Jedenasty września 2001 roku miał być kolejnym zwyczajnym wtorkiem. Nikt nie spodziewał się, że tego dnia dojdzie do jednego z najstraszniejszych zamachów terrorystycznych w historii. Dzień ten zmienił nasz świat i miał olbrzymi wpływ na życie milionów ludzi. Można nawet powiedzieć, że właśnie tego dnia rozpoczął się XXI wiek – wiek niekończącej się wojny z terroryzmem.

Zamachy

Wczesnym rankiem 11 września 2001 roku, 19 terrorystów związanych z sunnicką organizacją terrorystyczną Al-Ka’ida przejęło kontrolę nad 4 amerykańskimi samolotami pasażerskimi, operującymi na trasach krajowych – American Airlines lot 11, United Airlines lot 175, American Airlines lot 77 i United Airlines lot 93.

Zadaniem terrorystów było uderzenie samolotami w ważne amerykańskie obiekty. American Airlines lot 11 porwany o 8:14 (Boeing 767-223ER) i United Airlines lot 175 porwany między 8:42 a 8:46 (Boeing 767-222) uderzyły w wieże World Trade Center. Pierwszy samolot wbił się w wieżę północną o 8:46 czasu lokalnego. Drugi, uderzył w wieżę południową o 9:03. Wieża północna została uszkodzona na wysokości 93-96 piętra, południowa natomiast na wysokości 77-85 piętra.

Moment uderzenia United Airlines lot 175  w wieże World Trade Center (fot. Spencer Platt)

Moment uderzenia United Airlines lot 175 w wieże World Trade Center (fot. Spencer Platt)

Ze względu na to, że samoloty niedawno wystartowały, były wypełnione po brzegi paliwem, które po uderzeniu rozlało się po piętrach i konstrukcji wież i zapaliło się. Wywołany pożar szybko się rozprzestrzeniał, ponieważ w trakcie wcześniejszych remontów wież, usunięto z nich azbestowe osłony przeciwpożarowe, zastępując je znacznie mniej wytrzymałymi osłonami, które nie wytrzymały olbrzymich temperatur, jakie wywołał pożar paliwa lotniczego. Doprowadziło to do zawalenia obu budynków.

Pierwsza runęła wieża południowa. Dokładnie 56 minut po uderzeniu pierwszego samolotu, o 9:59. Wieża północna wytrzymała dłużej i zawaliła się o 10:28, czyli 102 minuty po uderzeniu. W wyniku zawalenia się zniszczonych zostało kilkanaście innych budynków. Zginęło łącznie 147 pasażerów lecących porwanymi samolotami (88 na pokładzie AA 11 i 59 na pokładzie UA 175) oraz 2602 osób w wieżach.

World Trade Center

Wieże World Trade Center podczas budowy


Kolejna maszyna, American Airlines lot 77 porwana między 8:51 a 8:54 (Boeing 757-223) uderzyła w budynek Pentagonu o godzinie 9:37. Zginęło 125 osób pracujących w budynku oraz 59 osób znajdujących się na pokładzie samolotu. Ze względu na solidną konstrukcję budynku, po samolocie praktycznie nic nie zostało, a sam budynek chociaż uszkodzony, w znacznej części pozostał nietknięty (za wyjątkiem skrzydła w które uderzył samolot.

Miejsce uderzenia samolotu w budynek Pentagonu 11 września 2001 roku

Miejsce uderzenia samolotu w budynek Pentagonu 11 września 2001 roku

Atak ten budzi jednak bardzo wiele kontrowersji, ponieważ ze względu na skalę zniszczeń, wiele osób uważa, że nigdy nie doszło do ataku, a cała sytuacja została ustawiona. W budynek miał według tych teorii uderzyć pocisk rakietowy. Nigdy jednak nie udało się tej teorii w żaden sposób udowodnić, zwłaszcza, że na dostępnych nagraniach z monitoringu (poklatkowych) widać fragment samolotu przed uderzeniem w budynek.

