Tuż przed wybuchem II wojny światowej w Wielkiej Brytanii powołano Special Vehicle Development Committee, którego celem było zaprojektowanie ciężkiego czołgu, który idealnie nadawałby się do walki na frontach… I wojny światowej. Powstały dwa pojazdy nazwane TOG1 i TOG2, które po długich próbach zostały uznane za nieprzydatne.

Geneza

Mimo rozwoju techniki, pod koniec lat 30. wielu francuskich i brytyjskich wojskowych wierzyło, że zbliżająca się nieuchronnie II wojna światowa będzie wyglądała dokładnie tak samo jak Wielka Wojna 1914-1918. Chociaż doświadczenia walk w Hiszpanii podczas hiszpańskiej wojny domowej oraz kierunki w jakich rozwijane były wojska pancerne w Niemczech i ZSRR zaprzeczały takiemu obrotowi spraw, w lipcu 1939 roku Sir Albert Gerald Stern, były członek Landships Committee odpowiedzialnego za powstanie pierwszych brytyjskich czołgów doprowadził do powołania Special Vehicle Development Committee (SVDC), którego celem było zbudowanie nowego czołgu ciężkiego dla brytyjskiej armii.

W skład zespołu weszli dawni współpracownicy Sterna, którzy mieli swój znaczący wkład w powstanie pierwszych czołgów podczas I wojny światowej. Dobór współpracowników sprawił, że komitet zaczęto nazywać „The Old Gang” (w skrócie TOG). Oprócz Sterna w prace nad nowym czołgiem zaangażowali się m.in. Sir Eustace Tennyson d’Eyncourt (konstruktor morski), emerytowany generał Sir Ernest Swinton, Harry Ricardo specjalizujący się w konstrukcji silników, major Walter Gordon Wilson odpowiedzialny za przekładnię i transmisję oraz Sir William Tritton wraz z firmą William Foster & Co Ltd, znany z zbudowania pierwszego brytyjskiego czołgu – Little Willie.

Number 1 Lincoln Machine „Little Willie”

Number 1 Lincoln Machine „Little Willie”

Prace nad czołgiem ruszyły pod koniec 1939 roku, już po walkach w Polsce, gdzie Niemcy zastosowali taktykę Blitzkriegu. Według założeń nowy pojazd miał być zdolny do pokonywania okopów i błotnistych terenów zrytych pociskami, uzbrojenie miało składać się z licznych karabinów maszynowych oraz dwufuntowych działek, a prędkość czołgu miała oscylować w granicach 10 km/h. Opancerzenie miało zapewniać ochronę przed pociskami przeciwpancernymi kalibru 47 mm oraz przed odłamkami z pocisków artyleryjskich kalibru 105 mm.

TOG1

Drewnianą makietę prototypu ukończono na początku 1940 roku, a właściwy prototyp w październiku 1940 roku, już po niemieckiej inwazji na Francję, gdzie ponownie zastosowano taktykę wojny błyskawicznej. Pojazd otrzymał nazwę TOG1 i miał 10 m długości, 3,1 m szerokości oraz 3 m wysokości, a całość ważyła 81 ton (sic!). Uzbrojenie czołgu składało się z armaty kalibru 75 mm umieszczonej w przedniej części kadłuba (tak jak w nieudanych francuskich czołgach ciężkich Char B1) oraz karabinów maszynowych strzelających we wszystkich kierunkach. Początkowo zakładano, że czołg otrzyma dwa działka przeciwpancerne kalibru 40 mm w bocznych sponsonach, ale ostatecznie zrezygnowano z nich, montując wieżę z czołgu Matilda Mk II.

Pokraczny, powolny (prędkość maksymalna wynosiła 14 km/h), olbrzymi i wyjątkowo ciężki czołg już w pierwszych próbach okazał się problemem. Skomplikowany system napędu składający się z dwóch silników elektrycznych napędzających gąsienice i zasilanych przez silnik diesla o mocy 600 KM szybko się przegrzewał. Dodatkowo pojazd cały czas trapiony był problemami z skrzynią biegów, które próbowano rozwiązać aż do maja 1943 roku. TOG1 był wówczas już całkowicie nieprzydatny, w związku z czym jedyny zbudowany prototyp trafił do Chobham, gdzie ślad po nim zaginął.

TOG2

Krótko po rozpoczęciu prac nad czołgiem TOG1 zespół Sterna postanowił rozpocząć prace nad kolejnym pojazdem, pozbawionym wad pierwszego wozu. Czołg otrzymał nazwę TOG2 a budowa prototypu ruszyła 27 czerwca 1940 roku, natomiast gotowy pojazd dostarczono w marcu 1941 roku. Od swojego poprzednika różnił się bardziej przemyślanym układem gąsienic (które w TOG1 przebiegały tak samo jak w pierwszo-wojennych Mark IV) , uzbrojeniem przeniesionym do wieży (testowano jej kilka wariantów, ale ostateczny był podobny do wieży zastosowanej później w czołgu A30 Challenger). Zamiast haubicy i działka kalibru 40 mm zastosowano armatę przeciwpancerną QF 17 pdr kalibru 76,2 mm.

TOG2 miał 10,1 m długości, 3,12 m szerokości i 3 m wysokości. Waga pojazdu wynosiła około 81,3 tony i mimo zastosowano lepszego dwunastocylindrowego  silnika diesla Paxman-Ricardo o mocy 600 KM prędkość maksymalna wynosiła około 13,7 km/h. Układ napędowy był prawie taki sam jak w wcześniejszym prototypie, ale dzięki zastosowaniu lepszych silników elektrycznych nie sprawiał tyle problemów.

W lipcu 1941 roku rozpoczęto próby poligonowe TOG2, w których porównywano go z sprawdzonymi czołgami Matilda Mk II i Valentine. Teoretycznie TOG2 spisał się na próbach nawet lepiej niż rywale, jednak konkurencje, które wygrał, nie do końca odzwierciedlały warunki w jakich toczono walki pancerne (pokonywanie przeszkód terenowych typowych dla wojny pozycyjnej). W kolejnych próbach rozpoczętych w styczniu 1942 roku TOG2 zmierzył się prototypowym Churchillem. Tym razem próby zakończyły się remisem z lekkim wskazaniem na Churchilla, który był lżejszy, szybszy i prezentował większe możliwości bojowe.

Prace nad czołgiem kontynuowano, ale po próbach przeprowadzonych w maju 1944 roku uznano, że TOG2 nie prezentuje większych możliwości bojowych od Churchilla, a koszty jego produkcji są zbyt wysokie. Prototyp wysłano do Chobham, a po wojnie przekazano do Tank Museum w Bovington.

Bezsensowne marnowanie zasobów

Praktycznie od początku prace nad czołgami TOG1 i TOG2 nie miały żadnego sensu. Pojazdy projektowano z myślą o walkach pozycyjnych, takich samych jak podczas I wojny światowej. Już we wrześniu 1939 roku było wiadomo, że II wojna światowa nie będzie wojną pozycyjną, a kolejne miesiące tylko potwierdzały ten fakt. Mimo to komitet Sterna uparcie kontynuował prace, marnując czas i środki.

Idealnie projekt podsumował Vernom Cleare, który stwierdził, że projekt marnował pieniądze, czas, zasoby i zadziwiało go, że ktokolwiek pozwolił na jego realizację. Prawdopodobnie na prace nad tymi czołgami pozwolił sam Churchill, który dobrze znał Sterna i jego zespół. Być może starzy znajomi łatwo wmówili brytyjskiemu premierowi, że projekt ma sens.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

Google+