Na przełomie lat 90. i 2000. Słowenia zmodernizowała 30 swoich czołgów T-55 do standardu M-55S. W ramach zakrojonej na szeroką skalę modernizacji, wymieniono uzbrojenie systemy elektroniczne i poprawiono napęd oraz opancerzenie. Po krótkiej służbie czołgi te trafiły jednak do rezerwy i przez lata próbowano je sprzedać. Ostatecznie w 2022 roku trafiły do Ukrainy, gdzie wykorzystano je bojowo.
Geneza
Rozpad Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii wywołał gwałtowną redystrybucję uzbrojenia na Bałkanach. Jugosłowiańska Armia Ludowa (JNA) dysponowała potężnym arsenałem wojsk pancernych, opartym w przeważającej mierze na radzieckich pojazdach z rodziny T-54 i T-55. Kiedy 25 czerwca 1991 roku Słowenia ogłosiła niepodległość, wybuchł dziesięciodniowy konflikt zbrojny, zakończony podpisaniem porozumienia na wyspie Brioni 7 lipca 1991 roku. W międzyczasie, w wyniku operacji blokowania koszar i przejmowania magazynów wojskowych, siły słoweńskie weszły w posiadanie sprzętu wycofującej się armii federalnej.

Zalążek nowej armii, operujący początkowo jako Terytorialna Obrona Republiki Słowenii, zabezpieczył w ten sposób około 70-90 egzemplarzy czołgów T-55 (w Jugosławii oznaczonych również jako M-55). Maszyny te prezentowały różny stopień zużycia i wymagały przeglądów technicznych. Chociaż stanowiły najliczniejszy element rodzących się wojsk pancernych w Lublanie, ich parametry taktyczno-techniczne nie uległy zmianie od lat 60., co drastycznie ograniczało ich wartość bojową na tle ówczesnych standardów europejskich.
Sytuacja geopolityczna Słowenii w pierwszej połowie lat 90. była silnie zdeterminowana przez embargo Organizacji Narodów Zjednoczonych na dostawy broni do państw byłej Jugosławii. Zakaz ten, obowiązujący formalnie do 1996 roku, całkowicie odciął rząd Słowenii od możliwości pozyskania nowoczesnych zachodnich czołgów podstawowych, takich jak np. niemieckie Leopard 2, czy też innych, nawet starszych pojazdów używanych. Wojsko dysponowało tylko starzejącą się flotą T-55, która w przypadku ewentualnej agresji zewnętrznej stanowiłaby formację o bardzo ograniczonych możliwościach wobec nowocześniejszych systemów przeciwpancernych.
W 1994 roku Ministerstwo Obrony Republiki Słowenii podjęło decyzję o wdrożeniu programu głębokiej modernizacji posiadanych wozów, traktując go jako rozwiązanie pomostowe. W 1995 roku sformułowano szczegółowe wymagania taktyczno-techniczne, kładąc nacisk na skokowe zwiększenie siły ognia, przeżywalności załogi oraz prawdopodobieństwa trafienia pierwszym pociskiem. Inwestycja w stare T-55 miała zapewnić państwu minimum bezpieczeństwa na czas integracji ze strukturami NATO, zanim budżet pozwoli na nabycie pojazdów nowej generacji.

Program modernizacji M-55S
Głównym wykonawcą projektu modernizacji zostały państwowe zakłady mechaniczne STO RAVNE (później funkcjonujące pod nazwą Sistemska tehnika), jednak kluczowy transfer technologii zapewniły izraelskie koncerny Elbit Systems i IMI Systems. Izraelczycy posiadali w tamtym czasie największe doświadczenie w integracji zachodnich podzespołów z radziecką szkołą budowy czołgów, co udowodnili w własnych modyfikacjach zdobycznych wozów T-55 i T-62. Zmodernizowane czołgi otrzymały oznaczenie M-55S.
