ORP Bałtyk – (nie)krążownik dla Polski

Już od zakończenia I wojny światowej Wojsko Polskie chciało wprowadzić do eksploatacji we flocie krążownik. Niekoniecznie miał to być okręt bojowy. Bardziej chodziło o to, aby był to spory statek, mogący służyć jako jednostka reprezentacyjna. Polska misja wojskowa rozglądała się za taką jednostką długo we Francji. Niestety wszystkie dostępne wówczas statki były raczej mało interesujące dla nas, głównie ze względu na cenę, wiek lub stan techniczny.

Gdy d’Entrecasteaux wrócił z Belgii, nasza misja wojskowa zainteresowała się nim. Ze względu na swój stan techniczny, okręt nie miał żadnej wartości dla Francuzów. Na zainteresowanie strony polskiej, Francuzi przygotowali specjalną ofertę na sprzedaż statku. Koszt pozyskania okrętu miał wynieść 2 822 000 franków. Cena była atrakcyjna jak na koszt budowy okrętu, ale była stanowczo za wysoka jak na stan techniczny jednostki. Pozbawiony napędu i uzbrojenia krążownik ledwo pływał i dosłownie żył własnym życiem.

Jeszcze jako Kral Wladyslaw IV lub Król Władysław IV

Jeszcze jako Kral Wladyslaw IV lub Król Władysław IV

Mimo to, przedstawiciele Polskiej Marynarki Wojennej bardzo ochoczo przystali na francuską ofertę. 7 marca 1927 roku, dawny francuski okręt oficjalnie został sprzedany Polsce. Umowa zakładała przeprowadzenie remontu statku we Francji, a następnie przeholowanie go do Polski.

Prace na okręcie przebiegały sprawnie. Tak sprawnie, że stoczniowcy byli w stanie wymontować z okrętu wszystko co miało jakąkolwiek wartość. Gdyby nie szybka reakcja kmdr ppor. Włodzimierza Stayera oraz belgijskiego oficera, który zwrócił uwagę na braki w wyposażeniu w porównaniu do stany w jakim okręt został zwrócony Francji przez belgów, okręt trafiłby w polskie ręce całkowicie ogołocony, co było niezgodne z podpisaną umową.

Wyposażenie przywrócono, a remont dokończono. Francuzi chcąc się nieco zrehabilitować, postanowili zrobić niespodziankę przybyłej polskiej załodze. Po przechwyceniu depeszy z Warszawy, w której podano nazwę jaką ma otrzymać statek, postanowili oni bez wiedzy polskich marynarzy zamieścić ją na burcie krążownika. Nazwa okrętu miała brzmieć Król Władysław IV. Niestety w depeszy nie było polskich znaków. Francuzi nie wiedząc tego i nie zdając sobie sprawy z tego, że był to błąd ortograficzny, przepisali ją dosłownie po swojemu. I tak kmdr Stayer po przybyciu do Francji 30 lipca 1927 roku zobaczył okręt, noszący nazwę… Kral Wladyslaw IV. Nie chcąc robić problemów, grzecznie podziękował stoczniowcom, którzy nie zdawali sobie sprawy z popełnionego błędu i po kryjomu zdobył nowe poprawne litery, które zamierzał zamontować podczas rejsu.

ORP Bałtyk podczas remontu (fot. NAC)

ORP Bałtyk podczas remontu (fot. NAC)

Natychmiast po uroczystym odbiorze statku, wyruszył on na holu do Polski. Podano wówczas po raz pierwszy oficjalną nazwę statku. Jak to w Polsce, nie przypadła ona do gustu sporej grupie osób. W związku z tym postanowiono szybko zmienić ją na ORP Bałtyk. Problem w tym, że na statku nie było takich liter, więc krążownik wpłynął do portu w Gdyni bez nazwy. Wprowadziło to spory chaos w mediach, które nazywały okręt na przemian Bałtyk, Władysław IV albo Król Władysław IV.

Przybycie okrętu do Polski było wielkim wydarzeniem. Wszystkie media w kraju, oraz u naszych sąsiadów rozpisywały się, jak to PMW się zbroi. Problem w tym, że Bałtyk nie nadawał się wówczas do niczego. Nawet do szkolenia załóg. A brak napędu de facto uniemożliwiał jakiekolwiek jego porządne wykorzystanie. Podobnie jak brak uzbrojenia. Nie przeszkadzało to jednak nikomu.

