Wśród wszystkich wojennych gier strategicznych jakie można znaleźć obecnie na rynku, mało jest nowych i ciekawych tytułów. Większość gier tego gatunku jest zwykle dostosowana do potrzeb mniej ambitnych graczy, którzy oczekują większej zabawy niż realizmu od gry. Dobrym przykładem jest tu Company of Heroes 2, które daje graczom sporo zabawy, ale praktycznie zero realizmu. Na szczęście są jeszcze gry, które prezentują odwrotne podejście. Taką grą jest Men of War Oddział Szturmowy 2, kolejna gra serii Men of War, podobnie jak poprzedni Oddział Szturmowy, wydawana przez niemieckie studio Digitalmindsoft. Śmiało można powiedzieć, że jest to wyjątkowa gra na tle innych tytułów obecnych na rynku. Jako wielki fan strategii postanowiłem przyjrzeć się i temu tytułowi, zwłaszcza, że poprzednie części zawsze mi się podobały. Czy tym razem będzie tak samo.

W niektórych misjach toczymy naprawdę duże bitwy

W niektórych misjach toczymy naprawdę duże bitwy

Zabawy część druga

Seria Men of War zadebiutowała w 2009 roku. Wcześniej ukazały się  inne tytuły, które był przedsmakiem tego co dostaliśmy później (Soldiers Ludzie Honoru i Faces of War). Cechą charakterystyczną tych gier był wysoki realizm rozgrywki, możliwość niszczenia całego otoczenia, tryb bezpośredniej kontroli nad każdą jednostką oraz całkiem przyjemna grafika i efekty. W kolejnych latach wyszło kilka części serii, jednakże były one tylko nieco zmodyfikowanymi poprzednikami z nowymi misjami i mniejszymi usprawnieniami. Pojawienie się w 2011 roku Oddziału Szturmowego zmieniło trochę sytuację, ponieważ nowi twórcy postanowili skupić się dodatkowo na jak najlepszym trybie Multiplayer. Gra była całkiem niezła, jednakże widać na niej było już efekty starzenia się (recenzję tej części znajdziecie na stronie MoW-Center.pl). Tym bardziej fani oczekiwali pojawienia się kolejnej części serii, która wniesie coś nowego. Pierwsze informacje o nowej grze pojawiły się rok temu i zostały przyjęte z olbrzymim entuzjazmem przez fanów (jako jeden z nich byłem tego świadkiem). Niestety równocześnie zapaliło się światełko ostrzegawcze, ponieważ Digitalmindsoft równocześnie zaczynał prace nad grą Call to Arms, a że jest to małe studio, oznaczało to, że niekoniecznie mogą sobie poradzić z zrobieniem czegoś zupełnie nowego.

Efektowna eksplozja lekkiego czołgu

Efektowna eksplozja lekkiego czołgu

Niestety tak się stało. Zamiast zupełnie nowej gry, otrzymaliśmy tę samą grę co poprzednio, tylko, że dostosowaną do nowszych technologii oraz przeniesioną w pełni na system Steam. Wcześniej gra używała do rozgrywek sieciowych – najważniejszego elementu obu gier – systemu Game Spy, który do końca maja 2014 ma zakończyć swój żywot. Do gry dorzucono troszkę nowości i z kilku miesięcznym opóźnieniem wydano ją, tylko, że z częścią zapowiedzianych nowości.

Witamy na froncie

Podobnie jak w poprzednich częściach, także i teraz przyjdzie nam walczyć na frontach II Wojny Światowej. Do dyspozycji gracza oddano 5 armii – USA, ZSRR, Wielka Brytania, Niemcy i Japonia. W trybie dla jednego gracza każda armia ma 8 misji typu skirmish, które nie są ze sobą powiązane fabularnie. Łącznie mamy więc 40 pojedynczych misji. W przypadku każdej z armii mamy dokładnie ten sam schemat misji i takie same misje, różniące się jedynie armią, mapą i przeciwnikiem. Mamy więc misje ofensywne i obronne, typowo obronne, misje dla oddziałów specjalnych, czy bitwy pancerne. Po rozegraniu dwóch zestawów misji zauważycie, że każdy kraj ma takie same misje w tej samej kolejności co. Jest to więc dosyć męczące i nudne, ale jest w tym jakiś cel.

