Samochody elektryczne wcale nie są tak nowym wynalazkiem. Już w XIX wieku pojawiały się one na drogach. W latach 70. w USA wyprodukowano nietypowy, mikroskopijny samochód elektryczny Citycar, będący bardziej obudowanym wózkiem golfowym, który do rozpoczęcia produkcji Tesli Model S był najliczniej produkowanym samochodem elektrycznym w USA.

Lata 70. były dla motoryzacji trudnym okresem. Kolejne kryzysy paliwowe związane z napięciami na Bliskim Wschodzie sprawiły, że tak typowe dla amerykańskich dróg krążowniki szos z olbrzymimi silnikami stały się problemem dla swoich właścicieli. Brak paliwa spędzał sen z powiek wielu ludzi, w związku z czym zaczęto szukać rozwiązania problemu.

Citycar (fot. dailygazette.com)
Citycar (fot. dailygazette.com)

Ostatecznie sytuacja ta doprowadziła do rozpowszechnienia się w USA aut z mniejszymi, bardziej ekonomicznymi silnikami, ale równocześnie, z zaświatów powróciły samochody elektryczne, które zniknęły z dróg na początku XX wieku. Duży wkład w rozwój tych aut miała firma Sebring-Vanguard z Florydy, która w 1974 roku zaprojektowała i wprowadziła do sprzedaży niewielki samochód elektryczny o nazwie CityCar.

Auto to miało 2,4 m długości i ważyło 590 kg. Napęd stanowił silnik elektryczny GE series DC o mocy 2,5 KM (później wprowadzono silniki o mocy 3,5 KM i 6 KM) zasilany z 6 lub 8 baterii. Pozwalały one na rozwinięcie zawrotnej prędkości 45-61 km/h w zależności od wagi pasażerów, warunków atmosferycznych i drogowych. Zasięg wynosił około 64 km na jednym ładowaniu (pełne ładowanie trwało 8 godzin), a do maksymalnej prędkości pojazd rozpędzał się w 6,2 sekundy.

Citycar (fot. Klaus Nahr)
Citycar (fot. Klaus Nahr)

Pierwsze egzemplarze Citycar posiadały dwa fotele umieszczone w dziwnym, mocno ściętym z przodu nadwoziu, bez bagażnika. Wyposażenie wewnętrzne było ograniczone do minimum, aby zmniejszyć zużycie energii oraz obniżyć koszty produkcji. W kolejnych wariantach zaczęto dodawać lepsze wyposażenie – jak np. ogrzewanie, ale nigdy nie było ono zbyt bogate.

Samochody te produkowano w kilku różniących się od siebie seriach w latach 1974-1977. Następnie po zmianach w firmie wprowadzono do produkcji ulepszone i bardziej specjalistyczne modele, takie jak Comuta-Car z mocniejszym silnikiem i nieznacznie wydłużonym nadwoziem (z powodu przeniesienia baterii na tył auta), oraz CityVan oraz Postal Comuta-Van. Ten ostatni powstał na zamówienie rządowe z myślą o amerykańskiej poczcie. Samochód miał tylko jeden fotel po prawej stronie oraz był dłuższy, dzięki czemu mógł zabrać niewielki ładunek w postaci listów i paczek.

Citycar (fot. Michael Barera)
Citycar (fot. Michael Barera)

Ostatecznie produkcję wszystkich tych pojazdów zakończono w 1979 roku (wersje specjalistyczne powstawały jeszcze do 1982 roku), zamykając produkcję w licznie 4444 egzemplarzy. Tym samym, aż do rozpoczęcia produkcji Tesli Model S był to najliczniej produkowany drogowy samochód elektryczny w USA (nie licząc wózków golfowych itp.).

Mimo całkiem sporej liczby wyprodukowanych egzemplarzy, Citycar pozostał ciekawostką i słusznie odszedł w niepamięć. Zbyt mały aby wykorzystywać go do czegoś więcej niż dojazd do pracy i z powrotem, miał fatalne osiągi, w porównaniu do innych starszych samochodów poruszających się po amerykańskich drogach był po prostu mikroskopijny oraz przede wszystkim był po prostu okropny.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz naszą pracę nad popularyzowaniem historii?
Postaw nam wirtualną kawę:

Wybierz wielkość kawy:

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Udostępnij.

Założyciel i Redaktor Naczelny portalu SmartAge.pl. Od ponad dekady zajmuję się popularyzacją historii, ze szczególnym naciskiem na militaria, broń pancerną, lotnictwo, marynistykę oraz rozwój techniki. Współpracuję z Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu.Na swoim koncie mam ponad 3000 artykułów, w tym analiz technicznych, recenzji oraz relacji. Jako fotograf specjalizuję się w fotografii lotniczej i krajobrazowej oraz reportażu z wydarzeń historycznych. W swojej pracy stawiam na jakość merytoryczną i różnorodne źródła, a także autorskie podejście, gwarantujące unikalność materiałów w dobie powtarzalnych treści.

×