Jeszcze zanim do regularnej służby weszły amerykańskie lotniskowce przebudowane z krążowników liniowych, dowództwo US Navy zdało sobie sprawę z potrzeby budowy dedykowanych jednostek tej klasy, od początku projektowanych jako okręty lotnicze. Już w 1925 roku rozpoczęto prace nad pierwszym takim okrętem, jednak do służby wszedł on dopiero 9 lat później. USS Ranger (CV-4), bo o nim mowa, był pierwszym amerykańskim lotniskowcem zbudowanym od podstaw. Co ciekawe, był jednostką eksperymentalną i ostatecznie ślepą uliczką w rozwoju amerykańskich okrętów tej klasy.
Geneza
Po zakończeniu I wojny światowej mocarstwa morskie dążyły do zahamowania wyścigu zbrojeń, co zaowocowało podpisaniem w 1922 roku Traktatu Waszyngtońskiego. Dla Stanów Zjednoczonych oznaczało to drastyczne limity tonażowe. US Navy otrzymała pulę 137 160 ton wyporności standardowej przeznaczoną na lotniskowce. Po rozpoczęciu przebudowy dwóch krążowników liniowych na lotniskowce USS Lexington (CV-2) i USS Saratoga (CV-3) (zużywających ostatecznie aż 74 000 ton limitu), amerykańscy planiści stanęli przed dylematem: jak zagospodarować pozostały tonaż około 63 000 ton.

Wykorzystując luki przeliczeniowe tonażu, rozważano różne kierunki – budowę trzech dużych lotniskowców o wyporności około 23 000 ton, czterech mniejszych jednostek o wyporności 17 500 ton lub pięciu małych lotniskowców o wyporności około 14 000 ton. Większe okręty mogły posiadać lepsze wyposażenie, dużą grupę lotniczą i silne uzbrojenie oraz opancerzenie, ale mniejszych jednostek mogło być po prostu więcej. Po przeprowadzeniu analiz i gier wojennych w Naval War College, uznano, że większa liczba mniejszych jednostek jest bardziej praktyczna. Odpowiednio zaprojektowane, okręty miały zabierać więcej samolotów, ale kosztem opancerzenia i szybkości. Dzięki temu mogłyby wspierać działania floty np. w ramach zespołów pancerników (które nie należały do najszybszych). Równocześnie USS Lexington i USS Saratoga miały tworzyć własne, szybkie zespoły bojowe. W związku z tym, ostatecznie wybrano opcję pięciu najmniejszych jednostek.
Wybór koncepcji nie oznaczał jednak, że dalsze prace należały do łatwych. Potrzeba upchnięcia odpowiedniego wyposażenia i sporej grupy lotniczej na okręcie o wyporności niespełna 14 000 ton była karkołomnym zadaniem. W związku z tym, gdy w 1925 roku rozpoczęto prace projektowe nad pierwszym lotniskowcem, zespół projektowy musiał sięgnąć po niekonwencjonalne rozwiązania. Dodatkowym problemem było to, że US Navy nie posiadała wtedy żadnego doświadczenia w obsłudze lotniskowców, ponieważ USS Langley był tylko jednostką eksperymentalną, a większe okręty jeszcze nie zostały ukończone. Projekt stał się więc poligonem doświadczalnym, na którym w toku budowy wprowadzano zmiany w oparciu o napływające doświadczenie.
Eksperymentalny lotniskowiec
Na początkowym etapie prac projektowych, w oparciu o sugestie pilotów zdecydowano, że nowy lotniskowiec podobnie jak USS Langley, będzie posiadał gładki, pozbawiony wyspy i nadbudówek pokład. Miało to ułatwiać operacje lotnicze i niwelować zawirowania powietrza, generowane przez wystającą nad pokład wyspę. Był to jeden z największych problemów dla małych, lekkich dwupłatowców, które wówczas wykorzystywano. Wybór ten miał jednak istotne wady. Oficerowie nawigacyjni i dowódcy okrętów wskazywali na problemy związane z dowodzeniem jednostką bez wysokiego punktu obserwacyjnego. Brak wyspy utrudniał kierowanie ogniem artylerii przeciwlotniczej, obserwację horyzontu oraz koordynację manewrów w szyku floty. Kolejnym problemem był brak miejsca na kominy, które należało umieścić z boku kadłuba.