Pentagon – największy biurowiec świata

Pentagon


Czwarty samolot, United Airlines lot 93 (Boeing 757-222) został porwany około godziny 9:28. Na pokładzie znajdowało się 37 pasażerów i 7 członków załogi, którzy dzięki dostępnym na pokładzie telefonom (terroryści ich nie wyłączyli) dowiedzieli się o atakach. W związku z tym pasażerowie postanowili odbić maszynę. Próba ponownego przejęcia kontroli nad samolotem doprowadziła do chaosu w kokpicie, a pilotujący maszynę terrorysta (który od początku miał problemy z utrzymaniem maszyny w locie) stracił nad nią kontrolę.

Samolot rozbił się o godzinie 10:03 w rejonie Shanksville w Pensylwanii. Wszyscy na pokładzie zginęli. Nie wiadomo jaki był cel terrorystów, ale maszyna leciała w kierunku Waszyngtonu. Prawdopodobnie miała uderzyć w Pentagon, Kapitol lub w Biały Dom.

Miejsce katastrofy United Airlines lot 93

Miejsce katastrofy United Airlines lot 93

Skutki

W wyniku zamachów zginęły 2973 osoby i 19 porywaczy. 26 osób uznano za zaginione, a 6291 odniosło rany. Wśród ofiar znalazło się sześcioro Polaków – Maria Jakubiak, Dorota Kopiczko, Jan Maciejewski, Łukasz Milewski, Anna Pietkiewicz, Norbert Szurkowski. Zniszczeniu uległy obie wieże World Trade Center oraz liczne budynki w pobliżu. Pentagon został uszkodzony, ale budynek przetrwał i mógł być dalej wykorzystywany.

Krótko po pierwszych atakach, cała przestrzeń powietrzna nad Stanami Zjednoczonymi została zamknięta. Tysiące samolotów w krótkim czasie musiało wylądować, albo zawrócić na inne lotniska poza USA. Obawiano się, że terroryści będą próbowali przeprowadzić kolejne ataki. Tak się jednak nie stało.

Zamknięcie przestrzeni powietrznej USA 11 września 2001

Zamknięcie przestrzeni powietrznej USA 11 września 2001

Wydarzenia te były szokiem dla całego świata. Nikt nigdy nie spodziewał się, że może dojść do tak masowych ataków terrorystycznych z użyciem porwanych samolotów (scenariusze takich ataków były rozważane przez służby, ale nigdy nie uznawano ich za prawdopodobne). Bezpośrednim skutkiem ataków było rozpoczęcie przez Stany Zjednoczone tzw. „wojny z terroryzmem”. Amerykanie chcieli nie tylko znaleźć odpowiedzialnych za zamachy, ale również pozbyć się największych organizacji terrorystycznych na świecie.

Wojna ta chociaż doprowadziła do śmierci Osamy bin Ladena, przywódcy Al’Ka’idy, nie przyniosła wymiernych korzyści. Amerykanie przeprowadzili w kolejnych latach inwazje na Afganistan i Irak, które doprowadziły do długich i krwawych walk. Miejsce niszczonych, lub osłabianych organizacji terrorystycznych zajmują kolejne, a liczba zamachów jest cały czas wysoka. Nie powtórzyły się jednak tak masowe ataki, jak te z 11 września 2001 roku.

Ważnym skutkiem zamachów z 2001 roku była całkowita zmiana przepisów dotyczących bezpieczeństwa lotów. Wprowadzono liczne ograniczenia i kontrole, aby maksymalnie zminimalizować prawdopodobieństwo przeprowadzenia podobnych ataków.

Moment uderzenia United Airlines lot 175  w wieże World Trade Center (fot. Spencer Platt)

Moment uderzenia United Airlines lot 175 w wieże World Trade Center (fot. Spencer Platt)

Warto dodać, że wiele osób na całym świecie cały czas wątpi w prawdziwość zamachów i sugeruje, że zostały one sfingowane przez amerykańskie władze, które szukały pretekstu do rozpoczęcia zbrojeń oraz przeprowadzenia inwazji na Irak, w celu przejęcia tamtejszych złóż ropy. Chociaż teorie te mają wielu zwolenników, prezentowane tezy są łatwe do obalenia – Afganistan nie przyniósł żadnych korzyści gospodarczych amerykanom, również nie doszło do znaczącej zmiany strefy wpływów na Bliskim Wschodzie, zapoczątkowany wyścig zbrojeń i tak skupia się w większości wokół uzbrojenia potrzebnego do prowadzenia tradycyjnych, konwencjonalnych konfliktów zbrojnych, a znaczna część złóż ropy została przejęta nie przez amerykańskie firmy, a przez chińskie.

