Kiedy myślimy o porwaniach samolotów zwykle kojarzymy to z wczesnymi latami 70. i uzbrojonymi w UZI lub Skorpiony porywaczami z bliskiego wschodu. Młodsi z nas z pewnością jednak nie domyślają się nawet, że to swego czasu właśnie Polacy byli w światowej czołówce jeśli chodzi o liczbę porwań samolotów pasażerskich.

Geneza

Zła sytuacja ekonomiczna i liczne ograniczenia narzucane przez komunistyczną władzę powodowały, że wiele osób chciało wyjechać z kraju, szczególnie na przełomie lat 60. i 70., oraz po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981. Cóż, ojczyznę kochać trzeba i szanować jak śpiewał Muniek Staszczyk, wiele osób wolało jednak kochać ojczyznę z daleka, co wcale nie było takie łatwe, gdyż przedostanie się z Polski do krajów „zgniłego, kapitalistycznego zachodu” legalnie było bardzo trudne.

Lotnisko Tempelhof w Berlinie współcześnie (fot. J. Elke Ertle)

Lotnisko Tempelhof w Berlinie współcześnie (fot. J. Elke Ertle)

Podejmowano więc liczne próby nielegalnego przekroczenia granicy. Ponieważ niestety Polska nie graniczyła bezpośrednio z żadnym z takich krajów i ucieczka drogą lądową była najtrudniejsza, podejmowano ucieczki drogą morską do Szwecji lub Danii, oraz drogą powietrzną. Dziś, wydawać może się dziwne, ale w czasach PRL, kiedy mało kto miał prywatny samochód, a sieć drogowa nie była tak rozbudowana jak teraz, samolot był dość popularnym środkiem transportu na większych odległościach.

Uciekali piloci wojskowi na wojskowych odrzutowcach i samolotach szkolnych, uciekali konstruktorzy na własnoręcznie budowanych samolotach, uciekali też ludzie zdesperowani na tyle, aby porwać samolot, a nawet piloci rejsowych samolotów pasażerskich. Jednym z popularniejszych celów, ze względu na odległość wynoszącą niecałe 100 kilometrów od granicy było berlińskie lotnisko Tempelhof, toteż przez pewien czas nazwę PLL LOT rozwijano jako „Landet Oft in Tempelhof” (niem. „często ląduje na Tempelhof”), lub „Linie Okęcie-Tempelhof”, zdarzały się też porwania kończące się w Kopenhadze lub Wiedniu, piloci wojskowi zaś kilkukrotnie uciekali na Bornholm.

Pierwsze porwania samolotów w historii Polski – lata 40. i 50.

Pierwsze znane porwanie samolotu miało miejsce w 1931 roku w Peru. Przez kilkanaście kolejnych lat był to odosobniony incydent, jednak w 1948 doszło do 6 porwań, głównie mających na celu ucieczkę z krajów bloku wschodniego. W kolejnym roku pierwszy samolot porwali Polacy. 16 września lecący z Łodzi do Gdańska samolot Li-2 został uprowadzony przez uzbrojonych porywaczy i wylądował w szwedzkim Nykoping. Nie są niestety znane nazwiska porywaczy, a ich liczba waha się w różnych źródłach od 5 do 9.

Li-2, licencyjna wersja DC-3 w barwach PLL LOT

Li-2, licencyjna wersja DC-3 w barwach PLL LOT

Kolejne porwanie miało miejsce niedługo później. 17 grudnia lecący z Katowic do Gdańska DC-3 Dakota został uprowadzony przez załogę którą stanowili Mieczysław Sadowski, Jan Konikowski i Tomasz Tomaszewski. Podczas międzylądowania w Łodzi, na pokład wsiadły rodziny pilotów i samolot poleciał na Bornholm. Tylko dwoje pasażerów tego lotu powróciło do kraju.

Kolejne lata były spokojne, jeśli chodzi o porwania samolotów pasażerskich, zdarzały się jednak ucieczki pilotów wojskowych. 5 marca 1953 podporucznik Franciszek Jarecki służący w 28 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego uciekł nowym Migiem-15. Co ciekawe, uciekł na Bornholm, gdyż rzekomo miała znajdować się tam baza NATO. Jakże musiał być zdziwiony, gdy okazało się, że nie ma tam nawet odpowiedniego lotniska dla myśliwca odrzutowego. Wylądował więc na trawiastym pasie lotniska polowego nie uszkadzając samolotu. A ten był szczególnie cenny – bardzo szybko trafił w ręce amerykańskie i został dokładnie przebadany. Podobno, kiedy był jakiś czas później zwracany Polsce, zdobiły go ślady odlewów gipsowych. Sam pilot trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie dostał 50 tysięcy dolarów i amerykańskie obywatelstwo.

Fragment raportu CIA ze zdobycia polskiego Miga-15

Fragment raportu CIA ze zdobycia polskiego Miga-15

Podobne, udane ucieczki miały miejsce także w maju 1953, wrześniu 1956 i listopadzie 1957. Nie zawsze jednak kończyły się sukcesem. W lipcu 1952 roku, podporucznik Edward Pytko podjął próbę ucieczki na samolocie Jak-9. Został jednak przechwycony i zmuszony do lądowania na okupowanym przez ZSRR terytorium Austrii, zaledwie 2 minuty lotu od strefy amerykańskiej. Pojmany przez Rosjan został odesłany do Polski i skazany na śmierć za dezercję. Ucieczka nie udała się także dwóm marynarzom, którzy w listopadzie 1957 ukradli z lotniska w Babich Dołach dwupłatowego Po-2. Prawdopodobnie próbowali dolecieć na Bornholm, jednak napotkali bardzo trudne warunki atmosferyczne i zaginęli.

1 2 3
Podziel się.

O autorze

Łukasz Kuliberda

Airsoftowiec, miłośnik militariów i lotnictwa, oraz samochodów na "F" - Fordów, Fiatów i francuskich. Oglądam się za każdym przelatującym samolotem, a ponieważ mieszkam blisko "Gniazda Jastrzębi" bóle karku są na porządku dziennym.

Google+