Podczas wycieczek w góry, wyjazdów na biwak, czy też pracy zimą w niezbyt ciepłych miejscach bardzo przydają się ciepłe napoje. Niestety termos działa tylko na jakiś czas, a nie zawsze możemy rozpalić ognisko. Na szczęście dzięki wynalazkowi sprzed ponad 100 lat możemy znaleźć rozwiązanie tych problemów.

Początek XX wieku obfitował w wiele wynalazków, które znacząco zmieniały świat. Rozwój przemysłu, oraz możliwość produkcji bardziej specjalistycznych produktów sprawiły, że pojawiło się wiele nietypowych wynalazków. Jednym z nich jest “samoogrzewająca się puszka”. Twórca tego wynalazku nie jest do końca znany.

Niektóre źródła sugerują, że powstała ona w Rosji pod koniec XIX wieku, a twórcą był inżynier o nazwisku Fedorow.  Tak pakowana żywność miała być produkowana dla podróżników, zwłaszcza biorących udział w wyprawach na bieguny. Inne źródła sugerują natomiast, że samoogrzewające się puszki pochodzą z USA i powstały na przełomie wieków. Ta teoria wydaje się być najbardziej prawdopodobna.

Samoogrzewająca się puszka opatentowana przez Georga Sidneya Jewetta

Samoogrzewająca się puszka opatentowana przez Georga Sidneya Jewetta

Pierwszy znany oficjalnie patent dotyczący samoogrzewających się puszek datowany jest na rok 1902. Wtedy to do Amerykańskiego Urzędu Patentowego wniosek złożył George Sidney Jewett, a dotyczył on ogrzewanej puszki dla owoców i warzyw. Do podgrzania zawartości puszki wykorzystał on bardzo prosty mechanizm. W środku puszki znajdował się pojemnik zawierający w jednej komorze wapno palone, w drugiej natomiast wodę. Naciśnięcie wieczka pojemnika powodowało przebicie przegródki oddzielającej oba składniki, które wchodziły wówczas w reakcję egzotermiczną, wydzielając ciepło ogrzewające zawartość puszki.

Twórca reklamował swój produkt jako idealny na biwaki i pikniki oraz różnego rodzaju wyprawy. Początkowo planował sprzedaż kilku rodzajów puszek, min. z fasolką, zupą pomidorową, kawą czy też herbatą. Niestety ze względu na wysokie koszty produkcji, oraz problemy z bezpieczeństwem użytkowania samoogrzewające się puszki nie weszły do masowej produkcji.

W późniejszych latach pojawiło się wiele kopii tego wynalazku, różniących się przede wszystkim konstrukcją wewnętrzną pojemników. Część samoogrzewających puszek skonstruowano odwrotnie niż w projekcie Jewetta, umieszczając zawartość puszki w środkowym cylindrze, umieszczonym w większym pojemniku wypełnionym mieszanką chemiczną służącą do ogrzania zawartości. Rozwiązanie to przyjęło się obecnie bardziej i większość współczesnych produktów tego rodzaju jest skonstruowana właśnie w ten sposób.

Przed II Wojną Światową Armia Amerykańska powróciła do tego wynalazku, wprowadzając na wyposażenie oddziałów walczących w Europie specjalne racje żywnościowe wyposażone w mechanizm samoogrzewający stworzone przez firmę Heinz. Prace nad tymi racjami rozpoczęto już przed wojną. Było to wynikiem doświadczeń z czasów Wielkiej Wojny kiedy w warunkach frontowych brak ciepłych posiłków wpływał bardzo negatywnie na morale żołnierzy, a próby rozpalania ognisk często kończyły się… ostrzałem ze strony wrogiej artylerii.

Na front wysłano niewielkie ilości takich puszek, występujących w dwóch podstawowych wersjach – zupy pomidorowej i kakao. Głównymi odbiorcami były oddziały powietrznodesantowe, oraz jednostki biorące udział w operacji D-Day. Mimo swoich zalet nie cieszyły się one jednak zbyt dużą popularnością wśród żołnierzy ze względu na wysokie ryzyko eksplozji. Można spotkać się z anegdotami, mówiącymi, że pierwszym żołnierzem rannym podczas lądowania w Normandii w 1944 roku był żołnierz, którego puszka eksplodowała podczas próby otwarcia. Do dzisiaj przetrwało zaledwie kilka takich puszek, które można zobaczyć w niektórych muzeach.