Po pierwsze twórcy gry nie planowali rozwoju wersji singleplayer. Misje dodali po to, aby dać nowym graczom możliwość szybkiego nauczenia się rozgrywki i zdobycia punktów potrzebnych na odblokowanie kilku jednostek w trybie multiplayer. Takie zadanie skirmish wypełnia świetnie, ponieważ gracz może nauczyć się każdej z 5 armii w tych samych warunkach. Niestety wielbicieli typowych kampanii z fabułą fakt ten bardzo zawiedzie. Pozostają im więc tylko mody, dodające kampanie singleplayer, ponieważ nawet w DLC twórcy nie planują typowej kampanii.

Mamy do wyboru bardzo dużo jednostek piechoty

Mamy do wyboru bardzo dużo jednostek piechoty

W grze mamy do dyspozycji kilkaset jednostek lądowych – czołgi, piechotę, artylerię, pojazdy pancerne ciężkie czołgi, kilka prototypów i parę jednostek specjalistycznych. Każda armia ma typowe dla siebie jednostki. W praktyce są to prawie identyczne jednostki jak w poprzednim Oddziale Szturmowym. Różni się tylko kilka pojazdów, które w toku modernizacji modeli zmieniły trochę swoje wersje (np. zamiast krótkolufowego PzKpfw IV mamy PzKpfw III Ausf. N). W ogólnym rozrachunku gra nie różni się więc wielce od poprzedniej części.

Rozgrywka i Multiplayer

Nie bez powodu od samego początku przechodzę do trybu dla wielu graczy, ponieważ w przypadku Men of War Oddział Szturmowy 2 jest to najważniejszy element gry. W drugiej części mamy w tym trybie kilka zmian w porównaniu do poprzedniej gry. Przede wszystkim pożegnaliśmy GameSpy-a, a gra w pełni przeszła na serwery Steam. Zwiększyło to stabilność rozgrywki i wyeliminowało część problemów trapiących graczy w poprzednich częściach.

Wśród zmian jest sporo takich, które na pierwszy rzut oka są małe, ale w praktyce są bardzo istotne. Przede wszystkim zmniejszyła się liczba graczy, którzy mogą grać na jednej mapie z maksymalnie 16 w MoWOS do 8. Gry na 10-16 graczy oddzielono i przeniesiono do innego trybu, w którym gracze dostają mniej jednostek pod swoje dowództwo. Może w przyszłości twórcy przywrócą większe rozgrywki, ale znając osoby podejmujące decyzje w tej sprawie, jest to wątpliwe.

Nowy interfejs wygląda ładnie, ale mógłby być lepszy

Nowy interfejs wygląda ładnie, ale mógłby być lepszy

Podstawowym trybem dalej pozostają Strefy Walk, gdzie gracze walczą o zdobycie flag na mapie. Drużyna, która będzie miała ich więcej otrzyma punkty i jak uzbiera ich 100 (domyślnie, może być ich więcej) wygra. Walki w tym trybie są bardzo intensywne dzięki całkiem niezłemu zbalansowaniu cen jednostek oraz… skróceniu zasięgów dział. Niestety ktoś w DMS (Digitalmindsoft) wpadł na genialny pomysł skrócenia zasięgów z 180/160 m na 150/130 metrów. Gra nigdy nie miała realistycznych zasięgów, ale ich pomniejszanie nie dość, że pogarsza rozgrywkę i jest wbrew woli graczy ceniących realizm, to na dodatek przybliża MoW-a do poziomu Company of Heroes lub starej części serii – Faces of War (tam zasięgi był tak krótkie, że nie dało się grać, w związku z czym jedynym sposobem na gry były mody, sądzę, że w MoWOS 2 będzie podobnie).