Ostatecznie po zatwierdzeniu projektu, 13 lutego 1929 roku Kongres autoryzował budowę nowego lotniskowca. Następnym krokiem był wybór stoczni, która miała go zbudować. O kontrakt walczyły trzy stocznie – Newport News Shipbuilding and Drydock Company, Bethlehem Shipbuilding Corporation i New York Shipbuilding Company. Ostatecznie 3 września 1930 roku wybór padł na pierwszą z nich, a koszt budowy miał wynieść 15,2 mln dolarów (współcześnie około 286 mln dolarów). 10 grudnia 1930 roku podjęto decyzję o nadaniu okrętowi nazwy USS Ranger i numeru CV-4. Stępkę położono ostatecznie dopiero 26 września 1931 roku.
Budowa USS Ranger przypadła na najtrudniejszy okres gospodarczy w historii USA – Wielki Kryzys. W związku z tym rozpoczęcie budowy przesunęło się, a Kongres wymusił ścisłe przestrzeganie budżetu. Doprowadziło to do potrzeby wprowadzenia kolejnych zmian projektowych już na etapie budowy. Jak przystało na jednostkę eksperymentalną, koszt prac był niedoszacowany, przez co aby utrzymać się w budżecie, trzeba było zrezygnować z pewnych elementów i rozwiązań. Równocześnie, na podstawie nowych doświadczeń z eksploatacji USS Lexington i USS Saratoga przywrócono wyspę, co zwiększyło koszty prac. Decyzja ta wymagała bowiem przekonstruowania okrętu, aby zrównoważyć wyważenie i wzrost środka ciężkości, przesunięty dodatkowo na prawą burtę. Zrezygnowano również z planowanych pod pokładem katapult dla samolotów rozpoznawczych, uznając je za zbyt ciężkie. Ostatecznie, wodowanie lotniskowca odbyło się 25 lutego 1933 roku, a matką chrzestną została ówczesna Pierwsza Dama, Lou Henry Hoover. Okręt wszedł do służby 4 czerwca 1934 roku.
Konstrukcja i dane taktyczno-techniczne
Przy wyporności standardowej 14 810 ton i pełnej około 17 859 ton, okręt mierzył 234,4 m długości i miał 33,4 m szerokości. Jego konstrukcja była lekka, wręcz delikatna w porównaniu do wcześniejszych lotniskowców. Było to świadomym wyborem konstruktorów, którzy dążyli do utrzymania konstrukcji w narzuconym limicie wyporności. Jednym z istotnych elementów, wyróżniających lotniskowiec, był drewniany pokład. Zastosowano go, właśnie w ramach zmniejszania wagi, oraz aby obniżyć środek ciężkości i ułatwić ewentualne naprawy. Zrezygnowano również z rozbudowanego opancerzenia i systemów ochrony przed torpedami.

Układ napędowy składał się z dwóch zespołów turbin parowych wysokiego ciśnienia, zasilanych przez sześć kotłów wodnorurkowych typu Babcock & Wilcox. Generowały one moc 53 500 KM, co przekładało się na prędkość maksymalną rzędu 29,25 węzła. Choć na papierze wyglądało to przyzwoicie, w rzeczywistości Ranger był po prostu za wolny. Dla porównania, starsze Lexington i Saratoga osiągały ponad 33 węzły, a nowsze lotniskowce typu Yorktown również były projektowane pod podobne prędkości. Prędkość Rangera była niewystarczająca, by efektywnie operować w składzie szybkich zespołów uderzeniowych floty (Fast Carrier Task Force) na Pacyfiku. Ponadto, przy słabym wietrze naturalnym, okręt miał trudności z wygenerowaniem odpowiedniego wiatru nad pokładem niezbędnego do startu cięższych samolotów z pełnym ładunkiem bojowym, takich jak bombowce nurkujące czy samoloty torpedowe.
