PT-91 Twardy to głęboka, polska modernizacja czołgu T-72M1 produkowanego na licencji w Polsce, opracowana na początku lat 90. XX wieku w odpowiedzi na zmianę sytuacji geopolitycznej i technologiczne starzenie się sprzętu Wojska Polskiego po rozpadzie bloku wschodniego. Maszyna ta stanowiła przez kolejne dekady trzon polskich sił pancernych, a w podczas wojny rosyjsko-ukraińskiej pewna liczba czołgów tego typu została przekazana Ukrainie i pozytywnie przeszła chrzest bojowy.
Geneza
Czołgi w w Wojsku Polskim u progu lat 90.
Po zakończeniu II wojny światowej polski przemysł zbrojeniowy został odbudowany i przestawiony na masową produkcję, której celem było zaspokojenie ogromnych potrzeb materiałowych ówczesnego Ludowego Wojska Polskiego. Radziecka doktryna wojenna narzucała na szczeblu strategicznym nacisk przede wszystkim na ilość, a dopiero w drugiej kolejności na jakość sprzętu. Zgodnie z tym założeniem, dywizje pancerne miały być nasycane setkami czołgów średnich. Początkowo z krajowych fabryk wyjeżdżały przestarzałe już wozy T-34-85, a w 1958 roku rozpoczęto licencyjną produkcję prostych, ale bardzo udanych maszyn rodziny T-54, a od 1964 roku wozów T-55. Przez kolejne dekady, czołgi te stanowiły podstawę polskich wojsk pancernych.

Na przełomie lat 70. i 80. wobec postępującego starzenia się tej platformy polski przemysł opracował pakiet głębokiej modernizacji do standardu T-55AM Merida. Zastosowano w niej nowy silnik, dodatkowe opancerzenie pasywne oraz przede wszystkim rodzimy system kierowania ogniem SKO Merida. Zdobyte podczas prac nad tym pojazdem doświadczenie miało okazać się bardzo przydatne w dalszym rozwoju broni pancernej w Polsce.
Właściwy skok w możliwościach polskich wojsk pancernych nastąpił jednak dopiero 19 lipca 1978 roku, kiedy do służby w jednostkach liniowych weszły pierwsze egzemplarze czołgów podstawowych T-72. Była to niewielka partia szkoleniowa licząca 20 wozów, sprowadzona bezpośrednio ze Związku Radzieckiego. Widząc ich potencjał, na początku lat 80. polskie władze wynegocjowały i zakupiły od ZSRR licencję na produkcję eksportowej, nieznacznie zubożonej względem wozów z Urałwagonzawodu, wersji T-72M.
Produkcja seryjna w Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy w Gliwicach wystartowała na przełomie 1981 i 1982 roku. W toku dalszych negocjacji, w 1985 roku strona polska pozyskała plany unowocześnionej i silniej opancerzonej wersji T-72M1, (która czasami bywa nazywana w Polsce jako T-72M1 Jaguar, chociaż nie jest to oficjalna nazwa, a bardziej marketingowe oznaczenie zakładów Bumar-Łabędy). Nowe T-72 całkowicie zastąpiły na liniach montażowych wcześniejsze konstrukcje, a ich produkcja, chociaż nie tak duża jak w przypadku T-34-85 i T-55, zakończyła się ostatecznie na około 1610 wyprodukowanych egzemplarzy wszystkich wariantów. Z tej puli do Wojska Polskiego trafiło nieco ponad 730 sztuk (co łącznie z partią radziecką dawało u progu lat 90. zasób około 750 czołgów tego typu). Jak widać, zdecydowana większość gliwickiej produkcji trafiła na eksport, stając się źródłem ważnych i potrzebnych polskiej gospodarce dewiz. Czołgi T-72 prosto z polskiej fabryki masowo sprzedawano m.in. na Bliski Wschód (do Iraku oraz Iranu) i do sojuszniczej Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Zakłady w Gliwicach podczas dekady produkcji wprowadzały własne poprawki i modyfikacje (prace badawczo-rozwojowe nad unowocześnieniem wozu prowadzono w latach 80. m.in. pod kryptonimem „Wilk”), jednak ich głównym celem była polonizacja procesów technologicznych i zwiększania kultury montażu, a nie podnoszenie znacząco realnych możliwości bojowych czołgów. Mimo to, zdobywane doświadczenie było bardzo istotne, ponieważ pozwalało na zdobycie bezcennej wiedzy na temat możliwości dalszego rozwoju konstrukcji T-72.
U progu lat 90. Sztab Generalny WP zdał sobie jednak sprawę z tego, że bazowy T-72 był maszyną przestarzałą, a będące ich uzupełnieniem T-55AM Merida również nie spełniają oczekiwań współczesnego pola walki. Wynikało to paradoksalnie z wyścigu zbrojeń jaki ruszył wraz z pojawieniem się radzieckich T-72. Czołgi te początkowo traktowano na Zachodzie jako wyjątkowo dobre i niebezpieczne, co wymusiło na krajach zachodnich opracowanie nowej, III generacji czołgów podstawowych, takich jak amerykański M1 Abrams, niemiecki Leopard 2 czy brytyjski Challenger 1. Te zachodnie konstrukcje znacząco przewyższały radzieckie wozy pod względem nowoczesnych systemów kierowania ogniem (SKO), obecności kamer termowizyjnych oraz zastosowania pancerzy wielowarstwowych.
Radziecki eksportowy T-72M1 był przy nich praktycznie „ślepy” w operacjach nocnych, a jego 125-milimetrowa armata nie posiadała nowoczesnych, skomputeryzowanych przeliczników balistycznych analizujących wiatr czy temperaturę, a także nowoczesnej amunicji. Stało się jasne, że bez szybkiej i głębokiej modernizacji, polskie wojska pancerne staną się bezbronne na współczesnym polu walki, co było wyjątkowo niekorzystne w trudnej sytuacji w jakiej znajdowała się wówczas Polska.

Pierwsze podejście – program T-72 Wilk
Rozumiejąc skalę technologicznej przepaści, polscy decydenci pierwotnie chcieli iść najprostszą i najbardziej zachowawczą drogą – jeszcze przed rozpadem Układu Warszawskiego planowano po prostu kupić od Związku Radzieckiego najnowszą licencję na mocno ulepszony wariant T-72S (będący de facto zubożoną i uproszczoną wersją eksportową głęboko zmodernizowanego T-72B). Przedłużające się i skomplikowane negocjacje z pogrążającym się w kryzysie gospodarczym ZSRR ostatecznie spełzły na niczym. Wobec fiaska rozmów, w 1986 roku inżynierowie z państwowego Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych (OBRUM) w Gliwicach rozpoczęli ambitny program samodzielnej, głębokiej modernizacji czołgu pod kryptonimem T-72 Wilk.
Projektanci z OBRUM skupili się na wyeliminowaniu trzech głównych mankamentów radzieckiego wozu: dużej wrażliwości na środki przeciwpancerne piechoty, niskiej precyzji strzału w ruchu oraz słabym stosunku mocy do masy. Polski pojazd jako pierwszy z rodziny T-72 w Polsce został wyposażony w kostki pancerza reaktywnego rodzimej konstrukcji ERAWA (opracowanego pod koniec lat 80. specjalnie dla Wilka), co w tamtych latach uchodziło za nowoczesne podejście (z czasem podobne modyfikacje wprowadzono w wielu innych krajach).
Przestarzałe radzieckie przyrządy celownicze postanowiono zastąpić całkowicie nowym, cyfrowym systemem kierowania ogniem o kryptonimie DRAWA. Mechanizm ten nie powstawał od zera, lecz wyewoluował w prostej linii z układu Merida, który krótko przedtem z powodzeniem wdrożono przy modernizacji starych maszyn T-55 do standardu T-55AM Merida. Ponieważ nowy sprzęt elektroniczny i opancerzenie zwiększały masę, czołg wymagał mocniejszego napędu. Standardowy blok silnikowy W-46-6 zastąpiono zmodernizowaną, wzmocnioną jednostką napędową opracowaną w zakładach PZL-Wola, oznaczoną jako S-12U (o mocy 850 KM). Całość tych modyfikacji dopełniło kilkadziesiąt innych, drobniejszych poprawek w architekturze wnętrza.

