Na południe od stolicy Teneryfy, Santa Cruz de Tenerife zupełnie na skalistym brzegu znajdują się niesamowite ruiny wysokiego, opuszczonego Hotelu Añaza, którego budowę rozpoczęto w 1973 roku. Dwa lata później prace przerwano, a od tego czasu historia dawnego, niedokończonego hotelu pełna jest tajemnic.
Szkielet konstrukcji Hotelu Añaza wyrastają dosłownie z skalistego brzegu wyspy. W pobliżu nie ma żadnych plaż, a przez lata nie było też żadnych zabudowań. Dopiero od kilku lat wybrzeże w tym miejscu zabudowywane jest przez deweloperów, którzy wznoszą mniejsze bądź większe osiedla i domy. Dzielnica Acorán znajduje się w południowej części stolicy Teneryfy, Santa Cruz de Tenerife.

Historia hotelu Añaza od początku pełna jest tajemnic. Wiadomo, że budowę rozpoczęto w 1973 roku z inicjatywy niemieckiej firmy, która chciała zbudować 22-piętrowy apartamentowiec z 741 mieszkaniami. Według założeń, grunt i budynek miały należeć do różnych udziałowców, którzy zapewne mieli też sfinansować cały projekt. Niestety po dwóch latach, w 1975 roku prace nagle przerwano. Do tego czasu zbudowano tylko ogólną konstrukcję budynku z częścią ścianek działowych, ale bez jakiegokolwiek uzbrojenia. Żadnych instalacji ani okien.
Przez kolejne lata lokalne władze niezbyt interesowały się opuszczonym placem budowy, jednak w 1998 roku uznano, że coś trzeba z tym zrobić. Lokalny są wydał wówczas wyrok nakazujący dokończenie budowy lub rozebranie konstrukcji. Zaczęto więc poszukiwania dewelopera odpowiedzialnego za projekt lub firm, które miały z nim coś wspólnego. Niestety w dokumentach nie odnaleziono żadnych danych. Pojawiło się kilka nazwisk, ale po głębszych analizach okazało się, że nie były to osoby związane z deweloperem. Według uzyskanych informacji, apartamentowiec należy prawdopodobnie do kilkuset prywatnych osób z Niemiec, które mogą już nawet nie pamiętać, że finansowały ten projekt. Ze względu na brak listy udziałowców, nie jest jednak możliwe skontaktowanie się z nimi.
Władze miasta liczyły, że dzięki oficjalnym komunikatom z żądaniami głównie zabezpieczenia ruin, właściciel obiektu sam się ujawni. Tak się jednak nie stało. W 2018 roku podjęto decyzję o zabezpieczeniu ruin do czasu rozwiązania ich problemu. W 2019 roku lokalne władze na własny koszt otoczyły więc działkę płotem, aby ograniczyć możliwość wchodzenia do Hotelu Añaza. Głównym powodem wprowadzenia ograniczeń były wypadki do których dochodziło na jego terenie – w tym kilka śmiertelnych, oraz analizy konstrukcji, które wykazały, że jest ona w fatalnym stanie. W trakcie prowadzonych wówczas analiz wykazano również, że deweloper budował obiekt po kosztach i przy użyciu najtańszych możliwych materiałów.
W 2020 roku podjęto decyzję o zburzeniu ruin hotelu, aby przede wszystkim nie straszyły i nie szpeciły okolicznego krajobrazu. W marcu 2021 roku oficjalnie ogłoszono, że to deweloper powinien zająć się wyburzeniem, którego koszt oszacowano na 1-1,8 mln euro. Ze względu na brak odzewu, władze uznały, że same będą musiały zburzyć niedokończony apartamentowiec. Pierwotny plan zakładał, że nastąpi to do końca 2023 roku, ale prac nie rozpoczęto w terminie.
Oficjalnie wejście na teren ruin jest zabronione, a pomagać w tym ma ogrodzenie. Jednak prawda jest taka, że nikt nie pilnuje ruin, furtka zamykająca ogrodzenie została zdemontowana, a mieszkańcy sami spacerują po wybrzeżu. Wielu śmiałków i urbexowców zwiedza ruiny na własne ryzyko. Stan budynku jest fatalny. Stropy maję liczne ubytki i w każdej chwili mogą się zapaść. Wszędzie widać odpadające fragmenty konstrukcji i dziury.
Zdecydowanie lepiej nie wchodzić do wnętrza budynku, ponieważ nie ma nigdzie żadnych barierek ani zabezpieczeń. Nie dość, że stropy mogą ulec zawaleniu, łatwo wpaść do szybów windowych albo klatek schodowych. W samym budynku nie ma również czego szukać po za widokami, ponieważ wnętrz nigdy w żaden sposób nie zagospodarowano. W pobliżu budynku znajduje się również sporo pozostałości po pomocniczej infrastrukturze, jednak ich stan jest na tyle kiepski, że ciężko je zidentyfikować.



