Co gorsza, niska prędkość utrudniała ucieczkę przed okrętami podwodnymi i manewrowanie podczas ataku lotniczego. Ograniczony zasięg – wynoszący około 10 000 mil morskich (19 000 km) przy prędkości ekonomicznej 15 węzłów – był wystarczający na Atlantyk, ale stanowił poważne ograniczenie na bezkresnych wodach Pacyfiku. Te parametry techniczne przypieczętowały los okrętu jako jednostki drugoliniowej, dedykowanej do działań na mniej wymagającym teatrze europejskim lub do celów szkoleniowych.
Najbardziej charakterystyczną cechą konstrukcyjną USS Ranger był nowatorski, choć problematyczny system odprowadzania spalin. Zamiast potężnego komina zintegrowanego z wyspą, zastosowano sześć małych kominów, po trzy na każdej z burt, zlokalizowanych w tylnej części okrętu. Były one ruchome – podczas operacji lotniczych mogły być opuszczane do poziomu, aby dym nie utrudniał operacji na pokładzie lotniczym. W praktyce system ten okazał się jednak kłopotliwy. Zawiasy kominów były podatne na awarie w słonej wodzie, a mimo opuszczenia kominów, przy niekorzystnym wietrze, gorące spaliny i tak powodowały turbulencje nad pokładem.

Mimo niewielkich rozmiarów, USS Ranger dysponował imponującymi możliwościami ofensywnymi. Hangar został zaprojektowany w sposób półotwarty (z żaluzjami na burtach), co ułatwiało wentylację i pozwalało na rozgrzewanie silników samolotów jeszcze pod pokładem. Okręt mógł zabrać na pokład od 76 do 86 samolotów, co było liczbą porównywalną z o wiele większymi jednostkami. Było to możliwe dzięki składowaniu części maszyn w podwieszeniu pod sufitem hangaru. Obsługę maszyn zapewniały trzy windy lotnicze. Co ciekawe, Ranger nie posiadał katapult w momencie wejścia do służby (zainstalowano je dopiero w 1944 roku). Wąski kadłub powodował, że okręt mocno kołysał się na fali, co czyniło lądowania na nim wyjątkowo trudnymi dla niedoświadczonych pilotów.
Uzbrojenie obronne początkowo składało się z 8 dział kalibru 127 mm i 40 karabinów maszynowych kalibru 12,7 mm. Co istotne, poza dalmierzem Mk 28 na wyspie, okręt nie posiadał dedykowanych dalmierzy dla pozostałego uzbrojenia. W 1939 roku testowano jednak na nim system wykrywania swój-obcy – Model XAE. Testy zakończyły się sukcesem i stały się podstawą do dalszego rozwoju tego typu rozwiązań. W 1942 roku okręt przeszedł pierwszą modernizację uzbrojenia, która wprowadziła 6 poczwórnych zestawów działek kalibru 28 mm w miejsce części karabinów maszynowych. Dodatkowo zmodernizowano dalmierz do wersji Mk 33 oraz zainstalowano prototypowy radar CXAM-1. Na przełomie 1942 i 1943 roku działka kalibru 28 mm zastąpiono sprawdzonymi Boforsami kalibru 40 mm (łącznie 6 poczwórnych zestawów), a pozostałe karabiny maszynowe zastąpiono 46 działkami Oerlikon kalibru 20 mm. Wraz z nowym uzbrojeniem dodano dodatkowe systemy kierowania ogniem dla lżejszej artylerii. W kolejnych latach kilkukrotnie modernizowano jeszcze systemy radarowe. Załogę okrętu stanowiło początkowo 216 oficerów i 2245 marynarzy, ale w toku służby skład załogi ulegał zmianie.
