Tczew był swoistym początkiem polskiej drogi do niepodległości. Nie walczyli tu już Legioniści Dąbrowskiego na służbie republiki Cisalpińskiej. Nie walczyli też powstańcy jak w czasie ataku na Słupsk kilka dni wcześniej. Tutaj walczyło przede wszystkim odnowione Wojsko Polskie, które krwią swoją naznaczyło początek szlaku niepodległości.

Przed bitwą

Trwa I wojna polska, szerzej znana w historiografii jako wojna Francji z IV koalicją antyfrancuską. Po bitwie pod Pruską Iławą oczy Napoleona kierowały się ku północy. By móc na wiosnę kontynuować kampanię w Prusach, konieczne stało się zabezpieczenie lewej flanki Wielkiej Armii. W tym celu Cesarz polecił marszałkowi Lefebvre zdobycie Gdańska. Jako, że straty pod Pruską Iławą były katastrofalne, Napoleon poszukiwał rekruta, bazując przede wszystkim na potencjale lokalnej ludności, która mógłaby mu pomóc w realizacji tego celu. Tym ważne stało się wprowadzenie jak największej ilości polskich żołnierzy i polskich oddziałów zbrojnych, które skierowano między innymi na Pomorze.

Do końca stycznia generał Jan Henryk Dąbrowski zajął Chojnice, Gniew i Tucholę. 27 stycznia Polacy tymczasowo zajęli Tczew. Stało się to po tym jak Prusacy wyszli „na chwilę” z miasta. 2 pułk jazdy pułkownika Dominika Dziewanowskiego postanowił skorzystać z okazji i zająć niebronione miasto. Ponadto nieliczne pruskie oddziały w mieście miały być tak pijane, że nie były w stanie one stawić oporu. Gdy Prusacy usłyszeli o zajęciu Tczewa, przeprowadzili oni szybką kontrofensywę. Pruska partyzantka pułkownika Schaffera oraz oddziały generała Rouguetta jeszcze tego samego dnia miały przegonić Polaków z pułku Dziewanowskiego z Tczewa.  Trzeba podkreślić, że Polaków wydawali często zwykli mieszkańcy Tczewa, którzy wskazywali miejsca gdzie ukrywali się bądź przebywali Polacy. Już za niecały miesiąc miała mieszkańców spotkać za to straszliwa kara o czym będzie w dalszej części artykułu.

Polacy wycofali się na pozycje uprzednio zajęte przez Dąbrowskiego. Porażka pod Pruską Iławą  w dniach 7-8 lutego spowodowała, że Prusacy wycofywali się między innymi do Gdańska. Jak już wspomniałem wcześniej, jednym z zadań Polaków walczących na tym odcinku frontu było zajęcie Gdańska. Siły Dąbrowskiego zostały odpowiednio wzmocnione przez dywizję badeńska generała Menarda, Legię Północną i część dywizji generała Niemojewskiego. Tak więc łącznie generał Jan Henryk Dąbrowski miał pod swoimi rozkazami około 12 500 żołnierzy. Maszerowali oni na czele korpusu marszałka Lefebvre’a.

Na obrazie Jan Henryk Dąbrowski
Na obrazie Jan Henryk Dąbrowski

Początek ofensywy

Ofensywa polsko-francuska ruszyła 11 lutego. Celem było oczyszczenie drogi na Gdańsk. 19 lutego Dąbrowski raportował do marszałka Lefebrve’a, że w Tczewie znajdować się miało aż 4000 pruskich żołnierzy a na przedpolach miasta kolejne 2000. Były to jak się miało okazać mocno przesadzone szacunki. Obroną Tczewa dowodził major Fryderyk von Both. Miał mieć pod sobą jedynie 642 piechurów, 31 huzarów i 2 armaty 3-funtowe.

Tczew był ważnym punktem na strategicznej mapie ofensywy. Konieczne było jego ponowne zajęcie. Tym razem ważne stało się jego trwałe utrzymanie. Posiadanie tego miasto oznaczało nie tylko kontrolę nad miejscem potencjalnej przeprawy przez Wisłę, ale pozwalało także na opanowanie i nadzór nad ważnymi szlakami komunikacyjnymi, które się tu krzyżowały. W tym drogi na Gdańsk. Mury miejskie Tczewa pochodziły jeszcze z czasów panowania Krzyżaków. Od końca XVIII wieku nie były remontowane. Tak opisywał podejście do Tczewa Jan Weyssenhof: „na wysokim brzegu nad Wisłą, otoczone szerokimi parowami, opasane dookoła starym murem z basztami, krzyżackimi jeszcze podobno, przystępne tylko jedną droga do lądu, wzdłuż której ciągnie się przedmieście”. 22 lutego 1807 roku nastąpiła koncentracja głównych oddziałów polskich wokół Tczewa. Atak miał nastąpić na drugi dzień.

Bitwa o Tczew

23 lutego o godzinie 9:30 generał Jan Henryk Dąbrowski razem z armią stanął pod murami miasta. Wtedy też zdał sobie sprawę z tego, że garnizon miasta jest znacznie mniejszy niż przewidywał. Wysłał do von Botha emisariusza, jakim był kapitan Feliks Grotowski z wezwaniem do kapitulacji. Prusak miał odpowiedzieć, że nie podda się „polskim pastuchom”. Na polską propozycję odpowiedział ogniem artyleryjskim. Wobec tego Polacy ruszyli do ataku. Po opanowaniu przedmieść miasta nastąpił impas, gdyż siły Dąbrowskiego, ponosząc przy tym duże straty, nie były w stanie sforsować bram miejskich Tczewa. W tym zadaniu pomogli im jednak francuscy artylerzyści, którzy po sprowadzeniu odpowiedniej ilości armat, strzaskali bramy miejskie. Droga do miasta została otwarta.