Dyskusja na ten temat cały czas jednak trwa i raczej nie przyniesie rozstrzygnięcia – chociaż można zauważyć powolny spadek aktywności zwolenników teorii o przygotowaniu zamachów przez amerykańskie władze.

Niezależnie od opinii o zamachu, wydarzenia z 11 września 2001 roku zapisały się w historii i na zawsze zmieniły nasz świat. Niektórzy uważają nawet, że jesteśmy już „pokoleniem 11 września”.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Mark Messer

    Panie Michale, przepraszam, ale nie zwykłem chować głowy w piasek, jeśli rozmówca zachowuje się jak osobnik, z którym miałem właśnie nieprzyjemność dyskutować.

    Co do osłon termicznych na poprzecznych wiązarach (bo najpewniej o te chodzi). Tak, wymieniono je podczas jednego z remontów i rzeczywiście miały jedną podstawową wadę – były bardzo kruche i nie trzymały się podłoża. Co oznacza, że wiązary bezpośrednio w strefie uderzenia były narażone na osiadanie (i najpewniej osiadały). Problemem jest jednak co innego. Nie udało się nikomu powtórzyć scenariusza z opadaniem podłóg na siebie i destrukcji wież z tym związanej. Z jednym wyjątkiem – jeśli wyeliminować centralne kolumny, ten scenariusz (jak i kilka innych) działa. Z tym, że mówimy o wyeliminowaniu ich całkowitym, od podstawy aż po dach. Co da się zrobić (i robi się) w przypadku wyburzenia. W przeciwnym razie, „pancake theory” nie działa. Budynek miał zwyczajnie zbyt duży zapas wytrzymałości. Ponadto, czyż nie jest zastanawiające, że oba budynki złożyły się niemal tak samo i niemal w obrębie własnych podstaw (z niewielkim rozrzutem jak na tak wielkie konstrukcje)? W przypadku niesymetrycznych uszkodzeń symetria zapadania się powinna być zaburzona. I była, co można zobaczyć na nagraniach. Z tym, że jej zaburzenie nie jest spójne z tym, jak to powinno wyglądać w rzeczywistości.

    Na nagraniach upadku pierwszej wieży widać, jak górna część nieco się przekrzywia, ale w trakcie kolapsu przekrzywienie już się znacząco nie powiększa. A powinno, ponieważ w środku budynku były solidne kolumny, które powinny wpłynąć na powiększanie się przechyłu. I nie, nie zadziałał mechanizm dużej masy kruszącej to co niżej. Ze względu na niedostateczną energię potencjalną. Można zresztą dostać sporą nagrodę (nie pamiętam sumy), za udowodnienie działania tego mechanizmu.
    Zatem, to co widać na nagraniach zdaje się sugerować, że w momencie zawalenia się, poniżej strefy uderzenia nie było wewnętrznych elementów nośnych (lub były sekwencyjnie usuwane). Ten scenariusz może potwierdzać fakt znalezienia w próbkach pyłu, zebranych po zawaleniu mikroskopijnych żelaznych kulek, których obecność sugeruje użycie termitu do cięcia konstrukcji (właściwie mikrotermitu, bo jest szybszy, ale mechanizm działania ten sam).

  • Mark Messer

    Odpowiem jeszcze raz, mimo że protekcjonalny ton wszechwiedzącego bubka, który masz Pan opanowany do perfekcji, mnie razi.
    Kreślisz Pan jakiś wyimaginowany scenariusz nie odnoszący się do znanych faktów. Jakieś burze ognia i tym podobne. Wywalone przegrody ogniowe hurtem. Takie bzdety.

