wzrostu mobilności. Układ napędowy, choć lżejszy (planowano użycie m.ni. dwóch silników zamiast trzech), wciąż borykał się z problemami przeniesienia mocy. Co gorsza, utrzymywanie dwóch równoległych linii produkcyjnych dla czołgów o zbliżonych parametrach, ale różniących się detalami konstrukcyjnymi, groziło paraliżem i tak już napiętego łańcucha logistycznego. Analizy wykazały, że lekki AC2 nie oferuje żadnej realnej przewagi nad AC1, a jego pancerz byłby niebezpiecznie cienki w starciu nawet z japońskimi działami przeciwpancernymi kalibru 37 mm i 47 mm. Ostatecznie, we wrześniu 1942 roku, projekt AC2 został anulowany na etapie prototypu, a moce przerobowe przekierowano na rozwój znacznie bardziej obiecującej, silniej uzbrojonej wersji Sentinela.
AC3 Thunderbolt
Doświadczenia z walk w Afryce Północnej i na Nowej Gwinei w 1942 roku jasno wskazywały, że armata 2-funtowa staje się anachronizmem. Czołg potrzebował zdecydowanie silniejszego uzbrojenia. Brytyjczycy rozwiązali ten problem, instalując w swoich czołgach armaty kalibru 57 mm, jednak ich produkcja była niewystarczająca, aby zainstalować je w AC1 (który na etapie prac projektowych był już częściowo dostosowany do niej). Ponadto dostępne brytyjskie armaty kalibru 75 mm mimo dobrych właściwości pocisków odłamkowo-burzących, nie były dobre do zwalczania czołgów. W związku z tym podjęto decyzję o zainstalowaniu w czołgu AC haubicoarmaty 25-funtowej (kalibru 87,6 mm), będącej standardowym działem polowym armii Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.
Była to decyzja odważna, ale częściowo przetestowana przez Brytyjczyków w czołgach Matilda Mk IICS. Nowy czołg otrzymał oznaczenie AC3 i nazwę Thunderbolt. W AC3 zrezygnowano z kadłubowego karabinu maszynowego i strzelca, co pozwoliło na zwiększenie zapasu amunicji i uproszczenie przedniej płyty pancerza. Największą innowacją techniczną w obrębie uzbrojenia było umieszczenie oporopowrotnika działa nad lufą, a nie pod nią, co pozwoliło zaoszczędzić miejsce w wieży i umożliwiło większy kąt depresji armaty – kluczowy przy strzelaniu zza wzniesień terenu. Zmodernizowano również układ napędowy. Choć nadal opierał się on na trzech silnikach Cadillac V8, zastosowano nową, wspólną skrzynię korbową, tworząc w praktyce jeden, zintegrowany silnik 24-cylindrowy o znacznie bardziej zwartej budowie i lepszym układzie chłodzenia.

Prototyp czołgu powstał w oparciu o drugi prototyp (E2) czołgu AC1. Pierwsze próbne strzelanie przeprowadzono 29 czerwca 1942 roku, przy czym kolejne próby rozpoczęto 10 października 1942 roku. Armatę zainstalowano w zmodyfikowanej wieży, ale o tej samej średnicy pierścienia. Chociaż testy były udane i nawet złożono zamówienie na 200 czołgów tym wariancie, projekt skasowano, z racji dostępu do innych, zagranicznych konstrukcji. Co ciekawe, odlano elementy na 150 kadłubów, których nie wykorzystano. Czołg w tej wersji powstał tylko w formie jednego prototypu.
AC4
W 1942 roku, wraz z z jednej strony sukcesem, w zamontowaniu haubicoarmaty w AC3 i równocześnie fiaskiem programu, uznano, że możliwe jest opracowanie jeszcze lepszego wariantu czołgu Sentinel, uzbrojonego w potężną, brytyjską armatę 17-funtową (kalibry 76,2 mm). Była to ciekawa decyzja, zwłaszcza, że w tym czasie australijskie jednostki pancerne otrzymywały już amerykańskie czołgi. Uznano jednak, że skoro dostępny jest udany pojazd, to warto go dalej rozwijać na wszelki wypadek.
Armata 17-funtowa była działem o olbrzymiej sile przebicia, ale i potężnym odrzucie, który sprawiał problemy nawet przy montażu w znacznie cięższych czołgach Sherman. W związku z tym pojawił się pomysł zainstalowania w jednym AC1 wieży z dwoma haubicoarmatami kalibru 87,6 mm. Wystrzał z obu na raz, generował znacznie większe siły niż armata 17-funtowa, więc jeśli pojazd przetrwałby próby, możliwe byłoby kontynuowanie prac.
