Radziecka, a później rosyjska flota podwodna przeżyła wiele katastrof okrętów podwodnych, w tym liczne zatonięcia okrętów o napędzie atomowym. Jedną z nich było zatonięcie atomowego okrętu podwodnego K-219, do którego doszło 6 października 1986 roku.

Atomowy okręt podwodny K-219

K-219 był jednym z 34 okrętów podwodnych projektu 667A (NATO: Yenkee I). Okręt miał 132 m długości i wyporność 7760 ton na powierzchni i 9600 ton pod wodą. Wyposażono go w dwa reaktory atomowe zapewniające prędkość 13 węzłów na powierzchni i 27 węzłów pod wodą. Uzbrojenie składało się z 4 dziobowych wyrzutni torped kalibru 533 mm i dwóch rufowych wyrzutni kalibru 400 mm oraz 16 pocisków balistycznych R-27U. Załoga liczyła 120 oficerów i marynarzy, a autonomiczność jednostki wynosiła 70 dni.

Budowę okrętu rozpoczęto 28 maja 1970 roku, wodowanie miało miejsce 8 października 1971 roku a do służby okręt wszedł 31 grudnia 1971 roku. Służba okrętu przebiegała spokojnie, nie licząc kilku drobnych incydentów z przeciekającymi pokrywami wyrzutni pocisków balistycznych. Jeden z takich przecieków sprawił, że jedna z wyrzutni została na stałe zaspawana.

K-219 już po eksplozji w wyrzutni

K-219 już po eksplozji w wyrzutni

Zatonięcie K-219

3 października 1986 roku dowodzony przez Igora Britanowa okręt odbywał patrol na Atlantyku, około 970-1090 km na wschód od Bermudów. W trakcie rejsu doszło do przecieku w szóstym silosie rakietowym. Słona woda morska dostała się do wnętrza silosu i zmieszała z oparami paliwa stosowanego w rakietach R-27U. Po zmieszaniu doszło do reakcji chemicznej, w wyniku której w silosie wytworzyły się gazy.

Załoga próbowała najpierw wypompować wodę, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu, ponieważ silos był cały czas nieszczelny. Dowództwa okrętu wydał wówczas rozkaz wyjścia na głębokość około 40 metrów z zamiarem wyjścia na powierzchnię i przewietrzenia silosu. Równocześnie zamknięto i uszczelniono wszystkie przedziały.

K-219 już po eksplozji w wyrzutni

K-219 już po eksplozji w wyrzutni

Niestety po kilkunastu minutach od zauważenia przecieku doszło do eksplozji. Wybuch rozerwał silos i naruszył konstrukcję okrętu. Zginęło dwóch marynarzy znajdujących się w przedziale rakietowym, a kolejnych 25 zostało odciętych. W wyniku eksplozji okręt zaczął nabierać wody i opadł na głębokość około 300 m. Na szczęście dzięki zamknięciu przedziałów, udało się opanować okręt i wyjść na powierzchnię.

Równocześnie załoga podjęła działania w celu zabezpieczenia okrętu. Zgodnie z procedurą, w takiej sytuacji reaktory powinny zostać automatycznie wyłączone, aby nie doszło do ewentualnej eksplozji. Tak się jednak nie stało, ponieważ automatyczny system zawiódł. Jeden z marynarzy, Siergiej Preminin zgłosił się na ochotnika, aby ręcznie opuścić pręty. Chociaż udało mu się wyłączyć reaktor, nie był w stanie wrócić do bezpiecznej części okrętu z powodu pożaru jaki wybuchł wewnątrz przedziału rakietowego. Preminin według oficjalnych informacji zmarł z powodu braku tlenu.

Załoga przez dwa dni starała się opanować sytuację na pokładzie, ale uszkodzenia były bardzo poważne. W związku z tym kapitan skontaktował się z Moskwą prosząc o pomoc. Podjęto wówczas decyzję o odholowaniu uszkodzonego i przeciekającego okrętu do ZSRR – około 7000 km (sic). Na miejsce przypłynął frachtowiec, ale mimo kilku prób, nie udało się zaczepić holu. W zaistniałej sytuacji, 6 października 1986 roku Britanow nakazał załodze opuszczenie okrętu i ewakuację, samemu pozostając na pokładzie.

Gdy do Moskwy dotarła informacja o ewakuacji, dowództwo zdecydowało o odsunięciu kapitana od dowodzenia okrętem. Jego miejsce miał zająć oficer polityczny. Tak się jednak nie stało, ponieważ zanim załoga wróciła na pokład, K-219 zaczął tonąć. Nie było możliwości jego uratowania.

K-219 już po eksplozji w wyrzutni

K-219 już po eksplozji w wyrzutni

Wrak i wątpliwości

K-219 zatonął w rejonie równiny abisalnej, a wrak osiadł na głębokości 6000 m. Łącznie zginęło 3 marynarzy na pokładzie, a dwóch kolejnych zmarło później z powodu odniesionych obrażeń. W 1988 roku Rosjanie przeprowadzili ekspedycję, której celem było zbadanie stanu wraku K-219. Załoga statku Kiełdysz zlokalizowała wrak i dokładnie go zbadała. Okręt przełamał się na dwie części, a większość silosów z pociskami balistycznymi otworzyła się. Same pociski wypadły z silosu i leżały wokół okrętu. Ze względu na głębokość na której znalazł się wrak, nie było możliwe przeprowadzenie operacji odzyskania głowic, które cały czas spoczywają na dnie Atlantyku.

W toku przeprowadzonego śledztwa pojawiła się teza, iż K-219 zderzył się z amerykańskim okrętem podwodnym USS Augusta, który również operował w tym samym rejonie co K-219. Zderzenie miało doprowadzić do rozszczelnienia silosu. Zarówno amerykanie jak i dowództwa K-219, Igor Britanow zaprzeczyli jednak tej wersji. Ostatecznie kapitan chociaż oskarżony o sabotaż (za utratę okrętu) nie trafił do więzienia.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Wojtek Kołodziejski

    No tak. Jak coś nawali to wiadomo że Jankesi winni. Z Kurskiem było to samo. A ten marynarz Siergiej Preminin bardzo odważny człowiek.

Google+