Katastrofa w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego, która miała miejsce 22 lutego 1972 roku to jedna z najsłynniejszych katastrof PRL-u. Do dnia dzisiejszego nie zostały do końca wyjaśnione jej skutki i przyczyny.

W czasach PRL-u miało miejsce wiele katastrof i wypadków, które często mimo swojego ogromu, nie były znane opinii publicznej. Media, działające dokładnie według wytycznych władz miały zakaz informowania o wydarzeniach, które mogłyby źle wpłynąć na „morale społeczeństwa”. Wychodzono z założenia, że wypadki zdarzają się wszystkim, tylko nie nam. W związku z tym zatajano informacje o katastrofach jak tylko się dało. Oczywiście nie zawsze się to udawało, a im bliżej lat 90-tych tym bardziej się to nie udawało. Jednak w 1972 roku doszło do katastrofy, która była jedną z najpoważniejszych w czasach Polski Ludowej, o której po za osobami bezpośrednio z nią związanymi mało kto  wiedział.

W nocy, 22 lutego 1972 roku w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego produkującym dekstrynę doszło do potężnej eksplozji w wyniku której zginęło 17 osób (niektóre źródła podają liczbę 16 lub 18 ofiar, jednakże na tablicy pamiątkowej poświęconej ofiarom katastrofy znajduje się 17 nazwisk). Eksplozja zniszczyła jeden z budynków i uszkodziła kilka okolicznych. Zniszczenia były bardzo duże.

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Echo Lubonia)

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Echo Lubonia)

Powodem katastrofy była eksplozja pyłu, powstającego podczas produkcji dekstryny. W odpowiednich warunkach, przy dużym nagromadzeniu pyłu wystarczy mała iskra by spowodować wybuch. Tego dnia w zakładzie wystąpiły wszystkie czynniki mogące doprowadzić do eksplozji.

Obiekt w którym znajdował się zakład powstał na początku XX wieku. Zbudowali go Niemcy. Większość urządzeń, które znajdowały się w zakładzie w 1972 była bardzo stara – niektóre z nich pamiętały początki istnienia przedsiębiorstwa. W związku z dużą awaryjnością starych i mocno zużytych maszyn, dyrekcja postanowiła sprowadzić nowe. Z powodu trudności finansowych, zamówiono zupełnie nowe i nie używane wcześniej maszyny, które miały zostać przetestowane. Jak łatwo się domyślić,  sprawiały one sporo problemów pracownikom. Ciągłe poprawki i awarie wpływały bardzo negatywnie na produkcję, w związku z czym w styczniu, pracownicy nie otrzymali premii, której wysokość uzależniona była od produkcji. W związku z tym pracownicy robili wszystko co mogli, aby zwiększyć produkcję. Często ignorując zasady bezpieczeństwa, wyłączając urządzenia kontrolujące np. zapylenie w budynkach, a także jeśli tylko mogli nie serwisowali urządzeń. Warunki pracy w zakładzie szybko zaczęły się pogarszać.

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Wieści Lubońskie)

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Wieści Lubońskie)

Z licznych odtajnionych dokumentów Służby Bezpieczeństwa wynika, że pracownicy dobrze zdawali sobie sprawę z zagrożenia oraz często informowali o tym fakcie przełożonych. Ci natomiast nie wykazywali zbyt dużej chęci do działania. Z drugiej strony w tego typu zakładach eksplozje pyłu zdarzają się często i to nie tylko w Polsce. W samum tylko WPPZ doszło przed rokiem 1972 do kilku wypadków, w których na szczęście nikt nie zginął. Było jednak wielu rannych.

Eksplozja nastąpiła 22 lutego kilka minut po godzinie 23 w oddziale produkcji dekstryn. Czterokondygnacyjny budynek został całkowicie zniszczony, a kilka okolicznych budynków poważnie uszkodzonych. W wyniku eksplozji, fragmenty jednego z wagonów kolejowych, którymi przewożono materiały produkcyjne przeleciał około 100 metrów i wbił się w budynek po drugiej stronie drogi i torów kolejowych. To mówi samo za siebie o skali eksplozji. Większość ofiar znajdowało się w zniszczonym budynku i zginęła na miejscu, część zmarła po przewiezieniu do szpitala. Rozmiar zniszczeń oszacowano dopiero następnego dnia, kiedy opadł dym i ugaszono pożar. Widok był przerażający o czym świadczy kilka wykonanych wówczas zdjęć.

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Echo Lubonia)

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Echo Lubonia)

Za główną przyczynę wybuchu w toku śledztwa uznano źle funkcjonujące maszyny służące do produkcji dekstryny, oraz sam surowiec – mączka ziemniaczana, sprowadzana w tym czasie z Holandii. Z powodu innego procesu produkcji była ona bardziej zmielona, przez co podczas obróbki pojawiało się więcej pyłu. Dodatkowo stare urządzenia wentylacyjne miały za małą wydajność, aby wyciągnąć z pomieszczeń powstający pył. Podczas oględzin miejsca wypadku stwierdzono również brak elektromagnesów, które miały wyłapywać metalowe przedmioty, które mogły przypadkowo dostać się do maszyn. Jak się później okazało ich brak spowodował dostanie się sporej ilości śrub do instalacji, które trąc o siebie doprowadziły do pojawienia się iskry, która była bezpośrednią przyczyną wybuchu.

W toku prowadzonego śledztwa trudno było wskazać bezpośrednich winnych katastrofy. Głównie dlatego, że winę ponosili zarówno pracownicy, kadra kierownicza a także przestarzałe urządzenia. Mimo to jako kozły ofiarne wybrano szefów zakładów i skazał za nieumyślne spowodowanie śmierci: dyrektora naczelnego – inż. Tadeusza Bęcia na 3 lata więzienia, dyrektora ds. technicznych – Zdzisława Ostaszewskiego i kierownika Zakładu Luboń I – na 2 lata wiezienia, oraz Konrada Byszewskiego – wicedyrektora ds. technicznych na 1,5 roku pozbawienia wolności.

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Echo Lubonia)

Wybuch dekstryny w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego w Luboniu w 1972 roku (fot. Echo Lubonia)

Sam zakład odbudowano w innym miejscu. Co ciekawe, ruiny budynku, w którym produkowano dekstrynę zburzono, ale piwnice, do których trafiała dekstryna zasypano, pozostawiając w nich jej olbrzymie ilości. Według niepotwierdzonych informacji, które są raczej teorię spiskową, spowodowane to było odkryciem innych przyczyn wybuchu i chęcią ukrycia tego faktu. Jest to jednak bardzo naciągana teoria, a brak jakichkolwiek dowodów tym bardziej ją podważa.

Katastrofa została przemilczana przez długi czas. Mimo dużej liczby ofiar, władze nie chciały jej „popularyzować” ze względu na okoliczności wybuchu. Dopiero dostęp do akt SB pozwolił zdobyć wiele informacji na temat wydarzeń z 22 lutego 1972 roku. Kilka lat temu ujawnione zostały dalsze dokumenty, które przekazał palacz zakładowej kotłowni, któremu zlecono ich spalenie w związku z przenosinami zakładu. Na szczęście przekazał on je Izabelli Szczepaniak, dziennikarce internetowej gazety „Echo Lubonia”. Dzisiaj zakłady zostały przeniesione do miejscowości Stawie, a w miejscu tragedii znajduje się pomnik, na którym umieszczono nazwiska ofiar. Obecnie jest to teren prywatny.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

Google+