ORP Bałtyk w suchym doku (fot. NAC)

ORP Bałtyk w suchym doku (fot. NAC)

Masywna sylwetka statku robiła wrażenie nie tylko na mieszkańcach Gdyni, ale również na wizytujących port innych statkach. Innego zdania byli marynarze, którzy trafiali na jego pokład. Okręt był w tragicznym stanie. Zdewastowany wieloletnią służbą, z całkowicie niesprawnym wyposażeniem, praktycznie nie nadawał się do eksploatacji. Rozpoczęto więc jego remont. Bałtyk trafił do Gdańska, gdzie miał być wyremontowany i przebudowany do roli jednostki szkolnej. Przez krótki czas rozważano remont maszynowni, dzięki czemu możliwe byłyby krótkie rejsy, ale koszt tego przedsięwzięcia był zbyt wysoki.

Podczas remontu wysprzątano wnętrze statku. Usunięto również miedziane blachy i drewno chroniące kadłub, które nie były potrzebne na Bałtyku. Prace zakończyły się pod koniec 1928 roku. Wówczas okręt oficjalnie został przemianowany na hulk szkolny, będący siedzibą Centrum Wyszkolenia Specjalistów Floty.

ORP Bałtyk już w Gdyni

ORP Bałtyk już w Gdyni

W 1932 roku Bałtyk przeszedł kolejny remont, który tym razem pozbawił go większości niepotrzebnego wyposażenia zewnętrznego. Służba statku nie była zbyt ciekawa. Poza oddawaniem salutów wpływającym do Gdyni statkom oraz szkoleniem kolejnych marynarzy, nic na jego pokładzie się nie działo.

Ostatnie lata pierwszego polskiego krążownika

Wybuch wojny zastał okręt w tym samym miejscu, w którym znajdował się od ponad 10 latu. W pierwszych dniach września załoga statku brała udział w odpieraniu ataków lotniczych na Gdynię (na pokładzie Bałtyku zamontowano kilka armat przeciwlotniczych podczas jednego z wcześniejszych remontów). Niestety 11 września oficjalnie załoga opuściła go, ze względu na nieprzydatność okrętu w walkach. Niemcy kilkukrotnie ostrzeliwali statek, nie wyrządzając mu większych szkód. Prawdopodobnie okręt został również ostrzelany przez pancernik Schleswig Holstein. jednakże żaden z pocisków nie trafił go. Gdyby tak się stało, wiekowy statek prawdopodobnie poszedłby na dno, ponieważ podczas remontów usunięto część opancerzenia, które nie było potrzebne.

Po przejęciu przez Niemców, nowi właściciele nie mieli pomysłu co zrobić z okrętem. W związku z tym, rozpoczęli w 1940 roku jego rozbiórkę. Początkowo odbywała się ona w Gdyni, by później pusty kadłub okrętu przeholować do Gdańska, gdzie ostatecznie go rozebrano w 1942 roku.

ORP Bałtyk już po zdobyciu przez Niemców (fot. Hugo Jaeger)

ORP Bałtyk już po zdobyciu przez Niemców (fot. Hugo Jaeger)

Tak skończyła się historia pierwszego polskiego krążownika. Krążownika, którym de facto w polskiej flocie okręt nigdy nie był. Pozbawiony uzbrojenia i napędu był po prostu hulkiem. Mimo to, w gruncie rzeczy można powiedzieć, że był to nasz pierwszy krążownik. Podczas II wojny światowej polska flota otrzymała od Wielkiej Brytanii dwa lekkie krążowniki, które były pełnosprawnymi jednostkami. Nosiły one nazwy ORP Dragon i Conrad. Ten pierwszy zatopiono jako falochron w Normandii po wcześniejszym uszkodzeniu przez żywą torpedę. ORP Conrad trafił w polskie ręce w październiku 1944 roku i pozostawał w służbie do 1946 roku. Następnie zwrócony Brytyjczykom, po kilku latach został zezłomowany.

Chęć posiadania przez Polską Flotę krążownika była bardziej potrzebą prestiżu, niż praktyki. Bałtyk de facto nie wniósł niczego do możliwości PMW. Mimo to, zapisał się w historii naszej floty.

1 2
Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.