Po kilku latach przerwy Piraci z Karaibów z kapitanem Jackiem Sparrowem powrócili na morza i oceany w pełnej, a nawet nieco powiększonej załodze. Czy udało im się wrócić zza światów tak jak niegdyś udało się to kapitanowi Barbossie i Sparrowowi?

Piraci z Karaibów to jedna z bardziej dochodowych i lubianych serii filmów, która cieszy widzów już od prawie 15 lat. Kolejne części zdobywały coraz lepsze oceny, aż wreszcie pojawiła się niechlubna, czwarta część, która nieźle zamieszała w opiniach krytyków i doprowadziła do 6-letniej przerwy, zanim do kin trafiła kolejna część serii.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Wraz z pojawieniem się pierwszych zwiastunów nowych Piratów wśród sporej liczby fanów serii jak i po prostu miłośników kina przygodowego rozbudzone zostały emocje i przede wszystkim nadzieje (chociaż czytając recenzje wielu krytyków filmowych można odnieść wrażenie, że sami za bardzo nie wiedzieli na co mieli nadzieję).

Najnowsza odsłona serii zaczyna się dobrych kilkanaście lat po wydarzeniach z trzeciej części (Piraci z Karaibów: Na Krańcu Świata). Kapitan Sparrow cały czas próbuje uwolnić Czarną Perłę, ale wychodzi mu to kiepsko. Jego drogi krzyżuję się jednak z Henrym Turnerem (w tej roli Brenton Thwaites), synem Willa Turnera i Elizabeth Swann. Chłopak próbuje znaleźć sposób na uwolnienie swojego ojca od klątwy bycia kapitanem Latającego Holendra. Ponadto dołącza do nich Carina Smyth (w tej roli Kaya Scodelario), która będąc astronomem, uznawana jest za wiedźmę. Jej rola w filmie (i zapewne serii) jest jednak znacznie większą.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Jak na złość na drodze staje im jednak dawny wróg Jacka, kapitan Salazar (w tej roli Javier Bardem), który chce się na nim zemścić za dawne krzywdy. Na szczęście od wszystkich, problemów może ich uwolnić mityczny Trójząb Posejdona. Cały film poświęcony jest więc poszukiwaniom tegoż mitycznego przedmiotu. A wszystko to okraszone humorem i muzyką Hansa Zimmera.

W filmie pojawiły się prawie wszystkie, żyjące jeszcze postacie z poprzednich części, za wyjątkiem Angelici, Syreny i Philipa (kaznodzieja) z czwartej części serii. Niektórzy z dawnych głównych bohaterów zagrali jednak bardzo krótkie epizody, ponieważ Orlando Blooma widzimy dosłownie w trzech scenach, a Keirę Knightley w dwóch. Postać kapitana Salazara, jak i jego historia spokojnie mogłaby być tematem na jeszcze jeden film, ale dotyczący wcześniejszych wydarzeń (znając Disneya, wszystko jest możliwe).

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara chociaż wyreżyserowany przez Joachima Rønninga i Espena Sandberga przypomina pierwsze trzy części stworzone przez Gora Verbinskiego, ale z czwartą łączy się całkiem nieźle. Jak zwykle dostajemy porcję humoru, pościgów i kilku mniejszych bądź większych zwrotów akcji, oraz przede wszystkim niezłą lekcję historii, ponieważ film daje sporo odpowiedzi na temat życiorysu Jacka Sparrowa.

Pod względem wykonania filmu oraz efektów specjalnych, wszystko trzyma znany nam i bardzo dobry poziom. Muzyka Zimmera dobrze wpisuje się w film i stanowi znakomite tło, ale nie jest tak porywająca jak np. w trzeciej części. Na szczególną uwagę zasługuje odwzorowanie załogi kapitana Salazara, która jest bardzo różnorodna i prezentuje się zupełnie inaczej niż złowrogie załogi z poprzednich części.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Niestety mimo to w filmie czegoś zabrakło. Chociaż wykonanie filmu stoi na wysokim poziomie, mamy wszystkie postacie, fabuła jest całkiem niezła (ale też bez specjalnego polotu), mamy sporo ciekawych fragmentów fabuły, które ujawniają interesujące fakty, a akcja toczy się szybko, od samego początku mniej więcej wiadomo co się wydarzy, a kilka zaserwowanych zwrotów akcji nie ratuje sytuacji.

