Wyobraź sobie, że marzyłeś o grze, w której możesz budować bez ograniczeń, gdzie istnieje rozwinięty system craftingu, gdzie możesz rozwijać postać i walczyć. Dołóż do tego dalekowschodnie klimaty, świat, który nie wybacza i wrogów, którzy zatłuką Cię, byle tylko mieć co do gara włożyć. O tak, kanibale też tu są. I to wszystko w cenie dwóch dużych pepperoni – 15 euro.

Jesteś przeciętniakiem bez pieniędzy, porządnej broni, ani nawet ubrania. Pojawiasz się w miejscu, gdzie krew leje się często i w dużych ilościach, a jeżeli nie będziesz uciekał przed przeciwnikami, Twoja przygoda szybko się zakończy. Musisz zrobić jedyną właściwą rzecz – przetrwać. Samemu tego nie dokonasz, jak wiadomo siła w grupie.

Recenzja - Kenshi

Z cyklu “podstawy handlu” – albo Pan kupisz, albo nie wyjdziesz.

Na początku jesteś sam, ale z biegiem czasu będziesz mógł namówić do dołączenia kolejnych takich jak Ty zabijaków. Oczywiście za opłatą, a przecież pieniędzy nikt Ci nie da za nic. Opcji zarobku jest sporo – można np. zaciągnąć się jako ochrona wędrownego kupca, samemu zająć się handlowaniem, polować na bandytów (za głowy przywódców grup wyznaczono nagrody). Ja podszedłem jednak do tematu bardziej cwaniacko – jako, że chętnych do bitki nie brakuje, wystarczyło lekko ich sprowokować, uciec do miasta, gdzie dostawali łomot od strażników, a potem sprzedać zabrane im rzeczy u pobliskiego zbrojmistrza.

Kiedy zebrałem już trochę funduszy, wymieniłem sprzęt na nieco lepszy, wypadało zatrudnić kogoś do pomocy. Cechą Kenshi jest realizm, także walki – pompowanie bicepsów i szkolenie się w posługiwaniu bronią nie wystarczyłoby. Czwórka bandytów, choćby słabych, ma ogromną przewagę, bowiem nasz bohater potrafi się bronić jedynie przed atakami frontowymi. Chociaż ma się wrażenie, że rozmieszczenie NPC podczas bitki jest przypadkowe, często bywałem okrążony. I stłuczony na kwaśne jabłko.

Mając już kilku kolegów, powtarzając zabiegi opisane powyżej, nająłem się do ochrony kupca. Nie jest to aż tak wymagające zadanie, choć nie polecam tego całkiem początkującym. Handlarz ma swoich profesjonalnych wykidajłów i sam też potrafi się bronić, ale żeby nie uczestniczyć w walce i nie ryzykować, należałoby mieć dwukrotną przewagę liczebną. To się nie zdarza, ponieważ grupki bandytów liczą minimalnie trzy osoby, a całość Twojej ekipy (łącznie z Tobą) ok. 5.

Recenzja - Kenshi

Nec Hercules contra plures!

Jeżeli dotarliśmy już do walki, trzeba wspomnieć o tym, że uderzenie bronią może trafić kilka postaci na raz. Tym sposobem jeżeli zostanie nam tylko jedna postać, za to dobrze wyposażona i wyszkolona, damy radę przetrwać napad przydrożnych zbójów. Jeżeli atak jest udany, konkretny współczynnik traci wtedy daną ilość punktów wytrzymałości, zależną od umiejętności i używanej broni. Zdrowie wyraża się poprzez kilkanaście “pasków” reprezentujących kondycję m.in. klatki piersiowej, nóg, rąk, czy głowy. Jeżeli jedna z witalnych wartości spadnie do zera, pechowiec umiera, a w najlepszym razie traci przytomność. Gdy obok napisu “Prawa noga” zobaczymy 0, a ma się trochę szczęścia, to postać zaczyna kuleć i powłóczyć kopytkiem.

