W niewielkiej wsi Chrzypsko Małe w powiecie międzychodzkim w Wielkopolsce znajduje się zapomniany most kolejowy. Ceglano-stalowa konstrukcja powstała w latach 1906-1907 i była wykorzystywana do 1992 roku. Obecnie most jest całkowicie opuszczony i powoli popada w ruinę.

Most kolejowy w Chrzypsku Małym jest jednym z wielu zapomnianych zabytków w Wielkopolsce. Zbudowano go w latach 1906-1907 z myślą o trasie kolejowej Szamotuły-Międzychód. Ceglany most został zniszczony w 1939 roku w trakcie kampanii wrześniowej, a w 1941 roku Niemcy odbudowali go, przy okazji zmieniając konstrukcję głównego przęsła, które tym razem wykonano z stalowej kratownicy.

Opuszczony most kolejowy w Chrzypsku Małym (fot. Michał Banach)

Opuszczony most kolejowy w Chrzypsku Małym (fot. Michał Banach)

Przez kolejnych kilkadziesiąt lat most wiernie służył kolei, ale w 1992 roku trasę zlikwidowano, jednak przez kilka kolejnych lat pojawiały się na niej jeszcze pociągi specjalne. Później jednak most pozostawiono własnemu losowi. Od tego czasu konstrukcja powoli niszczeje, zapomniana i częściowo skryta między drzewami. Chociaż stan głównego przęsła, a zwłaszcza podkładów i kładek jest bardzo zły (lepiej na nie nie wchodzić), sama konstrukcja trzyma się całkiem nieźle i co istotne, nie jest zdewastowana – poza kilkoma bazgrołami na niektórych przęsłach.

Most biegnie nad Oszczynicą, niewielką rzeczką o długości 40 km, będącą lewobrzeżnym dopływem Warty. Klamra mostu zawieszona jest na wysokości 15 metrów. Cała konstrukcja mostu składa się z 4 przęseł o długości 14, 53,2, 14 i 13 metrów, wspartych na ceglanych filarach. Okoliczne tereny są bardzo malownicze i spokojne, dzięki czemu most prezentuje się niesamowicie.

Opuszczony most kolejowy w Chrzypsku Małym (fot. Michał Banach)

Opuszczony most kolejowy w Chrzypsku Małym (fot. Michał Banach)

Odnalezienie mostu nie jest trudne, ponieważ praktycznie zaraz po wjechaniu do Chrzypska Małego, konstrukcja wyłania się z drzew. Pod mostem przebiega droga. Wejście na most nie jest bardzo trudne, ale wymaga przedarcia się przez krzaki. Ze względu na stan mostu, lepiej jednak nie wchodzić na stalową konstrukcję – dla własnego bezpieczeństwa.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Jakub Thomas

    Podobny most jest w okolicach Tuczna w województwie zachodniopomorskim. Na przesmyku między jeziorami. Piękne miejsce.

  • Mark Messer

    Ja, również w książkach, spotykałem różne określenia. Francuskie, które z racji pewnych życiowych konieczności, przyszło mi czytać, zwykle mówiły o Bitwie o Francję. Co więcej, były to akademickie książki o historii (w ujęciu politycznym, ekonomicznym, itd), nie wiem, jak jest w literaturze popularnej, ale znawszy nacjonalizm i szowinizm Francuzów en masse, domniemuję że tak samo (La Manche nigdy nie będzie English Channel).
    Skoro na poparcie konkretnej wersji trudno znaleźć przewagę u profesjonalistów (również polscy spójni nie są), powinna zadziałać logika.
    Lubię dyskusję i szanuję wybory interlokutorów. Mogę się z nimi nie zgadzać i dać temu wyraz, ale daleki jestem od narzucania jedynie słusznych wersji. Powiedziałem, howgh 🙂

  • A ja w książkach często spotykam określenie French Campaign w odniesieniu do 1940 roku. Źródeł jest tak wiele, że na poparcie każdej wersji znajdzie się przykłady. Więc możemy długo oceniać które określenie jest popularniejsze…

    Osobiście wolę zostać z Kampanią Wrześniową

  • Mark Messer

    Ja nie jestem ani optymistą, ani pesymistą. Wiem jedynie, że rozmaite działania polityków potrafią przynosić niespodziewane rezultaty. Ale to nie miejsce, może innym razem.

