Wojna angielsko-zanzibarska to najkrótszy udokumentowany konflikt zbrojny w historii, który wybuchł i zakończył się 27 sierpnia 1896 roku, trwając w zależności od źródeł zaledwie od 38 do 45 minut. Starcie to było niezwykle brutalną i jednostronną demonstracją siły Imperium Brytyjskiego u szczytu epoki wiktoriańskiej. Zderzenie archaicznie uzbrojonych obrońców pałacu sułtańskiego z miażdżącą siłą ognia nowoczesnych krążowników Royal Navy nie pozostawiło żadnych złudzeń co do tego, kto dyktuje warunki w Afryce Wschodniej. Ten błyskawiczny konflikt udowodnił, że w epoce kolonialnej dyplomacja kanonierek jest skuteczna ale i brutalna.
Geneza
Pod koniec XIX wieku w Afryce trwał tak zwany „Wyścig o Afrykę”, w którym europejskie mocarstwa dzieliły między siebie kontynent przy pomocy linijki i ołówka, wyznaczając sztuczne, proste granice na mapach bez jakiegokolwiek poszanowania dla afrykańskich realiów i ludności. Zanzibar, ze względu na swoje strategiczne położenie na wschodnim wybrzeżu Afryki, był jedną z cenniejszych kolonii. Stanowił gigantyczne centrum handlu przyprawami (głównie goździkami) oraz, co stanowiło kość niezgody z zachodnimi mocarstwami, potężny rynek handlu niewolnikami. Dla brytyjskiej admiralicji i ministerstwa spraw zagranicznych, wyspa była kluczowym punktem kontrolnym na szlakach żeglugowych do Indii.

O wpływy w tym regionie ścierały się głównie Wielka Brytania oraz Cesarstwo Niemieckie. Po latach sporów, sytuację usystematyzowano formalnie na mocy traktatu podpisanego 1 lipca 1890 roku, który oficjalnie ustanowił brytyjski protektorat nad Zanzibarem. Niemcy, w zamian za zrzeczenie się roszczeń do wyspy, otrzymali od Brytyjczyków kontrolę nad wyspą Helgoland na Morzu Północnym oraz pasem Caprivi w dzisiejszej Namibii. Protektorat oznaczał w praktyce całkowitą utratę suwerenności w polityce zagranicznej. Najważniejszym punktem porozumienia był zapis stwierdzający, że każdy nowo wstępujący na tron sułtan musi uzyskać oficjalną akceptację brytyjskiego konsula.
Był to mechanizm zabezpieczający przed przejęciem władzy przez frakcje antybrytyjskie lub pro-niemieckie. Sułtanat stał się w dużej mierze figurantem, ale wewnątrz pałacowych murów wciąż tliły się ambicje i żądza realnej władzy. Miejscowe elity, potężni handlarze i arystokracja nie kryli niezadowolenia. Brytyjczycy, naciskający na całkowitą abolicję niewolnictwa, uderzali w podstawy ich potęgi gospodarczej. Tym samym na wyspie rosło napięcie, a w kuluarach pałacu Bajt al-Hukum formowały się frakcje, które tylko czekały na moment słabości Brytyjczyków.
Nagła zmiana władzy
Punktem zapalnym stały się wydarzenia z końca sierpnia 1896 roku. Na tronie od 5 marca 1893 roku zasiadał urodzony w 1857 roku sułtan Hamad ibn Suwajni – władca uległy wobec Brytyjczyków, zadowolony z przywilejów i nie sprawiający Londynowi większych problemów. Sytuacja zmieniła się gwałtownie, gdy sułtan zmarł nagle 25 sierpnia 1896 roku o godzinie 11:40. Współcześni badacze historii są niemal zgodni, że władca został otruty.
Zanim ciało Hamada zdążyło ostygnąć, do pałacu wkroczył jego 29-letni kuzyn, Chalid ibn Barghasz. Ten ambitny i zdecydowanie antybrytyjski arystokrata natychmiast ogłosił się nowym sułtanem. Jego działania były jawnym pogwałceniem traktatu z 1 lipca 1890 roku, ponieważ nie tylko nie uzyskał zgody brytyjskiego konsula, ale wręcz nie miał zamiaru o nią prosić. Chalid wiedział bowiem, że Brytyjczycy na swojego kandydata wytypowali znacznie bardziej spolegliwego Hamuda ibn Muhammada.