Ze względu na przyjęte założenia, proces modernizacji od początku był skomplikowany. Odlewana wieża T-55 oferowała bardzo ograniczoną przestrzeń na montaż nowych systemów elektronicznych i celowniczych. Inżynierowie z Elbit Systems musieli zaprojektować nowe wyposażenie tak, aby zmieścić cyfrowe bloki systemu kierowania ogniem bez drastycznego ograniczania ergonomii pracy celowniczego i dowódcy. Kolejnym istotnym problemem była zmiana uzbrojenia. Aby zwiększyć skuteczność czołgów, podjęto decyzję o wymianie radzieckiej armaty gwintowanej D-10T2S kal. 100 mm na brytyjskie działo Royal Ordnance L7A1 kalibru 105 mm (w wariancie modyfikowanym w Izraelu). Zabieg ten natychmiast ustandaryzował amunicję czołgową do norm NATO. Armata otrzymała przedmuchiwacz lufy, izolację termiczną zapobiegającą jej odkształcaniu pod wpływem temperatury oraz całkowicie nowy, dwupłaszczyznowy układ stabilizacji elektrohydraulicznej. Zapas amunicji zmniejszył się do 39 pocisków.
Aby w pełni wykorzystać nową armatę, czołgi wyposażono w cyfrowy systemem kierowania ogniem Fotona SGS-55, zaprojektowanym przez lokalny słoweński przemysł optyczny. System ten integrował cyfrowy przelicznik balistyczny z dalmierzem laserowym, co pozwalało na precyzyjne rażenie celów w ruchu. Dowódca wozu otrzymał niezależny przyrząd obserwacyjny Fotona COMTOS-55, który umożliwiał przejęcie kontroli nad armatą i prowadzenie ognia w trybie „hunter-killer” – funkcji charakterystycznej dla czołgów trzeciej generacji. Dodatkowo kierowca otrzymał peryskop obserwacyjny CODRIS z noktowizorem.

Aby zniwelować słabość bazowego opancerzenia T-55, firma Rafael Advanced Defense Systems dostarczyła pakiety ciężkiego pancerza reaktywnego (ERA) Super Blazer. Kostki materiału wybuchowego w stalowych kasetach szczelnie pokryły przednią półsferę wieży, przód kadłuba oraz górne fragmenty burt. System ten skutecznie neutralizował kumulacyjne głowice przeciwpancerne (HEAT) oraz osłabiał energię kinetyczną starszych typów penetratorów podkalibrowych (APFSDS). Na wieży zamontowano zestaw czujników systemu ostrzegania przed opromieniowaniem wiązką lasera LIRD-1A. W przypadku namierzenia wozu przez dalmierz przeciwnika lub głowicę pocisku kierowanego, system automatycznie odpalał wyrzutnie granatów dymnych IS-6, stawiając gęstą zasłonę aerozolową. Przestrzeń załogi doposażono również w nowoczesny system tłumienia ognia ze skróconym czasem reakcji oraz wymieniono systemy łączności.
Wprowadzone zmiany doprowadziły do skokowego wzrostu masy czołgu do 38 ton. W związku z tym, potrzebna była dalsza modernizacja, tym razem napędu. Zamiast instalacji całkowicie nowego power-packa, inżynierowie zdecydowali się na głęboką renowację i tuning oryginalnego, dwunastocylindrowego silnika wysokoprężnego W-55. Poprzez zmianę pomp wtryskowych, optymalizację układu chłodzenia oraz modernizację układu wydechowego, moc jednostki napędowej zwiększono z bazowych 580 KM do 600 KM. Warto w tym miejscu dodać, że powstała również koncepcja wyposażenia czołgu w silnik MAN o mocy 850 KM i nowy układ przeniesienia mocy, ale pojazd nie wyszedł poza fazę prototypu. Ta odmiana nosiła oznaczenie M-55S1.
Ponadto, niezbędnym modyfikacjom poddano układ jezdny, instalując nowe gumowo-metalowe sworznie w gąsienicach, co zmniejszyło wibracje i ułatwiło operowanie na drogach utwardzonych. Burty osłonięto grubymi fartuchami gumowymi, chroniącymi układ jezdny przed pociskami odłamkowymi. Wymieniono również amortyzatory hydrauliczne na pierwszej i ostatniej parze kół nośnych, aby zniwelować zjawisko „nurkowania” lufy podczas ostrego hamowania.