Testy z haubicoarmatami przeprowadzono 2 listopada 1942 roku, a 17 listopada zainstalowano właściwą armatę 17-funtową. Docelowy czołg AC4 miał być wyposażony w nową, większą wieżę o średnicy pierścienia 178 cm, co pozwoliłoby na komfortową obsługę długolufowej armaty 17-funtowej. Zakładano zamówienie 510 czołgów AC4 (dla których planowano nazwę Woomera), z czego 110 miało być uzbrojonych w haubicoarmatę kalibru 87,6 mm, a reszta w armatę kalibru 76,2 mm. Zanim jednak produkcja ruszyła, w lipcu 1943 roku cały program czołgów AC został zamknięty.

Udana porażka
Chociaż ogólnie projekt czołgów AC był sukcesem – opracowano go bez zaplecza, doświadczenia i przemysłu, wdrożono do produkcji i uzyskano całkiem niezły czołg, jak na potrzeby australijskiej armii, ostatecznie w lipcu 1943 roku uznano go za niepotrzebny. W tym czasie sytuacja w jakiej znajdowała się Australia uległa dużej zmianie. Ryzyko inwazji japońskiej spadło, a wraz z włączeniem się Stanów Zjednoczonych do wojny w grudniu 1941 roku, Australia stała się jednym z beneficjentów potężnego i rozwijającego się w zawrotnym tempie amerykańskiego przemysłu.
Do Australii zaczęły docierać w dużych ilościach amerykańskie czołgi, które były zdecydowanie lepsze niż pojazdy japońskie pod każdym względem. W związku z tym kosztowny i zużywający spore ilości zasobów program czołgów AC nie miał racji bytu. Więcej korzyści przynosiło remontowanie i obsługa dostarczanych z USA czołgów. Jako ciekawostkę warto dodać, że w 1944 roku, podczas kręcenia filmu „The Rats of Tobruk” (pol. Szczury Tobruku), czołgi Sentinel zostały ucharakteryzowane na niemieckie PzKpfw III i IV.
Ostatecznie wszystkie 65 zbudowanych AC1 (warto w tym miejscu dodać, że początkowo zakładano zapotrzebowanie na 2000 takich czołgów) pozostawiono w jednostkach liniowych i wykorzystywano do zadań szkoleniowych – według niektórych źródeł aż do 1956 roku. Ostatecznie, po wycofaniu ze służby, australijskie władze chcąc odzyskać choć część poniesionych nakładów, wystawił posiadane czołgi AC1 na sprzedaż. Zgodnie z decyzją Commonwealth Disposals Commission, czołgi sprzedawano po cenie złomu, często zdemilitaryzowane (pozbawione uzbrojenia). Ich los był zaskakujący – wiele z nich trafiło w ręce australijskich farmerów. Dzięki potężnym silnikom i napędzie gąsienicowym, pozbawione wież kadłuby doskonale sprawdzały się jako ciężkie ciągniki rolnicze do karczowania buszu czy też innych prac na wielkich obszarach.Nowa kariera nie była jednak zbyt długa, ponieważ z czasem zastąpiły je normalne, znacznie bardziej ekonomiczne ciągniki rolnicze.
W związku z tym kolejne pojazdy trafiały na złom i odchodziły w niepamięć. Dopiero w latach 70. i 80. XX wieku entuzjaści militariów zaczęli doceniać historyczną wartość tych maszyn. Rozpoczęła się gorączkowa akcja ratowania ocalałych egzemplarzy. Do dziś przetrwały 3 czołgi tego typu, oraz dwa składaki. Jeden AC1 znajduje się w Australian Army Museum Puckapunyal, drugi AC1 znajduje się w Bovington Tank Museum w Wielkiej Brytanii, a trzeci pojazd, którym jest jedyny zbudowany prototyp AC3 trafił do Australian War Memorial. Co ciekawe, w Melbourne Tank Museum znajdował się jeszcze jeden AC1, będący połączeniem dwóch pojazdów. Po zamknięciu muzeum w 2006 roku, został on zakupiony przez firmę Wargaming i wysłany do Camp Mabry Museum w Austin w Texasie w USA w 2014 roku. Później pojazd wrócił do Australii do Australian Armour and Artillery Museum. W tej samej kolekcji znajduje się jeszcze jeden składak, posiadający kadłub AC1 i wieżę AC3. Pojazd został w 2014 roku ucharakteryzowany na prototyp AC4 z armatą 17-funtową.