Prace badawczo-rozwojowe trwały przez całą drugą połowę lat 80. i ostatecznie zaowocowały zbudowaniem w pełni funkcjonalnych prototypów, które w dokumentacji oznaczono jako T-72M2 Wilk. W latach 1987-1990 w OBRUM powstały łącznie trzy takie pojazdy testowe. Każdy z nich oparto na innej wersji bazowej, wykorzystując kolejno podwozia czołgów: T-72A, licencyjnego T-72M1 oraz wariantu dowódczego T-72M1D. Równocześnie jednak testy poligonowe wykazały, że wprowadzony pakiet poprawek wyczerpał większość rezerw modernizacyjnych licencyjnego T-72 w jego ówczesnej formie. W tle tych prac polskie władze prowadziły jeszcze rozmowy dyplomatyczne o potencjalnym zakupie licencji na nowoczesne, napędzane turbiną gazową radzieckie czołgi T-80, jednak zawirowania gospodarcze i geopolityczne przekreśliły te plany.
Upadek komunizmu i zmiany ustrojowe w Europie Środkowo-Wschodniej na przełomie lat 1989 i 1990 unieważniły dotychczasowe traktaty, zrywając ścisłą kooperację przemysłową na linii Warszawa-Moskwa. T-72 Wilk ostatecznie nie doczekał się uruchomienia linii produkcyjnej, ale zebrane w tym programie doświadczenia konstrukcyjne stały się bezpośrednią bazą i punktem wyjścia do stworzenia później czołgu PT-91 Twardy.
Geopolityczna pustka – jak brak sojuszników wymusił budowę własnego czołgu?
Przemiany ustrojowe zapoczątkowane w 1989 roku i w konsekwencji ostateczne rozwiązanie struktur Układu Warszawskiego (wojskowych 31 marca 1991 roku, a politycznych 1 lipca 1991 roku) całkowicie przeobraziły krajobraz polityczny oraz układ sił zbrojnych w Europie. Odzyskanie przez Polskę pełnej suwerenności wiązało się w początkowej fazie z osamotnieniem sojuszniczym. Wojsko Polskie wylądowało w strategicznej próżni, tracąc dotychczasowe zaplecze logistyczne i zaopatrzenie technologiczne opierające się na ZSRR.

Z perspektywy bezpieczeństwa państwa sytuacja była trudna – Polska na początku lat 90. nie posiadała realnych gwarancji wojskowych ze strony państw zachodnich. Choć pojawiały się pierwsze koncepcje integracji ze strukturami euroatlantyckimi, nikt w Warszawie ani w Brukseli nie potrafił określić, czy i kiedy Polska dołączy do NATO. Krajowy przemysł zbrojeniowy, z zakładami Bumar-Łabędy na czele, opierał się cały czas na wschodnich standardach produkcji pancernej. Z kolei perspektywa ewentualnego zbliżenia z armiami NATO wymuszała konieczność radykalnej zmiany standardów operacyjnych i technicznych.
Planowanie modernizacji armii utrudniały zapaść budżetowa oraz wysoka inflacja w okresie transformacji ustrojowej. Ponadto państwa zachodnie początkowo nie były skłonne eksportować najnowocześniejszych technologii wojskowych do byłego członka Układu Warszawskiego, który jeszcze niedawno był ich potencjalnym wrogiem. W tych warunkach szybki zakup nowych czołgów podstawowych za granicą był całkowicie nierealny.
Polska musiała oprzeć się na własnym przemyśle i ograniczonych środkach budżetowych. Wojsko i decydenci wybrali rozwiązanie pragmatyczne – ewolucyjne wykorzystanie posiadanej bazy technologicznej. Podjęto decyzję o głębokiej modernizacji postradzieckiej platformy T-72 siłami krajowego przemysłu, aby maksymalnie wykorzystać jej pozostały potencjał bojowy. Zamysł był prosty: należało zmodernizować istniejące wozy i jednocześnie zintegrować w nich nowe systemy elektroniczne, tworząc konstrukcję o charakterze przejściowym.

Nowy wóz oparty na T-72 miał odegrać rolę pomostu technologicznego, dającego polskim siłom zbrojnym czas, aż w kraju wystarczy środków i pojawią się możliwości inżynieryjne na opracowanie od podstaw zupełnie nowego, polskiego czołgu III generacji (rozpoczęto wówczas prace koncepcyjne nad ambitnym programem czołgu oznaczonym kryptonimem „Goryl”). Ewentualnie zmodernizowane czołgi miały wystarczyć do czasu pozyskania nowoczesnych wozów zachodnich. Nowe realia geopolityczne narzuciły wysokie tempo prac modernizacyjnych, które formalnie ruszyły w lipcu 1991 roku.
Narodziny PT-91 Twardy
Początkowy zamysł polskich decydentów i planistów wojskowych u progu lat 90. był pragmatyczny i podzielony na etapy. Najpierw planowano głęboko zmodernizować posiadane w linii czołgi T-72 do nowego, zunifikowanego standardu, a następnie, korzystając z zebranych doświadczeń, opracować tzw. czołg przejściowy. Ten nowy wóz miał zawierać docelowe elementy techniczne i elektroniczne opracowane w kraju, ale wciąż opierać się na sprawdzonej architekturze kadłuba wywodzącej się z rodziny T-72. Dopiero w trzecim, najbardziej ambitnym etapie planowano zaprojektowanie całkowicie nowego polskiego czołgu od podstaw. Właściwe prace inżynieryjne nad wozem przejściowym ruszyły na przełomie 1991 i 1992 roku w biurach projektowych gliwickiego OBRUM.
Zgodnie z wymaganiami wojska, projektanci musieli rozwiązać trzy główne problemy radzieckiej platformy: niedostateczną siłę ognia, niską przeżywalność oraz słabą mobilność. W związku z tym nowy pojazd otrzymał wzmocnioną konstrukcję wieży, wydajniejszy silnik, zaawansowany system kierowania ogniem (SKO Drawa) oraz – podobnie jak we wcześniejszym programie Wilk – nowatorski pancerz reaktywny ERAWA. Skala ingerencji w oryginalną, radziecką dokumentację techniczną okazała się jednak tak duża, że inżynierowie z zakładów Bumar-Łabędy wspólnie z decydentami uznali, iż utrzymywanie starej nomenklatury (wczesne prototypy i demonstratory określano roboczo m.in. jako T-72M2 Wilk) mija się z celem. W toku prac wprowadzono tak wiele autorskich poprawek i rodzimych podzespołów, że ostatecznie postanowiono zrezygnować z przedrostka T-72. Nowy, zrepolonizowany czołg otrzymał oficjalną nazwę PT-91 Twardy.

Pierwszy, w pełni funkcjonalny prototyp zmontowano już w 1992 roku. Po serii prób wewnętrznych, czołg zaprezentowano publicznie we wrześniu 1993 roku podczas historycznej, pierwszej edycji Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego (MSPO) w Kielcach. Zaprezentowany pojazd wzbudził duże zainteresowanie zarówno polskiej prasy, jak i zagranicznych specjalistów oraz attaché wojskowych. Uwagę analityków przykuł przede wszystkim fakt, że wóz o znacznie lepszych parametrach powstał w wyjątkowo krótkim czasie. Pod wieloma względami technicznymi i taktycznymi nowy Twardy zauważalnie przewyższał licencyjnego T-72M1, z którego bezpośrednio się wywodził.
Po zakończeniu państwowych prób poligonowych rozpoczęto dostawy. Pierwsze egzemplarze PT-91 trafiły do Wojska Polskiego w styczniu 1995 roku. Była to seria próbna licząca 10 pojazdów zbudowanych od podstaw, które skierowano do 34. Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Zaledwie dwa miesiące później, w marcu 1995 roku, gliwickie zakłady dostarczyły kolejnych 10 wozów. Pojazdy poddano intensywnym testom liniowym, które miały zweryfikować realną sprawność nowych komponentów w warunkach poligonowych. Kluczowym elementem prób było sprawdzenie niezawodności cyfrowego systemu kierowania ogniem Drawa podczas prowadzenia ognia w ruchu oraz w nocy, a także weryfikacja parametrów pracy wzmocnionego silnika S-12U przy dużych obciążeniach. Na podstawie uwag zebranych od załóg z Żagania, fabryka rozpoczęła produkcję seryjną nieco zmodyfikowanej wersji czołgu, w której wprowadzono poprawki będące bezpośrednim wynikiem prób.
Pieniądze i logistyka
Wydarzenia w zakładach Bumar-Łabędy w Gliwicach nie rozgrywały się w próżni, a tłem dla prac inżynieryjnych był głęboki kryzys gospodarczy. Transformacja ustrojowa oraz wdrożenie 1 stycznia 1990 roku pakietu reform gospodarczych, znanego jako plan Balcerowicza, znacząco wpłynęły na kondycję polskiego przemysłu ciężkiego. Upadek bloku wschodniego oznaczał dla Bumaru-Łabędy załamanie dotychczasowych rynków zbytu. W latach 80. Polska eksportowała setki licencyjnych wozów T-72 do takich państw jak Irak, Syria czy Niemiecka Republika Demokratyczna. Wraz ze wstrzymaniem tych lukratywnych zamówień dewizowych, gliwickie zakłady znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji finansowej, a produkcja drastycznie spadła.