Działania Chalida wywołały błyskawiczną reakcję lokalnych władz brytyjskich. Główny konsul na wyspie, Basil Cave, oraz generał Lloyd Mathews – Brytyjczyk pełniący funkcję dowódcy zanzibarskiej armii rządowej – natychmiast zażądali od Chalida opuszczenia pałacu. Władca jednak odmówił i zaczął barykadować się w ogromnym, drewnianym kompleksie pałacowym Bajt al-Hukum, dodatkowo ściągając do pomocy lojalnych sobie strażników oraz cywilnych ochotników z miasta. Basil Cave, nie mając uprawnień do samodzielnego rozpoczęcia działań wojennych, wysłał natychmiast telegraf do Londynu, prosząc o pozwolenie na użycie siły w przypadku, gdyby dyplomacja zawiodła. Zrozumiał, że uległość w tym momencie oznaczałaby zarówno utratę kontroli nad Zanzibarem, jak i całkowitą utratę autorytetu Imperium w Afryce Wschodniej. W międzyczasie, z każdą godziną pałac sułtański zamieniał się w uzbrojoną twierdzę, a po ulicach miasta zaczęli krążyć uzbrojeni zwolennicy Chalida. Kwestia wybuchu wojny była kwestią czasu.
Uzbrojenie i siły
Siły Chalida ibn Barghasza
Chalid ibn Barghasz zdołał zgromadzić w i wokół pałacu siły liczące około 2800 ludzi. Była to jednak zbieranina o niezwykle zróżnicowanej wartości bojowej. Trzon stanowiło zaledwie około 700 żołnierzy dawnej straży sułtańskiej. Reszta to cywilni ochotnicy, niewolnicy zmuszeni do walki oraz pałacowa służba. Ich uzbrojenie składało się z przestarzałych muszkietów i niewielkiej ilości nowszych karabinów, które w żaden sposób nie mogły równać się brytyjskiemu wyposażeniu. Prawdziwym problemem dla obrońców był jednak brak ciężkiego uzbrojenia.

Oddziały te dysponowały jedynie kilkoma nowoczesnymi karabinami maszynowymi Maxima, jedną kartaczownicą Gatlinga, dwoma przestarzałymi działami 12-funtowymi oraz… XVII-wiecznym działem z brązu, które na co dzień służyło do oddawania salw honorowych. Największą dumą zanzibarskich oddziałów – i w zasadzie ich jedyną jednostką uderzeniową – był dawny jacht królewski, HHS Glasgow. Zbudowany przez szkocką stocznię William Denny and Brothers i zwodowany 2 marca 1878 roku, okręt ten był luksusową jednostką opartą na żelaznej ramie pokrytej drewnem tekowym. Przy wyporności 1416 ton i długości 64 m, napędzany pojedynczym silnikiem parowym o mocy 172 nhp, osiągał prędkość zaledwie 12 węzłów. Jego uzbrojenie stanowiło siedem odprzodowych, 9-funtowych dział i jedna kartaczownica Gatlinga – dar od królowej Wiktorii. Wart 32 735 funtów (współcześnie około 5,1 mln funtów) jacht był piękny, ale w starciu z nowoczesnymi okrętami pancernymi był całkowicie bezużyteczny.
Siły desantowe Royal Navy
Brytyjczycy szybko zgromadzili w porcie na Zanzibarze eskadrę pod dowództwem kontradmirała Harry’ego Rawsona. Dysponował on siłami zdolnymi zrównać z ziemią całe miasto w kilka godzin. Flotylla składała się z pięciu jednostek: mniejszych kanonierek HMS Thrush i HMS Sparrow (obie typu Redbreast), krążownika trzeciej klasy HMS Philomel (typ Pearl) i krążownika torpedowego HMS Racoon (typ Archer) oraz potężnego, flagowego krążownika pancernopokładowego I klasy, HMS St George. Należący do typu Edgar okręt, wszedł do służby stosunkowo niedawno. Stępkę pod ten niego położono 23 kwietnia 1890 roku, a wodowanie odbyło się 23 czerwca 1892 roku. Był to krążownik o wyporności 7350 ton, chroniony pokładem pancernym o grubości do 127 mm. Napęd składający się z silników parowych o mocy 12 000 KM zapewniał prędkość maksymalną 20 węzłów. Najważniejsze było jednak jego uzbrojenie, składające się z dwóch armat kalibru 234 mm, 10 kalibru 152 mm i kilkunastu mniejszych dział.
Oprócz miażdżącej przewagi na wodzie, Brytyjczycy wysadzili na lądzie kontyngent około 150 żołnierzy piechoty morskiej, których zadaniem było wsparcie 900-osobowego oddziału zanzibarskich askarysów pod dowództwem porucznika Arthura Edwarda Haringtona Raikesa. Ich zadaniem miało być zablokowanie dróg ucieczki z pałacu i zabezpieczenie budynków celnych oraz konsulatu.
