Uzbrojenie przeciwpancerne Wojska Polskiego we wrześniu 1939 roku wbrew obiegowej opinii było bardzo dobre. Oprócz znakomitych armat przeciwpancernych Bofors kalibru 37 mm, żołnierze dysponowali karabinami przeciwpancernymi wz. 35, mogącymi przebić pancerz każdego niemieckiego pojazdu pancernego.

Prace nad karabinem przeciwpancernym

Wojsko Polskie na przełomie lat 20. i 30. nie dysponowało dedykowaną bronią przeciwpancerną. Nieliczne czołgi oraz wykorzystywane przez wojska lądowe armaty polowe kalibru 75 mm były jedynym arsenałem pozwalającym na zwalczanie czołgów i pojazdów pancernych.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Dopiero w 1935 roku podjęto działania mające na celu wyposażenie wojsk lądowych w dedykowaną broń przeciwpancerną w postaci lekkich działek kalibru 37 mm oraz karabinów przeciwpancernych. Te ostatnie przetestowane z powodzeniem na frontach I wojny światowej zyskały sporą popularność w wielu armiach. Chociaż szybki wzrost grubości pancerzy czołgów sprawił, że pierwsze karabiny tego typu szybko stały się przestarzałe, w latach 30. rozwój techniki pozwolił na opracowywanie coraz silniejszych pocisków, zdolnych do przebijania nawet pancerzy o grubości 30 mm (pancerz pierwszych wersji niemieckich czołgów PzKpfw II miał około 14,5 mm grubości) z odległości kilkuset metrów.

Decyzję o rozpoczęciu prac nad polskim karabinem przeciwpancernym podjęto 1 sierpnia 1935 roku. W przeciwieństwie do innych armii, które posiadały lub projektowały właśnie tego typu uzbrojenie, założono, że polski karabin będzie korzystać z amunicji mniejszego kalibru. Wybór padł  na sprawdzony pocisk kalibru 7,92 mm. Prace nad karabinem rozpoczęto w Fabryce Karabinów w Warszawie, pod kierownictwem Józefa Maroszka. Równolegle w Państwowej Wytwórni Amunicji Nr. 1 w Skarżysku Kamiennej rozpoczęto prace nad pociskiem przeciwpancernym.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

O ile prace nad samym karabinem przebiegały sprawnie i już w listopadzie 1935 roku zaprezentowano model broni, prace nad pociskiem zajęły więcej czasu niż planowano. Powodem opóźnień był niewielki kaliber pocisku, a co za tym idzie potrzeba zaprojektowania odpowiedniego ładunku miotającego, który pozwoliłby na wystrzelenie pocisku z prędkością pozwalającą na przebicie pancerza.

Utrzymywane w ścisłej tajemnicy próby karabinów były bardzo zadowalające. W trakcie testów pociski przebijały z odległości 300 m pancerz o grubości 15 mm, a z 100 m pancerz grubości 33 mm, dzięki czemu był w stanie zniszczyć każdy niemiecki pojazd pancerny z tego okresu.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Zdając sobie sprawę z możliwości broni, prace nad karabinami prowadzono w ścisłej tajemnicy. Nawet skrzynie w których od 1938 roku dostarczano karabiny do jednostek były zapieczętowane i opisane jako „sprzęt mierniczy”. Ponadto rozpowszechniono informacje, że fabryka w Warszawie produkuje broń dla Urugwaju. Wszystkie te zabiegi podyktowane był obawą, iż po ujawnieniu informacji o broni, Niemcy dopancerzyliby swoje pojazdy, przez co karabiny stałyby się bezużyteczne.

