Wraz z rozpoczęciem przygotowań do otwarcia kolejnego frontu w Europie, jednym z największych wyzwań stojących przed Aliantami stało się przełamanie Wału Atlantyckiego. Potężna sieć umocnień ciągnącą się od granicy Hiszpańsko-Francuskiej po Norwegię była olbrzymim wyzwaniem dla planistów. Szukając sposobu na pokonanie betonowych umocnień, na przełomie 1943 i 1944 roku stworzono The Great Panjandrum, czyli olbrzymią szpulę z materiałem wybuchowym, napędzaną silnikami rakietowymi. Po kilku testach uznano jednak, że projekt był tak absurdalny, że nie miał prawa działać.
Geneza
Problem pokonania Wału Atlantyckiego
Gdy w 1943 roku alianccy planiści zaczęli na poważnie przygotowywać się do otwarcia kolejnego frontu w Europie, ich największym koszmarem logistycznym i taktycznym stał się Wał Atlantycki. Ten gigantyczny system niemieckich umocnień brzegowych ciągnący się od granicy hiszpańsko-francuskiej aż po północne krańce Norwegii, stanowił barierę niemal nie do sforsowania dla standardowych sił desantowych. Głównym problemem nie były stanowiska artylerii oraz karabinów maszynowych, potężne bunkry, miny i inne zapory, ale przede wszystkim masywne, betonowe ściany oporowe o wysokości dochodzącej do 3 m i grubości przekraczającej 2 m, które miały zatrzymać zarówno żołnierzy jak i czołgi na plaży. Umieszczone w strategicznych miejscach, praktycznie uniemożliwiały swobodne opuszczenie plaży bez narażania się na skoncentrowany ogień.

Przeprowadzone testy wykazały, że tak solidne konstrukcje z zbrojonego betonu skutecznie opierały się nawet ciężkim pociskom artylerii okrętowej (chyba, że te trafiły idealnie w cel, co nie było tak proste). Jedynym sposobem na ich pokonanie było punktowe wykorzystanie ładunków wybuchowych w celu wybicia dziury w umocnieniach. Powierzenie tego zadania oddziałom saperów było równoznaczne z skazaniem ich na śmierć w wyniku skoncentrowanego ostrzału (dotarcie do muru, założenie ładunków i wycofanie się na bezpieczna odległość zajmowało zbyt dużo czasu). Należało znaleźć szybszy i mniej ryzykowny mechanizm dostarczenia silnego ładunku wybuchowego (który powinien mieć według wyliczeń około 1000 kg) i zniszczenie umocnień.
Już na wstępnym etapie odrzucono projekty pojazdów saperskich, projektowanych przez Perciego Hobarta (znanych jako Dziwadła Hobarta – Hobart’s Funnies), które był zwyczajnymi pojazdami załogowymi. Ponadto ich uzbrojenie nie miało wystarczającej siły aby przebić się przez grube zbrojone ściany. Bardziej skupiono się na konstrukcjach bezzałogowych. Chociaż kierunek ten eliminował część ryzyka dla własnych żołnierzy, wcale nie był łatwy do zrealizowania, ponieważ wyzwaniem pozostawało samo pokonanie plaży, która mogła być pokryta przeszkodami, minami i lejami po pociskach.
Directorate of Miscellaneous Weapons Development – kuźnia szalonych pomysłów
Skoro żadne akceptowalne przez wojskowych rozwiązania nie wchodziły w grę, należało szukać rozwiązania problemu wśród pomysłów znacznie wykraczających poza tradycyjne projekty. Zadanie opracowania odpowiedniego pojazdu powierzono zespołowi z Directorate of Miscellaneous Weapons Development (DMWD). Był to owiany legendą departament Admiralicji Brytyjskiej, nieoficjalnie nazywany Wheezers and Dodgers, który specjalizował się w projektach odrzucanych przez bardziej zachowawczych wojskowych. Jednym z najważniejszych projektów jakie zrealizowali były wyrzutnie bomb głębinowych Hedgehog.