Przebieg walk
Rankiem 27 sierpnia 1896 roku w porcie zanzibarskim panowała grobowa cisza, przerywana jedynie szumem pary z brytyjskich kotłów. Dzień wcześniej, 26 sierpnia, Basil Cave otrzymał upragniony telegram z Londynu, od lorda Salisbury’ego, który brzmiał krótko: „Jesteś upoważniony do podjęcia wszelkich środków, które uznasz za konieczne. Nie poprzemy jednak działań, których nie jesteś w stanie przeprowadzić do końca”.
To było zielone światło. Cave wysłał więc ostateczne ultimatum do pałacu. Chalid ibn Barghasz miał opuścić budynek, złożyć broń i poddać się do godziny 09:00 rano, 27 sierpnia 1896 roku. O godzinie 08:00 władca, grając na zwłokę i prawdopodobnie nie wierząc, że Brytyjczycy odważą się na otwarcie ognia, wysłał swojego posłańca z wiadomością: „Nie mamy zamiaru opuszczać naszej flagi i nie wierzymy, że otworzycie do nas ogień”. Odpowiedź brytyjskiego konsula była lakoniczna: „Nie chcemy otwierać ognia, ale jeśli nie zrobicie tego, co wam kazano, na pewno to zrobimy”. Od tej chwili komunikacja została zerwana. Załogi brytyjskich okrętów zaczęły przygotowania do ostrzału, a oddziały lądowe zajęły pozycje wyjściowe. Brytyjczycy liczyli, że w ostatniej chwili Chalid ibn Barghasz opamięta się i podda.

O godzinie 09:00 ultimatum wygasło. Kontradmirał Rawson odczekał dwie minuty, upewniając się, że nie widać żadnej białej flagi nad pałacem. O 09:02 wydał rozkaz otwarcia ognia. Pierwsza salwa z brytyjskich okrętów okazała się niszczycielska. Drewniana, bogato zdobiona konstrukcja pałacu Bajt al-Hukum nie oferowała żadnej ochrony przed potężnymi pociskami kalibru 152 mm i 234 mm. Już po kilkudziesięciu sekundach pałac zaczął płonąć, a pociski rozrywały na strzępy zarówno mury, jak i zgromadzonych na dziedzińcach obrońców. Eksplozje wywołały natychmiastową panikę wśród sił zanzibarskich, które nie miały doświadczenia w walce pod ostrzałem ciężkiej artylerii okrętowej.
W akcie samobójczej wręcz odwagi, załoga jachtu HHS Glasgow postanowiła bronić swojego sułtana, otwierając ogień ze swoich 9-funtowych, przestarzałych armat w stronę brytyjskiej flotylli. Początkowo skupiono się na HMS St George. Pociski odbiły się jednak od pancerza krążownika, nie zadając mu uszkodzeń. Odpowiedź była natychmiastowa i brutalna. HMS St George oraz kanonierki skierowały swoje działa na zanzibarską jednostkę i rozpoczęły ostrzał. Glasgow natychmiast zaczął tonąć, a jego załoga musiała skakać do wody. Brytyjczycy, zachowując się honorowo, natychmiast opuścili szalupy, aby ratować tonących zanzibarskich marynarzy. Zatopiony okręt osiadł na dnie portu, jednak jego zniszczone maszty i komin wystawały ponad powierzchnię wody aż do 1912 roku, zanim wrak ostatecznie pocięto na złom. Stanowiły dosadne przypomnienie o potędze Royal Navy.
W tym czasie sytuacja obrońców na lądzie była tragiczna. Pałacowa artyleria została zniszczona w zaledwie kilka minut, a zanzibarskie pozycje obronne zamieniły się w zgliszcza. Sam drewniany pałac Bajt al-Hukum został doszczętnie zrujnowany. Co ciekawe, przylegający do niego słynny „Dom Cudów” (Bajt al-Ajaib) – będący ówcześnie najwyższym budynkiem w Afryce Wschodniej – przetrwał ciężki ostrzał i w późniejszych latach pełnił funkcję siedziby brytyjskich władz lokalnych. O godzinie 09:40 pociski w końcu strąciły zrujnowany maszt na dachu pałacu, zrywając sułtańską flagę. Admirał Rawson, uznając to za znak kapitulacji (oraz widząc, że nie ma już do czego strzelać), rozkazał przerwać ogień. Była godzina 09:40. Najkrótsza wojna w historii trwała zaledwie 38 minut.

Skutki walk
Skutki ostrzału były dla obrońców katastrofalne. W ciągu zaledwie 38 minut (lub 45 minut według części źródeł) zginęło lub zostało rannych około 500 Zanzibarczyków, wliczając w to wojsko i cywilów znajdujących się na terenie pałacu. Po stronie brytyjskiej zanotowano zaledwie jednego rannego – ciężko ranny został starszy marynarz służący na pokładzie kanonierki HMS Thrush.