Samoogrzewająca się puszką firmy Heinz (fot. Heinz)

Samoogrzewająca się puszką firmy Heinz (fot. Heinz)

Po wojnie o wynalazku praktycznie zapomniano. Inne technologie wyparły samoogrzewające się puszki – zwłaszcza rozwój małych turystycznych kuchenek, znacznie bezpieczniejszych od wybuchowych puszek. Do pomysłu powrócono dopiero w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to ponownie za sprawą amerykańskiej armii do użytku weszły zmodyfikowane racje żywnościowe MRE (ang. Meal Ready-to-Eat) wyposażone w specjalne podgrzewacze chemiczne, działające na podobnej zasadzie jak te wykorzystywane 90 lat wcześniej. Tego typu racje żywnościowe są popularne zwłaszcza podczas misji w trudnym terenie, z dala od baz. Najczęściej wykorzystują je więc oddziały specjalne.

Amerykańska racja żywnościowa MRE (fot. www.survivalfood.com)

Amerykańska racja żywnościowa MRE (fot. www.survivalfood.com)

W ostatnich latach również Wojsko Polskie sięgnęło po podobne produkty. Nie są one jednak zbyt popularne, ponieważ koszt ich wytwarzania jest znacznie wyższy niż tradycyjnych racji, przystosowanych do podgrzewania przy użyciu jednorazowych podgrzewaczy zewnętrznych. Warto też dodać, że smak potraw serwowanych w racjach wojskowych nie zawsze jest najlepszy, natomiast na misjach zagranicznych polska żywność dostępna w naszych bazach wojskowych jest bardzo ceniona ze względu na walory smakowe. Także żołnierze jeśli nie muszą, nie korzystają z racji.

Po raz pierwszy tego rodzaju żywność dostarczono żołnierzom wyjeżdżającym do Afganistanu w 2010 roku oraz strażakom wyjeżdżającym na misje na Haiti. Głównym producentem samoogrzewającej się żywności w Polsce jest firma Arpol, dostarczająca wojsku żywność od wielu lat. W ofercie firmy znaleźć można bardzo dużo produktów przeznaczonych zarówna dla wojska jak i odbiorców indywidualnych, podróżników i turystów.

Swoisty renesans samoogrzewająca się żywność przeżyła na początku XXI wieku, głównie za sprawą brytyjskich firm, które zaczęły wprowadzać  do sprzedaży napoje w puszkach, w których po przebiciu w kilku miejscach zewnętrznego pojemnika dochodziło do reakcji chemicznej, która ogrzewała zawartość. Puszki te różniły się od swoich poprzedniczek tym, że środek chemiczny ogrzewający zawartość pojemnika wchodził w reakcję z powietrzem a nie wodą. Zaczęło się od kaw, herbat i kakao. Później zaczęły pojawiać się na rynku puszki z zupami i normalne posiłki. W ofercie znaleźć można nawet jedzenie… dla dzieci. Pionierem w tej dziedzinie jest firma HotCan.

Puszka firmy HotCan (fot. thatslikewhoa.com)

Puszka firmy HotCan (fot. thatslikewhoa.com)

W zależności od wielkości opakowania, czas podgrzania zawartości to około 3-12 minut. Dominują jednak mniejsze opakowania, które znacznie szybciej się podgrzewają. Z racji tego, że produkty te przewidziane są raczej do wykorzystania podczas wypraw, mają bardzo długi okres ważności – 2-3 lata. Mimo rozwoju technologii produkcji żywności, ich smak dalej odbiega od normalnych produktów. Zresztą czego można się spodziewać po produkcie z tak długą datą ważności?

Mimo wszystko to wojsko było pionierem w rozwoju tego typu produktów. Nowe technologie wykorzystywane przy produkcji wojskowych racji żywnościowych pozwoliły na stworzenie bezpieczniejszych i lepszych mechanizmów podgrzewania zawartości zarówno puszek jak i innych pojemników.

Obecnie oferta tego typu produktów rośnie, a producenci z różnych państw oferują coraz więcej różnych produktów i smaków. Na rynku istnieje kilka rodzajów samoogrzewającej się żywności, wykorzystującej wszystkie dotychczasowe patenty – zarówno ogrzewacz wymagający wody, jak i powietrza, oraz pojemniki z specjalną przestrzenią w której umieszcza się “podpałkę”.

Mimo swoich zalet produkty te nie są zbyt popularne ze względu na cenę. Dodatkowym czynnikiem wpływającym niekorzystnie na ich popularność jest obawa przed różnego rodzaju wypadkami – eksplozje itp.. Na szczęście nie są one popularne, także nie ma się czego obawiać.

Poniżej znajdziecie krótki filmik przedstawiający (niestety po angielsku) działanie współczesnych samoogrzewających puszek:

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.