Eksploatacja
Początek służby
Szkolenie i próby USS Ranger (CV-4) przeprowadzono na Karaibach oraz u wybrzeży Ameryki Południowej. 1 kwietnia 1935 roku lotniskowiec wysłano na Pacyfik, gdzie brał udział w manewrach floty wspólnie z większymi lotniskowcami. 4 stycznia 1939 roku okręt wyruszył w rejs powrotny na Karaiby. Wraz z wybuchem II wojny światowej w Europie, okręt oddelegowano do tzw. „Neutrality Patrols”. Operując z baz w Norfolk, Guantanamo i Bermudów, okręt pełnił rolę „oczu i uszu” floty, monitorując ruchy jednostek walczących stron w zachodniej hemisferze. W tym okresie Ranger stał się poligonem doświadczalnym dla procedur wykrywania okrętów podwodnych z powietrza.

W grudniu 1940 roku zmieniono wyposażenie grupy lotniczej na lotniskowcu. Dotychczasowe dwupłatowe myśliwce zostały zastąpione przez Grummany F4F Wildcat. Co istotne, USS Ranger nie posiadał eskadry bombowców torpedowych, ponieważ na etapie budowy zrezygnowano z kosztownych magazynów torped. Dopiero 17 października 1941 roku formalnie wydano rozkaz sformowania takiej eskadry na lotniskowcu, ale magazyny dla torped miały być dodane w trakcie kolejnego remontu.
Wraz z włączeniem się Stanów Zjednoczonych do wojny w grudniu 1941 roku, zmieniła się rola Rangera. Po wykonaniu jednego patrolu bojowego, lotniskowiec wrócił do Norfolk, gdzie przeprowadzono remont połączony z modernizacją – zainstalowano wówczas radar CXAM-1. Po powrocie do służby, okręt znalazł się na liście jednostek, które Brytyjczycy chcieli ściągnąć na Ocean Indyjski, jednak Amerykanie odmówili (głównie z obawy przed utratą okrętu). Zamiast tego okręt wykorzystano do transportu 68 myśliwców Curtiss P-40E do Afryki Środkowej, skąd miały trafić m.in. do Azji drogą powietrzną. Co ciekawe, chociaż był to maszyny lądowe, aby przyśpieszyć rozładunek, piloci startowali z pokładu lotniskowca.
Operacja Torch
Największym testem bojowym Rangera stała się Operacja Torch – lądowanie aliantów w Afryce Północnej w listopadzie 1942 roku. Okręt został jednostką flagową zespołu uderzeniowego, będąc największym amerykańskim lotniskowcem na Atlantyku (pozostałymi były lotniskowce eskortowe). Zadaniem maszyn startujących z jego pokładu było wywalczenie przewagi powietrznej nad Marokiem i wsparcie lądowania w rejonie Casablanki. 8 listopada 1942 roku, o świcie, z pokładu Rangera wystartowały myśliwce F4F Wildcat i bombowce nurkujące SBD Dauntless. Ich celem było lotnisko Rabat-Salé, port w Casablance oraz baterie nadbrzeżne.

W porcie Casablanca cumował nieukończony francuski pancernik Jean Bart. Choć okręt nie miał sprawnych maszyn i był zakotwiczony na stałe, jego wieża artylerii głównej z działami kalibru 380 mm stanowiła śmiertelne zagrożenie dla amerykańskiej floty inwazyjnej. Kiedy Francuzi otworzyli ogień, do akcji wkroczyły bombowce z Rangera. W serii precyzyjnych ataków, amerykańscy piloci ulokowali kilka ciężkich bomb bezpośrednio w obrębie kadłuba i nadbudówek pancernika. Dzięki ostrzałowi z pancernika USS Massachusetts francuski okręt został ostatecznie uciszony 10 listopada.