    Fakty natomiast są zupełnie inne. W żadnym momencie, bazując na badaniach próbek zebranych przez NIST (jak najbardziej oficjalne dane) kolumny perymetru nie osiągnęły temperatury wyższej niż 250 stopni Celsjusza. Oznacza to, że ich wytrzymałość na przenoszenie obciążeń zmalała maksymalnie o 15 procent. Konstrukcja wież była ponadto obliczona na wytrzymanie ubytków struktury (zarówno perymetru, jak i centralnych kolumn) kilkukrotnie większych, niż te wywołane uderzeniami samolotów. Osłabienia konstrukcji, energie powstałe podczas uderzenia i wiele innych czynników policzono już dawno. Zrobili to profesjonaliści w recenzowanych artykułach. Jeden podałem, aleś go Pan olał. Bo po co dyskutować o faktach, jak można ponapier****ć w wytwór swojej narracji („straw man” w języku jankesów).

    Ponadto, w swym ferworze ewangelizacyjnym o jedynie słusznej wersji nie zauważył Pan, że ja nie postuluję żadnego spisku innego, niż ten z oficjalnej wersji, tylko mówię o faktach. A fakty tej wersji przeczą.

    Bełkot o sratach tatach mogę skomentować w jeden sposób (naprawdę będę się starał by było podobnie absurdalnie) – jeśli fakty pasują do opisu teoretycznego, to ten opis najpewniej jest prawdziwy. Niezależnie od tego, jaki ten opis jest. Jeśliby się nagle okazało, że są dowody na zorganizowanie tego zamieszania przez krasnoludki, to jeśli dowody będą twarde i bezsporne (nie wiem, krasnoludki się przyznają i pokażą filmy jak przegryzają kolumny, itd) to ta wersja będzie prawdziwa. Niezależnie od lamentów tłumu wierzącego w moc oficjalnych papierów.

    Nie jesteś Pan partnerem do dyskusji, bo ja o zupie, a Pan o du*ie, w dodatku w aroganckim i ignoranckim stylu. Żegnam.

  • Wojtek koło

    Przepraszam przedmówców, ale nie wierzę że Jankesi celowo dopuściliby do ataku na NY. Zwłaszcza że nie ma jasnych i czytelnych powodów. Już szybciej uwierzę w teorię o Pearl Harbor bo tam i powody polityczne były i z dala od kontynentu. A zamach na WTC to był atak na samo serce amerykańskości.

  • Panowie (obaj) nieco spokojniej, bo nie na tym polega dyskusja – a temat jest wart dyskusji – bez obrażania się i wytyków osobistych 😉

    Pozwolę sobie tylko dodać, że w jednej z publikacji o 11 września (nie mam jej pod ręką w tej chwili, więc nie podam autora) była ciekawa informacja na temat właśnie ochrony konstrukcji obu wież przed pożarem. Otóż początkowo była ona wykonana z azbestu, który został następnie usunięty i zastąpiony znacznie mniej odporną pianką – nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale z podanych informacji wynikało, że pianka była całkowicie źle dobrana i nie mogła zapewnić ochrony przed pożarem paliwa – które szybko po prostu spaliło te osłony.

  • ot-to Hhh

    Odpowiadając na drugi post Mark-a Messer-a, już ostatni raz i nie wchodząc w szczegóły. Napisałem że GŁÓWNYM powodem zawalenia się wież był POŻAR, nie bezpośrednie uderzenia samolotami, które to przebiły wieże na wylot niszcząc zapewne większość przegród p.poż, po drodze. Nie są to bowiem przegrody pancerne. Wg. np. polskiej klasyfikacji odporności pożarowej elementów budynku, takie elementy mają wytrzymać obciążenie ogniowe przez ustalony czas, NIE WIECZNIE, 15 minut, 30 minut,czy 60 minut, aby dać czas na ewakuację, zapewnić w tym czasie nierozprzestrzenienie się pożaru a następnie czas na ugaszenie go, po tym okresie i one mogą ulec uszkodzeniu. W USA zapewne istnieją podobne normy także liczone w minutach odporności. Ale znaczna część tych przegród, z natury lekkich, bo w wieżowcu wszystko musi być lekkie, uległa w momencie przebicia wież na wylot uszkodzeniom. Przez te ogromne dziury wybite na przestrzał hulał tam mały tajfun powietrzny zasysany z zewnątrz i podsycając płomienie. Jak się pali a okna są nie uszkodzone to jest zasada nie otwierać, bo podsyca się pożar powietrzem z zewnątrz.. Teraz policz Pan sobie ilość pionowych prostokątnych pionowych elementów pomiędzy oknami które zostały przecięte przez samoloty, każdy z tych elementów na elewacji, jak pisałem wyżej, stanowi cześć konstrukcji nośnej budynku (w przypadku unikatowej konstrukcji WTC) i to wszystko łącznie: znaczące osłabienie konstrukcji plus ostatecznie pożar było przyczyną zawalenia sie wież. Koniec kropka. Żadne UFO, knowania, KGB, FBI czy inne sraty paty. Jest w USA wiele ludzi którzy pod szyldami przeróżnych organizacji próbują się wypromować snując jakieś spiskowe teorie. Sprzedając je później spisane w książkach, zarabiając na ludziach, którzy takie teorie łykają.

