Na przełomie kwietnia i maja 1980 roku grupa terrorystów z Demokratycznego Frontu Rewolucyjnego Wyzwolenia Arabistanu zaatakowała irańską ambasadę w Londynie. Po 6 dniach negocjacji, budynek został odbity przez operatorów oddziałów specjalnych SAS.

Geneza

W 1979 roku w prowincji Chuzestan w południowo-zachodnim Iranie wybuchło powstanie przeciwko nowym irańskim władzom, które obaliły Szacha. Jedną z organizacji wspierających powstanie był Demokratyczny Front Wyzwolenia Arabistanu. Organizacja ta powstała w 1979 roku roku, ale dopiero w 1980 roku jej członkowie postanowili przeprowadzić pierwszą większą akcję.

Sześciu członków organizacji wyjechało do Londynu, gdzie zaplanowali atak na irańską ambasadę. Celem ataku miało być zmuszenie władz w Iranie do wypuszczenia przetrzymywanych w więzieniach osób odpowiedzialnych za powstanie w Chuzestanie.

Irańska ambasada w Londynie

Irańska ambasada w Londynie

Terroryści przyjechali do stolicy Wielkiej Brytanii na irackich paszportach 31 marca 1980 roku. Wynajęli mieszkanie i starali się wmieszać w tłum. Prawdopodobnie nawiązali wówczas również kontakt z przedstawicielami irackiej ambasady, którzy mieli zorganizować dla nich broń.

Atak na ambasadę

We wtorek, 30 kwietnia około 9:00 rano, sześciu terrorystów opuściło mieszkanie i przez dwie godziny krążyło po mieście. W tym czasie prawdopodobnie odebrali broń, przemyconą w irackiej poczcie dyplomatycznej. Pod ambasadę Iranu dojechali około 11:30. Uzbrojeni w pistolety i karabinki AK sterroryzowali pilnującego wejścia policjanta, Trevora Locka, który nie zdążył wyjąć broni. Udało mu się jedynie uruchomić system alarmowy, dzięki czemu powiadomił policję o niebezpieczeństwie.

Napastnicy wtargnęli do wnętrza budynku i w ciągu kilku minut przejęli nad nim kontrolę. Tylko 3 osoby zdążyły uciec. Czwarta, Gholam-Ali Afrouz podczas ucieczki został ranny i wpadł w ręce terrorystów. Oprócz pracowników ambasady, wśród zakładników znalazło się kilku obcokrajowców, łącznie 26 osób.

Operatorzy SAS przygotowujący się do szturmu na ambasadę

Operatorzy SAS przygotowujący się do szturmu na ambasadę

Policja przyjechała na miejsce już po kilku minutach, ale nie wiedząc co się dzieje ograniczyła się do zabezpieczenia terenu i powiadomienia służb antyterrorystycznych o incydencie. O godzinie 15:15 jeden z napastników noszący pseudonim Oan przekazał policji pierwsze żądania. Oczekiwał uwolnienia do południa 1 maja, 91 więźniów przetrzymywanych w Chuzestanie przez irańskie władze. Około godziny 16:30 terroryści wypuścili jedną z pracownic ambasady – Frieda Mozaffarian, ponieważ skarżyła się na złe samopoczucie, a terroryści uznali, że jest w ciąży.

Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, brytyjskie władze rozpoczęły procedury przewidziane na wypadek ataku terrorystycznego, opracowane po zamachu w Monachium w 1972 roku. Do Londynu ściągnięto specjalistów od działań antyterrorystycznych oraz operatorów SAS (Special Air Service) z bazy w Hereford. Byli oni przeszkoleni do działań antyterrorystycznych.

