Nie uważam się ani za wytrawnego podróżnika, ani wszędobylskiego globtrotera. Nie jestem też kobiecym wcieleniem Indiany Jonesa (czego żałuję niezmiernie), ani nieco młodszą wersją Pawlikowskiej. Nigdy z resztą nie pretendowałam do bycia kimś takim. Jedyne, co z całą pewnością mogę powiedzieć o sobie to to, że kocham podróże. Wszystkie, bez wyjątku. Przemieszczanie się to moja pasja. Uwielbiam latać, jeździć samochodem, wysiadywać w pociągu i tłuc się autobusem, nie gardzę też stopem ani transportem wodnym, a ponad wszystko uwielbiam trekkingi. Dając upust tym dziwnym fanaberiom staram się relatywnie dużo podróżować, o czym pewnie zdążyliście się już przekonać 🙂 Przez ostatnie kilka lat zorganizowałam (dla siebie lub znajomych) kilkadziesiąt wyjazdów, co ważne najczęściej w wersji low cost. Sporo się dzięki temu nauczyłam, paradoksalnie głownie poprzez dokonywanie złych wyborów i mniejsze lub większe pomyłki. Poniżej znajdziecie kilka frustrujących błędów organizacyjnych, których warto unikać podczas samodzielnego planowania wyjazdu. Oczywiście lista jest bardzo subiektywna i jeśli skorzystacie z moich porad to robicie to na własną odpowiedzialność i ryzyko 🙂 A teraz zapraszam do lektury.

1. Pochopne korzystanie z najtańszych przelotów

Odkąd na światowym rynku pojawiły się tanie linie lotnicze podróż z Gdańska do Oslo może być kilkukrotnie tańsza niż przejazd z Warszawy do Modlina. Warto jednak pamiętać, że budżetowi przewoźnicy korzystają najczęściej z małych, lokalnych lotnisk, niejednokrotnie bardzo oddalonych od rzeczywistego celu naszej podróży. I tak przelot na wspomnianej wcześniej trasie z Polski do Skandynawii przy dobrych wiatrach można upolować za 34 zł, ale już za przejazd z portu lotniczego do centrum miasta zapłacimy 2-3 razy więcej. Poza tym, w tanich liniach lotniczych cena biletu nie zawiera bagażu rejestrowego, co w niektórych przypadkach znacząco może podnieść koszty całej podróży. Jeśli nie mamy do czynienia z naprawdę spektakularną promocją polecam sprawdzić alternatywne połączenia u regularnych przewoźników. Pewnie w 75% procentach przypadków i tak będzie drożej niż w tanich liniach, ale porównanie stawek nie zaszkodzi, a może kiedyś  stanie się gwarantem niższej ceny. Regularni przewoźnicy również miewają promocje.

2. Brak rezerwy czasowej podczas przesiadek

Czasem bywa i tak, że zanim dotrzemy do celu naszej podróży po drodze trzeba wielokrotnie się przesiadać czy to w ramach jednego lotniska czy całego miasta. Warto w takim przypadku zasięgnąć nieco języka i np. opinii internautów z forów tematycznych i dowiedzieć się ile rzeczywiście czasu potrzeba na takie wariacje. Wszak wiadomo nie od dziś, że nie tylko korki na drogach mogą pokrzyżować nam plany. Ogromne lotnisko, opóźnienia w przylotach, dłuuugie kolejki przy odprawie bagażowo-biletowej lub podczas kontroli bezpieczeństwa – wszystko to należy wziąć pod uwagę podczas planowania czasu na przesiadki. Oszczędzicie sobie w ten sposób nerwów i ewentualnych kłopotów jeśli okaże się, że nie zdążyliście na którykolwiek z odcinków podróży.