Konstrukcja

Karabin przeciwpancerny wz. 35 był karabinem powtarzalnym wyposażonym w zamek ślizgowo-obrotowy. Magazynek mieścił 4 naboje kalibru 7,92 x 107 mm DS. Karabin ważył 9,5 kg bez amunicji i 10 kg z amunicją. Długość całkowita wynosiła 1760 mm, a długość lufy 1200 mm. Prędkość początkowa pocisku wynosiła 1275 m/s. Zasięg wynosił 300 m.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Opracowany karabin otrzymał oznaczenie wz. 35 Ur od roku rozpoczęcia prac (1935) oraz słowa Urugwaj (dopisek Ur nie był oficjalnie stosowany). Karabiny w skrzyniach mieszczących karabin, 3 zapasowe lufy, 3 magazynki z nabojami, klucz do wymiany lufy oraz instrukcję zaczęto dostarczać do jednostek w 1938 roku. W lipcu 1939 roku wydano rozkaz zaznajomienia się z bronią wybranym oficerom, najlepszym strzelcom oraz rusznikarzom-zbrojmistrzom.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

24 sierpnia 1939 roku wydano natomiast rozkaz otwarcia skrzyń i przekazania uzbrojenia żołnierzom. W tym czasie Wojsko Polskie dysponowało około 3500 karabinów wz. 35, chociaż liczby te nie są potwierdzone. Według założeń, Wojsko Polskie potrzebowało około 5000 karabinów aby uzbroić w nie wszystkie przewidziane oddziały.

Wbrew obiegowej opinii, późna decyzja o przekazaniu uzbrojenia żołnierzom nie była problemem. Karabiny wz. 35 były bardzo proste w obsłudze i technicznie niewiele różniły się od standardowych karabinów piechoty. Jedyny problemem było opracowanie taktyki ich wykorzystania. Wielu żołnierzy chociaż wiedziało jak posługiwać się nową bronią, nie wiedziało jaka jest ich skuteczność i jak najlepiej je wykorzystywać.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Ze względu na brak dokładnych danych o wykorzystaniu karabinów podczas Kampanii Wrześniowej, ciężko jest jednoznacznie ocenić ile pojazdów zostało zniszczone przy użyciu tej broni. Niewątpliwie była to jednak broń skuteczna, ponieważ Niemcy przejęte karabiny wprowadzili do uzbrojenia własnych oddziałów pod oznaczeniem PzB 35(p). W 1941 roku większość z nich została przekazana Włochom, ponieważ ich skuteczność przeciwko radzieckim czołgom była za mała. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Afryce, gdzie karabiny spisywały się całkiem nieźle mimo zużycia.

Karabiny wz. 35 we wrześniu 1939 roku były w stanie przebić pancerz każdego niemieckiego pojazdu opancerzonego i czołgu, w tym najcięższych PzKpfw III i IV. Pociski mimo niewielkiego kalibru wybijały w pancerzu otwory o średnicy około 20 mm, co mówi samo za siebie o ich skuteczności.

Do naszych czasów przetrwało kilkanaście karabinów, które znaleźć można w muzeach zarówno w Polsce jak i Wielkiej Brytanii.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 Ur

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Łukasz Kuliberda

    Tak, nawet jeżeli nie dochodziło do penetracji, do odłamki pancerza też mogły porazić załogę. Ale przebijalność ponad 20mm pancerza „robiła robotę” na wczesnych niemieckich czołgach i ich pancerze boczne spokojnie były przebijane.

  • hawres

    odnośnie właśnie tego rozpłaszczania: czytałem, że w tej sytuacji pancerz nie tyle był przebijany, co na skutek przekazania energii kruszył się od środka i raził odłamkami załogę pojazdu

  • Łukasz Kuliberda

    W odróżnieniu od innych rusznic ppanc które miały bardzo twarde pociski, pocisk Ura był z ołowiu i przy trafieniu rozpłaszczał się na pancerzu wybijając właśnie dużo większy otwór niż jego kaliber. W ogóle 7,92×107 to moim zdaniem małe dzieło sztuki, kaliber mały, ale długość i prędkość wylotowa większa niż w .50BMG. Broń bardzo skuteczna jak na swój czas i prosta w obsłudze, chociaż jak się okazało karabiny ppanc były ślepą uliczką, nawet potężne radzieckie PTRD i PTRS nie nadawały się do zwalczania czołgów. Anyway, parafrazując klasyka „Strzelałbym!”.

Google+