Jeden z zakładników uciekający z ambasady podczas szturmu

Jeden z zakładników uciekający z ambasady podczas szturmu

Ze względu na brak kooperacji z strony władz irańskich, które zaczęły oskarżać Brytyjczyków o… zainicjowanie ataku jako zemstę za trwający kryzys w amerykańskiej ambasadzie w Teheranie, brytyjskie władze podjęły decyzję o zastosowaniu wobec terrorystów brytyjskiego prawa (chociaż zgodnie z prawem międzynarodowym budynek ambasady jest suwerennym terytorium kraju do którego należy ambasada).

Operatorzy SAS przybyli na miejsce 1 maja i rozpoczęli przygotowania do ewentualnego szturmu na budynek. Obawiając się eskalacji napięć w związku z brakiem możliwości spełnienia żądań terrorystów, operatorzy mieli być gotowi do wejścia do budynku w każdej chwili. Równocześnie opracowywano szczegółowy plan ataku, tak, aby rozpocząć go w dogodnym momencie. Z przyczyn zdrowotnych, terroryści wypuścili tego dnia jednego z zakładników – Chrisa Cramera.

Operatorzy SAS podczas szturmu na ambasadę

Operatorzy SAS podczas szturmu na ambasadę

W ramach prowadzonych negocjacji, udało się przesunąć termin realizacji żądań, ale brytyjskie władze nie podjęły żadnych prób ich spełnienia, starając się maksymalnie zyskać na czasie. Równocześnie technicy zaczęli montować urządzenia podsłuchowe w ścianach, aby dowiedzieć się co dzieje się w środku. Obawiając się wykrycia prac przez terrorystów, dowodzący operacją poprosili władze miasta, aby przeprowadziły w pobliżu budynku fikcyjne prace remontowe instalacji gazowych. Dzięki temu terroryści nie mogliby zidentyfikować źródła hałasu.

Wbrew oczekiwaniom, terroryści zażądali przerwania prac, w związku z czym trzeba było znaleźć inne źródło dodatkowego hałasu. Dowodzący akcją poprosili więc władze lotniska Heathrow, aby samoloty podchodzące do lądowania przelatywały niżej nad miastem. 2 maja o godzinie 9:30 jeden z terrorystów pojawił się w oknie ambasady, żądając od policji dostępu do telefonu lub systemu telex, dzięki czemu mogliby nawiązać kontakt z mediami.

Operatorzy SAS podczas szturmu na ambasadę

Operatorzy SAS podczas szturmu na ambasadę

3 maja w zamian za uwolnienie dwóch zakładników, terroryści otrzymali możliwość wygłoszenia oświadczenia na antenie BBC. Uwolnionymi zakładnikami byli Hiyech Kanji i Ali-Guil Ghanzafar. Tego ostatniego uwolniono ponieważ… chrapał w nocy i budził zakładników. 4 maja brytyjskie władze próbowały bez rezultatu kontynuować rozmowy z przywódcami państw arabskich, starając się namówić ich do negocjacji z terrorystami, którzy byli coraz bardziej nerwowi.

Ostatni dzień oblężenia – Operacja Nimrod

5 maja od rana sytuacja zaczęła się pogarszać. Terroryści niezadowoleni brakiem konkretnych działań zaczęli grozić, że zabiją zakładników. O godzinie 13:45 spełnili swoje groźby i zastrzelili jednego z pracowników ambasady – Abbasa Lavasaniego. Jego ciało zostało później wyrzucone przed budynek ambasady.

Obawiając się eskalacji przemocy, minister spraw wewnętrznych, Willie Whitelaw po naradzie z dowódcą oddziału SAS, Peterem de la Billiere i rozmowie z premier Margaret Thatcher wydał rozkaz rozpoczęcia szturmu na ambasadę w celu odbicia zakładników. Przewidywane straty miały wynieść aż 40% zakładników. Szturm otrzymał kryptonim Operacja Nimrod.