Budżet państwa, obciążony hiperinflacją (sięgającą w 1990 roku niemal 600% w skali roku), nie pozwalał Wojsku Polskiemu na zamawianie sprzętu w ilościach, które zaspokoiłyby potrzeby armii i utrzymały moce przerobowe przemysłu. Finansowanie programu PT-91 było nieregularne i często uzależnione od doraźnych możliwości budżetowych oraz decyzji Ministerstwa Obrony Narodowej.
Dodatkowym problemem był dostęp do nowoczesnej optoelektroniki. W przeciwieństwie do sprawdzonych rozwiązań mechanicznych, państwa bloku wschodniego nie dysponowały wówczas technologiami dorównującymi standardom NATO – dotyczyło to w szczególności nowoczesnej termowizji. Z tego powodu kluczowe komponenty do systemu kierowania ogniem (jak np. kamery termowizyjne dla późniejszych wersji systemu Drawa-T) musiały być pozyskiwane od producentów zachodnich (m.in. z Izraela), co znacznie podnosiło koszty całego programu modernizacyjnego.
Konieczność redukcji kosztów i dążenie do uniezależnienia się od dostawców zagranicznych wymusiły rozwój krajowych ośrodków badawczych. Polskie przedsiębiorstwa, takie jak Przemysłowe Centrum Optyki (PCO), musiały w stosunkowo krótkim czasie opanować produkcję i integrację skomplikowanych elementów optoelektronicznych, w tym m.in. nowoczesnych dalmierzy laserowych i pasywnych przyrządów noktowizyjnych.

Twardy Twardemu nie równy
Wdrożenie tak złożonego systemu uzbrojenia wywołało w Ministerstwie Obrony Narodowej spór o finanse i docelowy kształt floty pancernej. Polscy decydenci musieli wyraźnie rozgraniczyć dwie ścieżki: budowę fabrycznie nowych czołgów oraz tańszą, lecz głęboką modernizację sprzętu już znajdującego się w jednostkach. Właściwy czołg bazowy PT-91 był maszyną produkowaną od podstaw, począwszy od 1994 roku, z przeznaczeniem na bezpośrednie potrzeby Wojska Polskiego. Były to wozy zbudowane z nowych blach pancernych ze spawanymi kadłubami i nowymi odlewami wież, które już na etapie produkcji fabrycznej posiadały zintegrowane wiązki elektryczne i mocowania przystosowane pod nowoczesny system kierowania ogniem (SKO) i pancerz reaktywny.
Z drugiej strony narodził się wariant oznaczony jako T-72M1Z (gdzie „Z” oznaczało wóz zmodernizowany). Wbrew częstym pomyłkom w popularnych zestawieniach, nie był to fabrycznie nowy wóz, lecz starszy czołg T-72M1 wycofany z jednostek liniowych lub magazynów, a następnie doprowadzony w toku remontu generalnego do poziomu i standardu wyposażenia PT-91.
Granica zmian nie przebiegała jednak w architekturze samej stali pancernej. Pod względem osłony zasadniczej pancerz nowo budowanych PT-91 był identyczny z bazowym T-72M1, ale T-72M1Z był lżejszy o około 700 kg, miał większy prześwit (brak przeróbek dna kadłuba) i modułowy pancerz ERAWA-1 i ERAWA-2, choć z innym sprzętem łączności. Choć oba pojazdy obłożono identycznym polskim pancerzem reaktywnym ERAWA, a w środku pracowały te same przyrządy optoelektroniczne Drawa, wersje T-72M1Z stanowiły kompromis – półśrodek mający za zadanie szybciej nasycić jednostki nowoczesną elektroniką i poprawioną osłoną, bez ponoszenia pełnych kosztów produkcji całkowicie nowych maszyn.

Konstrukcja i dane taktyczno-techniczne
Ogólny układ konstrukcji
Konstrukcja czołgu PT-91 Twardy to klasyczny przykład inżynieryjnego kompromisu, charakterystycznego dla wschodniej szkoły budowy broni pancernej. Wóz cechuje się niską i zwartą sylwetką, odziedziczoną w prostej linii po kadłubach maszyn rodziny T-72. Długość całkowita maszyny wraz z lufą skierowaną do przodu wynosi 9,53 m, szerokość sięga 3,59 m, a wysokość do stropu wieży to 2,19 m. Dodanie nowej elektroniki oraz opancerzenia reaktywnego spowodowało jednak zauważalny wzrost masy – bojowa masa całkowita polskiego czołgu wzrosła do 45,9 tony (wobec 41,5 tony w przypadku bazowego T-72M1).
Zaletą tak małych gabarytów jest zredukowana powierzchnia ekspozycji na ogień wroga – PT-91 Twardy stanowi znacznie mniejszy i trudniejszy do trafienia cel niż zachodnie czołgi podstawowe, takie jak Leopard 2 (którego wysokość zbliża się do 2,8 m). Małe gabaryty wpływają jednak negatywnie na ergonomię pracy i komfort operacyjny żołnierzy. Wnętrze Twardego jest bardzo ciasne, co wynika bezpośrednio z zastosowania na dnie kadłuba pod wieżą radzieckiego karuzelowego automatu ładowania, obsługującego gładkolufową armatę 2A46 kalibru 125 mm.
Eliminacja czwartego członka załogi (ładowniczego) sprawiła, że obsada wozu liczy 3 żołnierzy (dowódca, działonowy i mechanik-kierowca). Znajdują się oni w bezpośrednim sąsiedztwie mechanizmów automatu i jednostki ognia liczącej do 42 nabojów. W realiach długotrwałych operacji bojowych taka architektura przyśpiesza zmęczenie załogi i utrudnia ewentualną ewakuację w przypadku przebicia pancerza. Automat ładujący zapewnia jednak stałą szybkostrzelność na poziomie 6-8 strzałów na minutę (w przypadku awarii mechanizmu i konieczności ręcznego dosyłania ciężkich, dzielonych pocisków, tempo spada do zaledwie 1-2 strzałów na minutę).

Dane taktyczno-techniczne – porównanie
| Cecha | PT-91 Twardy | PT-91M Malaj | T-72M1 (Baza) | Leopard 2A4 |
| Masa bojowa | 45,9 t | 47,5 t | 41,5 t | 55,1 t |
| Wymiary (Dł. / Szer. / Wys.) | 9,53 m / 3,59 m / 2,19 m | 9,53 m / 3,59 m / 2,19 m | 9,53 m / 3,59 m / 2,19 m | 9,67 m / 3,70 m / 2,80 m |
| Załoga | 3 osoby | 3 osoby | 3 osoby | 4 osoby |
| Uzbrojenie główne | Armata 2A46 kalibru 125 mm | Armata 2A46MS kalibru 125 mm | Armata 2A46 kalibru 125 mm | Armata Rheinmetall L/44 kalibru 120 mm |
| Uzbrojenie pomocnicze | WKM NSW kalibru 12,7 mm karabin maszynowy PKT kalibru 7,62 mm | WKM M2HB kalibru 12,7 mm karabin maszynowy FN kalibru MAG 7,62 mm | WKM NSW kalibru 12,7 mm karabin maszynowy PKT kalibru 7,62 mm | 2x karabin maszynowy MG3 kalibru 7,62 mm |
| Napęd | PZL-Wola S-12U (850 KM) | PZL-Wola S-1000R (1000 KM) | W-46-6 (780 KM) | MTU MB 873 Ka-501 (1500 KM) |
| Prędkość (Szosa / Teren) | do 60 km/h / 35-45 km/h | do 65 km/h / 40-50 km/h | do 60 km/h / 35-45 km/h | do 68 km/h / ok. 45 km/h |
| Zasięg operacyjny | około 560 km | około 700 km | około 530 km | około 550 km |
Pancerz reaktywny ERAWA (1 i 2)
Bazowe, stalowo-kompozytowe opancerzenie czołgu PT-91 pod względem struktury i grubości było identyczne z tym stosowanym w T-72M1. Przednia płyta kadłuba to wielowarstwowy układ litych płyt pancernych i wkładu z tekstolitu szklanego (tzw. pancerz przestrzenny) o łącznej grubości fizycznej około 230 mm. Dzięki silnemu nachyleniu pod kątem 68° od pionu, zapewniało to ekwiwalent grubości na poziomie około 400 mm jednorodnej stali walcowanej (RHA). Z kolei najgrubsze miejsca pancerza wieży (odlewanej z wewnętrznymi wkładami piaskowymi) osiągały fizyczną grubość do około 400 mm.
Kluczowym elementem osłony, który nadał maszynie charakterystyczny wygląd i znacząco podniósł jej przeżywalność, był pancerz reaktywny ERAWA (skrót od Explosive Reactive Armour Wiśniewski Adam). Twórcą tego krajowego rozwiązania był prof. dr inż. Adam Wiśniewski z Wojskowego Instytutu Techniki Uzbrojenia (WITU).