TAXI

3. Nocleg daleko od centrum

Hotele mają to do siebie, że oprócz standardu i dostępnych udogodnień cenią się także za swoja lokalizację. I tak, trzygwiazdkowy (albo nawet o gorszym standardzie) hotel w centrum miasta bywa z reguły sporo droższy niż czterogwiazdkowy, ale położony gdzieś na przedmieściach. Warto wtedy zadać sobie pytanie, ile czasu chcemy dziennie poświęcać na dojazdy i jak to wyjdzie cenowo. Może się okazać w ogólnym rozrachunku, że po dodaniu biletów komunikacji (i ewentualnie zmarnowanego na dojazdy czasu) pierwotnie droższy hotel w centrum okaże się sporo tańszy od tego na obrzeżach. Co do standardu, to sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie co jest dla Was ważniejsze – dobre położenie czy komfort. Choć jedno nie wyklucza przecież drugiego.

4. Kierowanie się zdjęciami podczas wyboru noclegu

Wynajmując nocleg w nieznanym miejscu czytajcie opinie, jakie wystawili mu inni goście. Zdjęcia pokoi, które oglądacie w sieci bardzo często zupełnie nie oddają wyglądu rzeczywistego. Stan faktyczny może się okazać dużo gorszy niż ten deklarowany na stronie. Oczywiście opinie internautów również należy traktować z przymrużeniem oka, bo czyż nie jest przesadą zdjęcie gościa hotelowego, którzy wrzuca na tripadvisor fotkę krzywo zrobionej fugi łazienkoweji podpisuje ją w taki sposób: „The worst holiday ever”

5. Pakowanie zbyt wielu rzeczy

Ja rozumiem, że cztery rodzaje kremów, suszarka i prostownica oraz 15 kompletów ubrań w różnych zestawieniach kolorystycznych dostosowanych do zmiennych warunków pogodowych to niezbędne minimum, ale proszę Was! Albo wybieramy się w podróż, albo jedziemy na lansik. Nie mam zamiaru komentować przypadku nr 2, bo ciężko mi wymyślić coś pozytywnego, a nie chcę złorzeczyć z okazji piąteczku. Wierzę natomiast w proszek do prania i takie cudo techniki jak pralka. O ile nie wybieracie się do dżungli albo na pustynię zawsze znajdzie się miejsce gdzie można uprać znoszone łaszki. I pamiętajcie, że od dwudniowej koszulki nikt jeszcze nie umarł.

6. Bagaż do luku

Kontynuacja punktu nr 5. Jeśli zadecydujecie, że nie trzeba jednak zabierać tony ubrań popartej słusznej wielkości kosmetyczką i miliona innych zupełnie zbędnych rzeczy warto pomyśleć o spakowaniu się tylko do bagażu podręcznego (zarówno podczas podróży samolotem jak i naziemnymi środkami komunikacji). W większości przypadków taki pakunek to nawet 50-litrowy plecak lub mała walizka (ale trzeba uważać na wystające kółka, które znacznie zmniejszają powierzchnię użytkową bagażu). Ryzykanci mogą próbować „przemycić” jako podręczny coś większego (jak to w życiu bywa, czasem się udaje a czasem nie). Opcja tylko dla zaprawionych w boju podróżników 🙂

7. Chęć zobaczenia za wiele w zbyt krótkim czasie

Nie da się zobaczyć wszystkiego. Kiedyś ciężko było mi zaakceptować ten fakt. Zawsze każdy wyjazd chciałam wycisnąć niemal jak cytrynę, do ostatniej kropli. Nie dawałam sobie praktycznie w ogóle luzu na odpoczynek, na chwilę kontemplacji, nawet na zwykłe błądzenie. Wszystko musiało być zaplanowane, a każda minuta wypełniona do ostatniej sekundy. Ale już tak nie robię.  Zrozumiałam wreszcie, że w podróżowaniu chodzi o coś zupełnie innego niż zaliczanie kolejnych atrakcji. I dzięki temu moje wspomnienia stały się pełniejsze, bardziej kolorowe i wartościowsze. Paradoksalnie, mimo że oglądam mniej, pamiętam więcej i tyleż doświadczam. Bo w podróżowaniu chodzi o to, żeby się oderwać od codzienności, zobaczyć świat z innej perspektywy i czegoś się nauczyć, nie tylko o świecie, ale również o sobie. To wszystko przyjdzie Wam łatwiej, kiedy znajdziecie chwilę czasu na relaks, a nie tylko na bieganie od jednego miejsca do drugiego w tym turystycznym szale, z którego potem niewiele się pamięta.

