Najlepsza robota jaką znam. Parafrazując ten zapadający w pamięć tekst z filmu można śmiało powiedzieć – najlepszy film wojenny jaki widziałem. Furia Davida Ayera to jeden z tych filmów wojennych, o których będzie się długo pamiętać. Zwłaszcza, że zrobienie dzisiaj dobrego filmu wojennego to nie lada wyzwanie. Ale po kolei.

Film opowiada historię załogi amerykańskiego czołgu w ostatnich dniach II wojny światowej. Czołgiści po ciężkiej walce wracają do bazy, jako jedyni, którzy przeżyli ze swojej jednostki. Niestety nie mogą długo cieszyć się spokojem, ponieważ muszą wyruszyć na pomoc grupie żołnierzy na froncie. Kolejen zadanie nie należy do prostych, ale rozkaz to rozkaz. Do ich załogi w miejsce zabitego kolegi tuż przed bitwą dołącza nowicjusz, Norman, któremu daleko do frontowych wyjadaczy, jakimi są członkowie załogi Shermana, o tytułowej nazwie Furia. Podczas walki pancerniacy muszą dotrzeć się z swoim nowym kolegą, oraz zmierzyć się z desperacko broniącymi swojej ziemi Niemcami. Krótkie zadanie przeradza się jednak w desperacką walkę o życie, kiedy załoga czołgu musi obronić małe skrzyżowanie, przed kontratakiem niemieckiego batalionu. Nie mogąc liczyć na pomoc, są zdani tylko na siebie.

Fabuła filmu nie jest długa. To zaledwie 3 dni walk w Niemczech w 1945 roku. Są to jednak trzy dni pełne ciężkich walk zarówno z wrogiem, który nie ma zamiaru się poddać, jak i wewnątrz stalowej trumny, jaką jest amerykański czołg wobec ciężkich niemieckich dział przeciwpancernych.

Załoga w komplecie

Załoga w komplecie

Tym co charakteryzuje Furię, jest brutalny realizm filmu. Nie chodzi tu o krwawe okrucieństwo wojny (ale i tego nie brakuje – na szczęście nie jest to eksponowane tak jak w niektórych filmach wojennych) ale o brutalną rzeczywistość w jakiej znaleźli się żołnierze. Tu nie ma miejsca na błąd, nie ma miejsca na ideały. Żołnierze są po to, aby zabijać innych żołnierzy, którzy mają ich zabić.

Historia jest brutalna. W filmie nie zobaczymy więc wyidealizowanego obrazu wojny. Amerykańscy żołnierze nie są rycerzami na białych koniach, którzy niszczą złego przeciwnika. Są za to prawdziwymi żołnierzami z krwi i kości. Zmuszonymi do brutalnej walki i traktowania wrogów tak, jak oni traktują ich. Po zajęciu miasteczka nie idą grzecznie spać, jak to często niektórzy filmowcy próbują pokazać, tylko przejmują kontrolę nad miasteczkiem i jej mieszkańcami, nie obawiając się zniszczyć czyjegoś domu, zabrać zegarka zabitemu, ani strzelać do poddających się wrogów, tylko dlatego, że pałają rządzą zemsty.

Norman, który trafia do załogi czołgu jest kimś zupełnie innym. Młody, pełen ideałów, miał spędzić wojnę na tyłach, w sztabie, kiedy nagle zostaje odesłany na pierwszą linię frontu i to w roli czołgisty. Trzeba pamiętać, że życie alianckich czołgistów nie należało do przyjemnych. Ich czołgi, mimo iż stosunkowo wygodne jak na warunki wojenne, był jednak jeżdżącymi trumnami, zwłaszcza, kiedy pojawiał się przed nimi najbardziej złowrogi przeciwnik jakim był czołg PzKpfw VI Tiger. Mimo to czołgiści kochali swoje pojazdy, które były ich domem. W nich mieszkali, spali i spędzali większość czasu podczas służby.

Walki są bardzo efektowne

Walki są bardzo efektowne

Furia nie jest więc filmem, który ma prawić morały. Jest to film pokazujący jak brutalna jest wojna i że nawet ludzie dobrzy muszą podczas wojny zapomnieć o swoich ideałach. Nie jest to też laurka dla amerykańskich żołnierzy. Nie ma tu patosu, nie ma tu dumnie powiewającej amerykańskiej flagi, nie ma tu też pogadanek na temat tego jak to trzeba walczyć ze złem.