Na czele jednej z kolumn uderzeniowych ruszyła kompania woltyżerów dowodzona przez Dezyderego Chłapowskiego. Był to dla niego pierwszy szturm w życiu. Przed nim usłyszał pewnego rodzaju słowa zachęty ze strony francuskiego artylerzysty. Powiedział on do Dezyderego: „Dalej, młodzieńcze, zarób na krzyż, ruszaj na miasto!”. Po wielogodzinnej walce udało się Dąbrowskiemu zdobyć miasto. Von Both bronił się do samego końca. Z ostatnimi walczącymi żołnierzami bronił się na przykościelnym cmentarzu, a następnie w samym kościele. W końcu zmuszony był jednak się poddać, gdyż dalszy opór nie miał sensu.

Warto tutać przytoczyć dość istotną relacje biorącego udział w szturmie podporucznika Antoniego Białkowskiego:

„Kiedy miasto zdobytym zostało, wypędzono z niego załogę, a jenerał rozkazał wszystkim naszym pułkom zbliżyć się do bramy, którędy jeńcy byli prowadzeni, tak aby jenerał pruski ze swoim oddziałem mógł pastuchów bliżej zobaczyć. Jenerał Dąbrowski wskazując na nas zapytał: Czyś waćpan widział takich pastuchów? A co, poznałeś ich waszmość? Co usłyszawszy, żołnierze pruscy zaczęli na swego jenerała i oficerów błotem i kamieniami rzucać, tak że jenerał pruski prosił o pomoc, której mu udzielono”

Po bitwie

Straty polskie zamknęły się w okolicach 200 zabitych i rannych. Ranny został także sam generał Jan Henryk Dąbrowski.  Straty pruskie natomiast wyniosły około 350 zabitych i rannych a także maksymalnie 800 wziętych do niewoli. Wielu Prusaków uciekając przed Polakami potopiło się w Wiśle. Cesarz Napoleon był bardzo zadowolony z sukcesu Polaków. Nazwał te bitwę „pierwszą polską bitwą”. Rozdał wśród uczestników bitwy aż 14 krzyży Legii Honorowej! Co ciekawe, wręcz proroczo ze strony ust Francuza, krzyż Legii Honorowej otrzymał również Dezydery Chłapowski! Ponadto Cesarz w uznaniu zasług zgodził się na publikację raportu generała Dąbrowskiego na temat bitwy. Ponadto troskliwie wypytywał się o stan zdrowia rannego generała pytając o „swego drogiego jenerała Dąbrowskiego”.

Po zwycięstwie zaczęła się jedno lub dwugodzinna gehenna miasta. Napoleon wyraził zgodę na tak zwaną „złotą godzinę” w zdobytym mieście. Oznaczało to, że żołnierze przez godzinę (lub dwie według różnych źródeł) mogli dowolnie plądrować miasto, bez ponoszenia z tego tytułu żadnych konsekwencji. Koniec złotej godziny obwieszczali dobosze. Każdemu kto by się nie stawił z powrotem do swego pułku, groził pluton egzekucyjny. Miasto zostało ukarane „Złotą godziną” między innymi za czynny udział ludności cywilnej w obronie miasta jak i pogardliwą odpowiedź pruskiego komendanta adresowaną do Polaków na żądanie kapitulacji.

Bitwa ta była ważna z kilku powodów. Powód strategiczny był prosty. Droga na Gdańsk pozostała otwarta.  Inny ważny powód to jej „polski” charakter. Była to pierwsza polska batalia, w której brali udział wyłącznie żołnierze. W zdecydowanej większości byli to polscy żołnierze. Nie byli to powstańcy jak w czasie chociażby ataku na Słupsk w nocy z 18 n 19 lutego. Wrażenie jaka wywarła bitwa ciekawie uchwycił Józef Wybicki w liście do Dąbrowskiego: „wszyscy dobrzy Polacy Cię kochają, wszyscy Cię szanują”.

A teraz relacja polskiego żołnierza woltyżera (prawdopodobnie Dezyderego Chłapowskiego), dla którego to był chrzest bojowy: „W Tczewie… ja pierwszy raz… szedłem w bój porządny. Nogi podemną zadrżały, duszy nie czułem prawie w ciele, gdy nam strzelcom dano znak do tyralierki. Ale ledwom raz wystrzelił i zobaczył, że kuli świstają, a żadna mnie nie trafia, pomyślałem sobie, chłop strzela, Pan Bóg kule nosi, proch mnie obszedł, strach minął i odtąd nie bałem się już nigdy”.

Obraz przedstawia Dezyderego Chłapowskiego
Obraz przedstawia Dezyderego Chłapowskiego

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz naszą pracę nad popularyzowaniem historii?
Postaw nam wirtualną kawę:

Wybierz wielkość kawy:

Subskrybuj nasz newsletter!

Co tydzień, w naszym newsletterze, czeka na Ciebie podsumowanie najciekawszych artykułów, które opublikowaliśmy na SmartAge.pl. Czasem dorzucimy też coś ekstra, ale spokojnie, nie będziemy zasypywać Twojej skrzynki zbyt wieloma wiadomościami.

Udostępnij.

Bonapartysta, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku Bezpieczeństwo Narodowe. Pasjonat historii i militariów ze szczególnym naciskiem na okres wojen rewolucyjnych i napoleońskich. Codziennie z pasją rozwijam swoją wiedzę dotyczącą tego krótkiego, choć burzliwego okresu w dziejach Europy i Świata.

×