W kosmosie

Wydawać by się mogło, że przy programach kosmicznych pracują najtęższe z tęgich umysłów, najlepsi fachowcy, ludzie nieprzeciętnie inteligentni i zdolni. Pewnie tak właśnie jest, ale nawet tym najlepszym z najlepszych zdarzają się pomyłki. I chociaż często są one banalne, to efekty bywają spektakularne.

Program Mariner miał przybliżyć ludzkość do innych planet układu słonecznego. 10 sond miało przelecieć w pobliżu Marsa, Wenus i Merkurego, jednak aż 3 nie wykonały swojego zadania. A pierwsza, przez jeden znak w programie. Podczas przepisywania kodu z odręcznych notatek do pamięci komputera sterującego sondy Mariner 1, jeden z techników przegapił lub zignorował jedną kreskę. Miała ona jednak spore znaczenie, gdyż nakazywała ona komputerowi sterującemu wykorzystywać uśrednione wartości z czujników prędkości. Bez niej odczytywał on wartości chwilowe, które potrafiły się od siebie bardzo różnić i wydawał zupełnie zbędne polecenia korekty kursu. Po 5 minutach od startu rakieta tak zboczyła z planowanego kursu, że trzeba było zniszczyć ją w locie.

Start rakiety Ariane 5 (fot. Arianespace)

Start rakiety Ariane 5 (fot. Arianespace)

Podobnie trzeba było postąpić z rakietą Ariane 5, która zboczyła z kursu chwilę po starcie 4 kwietnia 1996 roku. Jak się okazało, świetnie działający w rakietach Ariane 4 system nawigacyjny nie sprawdził się w nowych, szybciej przyspieszających rakietach. Operował na maksymalnie 16-bitowych wartościach, a te były niewystarczające – oprogramowanie dostarczało dane zapisane na 64 bitach. Jak można się domyślić, doprowadziło to do zboczenia z kursu i utraty rakiety wraz z ładunkiem.

W roku 1999, amerykańska sonda Mars Climate Orbiter, mająca badać atmosferę Marsa zamiast jednak wejść na orbitę 150 km nad powierzchnią czerwonej planety, zeszła na około 57 kilometrów. Gęstniejąca atmosfera wyhamowała ją, przez co sonda ostatecznie rozbiła się. Dochodzenie szybko ujawniło fakt, że wysyłane z Ziemi polecenia dla sondy były wyskalowane w jednostkach imperialnych, a sama sonda używała jednostek metrycznych. Drobna pomyłka, warta jakieś 320 milionów dolarów, ale smaczku dodaje jej fakt, że mniej więcej w tym samym czasie o powierzchnię Marsa rozbiła się także jeszcze jedna sonda, Mars Polar Lander. Przyczyną jej katastrofy także leżała w oprogramowaniu, które zinterpretowało wibracje w czujnikach jako przyziemienie i wyłączyło silnik hamujący w momencie kiedy sonda znajdowała się wciąż 40 metrów nad poziomem gruntu. Zespół projektujący lądownik wiedział, że może dojść do mylnego rozpoznania sygnałów, jednak nie zapobiegł takiej sytuacji.

Sonda Mars Climate Orbiter (fot. NASA)

Sonda Mars Climate Orbiter (fot. NASA)

Błędem byłoby myśleć, że takie wypadki zdarzają się tylko na zachodzie. Rosjanie także nie są nieomylni. Lub po prostu szanują swoją tradycję. Bo skoro rakiety zawsze startowały z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie i dla tego kosmodromu miały zaprogramowaną trajektorię, to po co ją zmieniać? Cóż, jeśli jednak start odbywa się z nowego kosmodromu Wostocznyj, to jednak warto by zmienić punkt startowy w pamięci komputera. Mogłoby to zapobiec utracie rakiety Sojuz z 19 satelitami na pokładzie co miało miejsce całkiem niedawno, bo 28 listopada 2017.

Nieco bliżej codzienności

Powyższe przypadki, jakkolwiek ciekawe są jednak bardzo odległe od naszej codzienności i nie mają wpływu na nasze życie czy zdrowie. Jednak urządzenia elektroniczne otaczające nas z każdej strony także zawodzą i ich usterki potrafią nam już zaszkodzić.

W latach 80. w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wprowadzono do użytku maszyny do radioterapii Therac-25. Była to unowocześniona wersja wcześniejszych maszyn, tym razem wyposażona w w pełni komputerowe sterowanie, podczas gdy w wersjach poprzednich komputer był tylko dodatkowym elementem ułatwiającym użytkowanie. I o ile wcześniejsze wersje miały sprzętowe zabezpieczenia przez zastosowaniem zbyt silnego promieniowania, w Therac-25 usterka mogła doprowadzić do zbyt silnego napromieniowania pacjenta. Do takiej usterki mogło dojść, jeżeli operator maszyny działał rutynowo i szybko. W takiej sytuacji jednocześnie kilka procesów operowało na tych samych danych, przez co ich praca mogła zostać zaburzona i promieniowanie generowane przez maszynę było wielokrotnie silniejsze niż powinno.

Therac-25

Therac-25

Maszyna w takiej sytuacji zgłaszała błąd operatorowi, jednak okazało się, że ich przeszkolenie i kompetencje bywały niewystarczające i ignorowali nieznane im komunikaty. Doprowadziło to do co najmniej 6 zgonów pacjentów. Od tego czasu urządzenia medyczne i ich software poddawane są szczególnie rygorystycznym testom.

Ogromne zamieszanie wynikło przy okazji wprowadzenia w 2005 w Niemczech systemu komputerowego obsługującego zasiłki dla bezrobotnych. Trudno powiedzieć jak doszło do tego, że tak niedopracowany, pełen błędów software został wprowadzony do użytku. Pomijając to, że program działał niemiłosiernie wolno, to w dniu wypłaty pierwszych zasiłków okazało się, że błędnie zapisuje numery kont na które miał dokonać przelewów. Kiedy zorientowano się w tym błędzie, postanowiono, że zamiast przelewów bankowych, będą wystawiane czeki. Z tym jednak także program sobie nie poradził, ponieważ rubryka w którą wpisywane były adresy, była za krótka i nie można było dostarczyć czeków pod skrócone, niekompletne adresy. Po pół roku użytkowania wykryto kolejne błędy, między innymi ten, który wysłał o 25 milionów euro za dużo do towarzystw ubezpieczeniowych…

Nie jestem owczarkiem niemieckim, ale mogę być niemieckim programistą.

Nie jestem owczarkiem niemieckim, ale mogę być niemieckim programistą.

Nie taki komputer straszny…

Jak widać na powyższych przykładach, niezmiernie rzadko usterka komputera ma groźne konsekwencje. O wiele poważniejsze idą za błędami ludzkimi. Niedbałość, wprowadzenie niewystarczająco przetestowanego oprogramowania, czy niekompatybilnego z wcześniejszym, błędy użytkowników, lub działanie nie przewidziane przez twórców potrafią czasem doprowadzić do poważnych strat, lub nawet tragedii. Nie martwmy się zatem, że jak w „Terminatorze” maszyny przejmą władzę i zniszczą ludzkość. Prędzej je zepsujemy, lub wykończymy się sami…

1 2 3
Podziel się.

O autorze

Łukasz Kuliberda

Airsoftowiec, miłośnik militariów i lotnictwa, oraz samochodów na "F" - Fordów, Fiatów i francuskich. Oglądam się za każdym przelatującym samolotem, a ponieważ mieszkam blisko "Gniazda Jastrzębi" bóle karku są na porządku dziennym.