  • Mark Messer

    Ponieważ ton Pańskiej wypowiedzi świadczy o braku zainteresowania rzeczową dyskusją, odpuszczę sobie grzeczność, do której stosowania przywykłem.

    Zatem, bełkoczesz Pan jak potłuczony o uplastycznieniu się stali, o tym że stała się jak plastelina, zupełnie ignorując dowody, które wspomniałem w moim poście. Proszę sobie ściągnąć raport NIST i odnaleźć dane na temat temperatury kolumn. Ponieważ najwyraźniej na architekturze przestali uczyć materiałoznawstwa, spieszę donieść, że uplastycznienie stali zależy od temperatury. Może mi Pan podać wartość współczynnika zmiany plastyczności stali dla temperatury 250 stopni Celsjusza? Nie mogąc zbytnio liczyć na uczciwe podejście z Pana strony do zagadnienia, podam go sam ~ 0,85. Nie ma krztyny dowodu, że temperatura była wyższa. Jedźmy dalej, Panie architekcie (skoro już przyjmujemy ton „z góry”). To, czy stal osiągnie daną temperaturę zależy w zasadzie od dwóch czynników. Temperatury otoczenia i wielkości elementu. Otóż spieszę donieść, że WTC nie było zbudowane z płaskowników fi 5. Nadto, pożar trwał zaledwie kilkanaście minut, później się jedynie dopalał, co widać na wszystkich filmach ze zdarzenia.

    Ach, mały detal. WTC było projektowane by wytrzymać uderzenie B707. To było jedno z założeń projektu. Za Robertsonem (jednym z architektów WTC) analiza, przeprowadzona w 1964 roku stwierdzała, że WTC wytrzyma uderzenie B707.
    Samolot ten był zaledwie 20% lżejszy, ale miał wyższą prędkość przelotową. Kalkulując masę razy maksymalną prędkość przelotową otrzymuje się wartości ~5.6 i ~5.0 gigadżuli przy uderzeniu. Z tym, że to ta druga wartość dotyczy B767, które faktycznie uderzyły w WTC. Policzono jednak te wartości dla faktycznych prędkości obu samolotów i tak dla lotu AA 11, przy prędkości 470 mil na godzinę energia uderzenia wynosiła ~4 gigadżule (czyli sporo poniżej analizowanej B707), natomiast w przypadku lotu AA 175 była większa, niż analizowana i wynosiła ~6.3 gigadżuli. To są fakty.

    Jeszcze jeden mały detal – oba typy samolotów zabierały prawie tyle samo paliwa (różnica 4%).