    Co do logiki – jej niestosowanie właśnie prowadzi do szumu informacyjnego i przeinaczania faktów. To jedyne pewne narzędzie.

    Co do Kampanii Francuskiej – o dziwo Francuzi mówią „Bataille de France”. Angielska wiki podaje „Battle of France”. Nie tylko wiki zresztą – historycy również preferują to określenie. Natomiast French Campaign używane jest do określenia wojny 1814 roku i upadku Napoleona. I to przez Brytyjczyków, co właściwie nie dziwi.
    Jak wykazałem, stosowana retoryka jest irracjonalna, w każdym razie w porównaniu do retoryki stosowanej przez inne państwa Europy.

  • Nie jestem aż takim optymistą, jeśli chodzi o skutki nowej debaty historycznej w Polsce. Obawiam się, że będzie tylko gorzej, ale to temat na dyskusję w innym miejscu.

    Co do kwestii określenia Kampania i planów – nasza armia miała plany obronne i zakładała inwazję, więc dla nas to też była kampania. Co do logiki – logika nie jest niestety zawsze odpowiedzią na uregulowanie pewnych kwestii 😉 Nie uważam również, że stosowana retoryka jest irracjonalna. Wydarzenia historyczne trzeba w jakiś sposób nazywać, aby przekaz był przystępny. Na całym świecie stosuje się określenia nawiązujące często do nazwijmy to niemieckiego punktu, ponieważ to oni byli inicjatorami tych działań. Stąd mamy m.in. French Campaign, a nie wojnę obronną 1940 roku 😉

  • Mark Messer

    Unoszenie się nie było potrzebne, przeprosiny przyjęte. Ja również mam dosyć pokazowego szastania historią i dorabiania bohaterów. Mnie chodzi wyłącznie o logikę. Z tego punktu widzenia, zarówno kampania francuska jak i polska (wrześniowa) były wojnami obronnymi. Można próbować argumentować, że były to również swego rodzaju kampanie dla wojsk polskich i francuskich, ale użycie słowa kampania sugeruje istnienie jakiegoś planu. To, że historycy używają tego określenia nie oznacza, że jest poprawne. To humaniści, do logiki nieprzywykli, popełniają często dużo poważniejsze błędy w tej materii.
    Co do samej rewizji – pomimo, że jej korzenie są irracjonalne i wywodzą się z nurtu nacjonalistycznego (co właściwie jest tożsame jedno z drugim) – może ona paradoksalnie wywołać skutki pozytywne. Jednym z nich jest wyrugowanie obrzydliwego zakompleksienia Polaków, wynikającego z wielu chudych lat i innych czynników. Mógłbym dać kilka jeszcze przykładów możliwych pozytywnych skutków tej hucpy.
    Podsumowując – logicznie jest niepoprawnie, ale zgodnie z przyjętą (irracjonalną) tradycją.

  • Powtórzę co już raz pisałem. Historycy też używają określenia „Kampania Wrześniowa”, aby nie robić bałaganu w źródłach. Równie dobrze o inwazji na Francję w 1940 roku też powinno się pisać jako wojna obronna. Jakieś oburzenie na stosowane od lat określenia są obecnie potęgowane rewizją (osobiście uważam, że irracjonalną) polityki historycznej, prowadzonej przez polityków w naszym kraju.

    Nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać stosowanych określeń, bo wszelkie uwagi w tym temacie są po prostu efektem bezsensownej politycznej debaty historycznej.

    Jeśli zabrzmiałem ostro, przepraszam, ale po prostu mam dosyć obecnej retoryki pseudopatriotycznej i nowohistorycznej, promowanych przez ludzi, którzy nic pozytywnego swoją działalnością nie wnoszą.

  • Mark Messer

    Mała uwaga. Używa Pan określenia „kampania wrześniowa”. Popełnił Pan również artykuł pod tym tytułem. Wiem, że to powszechnie używane określenie. Niemniej z polskiego punktu widzenia, była to wojna obronna. Kampanią była wyłącznie dla agresora (lub -ów, bo nie tylko Niemcy nas wtenczas najechali).

Google+