Wszystko to jest natomiast doprawione wspaniałym klimatem i realizmem scen. Jak na film wojenny przystało, wszystko przedstawione zostało w charakterystycznym szarym filtrze. Jedynymi wyrazistymi kolorami, jakie zobaczymy na ekranie są płomienie. Dzięki temu również brutalne i krwawe sceny walk są nieco zakamuflowane. A że wojna jest brutalna, także takich scen nie zabrakło.

Pod względem dźwiękowym film ten również wyróżnia się na tle innych produkcji. Twórcy zadbali o to, aby widz poczuł ciarki słysząc wystrzał armaty czołgowej i aby włosy stanęły mu dęba ze strachu, kiedy pocisk przeleci obok czołgu, albo zrykoszetuje od pancerza. Gdy do akcji wkraczają amerykańskie ciężkie karabiny maszynowe M2 (kalibru 12,7 mm – tzw. pół calówki), albo niemieckie MG42 cechujące się olbrzymią szybkostrzelnością wyraźnie słychać charakterystyczne odgłosy tych broni. Klimat jest niesamowity. Do tego świetna muzyka Stevena Price.

Furia

Furia

A co najważniejsze, w filmie nie zobaczymy chyba po raz pierwszy w historii kina, przerabianych czołgów, które mają udawać jakieś inne pojazdy. W Furii po raz pierwszy wykorzystano pochodzący z muzeum pancernego w Bovington czołg ciężki Tygrys, jedyny na chodzie egzemplarze tego pojazdu. Również amerykańskie Shermany odpowiednio dobrano do filmu. Zobaczymy więc zarówno Shermany z krótkimi armatami 75 mm, dla których walka z Tygrysem była z góry skazana na porażkę, oraz lepsze od nich Shermany uzbrojone w długolufowe armaty 76 mm, które mogły już nawiązać walkę z niemieckim potworem.

Sceny walk są bardzo realistyczne. Składa się na to wspomniane już dźwięk i wykorzystanie prawdziwych pojazdów z czasów wojny, ale również dbałość i dodatkowe aspekty. Amerykańscy czołgiści obawiając się trafienia różnego rodzaju pociskami przeciwpancernymi zakładali na swoje czołgi wszystko co wpadło im w ręce, aby wzmocnić pancerz. Nawet jeśli były to drewniane pale, które zawieszali na burtach. Jako, że czołgi były domem załóg, w każdym ich zakamarku znajdowały się osobiste rzeczy załogi. Wszystko to znajdziemy w Furii. Filmowcy zadbali również o wierne przedstawienie walk pancernych. pociski nie zawsze trafiają w cel, ale jak już trafiają, to skutki są straszne. aby zniszczyć ciężki czołg przeciwnika, amerykańscy pancerniacy muszą się natrudzić i nakombinować. Nie wszystkim się jednak udaje.

W grupie siła

W grupie siła

Na ekranie nie zobaczymy zbyt wielu aktorów. Tytułową załogę Furii stanowi 5 czołgistów, granych przez Brada Pitta, Shia LaBeoufa, Logana Lermana, Michaela Pena i Jona Bernthala. Składają się oni na typową załogę czołgu. Charyzmatyczny dowódca o wiecznie idealnej fryzurze i zgraja wariatów, którzy siedzą w stalowej puszce.

Podsumowując, film Furia jest chyba najbardziej realistycznym filmem wojennym ostatnich lat jaki moglibyśmy znaleźć. Nie jest to również amerykańska patetyczna bajeczka. Film wojenny w czystej postaci. Docenią go szczególnie fani militariów i historii, ponieważ niewiele jest filmów, które skupiają się na czołgistach. Prawdę mówiąc jeśli się zastanowić, to patrząc na filmy wojenne ostatnich lat można by odnieść wrażenie, że podczas II wojny światowej tylko Niemcy mieli czołgi. Ten film jest inny i to jest jego największą zaletą.

No dobra można mieć drobne wątpliwości do pewnych scen, ale w gruncie rzeczy mają one małe znaczenie przy świetnym wykonaniu filmu. A więc czy warto obejrzeć ten film? Jeśli szukacie dobrego kina wojennego to musicie obejrzeć Furię. Jest to produkcja, która zajmuje równe, jak nie wyższe miejsce z Szeregowcem Ryanem i Kompanią Braci. Chciałoby się wręcz powiedzieć – chcemy więcej takiego kina!

10.0 Wspaniały

Najlepszy film wojenny ostatnich lat. Na długo zapisze się w historii kina. Świetnie wykonany i brutalnie realistyczny

  • 10
  • Ocena użytkowników (9 głosów) 5.7
Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.