Równolegle toczyła się bitwa na morzu. Pierwszym celem samolotów z Rangera był francuski wielki niszczyciel Albatros, który został poważnie uszkodzony i zmuszony do wejścia na mieliznę, aby uchronić go przed zatonięciem. Kolejnym celem był lekki krążownik Primauguet, próbujący wyprowadzić kontratak przeciwko amerykańskim transportowcom. Zmasowany atak z powietrza doprowadził do ciężkich uszkodzeń i wyrzucenia okrętu na brzeg, gdzie spłonął. W ciągu trzech dni operacji, grupa lotnicza Rangera wykonała 496 lotów bojowych, niszcząc ponad 70 samolotów wroga na ziemi i 15 w powietrzu, oraz zatapiając lub uszkadzając kilka okrętów wojennych. Utracono łącznie 16 samolotów – zestrzelonych i uszkodzonych do stopnia nie nadającego się do naprawy.
Północny Atlantyk i Operacja Leader
Po zakończeniu działań w ramach Operacji Torch, USS Ranger trafił do Norfolk na kolejny remont połączony z modernizacją. Następnie okręt został ponownie wykorzystany do transportu samolotów do Afryki, a potem wysłano go na Północy Atlantyk. 25 kwietnia 1943 roku niemiecki okręt podwodny U-404, dowodzony przez asa, Kapitänleutnanta Otto von Bülowa, zdołał podejść do Rangera na odległość strzału. Von Bülow wystrzelił salwę czterech torped w kierunku lotniskowca. Niemiecki dowódca był tak pewny trafienia (usłyszał detonacje), że zameldował przez radio zatopienie amerykańskiego lotniskowca, za co został odznaczony Liśćmi Dębowymi do Krzyża Rycerskiego przez samego Hitlera. W rzeczywistości, torpedy albo chybiły, albo zdetonowały przedwcześnie. Mimo to Niemcy ogłosili zatopienie amerykańskiego lotniskowca, przez co Amerykanie musieli szybko zdementować te informacje, aby chronić rodziny załogi okrętu.

Przez pewien czas USS Ranger był wykorzystywany do zadań szkoleniowych u wybrzeży Wielkiej Brytanii. W październiku 1943 roku podjęto jednak decyzję o włączeniu amerykańskiego okrętu do brytyjskiego zespołu w ramach Operacji Leader. Jej celem był atak na niemiecką żeglugę wzdłuż wybrzeży okupowanej Norwegii, w rejonie portu Bodø. Był to obszar, który Niemcy uważali za „bezpieczny”, będąc poza zasięgiem lotnictwa alianckiego startującego z Wysp Brytyjskich. Pojawienie się lotniskowca było dla nich całkowitym zaskoczeniem.
W rejonie Koła Podbiegunowego panowały ekstremalne warunki pogodowe, z którymi lekka konstrukcja Rangera radziła sobie z trudem. Oblodzenie pokładu, gęsta mgła i wysokie fale (powodujące przechyły uniemożliwiające bezpieczne lądowanie) stanowiły spore wyzwanie. Mimo to, rankiem 4 października, grupa lotnicza z Rangera rozpoczęła naloty. Amerykańscy piloci zaatakowali konwoje rudy żelaza, zatapiając parowiec La Plata (8000 BRT) i trzy inne jednostki, a siedem kolejnych uszkodzono. Co istotne, zestrzelono również dwa niemieckie samoloty rozpoznawcze Junkers Ju 88, uniemożliwiając wrogowi zlokalizowanie zespołu uderzeniowego. Operacja Leader zakończyła się sukcesem i zmusiła niemieckie dowództwo do gruntownej rewizji systemu obrony Norwegii. Niemcy musieli przesunąć w ten rejon dodatkowe eskadry myśliwskie Luftwaffe oraz baterie przeciwlotnicze, osłabiając tym samym front wschodni i obronę Rzeszy przed nalotami strategicznymi.
