Na początku Zimnej Wojny, Dania znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Stan gospodarki w kraju był zły, cała flota przestała praktycznie istnieć, a sytuacja międzynarodowa wymuszała podjęcie szybkich działań w celu odbudowy potencjału militarnego. Tymczasowym rozwiązaniem tych problemów było pozyskanie używanych brytyjskich okrętów podwodnych. Potrzebne były jednak pełnowartościowe, nowoczesne i dostosowane do duńskich potrzeb jednostki. W związku z tym, na początku lat 50. rozpoczęto program budowy okrętów podwodnych typu Delfinen – pierwszych zaprojektowanych po wojnie, całkowicie duńskich okrętów tej klasy. Nieco inaczej wyglądała jednak kwestia ostatniego z czterech okrętów, który chociaż był wykorzystywany przez Søværnet (Duńską Marynarkę Wojenną), formalnie należał do… USA.

Geneza

Losy Danii podczas II wojny światowej były specyficzne. Niemiecka inwazja w kwietniu 1940 roku błyskawicznie przetoczyła się przez niewielkie państwo. Szybka kapitulacja w połączeniu z niemieckim planem na stworzenie z Danii „wzorowego protektoratu” sprawiły, że początkowo kraj zachował pewną suwerenność. Nawet siły zbrojne, chociaż okrojone, nie zostały w pełni rozbrojone. Sytuacja uległa zmianie dopiero w 1943 roku, wraz z rosnącymi napięciami i niemieckim ultimatum w kwestii zaostrzenia mechanizmów walki z partyzantami. Ostatecznie, 29 sierpnia 1943 roku Niemcy ponownie wkroczyli do Danii, ale tym razem w celu pełnej okupacji kraju. W tej sytuacji, na podstawie wcześniejszych rozkazów, duńska flota miała podjąć próbę ucieczki do Szwecji. Niestety nie było to możliwe (tylko nieliczne okręty przedostały się przez niemiecką blokadę), w związku z czym większość została zatopiona przez własne załogi, aby uniknąć przejęcia.

Springeren
Springeren

Gdy wojna dobiegła końca, sytuacja w kraju była bardzo zła. Chociaż faktyczna okupacja była krótka, gospodarka została wyniszczona. Siły zbrojne musiały być budowane od zera, a do tego w Europie rosły napięcia i ryzyko wybuchu kolejnej wojny światowej, tym razem z Związkiem Radzieckim. W tej sytuacji duńskie władze początkowo rozważały stworzenie lokalnego sojuszu skandynawskiego, ale koncepcja ta upadła na wczesnym etapie. Ostatecznie Dania stała się jednym z państw, które powołały do życia Sojusz Północnoatlantycki (NATO). Dzięki temu otworzyły się nowe możliwości rozbudowy armii, ale również nowe zobowiązania.

Odbudowa floty podwodnej

Tuż po zakończeniu działań wojennych, Duńczycy rozpoczęli odbudowę swojej floty podwodnej od przywrócenia do służby wydobytych po zatopieniu okrętów podwodnych typu H. Były to stosunkowo nowe jednostki, ale z racji ich wcześniejszego zatopienia, nadawały się tylko do podtrzymania szkolenia do czasu pozyskania pełnowartościowych okrętów podwodnych. W związku z tym, w 1947 roku Dania wydzierżawiła od Wielkiej Brytanii 3 okręty podwodne typu V i U (ex-HMS Vulpine, ex-HMS Vortex, ex-HMS P52/ORP Dzik). Pozyskanie tych jednostek znacznie zwiększyło możliwości duńskiej floty, ale było typowym rozwiązaniem tymczasowym. Okręty były przestarzałe, zużyte i kompletnie niedostosowane do służby na Bałtyku. Ich eksploatacja rodziła więcej problemów niż faktycznych korzyści. Na początku lat 50. duńskie władze zdecydowały się na zamienienie dzierżawy na wykup tych okrętów, aby zmniejszyć koszty ich utrzymania.

Przystąpienie Danii do NATO w 1949 roku wymusiło na władzach kraju całkowitą strategii obronnej. Sojusz Północnoatlantycki oczekiwał od Kopenhagi nie tylko udostępnienia baz, ale także aktywnego wkładu w blokowanie Floty Bałtyckiej ZSRR w cieśninach: Małym Bełcie, Wielkim Bełcie i Sundzie. Stare, brytyjskie jednostki, zaprojektowane z myślą o warunkach oceanicznych lub śródziemnomorskich, nie były optymalne do skomplikowanych operacji na płytkich i usianych wyspami wodach duńskich.

Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)
Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)

Dania potrzebowała mniejszych jednostek, przystosowanych do operowania w specyficznych warunkach panujących na Bałtyku, a także na trudnym Morzu Północnym. W związku z tym okręty musiały być ciche, zwrotne i wyposażone w nowoczesne rozwiązania, pozwalające na przebywanie pod wodą dłużej. Na początku lat 50. żaden z sojuszników Danii nie był jednak w stanie zaprojektować takich jednostek, głównie z powodu braku odpowiedniej świadomości jak je zaprojektować. Jedynym wyjściem było zbudowanie ich w kraju.

Okręty podwodne typu Delfinen

Początkowo dowództwo Søværnet zdecydowało się na zamówienie trzech okrętów w państwowej Stoczni Marynarki Wojennej (Orlogsværftet) w Kopenhadze. Ich projekt oraz budowa miały być sfinansowane przez Danię. Już na etapie prac uznano jednak, że do wypełnienia wszystkich zadań potrzebny będzie jeszcze jeden okręt. Niestety budżet nie pozwalał na sfinansowanie kolejnego zakupu. W związku z tym, w 1959 roku duńskie władze wynegocjowały i zawarły z USA umowę w ramach programu Cost Share Program (będącego częścią znacznie większego programu Mutual Defense Assistance Program (MDAP)). Zakładał on budowę 23 okrętów różnych klas (w tym czwartego okrętu podwodnego) w ciągu pięciu lat, przy podziale kosztów w stosunku 50-50 między oba państwa.

Podczas prac nad nowymi okrętami, projektanci ze stoczni Orlogsværftet stanęli przed wyzwaniem stworzenia jednostki „szytej na miarę”. W przeciwieństwie do potężnych, oceanicznych okrętów większości krajów NATO czy radzieckich jednostek typu Whiskey, duńskie okręty musiały operować w akwenach, gdzie głębokość często nie przekraczała kilkudziesięciu metrów. Wymagało to specyficznego podejścia do hydrodynamiki i manewrowości.

Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)
Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)

Okręty typu Delfinen, jak sklasyfikowano nowe jednostki, miały charakteryzować się stosunkowo niewielką wypornością (około 600 ton na powierzchni i 650 ton pod wodą) oraz bardzo czystą linią kadłuba, inspirowaną częściowo niemieckimi doświadczeniami z końcowego okresu wojny (m.in. typem XXIII), ale znacznie zmodyfikowaną. Kluczowa była zdolność do zalegania na dnie oraz cichego przemieszczania się z wykorzystaniem prądów morskich i warstw termicznych, co było kluczowe dla zwiększenia przeżywalności na Bałtyku. Konstruktorzy dobrze wiedzieli, że w razie wojny, Bałtyk zaroi się od radzieckich jednostek ZOP (zwalczania okrętów podwodnych). W związku z tym okręty podwodne musiały mieć możliwość unikania nierównej walki z nimi.

Konstrukcja i dane taktyczno-technicze

Okręty typu Delfinen od początku projektowano pod kątem żeglugi podwodnej. Zrezygnowano z uzbrojenia pokładowego, skupiając się na zoptymalizowaniu kształtu kadłuba, co miało pozwolić na uzyskanie wyższych prędkości pod wodą, bez ryzyka generowania zbędnego hałasu. Kadłub ciśnieniowy miał być zbudowany z stali o podwyższonej wytrzymałości, tak, aby umożliwić operowanie na głębokości 100 m, przy czym głębokość testowa wynosiła aż 250 m. W zupełności wystarczało to na akwenie Morza Północnego i Bałtyku. Sylwetka okrętu była opływowa, z charakterystycznym, dość dużym kioskiem, w którym mieściły się peryskopy, chrapy oraz systemy nawigacyjne.

Sercem układu napędowego były dwa duńskie silniki diesla marki Burmeister & Wain, generujące łączną moc 1200 KM. Napędzały one dwa generatory elektryczne, które ładowały baterie akumulatorów lub bezpośrednio zasilały dwa silniki elektryczne Brown, Boveri & Cie. o łącznej mocy 1200 KM, sprzężone z dwoma wałami śrubowymi. Układ dwuśrubowy zapewniał doskonałą manewrowość, co było krytyczne w wąskich cieśninach, pozwalało też na awaryjny powrót do bazy w przypadku uszkodzenia jednego z wałów. Maksymalna prędkość podwodna wynosiła 16 węzłów, a nawodna 13 węzłów (chociaż niektóre źródła podają, że prędkość nawodna była identyczna jak podwodna), co jak na lata 50. i 60. dla okrętu tej klasy było wynikiem bardzo dobrym. Zasięg wynosił 4000 mil morskich przy prędkości 8 węzłów. Okręty wyposażono w system chrap, który znacząco ułatwiał eksploatację.

Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)
Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)

Głównym i jedynym uzbrojeniem typu Delfinen były torpedy. Okręty wyposażono w cztery dziobowe wyrzutnie torped kalibru 533 mm. W przeciwieństwie do wielu ówczesnych konstrukcji, Delfinen nie posiadał wyrzutni rufowych, co wynikało z ograniczeń tonażowych. Jednostka mogła zabrać zapas 8 torped (4 w wyrzutniach i 4 zapasowe).

Początkowo stosowano proste torpedy niekierowane, jednak w toku służby uzbrojenie modernizowano, wprowadzając torpedy naprowadzane przewodowo. System kierowania ogniem, choć początkowo analogowy i oparty na przelicznikach mechanicznych, był sukcesywnie unowocześniany (pierwszą dużą modernizację przeprowadzono już w połowie lat 60.). Okręty wyposażono w sonar pasywny i aktywny oraz radar nawigacyjny TMP 20T, co pozwalało na wykrywanie celów w trudnych warunkach hydrologicznych Bałtyku. Załoga składała się z 33 oficerów i marynarzy, pracujących w systemie wachtowym w dość spartańskich warunkach, typowych dla małych okrętów podwodnych tamtej epoki.

Wyporność nawodna605 ton
Wyporność podwodna653 ton
Długość54,5 m
Szerokość4,7 m
Zanurzenie4,2 m
Napęd2 x silniki diesla B&W (1200 KM), 2 x silniki elektryczne BBC (1200 KM)
Prędkość nawodna13 węzłów
Prędkość podwodna16 węzłów
Zasięg (nawodny)4000 mil morskich (przy prędkości ekonomicznej 8 węzłów)
Uzbrojenie4 x wyrzutnie torped kalibru 533 mm (zapas 8 torped)
Załoga33 oficerów i marynarzy
Maksymalna głębokość testowa250 m
Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)
Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)

Eksploatacja

Proces budowy wszystkich czterech jednostek odbywał się w stoczni Orlogsværftet w Kopenhadze. W pierwszej kolejności rozpoczęto budowę dwóch okrętów Delfinen (S326), Spækhuggeren (S327), po zwodowaniu pierwszego z nich rozpoczęto budowę Tumleren (S328), a już po wodowaniu całej trójki rozpoczęto budowę czwartego, Springeren (S329).

NazwaPołożenie stępkiWodowanieWejście do służbyLos
Delfinen (S326)1 lipca 1954 roku4 maja 1956 roku1 sierpnia 1961 rokuWycofany ze służby 2 sierpnia 1983 roku, zezłomowany 11 września 1984 roku
Spækhuggeren (S327)25 listopada 1954 roku20 sierpnia 1957 roku1 sierpnia 1961 rokuWycofany ze służby 31 lipca 1989 roku, zezłomowany 3 grudnia 1991 roku
Tumleren (S328)22 maja 1956 roku22 maja 1958 roku1 sierpnia 1961 rokuWycofany ze służby 6 sierpnia 1981 roku, zezłomowany 7 września 1982 roku
Springeren (S329)3 stycznia 1961 roku26 kwietnia 1963 roku22 października 1964 rokuWycofany ze służby 31 marca 1990 roku, przekształcony w okręt-muzeum

Proces wdrażania okrętów podwodnych typu Delfinen do służby był stosunkowo długi, chociaż jak na pierwsze zbudowane w Danii po wojnie okręty podwodne, przebiegł w miarę sprawnie. Po wodowaniu, okręty przeszły proces wyposażania i trafiały do próbnej eksploatacji. Z każdym kolejnym okrętem była ona krótsza. Ostatecznie, 1 sierpnia 1961 roku zakończono proces prób i oficjalnie wprowadzono trzy pierwsze jednostki do służby. W trakcie prób okazało się, że trzy jednostki to za mało na potrzeby Søværnet, w związku z tym pod koniec 1960 roku zamówiono czwarty okręt, w wspomnianym wcześniej systemie finansowania 50-50 wspólnie z USA.

Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)
Wnętrze Springeren (fot. Alf van Beem)

Służba nowych okrętów przypadła na najgorętszy okres Zimnej Wojny, ale z drugiej strony od początku była rutynowa i monotonna. Ich głównym zadaniem było patrolowanie wód Cieśnin Duńskich oraz zachodniego Bałtyku. W praktyce oznaczało to nieustanną zabawę w kotka i myszkę z flotą ZSRR i Układu Warszawskiego. Okręty te prowadziły rozpoznanie, monitorowały ruch radzieckich okrętów wychodzących na Atlantyk oraz ćwiczyły scenariusze blokady cieśnin. Ze względu na swoje małe rozmiary i cichy napęd elektryczny, Delfineny były trudne do wykrycia. W związku z tym Duńczycy często prowadzili rozpoznanie ruchów radzieckiej floty na Bałtyku, pozostając niezauważonym.