Zasada działania systemu ERAWA opiera się na przeciw-eksplozji. Na pancerzu właściwym zamontowano stalowe kasetki zawierające materiał wybuchowy. Kluczową przewagą konstrukcyjną polskiego rozwiązania nad starszymi systemami radzieckimi (takimi jak Kontakt-1) jest bezinwazyjny sposób montażu. Kasetki ERAWA mocowane są do dospawanych do pancerza zasadniczego trzpieni za pomocą specjalnych śrub. Taki zabieg technologiczny pozwala załodze na błyskawiczną i bezproblemową wymianę zdetonowanych lub uszkodzonych modułów bezpośrednio w warunkach polowych, przy użyciu podstawowych narzędzi. Dodatkowo, niewielkie rozmiary polskich kostek umożliwiają ich niezwykle gęste spasowanie, co minimalizuje zjawisko powstawania niebezpiecznych luk (tzw. stref osłabionych) w płaszczu ochronnym czołgu. W momencie uderzenia wrogiego pocisku kumulacyjnego (HEAT), formujący się strumień kumulacyjny inicjuje eksplozję ładunku wewnątrz kostki. Wybuch ten odrzuca stalowe płytki kasetki z dużą prędkością w kierunku pocisku, przecinając i skutecznie rozpraszając strumień, co drastycznie niweluje jego siłę przebicia.
Wyróżnia się dwa warianty tego pancerza: jednowarstwową kasetkę ERAWA-1 oraz cięższą, dwuwarstwową ERAWA-2. Badania poligonowe dowiodły, że pancerz ERAWA znacząco redukuje prawdopodobieństwo penetracji i jest zoptymalizowana głównie przeciw pociskom HEAT (RPG-7, AT-4). ERAWA-1 obniża przebijalność głowic kumulacyjnych o około 50-70%, natomiast ERAWA-2 o około 70-80%. Co istotne, polskie kasetki wykazują również skuteczność (redukcja rzędu 20-30%) przeciwko podkalibrowym pociskom kinetycznym z twardym rdzeniem (APFSDS), zaburzając trajektorię penetratora podczas przebijania kasetki.
Ponadto inżynierowie WITU zadbali o obniżenie sygnatury radiolokacyjnej pojazdu – powierzchnię kostek pokryto specjalną warstwą antyradiolokacyjną (1K2KS) absorbującą fale radarowe, co utrudnia wrogim systemom wykrycie czołgu. Ochrona ta jest jednorazowa w danym punkcie – po detonacji kostki konkretny fragment pancerza pozostaje odsłonięty. Dodatkowo eksplozja ładunku i odrzucane z dużą prędkością odłamki kasetki stanowią poważne zagrożenie dla własnej piechoty operującej w bezpośrednim sąsiedztwie wozu, co jest typowym skutkiem ubocznym stosowania każdego pancerza reaktywnego.

Uzbrojenie, SKO DRAWA i system OBRA
Najważniejszą przewagą bojową polskiego wozu nad jego protoplastą była cyfryzacja procesu namierzania celów. Radzieckie pojazdy z rodziny T-72 cechowały się niską celnością w ruchu, a ich możliwości operowania w nocy opierały się na starszej generacji noktowizji, wymagającej użycia aktywnych, demaskujących reflektorów podczerwieni. PT-91 Twardy otrzymał rodzimy system kierowania ogniem (SKO) o kryptonimie DRAWA (montowany w pierwszych seriach jako SKO-1M Drawa, a w późniejszych jako nowocześniejszy SKO-1T Drawa-T z dalmierzem laserowym i kamerą termowizyjną opartą na importowanych modułach izraelskich). SKO automatycznie pobiera dane balistyczne i meteorologiczne – od temperatury lufy, przez odległość do celu, aż po prędkość wiatru, pozwalając na precyzyjne oddanie strzału w ruchu. Działonowy dysponuje termowizorem, a dowódca przyrządem POD-72 o powiększeniu dziennym 8x. System łączności oparto na radiostacji R-173 z odbiornikiem R-173P, a w późniejszych wersjach na cyfrowym systemie Fonet.
Gładkolufowa armata może strzelać pociskami podkalibrowymi APFSDS (wyposażonymi w rdzenie z węglików spiekanych lub stopów wolframu), przebijającymi od 290 do 340 mm stali pancernej na dystansie 2000 m. Aby uniezależnić się od przestarzałych, radzieckich zapasów amunicji (np. pocisków BM-15), polski przemysł zbrojeniowy uruchomił programy rozwoju własnych środków bojowych. W latach 90. opracowano krajową amunicję podkalibrową z rdzeniem wolframowym o kryptonimie „Ryś”. Z czasem, we współpracy technologicznej z firmami izraelskimi, polskie zakłady (m.in. Mesko) wdrożyły do produkcji znacznie nowocześniejsze pociski APFSDS-T typu „Pronit”. Charakteryzowały się one wyższą przebijalnością i lepszą balistyką. Penetrator z ciężkiego stopu wolframu o masie 3,59 kg osiąga prędkość 1660 m/s, co pozwala na penetrację 520 mm RHA z odległości 2 km. Kumulacyjne ładunki HEAT typu 3WBK10 osiągały przebijalność rzędu 440 mm, pozwalając na rażenie pojazdów opancerzonych na dystansach do 4 km, natomiast pociski odłamkowo-burzące umożliwiają niszczenie siły żywej z odległości 5 km ogniem bezpośrednim (lub do około 12,2 km przy zastosowaniu ognia pośredniego z zakrytych stanowisk).
Wóz zintegrowano z polskim systemem ostrzegawczym o opromieniowaniu laserowym SSC-1 Obra. To elektroniczne urządzenie pełni rolę systemu wczesnego ostrzegania, wykrywając w ułamku sekundy, że czołg znalazł się w wiązce wrogiego dalmierza laserowego lub oświetlacza przeciwpancernych pocisków kierowanych (PPK). Czujniki systemu OBRA charakteryzuje się wysoką czułością, mogąc wykryć zagrożenie z odległości do 6000 m. System błyskawicznie alarmuje załogę o kierunku namierzania i może automatycznie wystrzelić w tamtą stronę granaty dymne z wyrzutni Tellur. Gęsta chmura dymu i aerozoli rozprasza wiązkę lasera przeciwnika, pozwalając załodze Twardego na wykonanie uniku i zmianę pozycji. Bezpieczeństwo potęguje również nowoczesny system przeciwwybuchowy i przeciwpożarowy (system Deugra) obejmujący przedział bojowy i napędowy, oraz pełen zestaw filtrów ochrony przed bronią masowego rażenia (ABC).

Napęd
Ciężki pancerz ERAWA oraz dodatkowe wyposażenie elektroniczne zwiększyły masę całkowitą wozu do 45,9 tony, co przy pozostawieniu starego napędu doprowadziłoby do spadku manewrowości na polu walki. Fabryczny T-72M1 napędzany był silnikiem W-46-6 o mocy 780 KM. Polscy inżynierowie z warszawskich zakładów mechanicznych PZL-Wola dokonali modyfikacji tej konstrukcji, tworząc 12-cylindrowy silnik wysokoprężny oznaczony jako S-12U. W ramach prac rozwojowych wprowadzono sporo zmian i modyfikacji: blok otrzymał wzmocniony wał korbowy, zastosowano inne stopy dla tłoków oraz wdrożono wydajniejszy system smarowania ciśnieniowego.
Dzięki tym zabiegom moc silnika wzrosła do 850 KM, co pozwoliło zachować odpowiedni stosunek mocy do masy dla cięższego wozu. Zaletą jednostki S-12U była jej elastyczność logistyczna – jako silnik wielopaliwowy, w sytuacjach kryzysowych lub przy przerwanych łańcuchach dostaw, mógł pracować nie tylko na podstawowym oleju napędowym, ale z powodzeniem spalał również naftę lotniczą czy benzynę silnikową. Wiązało się to jednak z odpowiednio wysokim zużyciem paliwa.
Przy standardowym paliwie, czołg, rozpędzający się do prędkości maksymalnej wynoszącej 60 km/h na drogach utwardzonych i poruszający się w tempie 35-45 km/h w trudnym terenie, zużywał średnio około 280-300 litrów paliwa na 100 km w marszu szosowym i od 430 do 480 litrów na 100 km podczas jazdy w warunkach terenowych.

Wersje i demonstratory technologii
PT-91Z Hardy
Zanim doszło do podpisania umowy z Malezją, polscy inżynierowie musieli udowodnić wyższość Twardego na zagranicznym poligonie. W tym celu opracowano w pełni funkcjonalny prototyp oznaczony jako PT-91Z Hardy. Zastosowano w nim nowoczesny, francuski system kierowania ogniem SAVAN-15. To właśnie ten pojedynczy, demonstracyjny egzemplarz stanął do testów w Malezji, gdzie zwyciężył w bezpośredniej rywalizacji z m.in. rosyjskim T-90, ukraińskim T-84 i południowokoreańskim K1.
Próby te miały charakter kompleksowy i odbywały się w skrajnie trudnych warunkach klimatycznych, obejmując forsowne marsze w dżungli oraz operowanie w grząskim, błotnistym terenie. PT-91Z Hardy jako jedyny z testowanych wozów zachował pełną sprawność mechaniczną przez cały okres badań, pokonując bez awarii dystans blisko 2500 km. Wygrana w tym przetargu stała się bezpośrednim fundamentem do prac nad ostateczną, seryjną wersją eksportową.
PT-91M Pendekar (Malaj)
Na początku lat 2000. sytuacja finansowa polskiego przemysłu zbrojeniowego była bardzo trudna. Zamówienia ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej ulegały znacznej redukcji, co wymusiło na zarządzie gliwickich zakładów poszukiwanie rynków zbytu poza Europą. Największym sukcesem eksportowym polskiej zbrojeniówki w tym okresie okazał się kontrakt z władzami w Kuala Lumpur (o wartości około 368 mln USD). 11 kwietnia 2003 roku Bumar podpisał oficjalną umowę na dostawę 48 nowych czołgów PT-91M (oraz kilkunastu wozów zabezpieczenia technicznego i wsparcia) dla sił zbrojnych Malezji.

