Każdy z nas używa perfum – mniej lub bardziej charakterystycznych. A może by tak spróbować czegoś kontrowersyjnego? Zapachu, który nietypową kompozycją albo szokującą kampanią reklamową dał się poznać milionom i jest rozchwytywany po dziś dzień?

Wielu producentów wonnych flakoników ucieka się do skandalu, żeby wypromować swoje produkty. Niektórzy twierdzą, że to po prostu ich artystyczna wizja i tym oddalają stawiane im zarzuty. Tak było w przypadku pamiętnej reklamy Marca Jacobsa, na których niepełnoletnia wtedy modelka pozuje w dwuznacznych pozach z flakonem kultowych perfum Oh, Lola! W swoich kampaniach na nagości często bazuje też Calvin Klein czy lubiący łamać granice Tom Ford. Jednak na kartach historii najmocniej zapisał się Yves Saint Laurent, który jako jeden z pierwszych zaczął naginać ramy moralności.

Perfumy jak narkotyk…

Francuski kreator od zawsze charakteryzował się nietuzinkowym podejściem do swoich projektów. Zarówno jego ubrania, dodatki, jak i zapachy są tworzone na przekór obowiązującym kanonom. Ale ponadprzeciętność nigdy nie wystarczała znanej marce – ten słynny dom mody po prostu lubi szokować.

W 1971 roku sam Yves Saint Laurent wystąpił zupełnie nago w reklamie swoich perfum dla mężczyzn M7. W tamtych latach plakaty odebrano jako oburzające. Dzisiaj zapewne nie zrobiłyby już tak wielkiego wrażenia. Zupełnie inaczej jest z pachnidłem, które do tej pory budzi w niektórych mieszane odczucia – mowa o bestsellerowej wodzie Opium z 1977 roku.

Yves Saint Laurent uznawany jest za jednego z największych skandalistów wśród producentów perfum

Yves Saint Laurent uznawany jest za jednego z największych skandalistów wśród producentów perfum

Aromat przez lata promowano jako uzależniający jak narkotyk. Wystarczyłaby w sumie sama sugestywna nazwa, ale marka stawiająca na kontrowersje postanowiła o sobie przypomnieć. W reklamie z 2000 roku można było zobaczyć modelkę Sophie Dahl w ekstatycznej pozie. Bez ubrań, tylko w butach i biżuterii, oszołomioną upajającą wonią. Szczególnie wzburzone poczuły się Chiny, które mają bardzo burzliwą opiumową historię. Tylko w roku wypuszczenia pachnidła na rynek wpłynęło na nie prawie 1000 skarg.

Paradoksalnie to tylko pomogło perfumom, których specyficzna i ciężka kompozycja jest dziś synonimem odwagi, elegancji i chęci wyróżnienia się z tłumu. Bogate, przyprawowo-korzenne i lekko duszące akordy nie są jednak dla każdego.

Yves Saint Laurent Black Opium

Zdecydowanie bardziej przystępne, choć nadal niesztampowe, są wonie z kolekcji YSL Black Opium stanowiącej kontynuację narkotycznego pachnidła. Czarne brokatowe flakony (do kupienia na https://makeup.pl/categorys/147683/) promowane przez rockową Edie Campbell zachwycają pobudzającą dawką ziaren czarnej kawy – stężenie ich ekstraktu jest tak mocne, jak jeszcze nigdy w żadnych perfumach. Zgrabnie połączono je z innymi ciepłymi nutami: różowym pieprzem, jaśminem i przyjemnie duszącym drewnem. Całość daje słodki i lepki efekt o wielogodzinnej projekcji.

Zapach ze skandalem w tle, o który każdy będzie Cię pytać zaintrygowany? To Twoja odpowiedź.

makeup.p

Tekst: Dagmara Deska

Podziel się.
Google+