Filmowi brakuje chyba różnorodności jaka towarzyszyła trzeciej części jeśli chodzi o klimat scen i złożoność fabuły. Być może jest to związane z faktem, że po prostu ciężko wymyślić coś więcej w serii filmów poświęconej piratom. Brakuje też sporych zwrotów akcji, a te, które znalazły się w filmie, spokojnie mogłyby być pokazane lepiej (chociaż tu problem może leżeć w kwestiach personalnych, ponieważ już w czwartej części niektórzy aktorzy nie chcieli dalej grać w Piratach).

Można więc śmiało powiedzieć, że Zemsta Salazara to solidny film, ale nie porywający tak jak pierwsze trzy części. Fani będą zapewne podzieleni na tych, którzy uznają go za świetny film i na tych, którzy powiedzą, że jest przeciętny. Widać, że nawet twórcy nie byli do końca pewni jak ich produkcja będzie odebrana, ponieważ mimo zostawienia kilku furtek dla kolejnych części, równie dobrze mogą całą serię zakończyć w tym miejscu. Może nie byłoby to epickie zakończenie, ale nie byłoby po nim niesmaku.

Czy warto obejrzeć ten film? Tak, choćby dlatego, że jego ocena jest trudna i każdy musi indywidualnie zdecydować co myśli o filmie. Nie można się jednak spodziewać efektu wow. A, i koniecznie zostańcie do końca napisów (zresztą pytanie ile osób wie, że każda część serii ma scenę po napisach?)

7.0 Warto zobaczyć

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara to całkiem niezły film, ale mimo dobrego wykonania czegoś mu brakuje. Żeby jednak dobrze go ocenić, trzeba go zobaczyć samemu. Bez wątpienia są to jednak prawdziwi Piraci z Karaibów.

  • 7
  • Ocena użytkowników (3 głosów) 4.8
Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Tak jak we wszystkich częściach, tak i tu była scena po napisach 🙂 Może nie była bardzo emocjonująca ale była ciekawa. Co do Barbossy, to był to celowy zabieg. Już w czwartej części zaczął się zmieniać i sądząc po przebiegu tej części wszystko ułożyło się w pewną całość. Trafiłem na wywiad z nim właśnie na temat jego postaci w którym mówił że Barbossa był zwykłym człowiekiem który zakochał się w morzu i chciał być wielkim kapitanem. Nie wyszło więc zmienił priorytet na wielkiego opływającego w luksusach pirata 🙂

  • Łukasz Kuliberda

    Scena po napisach była? Motyla noga, uznałem, że to nie film Marvela i nie ma sensu zostawać. Co do filmu, to początek z napadem na bank świetny, bardzo w klimatach Jacka Sparrowa, ale później film traci trochę rozpędu. Zawiódł mnie Barbosa, który cały czas mówił z jakąś dziwną manierą, jakby grał w sztuce teatralnej, albo brał udział w konkursie recytatorskim. Drażniące to było, bo nie kojarzę, żeby tak się zachowywał w poprzednich częściach. Zaś Bardem…. no czegoś mi tu bardzo brakowało. W pierwszym zwiastunie wydawał się być postacią bardzo mroczną i okrutną, ale fenomenalnie złamał to mówiąc grzecznie „will you tell it to him, please?” W filmie jest zły bo jest zły i już, i nawet ta sama scena jest mocno rozciągnięta i nie jest już tak dobra. No wielki zawód jeśli chodzi o tę postać. Trzeci zarzut, to ilość scen toczących się w nocy lub pod wodą – po prostu „cimno, zimno i mało widać”. Absolutnie się zgadzam, że filmowi czegoś brakuje, ale warto zobaczyć samemu, najlepiej w jakiś tani wtorek albo środę z Orange 😉 Moim zdaniem 6/10.

Google+