Dostarczone ostatecznie w latach 2007-2009 maszyny stały się najbardziej zaawansowaną wersją polskiego wozu. Model PT-91M Pendekar (początkowo określany w kraju roboczo jako Malaj) był głęboko zmodernizowanym czołgiem, w którym polską platformę zintegrowano z nowoczesnymi podzespołami zachodnimi. Wóz ten stanowił rozwinięcie sprawdzonych rozwiązań z testowanego wcześniej prototypu PT-91Z Hardy. Zastosowano w nim francuski system kierowania ogniem Savan-15 firmy Sagem, który znacząco podniósł precyzję strzału w ruchu. Standardowy polski silnik zastąpiono nową jednostką napędową S-1000R o mocy 1000 KM, zintegrowaną z automatyczną przekładnią ESM-350M niemieckiej firmy Renk.
Wymianie uległo również uzbrojenie główne – wóz otrzymał słowacką armatę gładkolufową 2A46MS kalibru 125 mm (opracowaną przez firmę Konstrukta Defence). Standaryzacji do wymogów NATO uległo uzbrojenie pomocnicze: radzieckie karabiny maszynowe zastąpiono wielkokalibrowym karabinem maszynowym M2HB kalibru 12,7 mm oraz sprzężonym z armatą karabinem FN MAG kalibru 7,62 mm. Wóz otrzymał ponadto nowy system łączności wewnętrznej (SOTAS) i zewnętrznej (Thales), bardziej wytrzymałe gąsienice niemieckiej firmy Diehl (typ 840I), a dowódca zyskał niezależny, panoramiczny przyrząd obserwacyjny VIGY-15. Zmiany w układzie napędowym sprawiły, że ważący około 47,5 tony Pendekar charakteryzował się lepszą dynamiką i był w terenie szybszy od standardowych, polskich PT-91 o około 5 km/h. Zbudowano łącznie 48 czołgów tego typu.
PT-91P i inne projekty eksportowe
Zachęceni sukcesem w Azji, przedstawiciele Bumaru zintensyfikowali poszukiwania kolejnych rynków zbytu, kierując ofertę m.in. do państw Ameryki Południowej. W odpowiedzi na peruwiański plan modernizacji sił zbrojnych i wymiany przestarzałej floty pancernej (opartej w dużej mierze na wozach T-55), polski przemysł przygotował ofertę bazującą na modelu oznaczonym jako PT-91P.

Pod względem mechanicznym pojazd opierał się na standardowym układzie PT-91, jednak otrzymał unowocześniony pakiet elektroniczny. Czołg zintegrowano z nowoczesnymi systemami łączności (m.in. radiostacjami Radmor), systemem zarządzania polem walki (BMS) oraz zaktualizowanym systemem kierowania ogniem Drawa-TG wyposażonym w kamerę termowizyjną. Na potrzeby testów terenowych zbudowano jeden egzemplarz demonstracyjny, który w maju 2009 roku (przy okazji międzynarodowych targów zbrojeniowych SITDEF w Limie) zaprezentowano w Peru, a następnie poddano rygorystycznym próbom poligonowym w Andach.
Polski wóz uzyskał pozytywne oceny techniczne ze strony peruwiańskich wojskowych. Niestety mimo dobrych wyników trakcyjnych i korzystnej relacji kosztów do jakości, Bumar ostatecznie przegrał rywalizację z ofertą z Chin – promowanym przez Pekin eksportowym czołgiem MBT-2000 (VT-1A). Docelowa transakcja między Limą a Pekinem ostatecznie nie doszła jednak do skutku. Chociaż pięć egzemplarzy MBT-2000 dotarło do Peru i wzięło udział w defiladzie wojskowej w grudniu 2009 roku, państwo to ostatecznie zrezygnowało z zakupu i zwróciło wozy w 2010 roku. Głównym powodem anulowania kontraktu był stanowczy sprzeciw Ukrainy, która była producentem silników 6TD-2 napędzających chińskie czołgi i zablokowała prawo do ich reeksportu na rynek południowoamerykański.
Poza wersją peruwiańską (PT-91P), Bumar-Łabędy promował na rynkach zagranicznych model PT-91A1 – wczesną propozycję modernizacji napędowej z silnikiem S-1000 o mocy 1000 KM, rozwijanym w latach 90. Kolejnym projektem był zaprezentowany w 2007 roku demonstrator PT-91Ex, eksportowe rozwinięcie technologii z programu malezyjskiego (PT-91M). Wóz zintegrowano z zaawansowaną optoelektroniką, nowym systemem kierowania ogniem oraz – istotnym na zagranicznych poligonach – pomocniczym agregatem prądotwórczym (APU) i klimatyzacją, poprawiającymi komfort załogi w gorącym klimacie. Żaden z tych pojazdów nie znalazł jednak zagranicznych nabywców ani nie przeszedł do produkcji seryjnej.

PT-91U, PT-16 i PT-17
W kolejnej latach po projektach PT-91M i PT-91P, w obliczu starzenia się platformy T-72/PT-91, polski przemysł obronny (skonsolidowany w ramach Polskiej Grupy Zbrojeniowej) zaczął prezentować na kieleckim Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego (MSPO) pakiety głębokiej modernizacji podwozi poradzieckich.
Pierwszą z tych koncepcji był zaprezentowany publicznie 5 września 2011 roku demonstrator PT-72U (wraz z opartymi na tej samej filozofii pakietami dedykowanymi dla Twardego, określanymi jako PT-91U lub PT-91EU dla wozów eksportowych) był bezpośrednią odpowiedzią na doświadczenia z konfliktów asymetrycznych i operacji stabilizacyjnych prowadzonych w Iraku oraz Afganistanie. Był to czołg zoptymalizowany pod kątem działań w terenie zurbanizowanym w miastach.
Na stropie wieży zainstalowano nowoczesne, zdalnie sterowane stanowisko strzeleckie (ZSMU) Kobuz, a tylne i boczne strefy kadłuba oraz wieży osłonięto lekkim pancerzem prętowym, mającym chronić wóz przed ostrzałem z granatników przeciwpancernych (m.in. z rodziny RPG). Dodano również system kamer zapewniający załodze dookólną świadomość sytuacyjną. Dodatkowo pojazd otrzymał system klimatyzacji, nowoczesne środki łączności oraz urządzenia do zagłuszania zdalnie odpalanych ładunków wybuchowych (IED). Pakiet ten pozostał jedynie w fazie prototypu i eksponatu targowego, ustępując wkrótce miejsca kolejnym demonstratorom, a ostatecznie decyzjom o zakupie fabrycznie nowych czołgów amerykańskich i południowokoreańskich.
Kolejnym ciekawym demonstratorem był zaprezentowany 6 września 2016 roku PT-16. Projekt ten zakładał odejście od kalibru 125 mm na rzecz gładkolufowej armaty kalibru 120 mm (zgodnej ze standardem amunicji NATO). Wóz otrzymał nową, spawaną wieżę oraz moduły pancerza kompozytowego, co wizualnie i koncepcyjnie zbliżało go do czołgów zachodnich.
Rok później, 5 września 2017 roku, polscy inżynierowie zaprezentowali projekt PT-17, będący efektem kooperacji polskiego przemysłu z podmiotami ukraińskimi. Czołg zintegrowano z ukraińską armatą gładkolufową KBM2 kalibru 120 mm oraz ukraińskim mechanizmem ładowania karuzelowego, dostosowanym do amunicji scalonej, panoramicznymi przyrządami obserwacyjno-celowniczymi dowódcy oraz zmodyfikowanym układem napędowym i jezdnym. Wyposażenie uzupełniły polskie głowice optoelektroniczne (GOC-1 Nike i GOD-1 Iris) oraz pomocniczy agregat prądotwórczy (APU). Ministerstwo Obrony Narodowej oceniło je chłodno: koszty masowej przebudowy wież i przezbrojenia starych podwozi do standardu PT-16 lub PT-17 były ekonomicznie nieuzasadnione, zbliżając się do kosztów pozyskania nowych wozów III generacji.
Pojazdy na podwoziu PT-91
WZT-3M, WZT-4, MID i PMC-90
Na podwoziu czołgu PT-91 zaprojektowano kilka specjalistycznych pojazdów wsparcia, które stworzono zarówno z myślą o Wojsku Polskim jak i odbiorcach zagranicznych. Chociaż pojazdy te w gruncie rzeczy wywodziły się z konstrukcji T-72, tak jak Twardy, były całkowicie nowymi pojazdami.