Eksploatacja
Przebieg modernizacji i wejście do służby
Z punktu widzenia finansów państwa, program M-55S stanowił gigantyczne obciążenie. Całkowity koszt doprowadzenia jednego wozu do nowego standardu szacowano na kwotę od 1,2 mln euro do 1,5 mln euro w cenach z końca lat 90. Biorąc pod uwagę fakt, że programem objęto 30 egzemplarzy czołgów, które były najmłodsze i w najlepszym stanie (początkowo rozważano modernizację 60 egzemplarzy), suma kontraktu sięgnęła ponad 40 mln euro, co stanowiło znaczną część funduszy przeznaczonych na inwestycje zbrojeniowe. Olbrzymie koszty od początku wzbudzały kontrowersje wśród polityków, wojskowych i w mediach. Z jednej strony, kwota ta stanowiła zaledwie ułamek ceny zakupu trzydziestu fabrycznie nowych zachodnich czołgów podstawowych. Z drugiej strony, najdroższe na rynku komponenty optoelektroniczne umieszczono w w gruncie rzeczy przestarzałych, wyeksploatowanych czołgach, wyprodukowane w latach 60. Decyzję tę motywowano ostatecznie utrzymaniem zatrudnienia w krajowych zakładach zbrojeniowych oraz budową niezależnego zaplecza serwisowego na terytorium Słowenii, jednak nie ucięło to wątpliwości.
Pierwsze 12 zmodernizowane wozów zjechało z linii produkcyjnej zakładów w Ravne w 1998 roku, a ostatnie przekazano wojsku w 2001 roku. Zrekonstruowane maszyny przydzielono do struktur 74. Batalionu Pancerno-Zmechanizowanego (74. oklepno-mehanizirani bataljon), stacjonującego w Mariborze. Pojazdy bardzo intensywnie wykorzystywano do szkolenia, co przełożyło się na liczne problemy techniczne, wynikające z przeciążania konstrukcji. W związku z tym, już w 2006 roku podjęto decyzję o wycofaniu M-55S do rezerwy. Wynikało to z kilku czynników.
Dowództwo słoweńskiej armii uznało, że będące na wyposażeniu czołgi M-84 (jugosłowiańska odmiana T-72M), których w Słowenii było około 58 (obecnie 13 pozostaje w służbie, jako pojazdy treningowe), prezentują zdecydowanie większą wartość bojową. Ponadto, zmianie uległa doktryna wykorzystania słoweńskiej armii, która miała być przeznaczona do działań asymetrycznych i ekspedycyjnych. W związku z tym, zapotrzebowanie na komponent ciężki uległo znacznemu zmniejszeniu. Wozy M-55S wycofano więc z linii i zmagazynowano w bazach rezerwy sprzętowej, w tym na terenie kompleksu wojskowego w miejscowości Pivka. Proces konserwacji długoterminowej wymagał demontażu elementów wybuchowych pancerza reaktywnego oraz szczelnego zabezpieczenia czułej optoelektroniki.

Próby odsprzedaży w latach 2016-2021
Przez 10 lat czołgi stały w magazynach, a sens ich przechowywania był coraz mniejszy. Z drugiej strony, mając w pamięci koszt ich modernizacji, słoweńskie władze nie chciały się ich po prostu pozbyć. W związku z tym, Ministerstwo Obrony Słowenii wystawiło zmagazynowane czołgi na sprzedaż. W 2016 roku zaoferowano międzynarodowym podmiotom pakiet 30 egzemplarzy M-55S oraz kilkadziesiąt bojowych wozów piechoty BVP M80A. Zainteresowani zakupem mogli składać oferty do 23 listopada, z zastrzeżeniem, że kupujący musieli nabyć cały pakiet – wszystkie czołgi lub bwp razem. Dodatkowo chętni musieli wnieść zabezpieczenie w wysokości 500 tys. euro w przypadku czołgów lub 300 tys. euro w przypadku bwp. Słoweńskie ministerstwo obrony zaznaczało również, że chętni muszą przygotować się na dosyć czasochłonny proces sprzedaży wozów, ponieważ wraz z pojazdami zostanie przekazana szczegółowa i zweryfikowana dokumentacja techniczna poszczególnych wozów. Środki uzyskane ze sprzedaży czołgów i bwp miały posłużyć do zakupienia wyposażenia dla dwóch nowych batalionowych grup bojowych piechoty.