Na tą chwilę można mieć do 16 bohaterów pod swoją kontrolą. Każda z nich, jak i wszyscy na raz, mogą zginąć w walce. Nikt nie jest wybrańcem, nikt nie jest niezastąpiony, ale utratę wartościowego członka grupy mocno się odczuwa. Jak pisałem wcześniej, nie jest to zbyt trudne. Co ciekawe, poziom trudności wcale nie zmniejsza się z początkowym postępem w rozwoju frakcji. Aby założyć swoją osadę, budujemy pierwszy budynek – małą chatkę, a w niej laboratorium, przy którym będziemy od tej pory prowadzić różne badania. Następnie przechodzimy do innych potrzebnych rzeczy, zależnie od własnego widzimisię. Ja wolałem od razu postawić kopalnię kamienia i jego przetwórnię, aby mieć budulca pod dostępem, choć później żałowałem, że to nie mury postawiłem na początku. Oszczędziłem, bo nie musiałem kupować drogiego materiału, ale omal nie straciłem kilku postaci.

Wróćmy na chwilę do technologii – ani razu nie odczułem, że któreś drzewko rozwoju jest wepchnięte w grę na zasadzie “zapchajdziury”. Każdy postęp wnosił coś do ogólnego rozwoju, na odpowiednim poziomie kopalnia rudy, początkowo wymagająca kilku osób do pracy, stała się w pełni automatyczna. W przypadku ograniczonej liczby bohaterów ma to ogromne znaczenie. Nie tylko dla wydajności, ale i dla przetrwania, bowiem leniuchowi zawsze można kazać ćwiczyć walkę na manekinie. Dzięki temu być może nie da się za szybko zabić.

Dobrze, posiadamy już samowystarczalny zalążek – obecnie nie trzeba martwić się o wodę, czy jedzenie, choć można je produkować. Musimy dbać o rozwój, bo pojedynczy rajd zbójników w dalszym ciągu może wybić naszą załogę do nogi. Prowizoryczne osłony bazy łatwo można roznieść w pył, zdobyczna broń jest godna pożałowania, a kupna – niesamowicie droga. Trzeba ulepszyć mury i zacząć produkować własny sprzęt – katany, miecze, koszule, pancerze. I tak będziemy ciągnąć nasze mizerne życie!

Recenzja - Kenshi

Tryb budowania ma niedociągnięcia, ale pozostawia wiele swobody.

Każdą naszą postać rozwijamy na tej samej zasadzie – poprzez praktykę. Jeżeli chcemy, aby była silniejsza, należy napchać mu kieszenie po brzegi i i pogonić na maraton. Ma stać się lepszym pracownikiem? Każ mu tłuc kamienie w kopalni, by nauczył się ciężkiej pracy. Obronę ćwiczy się jedynie w walce, a atak także na manekinie, podobnie jak biegłość w wywijaniu konkretnym rodzajem broni.

Bohater pracujący na polu będzie więc później sprawniejszy w także kamieniołomie, a ten, który ciągle machał toporem bardziej nada się na obrońcę bramy, niż kolega z laboratorium. Każdy współczynnik ma związek z późniejszą “karierą” naszej postaci i ma wpływ na całokształt naszej osady. Jeżeli będziemy co chwilę zmieniać specjalistę na świeżaka, wydajność pracy mocno spadnie. Doświadczony inżynier postawi dom w kilka dni, początkujący – w kilkanaście. I będzie zajmował się tylko tym, świata poza budową nie widząc.

Wokół gry zebrała się spora społeczność, która dokłada swoje trzy grosze do produkcji. Powstał już m.in. czytnik i konfigurator modów – jeżeli uważasz, że gra jest zbyt trudna, możesz “podkręcić” swoje początkowe umiejętności lub sprawić, że będziesz się o wiele szybciej uczył lub budował. Tak, można łatwo stworzyć swój własny “mod” (jest to słowo trochę na wyrost, bardziej bowiem przypomina to TweakMB używany w Mount&Blade).

Ok, opisałem najważniejsze rzeczy w rozgrywce. Pora przejść do konkretów.

Mamy różne możliwości startowania, dodatkowo opisane, z zaznaczonym poziomem trudności. Możemy więc zacząć jako żebrak, żołnierz na emeryturze lub grupka handlarzy z całkiem niezłą ilością zasobów. Na początku możemy każdą postać “przemalować” za pomocą konfiguratora, podobnie zresztą podczas najmowania nowych. Wyobraźcie sobie tuzin identycznych gości w identycznych zbrojach z identycznymi katanami goniących za Wami. Gacie pełne, niekoniecznie przez to, że chcą Wam wklepać i obrobić, ale że wyglądają jak tłum braci jednojajowych. Atak klonów: historia prawdziwa. A walkę ogląda się naprawdę przyjemnie, chociaż ruchy rąk wyglądają dość dziwacznie.