Dokładnie o 19:23 dwie grupy operatorów SAS (liczące według różnych źródeł od 25 do 35 operatorów) wkroczyły do budynku przez dach i okna. Jeden z operatorów SAS podczas schodzenia na linie zaplątał się w nią i przy próbie jego uwolnienia drugi z żołnierzy przypadkowo rozbił okno, co zaalarmowało terrorystów. Cała akcja była dokładnie filmowana przez dziennikarzy. Uzbrojeni w granaty dymne i hukowe oraz pistolety maszynowe MP5 operatorzy w ciągu 17 minut opanowali budynek, chociaż incydent z zbitą szybą pozbawił ich efektu zaskoczenia.

Operatorzy SAS podczas szturmu na ambasadę

Operatorzy SAS podczas szturmu na ambasadę

W trakcie szturmy zginęło 5 terrorystów i jeden zakładnik. Kilkoro zakładników i jeden operator SAS zostało rannych. Podczas walk wewnątrz ambasady wybuchł pożar, który znacząco zniszczył wiele pomieszczeń. Po akcji wszyscy zakładnicy zostali wyprowadzenia na tył ambasady i zgodnie z procedurami zatrzymani do czasu identyfikacji. Jeden złapany terrorysta został przekazany policji, chociaż operatorzy SAS podobno rozważali jego rozstrzelanie. Niektórzy z operatorów zostali później przesłuchani i oskarżeni i nadużycie siły i zabicie dwóch terrorystów, którzy mieli się poddać. Oczyszczono ich jednak z zarzutów.

Skutki

Operacja odbicia ambasady zakończyła się pełnym sukcesem i mimo przewidywanych strat udało się uratować prawie wszystkich zakładników. Rząd Margaret Thatcher dzięki swojej stanowczej postawie zyskał natomiast znaczące poparcie społeczne.

Margaret Thatcher wraz z operatorami SAS

Margaret Thatcher wraz z operatorami SAS

Ze względu na to, że akcja prowadzona była w biały dzień, media nie tylko relacjonowały jej przebieg, ale również zaczęły szukać informacji o jednostce, która przeprowadziła szturm. Informacje na temat istnienia SAS szybko trafiły do mediów, co było nie na rękę dowódcom jednostki, którzy od początku jej istnienia starali się utrzymać ją w tajemnicy. Rozgłos miał jednak jeden pozytywny skutek, ponieważ utwierdził brytyjskie władze w potrzebie utrzymania tak drogiej i specjalistycznej jednostki.

Poważnie uszkodzony podczas operacji budynek ambasady wyremontowano dopiero w 1993 roku. Skutkiem wydarzeń w Londynie był również upadek Demokratycznego Front Wyzwolenia Arabistanu, a tym samym całego ruchu separatystycznego w Chuzestanie.

Podziel się.

O autorze

Michał Banach

Gdybym miał spisać wszystkie swoje zainteresowania to nie starczyłoby mi życia. Głównie interesuję się historią, militariami i techniką a także fotografią, ale lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skończyłem studia na kierunkach stosunki międzynarodowe oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

  • Mark Messer

    I właśnie przejścia do tego jakżesz ciekawego tematu mi zabrakło.
    Brytyjczycy wybrali oddziały wojskowe nie bez przyczyny. W latach siedemdziesiątych terroryzm przeszedł pewne metamorfozy (właściwie zaczęło się to jeszcze w sześćdziesiątych). Najbardziej istotną, z punktu widzenia przeciwdziałania temu zjawisku, był wzrost profesjonalizmu. Wynikał on głównie z rosnącego zaangażowania różnych państw we wspieranie terroryzmu i zorganizowanej przestępczości (Polska też szkoliła Palestyńczyków i różnych czerwonych popaprańców). Prym wiodły oczywiście ZSRR i USA – pierwsi wspierali bojówki lewicowe i antyizraelskie, drudzy prawicowych. Poza tym różne mafie i tym podobne.
    Trend ten wówczas przybrał na sile i trwa nadal, zaryzykowałbym stwierdzenie, że dopiero teraz widać go w pełnej krasie 🙂 .