Aukcja nie spotkała się jednak z żadnym zainteresowaniem (chociaż według niepotwierdzonych informacji, jeden pojazd został jednak sprzedany nieznanej firmie z Czech). Wynikało to z małej ilości dostępnych wozów, która nie była wystarczająca dla armii państw Trzeciego Świata, które cały czas wykorzystują czołgi rodziny T-55. Z drugiej strony, mimo gruntownej modernizacji, M-55S dalej traktowano jako konstrukcję przestarzałą, przez co dysponujące większymi środkami finansowymi kraje, wolały inwestować w nowe czołgi. Do ponownej próby upłynnienia sprzętu doszło w 2018 roku. Cena wywoławcza całego pakietu uległa drastycznej redukcji, a pojedynczy pojazd wraz z pakietem części zamiennych wyceniano na niespełna 820 tys. euro. Mimo promocyjnej kwoty, żaden kontrakt nie został podpisany. W międzyczasie jeden M-55S został zachowany w Słowenii w celach muzealnych.
Przekazanie siłom zbrojnym Ukrainy
Sytuacja uległa zmianie w 2022 roku, kiedy to pojawiła się nowa nadzieja dla starych M-55S. Wraz z wybuchem wojny rosyjsko-ukraińskiej, doszło w pierwszych miesiącach walk do licznych starć pancernych, co przełożyło się na spore straty po obu stronach. Ukraińskie zapasy ciężkiego sprzętu były na tyle małe, że nie był w stanie pokryć tych strat, w związku z czym władze w Kijowie zwróciły się o pomoc do społeczności międzynarodowej. Słoweńskie M-55S stały się idealnym kandydatem do przekazania na wschód dzięki niemieckiemu programowi okrężnej wymiany sprzętu wojskowego, znanemu jako „Ringtausch”. 19 września 2022 roku kanclerz Olaf Scholz oraz premier Słowenii Robert Golob ogłosili publicznie ostateczne warunki trójstronnego kontraktu.

Na mocy umowy, Lublana zobowiązała się wysłać na terytorium Ukrainy 28 egzemplarzy czołgów M-55S, uszczuplając o tę liczbę własne głębokie rezerwy. W zamian niemiecki rząd zadeklarował sfinansowanie i dostarczenie słoweńskiej armii 45 fabrycznie nowych ciężarówek Rheinmetall MAN KAT1 w konfiguracji 8×8 oraz pakietu cystern polowych. Operacja ta pozwoliła Słowenii wymienić niechciane, zmagazynowane maszyny na istotny sprzęt logistyczny, spełniający normy NATO.
Reaktywacja czołgów po kilkunastu latach postoju w magazynach w Pivce była trudnym procesem. Mimo prawidłowych warunków magazynowania, wszystkie przewidziane do przekazania egzemplarze musiały przejść przeglądy i remonty. W październiku 2022 roku pojazdy przeszły przegląd weryfikacyjny, obejmujący wymianę uszczelnień silników, weryfikację układów hydromechanicznych oraz ponowny montaż pełnych kaset pancerza Super Blazer. Sprawdzono również kalibrację aparatury celowniczej, upewniając się, że laserowe dalmierze pracują bez odchyleń od normy. Transport zorganizowano w ścisłej tajemnicy, wykorzystując trakcję kolejową. Zamaskowane platformy przewiozły czołgi przez terytorium państw sojuszniczych. Formalne i wizualne potwierdzenie dotarcia sprzętu do miejsca docelowego pojawiło się w listopadzie 2022 roku, gdy do sieci wyciekły pierwsze materiały wideo prezentujące wozy w ukraińskim kamuflażu pikselowym podczas prób drogowych w zachodnich obwodach kraju.
Wojna rosyjsko-ukraińska
Wprowadzenie słoweńskich wozów do struktury Sił Zbrojnych Ukrainy natychmiast wywołało falę aktywności rosyjskich ośrodków walki informacyjnej. Rosyjskie kanały na Telegramie seryjnie publikowały doniesienia o rzekomym zniszczeniu całej kompanii M-55S już w pierwszych tygodniach ich obecności w Ukrainie, zanim trafiły nawet na front. Jako „dowody” prezentowano sfabrykowane nagrania i zdjęcia, często przedstawiające zniszczone… rosyjskie pojazdy.

Równolegle prowadzono kampanię dezinformacyjną, która budowała narrację o „bezużytecznym antyku”. Propagandyści masowo zestawiali parametry techniczne M-55S z najnowocześniejszymi wozami T-90M Proryw, całkowicie ignorując kontekst taktyczny. W rzeczywistości ukraińskie dowództwo nigdy nie zakładało użycia zmodyfikowanych T-55 w roli czołgów przełamania, dedykowanych do starć pancernych. Realnym przeznaczeniem maszyny miało być wsparcie ogniowe piechoty z zamaskowanych pozycji oraz neutralizacja lekkich pojazdów opancerzonych wroga.