Podstawowym wozem zabezpieczenia technicznego w dywizjach zmechanizowanych Wojska Polskiego był WZT-3 (oparty na konstrukcji T-72M1), ale na bazie doświadczeń z prac nad tymi pojazdami, w 1999 roku wprowadzono do produkcji wariant WZT-3M, zbudowany bezpośrednio na podwoziu PT-91. Pojazd ten posiada architekturę zbliżoną do starszego modelu WZT-3, ale różni się od niego zmodernizowanym układem napędowym wywodzącym się z Twardego. Napęd maszyny zapewnia silnik Wola S-12U o mocy 850 KM. Wyposażenie obejmuje mechaniczną wyciągarkę główną (o dużej sile uciągu) oraz hydrauliczny żuraw, co pozwala na bezpieczną ewakuację z pola walki unieruchomionych czołgów o masie przekraczającej 45 ton. Wojsko Polskie pozyskało 29 pojazdów tego typu.
Rozwinięciem tej konstrukcji był WZT-4, zaprojektowany na potrzeby kontraktu eksportowego dla Malezji. Zgodnie z wymogami zamawiającego, azjatycki wariant wozu ewakuacyjnego otrzymał podzespoły zunifikowane z czołgiem bojowym PT-91M Pendekar, w tym jednostkę napędową S-1000R o mocy 1000 KM, zachodnią automatyczną skrzynię biegów oraz modyfikacje ułatwiające eksploatację w trudnych warunkach klimatu tropikalnego. Łącznie wyprodukowano i dostarczono 6 egzemplarzy tego pojazdu.
Na sprawdzonej platformie PT-91 polscy inżynierowie opracowali również ciężki pojazd dla wojsk inżynieryjnych – Maszynę Inżynieryjno-Drogową MID (noszącą kryptonim „Bizon-S”). Ten specjalistyczny sprzęt, wyposażony w szeroki lemiesz spycharkowy, ramię z łyżką koparki oraz wyciągarki, przeznaczony jest do pokonywania zapór inżynieryjnych przeciwnika, torowania dróg oraz przygotowywania zjazdów pod przeprawy wodne. Ze względu na wysokie koszty pozyskania tak wyspecjalizowanego sprzętu, dla Wojska Polskiego zbudowano ostatecznie zaledwie 8 egzemplarzy seryjnych (oraz jeden prototyp).

Do pokonywania rowów przeciwczołgowych i przeszkód wodnych opracowano most czołgowy PMC-90, wykorzystujący podwozie PT-91. Dla Wojska Polskiego wyprodukowano krótką serię 6 egzemplarzy tego pojazdu. Z kolei na potrzeby odbiorcy malezyjskiego stworzono wariant eksportowy PMC-Leguan, integrujący polskie podwozie z niemieckim systemem mostowym Leguan. Kontrakt dla Malezji objął dostawę 5 wozów w tej konfiguracji.
PZA Loara
Jednym z najciekawszych i najbardziej zaawansowanych wariantów specjalistycznych, jaki narodził się na podwoziu czołgu PT-91, był samobieżny przeciwlotniczy zestaw artyleryjski (PZA) Loara. U progu lat 90. obrona przeciwlotnicza polskich Wojsk Lądowych pilnie potrzebowała wysoce mobilnego systemu, który byłby w stanie nadążyć w trudnym terenie za nacierającymi jednostkami pancernymi, zapewniając im osłonę przed śmigłowcami i samolotami szturmowymi operującymi na niskich pułapach.
Zamiast stawiać na tańsze, lecz mniej odporne podwozia kołowe, polscy konstruktorzy zdecydowali się na wykorzystanie nośnika zapożyczonego z czołgu PT-91 (chociaż w testach wykorzystywano również podwozia T-72M1). Zapewniało to wysoką stabilność podczas prowadzenia ognia oraz odpowiednią przeżywalność załogi na polu walki. Na kadłubie osadzono nową, wysoce zautomatyzowaną wieżę. Główne uzbrojenie wozu stanowiły dwie sprzężone armaty automatyczne Oerlikon KDA kalibru 35 mm (produkowane na licencji w Polsce). System naprowadzania opierał się na dwóch współpracujących radiolokatorach: radarze trójwspółrzędnym (3D) do wstępnego poszukiwania i szybkiej identyfikacji celów, oraz niezależnym radarze śledzącym. Zestaw ten pozwalał na zwalczanie środków napadu powietrznego z wysoką precyzją (również w ruchu), oferując imponującą łączną szybkostrzelność na poziomie 1100 strzałów na minutę.
Prace koncepcyjne trwały od 1994 roku i zaowocowały powstaniem łącznie trzech prototypów. Pierwszy z nich przeszedł próby we wrześniu 2000 roku na poligonie Wicko Morskie, a drugi testowany był w latach 2002-2003. W 2003 roku powstał jeszcze jeden prototyp całkowicie oparty o podwozie PT-91. Ostatni z pojazdów został zaprezentowany we wrześniu 2004 roku na MSPO w Kielcach, a 9 grudnia 2004 roku trafił na stan uzbrojenia dywizjonu przeciwlotniczego 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.
Mimo obiecujących rozwiązań konstrukcyjnych i bardzo dobrych wyników celności osiąganych podczas testów poligonowych, program Loara od samego początku borykał się jednak z problemami finansowymi. Ze względu na wysokie koszty produkcji zaawansowanych systemów radiolokacyjnych i skomplikowanych mechanizmów wieżowych, a także z uwagi na zmianę priorytetów w doktrynie obronnej (preferującej tańsze, lekkie zestawy rakietowe i artyleryjsko-rakietowe na lżejszych nośnikach), Ministerstwo Obrony Narodowej wstrzymało finansowanie projektu. Zbudowane prototypy wycofano i umieszczono w magazynach.
Eksploatacja
Polska
Eksploatacja wozów PT-91 w jednostkach liniowych Wojska Polskiego rozpoczęła się w styczniu 1995 roku, kiedy to do 34. Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu trafiły pierwsze egzemplarze serii próbnej. Czołgiści, dotychczas przyzwyczajeni do analogowych maszyn postsowieckich, musieli opanować obsługę nowoczesnych systemów celowniczych i komputerów balistycznych. Początkowy okres intensywnej eksploatacji poligonowej pozwolił na zebranie uwag bezpośrednio od załóg. Na podstawie tych wniosków inżynierowie z zakładów Bumar wprowadzali bieżące poprawki do produkcji seryjnej.

Ciągłe udoskonalanie konstrukcji sprawiło jednak, że na przestrzeni lat w polskiej armii pojawiło się kilka podwersji tego samego czołgu. Choć modyfikacje wprowadzane między kolejnymi partiami nie były radykalne, w wojskowej logistyce pojawiła się długa lista wariantów. Wbrew potocznym opiniom, problem ten nigdy nie został w pełni rozwiązany – mimo cyklicznych remontów eksploatacyjnych, polska flota PT-91 nie została całkowicie ujednolicona do jednego, spójnego standardu (wozy różniły się m.in. generacjami systemów termowizyjnych – część wykorzystywała importowane kamery izraelskie, a część poddawana późniejszym remontom otrzymała nowoczesne polskie kamery KLW-1 Asteria – i modułami łączności).
Produkcja seryjna na potrzeby krajowe była bezpośrednio uzależniona od możliwości budżetowych Ministerstwa Obrony Narodowej. Ostatecznie dostawy dla polskiego wojska zakończono w 2002 roku, zamykając program liczbą 233 przekazanych wozów. W poszczególnych latach dostawy prezentowały się następująco: w latach 1994-1996 wyprodukowano łącznie 58 sztuk, w 1997 roku dostarczono kolejne 58 czołgów, jednak w 1998 roku cięcia finansowe zmniejszyły tę liczbę do zaledwie 7 maszyn. Zastrzyk środków w 1999 roku pozwolił na przekazanie 33 sztuk, a w roku 2000 do jednostek trafiło 50 wozów. Końcówka programu to stopniowe wygaszanie zamówień: 20 sztuk w 2001 roku i finalne 7 egzemplarzy w 2002 roku.
Początkowo, w polskim systemie obronnym PT-91 Twardy pełnił rolę podstawowego środka walki pancernej. Służba tych maszyn w czasie pokoju miała charakter szkoleniowy – polskie wozy tego typu przez dziesięciolecia nie brały udziału w misjach ekspedycyjnych ani bezpośrednich działaniach bojowych. Podczas manewrów w ramach struktur NATO, polska konstrukcja była jednak oceniana pozytywnie jako racjonalne i efektywne rozwinięcie platformy T-72. Ze względu na stopień zaawansowania systemów celowniczych i ochrony, PT-91 klasyfikowany jest jako czołg generacji II+.