    Co do dostępu tlenu. Po pierwsze, WTC, jak każdy wysokościowiec, posiadał drzwi ogniodoporne. Oczywiście na piętrach, w które uderzyły samoloty przestały one najpewniej istnieć. Jakaś część paliwa wlała się do szybów schodowych i tam dalej się paliła. Ponieważ dostęp tlenu był tam utrudniony (bo samozamykalne drzwi na niższych piętrach nie pozwalały na stały dopływ tlenu) to paliwo w klatkach schodowych płonęło z mniejszym dostępem tlenu. O tym, że drzwi ogniotrwałe niżej działały, świadczy brak niżej pożarów. Co do zaś samych pięter rozbitych przez samoloty – pokaż mi Pan na planach ten zbiornik na benzynę lotniczą, który paskudni projektanci tam umieścili, żeby było czym ogień podsycać. Wiem, że nie pokażesz Pan. Znaczna część paliwa wypaliła się w pierwszych sekundach od uderzenia (choćby w ognistych kulach po drugiej stronie od wlotu, w przypadku drugiej zaatakowanej wieży samolot ledwie musnął centralne kolumny i, co widać na filmach, większość jego paliwa poszła w efektowną kulkę ognia). Pozostałe paliwo albo ściekło w szyby schodowe, albo wypaliło się w miarę szybko. Wspomniałem powyżej o ludziach w dziurach po samolotach. Internet nie gyzie, znajdź se Pan.

    Nadmienię jeszcze, że kilka tysięcy (na dziś 2909) Pańskich kolegów po fachu się z Panem nie zgadza. Jest nawet stronka (poszukaj se Pan), która ich wszystkich wymienia. Założę się, że choć kilku z nich musi być bardziej profesjonalna, niż Pan (a pewnie i większość). Piszą sporo ciekawych artykułów, mocno technicznych, więc nie dla każdego.

    Dalej mi się już nie chce. Bo nie ma po co. Arogancja jest odmianą chamstwa, źle mi utrzymywać taki styl zbyt długo.

    Nie dyskutujesz Pan o faktach, stosujesz argumentum ad personam. To wyklucza jakąkolwiek dalszą dyskusję.

  • ot-to Hhh

    Panie Mark Messer zalecam pójście do pierwszego lepszego kowala, lub zakładu kującego ozdobne barierki, Podgrzewanie kilkanaście minut nad ogniskiem stali powoduje że dość pokaźne przekroje stalowe można giąć w rękach. Stal w budynkach powinna być zabezpieczona materiałami ognioodpornymi, płytami gipsowymi czy lepszym materiałem typu azbest, z którego się rezygnuje ze względów zdrowotnych. I największy wpływ uszkodzeń mechanicznych (o których piszesz w sposób wysoce ignorancki), w przypadku wież WTC, miał właśnie na te materiały ognioodporne, które są kruche i zostały w chwili uderzenia samolotu ze znacznej części, w epicentrum uderzenia, zmiecione z konstrukcji stalowej, a to tylko ułatwiło i przyspieszyło uplastycznienie sie niczym nie nieosłoniętej konstrukcyjnej stali i w konsekwencji zawalenie sie wież. A jeszcze zalecam poszukać w sieci palących sie szybów naftowych i zobaczenia sobie ile tam jest dymu, a jak mało w stosunku do niego ognia i że te pożary są w zasadzie nie do ugaszenia bez specjalnych ładunków wybuchowych, które po detonacji nad takim szybem, na kilka sekund wypalają cały tlen wygaszając pożar. W wieżach WTC przez dziury w elewacji tlen miał nieograniczony dostęp.