Początkowy plan wykorzystania maszyn opierał się na uzbrojeniu nowo formowanej 47. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, stanowiącej w czwartym kwartale 2022 roku trzon strategicznych rezerw ukraińskich. W trakcie cyklu szkoleniowego na poligonach w zachodniej Ukrainie załogi weryfikowały możliwości wozów. Ukraińscy czołgiści pozytywnie oceniali słoweński system kierowania ogniem oraz niezawodność optyki ułatwiającej identyfikację celów w nocy, lecz zgłaszali problemy z mobilnością. Zmodernizowany, ale obciążony silnik W-55 nie radził sobie w trudnych warunkach terenowych na rozmiękłych, czarnoziemnych traktach. Zanim jednostka weszła do walki w pełnej skali podczas letniej ofensywy, ukraińskie dowództwo zdecydowało o jej przezbrojeniu w znacznie cięższe, zachodnie czołgi podstawowe Leopard 2A6.
Wobec zmiany priorytetów sprzętowych, słoweńskie wozy przesunięto do oddziałów o niższym stopniu nasycenia zachodnią techniką pancerną. W połowie 2023 roku analitycy OSINT udokumentowali ich obecność w strukturach 67. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej. Formacja ta operowała w zalesionym, skomplikowanym topograficznie terenie na kierunku miast Kreminna i Lyman. W tym okresie wypracowano nową doktrynę taktyczną dla zmodernizowanych pojazdów. Zamiast operować na szpicy natarcia, wozy pełniły funkcję samobieżnych dział szturmowych. Załogi prowadziły precyzyjny ogień z zamkniętych i półzamkniętych pozycji ogniowych na dystansach do kilku kilometrów, polegając na koordynatach dostarczanych w czasie rzeczywistym przez bezzałogowce rozpoznawcze.
Kolejna rotacja sprzętowa nastąpiła w marcu 2024 roku, gdy ocalałe maszyny włączono w skład 5. Samodzielnej Brygady Pancernej. Decyzja ta była podyktowana logistyką – jednostka ta dysponowała już niemieckimi czołgami Leopard 1A5, wyposażonymi w identyczną, gwintowaną armatę L7 kal. 105 mm. Zgrupowanie wozów strzelających tym samym typem natowskiej amunicji w jednej brygadzie radykalnie uprościło łańcuchy dostaw i ułatwiło standaryzację procesów zaopatrzeniowych. Czołgi w tej konfiguracji pozostawały na pierwszej linii do grudnia 2024 roku, kiedy formację przeorganizowano w ciężką brygadę zmechanizowaną.
W styczniu 2025 roku M-55S przekazano do batalionu pancernego nowo sformowanej 159. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, co zostało ostatecznie potwierdzone wizualnie podczas ćwiczeń poligonowych wiosną 2026 roku. Co istotne, w warsztatach polowych wdrożono dodatkowe pakiety modernizacyjne. Aby zwiększyć odporność na głowice kumulacyjne, boczne fartuchy kadłuba obłożono radzieckimi kostkami pancerza reaktywnego Kontakt-1, a nad wieżami zamontowano stalowe ekrany prętowe, chroniące przed uderzeniami dronów kamikadze FPV z górnej półsfery. Raporty z pola walki wskazywały również na operacyjne przydziały pojedynczych plutonów do wsparcia jednostek takich jak 127. Brygada Obrony Terytorialnej, co ostatecznie przypieczętowało rolę czołgów M-55S jako mobilnych pojazdów wsparcia artyleryjskiego, trzymanych z dala od bezpośrednich starć z rosyjskimi czołgami.
Wbrew komunikatom rosyjskich służb prasowych, które wielokrotnie raportowały rzekomą całkowitą destrukcję słoweńskich maszyn w pierwszych tygodniach walk, do połowy 2024 roku w oparciu o dane Oryx, udokumentowano zaledwie ułamek zniszczonych M-55S z puli 28 egzemplarzy dostarczonych w 2022 roku. Pierwsza bezspornie potwierdzona wizualnie strata miała miejsce 11 lipca 2023 roku w rejonie miasta Kreminna, w pasie operacyjnym 67. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej. Wóz został bezpośrednio trafiony rosyjskim naprowadzanym laserowo pociskiem artyleryjskim Krasnopol kalibru 152 mm.