Pojazdy te funkcjonowały w jednostkach równolegle ze starszymi i stopniowo przenoszonymi do rezerwy T-72M1, stanowiąc trzon wojsk pancernych aż do czasu pojawienia się w Polsce pierwszych zachodnich czołgów III generacji. Wraz z wdrażaniem czołgów Leopard 2A4 na zachodzie kraju, maszyny PT-91 były stopniowo przesuwane, trafiając ostatecznie na wyposażenie batalionów czołgów m.in. 1. Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej, 9. Braniewskiej Brygady Kawalerii Pancernej, 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej oraz 2. Brygady Zmechanizowanej ze Złocieńca, zabezpieczając tym samym wschodnią i północno-wschodnią flankę państwa.
Decyzja, która ostatecznie przypieczętowała los gliwickiej konstrukcji i wyznaczyła nowy kierunek rozwoju polskich wojsk pancernych, nadeszła z Zachodu. 29 stycznia 2002 roku Polska podpisała historyczną umowę, pozyskując z nadwyżek niemieckiej Bundeswehry pierwszą partię czołgów podstawowych Leopard 2A4. Choć niemiecki wóz o masie 55 ton pod względem koncepcyjnym wywodzi się z podobnego okresu zimnej wojny co radzieckie pojazdy ulepszone do standardu PT-91, był on maszyną pod niemal każdym względem technologicznie i ergonomicznie przewyższającą możliwości polskiego wozu.
Zachodni czołg III generacji dysponował 1500-konnym silnikiem, wysoką mobilnością, znacznie lepszą świadomością sytuacyjną załogi oraz armatą Rheinmetall kalibru 120 mm, skutecznie rażącą cele na znacznie większych dystansach niż gładkolufowe armaty wschodnie. Wnioski płynące z bezpośredniej, poligonowej eksploatacji ex-niemieckich maszyn równolegle z rodzimymi konstrukcjami uwypuklały fundamentalne niedostatki architektury Twardego. Polskie dowództwo dostrzegło, że ich konstrukcja osiągnęła technologiczny kres swojej nośności i podatności modernizacyjnej. Narodziła się wówczas koncepcja tzw. „leopardyzacji wojsk pancernych”, polegająca na stopniowym przechodzeniu na zachodnią technologię. Konsekwencją tej polityki było podpisanie 22 listopada 2013 roku umowy na pozyskanie kolejnej partii wozów z Niemiec (dostarczanych od 2014 roku), tym razem w nowocześniejszym, silniej opancerzonym wariancie Leopard 2A5.

Wraz z wdrażaniem Leopardów, definitywnie zaniechano planów dalszego, głębokiego rozwijania wozu PT-91. Analitycy MON wyliczyli, że ewentualna, kolejna wielka modernizacja starzejących się wozów nie podniosłaby już radykalnie ich walorów bojowych na współczesnym polu walki, a jednocześnie wiązałaby się z ogromnymi kosztami dla państwa. Ponadto sam program modernizacji niemieckich wozów do standardu Leopard 2PL pochłonął znaczne środki budżetowe, marginalizując koncepcje zajmowania się wyczerpanym technicznie, krajowym czołgiem.
PT-91 Twardy zaczął stawać się w Wojsku Polskim pojazdem drugoligowym. Ostatecznym zakończeniem koncepcji eksploatacji czołgów wywodzących się z rodziny T-72 stały się wielomiliardowe kontrakty zawarte na początku lat 20. XXI wieku na dostawy amerykańskich czołgów M1A1 FEP i M1A2 Abrams SEPv3 oraz południowokoreańskich K2 Black Panther. W perspektywie najbliższych lat te nowoczesne platformy mają całkowicie zastąpić w jednostkach liniowych wszystkie starsze, postsowieckie pojazdy – w tym również wysłużone już Twarde.
Ukraina
Przez niemal ćwierć wieku służby w Wojsku Polskim czołgi PT-91 Twardy nie brały udziału w działaniach bojowych. Przełomem okazała się pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę z 24 lutego 2022 roku. W obliczu zagrożenia, polskie władze podjęły decyzję o natychmiastowym przekazaniu ciężkiego sprzętu w celu wsparcia wojsk ukraińskich. W pierwszej fazie konfliktu (wiosną 2022 roku) Polska wysłała na front ponad 250 czołgów z rodziny T-72 (wersje M/M1 oraz zmodyfikowane, wyposażone w termowizję warianty M1R).

Kiedy okazało się, że konflikt będzie trwać, dostawy zachodnich maszyn III generacji znajdowały się dopiero na etapie negocjacji politycznych, podjęto decyzję o wysłaniu na wschód nowocześniejszego sprzętu. W lipcu 2022 roku rzecznik Agencji Uzbrojenia oficjalnie potwierdził przekazanie Ukrainie pierwszej partii wozów PT-91 Twardy. Z kolei na przełomie stycznia i lutego 2023 roku polski rząd ogłosił wysłanie kolejnego pakietu pancernego, w skład którego weszło m.in. następnych 30 egzemplarzy PT-91 (wysyłanych równolegle z pierwszą kompanią Leopardów 2A4). Łącznie szacuje się, że na front trafiło około 60 sztuk polskich czołgów, co pozwoliło stronie ukraińskiej na ukompletowanie co najmniej dwóch batalionów pancernych.
Logistyka tej operacji oraz przygotowanie załóg wymagały precyzyjnej koordynacji. Choć ukraińscy czołgiści byli doskonale zaznajomieni z bazową mechaniką czołgów z rodziny T-72, musieli przejść kilkutygodniowe szkolenia na polskich poligonach. Adaptacji wymagała obsługa specyficznego, polskiego systemu kierowania ogniem, nowoczesnych środków łączności oraz poznanie zasad działania i limitów pancerza reaktywnego ERAWA. Dla Kijowa nieliczne polskie Twarde stanowiły istotne wzmocnienie potencjału uderzeniowego. Zanim na froncie w większej liczbie pojawiły się zachodnie maszyny, PT-91 Twardy traktowany był jako jeden z ważniejszych pojazdów ukraińskich wojsk pancernych, oferując stosunkowo wysoki poziom zaawansowania technicznego (zwłaszcza w zakresie termowizji i systemów ostrzegania) wśród wszystkich zmodernizowanych maszyn poradzieckich w ukraińskim arsenale.
Wozy te trafiły na wyposażenie m.in. 22. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej oraz 117. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej. Swój właściwy chrzest bojowy PT-91 przeszły podczas ukraińskiej letniej ofensywy w obwodzie zaporoskim rozpoczętej 4 czerwca 2023 roku, a później w walkach obronnych w Donbasie. Mimo trudnych warunków i silnie ufortyfikowanych rosyjskich linii obronnych, polski pancerz i optoelektronika zebrały pozytywne recenzje od załóg. Czołgi PT-91 wzięły również aktywny udział w zaskakującej ofensywie sił ukraińskich w rosyjskim obwodzie kurskim rozpoczętej 6 sierpnia 2024 roku. W kolejnych latach ich rola spadła w związku z przesunięciem ciężaru walk na drony i przejściem do wojny pozycyjnej, w której czołgi nie są tak intensywnie wykorzystywane.

W działaniach bojowych polskie pojazdy mierzyły się z szerokim spektrum rosyjskiego sprzętu – od zmodernizowanych czołgów T-72B3, przez napędzane turbinami gazowymi T-80BVM, aż po zmasowany ogień artylerii lufowej. Kluczową przewagą taktyczną, która niejednokrotnie decydowała o przetrwaniu ukraińskich załóg, okazał się system kierowania ogniem Drawa-T. Polskie czołgi, dysponujące sprawną termowizją, posiadały zdolność wykrywania i identyfikacji celów w nocy, co idealnie wpisywało się w pancerną zasadę „kto pierwszy widzi, ten pierwszy strzela”. Ukraińscy żołnierze wielokrotnie chwalili precyzję polskiej armaty i szybkość przeliczeń komputera balistycznego, co pozwalało na skuteczne rażenie rosyjskich wozów bojowych i czołgów z dystansów przekraczających 2500 m.
Równie istotna okazała się przeżywalność wozu. Pancerz reaktywny ERAWA wykazał wysoką odporność na trafienia popularnymi rosyjskimi środkami przeciwpancernymi piechoty (m.in. z granatników RPG) oraz skutecznie rozpraszał strumienie kumulacyjne głowic stosowanych w rosyjskiej amunicji krążącej (dronach) z rodziny Lancet. W dostępnych źródłach informacji (OSINT) udokumentowano przypadki, w których polski PT-91 wycofywał się o własnych siłach z pola bitwy pomimo przyjęcia trafień kierowanymi pociskami przeciwpancernymi, skutecznie chroniąc wnętrze przed przebiciem. Wzmocniony silnik S-12U o mocy 850 KM zapewnia z kolei dynamikę pozwalającą na sprawniejszą zmianę pozycji i opuszczenie strefy rażenia artylerii, nawet w trudnych warunkach terenowych oraz tzw. rasputicy, nawiedzającej Ukrainę w okresie wiosennym.
Mimo tych zalet, oczywistym jest, że polskie maszyny również ponosiły straty. Ich głównym zagrożeniem na kierunku zaporoskim nie były jednak bezpośrednie starcia czołgowe, lecz gęste pola minowe. Najechanie na miny przeciwpancerne (np. TM-62M) skutkowało zerwaniem gąsienic i unieruchomieniem wozu, co wystawiało go na ogień artylerii. Poważnym zagrożeniem były również uderzenia z rosyjskich śmigłowców szturmowych Ka-52, odpalających przeciwpancerne pociski kierowane 9K121 Wichr. Choć polski system OBRA jest w stanie wykryć wiązkę lasera naprowadzającą ten pocisk i automatycznie postawić zasłonę dymną, potężna, tandemowa głowica Wichra uderzająca najczęściej z góry (w cienki pancerz stropu wieży) stanowiła wyzwanie przekraczające możliwości ochronne pancerza ERAWA.