  • ot-to Hhh

    Bzdury Pan piszesz Panie Mark Messer. W każdej szkole straży pożarnej w Polsce uczą, że najniebezpieczniejsze pożary są w budynkach o konstrukcji stalowej nie betonowej. Już kilkaset stopni Celsjusza powoduje uplastycznienie stali i traci ona wytrzymałość konstrukcyjną. Strażaków uczą, że taki budynek zawala się nagle nie dając żadnych wcześniejszych oznak w którym momencie się to wydarzy. Czyli dokładnie tak, jak to się wydarzyło w WTC, i w których zaczęły się zawalać kondygnacje od poziomu pieter gdzie były pożary i na wskutek tych pożarów, a nie na wskutek uszkodzeń mechanicznych konstrukcji. Uplastycznienia stali, czyli stal miała wytrzymałość plasteliny. Potem jak uderzenie młotkiem zadziałało uderzenie walącego się ciężaru pięter powyżej pożarów w niższe kondygnacje, które po prostu złożyły się jak domek z kart. Tam poniżej pożarów, (jeśli badali jak piszesz te swoje bzdury Panie Mark) stal faktycznie mogła być nie przegrzana. Wchodzenie przez strażaków, czego uczą u nas Polsce w podchorążówce strażackiej w Krakowie czy oficerskiej szkole pożarnictwa w Warszawie, do budynków o konstrukcji stalowej jest bardzo niebezpieczne i gasi się je z zewnątrz. Ja jeszcze dodam, że (jako architekt – również muszący stosować się do przepisów p,poż w trakcie projektowania zawartych w rozporządzeniu – Warunki techniczne usytuowania ….i uzgadniać co poniektóre projekty z rzeczoznawcą do spraw p.poż ), że wieże WTC miały bardzo ciekawą konstrukcję, na szkielet której składały się również ściany osłonowe, to była bardzo solidna konstrukcja i nowatorska, tyle że nie ma budynku na świecie który by był projektowany na taki wypadek jakim było uderzenie weń gigantycznego samolotu wypełnionego kilkudziesięcioma tonami paliwa. Nie ma na świecie systemu gaśniczego w budynku który by sobie poradził z tym. I jak się zastanowić to wieże musiały runąć. A jeszcze jedno nawet niewielki pożar, taki maleńki, jest w stanie wywołać ogromną temperaturę, nawet bez łatwopalnej wysokoenergetycznej nafty lotniczej (doradzam poczytać jaką wartość energetyczną ma nafta lotnicza). Więc Panie Mark cytujesz tu jakieś oszołomskie opracowania, zamiast czytać takie głupoty i siać nimi zamęt, radzę się kształcić w tym momencie.

  • Mark Messer

    Pominę wiele innych wątków, ale warto nadmienić choć o jednym.
    Raport NIST, ani żaden inny oficjalny raport, nie precyzuje konkretnej sekwencji zawalenia się wież. Powodem nieporozumień (według mnie zamierzonych) jest prezentacja NIST oparta na pewnym modelu zdarzeń, która pokazuje to co Pan opisał. Jednak zarówno założeń, jak i źródeł tej prezentacji NIST nigdy nie udostępnił. Zresztą bardzo rozsądnie, ponieważ to co pokazano przeczy logice, fizyce i rzeczywistości.
    Co więcej, głęboko w raporcie pochowane są smaczki, które ujęte być musiały, ale wstydliwie nie poświęcono im więcej uwagi. Choćby taki, że żadna z kolumn WTC, które poddano analizom metalograficznym, nie wskazywała na występowanie temperatur wyższych, niż 250 stopni Celsjusza, co oznacza, że nie mogło dojść do utraty w nich nośności na skutek pożaru. To zresztą dosyć logiczne, ponieważ paliwo lotnicze nie miało wystarczającej energii by osłabić nawet poprzeczne wiązary, ponieważ pożary były zbyt krótkie, a kaloryczność paliwa je podsycającego (benzyna lotnicza i meble) niedostateczna. Można to zresztą zaobserwować patrząc na materiały filmowe z tamtego dnia. Po około 10 minutach pożary ledwo dymią, poza tym dymią na czarno, co oznacza spalanie częściowe wskutek niedostatku tlenu i dopalanie się resztek wyposażenia. Pożary były do tego stopnia niewielkie, że są zdjęcia ludzi, wyglądających z dziur po samolotach.
    Tutaj dochodzi następny czynnik wstydliwie pomijany. Samoloty nie mogły wyrządzić zbyt wielkich zniszczeń, ponieważ jedynymi ich elementami, mogącymi zrobić coś więcej, niż narobić trochę bałaganu, były silniki i podwozie główne. Nawet jednak, jeśli przyjąć, że wszystkie uderzyły w jeden punkt i oddały tam energię (co samo w sobie jest niemożliwe), to byłaby ona niedostateczna do dostatecznego nadwątlenia całej struktury (polecam tu artykuł Aircraft Impact Damage profesora mechaniki stosowaniej MIT Tomasza Wierzbickiego).
    Mógłbym tu dalej pisać o rzeczach, które w tej sprawie nie grają (a jest ich zadziwiająco wiele), ale chciałem jedynie zwrócić uwagę na intelektualną nieuczciwość polegającą na powielaniu niesprawdzonej, nieoficjalnej (i praktycznie nieweryfikowalnej) hipotezy.

Google+