Po zakończeniu działań u wybrzeży Norwegii, lotniskowiec wrócił w grudniu 1943 roku do Stanów Zjednoczonych. Wykorzystywano go następnie do zadań szkoleniowych, oraz ponownie do transportu samolotów do Afryki Północnej. Po zakończeniu tych misji, 19 maja 1944 roku lotniskowiec trafił do Norfolk na kolejny remont i modernizację. Po zakończeniu prac i przeprowadzeniu testów nowego wyposażenia, a w tym wzmocnionego pokładu startowego, 11 lipca 1944 roku USS Ranger wyruszył przez Kanał Panamski na Pacyfik.

Pacyfik
Decyzja o przeniesieniu okrętu wynikała z kilku czynników. Duży lotniskowiec był nieprzydatny na Atlantyku, gdzie o wiele bardziej efektywne były małe lotniskowce eskortowe. Ponadto na Pacyfiku brakowało lotniskowców szkoleniowych – duże lotniskowce był intensywnie eksploatowane w działaniach ofensywnych, a mniejsze lotniskowce eskortowe był zaangażowane w działania mniejszych zespołów.
Pierwszym zadaniem okrętu były rejsy szkoleniowe dla pilotów tworzonej eskadry Night Fighting Squadron 101 (VF(N)-101). Była to specjalna jednostka, której celem miało być zwalczanie japońskiego lotnictwa w nocy. Na tym etapie wojny, Japończycy zdawali sobie sprawę z przewagi Aliantów, dlatego wychodzili z założenia, że nocne ataki będą bardziej skuteczne. Następnie USS Ranger został wysłany na zachodnie wybrzeże USA, dalej pełnił funkcje szkoleniowe i certyfikacyjne dla nowych pilotów. Była to nudna i rutynowa służba, która nie obfitowała w ciekawsze wydarzenia. Operując z dala od wroga, amerykański lotniskowiec był bezpieczny i nie groziły mu zarówno ataki z powietrza jak i z wody.
Służba na Pacyfiku była jednak wyraźnym sygnałem, że zbliża się koniec kariery okrętu. Obok USS Saratoga (CV-3), był to najstarszy amerykański lotniskowiec, który przetrwał wojnę. Był to też jedyny amerykański okręt tej klasy, który nigdy nie wziął udziału w walkach z Japonią. Po kapitulacji Japonii, USS Ranger wziął krótki udział w operacji „Magic Carpet”, przewożąc weteranów do domu. Jednak jego dni były policzone. Z racji tego, że nie nadawał się do modernizacji, wysłano go ponownie na wschodnie wybrzeże USA, gdzie pozostał do 18 października 1946 roku, kiedy to wycofanego ze służby i sprzedano go na złom. Złomowanie przeprowadziła firma Sun Shipbuilding and Drydock Company, a prace rozpoczęto 31 stycznia 1947 roku.

Podsumowanie
USS Ranger (CV-4) był okrętem paradoksów. Zbudowany jako „tani” sposób na wypełnienie limitów traktatowych, okazał się bezużyteczny w działaniach bojowych na Pacyfiku, ale za to świetnie spisywał się na Atlantyku oraz w roli okrętu szkoleniowego. Jego konstrukcja była obarczona błędami (słaba dzielność morska, brak opancerzenia, niska prędkość), które wynikały z braku doświadczenia inżynierów w projektowaniu jednostek tego typu od podstaw oraz z powodu cięć budżetowych.
Jednakże, z analitycznego punktu widzenia, Ranger spełnił swoją rolę z nawiązką. Po pierwsze, był poligonem, na którym US Navy nauczyła się, czego nie robić przy projektowaniu lotniskowców (wnioski te wdrożono w okrętach typu Yorktown). Po drugie, w krytycznych latach 1942-1943 „łatał dziury” w obronie atlantyckiej, pozwalając większym jednostkom walczyć na Pacyfiku. Nie był to okręt idealny, ani nawet wybitny pod względem technicznym. Był jednak okrętem koniecznym, który znacząco, ale pośrednio przyczynił się do rozwoju amerykańskiej floty.