Na czele tej jednostki stał kapitan Charles Goodeve, ale kluczowym inżynierem w projekcie nowego niszczyciela bunkrów miał być porucznik Nevil Shute Norway – doświadczony inżynier lotniczy, a po wojnie znany pisarz. To właśnie Shute oraz komandor podporucznik B.H. Terrell wpadli na koncepcję stworzenia „toczącej się bomby”, która wykorzystywałaby napęd rakietowy, aby pokonać plażę.
Zespół Shute’a otrzymał wytyczne stworzenia konstrukcji zdolnej dostarczyć minimum 1000 kg materiału wybuchowego prosto do celu z prędkością nie mniejszą niż około 100 km/h i zdolną do pokonywania różnych przeszkód jakie mogły pojawić się na plaży. Inżynierowie szybko doszli do wniosku, że optymalnym rozwiązaniem nie będzie klasyczny pojazd (bezzałogowy i zdalnie sterowany), lecz gigantyczna szpula napędzana osadzonymi na obwodzie kół silnikami rakietowymi, odpalana ze specjalnie zmodyfikowanych barek desantowych typu LCT (Landing Craft Tank).
Projekt The Great Panjandrum
Konstrukcja
Pojazd, albo raczej machinę nazwano Panjandrum, ale znana jest również pod określeniem The Great Panjandrum. Określenie to wywodziło się z osiemnastowiecznego wiersza Samuela Foote’a o charakterze literackiego absurdu, w którym słowo Panjandrum symbolizowało pompatyczność i pychę, a w ostatnich akapitach autor opisywał chaotyczną scenę, która trwała aż do czasu, gdy bohaterom „proch wysypał się z butów”, co idealnie odpowiadało mechanice działania urządzenia.

Konstrukcja składała się z dwóch potężnych kół o średnicy około 3 m i szerokości 30 cm. Wykonano je z drewna z szerokimi stalowymi bieżnikami, wzmocnionymi stalowymi elementami, aby zredukować wagę maszyny i oszczędzać deficytowe surowce. Napęd stanowiły standardowe, 3-calowe lotnicze silniki rakietowe na kordyt, które przymocowano do zewnętrznych obręczy kół. Inicjacja zapłonu odbywała się elektrycznie, za pomocą centralnego układu opóźniającego. W momencie odpalenia, ciąg rakiet wprawiał całą konstrukcję w ruch obrotowy. Z racji braku jakichkolwiek systemów sterowania (żyroskopów czy stateczników), pojazd miał polegać wyłącznie na własnym pędzie i efekcie żyroskopowym wygenerowanym przez masę obracających się kół. Między kołami zawieszono natomiast cylinder wypełniony materiałem wybuchowym. Po wyrzuceniu z rampy barki LCT, Panjandrum miał mknąć po linii prostej z rosnącą prędkością, aż do uderzenia w betonowy mur i eksplozji.
Początkowo zakładano instalację zaledwie 18 rakiet kordytowych na każdym z kół, co miało zapewnić płynne rozwijanie prędkości. Szybko jednak okazało się, że opory toczenia w mokrym piasku wymagają znacznie większej mocy. W ostatecznej specyfikacji liczba rakiet wzrosła do 70 sztuk, co uczyniło z pojazdu prawdziwy gejzer ognia i dymu. Centralny bęben zaprojektowano tak, aby pomieścił 1000 kg kruszącego materiału wybuchowego, najprawdopodobniej mieszanki Amatolu lub Torpexu, co gwarantowało potężną falę uderzeniową zdolną rozkruszyć zbrojony beton.
Masa własna pustej konstrukcji była znacznie niższa, ale po załadowaniu bębna materiałem wybuchowym oraz pełnym uzbrojeniu obręczy w ciężkie, kordytowe silniki rakietowe, całkowita masa bojowa pojazdu wynosiła około 1800 kg. Ta kolosalna bezwładność z jednej strony miała pomagać w taranowaniu przeszkód, ale z drugiej – stała się przekleństwem inżynierów. W przypadku niesymetrycznego przepalenia się bodaj jednej rakiety, przesunięcie środka ciężkości i wektora ciągu wyrywało maszynę z założonej trajektorii.