Technicznie jednostki dalej posiadają strefy uszkodzeń a nie pasek życia i cały czas można je naprawiać. Tryb bezpośredniej kontroli również pozostał bez zmian. Najwięcej nowych rozwiązań można zauważyć w interfejsie. Mamy nowe ikonki jednostek, a nasi żołnierze sygnalizują nam np, brak amunicji. Dodano również wskaźnik pokazujący jaką drogą będzie się poruszać dana jednostka.

Bo liczy się recykling

Bo liczy się recykling

Warto dodać, że oprócz zasięgów, działa mają przebijalność, opartą na prawdziwych statystykach i przełożoną na zasięgi w grze. Zmienia się ona w zależności od odległości, w związku z czym wraz z różnymi grubościami pancerza gra dosyć realistycznie oddaje walki. Zapomnijcie o przebiciu przedniego pancerza Tygrysa jeśli używacie Shermana z armatą 75 mm 😉

Sterowanie jest w miarę intuicyjne, jednakże zmiany interfejsu mogą być niezbyt dobre dla posiadaczy monitorów z rozdzielczością powyżej 1920×1080. Ikonki stają się wówczas bardzo małe i niezbyt czytelne, a interfejs, który jest statyczny, nie dostosowuje się do rozdzielczości, przez co przyciski są daleko i jest masa niewykorzystanego miejsca. Osoba odpowiedzialna za jego projekt zapewne sama nie korzystała nigdy z monitora o dużej rozdzielczości przez co nie wiedziała, że taki interfejs utrudnia rozgrywkę. W poprzedniej części było podobnie, ale tam chociaż ikonki można było ustawiać na pasku samodzielnie a jego długość i ilość slotów była uzależniona od rozdzielczości. Tym razem tak nie jest.

Super Pershing

Super Pershing

Jest jeszcze jedna zmiana o której warto powiedzieć. W rozgrywkach sieciowych wprowadzono system Matchmakingu, pozwalający na rozegranie szybkich bitew z przeciwnikami na równym poziomie. Tryb ten działa całkiem nieźle w przypadku gier 1vs1, niestety póki co w grach z większą ilością graczy jest to mniej skuteczne. Na potrzeby tego trybu wprowadzono również opcję, pozwalającą na odblokowywanie jednostek. Częśc z dostępnych w grze jednostek jest domyślnie zablokowana i trzeba je odblokować poprzez osiąganie kolejnych poziomów. Te osiąga się za rozegrane misje skirmish i wygrane bitwy rankingowe. Pomysł fajny, ale dobór jednostek zablokowanych na poszczególnych poziomach jest momentami dziwny. Brakuje też możliwości dobierania jednostek, tak jak np. w Wargame Red Dragon. Na szczęście jeśli samemu hostujemy normalną grę, możemy zawsze to wyłączyć.

Jedną z nowości jest kamuflaż zależny od mapy. Jeśli walczymy na pustyni, nasze jednostki będą miały pustynne malowanie, a na mapach zimowych zimowe. Była to jedna z długo oczekiwanych rzeczy.

6.6

Men of War Oddział Szturmowy 2 to kolejna gra serii Men of War. W najnowszej części mamy sporo zmian i unowocześnień, które doprowadzają grę do współczesnych standardów, ale nie zmieniają jej za bardzo.

  • Oprawa graficzna 7
  • Oprawa audio 6,5
  • Grywalność 7,5
  • Cena/jakość 7
  • Pozostałe wrażenia 6
  • Ocena użytkowników (9 głosów) 7
1 2 3
Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Bruno142

    Co do modeli żołnierzy: Całe szczęście że są mody.

Google+