Samochody sportowe bardzo często krytykowane są za ich małą użyteczność. Wiele osób uznaje je więc za pojazdy dla szpanerów, młodych chłopców obnoszących się pieniędzmi rodziców, którzy za wszelką cenę muszą się pokazać i niereformowalnych szaleńców. Jeśli to mały kabriolet (TT, Miata, Boxster) to prawie pewne jest również posądzenie o homoseksualizm. Inna ewentualność to bycie Kubą Wojewódzkim albo Jerzym Dziewulskim. W ostateczności zostaje opcja bycia Helge Meyerem i jazda starym Camaro po Bośni ogarniętej wojną w połowie lat 90 – tych.

Cała historia zaczyna się w roku 1991, kiedy Helge Meyer, mieszkający w Niemczech oficer Duńskich Służb Specjalnych, wrócił do domu po operacji Pustynna Burza. Spotkał się wtedy z amerykańskim żołnierzem pracującym w pobliskiej restauracji. Podczas konwersacji poruszyli temat sierot i starszych ludzi w będącej wówczas w stanie wojny domowej Bośni a następnie uznali, że trzeba im w jakiś sposób pomóc.

Camaro Helge Meyera z ruinami w tle (www.gottes-rambo.com)

Camaro Helge Meyera z ruinami w tle (www.gottes-rambo.com)

Po kilku tygodniach z oficerem Meyerem skontaktował się dowódca bazy wojskowej Rhein – Main, który zaproponował mu dostarczanie do Bośni i Hercegowiny leków i produktów pomocnych poszkodowanym podczas wojny, zebranych podczas zbiórek w Niemczech. Miał to robić za pomocą samochodu, przygotowanego przez mechaników z bazy lotniczej w sposób umożliwiający transport możliwie niezauważony i jednocześnie bezpośredni, trafiający z pomocą do najbardziej potrzebujących. Pomimo oczywistych zagrożeń związanych z ciągle trwającymi walkami oraz gangami przejmującymi pomoc skierowaną do poszkodowanych, Helge zgodził się podjąć wyzwanie.

Samochodem, który wybrano do modyfikacji był Chevrolet Camaro II generacji, prawdopodobnie wyprodukowany w 1980 lub 1981 roku. Wyposażony był w 220 konny silnik 5.7 l, co wskazuje na użycie jako bazy topowego modelu Z28. Sama jednostka napędowa wg dostępnych informacji nie była co prawda specjalnie modyfikowana, otrzymała za to pomoc w postaci instalacji podtlenku azotu, który dodawał jej następne 220 koni i pozwalał na sprint od zera do 200 w około 13 sekund. Nadwozie pokryto farbą pochłaniającą promieniowanie podczerwieni (taką samą jak w F-117 – chłopaki mieli klasę) więc samochód był niewykrywalny dla radarów i podobnych wynalazków. Zastosowano też wiele wzmocnień – stalowe płyty służące za pancerz pod samochodem i inne stalowe płyty pod siedzeniami. Oprócz tego drzwi i bagażnik obudowane były od wewnątrz kuloodpornym kevlarem. Z pozostałych gadżetów samochód miał reflektory podczerwieni, gogle kierowcy działające na tej samej zasadzie, detektor umożliwiający wykrywanie osób i opony wypełnione pianką pozwalającą na jazdę po ich przebiciu. Aha, z przodu był też taran do przesuwania różnego rodzaju materiałów wybuchowych.

Camaro Helge Meyera z ruinami w tle (www.gottes-rambo.com)

Camaro Helge Meyera z ruinami w tle (www.gottes-rambo.com)

Tak przygotowanym samochodem oficer Meyer dostarczał niezbędne środki do wiosek położonych na wyjątkowo niebezpiecznych wtedy terytoriach. Misje odbywały się głównie w nocy. Po dotarciu na miejsce Camaro było ukrywane (stodoły, stogi siana i lasy świetnie się do tego nadawały) a za dnia jego kierowca zajmował się rozdawaniem przywiezionych dóbr potrzebującym. Szczególnie niebezpieczne były wszelkie spotkania z lokalnymi siłami porządkowymi, dla których nie do pomyślenia było to, że ktoś tak przygotowanym samochodem podróżuje z Niemiec tylko po to, aby nieść pomoc poszkodowanym. Skutkowało to w licznych pościgach, zatrzymaniach, a nawet pocisku, który utkwił w kasku kierowcy czarnego Camaro. Helge Meyer przyznaje również, że w wielu sytuacjach bardzo przydatna okazała się instalacja podtlenku azotu, która pozwalała mu umknąć pościgowi a następnie ukryć się gdzieś na poboczu – wtedy z kolei życie ratowało mu malowanie samochodu, swoją drogą ostatnio bardzo modne wśród tunerów.

Camaro z dziećmi (www.survivalcords.dk)

Camaro z dziećmi (www.survivalcords.dk)

Co ciekawe, misja kierowcy i samochodu nie skończyła się wraz z nastaniem pokoju w rejonach byłej Jugosławii; pan Meyer kontynuował pomoc m.in podczas powodzi w Niemczech w 2002. I gdyby ktoś jeszcze zastanawiał się dlaczego nie był wyposażony w żadną broń – po 16 latach spędzonych na froncie został gorliwym katolikiem i uznał, że do pomocy jest mu potrzebna jedynie Biblia. No i Camaro.

Pocisk w kasku i Helge Meyer z Biblią i swoim Camaro (www.survivalcords.dk)

Pocisk w kasku i Helge Meyer z Biblią i swoim Camaro (www.survivalcords.dk)

Podziel się.

O autorze

Michał Stefaniak

Absolwent Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Poznańskiej. Miłośnik odpadającego warstwami chromu, przepracowanego oleju i rdzy. Jedna z nielicznych osób, którym udało się podpalić basen.