    Stąd Brytyjczycy woleli wystawić armię przeciw armii, miast mozolnie szkolić policjantów. Szczególnie, że SAS miało już sporo do czynienia z IRA.

  • A tu schodzimy teraz do jeszcze ciekawszego tematu. Skutki min. zamachu w Monachium i przebudowa sił policyjnych w Europie, utworzenie jednostek terrorystycznych itp. Irlandia oczywiście też miała w tym swój wkład.

    Każdy kraj poszedł nieco inną drogą. Brytyjczycy wybrali wtedy doszkolenie SAS-u, ponieważ miał on wyposażenie i umiejętności, co znacząco ułatwiało utworzenie nowej jednostki.

  • Mark Messer

    Rozumiem, takoż na wstępie stwierdziłem, że mnie to nie pasuje (ale nie musi), a słownikowo jest w porządku.
    „Operator” nieodmiennie kojarzy mi się z dowcipem o operatorze bata na plantacji bawełny 🙂 .
    „Żołnierz” pasowałby choćby dlatego, by dać asumpt rozważaniom czemuż Brytyjczycy postawili na jednostkę wojskową miast policyjnej (bo wesołe zabawy w Irlandii, a może coś innego?).

  • Ale taka terminologia jest przyjęta, więc tego się trzymam. Zresztą tak jak mówiłem – specyfika formacji sprawia, że określenie żołnierz, antyterrorysta lub komandos nie pasuje tutaj bo jest zbyt szczegółowe.

  • Mark Messer

    Jak wspomniałem, słownikowo jest w porządku. Niemniej z logicznego punktu widzenia słowo „operator” daje mniej informacji o formacji, niż dla przykładu, „żołnierz”. Dzieje się tak dlatego, że wykonywać różnego rodzaju operacje może dowolny zespół profesjonalistów. „Operator” nie niesie ze sobą informacji o jakiś dodatkowych własnościach owej grupy.
    Słowo to w odniesieniu do grup komandosów lub antyterrorystów wzięło się bodaj z Rainbow Six (a może wcześniej). Umożliwiło to ujęcie wszystkich jednostek tym samym słowem, nadto angielski jest językiem upraszczania, szczególnie jeśli jest kierowany do międzynarodowej widowni.

  • Z czysto słownikowego punktu widzenia wszystkie określenia można by jakoś zamiennie wykorzystywać. Preferuję jednak operatora w tym przypadku, ponieważ oddział biorący udział w operacji był czymś pomiędzy oddziałem specjalnym, a antyterrorystycznym. Co istotne, oni wykonywali operację, zaplanowaną i przygotowywaną przez kilka dni. Nie zostali rzuceni do działania ot tak 🙂

  • Mark Messer

    To może komandos? Bo operator oznacza wykonującego operację. Jest zatem mało precyzyjne. Określenie „żołnierze” byłoby jak najbardziej dokładne – właśnie tym byli.

  • Nie do końca jest to odpowiednik antyterrorysty. W 1980 roku SAS było jednostką specjalną, przeszkoloną do zadań antyterrorystycznych w związku z zamachem w Monachium w 1972 roku. To nie była jednostka antyterrorystyczna tylko zwykli komandosi. Określenie żołnierze też byłoby tu niedokładne. Operator wydaje się najbardziej uniwersalny w przypadku komandosów będących również antyterrorystami 😉

  • Mark Messer

    Może jestem czepialski, ale obecna moda na kalkę „operator” w przypadku antyterrorystów mnie razi. Zdaję sobie sprawę z faktu, że używa Pan tego słowa poprawnie, niemniej dla mnie wygląda ono sztucznie w kontekście oddziałów antyterrorystycznych. Bardziej pasowało by mi użycie słów „antyterrorysta”, bądź „żołnierz” (uprawnione – SAS jest jednostką wojskową). Ale de gustibus…

Google+