8. Brak korelacji w tym co się chce a tym co wypada

Wybierając się w podróż musicie sobie odpowiedzieć na pytanie, po co tak właściwie wyjeżdżacie. Odpowiedź jest z pozoru prosta. Ale tylko z pozoru. Przecież jesteśmy rożni, mamy inne priorytety i odmienne upodobania. Nie każdy lubi historię i nie wszyscy uwielbiają zwiedzanie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Dla jednego udany urlop to taki, podczas którego spróbował wszystkie gatunki lokalnego piwa. Ktoś inny będzie twierdził, że najważniejsze to zobaczyć wszystko z przewodnikowej listy must see. Kolejna osoba będzie preferować muzea i wystawy albo knajpy. Jeszcze inna wybierze leniwe spacerki po okolicznych atrakcjach, niekoniecznie tych wymienianych w pierwszej kolejności. Jesteście różni i macie różne potrzeby. Nie ma najmniejszego sensu planować wakacji po dyktando odgórnie ustalonych atrakcji. Być w Egipcie i nie widzieć piramid to pewnie nie powód do dumy (w końcu to nie byle jaka rzecz), ale z drugiej strony to Wasze wakacje i planujcie je tak, aby przywieźć jak najlepsze wspomnienia, nawet jeśli będą to tylko opowieści znad basenu.

9. Ślepe podążanie za wskazówkami z przewodnika

Są takie wydawnictwa, które od wielu lat stanowią niemal biblię dla wszelkiej maści podróżników. Lonely Planet czy Rough Guides (dostępne również w polskich przedrukach) to przewodniki, które niemal krok po kroku pokazują gdzie należy pójść i jak się tam dostać, w czym spać i co jeść. Niby wszystko tutaj w porządku, bo przecież te wszystkie słynne miejsca z jakiegoś powodu stały się sławne i na pewno warto je odwiedzić. Dobrze jednak czasem zejść z utartych szlaków i podążać swoją drogą. Tam gdzie nie ma turystów znajdziecie prawdziwych ludzi, równie piękne miejsca co te rozsławione tyle tylko, że bez tłumów i horrendalnie drogich wejściówek. Nie warto zatem planować całego wyjazdu krok po kroku opierając się na danych znalezionych w przewodnikach. Kiedy dotrzecie na miejsce przeznaczenia, schowajcie do plecaka wszystko co będzie pomocne we wskazywaniu drogi i dajcie się ponieść swoim nogom – one będą wiedziały gdzie należy pójść.

10. Zbyt późne aplikowanie o wizy/pozwolenia/paszport

Bardzo prosty do uniknięcia, a jednak dość często popełniany błąd. Przy wjeździe do większości krajów świata wymagany jest paszport ważny co najmniej 6 miesięcy. Warto pilnować tego terminu gdyż w krytycznym momencie może być już za późno, a czas oczekiwania na dokument to nawet miesiąc. Podobnie jest z wszelkiego typu wizami i pozwoleniami na wjazdy. Z reguły proces aplikacji od momentu złożenia dokumentów, aż do szczęśliwego finału trwa od kilku do kilkunastu dni roboczych. Często jednak zapominamy, że zagraniczne ambasady mają swoje dni wolne od  pracy, poza tym zgodnie z prawami Murphy’ego jeśli coś może pójść niezgodnie z założeniami to z pewnością tak się stanie :). Dmuchajcie więc na zimne i aplikujcie o niezbędne w podróży dokumenty z odpowiednio dużym zapasem czasowym.

Podziel się.

O autorze

Google+