Recenzja - Kenshi

Projekt rozbudowanych murów robi wrażenie.

W planach jest wiele zmian, które autorzy wprowadzą stopniowo. Do tej pory dodano nowe typy murów, wieżyczki obronne (kusze), kilka broni i pancerzy. Modele zwierząt, nowej roślinności – to wszystko mówi o rozmachu i konkretnych założeniach, które są konsekwentnie (jak do tej pory) realizowane.

Grafika nie powala, przy bliższym spojrzeniu robi wrażenie lekko przestarzałej, chociaż przy sporym, otwartym świecie nie “kłuje” zbyt mocno w oczy. Gra stawia na grywalność, do tego jest wciąż ulepszana. Modele budynków są ciekawie zaprojektowane, podobnie zresztą jak broń i ubrania. Bije od nich klimat postapo, którego moglibyśmy oczekiwać po zapowiedziach. Słabą stroną jest jednak sam świat – choć zdaję sobie sprawę, że ludzkość trochę przeszła, nawet jak na pozostałości wielkiej cywilizacji jest tu dość pusto. Nieliczne osady i posterunki, trawa oraz rozsiane gdzieniegdzie szkielety pozostawiają pewien niedosyt. Podobnie jak muzyka – podkład jest ciekawy i dobrze wpisany w realia, ale powiela się dość często. Dźwięki otoczenia nie są jeszcze dopracowane, odnosi się wrażenie oderwania ich od wydarzeń na ekranie. Dla przykładu: postacie w szatach biegną po piasku, a w tle słychać jakby brzdęk kolczugi.

Teraz notka: należy pamiętać, że jest to wersja alpha. Ponadto twórca dotychczas większość czasu pracował nad wszystkim sam (do listopada 2013), za co należy mu się, co najmniej, nasze uznanie. Obecnie prace przyspieszyły z uwagi na powiększenie jego zespołu (do sześciu osób). Szkice i opis planowanych zmian można znaleźć pod tym adresem.Dość często występują też błędy, które skutkują ordynarnym wywaleniem do pulpitu, dlatego szybko nauczyłem się zapisywać grę przy każdej okazji.

Recenzja - Kenshi

Gra jest wciąż uaktualniana – na mapie regularnie pojawia się coraz więcej osad.

Produkt jest grywalny, możesz go kupić, jeżeli nie będzie przeszkadzał Ci błąd od czasu do czasu oraz niedopracowanie. Ja podchodzę do niego na zasadzie oceniania rozwoju, ulepszeń, nie natomiast poprzez pryzmat etykiety “gry nieukończonej”. W ten sposób unikam rozczarowania oraz mogę w pełni oddać się przyjemności płynącej z przeciwstawiania się trudom postapokaliptycznego świata.Powiem prosto, od siebie: od ponad roku obserwuję zmiany zachodzące w Kenshi i dochodzę do jednego wniosku: autor naprawdę się stara, duże aktualizacje pojawiają się regularnie, zazwyczaj co kilka tygodni. Wydane pieniądze na pewno nie będą zmarnowane. Oprócz tego możesz przyczynić się do ulepszenia gry, np. poprzez przesyłanie raportów błędów oraz własne sugestie na oficjalnym forum.

Producent: Lo-Fi Games

Wydawca: Lo-Fi Games

Wszystkie grafiki pochodzą z nieaktualnej już wersji gry. Szkice pochodzą z oficjalnej strony.

7.6

Gra proponuje wspaniałą rozgrywkę i daje dużo frajdy. Pamiętajcie, że to ocena wersji alpha!

  • Oprawa graficzna 6,5
  • Oprawa audio 7
  • Grywalność 9
  • Cena/jakość 8
  • Pozostałe wrażenia 8
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 7.2
Podziel się.

O autorze

Andrzej Mazuruk

Parafrazując klasyka, "urodziłem się, aby żyć", co z niemałą chęcią robię i staram się coś przy tej okazji zrobić/napisać/wynieść - niepotrzebne skreślić. Przy okazji pisania, kawę, herbatę oraz wszelkie przekąski zużywam w ilościach iście hurtowych i tempie, jakiego nie powstydziłby się sam Usain Bolt. W niewyjaśnionych okolicznościach nabyłem także tajemną umiejętność generowania losowych błędów i awarii we wszelkiej maści urządzeniach elektronicznych. Ulubiony cytat? "Nie wierz we wszystko, co napiszą w internecie" (~Abraham Lincoln).