Testy na plażach i ujawnienie tajemnicy
Pierwsze prototypy The Great Panjandrum powstały w głębokiej tajemnicy w zakładach w Leytonstone, skąd pod osłoną nocy przetransportowano je na wybrzeże. Poligonem doświadczalnym stała się plaża w miejscowości Westward Ho! w hrabstwie Devon. Wybór nie był przypadkowy – tamtejszy piasek, nachylenie terenu i warunki brzegowe idealnie symulowały wybrzeża Normandii i północnej Francji. Pierwszy test odbył się 7 września 1943 roku za dnia. Chociaż teren odgrodzono, na popularnej wśród okolicznych mieszkańców plaży zebrało się sporo widzów, którzy obserwowali próby. Tym samym cała dotychczasowa tajemnica została ujawniona.
Gdy odpalono ładunki prochowe (początkowo zastosowano ich mniej niż docelowo), machina ruszyła z impetem z barki desantowej, jednak po pokonaniu kilkudziesięciu metrów uwidocznił się krytyczny błąd inżynieryjny: całkowity brak kompensacji asymetrycznego ciągu. Zjawisko to wynikało z fizyki spalania stałego materiału pędnego. Kordyt w poszczególnych silnikach nie wypalał się w identycznym tempie, a w niektórych rakietach na prawym kole w ogóle się nie odpalił. Tym samym różnice w ciągu na obu kołach powodowały nierównomierną prędkość obrotową. Dodatkowo, wibracje i przeciążenia powstające przy obrocie wyrywały niektóre rakiety z prostych stalowych obejm. Opadające, płonące pociski tworzyły śmiertelne zagrożenie na plaży, a pozbawione równego napędu koło natychmiast skręcało. Przeprowadzono kilka prób, ale wszystkie zakończyły się niepowodzeniem zanim Panjandrum dotarł do końca plaży.
Po nieudanych próbach, zespół wrócił do Leytonstone i przez kolejne trzy tygodnie podejmowano próby dopracowania konstrukcji. W ramach poprawek dodano trzecie koło i zainstalowano wszystkie 70 rakiet. Tak poprawione Panjandrum wróciły na plażę gdzie kolejne próby znowu zakończyły się porażką, ponieważ część rakiet dalej odpadała. Usunięto więc trzecie koło i próbowano dodać liny stabilizujące, ale potężny ciąg generowany przez silniki rakietowe zrywał je. Przez kolejne tygodnie eksperymentowano zarówno z materiałami na liny jak i systemem montażu rakiet. Żadna z modyfikacji nie zwiększyła kontroli nad kierunkiem poruszania się machiny.

W tej sytuacji nad projektem zaczęły zbierać się ciemne chmury, jednak pod koniec roku DMWD otrzymało wytyczne, że Panjandrum ma po prostu być zdolne do poruszania się w kierunku wroga, niekoniecznie po stałej trajektorii. Zmiana ta dawała szansę na wprowadzenie konstrukcji do użycia, ponieważ brak wymogu precyzji oznaczał, że wystarczyło po prostu zadbać o w miarę kontrolowalny sposób poruszania się.
Finalny test i spektakularna porażka na oczach dowództwa
Punktem kulminacyjnym był finałowy test w styczniu 1944 roku. Na plaży w Westward Ho! zebrali się przedstawiciele brytyjskiej Admiralicji, naukowcy i fotografowie. Początkowo próba przebiegała pomyślnie – Panjandrum opuścił barkę i skierował się przez wodę prosto na plażę, pokonując pierwsze metry i przyspieszając do około 90 km/h. Jednak w pewnym momencie machina wpadła w zagłębienia terenu i podskoczyła, co doprowadziło do oderwania się części rakiet.
Zdestabilizowany Panjandrum skręcił ostro w prawo ku fotografowi, zmuszając oficerów do ucieczki za wydmy.Według niektórych relacji, za kręcącą się po plaży machiną w pewnym momencie zaczął biegać pis jednego z oficerów. Ostatecznie pozbawiony kontroli Panjandrum skręcił ku morzu i w pewnym momencie rozpadł się i eksplodował. Pokaz zakończył się totalną katastrofą, co przypieczętowało los projektu. Na szczęście nikt nie zginął ani nie został ranny. Dowództwo Royal Navy całkowicie zrezygnowało z dalszych prac, a zespół DMWD przeszedł do innych projektów.

Podsumowanie
Na tym historia The Great Panjandrum mogłaby dobiec końca, ale tak się nie stało. Po wojnie, gdy na jaw wyszły informacje na temat Operacji Fortitude, pojawiły się spekulacje, że cały projekt szalonej machiny był częścią mistyfikacji, mającej na celu ukrycie prawdziwego miejsca lądowania we Francji. Dowodem na to miało być bezsensowne ujawnienie maszyny podczas prób na popularnej i publicznie dostępnej plaży.
Chociaż nigdy nie znaleziono żadnego potwierdzenia tych teorii, faktem jest, że Panjandrum był tak bezsensowną konstrukcją, że jej praktyczna użyteczność od początku była bardzo wątpliwa. Mimo to prowadzono próby, które kończyły się negatywnie i wręcz niebezpiecznie dla obserwatorów. W 2009 roku zbudowano replikę Panjandrum, którą przetestowano w praktyce. Mimo użycia współczesnych materiałów, machina zadziałał podobnie jak podczas wojny.
Ostatecznie podczas lądowania w Normandii w czerwcu 1944 roku żołnierze wykorzystywali bardziej praktyczne i mniej szalone rozwiązania. Szczególnie przydatne okazały się czołgi Churchill AVRE z moździerzami kalibru 290 mm, opancerzone spychacze i ostatecznie odważni saperzy, którzy pod ostrzałem wysadzali umocnienia.