Sam Chalid ibn Barghasz, widząc, że jego pałac zamienia się w piekło, nie czekał na rozwój wydarzeń. Przekazy historyczne wskazują, że uciekł on niemal natychmiast po rozpoczęciu brytyjskiego ostrzału, zostawiając zdezorientowanych podwładnych, by ginęli broniąc murów. Wraz z najbliższymi współpracownikami schronił się w niemieckim konsulacie. Postawiło to Brytyjczyków w kłopotliwej sytuacji, ponieważ Niemcy odmówili wydania sułtana. Zamiast tego, potajemnie ewakuowali go na pokładzie swojego okrętu do Dar es Salaam w Niemieckiej Afryce Wschodniej, gdzie otrzymał azyl polityczny. Nie cieszył się jednak całkowitą bezkarnością. W 1916 roku, podczas kampanii w Afryce Wschodniej w trakcie I wojny światowej, został schwytany przez Brytyjczyków i zesłany najpierw na Seszele, a później na Wyspę Świętej Heleny, zanim pozwolono mu na powrót do Afryki, gdzie zmarł w Mombasie w 1927 roku.
Po zakończeniu walk, Brytyjczycy nie tracili czasu. Jeszcze tego samego popołudnia wprowadzili na tron swojego faworyta, Hamuda ibn Muhammada. W zamian za władzę, nowy sułtan musiał zgodzić się na wszelkie dyktowane przez Londyn warunki. Głównym efektem politycznym wojny – poza całkowitym złamaniem oporu arystokracji – było ostateczne zniesienie niewolnictwa na Zanzibarze, co formalnie uchwalono w 1897 roku. Sułtanat stał się natomiast całkowicie marionetkowym tworem.
Najbardziej cynicznym aspektem tego konfliktu, a zarazem pokazującym bezwzględność imperialnej polityki Wielkiej Brytanii, było rozliczenie kosztów wojny. Brytyjska administracja nie zamierzała pokrywać kosztów amunicji zużytej do zrównania pałacu z ziemią z własnej kieszeni. Zastosowano rozwiązanie tyleż pomysłowe, co upokarzające dla pokonanych. Wszystkie koszty związane z interwencją zbrojną – obejmujące rachunek za wystrzelone z okrętów pociski, węgiel spalony przez kotły okrętów Royal Navy oraz odszkodowania za zniszczenia i grabieże w mieście, których dopuściły się zanzibarskie grupy w chaosie po bitwie – precyzyjnie podliczono. Kwotę tę wyceniono na dokładnie 300 000 rupii. Rachunek ten obciążył wyłącznie zwolenników pokonanego Chalida ibn Barghasza, których zmuszono do zapłacenia kontrybucji do brytyjskiego skarbca. Imperium nie tylko udowodniło swoją potęgę wojskową, ale upewniło się, że „wróg zapłaci za pociski, od których zginął”.

Podsumowanie
Najkrótsza wojna w historii ostatecznie ugruntowała brytyjską dominację i doprowadziła do zniesienia niewolnictwa, a Zanzibar pozostał protektoratem Wielkiej Brytanii przez kolejne dekady. Status ten utrzymał się aż do 10 grudnia 1963 roku, kiedy to wyspa uzyskała niepodległość jako monarchia konstytucyjna pod rządami sułtana Dżamszida ibn Abd Allaha.
Niezależność w tej formie nie trwała jednak długo. Zaledwie miesiąc później, 12 stycznia 1964 roku, wybuchła krwawa rewolucja zanzibarska. Afrykańska większość, od lat zmagająca się z gospodarczą i polityczną marginalizacją, zbrojnie obaliła arabską elitę oraz sam sułtanat. Przewrót pochłonął tysiące ofiar, zmuszając ostatniego sułtana do ucieczki na wygnanie do… Wielkiej Brytanii. Na gruzach dawnego imperium proklamowano Ludową Republikę Zanzibaru i Pemby.
W obliczu politycznej niestabilności i widma zimnowojennych wpływów, 26 kwietnia 1964 roku nowa republika zawarła historyczną unię z kontynentalną Tanganiką. W ten sposób narodziła się Zjednoczona Republika Tanzanii (sama nazwa powstała z połączenia słów Tanganika i Zanzibar). W jej ramach wyspa do dziś funkcjonuje jako region o dużej autonomii, posiadający własnego prezydenta i parlament, a dawne pałace sułtańskie stanowią dziś jedynie atrakcję dla turystów odwiedzających ten niezwykły zakątek Afryki.