Mimo poniesionych strat, w ocenie taktycznej żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy, PT-91 Twardy okazał się maszyną solidną, znacznie przewyższającą przeżywalnością i ergonomią walki typowe, niezmodernizowane wozy z rodziny T-72. Czołg, który powstał w dobie głębokiego kryzysu lat 90. jako projekt pomostowy, ostatecznie potwierdził swoją wartość bojową dekady później, stając się istotnym wsparciem ukraińskiej obrony.
Malezja
Historia azjatyckiej służby polskiego czołgu rozpoczęła się oficjalnie 11 kwietnia 2003 roku, gdy przedstawiciele rządu w Kuala Lumpur oraz polskiego Bumaru podpisali kontrakt na dostawę 48 sztuk czołgów podstawowych PT-91M Pendekar (słowo to w języku malajskim oznacza „Wojownik”), a także specjalistycznych wozów zabezpieczenia technicznego WZT-4, mostów PMC-Leguan i maszyn inżynieryjnych MID-M. Po fazie projektowej, w której uwzględniono dziesiątki poprawek zamawiającego, pierwszy prototyp zmontowano zimą 2005 roku, po czym poddano go rygorystycznym testom poligonowym na terenie Polski, odbywającym się przy udziale malezyjskich oficerów nadzorujących kontrakt.
Maszyna zadebiutowała publicznie na Dalekim Wschodzie 31 sierpnia 2005 roku podczas państwowej defilady z okazji Dnia Niepodległości w Kuala Lumpur, otwierając kolumnę wojsk pancernych. Właściwe dostawy ciężkiego sprzętu drogą morską z gliwickich zakładów zrealizowano ostatecznie w latach 2007-2009. W ramach umowy offsetowej, strona polska zobowiązała się również do ustanowienia w lokalnym przemyśle obronnym odpowiednich zdolności do obsługi technicznej i serwisowania tych wozów bojowych.

Wszystkie dostarczone przez polski przemysł czołgi trafiły na wyposażenie 11. Pułku Królewskiego Korpusu Pancernego (Rejimen ke-11 Kor Armor DiRaja), stacjonującego na co dzień w bazie wojskowej w Gemas. Codzienna eksploatacja w wilgotnym, równikowym klimacie wymagała od wozów zupełnie innej charakterystyki niż ta znana ze środkowoeuropejskich nizin. Aby sprostać tym wymogom, azjatycki wariant PT-91M został wyposażony w klimatyzację, która nie tylko skutecznie chroniła trzyosobową załogę przed udarem cieplnym, ale przede wszystkim chłodziła elektronikę wieży, oraz zaawansowany system kierowania ogniem Sagem Savan-15 i panoramiczny przyrząd obserwacyjny dowódcy VIGY-15.
Intensywna eksploatacja w trudnych warunkach sprawiła, że w drugiej dekadzie XXI wieku flota Pendekarów zaczęła borykać się z bardzo poważnymi problemami logistycznymi. Zamknięcie produkcji niektórych oryginalnych podzespołów w Polsce drastycznie odcięło Malezyjczyków od stabilnych dostaw kluczowych części zamiennych. Z czasem zużycie i awarie stały się dostrzegalne nawet publicznie, jak chociażby podczas incydentu z 26 sierpnia 2022 roku, gdy jeden z czołgów uległ niespodziewanej awarii napędu na środku ruchliwej autostrady w trakcie przygotowań do defilady.
Mimo pojawiających się w przestrzeni publicznej głosów krytyki i obaw niektórych parlamentarzystów o przestarzałość samej koncepcji konstrukcji, malezyjskie władze uznały, że polskie czołgi wciąż stanowią istotny element odstraszania potencjalnego wroga. 25 marca 2024 roku Ministerstwo Obrony Malezji oficjalnie ogłosiło przed parlamentem wdrożenie programu przedłużenia cyklu życia floty pancernej (Life Extension Program), który ma przedłużyć żywotność PT-91M.

Projekty Goryl, PT-94 i PT-97
Przy historii PT-91 Twardy warto wspomnieć o innych projektach, które w pewnym stopniu były z nim związane i miały istotny wpływ na polski przemysł obronny. Wdrożenie do służby czołgów PT-91 Twardy w połowie lat 90. rozbudziło ambicje planistów Wojska Polskiego. Dowództwo i projektanci uznali, że krajowy przemysł zbrojeniowy wychodzi z kryzysu i jest gotowy na znacznie większe wyzwania. W wojskowych ośrodkach badawczych rozpoczęto prace koncepcyjne i opracowywanie założeń taktyczno-technicznych dla przyszłych, całkowicie nowych czołgów.
W ramach ewolucyjnego rozwoju platformy zakładano, że na bazie doświadczeń z programu Twardego powstaną kolejne, głęboko zmodernizowane warianty o kryptonimach PT-94 oraz PT-97. Zgodnie z tymi założeniami, pojazdy te miały stanowić ulepszone wersje maszyny bazowej, w których stopniowo eliminowano by ograniczenia narzucone przez radziecką architekturę lat 70.
Najbardziej ambitnym przedsięwzięciem było jednak rozpoczęcie w pierwszej połowie lat 90. (koncepcję i makiety zaprezentowano szerzej m.in. w 1995 roku) prac analitycznych nad całkowicie nowym polskim czołgiem podstawowym III generacji, któremu nadano kryptonim „Goryl” (określanym też początkowo jako PT-94 Goryl). Pojazd ten miał być zaprojektowany całkowicie od podstaw, ostatecznie zrywając ze wschodnią doktryną budowy broni pancernej. Wizualnie i koncepcyjnie maszyna miała przypominać konstrukcje zachodnie. Projekt zakładał opracowanie nowej, kanciastej, spawanej wieży, zastosowanie wielowarstwowego opancerzenia kompozytowego oraz uzbrojenia głównego zgodnego ze standardami NATO (armata gładkolufowa kalibru 120 mm).

Ze względu na te obciążenia finansowe, niemożliwe do udźwignięcia dla transformującej się polskiej gospodarki, program budowy „Goryla” został zarzucony w drugiej połowie lat 90. W kolejnych latach koncepcja własnego czołgu wielokrotnie powracała w dyskusjach publicystycznych i wojskowych, jednak nigdy nie wyszła poza fazę analiz teoretycznych i pomniejszonych makiet.
Podsumowanie
Wprowadzenie do eksploatacji czołgów PT-91 Twardy było bez wątpienia inżynieryjnym sukcesem polskiego przemysłu obronnego doby transformacji ustrojowej. W przeciwieństwie do wielu zagranicznych koncepcji, które pozostały jedynie w fazie prototypu, PT-91 trafił do produkcji seryjnej i odniósł weryfikowalny sukces eksportowy. Opracowany i zmontowany w Gliwicach czołg prezentował w swoim czasie wysokie możliwości bojowe. Jego jednostkowa cena rynkowa była jednak zbyt wysoka, by skutecznie konkurować o zamówienia uboższych państw poszukujących tanich zamienników dla starszych wozów, a ograniczone moce produkcyjne polskiego przemysłu uniemożliwiały realizację masowych, wieloseryjnych dostaw w krótkim czasie.
Gdyby w krytycznym okresie lat 90. możliwości budżetowe pozwoliły na większą produkcję, a Twarde w szerszym stopniu wyparłyby radzieckie T-72M1, potencjał polskich wojsk pancernych u progu wejścia do NATO byłby znacznie wyższy. Dzięki temu inaczej wyglądałaby też kwestia dalszych modernizacji i rozwoju PT-91. Przy większej liczbie czołgów, kolejna głęboka przebudowa (np. do proponowanego na targach standardu PT-16), byłaby sensowna i ekonomicznie uzasadniona. Jednak przy niewielkiej liczbie Twardych, taka modernizacja, choć przydatna taktycznie, wiązałaby się z kosztami nieproporcjonalnymi do uzyskanego efektu, nie dorównując w pełni parametrom nowych czołgów III generacji.
Ostatecznie w latach 20. XXI wieku za konieczne uznano pozyskanie sprawdzonych wozów zachodnich i azjatyckich. Oparcie oddziałów pancernych o amerykańskie czołgi M1 Abrams oraz południowokoreańskie K2 Black Panther, choć obiektywnie optymalne z punktu widzenia szybkiego podniesienia potencjału odstraszania, przyniosło jednak ze sobą wyzwania dla utrzymania kompetencji krajowego przemysłu (dlatego tak kluczowe w przypadku K2 pozostają kwestie polonizacji i produkcji licencyjnej). Temat ten pozostaje jednak otwarty, ponieważ początkowe kontrakty na dostawy czołgów K2 były skonstruowane bez konsultacji z polskim przemysłem, przez co cały czas trwają prace nad dopracowaniem koncepcji czołgów K2PL.