Kolejna, szczegółowo analizowana przez środowisko badaczy OSINT strata, została zarejestrowana w sierpniu 2024 roku podczas ofensywy Sił Zbrojnych Ukrainy w rosyjskim obwodzie kurskim. Nagrania z dronów zwiadowczych ukazały wypaloną sylwetkę czołgu M-55S na poboczu drogi, co stanowiło dowód na wykorzystanie tych maszyn w operacjach poza ukraińskim terytorium. Wóz, operujący najprawdopodobniej w składzie mobilnych grup zabezpieczających logistykę natarcia, padł ofiarą ataku z powietrza – najprawdopodobniej rosyjskiej amunicji krążącej z rodziny Lancet lub precyzyjnego uderzenia dronów (FPV). Według danych z marca 2026 roku, łącznie z opisanymi pojazdami, ukraińska armia utraciła zaledwie 4 egzemplarze M-55S.
Podsumowanie
Analizując program M-55S z perspektywy finansowo-wojskowej, słoweński program modernizacyjny dostarcza niejednoznacznych wniosków. Z jednej strony, wydanie 40 mln euro na sprzęt, który spędził większość cyklu życia w głębokiej rezerwie, jawi się jako zmarnowany kapitał. Z drugiej strony, inwestycja ta kupiła Słowenii cenny czas, podtrzymując funkcjonowanie krajowego przemysłu obronnego i zapewniając niezbędną kompatybilność logistyczną przed oficjalnym przystąpieniem do NATO 29 marca 2004 roku.
O wiele ciekawiej wygląda kwestia wykorzystania tych czołgów w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Przestarzałe z punktu widzenia Zachodu pojazdy, okazały się odpowiednie do specyficznych realiów tego konfliktu. Zmodernizowane M-55S wypadają lepiej od starych, występujących w różnych wersjach T-55 i T-62, które Rosjanie ściągają z swoich magazynów. Chociaż pełnią podobne funkcje pojazdów wsparcia, ex-słoweńskie czołgi dysponują mimo wszystko lepszym poziomem ochrony i skuteczniejszym uzbrojeniem. Równocześnie, w przeciwieństwie do np. projektu Ramzes II, będącego egipską próbą gruntownej modernizacji T-55, pojazdy te zachowały swój radziecki rodowód, co ułatwia ich ogólną eksploatację w ukraińskiej armii.

M-55S może być w pewnym stopniu porównany do polskich czołgów T-55AM Merida. Chociaż nasza rodzima modernizacja wysłużonych T-55 powstała wcześniej (więc korzystała z starszych technologii) i musiała być kompatybilna z uzbrojeniem oraz logistyką Państw Układu Warszawskiego (przez co nie wykorzystano żadnych rozwiązań zachodnich), oba pojazdy łączy to, że były jednymi z ostatnich gruntownych modernizacji T-55, które wprowadzono do regularnej eksploatacji. Łączy je również fakt, że prawdopodobnie 12 M-55S powstało w oparciu o wyprodukowane w Polsce czołgi T-55, a pozostałe były produkcji radzieckiej. Zakres zmian jest jednak na tyle duży, ostatecznie oba czołgi prezentują zupełnie inną jakość.
Polski czołg zachował oryginalne uzbrojenie, ale wymieniono w nim system kierowania ogniem na SKO-1 Merida, nowocześniejszy niż oryginalnie, ale technologicznie ustępujący systemowi Fotona SGS-55. Pod względem ochrony, Merida otrzymała dodatkowe opancerzenie stalowo-kompozytowe, które nie zapewniało odporności porównywalnej z pancerzem reaktywnym Super Blazer, a równocześnie było znacznie cięższe. Wymusiło to znacznie większą modernizację napędu niż w słoweńskim czołgu. Zarówno Meridę jak i M-55S wyposażono w podobne rozwiązania ochrony biernej, w postaci systemów ostrzegania przed opromieniowaniem wiązką laserem.
Nie da się bezpośrednio porównać T-55AM Merida i M-55S. Pod względem ekonomicznym, polska modernizacja była prostsza, tańsza i możliwa do zaimplementowania na większą skalę. Z drugiej strony, słoweńska modernizacja była bardziej skuteczna i zapewniła większy wzrost możliwości bojowych starego T-55.