W połowie lat 60. i w latach 70. okręty przeszły szereg drobnych modernizacji, obejmujących głównie elektronikę i systemy łączności, aby zwiększyć ich możliwości bojowe (w pierwszej kolejności zmodernizowano systemy kierowania ogniem i torpedy), oraz aby zachować interoperacyjność z siłami NATO. Kariera okrętów była jednak bardzo monotonna i nie obfitowała w ciekawsze incydenty lub patrole. Na przełomie lat 70. i 80. wraz z rozwojem technologii stało się jasne, że okręty typu Delfinen zbliżają się do końca swojej kariery. Do służby zaczęły bowiem wchodzić nowocześniejsze jednostki, a wiele zadań, które początkowo miały wykonywać okręty podwodne, zostało oddelegowanych na jednostki nawodne.

W związku z tym, na początku lat 80. rozpoczęto proces stopniowego wycofywania tych okrętów ze służby. Ich zadania przejęły okręty typu Narhvalen (zbudowanymi również w Danii w oparciu o niemieckie plany okrętów typu 205), które weszły do służby na początku lat 70. Na początku lat 90. miejsce zarówno jednostek typu Delfinen jak i Narhvalen zajęły używane norweskie jednostki typu Kobben. Był to jednak proces stopniowego wygaszania sił podwodnych, a nie ich utrzymywania.

Springeren (fot. Alf van Beem)
Springeren (fot. Alf van Beem)

Trzy pierwsze okręty zezłomowano w latach 1982-1991. Podobny los miał spotkać najmłodszy z okrętów – Springeren. Tak się jednak ostatecznie nie stało. Dzięki inicjatywie entuzjastów historii morskiej i przychylności władz miasta Aalborg, jeszcze w latach 80., kiedy okręt był w służbie, podjęto decyzję o zachowaniu go dla potomności. Była to decyzja o tyle istotna, że Springeren był ostatnim z serii pierwszych okrętów zbudowanych w Danii po II wojnie światowej. Warto w tym miejscu dodać, że formalnie, w trakcie służby Springeren chociaż był obsadzony duńską załogą, miał duńskie oznaczenia i w pełni podlegał Danii, formalnie był amerykańskim okrętem podwodnym o oznaczeniu SS-554. Wynikało to z specyfiki umowy dotyczącej finansowania jego budowy.

Po wycofaniu ze służby Springeren został przekazany do powstającego Muzeum Morskiego w Aalborg. Transport okrętu o wadze ponad 600 ton na ląd był skomplikowaną operacją logistyczną. Ostatecznie jednostkę posadowiono na specjalnie przygotowanym betonowym fundamencie. Wnętrze okrętu zostało zachowane w stanie niemal nienaruszonym – zwiedzający mogą zobaczyć ciasne przedziały załogi, maszynownię z potężnymi dieslami B&W, centralę bojową oraz przedział torpedowy. Usunięto jednak baterie akumulatorów.

Podsumowanie

Okręty podwodne typu Delfinen były ciekawymi jednostkami pod względem historii ich powstania i wejścia do służby, ale były kompletnie zapomniane pod względem historii ich eksploatacji. Pełniły ważną rolę w duńskiej strategii obronnej podczas Zimnej Wojny, ale ich służba była rutynowa, nudna i równocześnie ciężka dla załóg. Okręty nie należały do dużych jednostek, więc nawet mała załoga dysponowała stosunkowo spartańskimi warunkami bytowymi. Kolejne remonty i modernizacje nieco polepszyły sytuację, ale niewiele.

Na swój sposób były to też ostatnie całkowicie duńskie okręty podwodne. Późniejsze jednostki typu Narhvalen mimo wszystko wywodziły się z niemieckiego projektu, natomiast okręty typu Delfinen powstały całkowicie w oparciu o pracę duńskich inżynierów.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz naszą pracę nad popularyzowaniem historii?
Postaw nam wirtualną kawę:

Wybierz wielkość kawy:

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Udostępnij.

Założyciel i Redaktor Naczelny portalu SmartAge.pl. Od ponad dekady zajmuję się popularyzacją historii, ze szczególnym naciskiem na militaria, broń pancerną, lotnictwo, marynistykę oraz rozwój techniki. Współpracuję z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu.Na swoim koncie mam ponad 3000 artykułów, w tym analiz technicznych, recenzji oraz relacji. Jako fotograf specjalizuję się w fotografii lotniczej i krajobrazowej oraz reportażu z wydarzeń historycznych. W swojej pracy stawiam na jakość merytoryczną i różnorodne źródła, a także autorskie podejście, gwarantujące unikalność materiałów w dobie powtarzalnych treści.

×